
Umiera Julia. Gdy opada na bezwiedne już ciało Romeo, rozlegają się brawa, a kurtyna z powrotem się zasuwa. Nikt się nie spodziewał, że ta dziewczynka, która świetnie liczy w pamięci, a ostatnio zajęła drugie miejsce w konkursie fizycznym, może też tak grać. Przekonuje nawet nieprzekonanych, czyli swoich rodziców. Szkolny teatr, pod przykrywką dodatkowych zajęć z matematyki, jest jej słodką tajemnicą przez wiele miesięcy. Wie o nim tylko jej brat, ale on wie wszystko. O trzy lata starszy, choć wielu bierze ich za bliźniaki. Tacy podobni, tacy nierozłączni, choć kompletnie różni. On bardziej wrażliwy, spokojny, taki dobry chłopak. Ona trochę w swoim świecie. Skupiona na celu, bardziej zdystansowana. Mówią, że czasem zadziera nosa.
Akt drugi. All I ever wanted was to know what to do.
Umiera tata. Umiera przez wiele miesięcy, traci siły, traci siebie, a w domu dzień i noc brzęczy aparatura medyczna, bez której w pewnym momencie nie jest już w stanie funkcjonować. Aż w końcu milknie i robi się bardzo cicho, jak kiedyś. Zostają we troje, ale radzą sobie. Jej brat wyjeżdża na studia, mama cały czas pracuje, dostaje awans, a Liyana jeszcze się uczy, ale ma już plany. Chce studiować robotykę, wie, że jest w tym dobra, w końcu niedawno projekt jej zespołu zdobył wyróżnienie w międzynarodowym konkursie. Wciąż kocha teatr, ale wie, że z tym nie może związać przyszłości, to zawsze pozostanie jej pasją. Po raz ostatni staje na deskach szkolnego teatru jako Lady Makbet.
Akt trzeci. Whatever I am, you did it.
Umiera ona. Ta dziewczyna, która jednego dnia jest po prostu bezimienną postacią, jak miliardy innych, a kolejnego zyskuje imię. I pełne usta, którymi już nigdy nie wypowie żadnego słowa. I włosy, których Lina mogłaby jej pozazdrościć. Ale nie zazdrości tego, że być może ostatnim, co widzi przed śmiercią jest twarz jej brata, tak podobna do jej własnej. W pamięci Liyany miesiące po tamtej druzgoczącej wiadomości są zasnute mgłą. Pamięta rozpacz mamy, szarą twarz brata, którego w areszcie odwiedziła tylko raz i złe spojrzenia sąsiadów, którzy nagle przestają im mówić dzień dobry. Po skazaniu wyprowadzają się z domu i przenoszą do mieszkania po dziadkach. Ale to wciąż Corner Brook, nieduże miasto, gdzie trudno być anonimowym, a łatka rodziny mordercy przykleja się do nich na dobre.
Akt czwarty. It’s been a long time since I’ve been me.
Wraz ze skazaniem jej brata, umiera życie, które prowadziła. Przyjaciele przestają się odzywać, teatr przestaje być bezpieczną przystanią, mama traci pracę, a depresja, na którą zaczyna chorować sprawia, że trudno jest jej utrzymać każdą następną. Lina nigdy nie idzie na wymarzone studia, zostaje w domu, by zadbać o mamę i siebie. Łapie się wszystkiego, co może, by łatać domowy budżet, by wystarczyło na leki, jedzenie i opłaty. Zapomina o wszystkim, co kiedyś było dla niej ważne.
I kiedy w końcu stan mamy się stabilizuje, kiedy tych gorszych dni zaczyna być choć trochę mniej, decyduje się na wyjazd. Corner Brook już dawno przestało być domem, Toronto być może nigdy nim nie zostanie, ale ma tę zaletę, że łatwo w nim pozostać anonimowym. A Lina niczego więcej nie pragnie.
Akt piąty.
To be continued...
– Od 10 lat odwiedza brata raz na rok, zawsze w jego urodziny.
– Sinclair to nazwisko panieńskie jej mamy. Liyana większą część życia nosiła to po ojcu, dopiero w wieku dziewiętnastu lat postanowiła je zmienić. Jej matka została przy nazwisku po mężu.
– Jest raczej typem nocnego marka. W wielu swoich pracach miała nocne zmiany, więc teraz po tylu latach, nawet jeśli ma możliwość położenia się o normalnej porze, zazwyczaj tego nie robi. Może być to też związane z jej problemami ze snem.
– Dzięki temu, że kiedyś pracowała w biurze sporego warsztatu samochodowego, nauczyła się kilku prostszych napraw. To zazwyczaj pozwala jej trochę zaoszczędzić, jeśli ma jakieś problemy ze swoim autem.
– Często może się wydawać ubrana nieadekwatnie do pogody, to dlatego, że ma dość dużą tolerancję na zimno. Wynika to najprawdopodobniej z tego, że Corner Brook słynie z raczej chłodnego klimatu.
