ODPOWIEDZ
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Znów balansowała na granicy, do której obiecała sobie nie powracać. Życie pisze jednak swoje własne scenariusze i jedyne co jest pewne na tym świecie to śmierć i podatki. Każdy radził sobie z emocjami inaczej, jednemu wystarczyło milczenie, komuś innemu rozwalenie coś, a Madison? Dobra muzyka, jeszcze więcej alkoholu i starzy znajomi, przy których mogła zrzucić te wszystkie maski i być sobą, tak przynajmniej myślała, że jest.
Nie trudno było odnaleźć grupę bogatych dzieciaków, którzy uwielbiali imprezować. Zawsze mieli swoją własną lożę w klubie The Shop. I to właśnie tam dzisiejszego wieczora Maddie skierowała swoje kroki, weszła bez najmniejszego problemu, od wejścia uderzył ją zapach klubowego dymu, duszności i alkoholu. Czuła się jakby wróciła w miejsce, które idealnie do niej pasuje, do towarzystwa, które było jej cholernie pokrewne. Kroczyła po schodach w stronę balkonu z lożami, ubrana w czarną obcisłą mini czuła wzrok wszystkich na sobie, długie blond włosy, które zdecydowała się rozpuścić bujały się na boki z każdym jej kolejnym krokiem. Dopełnieniem tego wszystkiego był figlarny i bezczelny uśmiech, znów była sobą. Bez tych dramatów, bez oceniania co jest dobre, a co złe, dzisiaj plan był prosty, zrobić to co umiała najlepiej: bawić się.
Po wejściu na lożę przywitała się ze znajomymi, alkohol zaczął się lać, kolejka za kolejką, aż Mads totalnie straciła rachubę ile ich w siebie wlała. Potem z przyjaciółkami poszła na parkiet, tańczyła z Kitty, śmiały się i brylowały na samym środku. W pewnym momencie blondynka dostrzegła jak ciemnowłosa wyciąga dwie tabletki, jedną z nich połknęła, a drugą położyła na swoim języku w zapraszającym geście. Lennox nie potrzeba było wiele, przejęła od przyjaciółki tabletkę całując się z nią. I znów...impreza rozkręcała się jeszcze bardziej.
Powiedzenie, że Maddie powoli traciła kontakt z rzeczywistością to jak nie powiedzieć nic, czuła jak jakby ktoś zamknął ją za szybą. Wzrok miała zamglony, głosy i muzyka dochodziły do niej ze sporym echem i opóźnieniem. Tańczyła z jakimś chłopakiem, totalnie nie pamiętała nawet jego twarzy czy imienia, nie za bardzo docierało do niej też co mówił. Jedyne co zapamiętała to jego dłonie na swoim ciele, usta tuż przy jej uchu i na szyi. Chciała się temu poddać, ale jej ciało niekoniecznie, nie czuła przyjemnych dreszczy, nie czuła tego podniecenia, ale to wszystko dlatego, że to nie były jego dłonie, to nie były jego usta tuż przy jej uchu. I nagle niczym fala wróciły do niej wspomnienia z jej mieszkania, znów słyszała wszystko co mu wtedy powiedziała, widziała ból w jego oczach, który rozrywał jej serce.
Zrobiło jej się duszno i słabo, serce waliło jak oszalałe, a jej powoli zaczynało brakować oddechu, musiała wyjść. Wyrwała się z objęć nieznajomego i skierowała się do wyjścia, przepchnęła się przez tłum i dopadła drzwi. Kiedy je przekroczyła uderzył w nią nocny mróz, ale nie zatrzymała się, dość chwiejnym krokiem ruszyła chodnikiem przed siebie. Chciała uciec, chciała znaleźć się jak najdalej, uciekała przed tymi beznadziejnymi emocjami, które ją dopadły. Przeszła dwie ulice od klubu i musiała się zatrzymać, szpilki dość mocno wbijały się w jej nogi, miały jakieś sznurowanie aż do łydki, którego nie potrafiła rozplątać po każda próba pochylenia się kończyła się prawie upadkiem. Miała plan zadzwonić po taksówkę, niby dobry, ale w tym całym dziwnym ataku nie wzięła z loży torebki.
Znów to zrobiła, znów okłamała samą siebie niszcząc własną obietnicę. Plus taki, że wyszła dość wcześniej bo jeszcze kilka godzin w starym towarzystwie i dopiero byłaby tragedia. Tak to zdążyła w ciągu dwóch godzin wymieszać alkohol z lsd, które wchodziło jej zdecydowanie za mocno.
Oparła się nagimi plecami o zimną ścianę budynku przy którym stała, chciała tym sposobem jakoś się otrzeźwić, ale było jej tylko zimno. Musiała wrócić do domu, póki jeszcze tabletki nie zaczęły działać, o wiele bardziej wolałaby mieć zjazd we własnym łóżku.
Ruszyła znów przed siebie, szła zygzakiem, całym chodnikiem niemalże nie wchodząc na jezdnie gdzie kilka pojedynczych aut zaczęło na nią trąbić. Skupiła się na swoich własnych krokach tym samym odrzucając sprzed oczu natrętne wspomnienia z jej apartamentu, które wracały ją bumerang, jakby chciały jej pokazać, że chujowo zrobiła.
Wiedziała to, dotarło to do niej kiedy postanowiła wybrać się do tego klubu, bo wydawało jej się, że tak łatwiej uciszy wyrzuty sumienia.
Klasyczna Madison.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To był długi dzień, jeden z tych, które ciągną się jak guma. Alex czuł każde uderzenie serca w skroniach i każdy napięty mięsień po dzisiejszym treningu, który miał być formą terapii, a skończył się... Cóż, katowaniem organizmu. Dorywcza fucha przy rozładunku towaru w magazynie w West End tylko dopełniła dzieła - jego dłonie były szorstkie, plecy sztywne, a jedyne, o czym marzył, to prysznic i kilka godzin snu bez żadnych pieprzonych snów o blond włosach i brązowych oczach. Od ich kłótni minęło kilka dni, które spędził na... dziwnej wojnie z samym sobą. Trzymał telefon w ręce częściej, niż chciałby przyznać. Pisał wiadomości - krótkie, długie, wściekłe, przepraszające - tylko po to, by sekundę później kasować je z furią. „Daj mi ochłonąć” - tak jej powiedział, ale prawda była taka, że im więcej czasu mijało, tym bardziej czuł, jak bardzo puste są jego dni bez jej uporu i zawziętości. Jednak... nie wiedział, co mógłby jej powiedzieć. Obiecał jej, że wszystko wyjaśni, ale z każdym kolejnym dniem miał na to coraz mniejszą ochotę. Wiedział, jakiej reakcji mógł się po niej spodziewać, a to sprawiało, że odkładał tę chwilę jak najdłużej mógł. Jednocześnie wszystko, co powiedział jej tamtego wieczoru, było prawdą. Potrzebował jej towarzystwa bardziej niż był skłonny przyznać. To z jej powodu zapełniał sobie wszystkie możliwe godziny w ciągu dnia - chciał wypełnić każdą lukę w grafiku, brał dodatkowe zlecenia, katował się na siłowni i zostawał po godzinach w pracy, byle tylko wracać do domu na tyle wykończonym, by nie mieć siły na myślenie, bo gdy tylko dopadała go cisza, pojawiała się ona i ten cholerny ucisk w klatce piersiowej, którego nie potrafił zwalczyć żadnym treningiem.
