26 y/o
For good luck!
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

𝒯𝒽𝑒 𝓀𝒾𝓁𝓁𝒾𝓃𝑔 𝓁𝑜𝓃𝑒𝓁𝒾𝓃𝑒𝓈𝓈 𝓉𝒽𝒶𝓉 𝓉𝓊𝓇𝓃𝑒𝒹 𝓂𝓎 𝒽𝑒𝒶𝓇𝓉 𝒾𝓃𝓉𝑜 𝒶 𝓉𝑜𝓂𝒷

Minęło kilka dobrych dni, odkąd Vita widziała się z Ianem. Zazwyczaj to ona odzywała się pierwsza, ale tym razem postanowiła, że nie napisze. Chciała zobaczyć, czy on w ogóle wyjdzie z inicjatywą spotkania albo chociaż pogadania. Powoli poznawała go z innych stron i choć momentami wkurzał ją tak, że miała ochotę trzepnąć głową w ścianę, obiecała, że będzie przy nim i będzie go wspierać. Chciała dotrzymać słowa - tylko ta frustracja, że z jego strony nie czuła takiego samego zainteresowania tą ich 'kolaboracją'… albo zwykłej ochoty, żeby się z nią zobaczyć… zaczęła ją zżerać. Nie odezwała się do niego nawet wtedy, kiedy u niej w mieszkaniu landlord wyłączył ogrzewanie, twierdząc, że 'w całym budynku robią gruntową naprawę', a potem wyszło, że po prostu ściemniał. Nie chciała mu się narzucać. Na szczęście przedwczoraj wszystko wróciło do normy i Vita z Milo mogli znowu funkcjonować jak żyjące istoty, a nie bohaterowie programu National Geographic o przetrwaniu na Antarktydzie.
Cały dzień - między rysowaniem a przewijaniem social mediów - zastanawiała się, co tam u Sverdlowa, ale była zbyt dumna, żeby do niego napisać. Tym większe było jej zdziwienie, kiedy zobaczyła jego ikonkę na ekranie. Uśmiechnęła się szeroko, odblokowując telefon twarzą… po czym, czytając wiadomość, mrugnęła kilka razy w niedowierzaniu i wypuściła spod nosa soczyste, - Co kurwa? - Koleś odzywa się dopiero, jak potrzebuje siana? Fucking hell. Tego jeszcze nie grali. Odpisała mu… kilkakrotnie. I kilkakrotnie usuwała wiadomość, bo była tak wkurwiona, że palce jej się trzęsły. Ostatecznie wysłała tylko jedno... zakwestionowała ten 'miesiąc bez opłat', bo kilka stówek to było kilka miesięcy, a nie jeden. Poza wkurwem nie z tej ziemi - dalej chciała mu pomóc. Nie mogła przecież pozwolić mu zamarznąć w tym mieszkanku, które z dnia na dzień produkowało nową florę w kątach sufitu.

Odpisała mu, żeby przyszedł z rachunkami, a potem rzuciła telefonem o kanapę. - Dasz wiarę, Milo? - spojrzała na kota leżącego na poduszce. - Czy jest ze mną coś nie tak? - Obróciła się kilka razy, robiąc minipozy - Brakuje mi czegoś? - westchnęła. - Może faktycznie muszę zadowolić się przyjaźnią… albo czymkolwiek to jest. - Przejechała dłonią po twarzy, marszcząc brwi, kiedy na ekranie wyskoczyła kolejna wiadomość. Nachyliła się, przeczytała uważnie i znowu nie uwierzyła własnym oczom. - Jeszcze mam mu gotować, huh? To już jest princess treatment, a nie żadne 'kumplowanie się'! No nie wierzę. Po prostu nie wierzę… - Chodziła po mieszkaniu, przeklinając pod nosem i narzekając na wszystko, co tylko przyszło jej do głowy - po czym poszła do kuchni i zaczęła gotować, kompletnie zaprzeczając temu, co mówiła. Padło na chicken parmesan pasta. Rozbiła mięso. Usmażyła je, doprawiając jak trzeba. Ugotowała makaron, zrobiła bazę sosu. Przecedziła, wyłożyła porcje na talerze, zalała sosem, a na górę położyła panierowanego kurczaka, zapieczonego z parmezanem. I dokładnie w tym idealnym momencie usłyszała pukanie do drzwi. Wytarła dłonie w ręcznik i podbiegła do drzwi. Gdy je otworzyła, razem z Ianem wpadło do środka zimne powietrze z zewnątrz, uderzając ją prosto w twarz. Uśmiechnęła się do niego ciepło. - Hejka. Rozgość się. - Odwróciła się i krzyknęła przez ramię,- Ta kulka sierści na poduszce to Milo! Potrafi aktorzyć, więc nie zdziw się, jak zacznie dramatycznie syczeć. - Parsknęła śmiechem, wracając do kuchni. - Jesteś już głodny? Czy wolisz się najpierw czegoś napić? - Talerze wsunęła do piekarnika, w tę półkę, która robiła za 'utrzymanie ciepła'. Otworzyła lodówkę i zaczęła skanować trunki, które mogła mu zaoferować. Starała się nie pokazywać, jak bardzo cieszy ją, że go widzi. W końcu był tu tylko w sprawie biznesowej. I tylko dlatego, że właściwie go do tego zmusiła.

tiń
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
32 y/o
For good luck!
187 cm
Piercer, handpoke w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Don't say a prayer for me now,
Save it 'til the morning after
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


ℭ𝔥𝔬𝔠𝔦𝔞𝔷 𝔧𝔞𝔨 𝔰𝔶𝔯𝔢𝔫𝔶 𝔟𝔲𝔡𝔷𝔞 𝔪𝔫𝔦𝔢 𝔬 𝔱𝔬𝔟𝔦𝔢 𝔰𝔫𝔶, 𝔧𝔢𝔡𝔫𝔬 𝔴𝔦𝔢𝔪 𝔫𝔞 𝔭𝔢𝔴𝔫𝔬
𝔫𝔦𝔢 𝔠𝔥𝔠𝔦𝔞𝔩𝔟𝔶𝔪 𝔟𝔢𝔷 𝔠𝔦𝔢𝔟𝔦𝔢...

