-
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Nie trudno było odnaleźć grupę bogatych dzieciaków, którzy uwielbiali imprezować. Zawsze mieli swoją własną lożę w klubie The Shop. I to właśnie tam dzisiejszego wieczora Maddie skierowała swoje kroki, weszła bez najmniejszego problemu, od wejścia uderzył ją zapach klubowego dymu, duszności i alkoholu. Czuła się jakby wróciła w miejsce, które idealnie do niej pasuje, do towarzystwa, które było jej cholernie pokrewne. Kroczyła po schodach w stronę balkonu z lożami, ubrana w czarną obcisłą mini czuła wzrok wszystkich na sobie, długie blond włosy, które zdecydowała się rozpuścić bujały się na boki z każdym jej kolejnym krokiem. Dopełnieniem tego wszystkiego był figlarny i bezczelny uśmiech, znów była sobą. Bez tych dramatów, bez oceniania co jest dobre, a co złe, dzisiaj plan był prosty, zrobić to co umiała najlepiej: bawić się.
Po wejściu na lożę przywitała się ze znajomymi, alkohol zaczął się lać, kolejka za kolejką, aż Mads totalnie straciła rachubę ile ich w siebie wlała. Potem z przyjaciółkami poszła na parkiet, tańczyła z Kitty, śmiały się i brylowały na samym środku. W pewnym momencie blondynka dostrzegła jak ciemnowłosa wyciąga dwie tabletki, jedną z nich połknęła, a drugą położyła na swoim języku w zapraszającym geście. Lennox nie potrzeba było wiele, przejęła od przyjaciółki tabletkę całując się z nią. I znów...impreza rozkręcała się jeszcze bardziej.
Powiedzenie, że Maddie powoli traciła kontakt z rzeczywistością to jak nie powiedzieć nic, czuła jak jakby ktoś zamknął ją za szybą. Wzrok miała zamglony, głosy i muzyka dochodziły do niej ze sporym echem i opóźnieniem. Tańczyła z jakimś chłopakiem, totalnie nie pamiętała nawet jego twarzy czy imienia, nie za bardzo docierało do niej też co mówił. Jedyne co zapamiętała to jego dłonie na swoim ciele, usta tuż przy jej uchu i na szyi. Chciała się temu poddać, ale jej ciało niekoniecznie, nie czuła przyjemnych dreszczy, nie czuła tego podniecenia, ale to wszystko dlatego, że to nie były jego dłonie, to nie były jego usta tuż przy jej uchu. I nagle niczym fala wróciły do niej wspomnienia z jej mieszkania, znów słyszała wszystko co mu wtedy powiedziała, widziała ból w jego oczach, który rozrywał jej serce.
Zrobiło jej się duszno i słabo, serce waliło jak oszalałe, a jej powoli zaczynało brakować oddechu, musiała wyjść. Wyrwała się z objęć nieznajomego i skierowała się do wyjścia, przepchnęła się przez tłum i dopadła drzwi. Kiedy je przekroczyła uderzył w nią nocny mróz, ale nie zatrzymała się, dość chwiejnym krokiem ruszyła chodnikiem przed siebie. Chciała uciec, chciała znaleźć się jak najdalej, uciekała przed tymi beznadziejnymi emocjami, które ją dopadły. Przeszła dwie ulice od klubu i musiała się zatrzymać, szpilki dość mocno wbijały się w jej nogi, miały jakieś sznurowanie aż do łydki, którego nie potrafiła rozplątać po każda próba pochylenia się kończyła się prawie upadkiem. Miała plan zadzwonić po taksówkę, niby dobry, ale w tym całym dziwnym ataku nie wzięła z loży torebki.
Znów to zrobiła, znów okłamała samą siebie niszcząc własną obietnicę. Plus taki, że wyszła dość wcześniej bo jeszcze kilka godzin w starym towarzystwie i dopiero byłaby tragedia. Tak to zdążyła w ciągu dwóch godzin wymieszać alkohol z lsd, które wchodziło jej zdecydowanie za mocno.
Oparła się nagimi plecami o zimną ścianę budynku przy którym stała, chciała tym sposobem jakoś się otrzeźwić, ale było jej tylko zimno. Musiała wrócić do domu, póki jeszcze tabletki nie zaczęły działać, o wiele bardziej wolałaby mieć zjazd we własnym łóżku.