Teraz lodowaty wiatr smagał karoserię jego lancera, a on raz po raz kręcił kierownicą, marząc o tym, by być już pod domem, wziąć ten jebany prysznic i odpłynąć do krainy snów, ale... wtedy zobaczył.
Początkowo myślał, że to tylko zmęczenie i jego własna wyobraźnia płatała mu figle. Jakaś dziewczyna szła zygzakiem po chodniku, odbijając się od ścian budynków. Musiała być bardzo pijana. Cienka, czarna sukienka, gołe plecy, rozpuszczone włosy... i brak jakiejkolwiek kurtki. Przy minus piętnastu stopniach. - No nie, kurwa... - warknął pod nosem, kiedy rozpoznał ten sposób poruszania się. Ten dumny krok, który teraz był tylko żałosnym wspomnieniem jej pewności siebie. Zatrzymał auto z piskiem opon, niemal na środku jezdni, ignorując trąbiącego za nim kierowcę. Wypadł z samochodu, nie gasząc nawet silnika. Złapał dziewczynę za lodowate ramię, gdy znów zaczęła niebezpiecznie przechylać się w stronę jezdni. - Maddie? Co ty tu odstawiasz, pojebało cię? - głos Alexa przeciął ciszę, a Lennox ledwie drgnęła. Wyglądała jakby zmroziło jej mózg. Musiała mieć naprawdę opóźnioną reakcję, bo Alex już sekundę później machnął ręką - zniecierpliwiony - po czym zdjął z siebie kurtkę i zarzucił na jej nagie, lodowate ramiona. Westchnął ciężko, czując, jak całe zmęczenie dnia zwala mu się właśnie na kark. Przez chwilę trzymał Maddie mocno za ramiona, sprawdzając, czy w ogóle zdawała sobie sprawę, kto przed nią stał. - Dobra, bez pytań. Idziemy - uciął, widząc, że i tak niewiele do niej docierało. Był zły, ale... sam nie wiedział, dlaczego. Może o to, że po tych wszystkich dniach milczenia spotkał ją w takim stanie? A może czuł złość na jej nieodpowiedzialność i... na samego siebie - bo wystarczyło jedno spojrzenie na jej trzęsące się ciało, by wszystkie jego postanowienia o „trzymaniu dystansu” poszły się jebać? - Słyszysz mnie? Pakuj się do auta. Już - zadecydował ostro, otworzył drzwi pasażera i czekał, aż Maddie łaskawie zdecyduje się wsiąść.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ucisk w żołądku, który czuła od kilku dobrych minut nie odpuszczał, wręcz przeciwnie, stawał się mocniejszy tak jakby ciało karało się równie mocno jak jej psychika za to wszystko co powiedziała. Nie potrafiła wywalić z głowy tych wszystkich słów, które jak kamienie odbijały się echem w jej głowie.
Jesteś najgorszym problemem, którego nie mogę się pozbyć.
Przez delikatnie rozchylone wargi nabrała chłodnego powietrza w płuca, to od razu wywołało drżenie jej ciała. Wraz z wypuszczeniem powietrza z cichym świstem przymknęła powieki przystając na kilka sekund. Przed oczami pojawił się jej obraz jego ciemnych oczu, tych samych, które jeszcze kiedyś świeciły niczym dwa ogniki, które tak bardzo lubiła. Tamtej nocy coś się w nich zmieniło, zamiast iskier pojawił się ból, tak bardzo wielki, że rozrywał ją od środka. I wiedziała, że to tylko i wyłącznie jej wina, jej ostrych słów, które wypowiedziała w chwili wściekłości. Zraniła go, ale tylko po to aby poczuł taki sam, a nawet i mocniejszy ból niż ona. Tamtej nocy przekroczyła też granicę niszcząc to wszystko co do tej pory udało im się zbudować, konstrukcje tak delikatną, że w sekundę zniknęła pozostając tylko wspomnieniem, tym najbardziej nieprzyjemnym i bolesnym.
Tabletki, które wzięła kilkanaście minut wcześniej zaczęły działać. Znów pojawiał się ten znajomy stan, świat wirował jakby w zwolnionym tempie, uliczne światła wydawały się być mocniejsze niż w rzeczywistości. Nogi stawały się coraz cięższe, a kroki zmieniały się w szuranie podeszwami po zimnym chodniku. Uniesienie ręki było niemalże niemożliwe, tak jakby ktoś przyczepił do niej ciężką kulę na łańcuchu. Dźwięki dochodziły do niej zdecydowanie mocniej niż powinny, tak jak ten nieszczęsny klakson gdzieś za jej plecami. Nie zatrzymywała się, posuwała (bo to najlepsze chyba określenie) dalej do przodu, uparcie. Wiedziała, że jutro będzie wkurwiona sama na siebie, za to, że znów pojawiła się na tej cholernej granicy, z której ostatnio ledwo co udało jej się zawrócić.
Coś ją zatrzymało, poczuła na zimnej skórze gorący dotyk, który niemalże parzył jej skórę. Chciała się wyrwać, ale to była tylko myśl, która nie dotarła nawet do mózgu, a ciało nie wykonało ruchu. Usłyszała swoje imię, ale nie była tego pewna na sto procent, zlepek kilku słów był dla niej całkowicie niezrozumiały, tak jakby zgubiła w tym wszystkim sens.
Uniosła głowę, widziała postać, ale twarz owej osoby falowała jej zbyt mocno, jakby oglądała odbicie w tafli wody, do której ktoś sekundę wcześniej wrzucił mały kamyk. Potem coś ciężkiego spadło na jej ramiona, ciężar materiału sprawił, że Maddie nabrała w płuca oddech, tak jakby nagle przypomniała sobie o czymś takim jak oddychanie. Jej ciało jednak nie spięło się ani na sekundę, wręcz rozluźniło kiedy do jej nosa dotarł znajomy zapach perfum wymieszanego z dymem papierosowym. Zamrugała jeszcze kilka razy oczami, potem zacisnęła powieki mocno i na nowo otworzyła je po kilku długich chwilach, tak jakby chciała zresetować obraz oraz własny mózg do ustawień fabrycznych.
- Alex? - zapytała ledwo słyszalnie z chrypką w głosie, zmarszczyła nos czując jak jej gardło było suche. Oblizała końcem języka swoje własne wargi, czuła jak bardzo szorstkie były.
Kolejny dźwięk klaksonu gdzieś za nią sprawił, że instynktownie uniosła swoje własne dłonie zakrywając uszy, miała wrażenie, że samochód stał tuż za nią, a nie kilkanaście metrów dalej na ulicy. W głowie echem odbijał się jej dźwięk uderzeń własnego serca, które odrobinę przyśpieszyło. Westchnęła ciężko i wyprostowała się ściągając dłonie z uszu.
Padła ostra komenda, która tym razem do niej dotarła. Wzrokiem odnalazła twarz ciemnowłosego, która nie była zbyt zadowolona.
- Nie, nie... - rzuciła, tym razem głośniej kręcąc głową, przetarła dłońmi twarz starając się panować nad swoim własnym oddechem. Nie mogło go tutaj być, nie po tym co mu powiedziała, nie po tym jaki ból widziała w jego oczach i to jak wychodził z jej mieszkania. Jej wyobraźnia i poczucie winy płatały jej figle, karali ją za to co powiedziała.
- Nie ma Cię tutaj, to..to się już zaczęło. - chociaż na twarzy nie było tego widać w głosie łatwo było wyczuć nutę strachu. Myślała, że miała jeszcze czas, że da radę dostać się do własnego apartamentu, ale to wszystko dogoniło ją zbyt szybko.