⛧☾༺♰༻☽⛧


Nie miał zielonego pojęcia, jak się do niej odezwać. Nikt nigdy mu nie powiedział, w jaki sposób odzywać się do... kobiet. To był dla niego zupełnie obcy gatunek, nie wiedział, jak powinien okazywać im zainteresowanie. To znaczy- wiedział, gdzieś ktoś coś mu czasem powiedział, czasem coś posłyszał, ale... Coś się w nim strasznie blokowało, brakowało mu tej śmiałości i pewności siebie. Za każdym razem, kiedy miał w dłoniach telefon, by wreszcie wysłać jakąś cholerną wiadomość do Holloway, usuwał ją nerwowo i rzucał urządzenie gdzieś w kąt kanapy udając, że to wcale nie miało miejsca. Bo każda wiadomość, każdy pretekst, by zaburzyć jej spokój i życiową harmonię wydawał się być dla Iana niewystarczająco dobry. Czuł się, jakby był jej ciężarem.
I w tym miejscu zapewne Vita zasypałaby go gradem niezadowolenia i zapewnień- by dać mu znać, że wcale tak nie jest, że absolutnie nie widzi tego w ten sposób! Że lubi jego towarzystwo... i cośtamcośtamsyndromsztokholmski. No, super. Tylko, że on nie potrafił spojrzeć na to z innej perspektywy- za wszelkie patologiczne wizje interakcji międzyludzkich radzę podziękować znajomym i obiektom westchnień z czasów szkolnych. A więc jak postanowił ugryźć swoją misję wbicia się w najbliższą orbitę Vity? A jakże- durnym pomysłem. Jego skrzywiony mózg, uznał więc, że wymyśli jakieś kłamstewko, wzbudzi w niej litość i nakłoni ją do tego, by do niego przyszła... Nie przewidział jednak jednego.
Ona, kurwa, nie była taka głupia... A on przecież doskonale o tym wiedział!
Czytał jej odpowiedzi zza szczelin pomiędzy palcami, jakby osłaniając się tarczą przed cholernymi promieniami żenady. Trzymał się za twarz, totalnie skrępowany tym, jak potoczyła się jego absurdalna próba manipulacji. Nie przemyślał swojego planu, zadziałał spontanicznie i wyszło na to, że z romantycznego wieczoru w blasku świec w jego mieszkaniu (owszem, z rachunkami był póki co na bieżąco, chciał po prostu w końcu zrobić w stosunku do niej jakiś miły i przyjemny gest) musiał zawlec się do niej i... jeszcze jakoś wywinąć się z tego absurdalnego scenariusza. Nie zastanawiało go dlaczego jego pierwszą, naturalną myślą było kłamstwo- to akurat było oczywiste w przypadku kolesia, który dosłownie zrodził się z nieprawdy i manipulacji.
Niemniej zapakował się w komunikację miejską i zgodnie z obietnicą ruszył w drogę. W całym tym chaosie uznał, że kolacja byłaby świetnym zamiennikiem tego romantycznego gestu... tutaj również dopiero po fakcie dotarło do niego, że tę kolację ,to najlepiej byłoby, gdyby przygotował on sam.... zamiast tego kazał jej ją przygotować!
-Idioto- mruknął do siebie dwa przystanki przed wysiadką, w akcie bezsilności, nie mogąc już tej żenady dłużej w sobie trzymać.
Ale jak to się mówi- do trzech razy sztuka! Owszem, Swerdlove zamierzał po raz ostatni zaimprowizować dziś z nadzieją, że tym razem nie zrobi z siebie kompletnego głupca. Kiedy otworzyła mu drzwi, zaserwował jej ten nieśmiały i blady uśmiech, który w jej obecności wykrzywiał jego twarz częściej, niż ta mroźna obojętność. Z lekką trwogą przyuważył, że ona nie była szczęśliwa z jego dzisiejszych roszczeń. No jasne, idioto! Kazałeś jej dziś najpierw zapłacić za swoje rachunki, a potem zasugerowałeś, żeby ugotowała. Czego się kurwa spodziewałeś?
-Sztokholm.- Zaczął powoli, kiedy zamknął już za sobą drzwi i odwiesił na wieszak własny płaszcz. Obrzucił szybko spojrzeniem jej mieszkanie stwierdzając, że bardzo do niej pasuje. Każdy najdrobniejszy element, ozdoba wydawało się krzyczeć jej imię i nazwisko.- Nie mam rachunków.- zaczął z wysokiego C.- Nie mam też długów.- rozwinął chwilę później, otwierając plecak i prezentując jej jego wnętrze.- Mam za to świeczki.- dodał, jakby to miało jakoś magicznie wyjaśnić o co tutaj tak naprawdę chodzi.- ... ale zapomniałem o Milo... przecież może sobie nimi zrobić krzywdę. Kurwa, ale ze mnie baran.- fuknął do siebie krzywiąc się.- To znaczy, Vita.- złapał się za kark, ale ona zniknęła gdzieś w kuchni. Zrobił kilka kroków za nią i stanął przy drzwiach lodówki.- Ja... chciałem się po prostu z tobą zobaczyć, nie wiedziałem jak.- wydusił z siebie wreszcie, zaciskając palce w pięści w nagłym przypływie stresu.- Nie musisz pożyczać mi żadnych pieniędzy i... Jestem trzeźwy! - zawołał nagle, głośniej, bo dotarło do niego, że odkąd tylko tutaj wszedł bredzi od rzeczy. Nie chciał przecież, by najbardziej niewinny gest w jego życiu został zinterpretowany jako ćpuńska halucynacja.- Jestem dziś czysty. Zachowuję się dziwnie, bo... No wiesz.- on sam nie wiedział.-Swoją drogą, ślicznie pachnie! I ty też. I Śliczna też... w sensie...

𝔰𝔷𝔱𝔬𝔨𝔥𝔬𝔩𝔪
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
26 y/o
For good luck!
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zirytowanie krążyło w jej żyłach ciepłymi strużkami, rozbijając frustrację, którą przez ostatnie tygodnie ich kolabojaźni obudowała w dosłowny lodowiec. Denerwowało ją to, że do niej nie pisał, że odzywał się tylko wtedy, gdy to ona robiła pierwszy krok. To, że za każdym razem próbował ją od siebie odsunąć - dosłownie po tym, jak spędzili razem zajebiście dobry czas. Holloway była w takich sytuacjach prostym stworzeniem i jedyny wniosek, jaki potrafiła wyciągnąć z jego zagrywek, był ten, że może faktycznie interesuje go tylko koleżeństwo. Nic więcej. Gdyby tak było, nie miałaby z tym problemu… choć cholernie trudno byłoby jej patrzeć na bladą cerę, ciemne włosy, szmaragdowe oczy i te usta, wiedząc, że wcale - ale to wcale - nie chce ich obdarzyć czułym pocałunkiem. Zdawała sobie sprawę, że relacje międzyludzkie nie były stałym elementem życia Sverdlova, a już na pewno nie otwieranie się na innych w jakikolwiek sposób. Po prostu była zmieszana. Mówił jej momentami tak słodkie rzeczy, że serce samo robiło fikołek, a ona niemal mdlała z onieśmielenia... by chwilę później wrócić do tego swojego tajemniczego bycia, kompletnie ignorując to, czym podzielił się z nią zaledwie moment wcześniej.

I znowu to się stało.

