0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Następne słowa Skye przekonały blondynkę do słuszności własnej teorii. Faktem było, że siedząca przed nią współpracownica Dominica była jednocześnie kobietą, która zawróciła mu w głowie do tego stopnia, że odrzucał względy Sydney. Covington zdała sobie sprawę, że przez całą rozmowę z nim w Montrealu na ten temat miała rację. A teraz znów trafiła w punkt, odkrywając, kim była ta szczęściara i idiotka jednocześnie, która wybrała jakiegoś gościa zamiast Reyesa.
Przygryzła wargę w zamyśleniu, kompletnie nie zwracając na słyszalną w głosie dziewczyny złośliwość. Lubiła rozszyfrowywać takie zagadki i dowodzić swojej racji, ale tym razem, o dziwo, nie była zbyt usatysfakcjonowana efektem. Dominic był naprawdę fajnym facetem i jeśli miała być szczera choćby w stosunku do samej siebie, trochę było jej go szkoda. Pracując z nią i patrząc na jej szczęście, musiał sporo wycierpieć.
Nie, o ile nie wpływa to na Twoją pracę - odparła, przekrzywiając nieco głowę w pełnej powadze. Musiała przyznać, że w trakcie pracy z Dominiciem naprawdę go polubiła i bez względu na to, w kim lokował swoje uczucia, życzyła mu dobrze. A skoro polegał na Skye, powinna również jej zaufać. Miała tylko nadzieję, że ich relacje nie wpłyną na projekt, który powinien być ich priorytetem.
Szczerość to podstawa każdej dobrej współpracy - podkreśliła, bo nie miała na myśli tylko własnej, ale i między ich dwójką. - Warto o tym pamiętać, zwłaszcza zanim zacznie się do kogoś wrogo nastawiać. - Uniosła sugestywnie brew. Może odrobinę zagrała na emocjach dziewczyny, ale to jeszcze nie był powód, by traktować klientkę z taką złośliwością. Poza tym, nie jakąś, tylko Sydney Covington. Na wspomnienie o cyrografie zaśmiała się perliście.
Skądże. Czasem rzeczywiście przypominam diablicę - odparła z rozbawieniem. Istotnie, zaczynały ją bawić reakcje Skye, a nawet schlebiał jej fakt, że za tą niechęcią kryła się najprawdopodobniej zazdrość. Na szczęście, miała dużą tolerancję do takiego zachowania i słowa dziewczyny bynajmniej nie kąsiły jej tak, jak powinny. W zamian za to pochyliła się w stronę Murray.
Posłuchaj, Skye. Wiem, że współpraca ze mną nie zawsze będzie należała do najprzyjemniejszych, bo jestem wymagająca i osiągam swoje cele za wszelką cenę, ale nie znoszę kłamstw i zbytniego zadzierania nosa. W związku z tym liczę na to, że pozostaniemy na profesjonalnej stopie i ten niezwykle ważny projekt w żaden sposób na tym nie ucierpi - wyznała spokojnie, z uwagą przyglądając się Skye, a następnie poprawiła się wygodniej w fotelu. Kto jak kto, ale ona znała swoje priorytety. - Powróćmy więc do najważniejszego tematu. Dominic wspominał Ci o ostatnio wprowadzonych zmianach?

Skye Murray
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dominic widział nie tylko szczęście Skye, ale także wiele łez wylanych przez Josha. To w jego rękaw nie raz się wypłakiwała po kłótni z chłopakiem , więc doskonale zdawał sobie sprawę, że ich związek wcale nie jest różowy. Gdyby poprosił brunetkę o szczerą rozmowę, w której podzieliłby się z nią swoimi pragnieniami i obawami, sytuacja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Jednak żadne z nich nie miało odwagi na przeprowadzenie takiej rozmowy, więc tak naprawdę oboje cierpieli.
Murray jednak zależało, żeby ich relacja nie miała wpływu na ich pracę. Starała się ze wszystkich sił i mała część jej była wdzięczna za złożone wypowiedzenie, bo przecież zostając w Forward Interiors oznaczało, że i ona będzie oglądać szczęście Dominica chociażby z taką Sydney. Jednak teraz sprawy się nieco skomplikowały.
- Nie, ponieważ nas obojga łączy przede wszystkim wysoki profesjonalizm- podkreśliła to stanowczo, by uspokoić Covington. Chociaż kobieta była dla niej taką zagadką, że już nie wiedziała, które słowo ją wkurzą, a które nie. Nie sądziła na przykład, że cyrograf jej się spodoba.
Skye zdawała sobie sprawę, że z niektórymi słowami poleciała za daleko. Była jeszcze na początku swojej drogi zawodowej i nie miała takiego obycia z klientami, ale też nie zamierzała się im podkładać. Tym bardziej wtedy, kiedy ktoś od samego początku zamiast skupić się na jej pracy, wypytuje ją o życie prywatne. Zamierzała utrzymywać granice niezależnie od klienta.
Pochyliła się w stronę blondynki składając dłonie przed sobą na biurku. - Zgadzam się z tym- przytaknęła bez uśmiechu, ale nie był to atakujący ton, lecz pewny siebie. Wiedziała czego sama oczekuje, a czego nie zaakceptuje.- Ten projekt jest także dla mnie priorytetem, co powtarzam odkąd wyszłaś z windy. Dominic wybrał mnie na swojego zastępcę, na co oczywiście mogłaś się nie zgodzić jako nasza klientka. Jednak z jakiś względów przystałaś na to i przyjechałaś tutaj, żeby zacząć naszą współpracę o wypytywanie mnie o Dominica- uniosła znacząco brew nie bojąc się wprost wypunktować jej własne zachowanie. Cholera, najwyżej ją zwolnią. - Także sobie cenię profesjonalną współpracę, więc liczę na to, że będziemy mogły się skupić na projekcie, a wszystkie pozostałe tematy, w tym przede wszystkim prywatne, zostawić już za sobą- dodała i nie czekając na odpowiedź, sięgnęła do szuflady biurka skąd wyjęła teczkę i podała jej Sydney.
- Tak. Naniosłam je na projekt zgodnie z przekazanymi wytycznymi- przeszła od razu do części merytorycznej dając jej znak, że i dla niej tamten temat jest już skończony.


Dominic Reyes


KONIEC
smerffi
Dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Forward Interiors”