-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Z ostatnich informacji jakie uzyskał, jeden ze zbiegów widziany był w greckiej restauracji, a ponieważ David tego dnia nie jadł śniadania, po południu był cholernie głodny, dlatego postanowił wybrać się we wskazane miejsce. Ogólnie w ostatnich dniach sporo zgłoszeń spłynęło co oznaczało dość intensywny czas. Jasne, mógł skorzystać z usług uber eats lub innego dostawcy jedzenia, lecz w tym wirze pracy, jakoś tak zdołał zapomnieć o głodzie.
Przypomniał sobie o nim dopiero, kiedy w brzuchu mu zaczęło burczeć i to tak, że gdy jeden z kolegów policjantów przyszedł do gabinetu Harrisona, to również mógł ten charakterystyczny (oznaczający bycie głodnym) dźwięk usłyszeć. Na szczęście koniec końców obaj panowie się zaśmiali a policjant zaproponował lunch, lecz David powiedział, że zaraz rusza w jedno miejsce, gdzie będzie mógł wrzucić coś na ruszt - choć najchętniej to opędzlowałby jakiegoś kebaba na grubym cieście ale to może następnego dnia.
Tak czy inaczej jak powiedział tak zrobił. Zgarnął swoją kurtkę i poszedł do auta. Całkiem sprawnie poszło mu z dojazdem oraz znalezieniem miejsca tuż obok knajpki. Przed opuszczeniem samochodu, zgarnął tylko potrzebne materiały oraz upewnił się, że dobrze pamięta imię i nazwisko poszukiwanego zbiega. Upewniwszy się, że ma przy sobie odznakę wraz z dokumentem potwierdzającym bycie detektywem, wysiadł z auta i poszedł w kierunku drzwi wejściowych restauracji. Po przekroczeniu progu, zajął jedno z wolnych miejsc przy ścianie i zgarnął ze środka stołu menu myśląc, że to menu z daniami lecz okazało się, iż wypisane były tylko polecane napoje z procentami, a ponieważ on był samochodem oraz w robocie, nie mógł sobie pozwolić na procenty. Znaczy mógł, tylko mogłoby to mieć różne skutki.
Już wiem na co tu kiedyś przyjadę. pomyślał, widząc jedno z greckich piw, którego nigdy wcześniej nie pił. Już myślał, że o nim zapomniano, kiedy wreszcie otrzymał menu.
- Dziękuję. A! I czy mógłbym zadać kilka pytań? - spytał, nie pokazując swojej odznaki. Bo przecież mógł chcieć zadać pytania a propos dań, nieprawdaż? Dopiero po chwili zauważył kto stał koło jego stolika i poczuł.... takie dziwne ukłucie gdzieś w klatce piersiowej - nie potrafił dokładnie wskazać gdzie. To.... czy ja śnię?spytał samego siebie, mrugając szybko kilka razy.
Czy.
To.
Sen? powtórzył w myślach, mając wrażenie, jakby właśnie czas się zatrzymał a on znieruchomiał niczym posąg. Nawet języka w gębie zapomniał. Trwając w takim stanie, nie słyszał ludzi siedzących obok ani nikogo.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Bywały takie dni, kiedy nie można było usiąść i napić się w spokoju herbaty lub kawy. Bywały też takie, gdy gości było mało, za to byli wyjątkowo roszczeniowi.
Catherine nie lubiła żadnego z powyższych, dlatego cieszyła się że dzisiaj było spokojnie. Co prawda mieli ruch, ale był on w granicach normy i można powiedzieć, że było całkiem przyjemnie. Z drugą kelnerką dawały jakoś radę sprawnie to ogarnąć i nie kazały czekać gościom na ich potrawy zbyt długo.
Co prawda kucharce zdarzyło się przypalić mięso do szaszłyków, pomoc kuchenna zdążyła zbić talerz, a druga kelnerka - Mary patrzyła zmartwiona w telefon nieco zbyt często, ale nie było tragedii.
- Powiem wam, że dzisiaj jestem w osiemdziesięciu procentach kawą. Myślicie, że uda mi się dobić całości? - zapytała żartobliwie, nalewając z dzbanka kolejną porcję napoju i oparła się plecami o framugę drzwi. Nancy, daj znać jak ktoś wejdzie i trzeba będzie go obsłużyć, co? - zapytała barmanki, widząc że Mary usiadła zdecydowanie zmartwiona na ławce przy ścianie w rogu kuchni. Niewiele myśląc usiadła obok niej, podsuwając w jej stronę kubek herbaty stojący do tej pory między nimi.
- Co się dzieje? - zapytała z troską słyszalną w głosie, ale na tyle cicho, by gwar kuchni to zagłuszył. Coś było nie tak. Nie umykało jej, że kobieta zdecydowanie za często zagląda w komórkę.
Z początku kobieta milczała, ale już po kilku minutach Catherine przytulała ją, wiedząc mniej więcej o co chodzi.
Nastoletnia córka kobiety, która ostatnio przechodziła bunt, nie wróciła do domu od wczoraj i nie dawała znaku życia. Co swoją drogą było do niej podobno niepodobne.
- Weź sobie wolne, ruch zelżał. Ogarniemy z Nan resztę - zaproponowała Bennett z ciepłym uśmiechem zanim wstała i przeciągnęła się, czując że w jej plecach coś przeskakuje w ten dobry, relaksujący sposób. Usłyszała dość głośne przywołanie Nancy, więc poprawiła fartuszek i ruszyła łapiąc po drodze menu z baru ku jedynemu nieobsłużonemu mężczyźnie, siedzącemu samotnie pod ścianą.
Nie widziała jego twarzy przed podejściem do stolika. Częściowo był odwrócony tyłem, a częściowo pochylony nad alkoholami. Kiedy jednak zerknęła na niego podając mu menu zamarła czując nagły przypływ emocji.
Wściekłość, ból, stratę, smutek i niewyobrażalną ilość żalu i zagubienia. Wciąż miała tak wiele pytań... Nie żeby zamierzała je wszystkie zadać. Prawdę mówiąc miała chęć wyrzucić go za drzwi.
Na sali wciąż byli jednak inni klienci, a ona musiała dbać o dobre imię tego miejsca.
- Oczywiście. Jeśli chodzi o wina to polecamy przede wszystkim Retsino. Wszystkie piwa powinny odpowiadać. Z dań mogę polecić musakę z jagnięciną - powiedziała ze sztucznym uśmiechem, próbując się nie rozpaść w środku ani nie wbić długopisu w oko mężczyzny. A zaraz potem uznała, że w zasadzie w głębokim poważaniu
ma renomę i tych kilkoro gości niedaleko. - Gorąco rekomenduję natomiast drzwi wyjściowe - dodała cicho, z uprzejmym uśmiechem na twarzy. Chociaż pewnie przy bliższym przyjrzeniu się można było zauważyć, że uśmiech ten nie sięgał oczu.
David Harrison