-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wiemy, o której przybył na miejsce. Piąta siedemnaście - odpowiedziała, bo akurat tyle zapamiętała z czytanych dokumentów. - Bernard to odnotował. Zatem czy dzięki temu możesz dasz mi konkretną odpowiedź?
Późne godziny wieczorne były pojęciem względnym i na pewno każdy mógłby podać inny zakres czasowy, gdyby zapytać różne osoby o to o jakie godziny mogło chodzić Haddadowi. Swanson z kolei nie chciała bawić się w zgadywanki. Chciała konkretów, na których mogła się oprzeć.
Odpowiedzi, które otrzymywała od Zaylee nie napawały jej optymizmem, ale była w stanie zrozumieć, że niestety na tym etapie nie były w stanie ustalić niczego więcej, bo dopiero zaczynały rozgrzebywać tę sprawę.
- Biorąc pod uwagę jak długo zajęło mu dotarcie do niektórych świadków lub znalezienie i zlecenie badań narzędzia zbrodni to... Powiedziałabym, że nie był zbyt ogarnięty, ale nie było to typowe załatwianie spraw na odpierdol. Bardziej jakby się motał i nie wiedział co robić? - odpowiedziała, samej nie wiedząc jak dokładnie powinna określić postępowanie tamtego detektywa.
Westchnęła ciężko, opierając się wygodniej o szafkę i wzruszyła ramionami. Nie miała najmniejszego pojęcia jak miała odpowiedzieć na to pytanie. Sama również się zastanawiała, ale wnioski, do których dochodziła nie były zadowalające.
- Nie... Sloan robi przegląd spraw archiwalnych, aby się upewnić czy niczego nie przeoczono i czy nie da się znaleźć czegoś nowego dzięki nowoczesnym technologiom - odparła w końcu, ale zaraz miała nadejść ta mniej przyjemna część. - Na moje jednak po prostu szuka dla mnie zajęcia, żeby mnie usadzić w miejscu.
Tak to wyglądało. Nie było powodów do tego, aby nagle zacząć rozkopywać te sprawy ani żeby to właśnie ona się tym zajmowała, ale najwyraźniej Sloan widział to jako pracę niskiego ryzyka czyli coś idealnego dla niej, aby nie pchać ją w zbyt wymagające sprawy.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— W takim razie nie będą to będą późne godziny wieczorne — odparła, robiąc w głowie krótką kalkulacje. — Nie w przypadku Levy. Raczej noc. Bliżej pierwszej. Najwyraźniej Haddad sprowadził oba zgony do jednej godziny. Czas śmierci zawsze jest umowny, ale dwie godziny odstępu mogą wprowadzać w błąd — wyjaśniła, podnosząc się z miejsca.
Zaczęła przechadzać się po prosektorium, po którym odbił się stukot obcasów. Dlaczego Haddad tak to uprościł? Bo tak było wygodniej? Bo chciał po prostu odbębnić swoje i jak najszybciej wrócić do domu? A może miał w tym jakiś inny cel? Próbował zatrzeć ślady? Manipulował dowodami? Wpierw Zaylee musiałaby przejrzeć jego inne autopsje, żeby zrozumieć, co poszło nie tak i czy to jednorazowa sytuacja czy taka, która powtarzała się regularnie. Ale to nie była jej sprawa.
— Czyli był chujowym detektywem — podsumowała krótko podejście Bernarda do śledztwa. — Może rodziny ofiar miałyby więcej szczęścia i doczekałyby się sprawiedliwości, gdyby zajmował się tym ktoś inny. Przyglądałaś się jego innym śledztwom? Warto zweryfikować, jak radził sobie w przypadku innych zbrodni — zasugerowała to, co wcześniej myślała o doktorze Haddadzie. W ten sposób przynajmniej uda się wykluczyć zaniedbanie. Albo je potwierdzić. Bo jeśli inspektor Berdnard motał się za każdym razem, to chyba coś było tutaj nie tak.
Spojrzała na narzeczoną i cmoknęła. Sloan naprawdę próbował zatrzymać ją na tyłku. Z jednej strony prawidłowo, Miller doceniała, że nie pozwalał Swanson rzucić się na głęboką wodę zaraz po powrocie do pracy. Z drugiej odnosiła dziwne wrażenie, że te archiwalne, niewyjaśnione sprawy, dawno zamknięte z powodu braku wystarczających dowodów, mogą jeszcze bardziej frustrować Evinę niż coś świeższego.
