-
I lost my heart under the bridge, to that little girl so much like me. I walked down to the water, I lay down in the sand. I’m never going back there, I’m never going home. I’ve found a new place where the river flows cold and the silence is gold
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Po zakończonej pracy, udała się do japońskiej restauracji, by odebrać zamówione wcześniej jedzenie, które przez wzgląd na panujące korki wystygło, nim zdążyła dotrzeć do domu. Zamieniła formalny strój, na coś bardziej wygodnego, odgrzała posiłek w mikrofalówce i w towarzystwie córki oraz wiecznie głodnego kota, spędziła kilka miłych chwil. Uwielbiała rozmowy z własnym dzieckiem. Cholernie jej się w życiu poszczęściło, bo nie tylko była w stanie oderwać się od przeszłości i spełnić zawodowo, ale także sprowadziła na świat wspaniałego człowieka, który każdego dnia motywował ją do tego by być lepszą. Niestety jak to u nastolatków bywało, większość wolnego czasu spędzali na spotkania ze znajomymi, którzy byli o wiele ciekawsi od zmęczonej i zapracowanej matki po trzydziestce. Dlatego też ostatecznie Niamh mogła cieszyć się jedynie towarzystwem Clovera. Nie narzekała z tego powodu, ale w głębi duszy tęskniła za swoją małą córeczką, dla której była całym światem. Po jakimś czasie po wnętrzu jej pięknego domu rozniósł się dźwięk dzwonka, dlatego leniwie podniosła się z kanapy, gdzie akurat oddawała się drzemce regeneracyjnej i udała wprost do drzwi.
- Hej Viv, coś się stało? - zapytała, gdy jej zaspanym oczom ukazała się twarz przyjaciółki. Była bardzo poważna, bardziej niż zazwyczaj, co wywołało u Kilroy niemiły uścisk w żołądku. Nie wiedziała, czego powinna się spodziewać.
Vivienne Morelisse
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Zgasiła silnik, ale nie wysiadła od razu. Jeszcze przez dłuższą chwilę siedziała w aucie i niespokojnie stukała palcami o kierownice, przygryzając wnętrze policzka. To był ostatni moment, w którym mogła odpuścić. Albo po prostu zmienić cel swojej wizyty, powiedzieć przyjaciółce, że po prostu wpadła na kawę i po sprawie. W końcu to normalne, że czasami odwiedzało się znajomych bez wcześniejszego zapowiedzenia się. Mogła przecież znaleźć się w okolicy przejazdem.
Pokręciła głową i ciężko westchnęła.
Nadal nie podjęła decyzji, ale zrobiła ku temu mały kroczek, otwierając drzwi. Zaraz po ośnieżonej kostce rozległ się głuchy stukot obcasów, a Vivienne szczelniej otuliła się płaszczem, który aktualnie miała na sobie. Szybkim krokiem przemierzyła dystans do drzwi wejściowych i strzepnęła palcami płatki śniegu, które zdążyły osiąść na jej blond włosach. Nienawidziła tej pogody. Nienawidziła tego, że było ślisko, że musiała opatulać się w dziesięć warstw i nienawidziła też tego, że śnieg psuł jej starannie ułożoną fryzurę. Na szczęście poza wizytą u Niamh nie planowała już dzisiaj nigdzie jeździć, więc mogła w pełni skupić się na rzeczach ważnych, a nie na tym, czy jej loki nadal dobrze wyglądają.
Nacisnęła dzwonek do drzwi i zrobiła niewielki krok w tył. Spojrzała w bok i cierpliwie czekając, przeskakiwała spojrzeniem po przysypanej śniegiem roślinności, jakby była czymś szczególnie ciekawym. Nie była, tylko Viv denerwowała się na samą myśl, że zamierzała zrobić coś, czego absolutnie nie powinna.
Po dłuższej chwili, podczas której przeszło jej przez myśl, że Kilroy nie ma w domu, drzwi się otworzyły. Vivienne automatycznie przeniosła spojrzenie na przyjaciółkę, a jej uwadze nie umknęły jej zaspane oczy. Nieznacznie się skrzywiła.
- Hej, nic się nie stało - zaprzeczyła, bo w rzeczy samej tak właśnie było. Nic jeszcze się nie stało. - Ale widzę, że cię obudziłam? - zapytała, trochę retorycznie, bo twarz Niamh mówiła sama za siebie. Trudno, nawet jeśli przerwała jej drzemkę, to miała ku temu pobudki ważniejsze, niż spanie po pracy.
- Mogę wejść? - zapytała po chwili, bo robiło jej się coraz zimniej, a i nie zamierzała o tym gadać, stojąc pod drzwiami. W międzyczasie przelotnie popatrzyła nad ramieniem blondynki. Zastanawiała się, czy jej córka była w domu i szczerze powiedziawszy, miała nadzieję, że nie.
Niamh R. Kilroy
-
I lost my heart under the bridge, to that little girl so much like me. I walked down to the water, I lay down in the sand. I’m never going back there, I’m never going home. I’ve found a new place where the river flows cold and the silence is gold
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Oczywiście - odpowiedziała i przesunęła się w drzwiach, robiąc wystarczająco miejsca, by blondynka mogła wsunąć się do środka. - Wybacz, gdybym wiedziała, że przyjdziesz, odpuściłabym sobie drzemkę - uśmiechnęła się, odrobinę skrępowana tym, w jaki sposób się prezentowała. Aczkolwiek nie każdego dnia mogła wyglądać jak gwiazda filmowa, ten etap życia już dawno miała za sobą.
Udały się wprost do salonu wypełnionego dobiegającym z elektrycznego kominka ciepłem.
- Napijesz się czegoś? - zapytała, nim zdecydowała się usiąść. Nie wiedziała, czy przyjaciółka wpadła tylko na chwilę, czy może zamierzała zatrzymać się na nieco dłużej. - Zamówiłam herbatę z Irlandii, wczoraj przyszła, więc sama nie miałam jeszcze okazji próbować - zarekomendowała nowy zakup, który może nie wydawał się zbyt ekscytujący, ale dla niej miał znaczenie sentymentalne. Była w połowie Irlandką i choć tę część genów odziedziczyła po ojcu, o którym nie była w stanie powiedzieć niczego dobrego, nie wypierała się tego. Była dumna ze swojego pochodzenia i z chęcią próbowała rzeczy i potraw, charakterystycznych dla kraju, który w przyszłości planowała odwiedzić.
- Czym zasłużyłam sobie na tę wizytę? - uśmiechnęła się, nawet jeśli sposób, w jaki Morelisse na nią patrzyła, nie sugerował, by przynosiła dobre wieści. - Wyglądasz, jakbyś niosła na ramionach co najmniej wyrok śmierci. Stało się coś strasznego? - zapytała i gestem ręki zasugerowała, by przyjaciółka podała jej płaszcz, licząc na to, że jej wizyta jednak nie skończy się na wymianie kilku zdań. Tym bardziej że w pustym domu, pod nieobecność córki, samotność doskwierała jej mocniej niż zmęczenie.
Z powodu pracy nie miała zazwyczaj wiele wolnego czasu, dlatego też nie widywała znajomych i przyjaciół tak często, jak by tego chciała. Planowała popracować nad tym w przyszłości, choć wiadomo - bycie kobietą biznesu, zobowiązywało do poświęceń. Wystarczyło już, że robiła wszystko, co mogła, by własnemu dziecku poświęcać wystarczającą ilość czasu.
Vivienne Morelisse