ODPOWIEDZ
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Znów balansowała na granicy, do której obiecała sobie nie powracać. Życie pisze jednak swoje własne scenariusze i jedyne co jest pewne na tym świecie to śmierć i podatki. Każdy radził sobie z emocjami inaczej, jednemu wystarczyło milczenie, komuś innemu rozwalenie coś, a Madison? Dobra muzyka, jeszcze więcej alkoholu i starzy znajomi, przy których mogła zrzucić te wszystkie maski i być sobą, tak przynajmniej myślała, że jest.
Nie trudno było odnaleźć grupę bogatych dzieciaków, którzy uwielbiali imprezować. Zawsze mieli swoją własną lożę w klubie The Shop. I to właśnie tam dzisiejszego wieczora Maddie skierowała swoje kroki, weszła bez najmniejszego problemu, od wejścia uderzył ją zapach klubowego dymu, duszności i alkoholu. Czuła się jakby wróciła w miejsce, które idealnie do niej pasuje, do towarzystwa, które było jej cholernie pokrewne. Kroczyła po schodach w stronę balkonu z lożami, ubrana w czarną obcisłą mini czuła wzrok wszystkich na sobie, długie blond włosy, które zdecydowała się rozpuścić bujały się na boki z każdym jej kolejnym krokiem. Dopełnieniem tego wszystkiego był figlarny i bezczelny uśmiech, znów była sobą. Bez tych dramatów, bez oceniania co jest dobre, a co złe, dzisiaj plan był prosty, zrobić to co umiała najlepiej: bawić się.
Po wejściu na lożę przywitała się ze znajomymi, alkohol zaczął się lać, kolejka za kolejką, aż Mads totalnie straciła rachubę ile ich w siebie wlała. Potem z przyjaciółkami poszła na parkiet, tańczyła z Kitty, śmiały się i brylowały na samym środku. W pewnym momencie blondynka dostrzegła jak ciemnowłosa wyciąga dwie tabletki, jedną z nich połknęła, a drugą położyła na swoim języku w zapraszającym geście. Lennox nie potrzeba było wiele, przejęła od przyjaciółki tabletkę całując się z nią. I znów...impreza rozkręcała się jeszcze bardziej.
Powiedzenie, że Maddie powoli traciła kontakt z rzeczywistością to jak nie powiedzieć nic, czuła jak jakby ktoś zamknął ją za szybą. Wzrok miała zamglony, głosy i muzyka dochodziły do niej ze sporym echem i opóźnieniem. Tańczyła z jakimś chłopakiem, totalnie nie pamiętała nawet jego twarzy czy imienia, nie za bardzo docierało do niej też co mówił. Jedyne co zapamiętała to jego dłonie na swoim ciele, usta tuż przy jej uchu i na szyi. Chciała się temu poddać, ale jej ciało niekoniecznie, nie czuła przyjemnych dreszczy, nie czuła tego podniecenia, ale to wszystko dlatego, że to nie były jego dłonie, to nie były jego usta tuż przy jej uchu. I nagle niczym fala wróciły do niej wspomnienia z jej mieszkania, znów słyszała wszystko co mu wtedy powiedziała, widziała ból w jego oczach, który rozrywał jej serce.
Zrobiło jej się duszno i słabo, serce waliło jak oszalałe, a jej powoli zaczynało brakować oddechu, musiała wyjść. Wyrwała się z objęć nieznajomego i skierowała się do wyjścia, przepchnęła się przez tłum i dopadła drzwi. Kiedy je przekroczyła uderzył w nią nocny mróz, ale nie zatrzymała się, dość chwiejnym krokiem ruszyła chodnikiem przed siebie. Chciała uciec, chciała znaleźć się jak najdalej, uciekała przed tymi beznadziejnymi emocjami, które ją dopadły. Przeszła dwie ulice od klubu i musiała się zatrzymać, szpilki dość mocno wbijały się w jej nogi, miały jakieś sznurowanie aż do łydki, którego nie potrafiła rozplątać po każda próba pochylenia się kończyła się prawie upadkiem. Miała plan zadzwonić po taksówkę, niby dobry, ale w tym całym dziwnym ataku nie wzięła z loży torebki.
Znów to zrobiła, znów okłamała samą siebie niszcząc własną obietnicę. Plus taki, że wyszła dość wcześniej bo jeszcze kilka godzin w starym towarzystwie i dopiero byłaby tragedia. Tak to zdążyła w ciągu dwóch godzin wymieszać alkohol z lsd, które wchodziło jej zdecydowanie za mocno.
Oparła się nagimi plecami o zimną ścianę budynku przy którym stała, chciała tym sposobem jakoś się otrzeźwić, ale było jej tylko zimno. Musiała wrócić do domu, póki jeszcze tabletki nie zaczęły działać, o wiele bardziej wolałaby mieć zjazd we własnym łóżku.
