Nie zasługiwał na Blair. Widział w jej oczach bezgraniczną wyrozumiałość, przez co czuł niemal fizyczny dyskomfort - miała serce na dłoni i nieskończone pokłady cierpliwości. Ofiarowała mu siebie, swój czas i swój spokój, a on przyjmował to wszystko z wdzięcznością pomieszaną... ze wstydem. Czuł się winny, że za każdym razem, gdy Blair mówiła o
nich, on podświadomie myślał o
sobie. Wstydził się, bo podczas gdy ona budowała dla nich domowe gniazdko pełne czułości i oddania, on zapominał ją poinformować o tak istotnej sprawie, jak zawał jego własnego ojca.
Wiem, Charlie, ale niektórych rzeczy po prostu nie da się przewidzieć. Widzicie? Zbyt wyrozumiała. Dla niego świat dzielił się na rzeczy zaplanowane i na te, przy których planowaniu ktoś niedostatecznie się postarał, a ona? Zamiast wyrzutów, które prawdopodobnie sam by sobie zaserwował na jej miejscu, otrzymał rozgrzeszenie, na które nie czuł się gotowy. -
Mogłem się domyślić, Blair. Ojciec ostatnio nie wyglądał zbyt dobrze - westchnął ciężko i pokręcił głową. Elementy układanki same zaczęły wskakiwać na swoje miejsce. Cięższy oddech Christophera przy najmniejszym wysiłku, bladość, dyskretne drżenie rąk... Wszystkie symptomy mieli podane na tacy, a tymczasem oni wszyscy byli zbyt skupieni na firmie, by choć spróbować je dostrzec. Charlie nie wierzył w przypadki - pewnie dlatego to słynne poczucie kontroli chwytało go teraz za szyję i powoli dusiło, bo świat zaczynał wymykać mu się z rąk. To samo poczucie kontroli, które przez lata było jego najwierniejszym sojusznikiem, teraz stało się jego
oprawcą. Wstyd, o którym myślał wcześniej, przybrał teraz nową formę. Wstydził się nie tylko przed Blair, ale i przed samym sobą. Gdyby którekolwiek z nich zwróciło większą uwagę na szczegóły, na pewno uniknęliby tej sytuacji, w której teraz się znaleźli. Blair gładziła go po plecach, próbując zapewnić mu bezpieczeństwo i komfort, zupełnie jakby chciała powiedzieć, że
wszystko będzie dobrze, ale on miał ochotę krzyknąć, że nic nie będzie dobrze, dopóki nie będzie wiedział, jaki będzie następny krok.
Znajdziemy nową instrukcję obsługi albo napiszemy ją od podstaw. Nie ma niczego, z czym byśmy nie dali sobie rady. Słyszał jej kojący głos i czuł, jak każde jej słowo wbija mu szpilkę prosto w sumienie. Boże, ona była niesamowita. Trwała przy nim z tą swoją niezachwianą wiarą w ich wspólne siły, oferując mu optymizm, którego on sam nie potrafił z siebie wykrzesać - cholera, dla niego była gotowa pisać instrukcję obsługi do życia, które właśnie uległo awarii. To sprawiało, że poczucie bycia niegodnym jej oddania wracało do niego z podwójną siłą. Była zbyt dobra, zbyt lojalna, zbyt... idealna. W świecie Charliego wszystko miało swoją cenę, a on miał wrażenie, że otrzymywał od niej luksus, za który nigdy nie byłby w stanie zapłacić. W odpowiedzi na te słowa jedynie schował twarz w zagłębieniu jej szyi, próbując
odurzyć się jej spokojem. -
Nie wiem, co bym zrobił, gdybyś nagle przestała wierzyć, że damy sobie radę - rzekł cicho, pozwalając sobie na stuprocentową szczerość. -
Jesteś jedyną stałą w tym wszystkim, Blair - dodał po chwili. Zaraz potem dotarły do niego jej kolejne słowa.