Odwróciła wzrok gdzieś przed siebie, zrobiła krok do przodu chciała wykonać kolejny, ale nie potrafiła. Czuła jak nogi jej drżą, jak tętno powoli przyśpieszało, ciało kazało jej uciekać, ale nie potrafiła się ruszyć. Bo wiedziała, że przed poczuciem winy nie da się uciekać. Uniosła drżące dłonie i złapała za jego kurtkę, którą miała dalej na ramionach, okryła się nią szczelniej bo to, że ona tutaj była to jedyna prawdziwa rzecz, w którą uwierzy. Zacisnęła powieki stojąc jak mały chwiejny i trzęsący się słup, który stara się odzyskać jakąkolwiek kontrolę nad sobą i bałaganem, który pojawił się w jej głowie.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jesteś najgorszym problemem, którego nie mogę się pozbyć.
Alex czuł w środku jedną wielką mieszaninę emocji, której nie potrafił opanować. Złość walczyła z troską, a tęsknota z chęcią wygarnięcia jej wszystkiego, co ciążyło mu teraz na sercu. Jednak najgorsze były w tym wszystkim pytania, na które bardzo chciał poznać odpowiedź. Alex? Gdzie, do kurwy nędzy, podziewała się jej kurtka? Nie, nie... Z kim, do chuja, poszła na ten jebany melanż i kto ją zostawił w takim stanie? Nie ma Cię tutaj, to... to się już zaczęło. I dlaczego, cholera, się naćpała? Cóż, Maddie nie była teraz w stanie odpowiedzieć na żadne z jego pytań. Podszedł do niej i poczuł, jak serce mu mięknie, choć twarz wciąż miał zaciętą. Widział ten wzrok, kiedy chwyciła się jego kurtki, szukając ratunku. Cholera. Nie mógł jej tak zostawić. Nie po tym, jak milczał przez te wszystkie dni, pozwalając, by ta cisza między nimi rosła jak mur. Przez moment naprawdę pożałował, że nie odpuścił wcześniej. Może gdyby zadzwonił albo napisał, nie chwiałaby się teraz na tym chodniku z wypranym mózgiem? Może to była jego wina? A zaraz potem... znów poczuł nagły przypływ wściekłości. Przecież to ona go zraniła. To ona wykrzyczała mu te wszystkie podłe rzeczy, po których nie mógł dojść do siebie. Mogłaby w końcu schować tę swoją pieprzoną dumę do kieszeni i po prostu go przeprosić, zamiast doprowadzać się do takiego stanu. Wszystkie te myśli zniknęły jednak w sekundzie, gdy zobaczył, jak Maddie zaczyna się chwiać. Strach o nią był silniejszy niż duma. Bez słowa schylił się i podniósł ją, pozwalając, by odruchowo wtuliła twarz w jego szyję. Czuł jej gorący oddech na skórze, co tylko sprawiło, że zacisnął szczęki jeszcze mocniej. - Już dobrze, mała. Mam cię - mruknął pod nosem, choć nie był pewny, czy ona go w ogóle słyszy. Zapakował ją do lancera, starając się nie patrzeć na to, jak bardzo jest odklejona. Przeszukał pobieżnie jej ubranie, ale nigdzie nie znalazł torebki (no kurwa, dziwne, jak miała na sobie taką skąpą kieckę) - pewnie została w jakimś klubie albo u kogoś, o kim Alex wolałby teraz nie myśleć. Bez kluczy do jej apartamentu nie miał wyboru. Postanowił zabrać ją do siebie.
Nie jechali długo. Alex milczał przez całą drogę, zaciskając dłonie na kierownicy i starając się nie komentować tych cichych, niezrozumiałych mamrotów, które wydobywały się z jej ust. Każdy jej dźwięk tylko bardziej go nakręcał, budząc w nim mieszankę współczucia i ochoty, by komuś wpierdolić. Kiedy w końcu zaparkował pod domem, znów wyjął ją z auta i na rękach zaniósł prosto do swojego mieszkania.
W sypialni panował półmrok, przecinany jedynie przez zimne światło ulicznej latarni. Alex położył Maddie na samym środku swojego łóżka, starając się nie myśleć o tym, jak bardzo to wszystko było popieprzone. Jeszcze dziś rano sam leżał pod tą pościelą, gapiąc się w sufit i próbując o niej zapomnieć. Teraz ona zajmowała jego miejsce, wtulając się w materac, który wciąż był przesiąknięty jego zapachem. Naciągnął na nią kołdrę pod samą brodę i patrzył, jak odruchowo szukała ciepła, zwijając się w kulkę. Wtedy poczuł to znajome, piekące uczucie w klatce piersiowej. To był ten moment, w którym złość odeszła na boczny tor, zostawiając miejsce dla czystej bezsilności. Chciał być wściekły, chciał jej wygarnąć każdą tabletkę i każdy brak kontaktu, ale zamiast tego po prostu stał nad nią i pilnował, żeby oddychała. Po chwili przyniósł z kuchni szklankę wody. Odstawił ją na szafkę nocną z cichym stukotem, który w tej ciszy brzmiał jak wystrzał. Wiedział, że poranek będzie dla niej piekłem, ale on zamierzał tam wtedy być, żeby to piekło z nią przetrwać. Zamiast się położyć, osunął się na podłogę i usiadł, opierając się o krawędź łóżka. Zdjął bluzę, podciągnął kolana pod brodę i oparł ciężką głowę o materac. Zaczął gapić się w sufit, a myśli w jego głowie... odbijały się jedna od drugiej w szaleńczym tańcu. Nie zamierzał zamykać oczu. Każdy jej głębszy oddech i każde niespokojne mruknięcie sprawiało, że natychmiast sztywniał. W głowie miał jeden wielki chaos - mieszankę wyrzutów sumienia, że nie było go obok, gdy zaczęła spadać, i czystego strachu o to, co powiedzą sobie rano.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Za co co się aktualnie działo Maddie mogła (i to robiła) obwiniać tylko i wyłącznie siebie. Nie była zła na Alexa, nie piła z jego powodu, nie wzięła tabletek również z jego powodu. Zapalnikiem jak zwykle była Lennox, sama na siebie działała destrukcyjnie, powróciła do starych zwyczajów bo myślała, że wtedy będzie łatwiej. Że odetnie się od tego uczucia beznadziejności, ale wszystko się posypało. Tłumaczyła sobie, że to była tylko obrona, że musiała zaatakować go pierwsza aby on nie zranił jej, niestety okłamywała samą siebie, a jej psychika łatwo to wykorzystała. Alkohol wymieszany z LSD zamiast zapewnić jej dobry trip, lekkość i zapomnienie zmienił kierunek, zajechał w zupełnie inną stronę niż miał. I to był tylko początek, początek katastrofy.
Nie była do końca pewna czy osoba, której obecność czuła tuż obok to Alex, była w chuj przerażona tym, że halucynacje zaczynały się jej personalizować, że to nie wcale Hall tylko jakiś przypadkowy człowiek. Dlatego w pierwszej chwili chciała uciec, ale nie potrafiła zrobić więcej niż jeden krok, który i tak cholernie dużo ją kosztował. Nie mając lepszego pomysłu po prostu stała, przerażona, ale gotowa przyjąć to co zaplanował dla niej los, nawet jeśli ten wieczór miał być tym ostatnim, a chłopak, który jej towarzyszył był seryjnym mordercą. (Gdyby była trzeźwa i widziała minę Alexa to już wolałaby spotkanie z mordercą, jestem pewna!!!)
