0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Powrót do Forward Interiors, w którym przy windzie tym razem nie czekał na nią Dominic, nie napawał Sydney optymizmem. Przyzwyczaiła się już do współpracy z przystojnym blondynem, który idealnie trafiał w oczekiwania zarówno jej, jak i całego zarządu jej rodzinnej firmy. I mimo, że nie musiała tak często sprawdzać postępów jego pracy, tak nie potrafiła oprzeć się tym krótkim wizytom i napawania wzroku mężczyzną w garniturze.
Nie podobały jej się zmiany, jakie ją czekały po dotarciu do biura. Oczywiście, Dominic poinformował ją wcześniej o problemach zdrowotnych matki, a ona przytaknęła z troską i zrozumieniem, że powinien przy niej być, oraz zaproponowała swoje wsparcie i pomoc, jeśli właśnie tego by potrzebował. I naprawdę ucieszyłoby ją, gdyby zdecydował się do niej odezwać, choć wiedziała, że zapewne na próżno mogła tego wypatrywać. Nie raz już dawał jej do zrozumienia, że jego serce należało do innej, tym samym tylko podsycając w niej pragnienie posiadania dokładnie tego samego. Nie dość, że był przystojny i czarujący, to jeszcze miał w sobie cechy, których nie sposób było znaleźć w innych mężczyznach - empatię, ciepło i lojalność. I właśnie ta lojalność bolała ją najbardziej, bowiem zawsze dostawała to, czego chciała, a teraz spotykała jawny opór. No cóż, zakazany owoc smakował najbardziej.
Wyszedłszy z windy, pewnym siebie gestem poprawiła opadający na jej czoło kosmyk blond włosów i ruszyła na recepcję. Wcześniej nie musiała niczym się martwić - Dominic zapewniał jej wszystko, zanim o to poprosiła.
Przepraszam? Dzień dobry. Gdzie znajdę niejaką Skye Murray? - zapytała recepcjonistki, przyjmując na twarz przyjazny uśmiech, choć wcale jej do śmiechu nie było, a widząc gest dłoni pracownicy, odwróciła się za siebie.
Widok ciemnowłosej kobiety o podobnym wzroście sprawił, że nieco ściągnęła brwi. Ładna była. Zbyt ładna, jak na asystentkę Dominica. Poza tym, czy to nie z nią niedawno minęła się w drzwiach jego biura, zajmując go na tyle, że musiała poprosić kogoś o anons?
Cześć. Chyba jeszcze nas sobie nie przedstawiono. Jestem Sydney Covington - wyciągnęła do niej rękę i uśmiechnęła się uprzejmie, przyglądając się jej z uwagą. - Słyszałam, że to Ty masz zastąpić Dominica przy naszym projekcie. Mówił o Tobie w samych superlatywach - przyznała z wyraźnym zaintrygowaniem. Ciekawa była, czy mówił to z uprzejmości, czy rzeczywiście miała talent. - Uczestniczyłaś kiedyś w czymś tak dużym? - dopytała, kierując swoje kroki za nią do gabinetu Dominica. Dziwnie jej było usiąść w tym samym fotelu, co zawsze, ale bez niego naprzeciw.

Skye Murray
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Życie było naprawdę bardzo przewrotne. W końcu raptem kilka tygodni temu śmiali się z Dominicem, że prędzej czy później uda się jej go wygryźć. Pamiętała tamtą noc, w jego łóżku i ich beztroski śmiech. Tyle się od tamtej pory wydarzyło, że miała wrażenie jakby minęły wieki albo przenieśli się do innego uniwersum. Praca w gabinecie blondyna była słodko-gorzka. Z tym miejscem kojarzyło się tyle miłych wspomnień. Do tego przysięgłaby, że fotel przesiąkł jego perfumami i wciąż czuła jego obecność. Z drugiej strony nie tak to miało wyglądać. Ona go zastępująca, gdy on był przy ostatnich chwilach życia swojej matki, miało cholernie gorzki posmak. Nie miała żadnego powodu do radości. Ani jednego.
Jednak obiecała mu, że zajmie się wszystkim w pracy, żeby nie musiał się niczym martwić. Wszystkie pozostałe mniejsze zadania nie zaprzątały jej głowy jak ten jeden - największy i najważniejszy. Wolałaby się nie spotykać z nią, ale wiedziała, że to nie było profesjonalne. Skoro przejęła projekt, należało się spotkać, poznać i potwierdzić wszelkie oczekiwania. Skłamałaby też, gdyby powiedziała, że się nie stresowała spotkaniem.
