25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tysiąc trzy. Tyle pięter miał w głowie Donnie, kiedy skończyli mu robić badanie. Czasem nie liczył, bo odpływał myślami, a dwa razy się pomylił i zaczynał od początku.
-Nie grasz w strzelanki, a udajesz, że grasz w strzelanki, bezsensu... - dla niego to było bez sensu, chociaż zaraz znowu wbijał zielone tęczówki w jej ładną buzię - jakie gry przygodowe? - dopytał jeszcze, ale prawda jest taka, że nawet jakby mu powiedziała jakie, to on i tak nie znał się na grach. Nie grał, czasem mu się zdarzyło, ale to naprawdę rzadko, najczęściej miał zajawkę, ściągał coś, odpalał... i wyłączał po pięciu minutach. Donnie pytał po prostu, żeby pytać, bo był ciekawski, bo lubił drążyć. Może minął się z powołaniem i powinien zostać jakimś dociekliwym reporterem?
Oczywiście, że dla niego ten zeszyt ostatnich słów był wyjątkowy... Przecież nekrologi, ostatnie słowa, to się tak łączyło. Donnie zresztą miał jakąś dziwną, niezdrową fascynację śmiercią. To nie tak, że był psychiczny, albo miał myśli samobójcze, ale często o tym myślał. Co ludzie czują jak umierają. Żeby się wczuć w to swoje pisanie pewnie. A ona miała coś... co pomogłoby mu się chociaż trochę wczuć. Ostatnie słowa.
A on zawsze myślał, że te jego są ostatnie.
- A gdzie go masz? - zapytał od razu, bo skoro spisywała te ostatnie słowa w szpitalu, to on wyszedł z założenia, że ma go właśnie tutaj, ale jednak nie. Zmarszczył brwi, a jednak kiedy powiedziała, że może go zobaczyć, to znowu pochylał się do niej, blisko, to znowu zielone oczy zawiesił na jej twarzy. Chociaż kiedy się zaczęła się śmiać, to zaraz się odsunął, spojrzał na nią z dystansu, uniósł jedną brew, a jeden kącik jego ust uniósł się do góry, czy to takie śmieszne? Najwidoczniej tak.
Nabrał powietrze w płuca i chwilę się zastanowił nad tym, co powiedziała.
- Dobra... - zaczął, ale no przecież nie mógł tego tak zostawić, jakiemuś losowi, że jeśli ich drogi się przetną. W Toronto?
- To umów się ze mną - wypalił - gdzieś cię zabiorę, a ty zabierzesz zeszyt - znowu podniósł spojrzenie na jej oczy - a możesz się umawiać z pacjentami? Ale w sumie jutro już nie będę twoim pacjentem - wzruszył ramionami. No bo przecież jak stąd wyjdzie, to chyba już nie będzie? Co prawda Donnie w ogóle rzadko nalegał na jakieś kolejne spotkanie, na drugie, a już takie słowa jak zabiorę cię gdzieś, to przecież w ogóle nie były w jego stylu. Ale zaciekawiła go tym zeszytem na tyle, że naprawdę był gotowy gdzieś z nią wyjść. Gdziekolwiek. Do kina? Ona sobie obejrzy film, a on sobie poczyta. Ale to musiałby być słaby film, a kto chodzi na słabe filmy do kina?
Pozostawało pytanie czy ona się zgodzi, chociaż zanim to zrobiła, to Bowen już prosił ją, żeby coś przytoczyła. Aż wstrzymał powietrze, kiedy opowiadała o tym Gaspardzie spod piątki, a oczy mu zabłyszczały, uśmiechnął się delikatnie...
Tylko, że wtedy przerwała im pielęgniarka, a Donnie aż odchylił się na wózku... bo akurat w takim momencie.
W windzie chciał jej jeszcze dopytać co ten Gasprad wolałby od ziemniaków z groszkiem, ale jej zielone tęczówki błądziły po tych jego badaniach. I chociaż go skręcało, gryzło go to, to jednak ważniejszym pytaniem było to, czy będzie żył. Zadał je z dwanaście razy, czy przeżyje, czy jest okej i czy musi zapisać jego ostatnie słowa, a on napisać sobie jakiś nekrolog na zaś.
Kiedy byli już w gabinecie, a wózek zatrzymała obok łóżka, to wstał, tym razem powoli i zaraz już stał obok niej, ramię w ramię. Przechylając na bok głowę i patrząc na ten rezonans, na którym on to nic szczególnego nie widział.
- Czyli głowa w porządku? - zerknął jeszcze na nią, ale kiedy zaczęła mu tłumaczyć, że nie ma żadnych urazów, ani wstrząsu, to pokiwał głową. Też tak czuł, że po prostu za szybko się zerwał, ale czasem tak miał, że chciał wszystko szybko, teraz, już.
Pewnie dlatego krzywił się na te badania krwi. Ale skoro i tak nie miał nic do gadania. To dał sobie pobrać krew, igieł się nie bał, a do tego buzia mu się oczywiście nie zamykała, kiedy Abby ściągała do strzykawki jego krew. Nawijał jej o jakimś filmie, który ostatnio obejrzał, starej wersji Kruka, czy coś. A potem jeszcze o tym, że raz widział miejsce zbrodni, pełno krwi. Ale później przyznał, że kłamie, bo jednak może nie powinien tak o tym rozpowiadać? Jeszcze ją pochwalił, że jest delikatna. Zapytał czy zawsze taka jest.
Ogólnie Donnie był dość męczącym pacjentem. Pewnie dlatego, że on nie umiał być cicho i wszystko musiał wiedzieć. Nawet jeśli to była tylko pierdoła.
W końcu jednak się udało...
Wypisać go. Bo kiedy Abby zajrzała do niego po jakimś czasie, a on akurat zagadywał pielęgniarkę, to oznajmiła mu, że wyniki krwi też ma w porządku i może iść do domu. Przewiesił aparat przez ramię i oczywiście, że miał sobie iść, ale zanim to zrobił, to dał jej jeszcze jakąś wizytówkę ze swoim Instagramem i numerem telefonu. Bo jeszcze mu w końcu nie powiedziała, czy się z nim umówi, czy nie... Na to bliskie spotkanie ze śmiercią.
A właściwie z zeszytem z ostatnimi słowami.
- Jak się zdecydujesz, to napisz do mnie - jeszcze mrugnął do niej jednym okiem, i tyle go było widać.

koniec


Abby Wallace
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”