Charles Marshall, nie musisz się wszystkim zajmować. Oświadczenia napiszą odpowiedni ludzie, a ty je zaakceptujesz. Rano. A najlepiej by było, gdyby zajęła się tym twoja siostra. Po pierwsze, zwróciła się do niego imieniem i nazwiskiem - sam ten fakt sprawił, że sprowadziła go do parteru. Po drugie, oczywiście, że to Charlie musiał się wszystkim zajmować. W jego głowie natychmiast pojawił się
bunt. Oddać stery siostrze? Pozwolić, by "odpowiedni ludzie" decydowali o narracji, która zaważy na wielkości akcji Northland Power?
Nie analizuj tego teraz. Oczywiście, że musiał przeanalizować to teraz!
Zwłaszcza kiedy sam do końca nie umiesz ubrać emocji w słowa. To jest twój czas, żeby je przepracować, wyrzucić je z siebie. Rozpadniesz mi się, jak będziesz to w sobie dusić. Posłał jej skonsternowane spojrzenie, domagając się wyjaśnień, ale gdy tylko Blair umiejscowiła się na jego kolanach i zarzuciła mu ręce na szyję, fizycznie blokując mu możliwość wstania i sięgnięcia po telefon, poczuł, jak jego opór kruszy się pod wpływem tej słodkiej, ale stanowczej dominacji. Chwilę później spiorunowała go wzrokiem, a on -
wiceprezes Northland Power - po prostu zamilkł. Jednak nie byłby sobą, gdyby nie spróbował walczyć. -
Blair, no, proszę cię - spróbował jeszcze raz, ostatnim echem swoich prób, ale widząc jej niezłomną minę, po prostu odpuścił. -
Dobrze. Niech będzie rano - mruknął, a w jego głosie pobrzmiewała rzadka u niego rezygnacja. Zacisnął dłonie na jej talii, chowając twarz w zagłębieniu jej szyi. Czuł się pokonany, ale była to najdziwniejsza przegrana w jego życiu, bo zamiast goryczy czuł dziwne, duszne ciepło. Blair miała rację - dusił się we własnej potrzebie bycia niezastąpionym. Oparł głowę o jej ramię, wdychając zapach jej włosów, który powoli wypierał ze wspomnień sterylną woń szpitalnych korytarzy. Była jedyną osobą na świecie, która potrafiła uwięzić go w miejscu bez użycia siły - jedynie za pomocą ciężaru własnego ciała i spojrzenia, które nie znosiło sprzeciwu. Ta fizyczna bliskość była dla niego niemal
obezwładniająca. Czuł bicie jej serca tuż przy swoim, co dziwnie synchronizowało jego własny, rozbiegany puls. Blair nie tylko siedziała na jego kolanach - ona stanowiła żywą blokadę między nim a światem zewnętrznym. -
Pilnuj mnie, bo zaraz pójdę podłączyć telefon, żeby wykonać kilka telefonów - szepnął prosto do jej ucha. Pokusa kontroli była u niego silniejsza niż jakikolwiek nałóg, ale Blair najwyraźniej znała na niego sposób, gdy wgramoliła się na jego uda. Jego dłonie na jej talii przesunęły się nieco wyżej, żeby mógł przycisnąć ją do siebie nieco mocniej. Fakt, że to ona trzymała teraz stery, wywoływał w nim dziwną ulgę. Czuł ciepło jej skóry i miękkość materiału jej ubrania, a zapach jej perfum działał na niego jak narkotyk, skutecznie odcinając dopływ tlenu do tej części mózgu, która wciąż chciała dzwonić do jego asystenta. Chyba potrzebował, by w końcu ktoś zmusił go do kapitulacji i przejął stery - potrzebował gwałtownego, niemal desperackiego rozładowania emocji, których na razie nie potrafił ubrać w żadne słowa. Chciał, żeby bliskość Blair stała się tak intensywna, żeby nie zostało w nim miejsca na myślenie o jutrzejszym otwarciu giełdy czy wynikach badań ojca. Jego usta, które przed chwilą tylko błądziły przy jej uchu, teraz odnalazły jej szyję, znacząc ją gorącym, niecierpliwym pocałunkiem. -
Blair... - wyszeptał, a jego dłonie, dotąd spoczywające na jej talii, powędrowały pod materiał jej ubrania, szukając bezpośredniego kontaktu z jej rozgrzaną skórą.
Blair Mayfield