Dokładnie teraz... w chwili, gdy szukała dla nich czegoś do picia. Tylko że tym razem zaskoczył ją tak bardzo, że zacisnęła palce na drzwiach lodówki i po prostu go słuchała, dziękując w duchu losowi, że stała akurat przy jej wnętrzu. To, co mówił, normalnie by ją rozgrzało… ale chłód bijący z lodówki skutecznie ją studził. - Ian… - wydusiła w końcu, kompletnie wybita z tropu. - Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć - Zamknęła lodówkę i spojrzała na niego. - Przez kilka dni się nie odzywałeś, sprawiając, że byłam przekonana, że mnie olałeś. A potem nagle do mnie piszesz i jako pretekst wybierasz pożyczenie pieniędzy na rachunki, które, jak się okazuje, masz już dawno opłacone… tylko po to, żebym spędziła z tobą wieczór przy świecach? - Przesunęła po nim spojrzeniem, chłonąc każdy detal jego twarzy. Czuła, jak rumieńce wpełzają jej na policzki - bo to było dokładnie to, czego pragnęła gdzieś głęboko, w miejscu, do którego bała się przyznać nawet przed sobą. Była zaskoczona, że faktycznie przyszedł do niej trzeźwy, bo przez moment była święcie przekonana, że może wziął coś wcześniej. Chciała, żeby widział w niej coś więcej niż barmankę, która ma pusto w głowie. A może był właśnie z nią szczery i mówił to co od jakiegoś czasu leżało mu na sercu? Problem tkwił w tym, że… zdążyła się już na niego wkurwić. Obrazić się wewnętrznie. A nie należała do osób, którym intensywne emocje znikają ot tak, bez śladu. Nachyliła się, otworzyła piekarnik i wyciągnęła talerze z nałożonym posiłkiem. - Skoro przyniosłeś te świeczki, to musimy z nich skorzystać - rzuciła niby od niechcenia, choć w środku cała była onieśmielona. Nigdy wcześniej nie miała romantycznej kolacji… czy czymkolwiek to jest… u siebie w mieszkaniu.

Zatrzymała się na moment.

- A jeśli Milo - ta mała diabelska kulka sierści choćby podejdzie do jednej świeczki, to będzie miał nauczkę - dodała już głośniej, kierując się do salonu i czekając, aż Ian pójdzie za nią. - Skubany odegrał rolę życia parę dni temu. Poszłam z nim do weterynarza, bo niby był chory. Wchodzimy do gabinetu, a on? Jak nowonarodzony. Nic mu nie było! - Zmrużyła oczy, posyłając Milo zirytowane spojrzenie, gdy odkładała talerze na stół. Odwróciła się gwałtownie, niemal wpadając na Iana. Wyminęła go szybko, starając się nie patrzeć na niego zbyt długo - wiedziała, że cała ta frustracja momentalnie by z niej zeszła. A przecież chciała jeszcze chwilę się na niego gniewać. W kuchni chwyciła widelce i wróciła do salonu. Świeczki już się paliły. Przełknęła ślinę, podeszła do ściany i przygasiła światło, sprawiając, że atmosfera zrobiła się bardziej intymna. Usiadła na kanapie obok Iana, położyła widelec na jego talerzu, a chwilę później na swoim. Bezmyślnie przesuwała nim po jedzeniu, po czym zerknęła na niego.- Chcesz coś do picia? W tym wszystkim zapomniałam cię czymś poczęstować. - Jej wzrok uciekł ku świeczkom. - Myślałam, że ci się nie podobam. - Nabiła makaron na widelec, marszcząc nos i brwi. - Czy jestem aż tak przerażająca? - Usiadła bokiem, żeby lepiej na niego spojrzeć. - Chyba dałam ci już do zrozumienia, Ian, że bardzo lubię twoje towarzystwo… i że momentami chciałabym czegoś więcej. Nie wiem… już nic nie wiem. Хай йому біс - Odłożyła widelec, oparła się o kanapę i skrzyżowała ramiona, przybierając naburmuszoną minę.

confusion
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
32 y/o
For good luck!
187 cm
Piercer, handpoke w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Don't say a prayer for me now,
Save it 'til the morning after
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Słuchając jej, powoli utwierdzał się, że to wszystko, to był zły pomysł. To całe przedsięwzięcie związane z jakimś nagłym otwieraniem się na nowe znajomości- aż tak źle było mu na jego mroźnym odludziu? Nie musiał nikomu z niczego się tłumaczyć, udawać, że w ogóle potrafi bawić się w te całe godowe podchody. W swoim towarzystwie wiedział przynajmniej, czego oczekiwać. Nie wystawiał się na porażkę. Po prostu sobie... był. Z zamiarem szybkiego opuszczenia tego miejsca, które stanowiło istną poczekalnię przed piekłem. Chociaż im dłużej żył, tym bardziej dochodził do wniosku, że jeżeli jakiekolwiek życie po śmierci istnieje, to nie może równać się tym mękom, które przychodziło mu czasem tutaj przechodzić.
-Od samego początku mówiłem ci, że nie potrafię... w relacje.- odpowiedział jej szybko, po tym, jak ona przedstawiła sprawę ze swojej perspektywy. Rozumiał, o co jej chodzi, sam czuł się zażenowany, ale... W pewnym sensie miał jej za złe to, że wymaga od niego natychmiastowej zmiany. Przecież w jego mniemaniu sam fakt, że w ogóle zaczął powoli wychodzić ze swojej groty, zasługiwał na jakiś poklask. Zamiast tego wyglądała zupełnie tak, jakby samym spojrzeniem chciała wyrzucić go za drzwi.- Staram się jak mogę.- dodał, ledwie zrozumiale.
Przyglądając się jej twarzy zauważył, że poczerwieniała delikatnie. To z nerwów? Aż tak ją wkurwił? Coraz bardziej żałował, że przełamał się dziś i wyszedł naprzeciw tej cichej potrzebie spędzenia z nią czasu... który w jego rozumieniu był najbliżej randki, jak tylko kiedykolwiek był. Słuchał, kiedy opowiadała o kocie i zerknął na niego sceptycznie. Jakoś szczególnie go ta anegdota nie dziwiła. Ba, miał coś, czym mógłby na to odpowiedzieć i nie wyjść na taką towarzyską pierdołę!
-Moja ciotka, siostra matki, otacza się kotami. Kiedyś poświęcała jakiejś najmłodszej przybłędzie najwięcej czasu, bo zgarnęła go schorowanego z ulicy. Reszta kotów poczuła się o tyle zazdrosna, że zaczęła symulować choroby. Ciotka straciła wszystkie oszczędności i zadłużyła się do tego stopnia, że musiała ogłosić upadłość konsumencką. A koty... cóż, one niczego nie wyniosły z tej historii, bo nie mają świadomości czym jest budżet domowy i że swoim aktorstwem przyczyniły się do tego, że Em nie jest w stanie kupić im nic lepszego niż najtańsza karma z marketu. Ironią jest to, że ktoś taki jak ona miał mi prawo zarzucić brak stabilności finansowej.- mówiąc to patrzył cały czas na Milo, jakby był oburzony faktem, że i on zaczął bawić się w wysokiej klasy odtwórcę roli uciemiężonego czworonoga.- Najgorsze jest to, że... na dobrą sprawę nie ma jak się zorientować, czy aby na pewno nie lecą w chuja.- podsumował przenosząc na nią z powrotem swoje spojrzenie.
Powrócił do salonu i wedle wcześniejszej woli swojej gospodyni odpalił kilka świeczek czując się cały czas jak bałwan. Chciał jakoś zadziałać na atmosferę, ale jakoś tak... nie czuł tego. Za bardzo pogrążył się w tym ,jak bardzo out of character w tym momencie się zachowywał. Swerdlove ubzdurał sobie, że Vita jest na niego teraz wściekła i te świeczki były absolutnie nie na miejscu. Usiadł więc na kanapie symulując wygodę, poprawiając nieco kołnierzyk golfa, jakby starał się wypuścić to całe ciepło, które natworzyło się w nim przez to cholerne zażenowanie. Złapał za talerz, który mu przyniosła i zaczął powoli jeść to, co dla nich przygotowała, zastanawiając się, co na dobrą sprawę powinien zrobić. Co powiedzieć.
Wyprzedziła go, sama podjęła temat. Sprawiła, że odłożył talerz i nadął usta zastanawiając się, których słów w wyznaniu z incydentu w salonie nie zrozumiała. Podkreślił jej wtedy, że wprowadziła mu się jako dzika lokatorka do myśli i nie potrafi jej w żaden sposób wysiedlić. Pochylił się do przodu, przedramionami opierając się o kolana, patrząc gdzieś na kota. Stracił na chwilę apetyt, a żołądek zakręcił mu się w bardzo nieprzyjemny supeł.
-Mówiłem ci o tym, jaki jestem.- odpowiedział, starając się uważnie ważyć słowa, ale... czuł się dziwnie rozemocjonowany i czuł coraz mocniejszą potrzebę dania temu upust. Czuł dziwny, wewnętrzny protest. Dlaczego to on musiał jej się teraz tłumaczyć? Dlaczego nie próbowała go zrozumieć i naciskała na to, żeby zaczął podejmować jasne działania.- Mówiłem o tym, jak cholernie ciężko jest mi poruszać się w tego typu relacjach. To nie jest dla ciebie nowość, jakiś czas temu nie miałaś jeszcze nic przeciwko.- jego ton był opanowany, ale ręce musiały spleść się w koszyczek, by łatwiej szło mu mówić.- Nie jestem jakimś mistrzem flirtu, ale się staram. Chciałem cię dziś zaprosić do siebie i spędzić z tobą miło wieczór... ale nie wiem nawet jak. Starałem się działać zgodnie z sercem, ale ja za chuja nie wiem, co to oznacza. Wszelkie działania spontaniczne to w moim przypadku klapa. Sama widzisz jak wyszło.- zerknął na nią ukradkiem przez ramię.- Czuję kurewską presję, wiesz?- wyznał czując ulgę i napięcie jednocześnie. Oparł się plecami o kanapę i przyjrzał jej się w milczeniu.- Po tym, co teraz powiedziałaś, czuję się jeszcze bardziej pośpieszony i oceniany. Tu nie chodzi o bycie przerażającą, tylko... nie wiem, kurwa. To znaczy, wiem. Chcę z tobą spędzać czas, cholernie cię lubię, chociaż czasem mnie drażnisz i jesteś prześliczna. Ale ja nie... nie potrafię takich rzeczy okazywać. Czuję się zażenowany, że muszę mówić to po raz kolejny. Przykro mi, ale nie jestem tym typem, któremu romans przychodzi z lekkością.