Dominic przekazał jej wszelkie instrukcje, więc czekała na nią tuż przy recepcji, żeby zaprowadzić ją prosto do gabinetu. Chociaż wiedziała, że ta tą drogę pamięta już na pamięć. Spojrzała na licznik nad windą i wzięła głęboki wdech poprawiając koszulę, gdy Sydney dojeżdżała na ich piętro.
- Skye Murray. Miło Cię poznać Sydney- uścisnęła jej dłoń z lekkim uśmiechem na ustach, starając się brzmieć przyjaźnie, lecz profesjonalnie. - Zanim przejdziemy do gabinetu, napijesz się czegoś?- spytała traktując ją jak każdego innego klienta, a nie kobietę o którą z zazdrości aż ściska ją w żołądku. Była piękna. Nic dziwnego, że Dominic zwrócił na nią uwagę. Jak ona - Skye Murray - mogła z nią rywalizować? To było głupie, że aż śmieszne, że pomyślała, że ma jakiekolwiek szanse z nią.
- Tak, Dominic przekazał mi ten projekt- potwierdziła w drodze kładąc nacisk na to, że to mężczyzna osobiście poprosił ją o zajęcie się tematem.
Kolejne pytanie ją nieco wybiło, ale spodziewała sie go i nie zamierzała kłamać w tym temacie, nawet jeśli stawiała właśnie siebie w niekorzystnym świetle. Usiadła w fotelu naprzeciwko niej składając dłonie na biurku.
- Asystowałam Dominicowi przy nieco mniejszych projektach, więc dołożę wszelkich starań, aby pokryć jego rekomendacje- brzmiała stanowczo, pewnie, ale delikatny uśmiech nadal nie znikał z jej twarzy. Nie chciała walczyć z Sydney. Musiała się z nią dogadać i nie tyle co dla firmy, a dla Dominica. - Jak dobrze wiesz, jestem z nim w ścisłym kontakcie, więc w razie problemów będę się z nim kontaktować, aby cały zarząd Twojej firmy był usatysfakcjonowany wynikiem- bo przecież na pewno ta dwójka ma ze sobą kontakt cały czas.


Dominic Reyes
smerffi
Dogadamy się
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Uścisnęła dłoń kobiety, przyjmując na twarz podobny uśmiech. - Oczywiście. - Świadomie nie użyła słów oznaczających wzajemność, bo to się miało jeszcze okazać. - Dziękuję, tym razem nie zabawię tu długo - przyznała na propozycję. Nie musiała bywać tu tak często, skoro główny obiekt jej zainteresowania był w tym momencie niedysponowany. Wszystkie formalności ze Skye chciała mieć już z głowy, choć z drugiej strony była jej niezmiernie ciekawa, skoro Dominic mówił o niej tyle dobrego.
Blondynka nie mogła nie zauważyć tego stanowczego tonu, z jakim Skye wspominała o mężczyźnie oraz swojej pracy, a już tym bardziej jej uwagę przykuło określenie ścisły kontakt. Było to co najmniej zastanawiające.
Musi mieć do Ciebie duże zaufanie, skoro wyznaczył Cię na swoją zastępczynię - zauważyła, opierając się wygodniej o fotel i przyglądając się jej z rosnącym zaintrygowaniem. Na jej oko Skye nie posiadała zbyt dużego doświadczenia, by podołać standardom firmy, ale nie pozostawało jej nic innego, jak dać jej szansę. - Ale skoro on Ci ufa to chyba nie powinnam mieć powodów do obaw? - Wzruszyła ramieniem z pozorną tolerancją w głosie, choć w rzeczywistości czuła nieznaczne zagrożenie, i to bynajmniej nie spowodowane problemami w projekcie. - Jak Ci się z nim pracowało? - zadała bezpośrednie pytanie, nie ukrywając przy tym swojej ciekawości.

Skye Murray
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nic nie uszło uwadze Skye. Ani jej brak grzecznościowej formy, że również się cieszy na spotkanie z nią. Ani jej podkreślenie, że tym razem będzie tutaj krótko. Tak, wszyscy w biurze wiedzieli jak często i długo się spotykała z Dominicem. Murray aż zemdliło na samą myśl. Starała się jednak nie dać niczego po sobie poznać i wciąż utrzymać rozmowę na profesjonalnym poziomie. Nie chciała tego spierdolić - ani dla Dominica, ani dla firmy.
