-
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— A to nie jest godne pokazania? — spytała, zerkając na szklankę, którą trzymał. Jak na jej, to już mogłaby to pokazać chociażby takiemu Krossowi. Na pewno uznałby jej kunszt. Ewentualnie powiedziałby, że to gówno, jak na doskonałego przyjaciela przystało. Bo chociaż jego laski nie znosiła, tak on był jak wkurwiający momentami brat, którego nigdy nie miała. Oddałaby mu nerkę, ale na pewno nie pilota od telewizora.
A właśnie… o wilku mowa.
Nieświadomie wywróciła oczami, gdy słowa przyjaciela przebiły się przez muzykę w kuchni. Ten to doskonale wiedział kiedy się pojawić i jeszcze w takim stylu.
— Nikt tu nie flirtuje — odpowiedziała dość sucho. Instynktownie zerknęła krótko na swojego trenera, aby zobaczyć czy zareagował jakkolwiek na te gadki. Zaraz jednak obejrzała się do tyłu przez ramię, lustrując spojrzeniem chłopaka, który stał po drugiej stronie kuchennej wyspy.
Brew jej drgnęła wyżej na jego kolejne słowa, bo już czuła, że jej miły trener się zaraz speszy. A ona przecież nic takiego nie robiła. Po prostu spędzali ze sobą czas na imprezie i uczył ją robić drinki, prawda? Doskonale wiedziała przecież, że ma narzeczoną.
Była po prostu miłym gospodarzem, dbającym o gościa.
Najchętniej zabiłaby go spojrzeniem za te wszystkie teksty, ale Kross raczej się nie przejął jej groźnym wzrokiem, który był bardzo wymowny, bo albo wiedział, że go nie zabije, albo spodziewał się wpierdolu za zakrętem. W końcu nie byłby to pierwszy raz jakby mieli się przepychać. Tylko tak, aby Maldita nie widziała, bo znowu by coś sobie dopowiedziała, a jak wiadomo, to ona mogła być jedyną harpią w okolicy chłopaka.
Żeby Raven to jeszcze była nim jakkolwiek zainteresowana.
Śmierdzi tu emerytem.
— Wywalaj, Kross — rzuciła głośniej, odwracając się wymowniej w jego stronę na tym blacie, akurat jak już wychodził. No bezczelny. Żeby ona mu tak randek nie niszczyła. Znaczy… to żadna randka. Ani flirty.
Wróciła spojrzeniem do trenera i uśmiechnęła się łagodnie.
— Byłaby taka szkoda… — powiedziała wielce przejęta. Jak na jej, to mogłaby spokojnie pachnieć tym całym emerytem, bo nie była to żadna obraza. Nie czuła się jakby rozmawiała z dziadkiem, albo była między nimi niewiadomo jaka przepaść pokoleniowa. I to było znaczące.
Zsunęła się z blatu i sięgnęła do jego nadgarstka.
— Chodź, nie jesteś tu barmanem, tylko gościem — powiedziała, nie przyjmując jego jakiejkolwiek odmowy. Jak ktoś będzie chciał sobie zrobić drinka, to powinien dać sobie radę, prawda? — Jako solenizantka, nie przyjmuję „nie” — dodała, uśmiechając się pod nosem.
Chwyciła swojego drinka i pociągnęła go za sobą w stronę salonu, gdzie znajdowała się zdecydowana większość nastolatków. I ten cholerny debil, który jeździł na drewnianym, bujanym koniku po całym salonie, wraz z okrzykami i śmiechami ludzi dookoła. Widać, że był już mocno nawalony i sprawiało mu to dużą frajdę. Jak to każdemu, imprezowemu błaznowi, który szukał poklasku.
— Malcolm, wypierdalaj z moich paneli — warknęła na niego, a ten odwrócił głowę i zamiast zejść z konika, to na nim zaczął kierować się szybko w kierunku dywanu. Jak taki pies, którego przyłapano na zrobieniu czegoś złego. — Ma tu nie ma być po was śladu, bo jak Pirania wróci, to wszyscy będą mieć przesrane, jasne? — Bo chociaż Raven w szkole była lubiana, to jednak jej matka budziła strach nie tylko w domu. Nawet nauczyciele Heist się jej obawiali. I rodzice innych uczniów.