𝔰𝔷𝔱𝔬𝔨𝔥𝔬𝔩𝔪
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
26 y/o
For good luck!
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciała być wyrozumiała, dać mu czas na oswojenie się ze świadomością, że nie pozbędzie się jej tak łatwo. Ale jej własne myśli - wyolbrzymianie wszystkiego i tworzenie w głowie alternatywnych scenariuszy - zdecydowanie jej nie pomagały. Może to był właśnie ten brak zaufania? Sam fakt, że nie odzywał się do niej przez kilka dni, doprowadził do tego, że uznała - najzwyczajniej w świecie - iż nic dla niego nie znaczy. Że tak naprawdę jej nienawidzi. I że już nigdy nie powinna bawić się w jakiekolwiek bliższe relacje z innymi, bo czemu on miałby być inny? Wyjątkowy na tle ludzi, których już miała okazję poznać, skoro zawsze kończyło się tak samo? Była emocjonalnie rozbita, nie potrafiła poradzić sobie z tym, co w niej siedziało. Czy było to wobec niego nie fair? Oczywiście. Ale to, co teraz czuła w środku, rozbijało ją na kawałki. nWyrzucając z siebie niezrozumienie całej sytuacji, czuła gorąco na policzkach. Słuchała jego reakcji, przełknęła ślinę i zacisnęła dłonie ze stresu i zdenerwowania, - Wiem, Ian, ja to wszystko wiem i doceniam! - rzuciła, ruszając w kierunku salonu, czując się jak skończona idiotka. Przecież wiedziała, jaki był. Nie chciała go zmieniać. To nie był on - to była ona i jej wygórowane wymagania… a właściwie nie wymagania. Po prostu chciała czuć, że komuś na niej zależy. Już nie chodziło o romantyczne gesty czy zabieganie o nią - chciała tylko odczuwać, że on chce dzielić z nią swój wolny czas. A ostatnio tego jej nie dawał.

Wchodząc do salonu z talerzami, odetchnęła cicho, próbując rozładować napięcie opowieścią o Milo. Odwracając się i wymijając Iana, słuchała historii o kocie jego ciotki, co automatycznie wywołało u niej uśmiech i ciche parsknięcie śmiechem, gdy zgarniała sztućce do kolacji. - Ah, ten kot doprowadzi mnie do zawału! Następnym razem będę musiała prosić ciebie, żebyś poszedł ze mną do weterynarza, może przy tobie będzie się wstydził gwiazdorzyć. - Spojrzała na Milo, wracając do salonu i wskazując go palcem. - Tak, mówię o tobie! - Uśmiechnęła się i przygasiła światło, gdy Ian rozstawił świeczki. Siadając obok niego, próbowała walczyć sama ze sobą i z myślą, że powinna być wyrozumiała. To nie było coś, co przychodziło mu naturalnie… ale… no właśnie. Ale. Jej niepewność siebie i wszystko, co wbiła sobie do tego kanadyjsko-ukraińskiego łba, wzburzyło w niej takie emocje, że wybuchła niczym wulkan, wyrzucając z siebie wszystko... niekoniecznie zastanawiając się, jak on się z tym poczuje. Egoistyczne? Trochę tak. Kiedy wypowiedziała ostatnie, naładowane emocjami słowo, wzięła głęboki oddech i spojrzała na niego. Słuchając go i jego odczuć, z każdym kolejnym słowem czuła się coraz gorzej. Zrobiło jej się gorąco, a wypieki na policzkach dosłownie zaczęły ją palić. Miała wrażenie, że zaraz spali się ze wstydu za swoją rozemocjonowaną reakcję. Myślała tylko o sobie i o tym, że mimo iż na zewnątrz tak kurewsko dobrze udaje pewność siebie, w środku chciałaby się zwinąć w kłębek i rozpłakać.