Ruszyła znów przed siebie, szła zygzakiem, całym chodnikiem niemalże nie wchodząc na jezdnie gdzie kilka pojedynczych aut zaczęło na nią trąbić. Skupiła się na swoich własnych krokach tym samym odrzucając sprzed oczu natrętne wspomnienia z jej apartamentu, które wracały ją bumerang, jakby chciały jej pokazać, że chujowo zrobiła.
Wiedziała to, dotarło to do niej kiedy postanowiła wybrać się do tego klubu, bo wydawało jej się, że tak łatwiej uciszy wyrzuty sumienia.
Klasyczna Madison.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To był długi dzień, jeden z tych, które ciągną się jak guma. Alex czuł każde uderzenie serca w skroniach i każdy napięty mięsień po dzisiejszym treningu, który miał być formą terapii, a skończył się... Cóż, katowaniem organizmu. Dorywcza fucha przy rozładunku towaru w magazynie w West End tylko dopełniła dzieła - jego dłonie były szorstkie, plecy sztywne, a jedyne, o czym marzył, to prysznic i kilka godzin snu bez żadnych pieprzonych snów o blond włosach i brązowych oczach. Od ich kłótni minęło kilka dni, które spędził na... dziwnej wojnie z samym sobą. Trzymał telefon w ręce częściej, niż chciałby przyznać. Pisał wiadomości - krótkie, długie, wściekłe, przepraszające - tylko po to, by sekundę później kasować je z furią. „Daj mi ochłonąć” - tak jej powiedział, ale prawda była taka, że im więcej czasu mijało, tym bardziej czuł, jak bardzo puste są jego dni bez jej uporu i zawziętości. Jednak... nie wiedział, co mógłby jej powiedzieć. Obiecał jej, że wszystko wyjaśni, ale z każdym kolejnym dniem miał na to coraz mniejszą ochotę. Wiedział, jakiej reakcji mógł się po niej spodziewać, a to sprawiało, że odkładał tę chwilę jak najdłużej mógł. Jednocześnie wszystko, co powiedział jej tamtego wieczoru, było prawdą. Potrzebował jej towarzystwa bardziej niż był skłonny przyznać. To z jej powodu zapełniał sobie wszystkie możliwe godziny w ciągu dnia - chciał wypełnić każdą lukę w grafiku, brał dodatkowe zlecenia, katował się na siłowni i zostawał po godzinach w pracy, byle tylko wracać do domu na tyle wykończonym, by nie mieć siły na myślenie, bo gdy tylko dopadała go cisza, pojawiała się ona i ten cholerny ucisk w klatce piersiowej, którego nie potrafił zwalczyć żadnym treningiem.
Teraz lodowaty wiatr smagał karoserię jego lancera, a on raz po raz kręcił kierownicą, marząc o tym, by być już pod domem, wziąć ten jebany prysznic i odpłynąć do krainy snów, ale... wtedy zobaczył.
Początkowo myślał, że to tylko zmęczenie i jego własna wyobraźnia płatała mu figle. Jakaś dziewczyna szła zygzakiem po chodniku, odbijając się od ścian budynków. Musiała być bardzo pijana. Cienka, czarna sukienka, gołe plecy, rozpuszczone włosy... i brak jakiejkolwiek kurtki. Przy minus piętnastu stopniach. - No nie, kurwa... - warknął pod nosem, kiedy rozpoznał ten sposób poruszania się. Ten dumny krok, który teraz był tylko żałosnym wspomnieniem jej pewności siebie. Zatrzymał auto z piskiem opon, niemal na środku jezdni, ignorując trąbiącego za nim kierowcę. Wypadł z samochodu, nie gasząc nawet silnika. Złapał dziewczynę za lodowate ramię, gdy znów zaczęła niebezpiecznie przechylać się w stronę jezdni. - Maddie? Co ty tu odstawiasz, pojebało cię? - głos Alexa przeciął ciszę, a Lennox ledwie drgnęła. Wyglądała jakby zmroziło jej mózg. Musiała mieć naprawdę opóźnioną reakcję, bo Alex już sekundę później machnął ręką - zniecierpliwiony - po czym zdjął z siebie kurtkę i zarzucił na jej nagie, lodowate ramiona. Westchnął ciężko, czując, jak całe zmęczenie dnia zwala mu się właśnie na kark. Przez chwilę trzymał Maddie mocno za ramiona, sprawdzając, czy w ogóle zdawała sobie sprawę, kto przed nią stał. - Dobra, bez pytań. Idziemy - uciął, widząc, że i tak niewiele do niej docierało. Był zły, ale... sam nie wiedział, dlaczego. Może o to, że po tych wszystkich dniach milczenia spotkał ją w takim stanie? A może czuł złość na jej nieodpowiedzialność i... na samego siebie - bo wystarczyło jedno spojrzenie na jej trzęsące się ciało, by wszystkie jego postanowienia o „trzymaniu dystansu” poszły się jebać? - Słyszysz mnie? Pakuj się do auta. Już - zadecydował ostro, otworzył drzwi pasażera i czekał, aż Maddie łaskawie zdecyduje się wsiąść.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Shop”