Wyczuła w słowach i spojrzeniu Sydney coś więcej nic ocenę jej zawodowych kompetencji. Albo to było tylko jej złudzenie albo blondynka próbowała wyczytać ze Skye coś więcej? Nie była jeszcze w stanie tego rozgryźć, bo przecież Covington nie miała co być zazdrosna o Murray. Co jednak nie oznaczało, że brunetka będzie siedziała z uśmiechem i podawała jej wszystko jak na złotej tacy włącznie z Dominicem. Wciąż przecież łączyła ich przyjaźń.
- Nie, żadnych- powiedziała wręcz automatycznie, chociaż nie była taka pewna czy aby na pewno Syd nie powinna mieć żadnych obaw.
Dotychczas wszystko można było potraktować jak zwykła panika Skye, ale kolejne pytanie Sydney było swego rodzaju potwierdzeniem jej podejrzeń.
- Pracuje- poprawiła ją i chociaż się starała, to jej uśmiech przestawał być tak życzliwy.- Wciąż razem pracujemy w jednej firmie- doprecyzowała, bo przecież użycie czasu przeszłego było błędne. - Dominic jest niesamowitym mentorem, dzięki któremu miałam możliwość rozwoju. Nie mogłabym sobie wyobrazić lepszej współpracy- odpowiedziała na jej pytanie licząc, że taka odpowiedź ją… wkurzy? Może trochę tak.
- Jak widzisz, on również musi być zadowolony z tej współpracy, skoro wyraża się o mnie w samych superlatywach i to mnie wyznaczył na swojego zastępcę - przytoczyła jej własne słowa z już z szerszym uśmiechem na ustach.


Dominic Reyes
Łoś Superktoś
smerffi
Dogadamy się
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Sydney nie interesowało szczególnie, jak zostanie odebrana. Ludzie zawsze gadali i będą gadać o niej czy o jej rodzinie. Była sobą i nie zamierzała udawać milszej i bardziej uprzejmej, niż wymagała tego sytuacja. Dlatego cokolwiek się nie działo, zawsze trzymała głowę wysoko, a jej pewność siebie biła od niej na kilometr.
Na zapewnienie Skye blondynka uśmiechnęła się szerzej. - Świetnie. - Co prawda, mina dziewczyny nie wzbudzała takiego zaufania, jakie dawał jej Dominic, ale postanowiła nie nastawiać się wobec niej wrogo i po prostu przytaknąć, mając świadomość, że ich współpraca mogła potrwać. A czy rzeczywiście jej wierzyła, to już pozostawało inną kwestią.
Nie lubiła, kiedy ktoś ją poprawiał, dlatego ściągnęła nieco brwi. Zaraz jednak postanowiła sprowadzić dziewczynę na dobrą drogę. - Ach, no tak. Acz niedługo może to ulec zmianie - delikatnie się uśmiechnęła, mając nadzieję, że Dominic w końcu przyjmie jej ofertę. Ile mógł jeszcze przeciągać tę sprawę, skoro najwyraźniej tamta kobieta nadal miała go w nosie? Jeśli do tej pory go nie dostrzegała, to musiała być idiotką. Z drugiej strony, teraz miał na głowie znacznie poważniejsze sprawy. Następnych słów słuchała z uwagą. - To akurat nie ulega żadnej wątpliwości. Z jego ambicjami i rzetelnym podejściem do pracy może zajść bardzo wysoko - przyznała, kiwając powoli głową, nie ukrywając przy tym pewności, że ona mogła mu w tym pomóc. Szkoda tylko, że jakaś panna go od tego skutecznie odwodziła.