— Mierz siły na zamiary, okej? — poprosiła, chociaż wiedziała, że narzeczona i tak zrobi po swojemu. — Zbyt duże angażowanie się w sprawę sprzed trzydziestu lat to trochę strata czasu — stwierdziła i naprawdę tak uważała. Pomimo że współczesna technologia dawała nowe możliwości, bez dowodów, które choćby potwierdziłby, że warto bliżej się temu przyjrzeć, raczej od startu było się na pozycji straconej. Zaylee podchodziła do tego po prostu realistycznie.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- W takim razie Levy koło pierwszej w nocy, a Romano koło dwudziestej trzeciej - podsumowała ustalenia Miller odnośnie tego, kiedy doszło do zabójstwa.
Zdawała sobie sprawę jak wielką różnicę sprawiały dwie godziny. Zależało jej na ustaleniu faktów, aby móc lepiej przyjrzeć się temu wszystkiemu, co miała. Była niezwykle wdzięczna narzeczonej za to, że zerknęła na te dokumenty i doszła do wniosków, z którymi pewnie sama miałaby nieco większy problem. O ile mogła dostrzec brak pewnych informacji to jednak nie potrafiłaby sama dokonać pewnych ustaleń.
- Zapewne gdyby nie doszło do szeregu zaniedbań to wszystko mogłoby się skończyć inaczej... Chyba, że inny śledczy natrafiłby na inne utrudnienia - podsumowała, mając na uwadze to, że możliwości techniczne kiedyś były zupełnie inne niż obecnie. - Jeszcze nie, ale mam w planie ustalić czy była to swoista norma poprzez porównanie innych jego spraw z tego okresu czy może zadziało się coś innego... To samo z Haddadem.
Jeśli ich postępowanie w przypadku Romano i Levy różniło się od tego, które reprezentowali przy innych sprawach to musiał istnieć ku temu jakiś konkretny powód. Istniała też opcja, że Brenard miał gorszy okres w pracy czy chuj wie co[/b] - stwierdziła krótko i nagle nabrała wielkiej ochoty, aby zapalić, ale niestety nie widziała na wierzchu żadnej paczki fajek, a swoją zostawiła w gabinecie.
- Po prostu robię swoje. Nie mam raczej innych poważnych zajęć - przypomniała jej, bo na razie poza tą cholerną sprawą sprzed lat nie miała zupełnie nic.
Musiała zagłębić się w pracy, bo inaczej oszaleje. Jeśli miała to robić z czymś tak archiwalnym i beznadziejnym przypadkiem to niech i tak będzie. Ona zawsze się angażowała w pełni bez względu na to, co robiła. Zaylee zdawała sobie z tego sprawę. Być może dlatego ją tak ostrzegała.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Skinęła głową. Teraz faktycznie miały przybliżony czas zgonu obu kobiet z różnicą dwóch godzin. A te dwie godziny robiły ogromną różnicę, bo w międzyczasie mogło wydarzyć się dosłownie wszystko.
— Może niedbałość Haddada uruchomiła efekt domina, a jego dziwne decyzje to reakcja łańcuchowa na dalsze zdarzenia. Niemniej warto przyjrzeć się ich metodom — skinęła głową. Podeszła do metalowej szafki i sięgnęła po papierowy kubek z kawą, która dawno wystygła. Właściwie była już lodowata przez niską temperaturę w prosektorium. Fuj. Nie było nic gorszego od zimnej kawy. Mimo to dopiła ją i wrzuciła do kosza na śmieci. Oczywiście ni trafiła, przez co resztka napoju zabrudziła kafelki. Zaylee zaklęła pod nosem, schylając się po kubek.
A potem zerknęła na narzeczoną i zupełnie, jakby czytała jej w myślach, wyciągnęła z kieszeni fartucha paczkę papierosów. Wyciągnęła z niej jedną fajkę, a opakowanie rzuciła w kierunku Swanson.