A inni mogli się spodziewać, że jej matka się na pewno dowie kto był na imprezie. Prędzej czy później, więc lepiej, aby w ogóle się nie domyśliła, że cokolwiek miało miejsce. Wystarczyło, że jej własny ojciec krył jej tyłek.
— To Soren, mój trener i super ziomek. Bądźcie mili i go nie wystraszcie, bo robi też super drinki. — Z jakiegoś powodu, spojrzała tu wymowniej na Krossa. — W co gramy?
— Prawda czy wyzwanie! — powiedział Malcolm, aż wstając chwiejnie ze swojego konika.
— Chyba ruchanie.
— Ten kto się wymiguje pije trzy szoty! — dodał, lustrując groźnie wszystkich, którzy zgłosili chęć gry.
Pociągnęła zachęcająco Sorena do ich upośledzonego kręgu, bo niektórzy siedzieli na ziemi, inni na meblach, a jeszcze inni pod ścianą, ale zdecydowana większość chciała z nimi się bawić. Zwłaszcza będąc po kilku drinkach. I jak już przeszło kilka różnych kolejek z wyzwaniami i zawstydzającymi pytaniami, doszło do Sorena.
— Gdybyś nie miał laski, kto z obecnych najbardziej wpadłby ci w oko? Wszyscy tu są legalni, spoko! — powiedziała ruda koleżanka, której zrobił drinka. Faceta też mógł wybrać.
Soren Morningstar
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/her/bitchtyp narracjitrzecioosobowa, ograniczonaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Całe szczęście był to tylko Kross i raczej wątpliwe było, że zrobi z tego wielką plotkę, którą rozpuści po szkole. Z tego grona takie dramy najmniej go interesowały. Niemniej kto wie – może komuś innemu również wpadło w oko to, co robiła Raven. I tylko Evander był na tyle bezczelny, by się odezwać, zamiast po prostu odwrócić się i wyjść. Nawet jeśli oficjalnie faktycznie nic się nie działo, to przecież w takim towarzystwie to wystarczyło w zupełności, by utworzyć teorię.
Według Songa ta cała różnica nie była zatrważająca, chociaż od Raven dzieliło go dobre jedenaście lat. Mimo to miał z nią całkiem dobry kontakt i dogadywał się, o ile w jej zdaniach nie pojawiały się jakieś nowe słowa, które później musiał googlować, bo wstyd było przyznać, że nie miał pojęcia co znaczy dane określenie czy reakcja. Tego nowego słownictwa nie uważał jednocześnie za jakiś krindż, bo doskonale wiedział, że oni w swoim pokoleniu też mieli dziwne odzywki. Przykładowo: krzyczenie łazaaaap.
Niemniej pomysł wspólnej zabawy niespecjalnie mu się podobał, chociaż protestu wnieść nie mógł. Raven wytoczyła argument, na który on tylko uśmiechnął się delikatnie pod nosem, niczego nie mówiąc. Ustąpił i przeszedł do salonu z dziewczyną, mając wrażenie, że czuje na sobie spojrzenia jej znajomych. Może był stary, może przesadzał, niemniej czuł, że już w ich umysłach jest dodawane dwa do dwóch, gdzie nigdzie tej dwójki tak naprawdę nie było.
W milczeniu obserwował, jak dziewczyna ustawia swojego kolegę, strasząc przy okazji swoją matką. Był tak naprawdę gotowy samodzielnie wynieść Malcolma, gdyby ten miał jakiś problem. Nie liczyło się dla niego, jaką opinię sobie o nim wyrobią – już niektórzy mieli ją nawet wyrobioną, określając go emerytem – na pierwszym miejscu stawiał komfort swojej podopiecznej i jedynej też osoby, którą w tym gronie znał. Więc gdyby ktoś by jej podpadł, miałby problem z nim.
W grze wziął udział tylko z grzeczności, strategicznie ustawiając się pod ścianą tak, aby był w jak najmniejszej części narażony na trafienie.