Kolejny raz zaciągnęła się zapachem kurtki, którą otuliła się szczelnie, jakby to właśnie była jej tarcza przed całym złem tego świata, materiał chociaż podatny był na wszelkiego rodzaju uszkodzenia dla Maddie była jak żelazna zbroja. Chciała odgonić od siebie dźwięki jakie do niech dochodziły, ryk silnika, klakson czy szum miasta z oddali. Chciała się odciąć.
Ciepła dłoń dotknęła jej lodowatej skóry, a potem ktoś ją uniósł, znajomy zapach był zdecydowanie silniejszy, otworzyła powoli oczy, zamrugała nimi kilka razy chcąc złapać ostrość, ale na próżno. Oparła głowę o jego ramię chowając twarz z zagłębieniu męskiej szyi. Potem działo się zbyt dużo aby ogarnęła, siedziała w ciepłym, obrazy za szyby przesuwały się zbyt szybko tworząc tylko i wyłącznie zlepek ostrych kolorów. Nie pamiętała nawet co mamrotała, chciała chyba zapanować nad drżeniem swoich własnych wnętrzności aby nie zwariować, bo poruszała się po równi pochyłej, jeden zły krok, jedna zła myśl i spadnie, tak jak zawsze.
Znów ktoś ją podniósł z siedzenia, słyszała stukot ciężkich butów o schody, potem dźwięk pęku kluczy i przekręconego zamka, kilka kroków, a potem pod swoim ciałem poczuła materac, okryło ją coś ciepłego, a wszędzie panował ten sam zapach, który w tym momencie był jej jedyną kotwicą. Chwyciła się tego jak dziecko, które zgubiło się w tłumie, jakby to wszystko miało ją doprowadzić do bezpiecznej przystani. Pytanie tylko czy po tym wszystkim na pewno na to zasługiwała? Czy zasługiwała na ratunek? Powinna smażyć się w piekle za złamanie serca osobie, na której jej zależy bardziej niż na niej samej.
Znów przed jej oczami pojawiło się wspomnienie z jej mieszkania, znów widziała te pełne bólu oczy i męskie plecy po tym jak wychodził pozostawiając za sobą tylko pustkę.
Zacisnęła dłoń na kołdrze, którą była przykryta, czuła ucisk w klatce piersiowej, jakby ktoś powoli przyciskał do niej dłonie odbierając jej możliwość wzięcia głębszego oddechu. Miała wrażenie, że materiał, który miał zapewnić jej ciepło był ciężki, zbyt bardzo. Przesunęła ręką i ściągnęła go z siebie, chciała się podnieść, ale mięśnie odmawiały jej posłuszeństwa. Patrzyła na sufit, na którym widziała delikatne światło. Znów zamknęła powieki, próbowała złapać porządny oddech, ale zamiast tego łapczywie chwytała te płytsze, które nie zapewniały jej dostatecznej ilości tlenu. Serce przyśpieszało. A przed oczami Lennox pojawiło się to samo wspomnienie, te same oczy.
- Przepraszam, przepraszam. - wymamrotała ledwo słyszalnie i prawie zrozumiale. To wszystko ją przerastało, nie zasługiwała na nic dobrego w swoim życiu, bo umiała tylko ranić i niszczyć. Była toksyczna i destrukcyjna, a tacy ludzie powinni mieć zakaz zbliżania się do innych.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Alex siedział w półmroku, gapiąc się w jeden punkt na ścianie, ale jego myśli pędziły jak na najwyższych obrotach. W głowie miał jeden wielki śmietnik. Z jednej strony był wściekły i nienawidził faktu, że Maddie ze wszystkich używek na świecie wybrała prochy. Z drugiej, ta jego cholerna duma, przez którą milczał ostatnie dni, teraz wydawała mu się po prostu żałosna. Widział, jak Maddie leżała na jego łóżku, odklejona od świata, i czuł się jak ostatni palant, bo nie było go obok, gdy jeszcze miał szansę ją powstrzymać. Gryzło go to wszystko naraz. Pamiętał każde jej podłe słowo z tamtej nocy, pamiętał ten ból, który mu zadała, ale teraz to nie miało znaczenia. Patrzył na nią i wiedział, że choćby go zniszczyła jeszcze sto razy, on i tak tu będzie. To było chore, ale nie potrafił inaczej. Właśnie to zrozumiał - oplotła go sobie wokół palca. Była jego kokainą. Była dla niego jedynym nałogiem, którego nie potrafił rzucić, mimo że niszczył go od środka skuteczniej niż jakakolwiek chemia. Był od niej zależny i ta świadomość uderzyła go teraz mocniej niż cokolwiek wcześniej. Nagle zauważył, że Maddie ściągnęła z siebie kołdrę. - Maddie? - rzucił krótko, prostując się na podłodze. Chwilę później usłyszał jej oddech. Był zbyt szybki, płytki, rwany - jakby każda próba nabrania powietrza była walką, którą właśnie przegrywała. Podniósł się i usiadł na krawędzi łóżka, materac ugiął się pod jego ciężarem. Nie dbał już o to, czy Maddie go pozna, czy go odepchnie. Wsunął dłoń pod jej plecy i drugą za ramię, podciągając ją nieco wyżej, żeby nie leżała tak płasko. - Oddychaj, mała. No już, spójrz na mnie i oddychaj - mruknął. - Spokojnie. Masz powietrze, nic ci nie jest. Jestem tu - dodał, po czym położył swoją dłoń na jej klatce piersiowej - tam, gdzie serce waliło jak oszalałe. Patrzył w jej szklane oczy, ignorując całe to gówno, które wydarzyło się wcześniej. Liczyło się tylko to, żeby złapała ten jeden, głęboki oddech, którego tak bardzo potrzebowała. Wpatrywał się w jej brązowe oczy i czekał na jakikolwiek sygnał, że była już nieco bardziej przytomna niż pół godziny temu. Wtedy to usłyszał. Ledwo słyszalne, zachrypnięte "przepraszam", które wydostało się z jej wysuszonego gardła. Wskutek tego jednego słowa wszystkie negatywne emocje, które się w nim do tej pory kumulowały, po prostu pękły w ułamku sekundy. - Nic nie mów, Maddie. Po prostu oddychaj - poinstruował ją jedynie w odpowiedzi. Czuł pod dłonią szaleńcze bicie jej serca - przeprosiny naprawdę były ostatnią rzeczą, której teraz potrzebował. Potrzebował jej żywej, trzeźwej i bezpiecznej. To, że go zraniła, to, że go odepchnęła... To nie miało już żadnego znaczenia. Pochylił się nad nią tak blisko, że ich czoła niemal się stykały. Chciał, żeby skupiła się tylko na jego głosie, na jego zapachu, na czymkolwiek, co nie było tym chemicznym koszmarem w jej głowie. - Słyszysz mnie? - spytał po chwili miękko, odgarniając włosy z jej czoła. Wpatrywał się w jej bladą twarz, którą okalały jasne, splątane włosy, i nagle to do niego dotarło, z całą siłą. Nieważne, jak bardzo by się starał, jak mocno by trenował i jak wielu innych dziewczyn by nie dotykał - zawsze kończył tutaj, przy niej. Dotarło do niego, że ten cały ból, który mu zadała, był wart tej jednej chwili, w której mógł ją teraz trzymać. Wychodziło na to, że wolał cierpieć przez Maddie, niż być szczęśliwym z kimkolwiek innym. Była jego domem, nawet jeśli ten dom właśnie płonął. Cisza w pokoju, przerywana tylko jej uspokajającym się powoli oddechem, była ciężka od tego, czego oboje nie potrafili ubrać w słowa. Alex wiedział, że rano pewnie znów wrócą do bycia dumnymi i zranionymi ludźmi, ale teraz, tutaj... był po prostu jej. Osunął się niżej, opierając plecy o ramę łóżka, ale nie puścił jej dłoni. Czuł, jak napięcie w jego własnym ciele powoli znika, ustępując miejsca potwornemu zmęczeniu. Przymknął na chwilę powieki, pozwalając sobie na tę jedną, krótką chwilę słabości, której nigdy nie pokazałby nikomu innemu. Mógł udawać przed całym światem, że jest niezniszczalny, ale prawda była taka, że wystarczał jeden jej szept, by rozłożyć go na łopatki. - Prześpij się - zasugerował po chwili, przyciągając jej dłoń do swoich ust i składając na niej krótki, przelotny pocałunek.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Chciała ominąć ten stan, w który powoli zaczynała wkraczać. Już bardziej cieszyłaby się z kaca i to takiego, który poskłada ją na trzy dni. Wstyd się przyznać, ale ta głupota, którą zrobiła dzisiaj nie była jej pierwszym razem i jeśli ktoś ją zapyta czy tęskniła, od razu powiedziałaby, że nie. LSD miało do siebie to, że działało intensywnie, ale również i bardzo długo, a najbardziej chujowe w nim było to, że jeszcze kilka kolejnych dni będzie czuła się beznadziejnie. Jednak kolejne dni przy tej nocy będą spacerkiem, musiała przetrwać tą najgorszą falę, tą która właśnie nadeszła.
