29 y/o
For good luck!
198 cm
niski skrzydłowy w Toronto Raptors
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Sęk w tym, że Joel nie uznawał kompromisów. A już na pewno nie w sytuacjach, w których był przekonany o swojej racji. Ciężko go było doprowadzić do stanu, w którym dla świętego spokoju poddawał walkę i brał to, co mu oferowano. Był strasznie zawzięty i lubił stawiać na swoim, szczególnie gdy ktoś zaszedł mu za skórę. A Mindy to właśnie zrobiła, swoją upartością, lekceważącymi komentarzami i próbami wmówienia mu, że wina leży po jego stronie, już nawet nie wspominając o tym, że uszkodziła jego ukochaną, wyczekaną furkę. To wszystko to było zbyt wiele na tak krótką konwersacje.
Spodziewał się, że blondynka może nie przystać na jego propozycję kwoty, a na pewno nie od razu. Nie zamierzał natomiast dokładać do biznesu, bo był święcie przekonany o swojej racji i doskonale wiedział, że nie musiał wykładać z własnej kieszeni nawet grosza.
- To jest porsche, a nie toyota - odpowiedział, na wypadek, gdyby nie zarejestrowała jeszcze tego faktu. - Ten samochód wyjechał miesiąc temu z fabryki. Chyba nie sądzisz, że będę go… szpachlować? - zaakcentował ostatnie słowo, lekko się przy tym krzywiąc. Czuł obrzydzenie na samą myśl, że miałby jeździć z posklejanym zderzakiem. Sama świadomość tego nie dałaby mu spokoju. Zresztą, nie było w ogóle takiej opcji. A kwota, którą rzucił, była całkiem realistyczna. Musieli mu w końcu zrobić nowy zderzak, w określonym kolorze, ze wszystkimi czujnikami, które pewnie też zostały uszkodzone. No i jeszcze montaż. W salonie porsche, bo gdzie indziej?
- Za siedem i pół to ja ci mogę sprzedać ten, żebyś miała na pamiątkę - prychnął i ruchem głowy wskazał na swój samochód. Absolutnie go to nie satysfakcjonowało.
- Dasz mi wizytówkę i myślisz, że potem będę szukał wiatru w polu? - popatrzył na Mindy z uniesioną brwią. O nie, nie z nim takie numery. Nie miał ani czasu ani ochoty, by ganiać się z nią potem po Toronto. - Nic z tego - pokręcił głową, odrzucając jej pomysł. Nie pojmował czemu tak bardzo chciała to załatwić bez ubezpieczyciela. Aż tak bała się utraty zniżek? Ale skoro tak, to Joelowi wpadł do głowy inny pomysł.
- Możemy spisać oświadczenie, ale go nigdzie nie zgłoszę, a ty opłacisz mój rachunek za naprawę - zaproponował. Wydawało się to całkiem sensowne, bo byłby zabezpieczony na wypadek, gdyby Mindy postanowiła go wykiwać. - Ale jeśli wyjdzie więcej niż piętnaście tysięcy, to i tak płacisz za całość.



Mindy Montague
26 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziedziczka narkobiznesu i manager rodzinnego kasyna
Awatar użytkownika
przyszła dziedziczka narkotykowego królestwa, córeczka tatusia i manager lokalnej filii rodzinnego kasyna - montague paradiso
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była zdenerwowana, ponieważ znowu utknęła w sytuacji, z której nie było dobrego wyjścia. Mało tego, całe to zajście nie stawiało jej w dobrym świetle, a przecież zależało jej przede wszystkim na tym, aby w oczach swojego ojca i jego współpracowników wypadać r o z s ą d n i e. Teraz miało jej tego zabraknąć, co frustrowało ją do tego stopnia, iż nie myślała logicznie.
Z tego zdała sobie sprawę dopiero później.
Zacisnęła usta w wąską linię, mając nieodpartą ochotę dalej z nim walczyć, choć w tym momencie wiedziała już, że to będzie na nic. Podobnie zresztą jak udawanie, że na ulicy nie wydarzyło się n i c, ponieważ jej własne auto też nie uniknęło skazy. Było uszkodzone, co będzie zmuszona jakoś później wyjaśnić. Tak czy inaczej, stłuczka nie była czymś, co udałoby jej się zachować w tajemnicy.
Może wcale nie powinna wierzyć, że cokolwiek zdoła ukryć przed swoim ojcem?
Nie jest wysadzane brylantami — uśmiechnęła się sztucznie, zwracając jego uwagę na dość istotny szczegół. Cały problem najpewniej dałoby się rozwiązać, gdyby któreś z nich już teraz skontaktowało się z salonem, z którego wyjechał samochód Joela, ale po co? Mogli przecież przemawiać się ze sobą w nieskończoność, w ten sposób jeszcze bardziej szarpiąć sobie nawzajem nerwy. Mindy mogła sprawiać wrażenie kogoś, komu wyjątkowo to odpowiadało.
Koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę. Kalkulowała to jeszcze tylko przez chwilę, aż w końcu zdecydowała się wyciągnąć ze swojej torebki notes. Nie podobała jej się kwota, którą od niego usłyszała, dlatego nie zamierzała już teraz wciskać mu wypisanego czeku.
Mogła się mylić, ale jeśli miała rację, nie chciała dać się naciąć.
W porządku, spiszmy to — zawyrokowała w końcu, wygrzebując z własnej torebki także długopis, aby później na kartce z notatnika wypisać wszystkie niezbędne informacje. Chwilę później przekazała świstek papieru Joelowi, aby i on mógł uzupełnić własne dane. Nim odebrała od niego notes i długopis, zerknęła jeszcze na zegarek. Była już sporo spóźniona.
Możesz zgłosić to od razu — dodała po chwili, po czym nieznacznie wzruszyła ramionami. Mogli rozwiązać to tak, jak zaproponował, ale to wymagałoby większego zaangażowania z jej strony, na co przecież nie miała czasu. Na swoich barkach miała zarządzanie kasynem, co nie należało do najprostszych zadań, a jeśli nie chciała zawieść w tej kwestii, nie mogła rozpraszać się takimi drobnostkami. Niezależnie od tego, jak bardzo zależało jej na udowodnieniu racji, musiała wybrać to, co w tym momencie było dla niej w a ż n i e j s z e.
Ale wcale nie mniej frustrujące, dlatego po załatwieniu reszty formalności, nie od razu odjechała z miejsca. Wsiadła do auta, ale po odczekaniu w nim kilkunastu minut zdecydowała się jednak na wezwanie ubera. Była na tyle zdenerwowana, iż dalsze prowadzenie auta byłoby zwyczajnie lekkomyślne, a tak bardzo nie chciała ryzykować.
zt.
Joel Delaney
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Ritz-Carlton”