Otworzył usta, początkowo chcąc odpowiedzieć, że on ma laskę i nie widzi, a także nie zamierza widzieć, alternatywnej rzeczywistości, w której nie byłby z Sorą. Nie powiedział jednak tego, bo po szybkim rozrachunku doszedł do wniosku, że taka odpowiedź nie zostałaby uznana i dalej wierconoby mu dziurę w brzuchu. Nie rozglądał się też za bardzo po pomieszczeniu, w poszukiwaniu tej osoby, która wpadłaby mu w oko w tej innej rzeczywistości.
Pytanie było bardzo abstrakcyjnie. Wręcz absurdalne w jego pozycji. Ale może to przez to, że był stary i nie potrafił teraz spojrzeć na nikogo w ten sposób, w jaki oczekiwano. Mógł wskazać bezpieczną odpowiedź dla siebie – Raven, bo przecież ją znał, ale wystarczyła krótka kalkulacja, aby dojść do wniosku, że możliwe dość szybko by zaczęto dorabiać teorie, które nie miały podstawy. Wystarczyło, że wrócił myślami do rozmowy w kuchni z kolegą dziewczyny. Rozwiązanie było więc proste.
— Kolega, tam. — Wskazał brodą na miejsce, w którym znajdował się Kross. Evander skrzywił się widocznie. — Podoba mi się, jak szybko robi się o mnie zazdrosny — dodał jeszcze, w ramach luźnego żartu. Nie był głupi – wiedział, że to nie zazdrość i wiedział, że nie chodziło o niego. Był raczej intruzem.
Krossa to chyba nie rozbawiło, bo popukał się w czoło, patrząc na trenera. Malcolm wydał z siebie przeciągłe „uuuuuuu”, kilka dziewczyn zachichotało. Problem rozwiązany. Tyle tylko, że nie wszyscy chyba wzięli tę odpowiedź na poważnie, ale to już Soren kwitował luźnym wzruszeniem ramion. W końcu nie mogli mu udowodnić, że nie była to prawda.
Poprosił, aby zakręcono za niego butelką, aby nie musiał zmieniać pozycji – podparcia bokiem o ścianę, z ramionami splecionymi na klatce piersiowej. Gdy wypadło na jedną z koleżanek dziewczyny, zadał jej jakieś pytanie, nieszczególnie dotkliwe, biorąc pod uwagę, że nie znał ich za dobrze. A w zasadzie: wcale;
Finalnie padło na Raven. I dostała, w ramach zadania, wymasowanie pleców własnego trenera. Ściągając wcześniej mu koszulkę. Zębami. Nie trzeba mówić, kto był autorem tego, jakże dojrzałego, pomysłu.
Raven Heist
-
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Chociaż mogłaby im dać powód do gadania.
Była grzeczną, jak na siebie, solenizantką, która wypiła już kilka dobrych drinków i chciała się po prostu dobrze bawić na własnej imprezie urodzinowej. No i dbała o swoich gości, bo wszyscy zaproszeni byli częścią tej wielkiej, patologicznej ekipy z durnymi pomysłami i zachowaniami. Ona była tylko członkiem, który rzadziej pokazywał się na wszystkich imprezach.
Raven siedziała na szerokim fotelu, ze skrzyżowanymi nogami podczas całej zabawy. Trzymała swojego drinka, z szerokim, rozbawionym uśmiechem obserwując kolejne odpowiedzi nastolatków, mniej lub bardziej pikantne. Ale kiedy nadeszła pora Sorena, skupiła na nim swoje spojrzenie w zasadzie nie wiedząc czy jakkolwiek odpowie. Ale jego odpowiedź była lepsza niż przypuszczała. Zaśmiała się pod nosem widząc reakcję wybranego kolegi.
Wychodziło na to, że teoria, że na Krossa leci pół populacji szkolnej przenosiła się też poza szkołę. Całe szczęście ona zaliczała się do tej części, która nie patrzyła na niego jak obiekt do zdobycia. I to nie dlatego, że jakkolwiek miałaby się obawiać Maldity.
Po kolejnych pytaniach i typowanych osobach, w końcu butelka wylosowała ją. I patrząc na to, kto miał jej losować pytanie lub wyzwanie, to wiedziała, że jeden i drugi wybór był beznadziejny. Więc ostatecznie wzięła wyzwanie, bo alkohol w żyłach podpowiadał, że to lepsza opcja.