Następne jej zdanie uświadomiło Sydney, jak ważna w relacji z mężczyzną czuła się Skye. Mimowolnie zaczynała wyczuwać zagrożenie, a to już jej przestawało odpowiadać. - Wiesz więc, jak ważne jest, byś go w tak znaczącej chwili nie rozczarowała - przekrzywiła wymownie głowę i uśmiechnęła się do niej znacząco. Czy to groźba? Nie, to było przyjazne ostrzeżenie. Powierzył ciemnowłosej poważne zadanie, a Sydney, gdyby tylko chciała, mogła je znacznie utrudnić. - Ale to prawda. Współpraca z nim to czysta przyjemność - podkreśliła, wpadając na pewien pomysł. - Jest przy tym niesamowicie zabawny i czarujący. Pewnie nie może opędzić się od kobiet - zauważyła, zaintrygowana jej reakcją. Skoro Skye tak ściśle z nim współpracowała, musiała na ten temat wiedzieć więcej. Może znała kobietę, do której Dominic tak wzdychał?

Skye Murray
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała obiekcje przed spotkaniem z Sydney, ale obiecała Dominicowi zająć się projektem, więc nie mogła go zawieźć. W dodatku przeczuwała, że współpraca z Covington na początku swojej zawodowej drogi może być niezłym treningiem. Niestety, ale z każdym jej kolejnym słowem przekonywała się jak bardzo miała w tym rację. Wolała chyba jednak się pomylić.
Dostrzegając to ściągnięcie brwi, poczuła niezdrowy mały triumf. Ale jak widać, blondynka nie dawała za wygraną.
- Oczywiście. Wszystko się może zdarzyć - przytaknęła z uśmiechem brzmiąc nieco tajemniczo, bo czy wciąż rozmawiali tylko o miejscu pracy Dominica? Najwyraźniej nie, bo Murray doskonale wyczytała z je słów ostrzeżenie, które nie było ani trochę uprzejme. Puls jej przyspieszył i mimowolnie zacisnęła usta. Bardzo dobrze wiedziała, żeby nie zawieźć Dominica. Ani teraz ani nigdy. Doskonale zdawała sobie sprawę, że teraz na nią liczył i wszystko robiła dla jego dobra. Jakaś Sydney Covington, która ledwie wkroczyła do ich życia nie musiała jej o tym przypominać.
- Sądziłam, że najważniejsze jest w tym projekcie, bym to Ciebie nie rozczarowała- teraz na jej twarzy malowała się konsternacja, ale nie kryła się z tym, że jest ona z rodzaju tych fałszywych. Ta rozmowa uciekała w rejony, których Skye wolałaby z nią nie poruszać. Aczkolwiek trochę ją zaskoczyła pytaniem o inne kobiety. Czyżby obawiała się o swoją pozycję w życiu Dominica? Cóż, nie należał on raczej do osób stałych w uczuciach. - Jak sama podkreśliłaś - jest ambitny i rzetelny, a co za tym idzie jest w pełni skupiony na obowiązkach służbowych- przypomniała jej, bo to nie był czas ani miejsce o życiu prywatnym Dominica. A przede wszystkim Sydney nie była osobą, z którą zamierzała o tym rozmawiać. - Jeżeli chcesz poznać go prywatnie, wystarczy zaproponować mu spotkanie. Nie powinien Ci odmówić- nie chciała, ale jej brew i tak uniosła się znacząco do góry, a na twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Zaraz jednak tego pożałowała, bo nie chciała dać się jej wplątać w jakąś dziwną rozmowę.
- A my z kolei może przejdziemy do celu naszego spotkania i porozmawiamy o projekcie?- delikatnie ją upomniała prostując się w fotelu. Miała być profesjonalna i taka będzie.


Łoś Superktoś
Dominic Reyes
smerffi
Dogadamy się
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Zaciśnięcie ust przez Skye wskazywało na to, że Sydney trafiła w czuły punkt. Najwyraźniej bardzo zależało ciemnowłosej na opinii Dominica. Dlatego też blondynka musiała przekonać się, z kim właściwie miała do czynienia. To oczywiste, że wokół niego kręciło się wiele kobiet, również podczas jego pracy, ale jeszcze nie miała pewności, czy Skye jedynie do niego wzdychała, czy między nimi było coś na rzeczy.
