That's all gone, gone with the wind.
Pachniała morzem, tytoniem i wolnością. Kiedy brał ją za rękę na La Rambla, czuł się tak, jakby trzymał samo słońce – tak gorąca była jej skóra i tak jasny był jej uśmiech. Wtedy jeszcze oboje wierzyli, że ta miłość nigdy się nie skończy.
Jako nastolatka, była niczym esencja barcelońskiego lata - głośna, roześmiana, a jej usta miały smak dojrzałych brzoskwiń kupionych na La Boqueria. Zarażała swoją radością każdego, kto znalazł się w promieniu kilku metrów. Wierzyła, że świat należy do niej i nie znając jeszcze pojęcia
konsekwensji przemierzała ulice Barcelony z burzą ciemnych, lśniących i niesfornych włosów, w lnianych sukienkach targanych przez wiatr i rzemykowych sandałach, które regularnie gubiła na plaży. Była wolna i pełna wdzięku – nic dziwnego, że pośród tłumów turystów wpadła
mu w oko. W zasadzie wpadła mu dosłownie w ramiona, kiedy kłóciła się ze sprzedawcą o cenę starego ceramicznego wazonu i gdy już odwróciła się, by odejść ze swoją zdobyczą tuż za nią stał
on. punkt zwrotny jej życia, dosłownie. Resztę dnia spędzili razem, nocą się nie rozstali - ich relacja nie miała nic wspólnego ze stopniowym zauroczeniem, była niczym uderzenie pioruna. Kilka miesięcy później zaproponował jej wyjazd do Kanady, zgodziła się bez zastanowienia. Wyjazd brzmiał ekscytująco i nie zwiastował tego, że opuszczając Barcelonę zostawi za sobą tamtą beztroską Marię. Będąc już w Kanadzie dowiedziała się o ciąży, miała zaledwie osiemnaście lat, gdy cały jej świat uległ diametralnej zmianie. Jedynymi stałymi był on, ich uczucie i waza, zakupiona w dniu, w którym się poznali.
It's a long way down to the place where we started from.
Najgorszy rodzaj samotności to ten, którego doświadczasz w pełnym domu, siedząc naprzeciwko człowieka, który kiedyś znał rytm twojego oddechu, a dziś nie zauważa nawet twoich łez.
Początkowo żyli jak w bańce: pełni nadziei, ekscytacji i zapału do budowania swojej rodziny i przyszłości w Toronto. Zachwyt nad pierwszym dzieckiem, wspólne urządzanie pierwszego mieszkania, jego powroty z bukietami kwiatów i powolne tańce we trójkę w rytm hiszpańskich piosenek - była to wymarzona codzienność. Młoda i piękna mama oraz dumny ojciec. Do teraz nie potrafiła wskazać dokładnego momentu w czasie, w którym ich sielanka zaczęła powoli pękać, ale prawdopodobnie był to okres, w którym zaszła ponownie w ciąże. Nieprzespane noce były trudniejsze niż za pierwszym razem, do związku wkradła się rutyna, namiętność ustąpiła uprzejmości. On pracował więcej budując ich status, jednocześnie zwiększając między nimi dystans. Był to powolny proces, który pragnęła zatrzymać, ale nie potrafiła. On wracał później - bo praca, bo spotkania, aż z czasem już się nie tłumaczył. Kolejne dziecko miało ich przybliżyć, ale efekt był zupełnie odwrotny. Przestali patrzeć sobie w oczy – zaczęli patrzeć na dzieci, na rachunki, na ekran telewizora. Jej wrodzony wdzięk i lekkość ustąpiły surowości i funkcjonalności. Włosy spinała w ciasny kok i każdego dnia realizowała nową listę rzeczy do załatwienia, przemieszczając się po mieście jakby wiecznie była spóźniona. Bolało, w rezultacie przepłakała wiele nocy, ale z czasem ból zamienił się w odrętwienie, a ona skupiła się na byciu
najlepszą wersją mamy, odkładając tamtą namiętną barcelońską kobietę do szafy, tuż obok lnianych sukienek z młodości.
You're calling my name but I gotta make a move.
Powoli budzi się ze snu i przestaje być echem cudzych potrzeb. Nie prosi już o uwagę, w ciszy pomału odzyskuje swój blask.
Dzieci dorastały, najmłodszy syn skończył dziesięć lat i już nie potrzebował jej na każdym kroku. Początkowo przestrzeń jaką odzyskała nieco ją przerażała, ale z czasem zaczęła skupiać się na sobie. Odzyskanie dziewczyny z La Rambla było niemożliwe, ale zatęskniła za…
sobą tak prawdę mówiąc. Dotarło do niej co straciła, bolało ją to, ale już nie rozpaczała tylko działała. Pomału, po cichu. Kupiła niepraktyczne sukienki, na jej ustach znów pojawiła się czerwona pomadka, zapisała się na zajęcia taneczne, spędzała więcej czasu w swojej pracowni i mogła się poświęcić swojej pracy, która długi czas była spychana na margines, bo przecież zawsze miała ważniejsze rzeczy do ogarnięcia. Przestała czekać na powrót męża z nadzieją, coraz częściej zaczęli mijać się w drzwiach - kiedy on wracał z pracy, ona wychodziła do ludzi. Zwiedziała niszowe galerie, ukrywała się w kawiarniach z książką w dłoni. Chciała znów żyć, znów tańczyć i znów kochać. Nie była pewna gdzie ją to zaprowadzi, ale wiedziała, że nie chce stać w miejscu, w którym się zatrzymała na zbyt długi czas.
Ciekawostki
♢ Kiedy jest naprawdę wściekła lub gdy coś w pracowni jej nie wychodzi, zaczyna kląć pod nosem po katalońsku. Wtedy wszyscy wiedzą, że trzeba zejść jej z drogi.
♢ Pracownia to jej centrum dowodzenia, w którym wszystko ma swoje miejsce i do którego tylko ona ma wstęp. Czasem, gdy zostaje w pracowni do późna, gasi główne światło, zostawia tylko jedną lampę i tańczy sama ze swoim cieniem w rytm flamenco fusion.
♢ Ma mały, niemal niewidoczny tatuaż za uchem – współrzędne miejsca na La Rambla, gdzie poznała męża. To jej prywatny dowód na to, że kiedyś była szaleńczo szczęśliwa.
♢Jej serce najmocniej bije do hiszpańskich dźwięków, ale poza tym nie ma określonego gustu muzycznego. W jej pracowni winyle Sinatry leżą obok zniszczonych kaset z rockiem lat 90. Dobiera sobie muzykę do nastroju.