Ruszyła znów przed siebie, szła zygzakiem, całym chodnikiem niemalże nie wchodząc na jezdnie gdzie kilka pojedynczych aut zaczęło na nią trąbić. Skupiła się na swoich własnych krokach tym samym odrzucając sprzed oczu natrętne wspomnienia z jej apartamentu, które wracały ją bumerang, jakby chciały jej pokazać, że chujowo zrobiła.
Wiedziała to, dotarło to do niej kiedy postanowiła wybrać się do tego klubu, bo wydawało jej się, że tak łatwiej uciszy wyrzuty sumienia.
Klasyczna Madison.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Teraz lodowaty wiatr smagał karoserię jego lancera, a on raz po raz kręcił kierownicą, marząc o tym, by być już pod domem, wziąć ten jebany prysznic i odpłynąć do krainy snów, ale... wtedy ją zobaczył.
Początkowo myślał, że to tylko zmęczenie i jego własna wyobraźnia płatała mu figle. Jakaś dziewczyna szła zygzakiem po chodniku, odbijając się od ścian budynków. Musiała być bardzo pijana. Cienka, czarna sukienka, gołe plecy, rozpuszczone włosy... i brak jakiejkolwiek kurtki. Przy minus piętnastu stopniach. - No nie, kurwa... - warknął pod nosem, kiedy rozpoznał ten sposób poruszania się. Ten dumny krok, który teraz był tylko żałosnym wspomnieniem jej pewności siebie. Zatrzymał auto z piskiem opon, niemal na środku jezdni, ignorując trąbiącego za nim kierowcę. Wypadł z samochodu, nie gasząc nawet silnika. Złapał dziewczynę za lodowate ramię, gdy znów zaczęła niebezpiecznie przechylać się w stronę jezdni. - Maddie? Co ty tu odstawiasz, pojebało cię? - głos Alexa przeciął ciszę, a Lennox ledwie drgnęła. Wyglądała jakby zmroziło jej mózg. Musiała mieć naprawdę opóźnioną reakcję, bo Alex już sekundę później machnął ręką - zniecierpliwiony - po czym zdjął z siebie kurtkę i zarzucił na jej nagie, lodowate ramiona. Westchnął ciężko, czując, jak całe zmęczenie dnia zwala mu się właśnie na kark. Przez chwilę trzymał Maddie mocno za ramiona, sprawdzając, czy w ogóle zdawała sobie sprawę, kto przed nią stał. - Dobra, bez pytań. Idziemy - uciął, widząc, że i tak niewiele do niej docierało. Był zły, ale... sam nie wiedział, dlaczego. Może o to, że po tych wszystkich dniach milczenia spotkał ją w takim stanie? A może czuł złość na jej nieodpowiedzialność i... na samego siebie - bo wystarczyło jedno spojrzenie na jej trzęsące się ciało, by wszystkie jego postanowienia o „trzymaniu dystansu” poszły się jebać? - Słyszysz mnie? Pakuj się do auta. Już - zadecydował ostro, otworzył drzwi pasażera i czekał, aż Maddie łaskawie zdecyduje się wsiąść.
Maddie Lennox
-
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Jesteś najgorszym problemem, którego nie mogę się pozbyć.
Przez delikatnie rozchylone wargi nabrała chłodnego powietrza w płuca, to od razu wywołało drżenie jej ciała. Wraz z wypuszczeniem powietrza z cichym świstem przymknęła powieki przystając na kilka sekund. Przed oczami pojawił się jej obraz jego ciemnych oczu, tych samych, które jeszcze kiedyś świeciły niczym dwa ogniki, które tak bardzo lubiła. Tamtej nocy coś się w nich zmieniło, zamiast iskier pojawił się ból, tak bardzo wielki, że rozrywał ją od środka. I wiedziała, że to tylko i wyłącznie jej wina, jej ostrych słów, które wypowiedziała w chwili wściekłości. Zraniła go, ale tylko po to aby poczuł taki sam, a nawet i mocniejszy ból niż ona. Tamtej nocy przekroczyła też granicę niszcząc to wszystko co do tej pory udało im się zbudować, konstrukcje tak delikatną, że w sekundę zniknęła pozostając tylko wspomnieniem, tym najbardziej nieprzyjemnym i bolesnym.