Łapanie oddechu była jak walka o przetrwanie, nie umiała złapać głębokiego oddechu tak jakby zapomniała jak wykonać to poprawnie. Miała wrażenie, że ten zbyt szybko ucieka z jej płuc, nie umiała dostarczyć go w odpowiedniej ilości. Czuła jak krew zaczynała jej się gotować, jak serce waliło w jej klatce piersiowej bez żadnej taryfy ulgowej. Czuła strach, ból i nakręcała się sama jeszcze bardziej. Między jednym, a drugim uderzeniem serca usłyszała gdzieś z oddali swoje własne imię, kilka chwil później męskie dłonie podniosły ją na poduszce wyżej. Wykonała ciche polecenie otwierający oczy i spoglądając na twarz Alexa, teraz prawie była pewna tego, że jego obecność nie była wcale wytworem jej wyobraźni, był tutaj, tuż obok, przy niej. Nieznacznie kiwnęła głową dając mu do zrozumienia, że dotarło do niej jego polecenie. Jego ciepła dłoń dotknęła jej klatki piersiowej, blondynka skupiła się na tym fizycznym uczuciu starając się wyrównać urwany przez strach oddech. I teraz w tej chwili cieszyła się, że tutaj był, bo gdyby taki atak złapał ją gdyby była sama, we własnym łóżku dookoła nie byłoby nikogo kto mógłby jej pomóc. Zostałaby z tym wszystkim sama, na co de facto zasługiwała. Bo dla niej nie było wybaczenia, to co powiedziała...już na zawsze zostanie między nimi. Nie będzie mogła zrobić nic, nic nie będzie wystarczające aby to wszystko naprawić. Wypowiedziała słowa, których żałowała, gdyby istniała możliwość przejęłaby od niego cały ten ból. Bo to, że Alex nie zostawił jej samej, szczególnie w tej sytuacji pokazało jej, że nie zasługiwał na krzywdę jaką mu wyrządziła, na ból, który mu zadała.
Patrzyła na niego, widziała jego oczy chociaż nie umiała odczytać nic z nich, tak samo z wyrazu twarzy, tej nocy nie była spostrzegawcza tak jak zawsze. Zbliżył się do niej, na tyle, że czuła jego oddech na swojej twarzy, uczucie chociaż znajome dzisiejszej nocy zdecydowanie bardziej intensywne niż zazwyczaj. Słyszała go, w odpowiedzi mruknęła coś niezrozumiale, zlepek kilku przypadkowych liter, ale to musiało mu wystarczyć, na więcej nie było jej stać. Kiedy opuszkami swoich palców dotknął jej skóry i ogarniał zbłąkane kosmyki z twarzy Maddie na kilka sekund przymknęła powieki, skupiła się na jego bliskości, na jego dłoni na swojej twarzy. I to faktycznie pomagało, był obok, nie był wytworem halucynacji, był fizycznie i tak jak mówił tlenu miała więcej niż potrzebowała. Oczy otworzyła dopiero kiedy Hall się ruszył, przekręciła głowę w jego stronę, widziała jak znów siada na podłogę, ale tym razem bliżej, czuła jak trzymał ją za dłoń i to była najbardziej autentyczna rzecz od kilku dobrych godzin. Ten ucisk był jak kotwica, której nie miała zamiaru opuszczać i zostawiać. On był jej bezpieczną przystanią.
Ścisnęła swoją dłonią tą jego na tyle ile pozwalały jej siły, milczała, kilka długich minut. - Boję się...kiedy zamykam oczy to wszystko...wraca. - jej cichy głos w końcu przeciął ciszę panującą w pomieszczeniu. Odwróciła głowę i spojrzała na biały sufit, jakby szukała w nim jakiś odpowiedzi. Chciała powiedzieć mu wiele, ale nie umiała ułożyć sensownych zdań, gardło ją bolało, tak samo głowa. - Kiedy wyszedłeś byłam wściekła, ale potem zrozumiałam, że to ja popełniłam błąd. Czułam się.... - przerwała bo głos powoli jej się łamał, czuła ból gdzieś w żołądku. Powoli wypuściła z płuc powietrze ze świstem, a potem najdelikatniej jak umiała nabrała kolejną świeżą porcję. - Źle, z każdym kolejnym dniem było gorzej, nie umiałam sobie z tym wszystkim poradzić. Ja..chciałam zagłuszyć to, ukarać samą siebie.- jej ciało zadrżało, starała się za wszelką cenę powstrzymać łzy, które pojawiły się pod jej powiekami powodując nieprzyjemne szczypanie. Niestety i tą walkę również przegrała ponieważ pierwsza łza spłynęła z jej oka. Zacisnęła znów jego dłoń, którą w dalszym ciągu trzymał jakby chciała sobie tym samym dodać jakiejś otuchy. - Znów straciłam kontrolę.- wyznała nie potrafiąc już ukrywać tego, że była złamana, znów sięgnęła dna. Uniosła drugą rękę i jej wierzchem przetarła oczy chcąc wytrzeć łzy, ale było to bezsensowne bo na ich miejscu pojawiły się kolejne. - Wiem, że nie mam prawa Cię o to prosić, ale... - skoro to wiedziała to dlaczego chciała to zrobić? Bo ktoś jej kiedyś powiedział, że nawet więzień w celi śmierci miał prawo do ostatniego życzenia, a ona czuła, że to mógł być ostatni raz kiedy był tak blisko niej. Bo wiedziała, że jej nie wybaczy, ona sobie tego nigdy i na jego miejscu też by tego nie robiła. Postanowiła zaryzykować. - Nie zostawiaj mnie samej, nie dzisiaj, boję się, Alex. - ton jej głosu był tak bardzo beznadziejny, błagalny, załamany i przerażony. Chciała, potrzebowała tego aby był obok niej, aby nie znikał chociaż na chwilę. Dzisiejszej nocy odda mu wszystko aby przez chwilę po prostu był, od jutra może ją dalej nienawidzić.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Alex siedział obok Maddie na łóżku, gapiąc się na nią i czując, jak ogarnia go bezradność. Widział jej szybki, rwany oddech, te przestraszone oczy, które błądziły po suficie, i twarz tak bladą, że niemal zlewała się z pościelą, ale to było wszystko. Nie miał pojęcia, co działo się w środku jej głowy. Nie wiedział, że Maddie właśnie biczowała się za każde słowo i każdą tabletkę, którą wzięła. Widział tylko efekt końcowy - dziewczynę, która wyglądała, jakby zaraz miała się rozpaść na tysiąc kawałków, mimo że w jego głowie wciąż jak echo powracały słowa, które usłyszał ostatnio. Że to nie ma sensu, że on nie ma sensu, że nic nie ma sensu - czy jakoś tak. Kiedy tak na nią patrzył, nie wiedział, czy to, co teraz przeżywała, było karą za to, co mu powiedziała, czy może to był po prostu kolejny etap jej upadku? Zaczynał powoli go wkurwiać fakt, że przez jej chwilową