ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

#3

Z ostatnich informacji jakie uzyskał, jeden ze zbiegów widziany był w greckiej restauracji, a ponieważ David tego dnia nie jadł śniadania, po południu był cholernie głodny, dlatego postanowił wybrać się we wskazane miejsce. Ogólnie w ostatnich dniach sporo zgłoszeń spłynęło co oznaczało dość intensywny czas. Jasne, mógł skorzystać z usług uber eats lub innego dostawcy jedzenia, lecz w tym wirze pracy, jakoś tak zdołał zapomnieć o głodzie.
Przypomniał sobie o nim dopiero, kiedy w brzuchu mu zaczęło burczeć i to tak, że gdy jeden z kolegów policjantów przyszedł do gabinetu Harrisona, to również mógł ten charakterystyczny (oznaczający bycie głodnym) dźwięk usłyszeć. Na szczęście koniec końców obaj panowie się zaśmiali a policjant zaproponował lunch, lecz David powiedział, że zaraz rusza w jedno miejsce, gdzie będzie mógł wrzucić coś na ruszt - choć najchętniej to opędzlowałby jakiegoś kebaba na grubym cieście ale to może następnego dnia.
Tak czy inaczej jak powiedział tak zrobił. Zgarnął swoją kurtkę i poszedł do auta. Całkiem sprawnie poszło mu z dojazdem oraz znalezieniem miejsca tuż obok knajpki. Przed opuszczeniem samochodu, zgarnął tylko potrzebne materiały oraz upewnił się, że dobrze pamięta imię i nazwisko poszukiwanego zbiega. Upewniwszy się, że ma przy sobie odznakę wraz z dokumentem potwierdzającym bycie detektywem, wysiadł z auta i poszedł w kierunku drzwi wejściowych restauracji. Po przekroczeniu progu, zajął jedno z wolnych miejsc przy ścianie i zgarnął ze środka stołu menu myśląc, że to menu z daniami lecz okazało się, iż wypisane były tylko polecane napoje z procentami, a ponieważ on był samochodem oraz w robocie, nie mógł sobie pozwolić na procenty. Znaczy mógł, tylko mogłoby to mieć różne skutki.
Już wiem na co tu kiedyś przyjadę. pomyślał, widząc jedno z greckich piw, którego nigdy wcześniej nie pił. Już myślał, że o nim zapomniano, kiedy wreszcie otrzymał menu.
- Dziękuję. A! I czy mógłbym zadać kilka pytań? - spytał, nie pokazując swojej odznaki. Bo przecież mógł chcieć zadać pytania a propos dań, nieprawdaż? Dopiero po chwili zauważył kto stał koło jego stolika i poczuł.... takie dziwne ukłucie gdzieś w klatce piersiowej - nie potrafił dokładnie wskazać gdzie. To.... czy ja śnię?spytał samego siebie, mrugając szybko kilka razy.
Czy.
To.
Sen?
powtórzył w myślach, mając wrażenie, jakby właśnie czas się zatrzymał a on znieruchomiał niczym posąg. Nawet języka w gębie zapomniał. Trwając w takim stanie, nie słyszał ludzi siedzących obok ani nikogo.

Catherine Bennett
gall anonim
27 y/o
For good luck!
160 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

1.

Bywały takie dni, kiedy nie można było usiąść i napić się w spokoju herbaty lub kawy. Bywały też takie, gdy gości było mało, za to byli wyjątkowo roszczeniowi.
Catherine nie lubiła żadnego z powyższych, dlatego cieszyła się że dzisiaj było spokojnie. Co prawda mieli ruch, ale był on w granicach normy i można powiedzieć, że było całkiem przyjemnie. Z drugą kelnerką dawały jakoś radę sprawnie to ogarnąć i nie kazały czekać gościom na ich potrawy zbyt długo.
Co prawda kucharce zdarzyło się przypalić mięso do szaszłyków, pomoc kuchenna zdążyła zbić talerz, a druga kelnerka - Mary patrzyła zmartwiona w telefon nieco zbyt często, ale nie było tragedii.
- Powiem wam, że dzisiaj jestem w osiemdziesięciu procentach kawą. Myślicie, że uda mi się dobić całości? - zapytała żartobliwie, nalewając z dzbanka kolejną porcję napoju i oparła się plecami o framugę drzwi. Nancy, daj znać jak ktoś wejdzie i trzeba będzie go obsłużyć, co? - zapytała barmanki, widząc że Mary usiadła zdecydowanie zmartwiona na ławce przy ścianie w rogu kuchni. Niewiele myśląc usiadła obok niej, podsuwając w jej stronę kubek herbaty stojący do tej pory między nimi.
- Co się dzieje? - zapytała z troską słyszalną w głosie, ale na tyle cicho, by gwar kuchni to zagłuszył. Coś było nie tak. Nie umykało jej, że kobieta zdecydowanie za często zagląda w komórkę.
Z początku kobieta milczała, ale już po kilku minutach Catherine przytulała ją, wiedząc mniej więcej o co chodzi.
Nastoletnia córka kobiety, która ostatnio przechodziła bunt, nie wróciła do domu od wczoraj i nie dawała znaku życia. Co swoją drogą było do niej podobno niepodobne.
- Weź sobie wolne, ruch zelżał. Ogarniemy z Nan resztę - zaproponowała Bennett z ciepłym uśmiechem zanim wstała i przeciągnęła się, czując że w jej plecach coś przeskakuje w ten dobry, relaksujący sposób. Usłyszała dość głośne przywołanie Nancy, więc poprawiła fartuszek i ruszyła łapiąc po drodze menu z baru ku jedynemu nieobsłużonemu mężczyźnie, siedzącemu samotnie pod ścianą.
Nie widziała jego twarzy przed podejściem do stolika. Częściowo był odwrócony tyłem, a częściowo pochylony nad alkoholami. Kiedy jednak zerknęła na niego podając mu menu zamarła czując nagły przypływ emocji.
Wściekłość, ból, stratę, smutek i niewyobrażalną ilość żalu i zagubienia. Wciąż miała tak wiele pytań... Nie żeby zamierzała je wszystkie zadać. Prawdę mówiąc miała chęć wyrzucić go za drzwi.
Na sali wciąż byli jednak inni klienci, a ona musiała dbać o dobre imię tego miejsca.
- Oczywiście. Jeśli chodzi o wina to polecamy przede wszystkim Retsino. Wszystkie piwa powinny odpowiadać. Z dań mogę polecić musakę z jagnięciną - powiedziała ze sztucznym uśmiechem, próbując się nie rozpaść w środku ani nie wbić długopisu w oko mężczyzny. A zaraz potem uznała, że w zasadzie w głębokim poważaniu
ma renomę i tych kilkoro gości niedaleko. - Gorąco rekomenduję natomiast drzwi wyjściowe - dodała cicho, z uprzejmym uśmiechem na twarzy. Chociaż pewnie przy bliższym przyjrzeniu się można było zauważyć, że uśmiech ten nie sięgał oczu.

David Harrison
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
kotoszyszek
Do dogadania/uzgodnienia
ODPOWIEDZ

Wróć do „Messini Authentic Gyros”