Tabletki, które wzięła kilkanaście minut wcześniej zaczęły działać. Znów pojawiał się ten znajomy stan, świat wirował jakby w zwolnionym tempie, uliczne światła wydawały się być mocniejsze niż w rzeczywistości. Nogi stawały się coraz cięższe, a kroki zmieniały się w szuranie podeszwami po zimnym chodniku. Uniesienie ręki było niemalże niemożliwe, tak jakby ktoś przyczepił do niej ciężką kulę na łańcuchu. Dźwięki dochodziły do niej zdecydowanie mocniej niż powinny, tak jak ten nieszczęsny klakson gdzieś za jej plecami. Nie zatrzymywała się, posuwała (bo to najlepsze chyba określenie) dalej do przodu, uparcie. Wiedziała, że jutro będzie wkurwiona sama na siebie, za to, że znów pojawiła się na tej cholernej granicy, z której ostatnio ledwo co udało jej się zawrócić.
Coś ją zatrzymało, poczuła na zimnej skórze gorący dotyk, który niemalże parzył jej skórę. Chciała się wyrwać, ale to była tylko myśl, która nie dotarła nawet do mózgu, a ciało nie wykonało ruchu. Usłyszała swoje imię, ale nie była tego pewna na sto procent, zlepek kilku słów był dla niej całkowicie niezrozumiały, tak jakby zgubiła w tym wszystkim sens.
Uniosła głowę, widziała postać, ale twarz owej osoby falowała jej zbyt mocno, jakby oglądała odbicie w tafli wody, do której ktoś sekundę wcześniej wrzucił mały kamyk. Potem coś ciężkiego spadło na jej ramiona, ciężar materiału sprawił, że Maddie nabrała w płuca oddech, tak jakby nagle przypomniała sobie o czymś takim jak oddychanie. Jej ciało jednak nie spięło się ani na sekundę, wręcz rozluźniło kiedy do jej nosa dotarł znajomy zapach perfum wymieszanego z dymem papierosowym. Zamrugała jeszcze kilka razy oczami, potem zacisnęła powieki mocno i na nowo otworzyła je po kilku długich chwilach, tak jakby chciała zresetować obraz oraz własny mózg do ustawień fabrycznych.
- Alex? - zapytała ledwo słyszalnie z chrypką w głosie, zmarszczyła nos czując jak jej gardło było suche. Oblizała końcem języka swoje własne wargi, czuła jak bardzo szorstkie były.
Kolejny dźwięk klaksonu gdzieś za nią sprawił, że instynktownie uniosła swoje własne dłonie zakrywając uszy, miała wrażenie, że samochód stał tuż za nią, a nie kilkanaście metrów dalej na ulicy. W głowie echem odbijał się jej dźwięk uderzeń własnego serca, które odrobinę przyśpieszyło. Westchnęła ciężko i wyprostowała się ściągając dłonie z uszu.
Padła ostra komenda, która tym razem do niej dotarła. Wzrokiem odnalazła twarz ciemnowłosego, która nie była zbyt zadowolona.
- Nie, nie... - rzuciła, tym razem głośniej kręcąc głową, przetarła dłońmi twarz starając się panować nad swoim własnym oddechem. Nie mogło go tutaj być, nie po tym co mu powiedziała, nie po tym jaki ból widziała w jego oczach i to jak wychodził z jej mieszkania. Jej wyobraźnia i poczucie winy płatały jej figle, karali ją za to co powiedziała.
- Nie ma Cię tutaj, to..to się już zaczęło. - chociaż na twarzy nie było tego widać w głosie łatwo było wyczuć nutę strachu. Myślała, że miała jeszcze czas, że da radę dostać się do własnego apartamentu, ale to wszystko dogoniło ją zbyt szybko.