Za każdym razem, gdy próbowała otworzyć usta, by mu odpowiedzieć - by odnieść się do tego, że wywierała na nim presję - szybko je zamykała. Nie wiedziała, co powiedzieć. Nie chciała go naciskać. Chciała go zrozumieć, wspierać, przecież go akceptowała! - Ja… - zaczęła, ale słowa ugrzęzły jej w gardle. Ostatnią rzeczą, jakiej chciała, było sprawić, by poczuł, że nie akceptuje go takim, jakim jest. - Zaraz wrócę - rzuciła i zerwała się z kanapy. W kuchni otworzyła lodówkę i dosłownie zanurzyła w niej głowę, próbując się ochłodzić. Nie wiedziała, jak z tego wybrnąć. Spierdoliła to. Po kilku minutach wyprostowała się, otworzyła zamrażarkę, wyciągnęła opakowanie lodów, zgarnęła dwie łyżki i wróciła do salonu. Położyła je na stoliku między nimi, otworzyła opakowanie i wbiła łyżki w czekoladowo-śmietankowe lody. - Tak dla twojej świadomości, Ian… ty też mnie czasem drażnisz. I jesteś kinda cute. - rzuciła, zerkając na niego. - fyi, wystarczy mi, że jesteś sobą. - Nabrała łyżkę lodów i wsunęła ją do ust, po chwili oblizując łyżkę. - I mówię to serio. Po prostu wbiłam sobie do głowy, że może coś jest ze mną nie tak. Że nie jestem wystarczająco interesująca, żebyś się do mnie odezwał. You know? - Wzruszyła ramionami, sięgnęła po kolejną porcję i przysunęła pojemnik między nich, zbliżając się do niego. - Te świeczki są zajebiście romantyczne, tak swoją drogą. Przepraszam, że popsułam ci plany. - Uśmiechnęła się i musnęła jego nos ubrudzoną czekoladą łyżka. - Fuck, niezdara ze mnie - parsknęła cicho. Nachyliła się, pocałowała czubek jego nosa, po czym cofnęła się i przysunęła lody bliżej niego. - Częstuj się - uniosła brew. - Tylko uważaj, bo byłoby straszną tragedią, gdyby twoja łyżka wylądowała dokładnie na moich ustach… oczywiście zupełnie niechcący. - Oblizała łyżkę, patrząc na niego, z cichą nadzieją, że zrozumie jej nieme zaproszenie. Że po prostu ją pocałuje.

still kina confused
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
32 y/o
For good luck!
187 cm
Piercer, handpoke w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Don't say a prayer for me now,
Save it 'til the morning after
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Przygryzł delikatnie policzek od środka widząc, że Vita wyszła na chwilę. Westchnął ciężko wpatrując się kotu w ślepia, jakby szukał tam odpowiedzi na to, co powinien w całej tej przedziwnej sytuacji zrobić, ale... Puchaty przyjaciel wydawał się być w całej tej sytuacji równie skołowany co on. A może i nawet bardziej. Rozsiadł się wygodniej, czując, że walczą w nim dwie zupełnie sprzeczne siły- z jednej strony coś podszeptywało mu, że może najlepszym rozwiązaniem byłoby podnieść się i wrócić do domu. Z drugiej... chyba by sobie nie wybaczył. Skoro już zrobił z siebie tego cholernego idiotę, skoro już naraził się na to pieprzone upokorzenie i zakręcił jej gitarę swoim nawiedzonym zachowaniem, to... Nie godziło się, żeby nagle zniknął!
Całe szczęście wróciła w porę, przerywając jego wewnętrzne rozterki. Odprowadził ją spojrzeniem na miejsce, rozsiadając się nieco wygodniej. Starał się cokolwiek wyczytać z jej twarzy, ale... o ile zazwyczaj to była dla niego czarna magia, to teraz było jeszcze gorzej. Miała w sobie wiele emocji, wymieszanych, a on nie potrafił złapać i nazwać żadnej z nich. Musiał liczyć na to, że mu w tym wreszcie pomoże. Zmarszczył brwi słysząc jej odpowiedź i prychnął cicho.
-To już wiem, nie bez przyczyny nazywam się Sztokholm. Tylko ktoś z syndromem sztokholmskim mógłby na poważnie brać mnie i moje towarzystwo, łaknąć go.- odpowiedział z lekkim uśmiechem, starając się wyjść jednak z pozycji żartu. Nie chciał jej teraz obrazić, chciał w jakiś sposób pokazać, że między innymi dzięki temu, jak i dzięki masie innych rzeczy, miała soft spot gdzieś w głębi jego skamieniałego serca.- Jezu, Vita, no właśnie kurwa I DON'T know. Nic z tobą nie jest nie tak.- zapewnił niemalże natychmiast, gdy zaczęła szukać w sobie problemu. Zawahał się jednak, czy nie przesadził z zaprzeczeniami.- To znaczy... wszystko z tobą w porządku. To ja. Cały czas, ja. Ze mną są problemy i potrzebuję czasu, żeby zacząć zachowywać się jak pierdolony człowiek, a nie zdziczałe zwierzę. Przestań na siłę szukać problemu w sobie. Jesteś bystrą, śliczną dziewczyną. Przeszłaś swoje, ale... jakoś się trzymasz. To nie twoja wina, że to wszystko cię spotkało. To wina świata.- zaserwował jej to samo wyjaśnienie, którym sam karmił się przez jakiś czas, w którym odnajdywał spokój i komfort... zanim zaczął brać. Wtedy jego życie nieco się zmieniło. Zamiast powtarzać sobie takie motywujące usprawiedliwienia, wolał otępiać się dragami.- Nie przepraszaj, te moje plany są równie szczelne co pięćdziesięcioletni durszlak.- przewrócił autoironicznie oczyma, wzdychając ciężko.- Musisz mi... sama powiedzieć co chciałabyś przeżyć. Wiem, że to troszkę psucie zabawy samej sobie, ale postaram się jakoś rozłożyć to w czasie tak, żebyś się nie spodziewała.- zwilżył lekko wargi, w zamyśleniu przyglądając się jej porywającemu spojrzeniu.- Jak widzisz, kiedy decyduje sam, pierdolę głupoty i jeszcze każę ci gotować.- znowu prychnął w gorzkim rozbawieniu.
Musnęła go zimną łyżeczką, a on zmarszczył brwi. Nie wyczuł jej intencji, ale jakoś tak zupełnie automatycznie zarzucił za nią ramię, przysuwając się do niej ostrożnie, jakby nie chciał przekroczyć jakiejś granicy, wzbudzić w niej dyskomfortu albo niezadowolenia. Poczuł lekki prąd wstrząsający jego ciałem, gdy pocałunkiem oczyściła mu czubek nosa. Przysunął się jeszcze bliżej zaglądając nieprzekonany w opakowanie lodów. Słuchał jej dokładnie spoglądając jej prosto w oczy, wciąż się do niej uśmiechając. Po raz pierwszy w życiu nie miał wątpliwości, że ktoś z nim flirtuje. Zapewne główne skrzypce w tym sukcesie grał fakt, że... niemalże wprost mu to powiedziała.
Przysunął się na tyle blisko, że ich boki stykały się ze sobą, a jego ręka mogła spokojnie zsunąć się z oparcia kanapy i wylądować na jej drobnym ramieniu. Kiedy udało mu się upolować jej spojrzenie, poczuł, że serce w piersi zabiło mu trochę mocniej, w akcie ekscytacji. Doskonale wiedział, co chce teraz zrobić. W najgorszym wypadku dostanie w gębę- nie pierwsza faux pas dziś. Na komentarz odnośnie lodów oczywiście nie odpowiedział- po prostu złapał za jej podbródek i przysunął ją do siebie, nie zadając żadnych, zbędnych pytań. Jego wargi naparły na jej chłodne od deseru usta, ściągając pocałunkiem słodki smak mrożonej czekolady ze śmietanką. Przytrzymał jej wargę między swoimi ustami przez dłuższą chwilę, oddychając jej słodkim oddechem. Wolną dłoń wsunął powoli na jej udo, nieco powyżej kolana, jakby badał na ile mu w tym wszystkim pozwoli. Gdzieś w dalszym ciągu odczuwał pewną niepewność, jednak chęć pogłębienia tych gestów, posunięcia się dalej była w nim coraz silniejsza. Coraz cięższa do zignorowania.