Tak, ale nasze zadowolenie jest od siebie współzależne, gdyż teraz to od Ciebie zależy, czy wciąż będzie miał szansę na dalszy rozwój - przesunęła niespiesznie opuszkami palców po podłokietniku. Nie przejęła się jej udawanym zaskoczeniem. Rzadko co potrafiło wytrącić ją z równowagi. A fakt był taki, że nawet, jeśli Dominic nigdy nie odwzajemni jej zainteresowania, tak poznała go na tyle, żeby jego przyszłość nie pozostawała jej obojętna. Jeżeli Skye coś zepsuje, trudno będzie jej go wybronić. Przyda jej się więc dodatkowa motywacja. - To też zdążyłam już zauważyć - przyznała z nieznacznym westchnieniem, bo zdążył jej to już okazać. Mimo że bardzo się starała, by nagiął dla niej swoje zasady. Zauważyła przy tym niewielkie zjeżenie się Skye, a następnie poczucie wyższości, które zaczynały utwierdzać ją w przekonaniu, że miała z mężczyzną głębsze relacje, niż początkowo przypuszczała. Za bardzo się nim przejmowała. - Skąd przypuszczenie, że do tego nie doszło? Myślałam, że jako jego bliska współpracownica trzymasz rękę na pulsie. - Tym razem to ona podniosła brew do góry. Czyżby nie wiedziała o ich wyjeździe? Ani o poprzedniej kolacji? W każdym razie chciała w ten sposób utrzeć jej nieco nosa i przy tym nie zamierzała się tłumaczyć.
Na kolejne upomnienie Skye, zmrużyła nieco oczy, po czym poprawiła się na fotelu.
- Mam nadzieję, że nie uraziłam Cię swoją bezpośredniością. Dominic zrobił na mnie ogromne wrażenie, ale jestem również niezmiernie ciekawa opinii o nim osób z jego otoczenia. To, co człowiek przedstawia innym, czasem jest tylko ułamkiem tego, kim naprawdę jest - stwierdziła, choć nie mówiła wyłącznie o Dominicu. Zastanawiało ją, kim, do cholery, była Skye?

Skye Murray
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodobały się jej słowa Sydney. To nie była nic nieznacząca uwaga czy nawet ostrzeżenie. Dla Skye to brzmiało jak groźba, co tylko jeszcze mocniej rozsierdziło ją w środku. Oczywiście, że zależało jej na opinii Dominica na swój temat. Jednak fundamentem tego była ich przyjaźń, w której im obojgu zależało na dobru drugiej osoby. Murray nie wątpiła w to, że Dominic chce dla niej jak najlepiej. Z jej strony też tak było, więc wspierali się oboje zarówno prywatnie jak i zawodowo. Nikt nie musiał jej przypominać o tym, żeby ciężko pracowała, aby jego rekomendacje nie pozostały bez pokrycia. A tym bardziej, że jej porażka może mieć i dla niego poważne konsekwencje. Nie zapowiadało się na to, aby współpraca między kobietami odbyła się bez żadnych problemów.
Tym bardziej, że z każdą kolejną minutą ich rozmowa coraz bardziej dotykała tematu Dominica. On w sumie był ich jedynym tematem i Skye nie była już pewna o co chodzi Sydney. Czy chce sprawdzić Skye jako ewentualne zagrożenie? A może chce oznaczyć teren? Cokolwiek kierowało blondynką, Murray nie czuła się jak na spotkaniu biznesowym, a bardziej jak na przesłuchaniu.
- Nie twierdzę, że do tego nie doszło. Prawdę mówiąc, nie interesuje mnie z kim i kiedy umawia się prywatnie. Jako jego bliska współpracownica jestem na bieżąco w kwestii projektów, którymi się obecnie zajmuje- oczywiście, że jego życie prywatne ją bardzo interesowało. Szczególnie od jakiegoś czasu, ale już wcześniej byli ze sobą blisko. Jego mama i Skye były chyba jedynymi kobietami, którym pozwalał wprowadzać drobne zmiany w swoim mieszkaniu. Przynajmniej do tej pory.
Z pełną uwagą, ale już bez sztucznego uśmiechu słuchała Covington. - Wyraziłam już o nim swoją opinię przed chwilą- jest ambitny i rzetelny- przypomniała jej, a następnie odchyliła się na fotelu zakładając ręce na piersi. Miała już dosyć tej gierki, pomału traciła cierpliwość. - Wybacz moją bezpośredniość, ale czego ode mnie oczekujesz jeżeli chodzi o Dominica?- spytała prosto z mostu cytując jej własną wypowiedź.


Dominic Reyes
Łoś Superktoś
smerffi
Dogadamy się
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Z uwagą słuchała wypowiedzi Skye, wciąż nie rozumiejąc, czemu się tak upierała przy używaniu określenia dla siebie jako wyłącznie współpracownicy. Jakoś ją nie przekonywała.