niepoczytalność nie mógł jej odczytać. Czy ona w ogóle wiedziała, że to on trzymał ją za rękę czy może myślała, że jest jakimś cholernym, przypadkowym kolesiem z klubu? Poczuł potworny ucisk w żołądku. Z jednej strony chciał być wściekły, chciał wyjść i zostawić ją tu samą, ale z drugiej... strach w jej oczach był zbyt realny. Dopiero gdy usłyszał jej łamiący się głos, coś w nim drgnęło. Boję się... To wyznanie skutecznie pozbawiło go resztek złości. Słuchał o tym, że chciała się ukarać, że straciła kontrolę, ale każde jej słowo docierało do niego z opóźnieniem. Nie wiedział, że czuła się tak źle przez te wszystkie dni. Myślał, że po prostu go skreśliła i żyła dalej, a ona w tym czasie urządzała sobie prywatne piekło. Patrzył na nią i czuł ten... specyficzny ucisk w klatce, który znał aż zbyt dobrze. Wiedział, jak postępować z ludźmi w takim stanie, bo wychowała go ulica, a tam nikt nie był święty. Pierwszą naćpaną osobą, którą musiał się zajmować w życiu, była jego własna matka. Potem widział to u znajomych i u kumpli z boiska, którzy nie udźwignęli presji. Właśnie dlatego obiecał sobie kiedyś, że sam nigdy nie tknie tego gówna. Gardził prochami, bo widział, jak niszczyły wszystko, co dobre, a teraz to samo gówno dobierało się do Maddie, jego słodkiej Maddie, tej samej, która jeszcze pod koniec grudnia serwowała mu niezobowiązujące drinki,, a teraz... A teraz Alex właśnie zdał sobie sprawę, że nie potrzebował od niej tych wszystkich słów, które wypowiadała. Nie potrzebował żadnych przeprosin. Prawda była taka, że już dawno jej wszystko wybaczył. Ba, przecież sam nie mógł zebrać się na odwagę, żeby się do niej odezwać i wyjaśnić sytuację. Teraz, siedząc nad nią, widział to aż zbyt wyraźnie - on też to zjebał. Mógł schować tę swoją cholerną, męską dumę do kieszeni i po prostu do niej przyjść. Mógł zadzwonić, napisać cokolwiek, sprawdzić, czy żyje. Zamiast tego bawił się w gierki, czekając, aż ona pierwsza pęknie, podczas gdy ona po prostu się rozpadała. To milczenie, którym chciał ją ukarać, rykoszetem trafiło w nich oboje. Gdyby odezwał się dwa dni temu, może dzisiaj nie znalazłby jej drżącej na ulicy (chociaż z drugiej strony cieszył się, że to on trafił na Maddie, a nie jakiś inny debil tudzież ćpun). Czuł się z tym jak ostatni idiota, bo jego bierność była niemal tak samo destrukcyjna jak prochy, które wzięła Maddie. Na dodatek, ta prośba, ten błagalny ton, żeby jej nie zostawiał... No nie mógł inaczej, totalnie go rozbroiła. Chciał ją chronić, mimo że wiedział, że nie powinien tego robić. Wiedział, że po tym, jak go potraktowała, miał pełne prawo wyjść do salonu i zasnąć na kanapie, ale kiedy poczuł, jak mocno ścisnęła jego dłoń, jakby to była jej jedyna szansa na przeżycie, duma przestała mieć znaczenie. Położył się obok niej i przysunął się bliżej, pozwalając jej, by oparła głowę o jego ramię. Leżał obok niej, czując każde drżenie jej ciała, i wtedy zobaczył pierwszą łzę, która spłynęła po jej policzku. Potem kolejną. Nie mógł tego zignorować, nie chciał, żeby płakała... i nie wytrzymał. Ostrożnie, jakby bał się, że Maddie spłoszy się i zniknie, uniósł wolną dłoń i kciukiem otarł mokry ślad z jej skóry. Jego dotyk był szorstki i odrobinę niepewny. - Już, mała... Nie płacz - mruknął, a jego głos, zazwyczaj pewny i twardy, teraz brzmiał, jakby sam był na krawędzi. Przyciągnął ją do siebie jeszcze mocniej, pozwalając, by całkowicie schowała twarz w jego ramieniu. Nie obchodziło go, że jego koszulka nasiąkała jej łzami. Nie obchodziło go, co będzie rano i czy może znów od niej usłyszy, że to nie ma sensu. Po prostu chciał, żeby przestała płakać. - Nie zostawię cię - szepnął, tym razem prosto do jej ucha, tak żeby żadna inna myśl nie mogła się tam przebić. Chciał, żeby tak myśl ją zdominowała. - Dzisiaj nigdzie nie idę. Jestem tu, Maddie. Nic ci się nie stanie, dopóki cię trzymam - kontynuował, po czym mimowolnie zaczął gładzić jej włosy. Wiedział, że ta noc będzie najdłuższą w jego życiu, ale siedząc w tej ciemności, z Maddie w ramionach, poczuł dziwny spokój. Skoro już przyznał przed samym sobą, że jest od niej uzależniony, nie musiał już z niczym walczyć. Był po prostu tam, gdzie jego miejsce. - Chcesz wody? - spytał ją cicho, znów odgarniając z jej zapłakanej twarzy jasne kosmyki. Tylko to przyszło mu do głowy po tych wszystkich słowach, które między sobą wymienili. Był bardzo słaby w dyskusje o uczuciach. Zawsze wolał działanie, konkret - coś, co można było naprawić rękami, a nie słowami. Pytanie o wodę było dla niego bezpieczną kotwicą i ucieczką od tego emocjonalnego bagna, które sobie zaserwowali. Nie czekając na odpowiedź - bo Maddie i tak wydawała się zbyt słaba, by wykrztusić cokolwiek sensownego - sięgnął po szklankę, którą postawił wcześniej na szafce. Ostrożnie pomógł jej unieść głowę, podtrzymując ją silnym ramieniem, i patrzył, jak bierze kilka małych łyków, a potem znów opada na poduszkę. Gdy odstawił naczynie, w pokoju znów zapadła ta ciężka, duszna cisza, którą ktoś musiał w końcu przeciąć. Nie wiedział, czy Maddie go słyszała, ale musiał to z siebie wyrzucić. Choćby raz. - Wiem, co mi powiedziałaś tamtej nocy. Że to nie ma sensu... że jestem twoim największym problemem - zaczął cicho, a jego głos brzmiał niemal jak spowiedź. - Próbowałem w to uwierzyć, Maddie. Naprawdę próbowałem mieć cię w dupie i żyć tak, jakbyś nigdy nie namieszała mi w głowie. Ale nie potrafię. Każdy dzień bez ciebie był coraz gorszy. Myślałaś, że karzesz siebie, biorąc to gówno? Karałaś nas oboje, bo ja bez ciebie po prostu wariuję - dodał i zacisnął dłoń na jej ramieniu, nie dbając o to, czy rano cokolwiek z tego zapamięta. Nie wiedział, czy ta szczerość go nie zabije, gdy wzejdzie słońce, ale teraz, w tym półmroku, nie miało to znaczenia.