𝔰𝔷𝔱𝔬𝔨𝔥𝔬𝔩𝔪
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
26 y/o
For good luck!
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmarszczyła nos i przewróciła oczami na jego słowa - pfft! Już ci mówiłam, że to jeszcze ty będziesz do mnie wracał z podkulonym ogonem, jak zaskarbię sobie twoje serce! - wysunęła język w jego kierunku, odpowiadając na podtekst o syndromie sztokholmskim. Oczywiście, że coś w tym było i miał rację... zdawała sobie sprawę, że każda inna dziewczyna spieprzałaby tam, gdzie pieprz rośnie, gdyby miała z Ianem takie spotkanie jak ona - wtedy, u niego w pracy. Jednak czuła, że nie robił tego na serio… a może robił, tylko ona po prostu nie chciała tak o tym myśleć? W końcu wybrała go sobie jako swojego kompana.Jako kogoś, z kim połączyła ją magiczna iskierka czasoprzestrzeni - w pewnym sensie. Nie było już odwrotu, przynajmniej nie dla niej. I gdyby tylko mogła, zatrzymałaby go przy sobie jak najdłużej. Oparła się o oparcie kanapy, rozsiadając się wygodniej, i spojrzała na niego, słuchając go uważnie. Czuła ciepło rozlewające się po jej klatce piersiowej, gdy do niej mówił. - Tylko że nie zachowujesz się jak zwierzę, Ian. Widzę, że się starasz. Doceniam to naprawdę i dziękuję… - uśmiechnęła się, spoglądając gdzieś w bok, zanim znów na niego spojrzała, rumieniąc się. - Za komplement. Dziękuję - dodała zakłopotana. Czuła się dosłownie jak nastolatka wręczająca chłopakowi, który jej się podobał, liścik miłosny, nie będąc pewną, czy otworzy go z uśmiechem, czy zaraz ją wyśmieje.

''Musisz mi... sama powiedzieć co chciałabyś przeżyć...''

- Hm… - przysunęła palce do podbródka i zamyśliła się na moment. - Przemyślę to i dam ci znać. - Zerknęła mu w oczy, po czym zabrała się za swój flirciarski pomysł, po chwili wybuchając śmiechem. - Musisz to dokończyć! - wskazała głową na talerz z jedzeniem. - Bardzo się starałam, wylałam tyle potu i łez, gotując to dla ciebie, wiesz? - zaśmiała się pod nosem. Chwilę później przystąpiła do swojego jakże spontanicznego planu i ucałowała jego nos, pozbywając się smużki lodów z jego czubka. A zaraz potem zrobiła dokładnie to, o co ją przed chwilą poprosił. Powiedziała mu wprost - choć okrężnie, by dać mu pole do popisu na zinterpretowanie tego - co chciałaby przeżyć. Powietrze uwięzło jej w piersiach, gdy poczuła jego dłoń opadającą na jej ramię. Uchyliła delikatnie usta, czując jego palce na swoim podbródku. Przyglądała mu się przez moment, a gdy zobaczyła jego twarz zbliżającą się do niej, przymknęła oczy, czekając na pocałunek. Pragnęła tego. Chciała poczuć, smak jego ust na swoich. Muśnięcie warg smakowało czekoladą, śmietanką i czymś elektryzującym, ciepłym, rozchodzącym się po całym jej ciele. Ian wypełniał jej płuca niczym dym z papierosów, które palił. Spięła się na moment, czując jego dłoń na swoim udzie. Odsunęła się delikatnie twarzą, by na niego spojrzeć, po czym wsunęła dłoń na jego szyję, powoli wplatając palce w jego włosy. Tym razem to ona go pocałowała... dłużej, namiętniej. Przysunęła się do niego bliżej, a drugą, wolną rękę położyła na jego dłoni, przesuwając ją wyżej. Przechylając głowę w prawą stronę, pogłębiła powoli pocałunek, wydobywając z siebie ciche wetchniecie. - Dobrze całujesz, Tiń - uśmiechnęła się przez pocałunek. Nie wiedziała dokładnie, na ile dziś będzie chciała sobie z Ianem pozwolić. Nie chciała, by czuł, że wywiera na nim jakąkolwiek presję - mimo że pragnęła, by posunęli się jeszcze dalej. Podniosła się powoli, przerzuciła nogę przez niego i usiadła na jego kolanach, przybliżając do niego swoje ciało. - Wiesz, co jeszcze chciałabym przeżyć? - zarzuciła ramiona na jego szyję i wpatrywała się głęboko w jego zielonoszmaragdowe oczy. - Żeby mój przyjaciel pisał do mnie, kiedykolwiek o mnie pomyśli.- Schyliła się, składając czuły pocałunek w kąciku jego ust, po czym chwyciła jego dłoń i przesunęła jego palcami po swojej szyi, - Chciałabym też, żeby mnie tutaj pocałował - odchyliła szyję, dając mu do niej lepszy dostęp. - I bardzo chciałabym, żeby został u mnie dzisiaj na noc. Nawet jeśli miałoby to być tylko w formie przytulenia.- Nie chciała dziś zostawać sama. Potrzebowała bliskości - jakiejkolwiek. I nie chciała jej od nikogo innego. Tylko od niego.