— Jasne — wzruszyła lekko ramionami. — Ale zbyt duże angażowanie się w sprawy sprzed trzech dekad to szaleństwo. Nie bez powodu trafiły do archiwum. Jest w nich zbyt wiele niewiadomych. Mnóstwo nieścisłości. Właściwie nic nie trzyma się kupy. Zwłaszcza, kiedy mówisz, że główny podejrzany miał niepodważalne alibi, a świadkowie wąchają kwiatki od spodu. Po prostu nie chcę, żebyś zapętliła się w to bez wyjścia, bo koniecznie musisz się czymś zająć — Zaylee odpaliła papierosa i robiąc kilka kroków w przód, wyciągnęła rękę z zapalniczką, podając ją Evinie.
Już wiele razy była świadkiem, jeszcze długo przed tym, kiedy zaczęły być razem, jak detektywka fiksowała się na prowadzonych sprawach. Te przedawnione nie były tego warte. Sama chyba traktowałaby to raczej jako zajęcie na zabicie czasu.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie sądzę. To są jego własne błędy i kwestionowalne decyzje, do których nie mogło się przyczynić coś takiego - oceniła sucho, bo według niej nie mogły ot tak obarczyć winą koronera za efekt jakiegoś cholernego domina.
Sprawa nie była poprowadzona jak trzeba. Odpowiedzialność za to ponosiła więcej niż jedna osoba, a popełniane błędy nie wynikały jeden z drugiego, a były efektem niezależnych decyzji podejmowanych na wielu etapach prowadzonego śledztwa. To przez to teraz musiała się pogodzić z myślą, że miała taki burdel w papierach.
Obserwowała to jak narzeczona dopiła swoją kawę i stara się trafić do kosza opróżnionym kubkiem, co jednak jej się nie udało. Nie było to dla Swanson żadnym zaskoczeniem. Koronerka nie mogła się pochwalić zbyt dobrym celem, gdy chodziło o rzucanie rzeczami. Najwyraźniej ten talent przypadł wyłącznie Lucasowi, który swego czasu grał w koszykówkę.
Przynajmniej wyszedł jej rzut paczką fajek, którą Evina złapała bez problemu i sama wyłuskała z niej jednego papierosa, aby umieścić go w końcu pomiędzy złaknionymi kontaktu z tytoniem wargami. Narzeczona naprawdę znała ją jak nikt inny. Chociaż to właśnie Zaylee zmagała się z większym uzależnieniem od nikotyny i to z jej powodu policjantka zaczęła palić o wiele więcej niż kiedyś.
- Odpuszczę jak faktycznie zobaczę, że nic tutaj nie ma żadnego sensu - obiecała, wyciągając dłoń po zapalniczkę, żeby odpalić własnego papierosa, którym zaciągnęła się gdy tylko jasny płomień liznął jego koniec.
Wypuściła dym papierosowy szybkim dmuchnięciem po czym spojrzała prosto w oczy koronerki. Przez chwilę jakby kontemplowała sposób w jaki światło przytwierdzonych na suficie jarzeniówek odbijało się w ciemnych tęczówkach nim w końcu się odezwała.
- Na razie nie mam nic lepszego. Może jest to całkowicie spieprzona sprawa albo i nie... Zobaczymy, co z tego wyjdzie - powiedziała, wzruszając ramionami.
Nie obiecywała sobie zbyt wiele. Zadowalała się ochłapem, który został jej rzucony i podchodziła do tego poważnie. Nawet po tylu latach zasługiwały na to, aby ktoś w końcu zajął się odpowiednio ich zabójstwem.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Już dawno przywykła do tego, że Evina z uporem obarczała ją winą za coraz częstsze sięganie po papierosa. Nie zgadzała się z tym oskarżeniem. Wiedziała, że jej własne palenie nie miało nic wspólnego z nałogiem detektywki. Nikt jej do tego nie zmuszał, a decyzja zawsze należała wyłącznie do Swanson. Jednak skoro Evina wolała szukać kozła ofiarnego, droga wolna. Nie zaprzątała sobie tym głowy. Przynajmniej Zaylee nie sięgała coraz częściej po alkohol, bo to akurat było domeną narzeczonej. A może powinna? Wtedy mogłaby zwalić wszystko na nią.