isiek
wszystko git jest
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Powiadają, że każdy człowiek posiada jakąś specjalną umiejętność, jedni pięknie śpiewają, inni szybko przyswajają nowe języki, a jeszcze inni mają zajebistą pamięć. Maddie Lennox też posiadała niezłą umiejętność - potrafiła niszczyć. Charakterem bardziej przypominała ogień, któremu wystarczyła mała iskra aby zapłonąć wielkim światłem, ale jeśli chodzi o wybór fatalnych decyzji bliżej jej było do wody, a raczej tsunami, niszczycielskiej fali, której nikt ani nic nie było w stanie zatrzymać. Czy relacje z Alexem zniszczyła świadomie? Owszem. Czy nie było innego wyjścia? Pewnie było.
Każde z nich nosiło na plecach swój własny bagaż doświadczeń, na obecny moment oboje nie mieli o nim pojęcia, przecież nigdy nie rozmawiali szczerze, bez gierek i bez podtekstów. Ostatnia rozmowa skończyła się jak się skończyła, początki bywają trudne, pierwsza i najpewniej ostatnia ich kłótnia. Kiedy robiło się zbyt poważnie, zbyt sentymentalnie i kiedy Mads zaczynało zależeć za bardzo wpadała w jakąś dziwną panikę, której nie potrafiła opanować. Tak wiele ludzi ją zawiodło, tak wiele ludzi ją zostawiło i kilka z nich złamało jej serce, nie umiała sobie z tym radzić. Pewnie, nie powinna wrzucać Halla do tego samego worka co reszty, ale jak mawia dobre stare przysłowie i jej ojciec spodziewaj się po ludziach najgorszego. Najlepszą obroną od zawsze był atak, dlatego tamtej nocy to zrobiła, zaatakowała go, słownie uderzając w niego najcięższą artylerią. I też tamtego wieczora dotarło do niej, że straciła jedyną osobę, w swoim życiu na której zależało jej cholernie. Mleko się wylało, nie można było tego cofnąć.
Nie pamiętała momentu, w którym do jej życia wpadły narkotyki, może zabrzmi to śmiesznie, ale też była ich przeciwniczką i w przeciwieństwie do swoich starych znajomych nigdy nie brała niczego więcej niż te pieprzone LSD. Kolorowe tabletki pozwalały się dobrze zabawić, człowiek po ich zażyciu doświadczał innego rodzaju imprezy, tak jakby każdy dźwięk przechodził nie tylko przez uszy i mózg, ale również i przez skórę. Pech chciał, że Maddie zapomniała z jaką intencją bierze się takie wynalazki, bo jak widać na załączonym obrazku czasem kończy się to dramatycznie.
Alex nie drgnął przez kilka długich chwil, nie była zdziwiona, przez sekundę nawet pomyślała, że może zasnął, ale bardziej prawdopodobne było to, że ją zignorował. Kiedy drgnął ona wstrzymała oddech, bojąc się tego co zaraz powie. Mógł na nią krzyczeć, mógł jej powiedzieć wszystko co chciał, a ona przyjęłaby to na klatę, bo wiedziała, że zasługiwała na wszystko co złe, sama sobie na to zapracowała. Zamiast krzyku materac obok niej znów ugiął się pod ciężarem ciała, zamiast odrzucenia i chłodu poczuła jego ciepłe ramie, jak przyciąga ją do siebie, a ona instynktownie oparła głowę o ramię. Przymknęła delikatnie powieki sekundę po tym jak kciukiem starł pojedyńcze słone łzy z jej policzka, blondynka mało co płakała, ale jeśli już to naprawdę musiała mieć powód.
Jego słowa działały na nią zaskakująco kojąco , nawet jeśli to wszystko miało trwać tylko i wyłącznie tej nocy, a nad ranem rozejdą się każdy w swoją stronę i do własnego życia. W tym momencie, tej nocy potrzebowała tylko jego i jego ramion, w których czuła się bezpiecznie, jakby całe zło tego świata jej nie dopadło. Czy chciała wody? Potrzebowała jej, gardło było tak suche, że przełykając ślinę miała wrażenie, że łyka żyletki, ale nim zdążyła przytaknąć Alex pomógł jej się podnieść, podał szklankę, a Mads wypiła kilka małych łyków, skrzywiła się delikatnie, ale płyn przyniósł jej ulgę, której potrzebowała. Potem znów położyła się na poduszkę, a kiedy ciemnowłosy odstawił szklankę znów wtuliła się w jego bok. Głowę oparła o jego klatkę piersiową, dociskając do niej swoje ucho słyszała bicie jego serca, wyrównany oddech, a rytmicznie unosząca się klatka była tą co ją uspokajała.