Profesjonalizm w pełnej krasie - skwitowała tylko, a w tonie jej głosu zabrzmiała fałszywa nuta uznania. Owszem, przyszła tu w celach biznesowych, ale coś jej w tej dziewczynie nie pasowało. W dodatku zbyt często podkreślała swoją fachowość w stosunku do Dominica, jakby chciała upewnić w tym nie tylko Sydney, ale również i siebie. I oczywiście, siebie mogła oszukiwać, ale blondynka nie dawała się na to nabrać.
Naprawdę? Tylko tyle w nim dostrzegasz? - ściągnęła brwi w udawanym zaskoczeniu. Żadna kobieta nie mogła pozostać obojętna na czar Dominica. No, chyba, że sama była szczęśliwie… niedostępna. Nagle w głowie Sydney zapaliła się lampeczka i zerknęła na dłoń Skye, która krzyżując ręce na piersi, sama podała jej odpowiedź - pierścionek na serdecznym palcu mówił sam za siebie. Wtedy przypomniała sobie słowa Dominica: Jest moją przyjaciółką. Właśnie się zaręczyła i wszystkie kropki połączyły się w całość.
Gdy więc dziewczyna zadała pytanie nieco zniecierpliwiona, Sydney uśmiechnęła się. - Oczekuję profesjonalnego podejścia, które względem niego ciągle podkreślasz. - Tylko tyle, albo AŻ tyle. Bo czy przyjaciółka była w stanie zachować się tak profesjonalnie, jak ją o to zapewniała? Szczerze w to wątpiła.


Skye Murray
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Według Skye z Dominicem łączyło ją coś więcej niż współpraca, a tym była przyjaźń. Niezależnie od pytań, które kłębiły się w jej głowie od tygodni odnośnie mężczyzny, to nie miała wątpliwości, że obojgu im na sobie zależy w kontekście przyjaciół. Jednak tego nie musiała wiedzieć Sydney. Jeżeli była taka ciekawa co ich łączy, niech sama się zapyta mężczyzny. Murray zaczynała pomału wątpić, żeby Reyesa i Covington łączyło coś więcej poza łóżkiem. To akurat nie było dla niej zaskoczeniem, bo blondyn raczej nie zbudował w jej oczach obrazu faceta bywającego w związkach, a już na pewno nie stałych.
- Dostrzegam w nim znacznie więcej. Czy to jest dla Ciebie jakiś problem?- dało się wyczuć w jej głowie nutę złośliwości, bo to ciągnięcie za język zaczęło jej coraz bardziej doskwierać. To nie była rozmowa biznesowa. To było przesłuchanie z rzucanymi groźbami.
Nie zauważyła jej ukradkowego spojrzenia na pierścionek. Chociaż gdyby nawet tak było, czy sama połączyłaby kropki? Oczywiście, że nie. Za to potraktowała jej wypowiedź dosyć ostro. Teraz już nie miała wątpliwości- Sydney znaczyła teren.
- Zarówno mi jak i Dominicowi zależy na tym projekcie, więc nie sądzę, żeby się pogniewał, jeżeli odpowiem również za niego, że oboje zachowamy pełen profesjonalizm podczas pracy przy nim. Sądzę, że będziesz zadowolona z efektów naszej współpracy- uśmiechnęła się nie mogąc się pozbyć tej sztuczności, ale specjalnie podkreśliła ich profesjonalizm przy tym projekcie. Poza? Nie był to interes blondynki.
- Czy teraz jesteś spokojniejsza jeżeli chodzi o projekt? Czy może masz w torebce jeszcze cyrograf dla mnie do podpisania?- rzuciła z szerszym uśmiechem zdając sobie sprawę, że to mogła być właśnie granica, której nie powinna przekraczać, ale pomimo swojej cierpliwości i empatii do ludzi, to Sydney pozbyła ją ich w stosunku do samej siebie.
- Mam nadzieję, że nie uraziłam Cię tym żartem - wykorzystała jej poprzednią wypowiedź pochylając się do przodu i próbując brzmieć jak zatroskana przyjaciółka. W rzeczywistości czuła jednak, że są dla siebie rywalkami.



Dominic Reyes
Łoś Superktoś
smerffi
Dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Forward Interiors”