Zaciągnęła się papierosem, długo przytrzymując dym w płucach, aż w końcu wypuściła go powoli, obserwując, jak wznosi się w spiralnych smugach. Rozejrzała się po prosektorium. Popielniczka? Gdzieś powinna tutaj być... Pewnie zostawiła ją w gabinecie. Zerknęła w kierunku uchylonych drzwi i ruszyła w tamtą stronę. Po chwili wróciła, trzymając w dłoniach szklane naczynie, w którym spoczywały kilka niedopałków.
— Pomogłabym, ale jestem zajebana robotą — powiedziała, kiedy położyła popielniczkę na metalowym stoliku. Tym samym, gdzie stał wcześniej papierowy kubek z kawą.
Nie była wcale aż tak zapracowana. Owszem, zawsze znalazł się jakiś denat do pokrojenia, ale chyba po prostu nie chciała wplątywać się w patowe śledztwo sprzed lat. A może po prostu nie chciała współpracować ze Swanson. Z czasem obie musiały w końcu nauczyć się oddzielać życie prywatne od zawodowego. Spędzanie ze sobą tak dużej ilości czasu było po prostu niezdrowe, więc dla własnego spokoju i efektywności musiały znaleźć równowagę i zachować odrobinę autonomii w codziennym życiu. To dawało możliwość refleksji i przetworzenia trudnych spraw z pracy bez natychmiastowego przenoszenia wszystkiego na relacje osobiste.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nałóg towarzyszył jej zawsze, ale nie w takim natężeniu. Paliła raczej w momentach zwiększonego stresu, gdy siedziała kolejną godzinę nad sprawą, która nie dała jej spokoju. Szklaneczka dobrego alkoholu i papieros zawsze przynosiły przynajmniej częściowo ulgę oraz pomagały się skupić. Z Zaylee jednak pojawiły się kolejne papierosy: te wypalane po seksie, te wypalane podczas zwykłych rozmów na tarasie i takie, które w zasadzie nie miały swojego powodu. Mogła rzecz jasna odmówić, ale to był ich zwyczaj. Ich rutyna. Zwłaszcza, gdy paliły jednego na pół, bo Swanson kiedyś przywykła do tego, że zagrabiała jej rzeczy z dłoni jako swoje.
Obserwowała w ciszy to jak kobieta poszukuje popielniczki. W końcu zniknęła na chwilę za uchylonymi drzwiami i powróciła z małym cmentarzyskiem niedopałków w jednej z dłoni. Evina zaciągnęła się jedynie raz jeszcze nim strzepała popiół tam, gdzie było jego miejsce.
- Wiem. Nie wymagam od ciebie niczego ponad to, co już zrobiłaś. Byłaś niezwykle pomocna - powiedziała, spoglądając na narzeczoną z wdzięcznością.
Nie chciała jej w to wszystko wciągać. Wiedziała, że w przeciwieństwie do niej Miller ma jeszcze bieżącą robotę i nie zamierzała jej dokładać jeszcze swoich archiwalnych spraw. Może zdarzy się jeszcze, że zada jej pytanie lub dwa, aby usłyszeć odpowiedź eksperta w nurtującej ją kwestii, ale nie będzie to coś, co wymagałoby szczególnie sporego nakładu czasu.
- Póki faktycznie nie dadzą mi czegoś potrzebnego to nie będę tutaj wykręcać nadgodzin... - mruknęła jeszcze, spoglądając na gromadzący się na końcówce papierosa popiół. - Jeśli nic ci nie wpadnie to chciałabyś się gdzieś wyrwać po pracy?
W normalnych okolicznościach zapewne Swanson latałaby po całym Toronto w pogoni za kolejnymi tropami i świadkami, z którymi należało porozmawiać, ale na razie nigdzie jej się nie spieszyło. Czekali trzydzieści lat to poczekają i tydzień. Ona miała po prostu na podorędziu akta, które będzie mogła przeglądać, gdy będzie jej się nudziło w domu lub nie będzie mogła znaleźć dla siebie miejsca. Dlatego jak najbardziej mogły gdzieś wyjść po pracy, zjeść coś i po prostu odprężyć się po dniu, który z pewnością dla Eviny wydawał się wykańczający psychicznie przez zbyt dużą ilość interakcji z ludźmi.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na propozycję narzeczonej wzruszyła ramionami. Dalej pamiętała o tamtej odmowie i dalej była urażona, chociaż nie dawała niczego po sobie poznać.