Odwróciła wzrok gdzieś przed siebie, zrobiła krok do przodu chciała wykonać kolejny, ale nie potrafiła. Czuła jak nogi jej drżą, jak tętno powoli przyśpieszało, ciało kazało jej uciekać, ale nie potrafiła się ruszyć. Bo wiedziała, że przed poczuciem winy nie da się uciekać. Uniosła drżące dłonie i złapała za jego kurtkę, którą miała dalej na ramionach, okryła się nią szczelniej bo to, że ona tutaj była to jedyna prawdziwa rzecz, w którą uwierzy. Zacisnęła powieki stojąc jak mały chwiejny i trzęsący się słup, który stara się odzyskać jakąkolwiek kontrolę nad sobą i bałaganem, który pojawił się w jej głowie.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Alex czuł w środku jedną wielką mieszaninę emocji, której nie potrafił opanować. Złość walczyła z troską, a tęsknota z chęcią wygarnięcia jej wszystkiego, co ciążyło mu teraz na sercu. Jednak najgorsze były w tym wszystkim pytania, na które bardzo chciał poznać odpowiedź. Alex? Gdzie, do kurwy nędzy, podziewała się jej kurtka? Nie, nie... Z kim, do chuja, poszła na ten jebany melanż i kto ją zostawił w takim stanie? Nie ma Cię tutaj, to... to się już zaczęło. I dlaczego, cholera, się naćpała? Cóż, Maddie nie była teraz w stanie odpowiedzieć na żadne z jego pytań. Podszedł do niej i poczuł, jak serce mu mięknie, choć twarz wciąż miał zaciętą. Widział ten wzrok, kiedy chwyciła się jego kurtki, szukając ratunku. Cholera. Nie mógł jej tak zostawić. Nie po tym, jak milczał przez te wszystkie dni, pozwalając, by ta cisza między nimi rosła jak mur. Przez moment naprawdę pożałował, że nie odpuścił wcześniej. Może gdyby zadzwonił albo napisał, nie chwiałaby się teraz na tym chodniku z wypranym mózgiem? Może to była jego wina? A zaraz potem... znów poczuł nagły przypływ wściekłości. Przecież to ona go zraniła. To ona wykrzyczała mu te wszystkie podłe rzeczy, po których nie mógł dojść do siebie. Mogłaby w końcu schować tę swoją pieprzoną dumę do kieszeni i po prostu go przeprosić, zamiast doprowadzać się do takiego stanu. Wszystkie te myśli zniknęły jednak w sekundzie, gdy zobaczył, jak Maddie zaczyna się chwiać. Strach o nią był silniejszy niż duma. Bez słowa schylił się i podniósł ją, pozwalając, by odruchowo wtuliła twarz w jego szyję. Czuł jej gorący oddech na skórze, co tylko sprawiło, że zacisnął szczęki jeszcze mocniej. - Już dobrze, mała. Mam cię - mruknął pod nosem, choć nie był pewny, czy ona go w ogóle słyszy. Zapakował ją do lancera, starając się nie patrzeć na to, jak bardzo jest odklejona. Przeszukał pobieżnie jej ubranie, ale nigdzie nie znalazł torebki (no kurwa, dziwne, jak miała na sobie taką skąpą kieckę) - pewnie została w jakimś klubie albo u kogoś, o kim Alex wolałby teraz nie myśleć. Bez kluczy do jej apartamentu nie miał wyboru. Postanowił zabrać ją do siebie.
Nie jechali długo. Alex milczał przez całą drogę, zaciskając dłonie na kierownicy i starając się nie komentować tych cichych, niezrozumiałych mamrotów, które wydobywały się z jej ust. Każdy jej dźwięk tylko bardziej go nakręcał, budząc w nim mieszankę współczucia i ochoty, by komuś wpierdolić. Kiedy w końcu zaparkował pod domem, znów wyjął ją z auta i na rękach zaniósł prosto do swojego mieszkania.
W sypialni panował półmrok, przecinany jedynie przez zimne światło ulicznej latarni. Alex położył Maddie na samym środku swojego łóżka, starając się nie myśleć o tym, jak bardzo to wszystko było popieprzone. Jeszcze dziś rano sam leżał pod tą pościelą, gapiąc się w sufit i próbując o niej zapomnieć. Teraz ona zajmowała jego miejsce, wtulając się w materac, który wciąż był przesiąknięty jego zapachem. Naciągnął na nią kołdrę pod samą brodę i patrzył, jak odruchowo szukała ciepła, zwijając się w kulkę. Wtedy poczuł to znajome, piekące uczucie w klatce piersiowej. To był ten moment, w którym złość odeszła na boczny tor, zostawiając miejsce dla czystej bezsilności. Chciał być wściekły, chciał jej wygarnąć każdą tabletkę i każdy brak kontaktu, ale zamiast tego po prostu stał nad nią i pilnował, żeby oddychała. Po chwili przyniósł z kuchni szklankę wody. Odstawił ją na szafkę nocną z cichym stukotem, który w tej ciszy brzmiał jak wystrzał. Wiedział, że poranek będzie dla niej piekłem, ale on zamierzał tam wtedy być, żeby to piekło z nią przetrwać. Zamiast się położyć, osunął się na podłogę i usiadł, opierając się o krawędź łóżka. Zdjął bluzę, podciągnął kolana pod brodę i oparł ciężką głowę o materac. Zaczął gapić się w sufit, a myśli w jego głowie... odbijały się jedna od drugiej w szaleńczym tańcu. Nie zamierzał zamykać oczu. Każdy jej głębszy oddech i każde niespokojne mruknięcie sprawiało, że natychmiast sztywniał. W głowie miał jeden wielki chaos - mieszankę wyrzutów sumienia, że nie było go obok, gdy zaczęła spadać, i czystego strachu o to, co powiedzą sobie rano.
