ODPOWIEDZ
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Horacy Hayden BelI
Michiel Huisman
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
WPISZ TU DATĘ (DD/MM/RRRR) I MIEJSCE URODZENIA (MIASTO, KRAJ)
zaimki
on/jego
zawód
lekarz specjalista medycyny ratunkowej
miejsce pracy
Mount Sinai Hospital
orientacja
Heteroseksualny
dzielnica mieszkalna
East End
pobyt w toronto
WPISZ TU OD JAKIEGO CZASU POSTAĆ PRZEBYWA W TORONTO
umiejętności
WYPISZ CO POTRAFI TWOJA POSTAĆ (np. umie tańczyć, posiada prawo jazdy typu G (kanadyjskie B), umie gotować)
słabości
WYPISZ TU SŁABOŚCI POSTACI (np. czego się boi, co sprawia jej szczególną trudność)
BIOGRAFIA
Wysokie ambicje przekazali mu w genach rodzice. Jego ojcem jest Hayden Bell, rewelacyjny chirurg, lekarz bardzo poważany w swoim środowisku i znany z podejmowania się pionierskich operacji. Matka, córka prezesa koncernu farmaceutycznego, również dorastała w atmosferze, w której sukces był nadrzędną wartością. Horacy pojawił się w ich życiu w odpowiednim czasie, starania o dziecko zostały zaplanowane pod nadchodzące projekty oraz idealne wyniki parametrów krwi. Rodzina Bell nie znała słowa spontaniczność. Zastąpiono je chłodnymi, analitycznymi wyliczeniami, oceną parametrów ryzyka oraz profitów. Słowem, Horacy dorastał w domu zorientowanym na sukces - był on mu przeznaczony od pierwszych dni życia. Nigdy nie planował zboczyć z tej drogi, szedł nią jak wszyscy w jego otoczeni i nie myślał ani razu, co by było gdyby... Zajęcia dodatkowe, znani profesorowie, przynoszące profity znajomości, kluby młodzieżowe - to wszysko wypełniało skutecznie wolny czas młodego Bella. W zasadzie brakowało tylko "obecnych" rodziców. Oprócz zdjęć z ważnych uroczystości nie mieli ze sobą za wiele wspólnego.
Nifdy nie oporował, był posłusznym i dobrym synem, sumiennie wypełniał wszystkie przeznaczone mu obowiązki. Ciągle powtarzano, że to mu się opłaci, a on nie miał powodów, żeby nie wierzyć. Wyjazdy, auta, komfort życia na wysokim poziomie, będzie miał wszystko co chce. Czasem przechodziło mu przez głowę, że rodzina, którą kiedyś stworzy, będzie zupełnie inna. Natomiast nie skupiał się na tym, bo żaden dwudziestolatek nie myśli poważnie o założeniu rodziny. Miał kilka przelotnych i kilka dłuższych znajomości, ale żadna z tych kobiet nigdy nie dorastała do miana tej jedynej. Pójście na uniwersytet uwolniło Horacego spod skrzydeł rodziców, otworzył się na nowe środowiska i poszerzył horyzonty, gdy w końcu poznał kogoś spoza bananowej sfery. Na jednym z takich wyjść na piwo poznał X. Nie mógł oderwać wzroku jak lawirowała między stolikami, podawała piwo i śmiała się tak głośno, że nie wiedział o czym mówili jego kumple. Przed zamknięciem knajpy poprosił ją o numer. Od spotkania do spotkania serce biło mu coraz mocniej, a po kilku miesiącach zaczęli planować wspólne podróże, życie, wyprowadzkę do mniejszego miasta. Nagle dla rodziców Horacego była "zagrożeniem" ich idealnego planu. Próbowali zniechęcić syna do związku, przedstawiali kolejne córki prezesów i lekarzy, wysyłali na drogie wakacje i obiecywali cuda nie widy, żeby tylko chłopak się opamiętał.
A on po raz pierwszy postawił na swoim. Oświadczył się. Stosunki z rodziną mocno się ochłodziły, ba! Horacy nawet porzucił studia, żeby zrobić im na złość. Głupie to było, ale w tamtym momencie liczyło się dla niego tylko szczęście X. A ona chciała zobaczyć świat, wyrwać się w końcu z Kanady i zwiedzić Europę. Jednego dnia kupili bilety, następnego już jej nie było.
Nie było ciepła, śmiechu, energicznych ruchów, zimnych dłoni opartych na jego ciele. Powietrze już nie pachniało jej perfumami. Stały nietknięte w łazience, a Bell bał się przesunąć je choćby o centrymetr. Śmierć zabrała wszystko co zbudował w ostatnim czasie, zostały nietknięte tylko fundamenty z dzieciństwa - upór, ambicja, dążenie do celu. Usłyszał od lekarza "nie byliśmy w stanie jej uratować". Te słowa zostały w nim do tej pory. Gdyby wtedy nie rzucił studiów to na pewno byłby wtedy w szpitalu, na pewno byłby wtedy na izbie i na pewno on by dał radę ją uratować. Nie miało to żadnego sensu, ale zostało jego mantrą. Wrócił na studia. Od tej pory liczyła się tylko nauka.
I jeszcze smutek. Rozkochał się w nim równie gorąco jak w X. Nie było już nic poza smutkiem i żalem. Na szczęście w szpitalu liczyły się dobre wyniki, więc nikogo nie interesowało, że Horacy, zamiast śmiać się z innymi przy kawie, woli wypełniać papiery. Chcał pracować jak najwięcej, żeby inni mieli szansę na normalne życie i żeby nigdy już nie zmarła żadna inna X. On już swoje przeżył, piękne kilka lat. Wystarczyło. Świat poza szpitalem nie przedstawiał żadnej wartości, ba! on praktycznie nie istniał.


Ciekawostki
WYPISZ, JEŚLI CHCESZ
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie
Zgody MG
poziom ingerencji
wysoki
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
tak
zgoda na utratę posady postaci
tak
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „w budowie”