Po usłyszeniu treści zadania, spojrzała na Krossa z miną mówiącą: chyba cię pojebało.
— Kross ty cwelu — rzuciła do niego jakże miło, chyba nie do końca dowierzając, że on naprawdę chciał, aby to zrobiła. Ale on był nieugięty.
Zawsze Raven mogłaś wypić szoty. Ale oczywiście, że tego nie zrobisz.
Przeniosła spojrzenie w kierunku swojego trenera.
— Możesz wypić szoty, jeśli nie chcesz być ofiarą. — To była oczywiście opcja dla niego, jeśli tchórzył, albo… no miał jakąś godność i honor, bo ona nie zamierzała się wycofać.
Słysząc jednak potwierdzenie, kącik ust jej drgnął wyżej. Była w pewnym sensie pod wrażeniem, że mimo wszystko zdecydował się na bycie rozebranym.
— Niech siada! — krzyknęła jakaś dziewczyna, bo przecież Soren był o wiele wyższy niż taka Raven, więc ściągnięcie z niego koszulki samymi zębami było niemożliwe, o ile się nie zniży. Zawsze mógł też klęknąć, no ale… może już lepiej aby nie zachodzili tak daleko.
Heist zwolniła mu swój szeroki fotel, aby mógł usiąść, po czym sięgnęła po gumkę znajdującą się na jej nadgarstku, aby związać na szybko włosy w niedbałego koka.
— Masz go rozebrać, a nie zrobić loda!
— Morda, Malcolm — rzuciła przez ramię, bo wiedziała po głosie kto był autorem tego cudownego tekstu. Obejrzała się jeszcze na Krossa, genialnego pomysłodawcę i pokazała mu środkowy palec, który ucałowała ze specjalną dedykacją. I oczywiście całą sympatią. — To dla ciebie — powiedziała, po czym przyklęknęła przed trenerem i pochyliła się, aby zębami, wśród głośnych wiwatów i kibicowania, sięgnąć do materiału koszulki. Złapała kraniec i zaczęła powoli go podnosić, kierując się wyżej i wyżej. Czasami musiała zmienić ustawienie i złapać gdzie indziej, aby koszulka zeszła całkiem. Nie spieszyła się, powoli się przy tym prostując.
Zetknęła się z nim spojrzeniem, gdy była już wyżej, a jego korpus został znacząco odsłonięty. W ostatniej fazie musiał jej częściowo pomoc, chociażby z uniesieniem rąk. A im koleżanki więcej widziały, tym ich odgłosy były bardziej piskliwe i zachwycone. Nastolatki lubiły ładne ciała, a on… no miał je naprawdę dobrze wyrzeźbione.
I gdy trener ku uciesze koleżanek został pół nagi, Raven wyprostowała się z koszulką w zębach, którą wypuściła sobie do ręki. Przełożyła ją przez zagłówek i stanęła za fotelem, aby teraz przejść do tej drugiej części zadania - masażu. Ułożyła dłonie na jego ramionach i zaczęła ugniatać, kciukami mocniej wciskając się w jego napięte mięśnie, powoli kierując się do karku i miejsca tuż pod linią włosów.
— Grać dalej, a nie się gapicie — rzuciła, kiedy koleżanki już ucieszone zapomniały o grze, tylko wpatrywały się w to, co działo się na fotelu.
Szkoda, że nie było blond koleżanki Krossa, to chociaż Raven miałaby się jak zemścić.
Soren Morningstar
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/her/bitchtyp narracjitrzecioosobowa, ograniczonaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I tak oto sprowadziło się to wszystko do wyzwania, w którym on pada ofiarą kolejnej nastoletniej zaczepki. Uniósł lekko brew, akurat w momencie, w którym sympatyczny kolga dodawał, że koszulka ma być ściągana zębami. Mógłby skomentować, że się nie postarał, bo stopami byłoby znacznie trudniej, ale musiałby być głupi, aby tak po prostu podsuwać mu pomysły.
Przeniósł wzrok na Raven.