Dziewczyna milczała, leżała tuż obok niego i wpatrywała się w ścianę, nie kłamała mówiąc o tym, że boi się zamknąć oczy. Nie chciała znów wracać do tych wspomnień. Ciszę panującą w pomieszczeniu przeciął cichy głos Halla, słuchała go w milczeniu, przy pierwszej części jego wypowiedzi ciało blondynki zadrżało, znów poczuła tą beznadziejność, jednak kolejna część wypowiedzi dawała jej jakieś światełko w tunelu. Nie miał pojęcia jak bardzo doceniała jego szczerość, naprawdę. Chwilę czasu minęło nim sama zabrała głos. - Nie odzywałam się bo...bałam się usłyszeć po drugiej stronie słuchawki, że abonament jest poza zasięgiem albo co gorsza, że odbierzesz i powiesz mi jaka to beznadziejna jestem. - jej głos był również cichy, dalej głową i policzkiem opierała się o jego klatkę piersiową. Jedną z dłoni położyła niedaleko swojej twarzy i kciukiem gładziła materiał jego koszulki. - I miałbyś do tego prawo, ale wiem, że ja nienawidzę siebie bardziej za to wszystko. - nie widział tego, ale jej usta wykrzywiły się w delikatny ale bardzo smutny uśmiech. Uniosła delikatnie swoją głowę, tak, że swoim nosem trąciła jego brodę. - Tak samo nie miałabym do Ciebie pretensji jakbyś dzisiaj zignorował mnie na tej ulicy, ale dziękuję. - nie miałaby mu tego za złe, serio bo karma zawsze wraca, a jak widać jej karmą była ta ulica. Chociaż to szczęście, że pojawił się tam Alex, okolica nie była zbyt ciekawa, szczególnie dla pijanej i naćpanej dziewczyny, która niemalże z gołą dupą szła po ulicy. Sama aż prosiła się o kłopoty.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Alex leżał w ciszy, pozwalając, by jej cichy głos wypełniał przestrzeń między nimi. Słuchał o tym, że bała się braku zasięgu, że bała się usłyszeć, jaka jest beznadziejna, i poczuł, jak w środku wszystko mu się przewraca. Nie chciał, żeby Maddie się niszczyła. Naprawdę tego nie chciał. Choć nie znał jej przeszłości, i nie wiedział, kto dokładnie i w jaki sposób złamał ją wcześniej, to po tych kilku spotkaniach zaczynało mu zależeć na tyle mocno, że jej ból stawał się jego bólem. Powoli zaczynał rozumieć, o co jej chodziło na ich ostatnim spotkaniu, kiedy nie chciał powiedzieć jej prawdy, a ona nalegała, żeby jej zaufał. Wtedy nie był na to gotowy, targały nim zupełnie inne emocje. Można nawet powiedzieć, że role się odwróciły - wcześniej to Alex był pokryty siniakami, a teraz Maddie potrzebowała ratunku. I dopiero teraz, gdy wszedł w jej buty, zaczynał ją naprawdę rozumieć. I chciał to wszystko naprawić, mimo że nigdy nie był dobry w naprawianie czegokolwiek, co nie miało fizycznego kształtu, a ich relacja była teraz jak roztrzaskane lustro. Ostre kawałki leżały wszędzie i... wiedział, że próba poskładania tego na szybko tylko ich pokaleczy, ale... chciał spróbować. Chociaż raz w życiu nie chciał odpuścić tylko dlatego, że zrobiło się ciężko. Poza tym... Alex nie potrafił być na nią zły, choć jeszcze godzinę temu myślał, że rozniesie to mieszkanie. Cała ta wściekłość wyparowała w momencie, gdy poczuł jej ciężar na swoim ramieniu. Problem polegał na tym, że kompletnie nie wiedział, jak przekazać jej to, co teraz czuł. Nie potrafił ubrać w słowa tego dziwnego ciepła, które wywoływała w nim sama jej obecność, mimo że wokół nich wciąż unosił się zapach porażki i rozczarowania. Nigdy nie uczono go, jak być czułym i jak pocieszać, nie brzmiąc przy tym jak idiota. Dla faceta takiego jak on, emocje były językiem obcym, którego uczył się dopiero teraz, przy niej, popełniając błąd za błędem. Kiedy poczuł, jak trąciła nosem jego brodę i usłyszał to ciche "dziękuję", mocniej zacisnął ramię wokół jej barków. Wizja Maddie na tej ulicy, samej, bezbronnej i wystawionej na celownik każdego debila w okolicy, sprawiła, że zmarszczył brwi jak rozkapryszone dziecko i westchnął. - Nigdy bym cię nie zignorował - mruknął, po czym opadł niżej na poduszki, żeby położyć na boku i móc dokładnie przyjrzeć się jej twarzy. - Nawet gdybyś mnie nienawidziła, nie zostawiłbym cię tam samej - dodał, zniżając głos do szeptu i przesuwając dłoń z jej włosów na kark, który zaczął delikatnie gładzić kciukiem. To był jego jedyny sposób na powiedzenie jej, że jest bezpieczna. I miałbyś do tego prawo, ale wiem, że ja nienawidzę siebie bardziej za to wszystko. - Proszę cię, nie mów tak - zaprotestował. Czuł się kompletnie zagubiony. Ten stan, w którym się znalazł, był dla niego nowością - czuł się, jakby ktoś zdjął z niego zbroję i zostawił na środku pola walki w samej koszulce. Totalnie opuścił gardę i zmiękł tylko dlatego, że była obok, a jednocześnie był przerażony faktem, jak bardzo zaczął na niej polegać i jak bardzo mu na niej zależało. - Myślisz, że jestem tu za karę? - spytał, a jego dłoń na jej karku na moment zastygła w bezruchu. - Jestem tu, bo chcę. Bo jak ciebie nie ma w pobliżu, to wariuję. Nie potrzebuję twoich przeprosin i nie chcę, żebyś czuła się winna. Chcę tylko... żebyś tu była. Po prostu.
Zniżył głowę, tak że ich czoła niemal się stykały. W półmroku sypialni widział jej oczy i to, jak bardzo są zmęczone. Gdyby zadzwoniła... odebrałby. "Zawsze bym odebrał", pomyślał, ale te słowa uwięzły mu w gardle. Zamiast tego skupił się na tym, co realne. Na jej cieple i miarowym oddechu. Poczuł, jak z jego klatki piersiowej schodzi ogromny ciężar. Dopiero teraz, gdy widział, że jej oddech się wyrównał, a serce przestało łomotać o jego bok jak oszalałe, naprawdę mu ulżyło. Fakt, że przestała płakać i po prostu leżała w jego ramionach, był dla niego najlepszym dowodem na to, że najgorsze mieli już za sobą. Alex przymknął na moment oczy, pozwalając sobie na tę krótką chwilę spokoju. Wiedział, że Maddie wciąż jest słaba i rozbita, ale ten spokój w jej ciele udzielił się i mu. Jednak Alex nie zamierzał iść spać. Jeszcze nie teraz. Wiedział, że jeśli teraz zamkną oczy bez wyjaśnienia sobie wszystkiego, to rano duma znów wygra z prawdą. Nie skończyli jeszcze tej rozmowy, a on potrzebował usłyszeć coś więcej niż tylko podziękowania. - Maddie... - zaczął, przenosząc dłoń na jej policzek i delikatnie go gładząc. - Miałaś rację. Zamknąłem się przed tobą, bo tak było mi łatwiej - wyszeptał, nawiązując do ich ostatniej rozmowy. - Nie chcę mieć przed tobą żadnych sekretów. Nie chcę, żebyś czuła, że musisz się domyślać, co u mnie słychać, albo czy mi na tobie zależy. Tylko nie odpychaj mnie więcej - dodał, patrząc prosto w jej ciepłe, brązowe oczy. Cholera. - Od teraz gramy w otwarte karty - zakończył swój wywód, trącając swoim nosem jej nos. Czuł, jak po tych słowach resztki napięcia ostatecznie go opuszczają. Nie było już miejsca na gierki, niedopowiedzenia czy uciekanie przed sobą nawzajem. Był tylko on i ona, w jego małej, cichej sypialni, która nagle przestała wydawać się miejscem katastrofy, a stała się ich wspólną kryjówką. Patrzył na nią jeszcze przez chwilę, po prostu ciesząc się tą chwilową bliskością, której tak bardzo mu brakowało przez ostatnie dni. Zapach jej włosów, ciepło skóry i to, jak ufnie wtulała się w jego bok, sprawiało, że czuł się dziwnie kompletny. Jakby po długim czasie w końcu wrócił na właściwe tory. Nie wiedział, co przyniesie jutro i jak Maddie zareaguje na to wszystko, gdy prochy całkiem wyparują z jej organizmu, ale teraz nie miało to znaczenia. Przeniósł dłoń z jej policzka na talię i przysunął ją do siebie jeszcze odrobinę bliżej, delektując się faktem, że znów ją miał pod ręką. Był zmęczony, potwornie zmęczony tym wieczorem, ale ta bliskość była dla niego jak nagroda. Przymknął oczy, pozwalając sobie na ten rzadki luksus poczucia bezpieczeństwa, wiedząc, że dopóki trzymał ją w ramionach, nic innego nie miało prawa ich teraz dosięgnąć.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Shop”