— Nie. Nie mam ochoty — odparła, zaciągając się papierosem i wypuszczając dym powoli, jakby chciała zyskać na czasie. — Posiedzę tutaj do późna. Nie musisz na mnie czekać, wrócę do domu Uberem — wzruszyła obojętnie ramionami, ponownie dociskając papierosa do ust.
Zaylee była pamiętliwa. Czasami aż za bardzo, ale przecież widziały gały, co brały. Chyba właśnie z tego względu powinny przyjeżdżać dwoma samochodami. Co prawda takie sytuacji nie zdarzały się często, ale jak widać, mogły pojawić się w każdej chwili, więc tak na pewno byłoby im wygodniej.
Ona również potrafiła odmawiać. I mogła tak długo. Może samo jej przejdzie, a może nie. Nie zamierzała się o nic prosić, a już na pewno straciła ochotę na wspólne spędzanie czasu. Czy chciała dać Evinie nauczkę? Pewnie trochę tak. Zawiść miała we krwi. To po ojcu. Urażona duma paliła ją od środka, choć na zewnątrz nie pozwalała sobie na żaden grymas. Dlatego teraz, gdy nadarzyła się okazja, Miller nie zawahała się odpowiedzieć tym samym. Tyle, że jej nie było twardsze i bardziej wyrachowane. Miało przywrócić równowagę i postawić ją z powrotem w roli tej, która decyduje i przejmuje kontrole.
Dopaliła swojego papierosa i zgasiła niedopałek w popielniczce.
— Może na dniach Sloan zarzuci cię czymś ciekawszym — dodała jeszcze, po czym podeszła do umywalki, żeby wyszorować ręce, a kiedy już to zrobiła, wytarła je skrupulatnie w ręcznik i naciągnęła na dłonie rękawiczki. — Zostaw papierosy na szafce — dodała, kiedy okrążała stół, żeby pchnąć go w kierunku komory chłodniczej. Obniżyła go do odpowiedniej wysokości i zsunęła ciało siedemnastolatka do na wyciągniętą półkę.
Nie oczekiwała ze strony Swanson żadnych wyjaśnień, a tym bardziej przeprosin. Właściwie nie spodziewała się po narzeczonej niczego
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jak chcesz - odpowiedziała i wiedziała już, że sytuacja była naprawdę poważna.
Przyjechały do pracy jednym autem nie tylko dlatego, że tak było ekologiczniej, korzystały ze swojego towarzystwa czy cokolwiek w tym rodzaju. Znała doskonale Miller. Chodziło też o to, aby nie przeciążała nogi w czasie jazdy. Biorąc pod uwagę, że wciąż zdarzało jej się odczuwać rwący ból to była jak najbardziej przemyślana decyzja.
Z jednej strony wiedziała, że Zaylee była pamiętliwa, a jej duma należała do tych z rodzaju kruchych, ale nie spodziewała się, że ta prosta odmowa aż tak w nią uderzy. W końcu musiało chodzić właśnie o to. Inaczej nigdy nie ucinała tak rozmów, nie używała podobnego tonu i nie sprowadzała wszystkiego do czystego profesjonalizmu, gdy nie było to potrzebne. Swanson jednak planowała się z tym pogodzić.
Nie zamierzała jej przepraszać. W końcu za co miałaby to zrobić? Obie były dorosłe i Evina nie musiała mieć wiecznie ochoty na seks. Mogła jej odmówić i to nie miało nic wspólnego z tym, że nagle koronerka zaczęła słabiej na nią działać lub cokolwiek innego. Była zmęczona i rozdrażniona a chociaż szybki numerek z narzeczoną nieraz pomagał jej się pozbyć tego drugiego uczucia to pierwsze akurat było nieco większą przeszkodą.
Bez słowa rzuciła paczkę papierosów na szafkę i skoro Miller nie raczyła nawet na nią spojrzeć po wydaniu tej krótkiej instrukcji to po prostu odwróciła się w stronę wyjścia, żeby nareszcie opuścić pomieszczenie i wrócić na górę po dokumenty, które chciała przejrzeć w domu.