— Dlaczego to ja mam pić twoją karę? — spytał, unosząc lekko brew. Za jego czasów to było tak, że nawet jeśli w takim łączonym zadaniu, to nie sam wyzywany robił problemy i wręcz był gotowy to zrobić, to jeśli osoba, która też miała w tym wziąć udział, nie chciała się bawić, to honor picia karniaków spadał na samego wyzwanego. Dlaczego? Dlatego, że to nie zaliczył zadania, a to przez fakt, że nie był odpowiednio przekonujący.
Ustąpił jednak, w zasadzie nie wiedząc czemu. Klasyfikował to niby jako zabawę na imprezie, a Sora powiedziała, żeby bawił się dobrze. Ale z drugiej strony – wiedział, że nie miała tego na myśli, życząc mu dobrej rozrywki. Patrząc na to z kolejnego punktu, to przecież… nie było nic takiego. Z nikim się nie całował, a na masaże do fizjoterapeutki też swojego czasu chodził i jakoś nie było z tego płomiennego romansu.
W ogóle cała otoczka była nieco śliska, ale sam przecież niczego złego nie robił. I nie było robione to z żadną taką intencją? No i też wcale się nie podjarał, kiedy osiemnastolatka przed nim klęknęła, na głowie mając faktycznie koczek do loda. Wolał nie pytać po co on, tylko z normalną miną przebrnąć przez tę, mocno gówniarską, część zadania, gdzie ściąga mu koszulkę.
Poczuł chłód na swojej skórze, zajmując kolejne milimetry jego skóry, którą odsłaniała. Odruchowo spiął mięśnie w reakcji na ukłucie zimna, nie zwracając większej uwagi na wiwaty i okrzyki nastolatek. Pewnie, skoro był emerytem, spodziewały się piwnego brzucha, ale Jiwoong był raczej wysportowany i dbał o to, aby tak zostało. Podniósł ręce, pozwalając ostatecznie zdjąć materiał z jego korpusu, wyciągnął nawet rękę po koszulkę, ale ta trafiła na oparcie fotela i tyle ją widział.
Pochylił nieznacznie głowę, kiedy Raven zaczęła masować jego nagrzane plecy. Nie dało się nie powiedzieć, że było to boleśnie relaksujące; tym bardziej, im mocniej przesuwała się w stronę jego karku. Był to jego słabszy punkt, pewnie przechyliłby się nieco, bardziej eksponując, gdyby nie świadomość, że jest bacznie obserwowany przez całe grono jej znajomych, a niektórzy z tego grona snuli bardzo dosadne insynuacje o tym, że flirtują.
To nie było prawdą – miał przecież narzeczoną, planował wziąć z nią ślub i nie oglądał się na innych, nawet na podopiecznych, którzy dzisiaj stali się oficjalnie legalni (nie, żeby sprawdzał);
Podniósł samo spojrzenie na grupkę, gdy Raven zwróciła im uwagę, że mają grać, a nie się gapić.
— Ale teraz ty — mruknął z promilem rozbawienia, zerkając na nią, a raczej na tyle, na ile mógł, kątem oka. W końcu, skoro to ona dostała zadanie, to teraz ona musiała kręcić butelką i pastwić się nad swoją ofiarą.
On na pewno to zdarzenie przemilczy, kiedy Sora zapyta go, jak było. Jeśli będzie chciała opowieść ze szczegółami, to bez tego konkretnego. Bo on sam nie wiedział jak się z tym czuć i chyba uważał, że niekoniecznie dobrą reakcją było to, że nie odczuwał dyskomfortu. A może to była normalna reakcja? W końcu dziewczyna go nie ruchała, tylko masowała.
Raven Heist
-
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Niemniej do zadania się przyłożyła, bo cokolwiek jej wymyślano, to mało kiedy tchórzyła. Rzadko kiedy miała okazję się faktycznie dobrze bawić, bo jej matka wiecznie była na jakichś czatach i ją obserwowała. Jak nie na treningach, to w czasie poza nim, pilnując, aby robiła to, co do niej należy. Dlatego gdy jak raz spuszczano Raven z oczu, to pozwalała sobie na wszystko to, co jej ograniczano. Imprezy, alkohol, dobra zabawa.