Maddie Lennox
-
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Nie była do końca pewna czy osoba, której obecność czuła tuż obok to Alex, była w chuj przerażona tym, że halucynacje zaczynały się jej personalizować, że to nie wcale Hall tylko jakiś przypadkowy człowiek. Dlatego w pierwszej chwili chciała uciec, ale nie potrafiła zrobić więcej niż jeden krok, który i tak cholernie dużo ją kosztował. Nie mając lepszego pomysłu po prostu stała, przerażona, ale gotowa przyjąć to co zaplanował dla niej los, nawet jeśli ten wieczór miał być tym ostatnim, a chłopak, który jej towarzyszył był seryjnym mordercą. (Gdyby była trzeźwa i widziała minę Alexa to już wolałaby spotkanie z mordercą, jestem pewna!!!)
Kolejny raz zaciągnęła się zapachem kurtki, którą otuliła się szczelnie, jakby to właśnie była jej tarcza przed całym złem tego świata, materiał chociaż podatny był na wszelkiego rodzaju uszkodzenia dla Maddie była jak żelazna zbroja. Chciała odgonić od siebie dźwięki jakie do niech dochodziły, ryk silnika, klakson czy szum miasta z oddali. Chciała się odciąć.
Ciepła dłoń dotknęła jej lodowatej skóry, a potem ktoś ją uniósł, znajomy zapach był zdecydowanie silniejszy, otworzyła powoli oczy, zamrugała nimi kilka razy chcąc złapać ostrość, ale na próżno. Oparła głowę o jego ramię chowając twarz z zagłębieniu męskiej szyi. Potem działo się zbyt dużo aby ogarnęła, siedziała w ciepłym, obrazy za szyby przesuwały się zbyt szybko tworząc tylko i wyłącznie zlepek ostrych kolorów. Nie pamiętała nawet co mamrotała, chciała chyba zapanować nad drżeniem swoich własnych wnętrzności aby nie zwariować, bo poruszała się po równi pochyłej, jeden zły krok, jedna zła myśl i spadnie, tak jak zawsze.
Znów ktoś ją podniósł z siedzenia, słyszała stukot ciężkich butów o schody, potem dźwięk pęku kluczy i przekręconego zamka, kilka kroków, a potem pod swoim ciałem poczuła materac, okryło ją coś ciepłego, a wszędzie panował ten sam zapach, który w tym momencie był jej jedyną kotwicą. Chwyciła się tego jak dziecko, które zgubiło się w tłumie, jakby to wszystko miało ją doprowadzić do bezpiecznej przystani. Pytanie tylko czy po tym wszystkim na pewno na to zasługiwała? Czy zasługiwała na ratunek? Powinna smażyć się w piekle za złamanie serca osobie, na której jej zależy bardziej niż na niej samej.
Znów przed jej oczami pojawiło się wspomnienie z jej mieszkania, znów widziała te pełne bólu oczy i męskie plecy po tym jak wychodził pozostawiając za sobą tylko pustkę.
Zacisnęła dłoń na kołdrze, którą była przykryta, czuła ucisk w klatce piersiowej, jakby ktoś powoli przyciskał do niej dłonie odbierając jej możliwość wzięcia głębszego oddechu. Miała wrażenie, że materiał, który miał zapewnić jej ciepło był ciężki, zbyt bardzo. Przesunęła ręką i ściągnęła go z siebie, chciała się podnieść, ale mięśnie odmawiały jej posłuszeństwa. Patrzyła na sufit, na którym widziała delikatne światło. Znów zamknęła powieki, próbowała złapać porządny oddech, ale zamiast tego łapczywie chwytała te płytsze, które nie zapewniały jej dostatecznej ilości tlenu. Serce przyśpieszało. A przed oczami Lennox pojawiło się to samo wspomnienie, te same oczy.
- Przepraszam, przepraszam. - wymamrotała ledwo słyszalnie i prawie zrozumiale. To wszystko ją przerastało, nie zasługiwała na nic dobrego w swoim życiu, bo umiała tylko ranić i niszczyć. Była toksyczna i destrukcyjna, a tacy ludzie powinni mieć zakaz zbliżania się do innych.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Maddie Lennox