30 y/o
LOVE IS IN THE AIR
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Dopiero, Jason na głos wypowiedział dobrze znany Jamie fakt, że jest przepracowana, bo większość rzeczy robi sama, zrozumiała, jak durnie to brzmiało. No rzeczywiście, póki cukiernia była mała, póty jedna osoba dawała radę piec, obsługiwać gości i jeszcze z nimi pogadać. Ale odkąd Jamie zaczęła na poważnie zajmować się biznesem, to razem z mamą Park rozhulały ten biznes. Jeszcze jak piekły we dwie, to dawały radę, ale po śmierci mamy, Jamie totalnie zatkała powstałą w sercu dziurę pracą.
Nie potrzebowała pomocy, bo pieczenie zagłuszała pustkę po zastępczej, pseudorelacji. Ale teraz, kiedy zaczynało przychodzić zdrowienie, coraz częściej zdawała sobie sprawę z tego, że przesadziła i to srogo.
- Masz rację... Jutro pogadam z dziewczynami i zapytam, która chciałaby się nauczyć cukiernictwa.
W pierwszym odruchu, chciała zacząć się bronić, mówić, że tak jest lepiej, albo, że ktoś tam - oczywiście wyimaginowany - jej pomaga. Ale jego słowa dotarły do niej na tyle głęboko i tak jasno w tym momencie, jakby miała przebłysk geniuszu i zrozumienia.
Czy Mike był porządnym facetem? Na to wyglądało. Nawet jeśli pojawiały się między nimi jakieś zgrzyty, to zazwyczaj były one z troski, a ponieważ Jamie raczej nie chowała urazy i wolała wyjaśniać sprawy, to raczej nie zwiastowało to problemów z komunikacją. Pod warunkiem, że obie strony tego będą chciały, a to już nie było takie przesądzone.
Szkoda, że tego ukłucia zazdrości, nie da się zobaczyć w twarzy, na pewno miło połechtałoby Jamie. Nie żeby obecna ich relacja jej przeszkadzała. To było naprawdę super miłe, że można było tak dorośle podejść do związku i rozstania, że po wszystkim dalej jest się przyjaciółmi. Ale nie oszukujmy się. Ciepłe uczucia dalej zostały i czasem głowa płatała figle, przywołując wspomnienia, które rodziły pytania... Co poszło nie tak? Może dałoby się to naprawić?

Jason Choi
32 y/o
For good luck!
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
Baby I would go to war for you
Build an army if you need me to
Coz losing me is better than losing you

Don’t you know that I would die for you
If I knew that you would make it through
Coz losing me is better than losing you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

Ludzie generalnie bywali uparci i często popadali w skrajności - albo byli absolutnie beznadziejni, potrzebowali pomocy dosłownie ze wszystkim, albo też z uporem maniaka upierali się przy swojej samodzielności. Dobrze było od czasu do czasu zobaczyć kogoś, kto wyłamuje się z tego schematu. Jason z zadowoleniem pokiwał głową, kiedy Jamie przyznała mu rację. Niektórzy szczęśliwcy potrzebowali tylko impulsu do działania. Dziewczyna na pewno będzie miała dużo lżej, jeśli któraś z pracownic przejmie część jej obowiązków. Jasne, trzeba jej będzie na pewno więcej płacić, ale Park odzyska także nieco czasu wolnego. Jeszcze trochę takiej harówki jak obecnie i zaraz zaczęłoby jej siadać zdrowie!
Spora część znajomych Jasona wiedziała, jakie prowadzi on życie. Byli świadomi zarówno jego nietypowej pracy, jak i problemów z angażowaniem się. Nikt nie zadawał pytań, nikt też nie wchodził mu z butami w życie, za co generalnie był bardzo wdzięczny. Nie nie interesował się, skąd wzięła się jego rozwiązłość, nikt nie proponował mu terapii - a ta z pewnością by się przydała. I Choi nawet był tego świadom, ale po raz kolejny, problem pojawiał się w jego gotowości do pracy nad czymś. A on sam siebie już poniekąd spisał na straty. Jamie naprawdę nie musiała tego brać na swoje barki. To dlatego wolał oszczędzić jej rozczarowań swoją osobą. Lepiej jej będzie z tym całym lekarzem.
Starczyło zaledwie parę minut odpoczynku, trochę jedzenia i kawa i Jamie już wyglądała lepiej - Jason był niemal w stanie przysięgnąć, że z jej twarzy zniknęła część napięcia. Nawet nakręcana małpka potrzebowała czasami odpoczynku, żeby znów wprawić swoje sprężyny w ruch. Ale wiedział też, że jeśli zajmie jej jeszcze więcej czasu, dziewczyna pewnie zaraz zacznie niepokoić się o swój lokal - co innego zostawić pracowników w zwykły dzień pracy, a co innego gdy wszyscy byli urobieni po łokcie a drzwi praktycznie się nie zamykały. To dlatego Jason dopił swoją kawę, a odstawiając kubek na blat, uśmiechnął się do Jamie. Było w tym uśmiechu może nieco melancholii. Dobrze było widzieć, jak ktoś praktycznie rozkwita.
- No dobrze, skoro nie dałaś się wyciągnąć na randkę mi, ogłaszam sromotną porażkę - rzucił jeszcze w żartach. Zerknął na talerz kimbabów i finalnie dał się skusić na jednego. Koreańskie żarcie nie było specjalnie bliskie jego sercu, nawet jeśli połowa jego genów pochodziła z tego kraju - liczyło się to, że jedzenie było pyszne. Jak zawsze z resztą, kiedy Jamie gotowała. - Mniam - skomentował krótko. Zaraz potem podniósł się jednak z kanapy - Będę uciekać. Odpocznij jeszcze chwilę. Tylko nie scrolluj instagrama zbyt długo - zaśmiał się cicho. Każdy, nawet największy ekstrawertyk, potrzebował introwertycznej chwili tylko dla siebie. Zanim skierował się do drzwi, Jason pochylił się i złożył na czole dziewczyny krótki pocałunek. - Siedź, sam się odprowadzę.

zt

Jamie Park
Solhy
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kitten and the Bear”