Tiń ࣪ ִֶָ☾.
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
32 y/o
For good luck!
187 cm
Piercer, handpoke w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Don't say a prayer for me now,
Save it 'til the morning after
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
spajs
Jej niewerbalna zachęta sprawiła, że jego palce zadrżały lekko przesuwając się po gładkiej skórze Holloway. Sposób, w jaki odwzajemniała każdy pocałunek... Cholera, nie mogła bardziej dobitnie dać mu do zrozumienia, że nie był jedyną osobą, która tego wszystkiego chciała. Nie potrzebował więcej zachęt, był gotowy zatracić się w tej jednej, krótkiej chwili śmiałości. Wypełnił płuca powietrzem, czując jak jego dłoń zacisnęła się na skrawku jej ciała nieco mocniej, jakby robił coś, za czym był przez cały ten czas tak niesamowicie stęskniony. Jego ciało mocno i gwałtownie zareagowało na ten rodzaj bliskości. Nie był desperatem, ale kiedy marzy się o czymś przez tak długi czas i nareszcie dostaje się do tego dostęp... cholera. Robił to wszystko w swojej głowie niejednokrotnie. To i zdecydowanie o wiele więcej, bo przecież Swerdlove myślał o Vicie bardzo często. Wyobrażał sobie jak przyciska ją do siebie, jak smakuje jej skóry i zatapia się w jej słodkości bezpowrotnie. Marzył o przelewaniu jej włosów między palcami, smakowaniu koniuszkami palców ciepła jej skóry, rozważał nad smakiem i miękkością jej ust. A jednak, mimo wszystko, każda fantazja na jej temat wydawała się być jedynie wyblakłą kalką rzeczywistości. Ciekawska dłoń Iana odchyliła się nieco w kierunku wewnętrznej części jej uda. Przesuwając palcami coraz wyżej, ku miejscu, gdzie jej ciepło wydawało się mieć swoje epicentrum, oddychał coraz głośniej i bardziej nieregularnie. Oddychanie nie było teraz takie proste.
Nim zdążył zrobić cokolwiek więcej, ona usadowiła się na nim komplementując jego umiejętności, zagadując go o temat, który już dawno w swojej głowie porzucił. Nie był w stanie skupić się na tylu rzeczach jednocześnie. Odsunął od niej twarz, by móc jej się przyjrzeć, gdy mówiła. Owijając jedno z ramion dookoła jej talii zachowywał się nieco jakby chciał w ten zaborczy sposób upewnić się, że mu nie ucieknie. Nie mogła zrobić tego teraz. Nie w momencie, gdy nareszcie odnalazł w sobie tę pieprzoną brawurę. Chciał ją maksymalnie wykorzystać.
Zielone spojrzenie Swerdlove podążało za damską dłonią dzierżącą jego własny nadgarstek. Czuł, że od jej słodkiego zapachu i tych cholernych, kokieteryjnych gierek, resztki rozumu znikają, zastępowane coraz bardziej upierdliwie nieodpartą potrzebą pociągnięcia tego dalej. Poprosiła go, by tej nocy z nią został, a przez jego twarz przemknął grymas, który do tej pory nie miał okazji ujrzeć światła dziennego. Jak mógł jej odmówić? Chciała go, nie mogła mu tego bardziej dobitnie pokazać.
Przyciągnął ją do siebie tak, by oparła się plecami o jego klatkę piersiową. Jedno z ramion dalej zaciskało się na jej talii z manierą pasów bezpieczeństwa. Drugą ręką złapał ją za szczękę i odchylił jej głowę, udostępniając sobie miejsce, o którym sama przed chwilą mówiła. Przełykając ślinę pochylił się nad zgłębieniem pomiędzy szyją i ramieniem dziewczyny, przesuwając po cienkiej warstwie jej skóry nosem, napełniając się jej zapachem. Zupełnie tak, jakby chciał mieć pewność, że będzie potrafił to później dokładnie odtworzyć w swojej pamięci. Jego pieprzony fatalizm zmuszał go do tego, by myśleć, że to pierwszy i ostatni raz, gdy może sobie na to pozwolić.
-Mam cię tylko przytulać, Vita?- zapytał krótko, totalnie zapominając o tym, co mówiła wcześniej. Miał teraz przysłowiowe klapki na oczach i nie potrafił myśleć o niczym innym. Totalnie opanowała jego myśli, potrzeby i pragnienia. Była tylko ona. W tej jednej, krótkiej chwili nie widział poza nią świata i... miał cichą nadzieję, że ona chociaż w kilku tkankach swojego mięśnia sercowego czuje podobnie.
Złożył nieśpieszny pocałunek na jej ramieniu, jakby starając się wybadać jej reakcję. Zupełnie tak, jakby to był jego, autorski pomysł, a nie jej prośba. Powoli przesuwał się z tymi czułościami w kierunku jej żuchwy, skupiając się na każdym kolejnym muśnięciu, jakby od tej drobnej pieszczoty zależał porządek tego pierdolonego, smutnego świata. Druga dłoń Iana zsunęła się z brody Vity prosto na je szyję, zaciskając się ostrożnie, by przypadkiem nie zrobić dziewczynie przy tym krzywdy. Warknął cicho, wychodząc spod własnej kontroli, przysysając się na chwilę do jej karku. Coraz bardziej rozsadzało go od środka jego własne pożądanie.
-Nie chcę cię przytulać, Holloway. Chcę robić z tobą inne rzeczy. Ale jeżeli będzie ci dzięki temu lepiej, to... przytulę cię po wszystkim.- wyszeptał prosto do jej ucha po tym, jak zostawił na jej skórze czerwony ślad, przyciskając ją do siebie tak, by mogła poczuć na sobie jego dobitną ekscytację. Coś się w nim przełączyło. Jakaś przedziwna bariera opadła na tę krótką chwilę. Wciąż krzyczał w nim ten przedziwny lęk przed odrzuceniem, ale... Czuł, że jeżeli kobieta wyjdzie mu naprzeciw, Swerdlove zrzuci z siebie wreszcie te wszystkie, mentalne okowy.- Chcesz usłyszeć, co ja chciałbym z Tobą zrobić?- zapytał w ten przedziwny sposób o zgodę, przesuwając rękę dalej. Tym razem z szyi odnalazła drogę do jej piersi.
Zacisnął na niej soczyście palce wciągając ze świstem powietrze. Tak samo, jak w Black Thorn, dał jej ostatnią szansę na ucieczkę.


𝔰𝔷𝔱𝔬𝔨𝔥𝔬𝔩𝔪
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
26 y/o
For good luck!
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
horny posting ಇ( ꈍᴗꈍ)ಇ
Ian był dla Vity czymś w rodzaju zakazanego owocu - chłopakiem z sąsiedztwa, przed którym przestrzegali rodzice. Starszym buntownikiem z czasów liceum, który mógł sprowadzić cię na złą drogę i przy którym należało uważać. Był kimś dla niej nieosiągalnym, a przynajmniej tak jej się wydawało. Nie miała problemu z flirtowaniem, kokietowaniem, z wykorzystywaniem swojego wyglądu, by zdobywać wyższe napiwki - nawet kosztem obleśnych komentarzy czy śliniących się na jej widok mężczyzn. To wszystko było jednak celowe, kontrolowane, miało swój konkretny zamiar. Lubienie Iana - to dziwne, nieproszone przyciąganie - nie było czymś, co zaplanowała. Zaprzyjaźnienie się z nim również nie znajdowało się na jej liście rzeczy do zrobienia. A jednak miała wrażenie, jakby los sam zdecydował, że od tamtego momentu, od chwili, w której zwróciła na niego uwagę, coś zostało przesądzone. Jakby było pewne, że stanie się jej ulubioną osobą. Kimś, z kim naprawdę będzie chciała spędzać czas. Z każdą kolejną chwilą coraz bardziej przyciągały ją szczegóły - odbicie światła w jego tęczówkach, sposób, w jaki się poruszał, jak mówił, jak zdawkowo jej odpowiadał. Zaczęła błądzić wzrokiem po jego ustach, wyobrażając sobie ich smak, miękkość. Gdy ich dłonie się stykały - przypadkiem albo nie - widziała w głowie, jak te same palce zaciskają się na jej biodrach, na piersiach, na szyi. Fantazje mnożyły się. Myśli, których nie chciała wypowiadać na głos. Przecież byli tylko przyjaciółmi. Zdawała sobie sprawę, że ta relacja sporo go kosztuje. Że musi być ostrożna, wyrozumiała, żeby go nie spłoszyć. Ale teraz, kiedy dotarło do niej, że ona też mu się podoba - naprawdę podoba, o ile nie kłamał - nie potrafiła tego zmarnować. Musiała działać. Choćby po to, żeby nie zdążył się rozmyślić. A jeśli potem będzie żałował… cóż, wtedy zapyta go wprost, czy chodziło o nią. Nie chciała o tym teraz myśleć. Chciała tylko jednego... żeby jej dotykał.

Natychmiast.

Przełknęła ślinę, spuszczając wzrok w dół - niby tajemniczo - kiedy jego dłoń sunęła w górę, w stronę jej bielizny. Starała się oddychać równo, nie zdradzić, jak bardzo działa na nią ciepło jego palców. Tak bardzo jej tego brakowało. A już zwłaszcza od kogoś, do kogo czuła coś prawdziwego. Chciała więcej. Teraz. Od razu. Usiadła na nim okrakiem, chcąc pokazać mu jak bardzo go pożądała, ale jednocześnie bała się, że zbyt gwałtowny ruch wszystko zepsuje. Że ten kruchy, wyczekiwany moment prysnie w sekundę. 

Chwyciła jego nadgarstek i poprowadziła jego palce wzdłuż swojej szyi, czując ciepło rozlewające się po ciele powolnymi falami. Nim zdążyła pomyśleć, obrócił ją tak, że oparła się o niego plecami, wciąż siedząc na jego kolanach. Uchyliła usta i odchyliła głowę do tyłu. Z jej gardła wyrwało się ciche jęknięcie, gdy przymknęła oczy, czując, jak przesuwa nosem wzdłuż jej szyi. Jego oddech na jej skórze sprawił, że zadrżała. Każdy kolejny dotyk odbierał jej resztki opanowania. Delikatnie przechyliła twarz, muskając nosem jego szczękę. Kiedy usłyszała jego pytanie, z jej ust wydobył się urwany, ledwie słyszalny dźwięk - przeczący. Nie chciała, żeby tylko ją przytulał. Znów odchyliła głowę, gdy złożył pocałunek na jej ramieniu. Oddychała coraz ciężej - była niemal pewna, że czuje bicie jego serca na swoich plecach.
Coraz śmielsze ruchy i pewność w jego gestach doprowadzały ją do granicy. Robiło jej się gorąco, policzki paliły od emocji. Poruszyła się lekko na jego kolanach i wtedy wyraźnie poczuła jego twardość pod materiałem spodni. Przez myśl przemknęło jej, jak bardzo chciałaby pozbawić go tych cholernych ubrań. Kiedy jego dłoń zacisnęła się na jej szyi, przełknęła powoli ślinę, próbując złapać spokojny oddech. Pragnęła go.

Teraz.

Nie potrafiła już udawać, że panuje nad sytuacją. Wydawało jej się, że to ona prowadzi tę grę, że to ona ma kontrolę. Ale jedno zdecydowane zaciśnięcie jego dłoni wystarczyło, by poczuła, jak chętnie oddałaby mu ją bez reszty.- Mhm - mruknęła cicho, kiwając głową. Zamarła, kiedy jego dłoń zsunęła się z szyi na jej pierś i zacisnęła mocno. Pulsowanie między udami stało się nie do zniesienia. Ślina zbierała się w ustach. Chciała choć przez chwilę mieć kontrolę. A może wcale nie chciała?
Wstała gwałtownie, odwróciła się do niego przodem. Położyła dłonie na guzikach sweterka i zaczęła je rozpinać - powoli, patrząc mu prosto w oczy. Palce jej drżały. Kiedy ostatni guzik puścił, zsunęła sweter z ramion, pozwalając mu opaść na podłogę, upewniając się, ze pominął stolik przepełniony świeczkami. Stała przed nim w spódniczce i brązowej koronkowej braletce. Rozsunęła jego nogi kolanem i wsunęła się między nie. Zerknęła na wybrzuszenie w jego spodniach, ponownie powolnie przełykając ślinę... Położyła dłonie na jego karku, wplotła palce w włosy, nachyliła się i musnęła jego usta delikatnym pocałunkiem. - Co chciałbyś ze mną zrobić? - szepnęła prosto w jego wargi. - Teraz masz na to szansę.

Tiń ࣪ ִֶָ☾.
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
32 y/o
For good luck!
187 cm
Piercer, handpoke w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Don't say a prayer for me now,
Save it 'til the morning after
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Obserwował ja uważnie, starając się przebić przez mgłę własnego pożądania. Coraz ciężej przychodziło mu zbieranie myśli, jego ciało domagało się tego, by oddać kontrolę czystemu instynktowi. By wziąć wreszcie to, o czym tak długo myślał i pragnął. Lekko rozchylone w gorączce wargi Vity wydawały się być kolejnym testem jego wytrzymałości. W sumie, to dlaczego pastwił się nad samym sobą aż tak bardzo? Czy naprawdę aż tak mocno zależało mu na jej zgodzie? Czy był faktycznie tym rycerzem na białym koniu, który potrzebował jej zezwolenia, by położyć łapy na tym, co tak cholernie go przyciągało?
A może po prostu chciał u niej zapunktować?

Już dawno pogubił się w labiryncie swoich myśli. Dalsze dywagacje były zbędne i absolutnie do nikąd go nie prowadziły. Zrozumiał, że czas skupić się na tej ulotnej chwili przyjemności. Pozwolić sobie na ekstazę, która nie wymagała kładzenia własnego życia po drugiej stronie szali. Czuł głęboką potrzebę wypełnienia tej pustki jej słodyczą i ciepłem. Chciał sprawdzić, czy faktycznie była w stanie sprawić, by chociaż na moment zapomniał o głęboko żywionej nienawiści do samego siebie i otaczającego ich świata.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


𝔰𝔷𝔱𝔬𝔨𝔥𝔬𝔩𝔪
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”