Może i wiedziała dlaczego Kross wybrał akurat to zadanie i tą osobę, ale nie zamierzała dać mu wygrać. W końcu nie robiła niczego złego, a zaproszenie trenera, który był spoko ziomkiem, niczego nie oznaczało. To nie był jej pomysł, więc nie można było powiedzieć, że robiła to z przyjemnością. Chociaż zdecydowanie nie oponowała przed podjęciem zadania. Szczerze jednak mówiąc, patrząc po jej koleżankach, raczej żadna by nie powiedziała pass.
Nie tylko dlatego, że wszystkie były już nieco wstawione.
Nic tylko czekać, aż jej znajomi sami zaczną pytać o to, czy przyjdzie na spotkania z trenerem. W końcu trzeba było przyznać, że miał się czym pochwalić, a widok robił wrażenie. Zwłaszcza na nastolatkach, często takich, które leciały na sportowców. A kilku w grupie mieli.
Do masażu także się przykładała. Jakby nie było, regularnie chodziła na fizjoterapię, więc chociaż nie była mistrzem, to znała niektóre ruchy, które należało wykonać, zwłaszcza w okolicy karku. I to właśnie zamierzała przełożyć na swojego pospinanego trenera, którego mięśnie dokładnie zaczęła ugniatać kciukami. Kręciła powolne kółka, powoli przechodząc z jednej strefy mięśni do kolejnej, zwłaszcza tam na szyi, gdzie były największe skupiska napięcia.
Coś o tym wiedziała. Dlatego nie zamierzała tych miejsc unikać.
I nawet na chwilę zapomniała, że to teraz ona kręci butelką.
— Nie mogę odrywać rąk podczas masażu, to podstawowa zasada podobno. — A przynajmniej tak jej mówiono podczas masaży. Chodziła nie tylko do fizjoterapeutów, ale kilka razy miała zwykły, relaksacyjny masaż, którego potrzebowała. I miała czasami wrażenie, że ten dawał o wiele lepszy efekt, niż to, co się działo u fizjoterapeutów.
Przeniosła spojrzenie na kumpla, który dalej się bujał na koniku, tylko tym razem już na dywanie.
— Malcolm, weź zakręć za mnie. Tylko porządnie — powiedziała. Wiedziała, że jeśli poprosi Krossa, to on wymyśli coś debilnego, albo specjalnie przestawi butelkę tak, aby wypadła na kogoś, kogo nie chciała. Już go znała na tyle, aby spodziewać się wszystkiego.
Reszta nie miałaby jaj, aby coś takiego zrobić.
Kolega zakręcił butelką, która zatrzymała się na jakiejś blond koleżance. Raven wskazała spojrzeniem i gestem głowy kolegę po jej lewej.
— Siedem minut w niebie, jazda — powiedziała, nie przestając nawet na chwilę masować pleców Sorena, kierując się w stronę łopatek i mięśni pomiędzy nimi. W końcu chodziło o całe plecy, a nie tylko kark. Ona po prostu była dokładnym człowiekiem, jeśli chodziło o zadania przy grze w butelkę.
Dziewczyna z kolegą zniknęli w pokoju niedaleko.
— Myślicie, że się ruchają?
— No co ty. Poszli w ślinę.
— Ej, trener, a ty co najgłupszego robiłeś na imprezach? — zapytał Malcolm, bujając się na swoim koniku, jego najlepszym przyjacielu na ten wieczór. W końcu Soren był starszy, więc na pewno miał doświadczenie i historie z wielu imprez.
Soren Morningstar
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/her/bitchtyp narracjitrzecioosobowa, ograniczonaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zdecydowanie wolał wyjść na plus i dostać masaż, zamiast pić czystą wódkę, bo tego nie robił od czasów szczeniackich. Chociaż nie można było powiedzieć, że podjął się tego zadania – a raczej bycia ofiarą zadania – bez zawahania. Należało zrobić szybki rachunek sumienia, rachunek zysków i strat i tak oto wylądował na fotelu, półnagi, z rękami nastolatki na swoich ramionach i szyi.
Technicznie działała na niego dobrze. Uciskała go w punktach, które miał faktycznie napięte, które wręcz tego potrzebowały. Skategoryzować się to dało jako ten przyjemny dyskomfort, ilekroć jej kciuki rozbijały jego pospinane mięśnie. Nie odlatywał, co prawda, na tym fotelu, również przez to, że zaraz stałby się tematem do rozmów i plotek w szkole, bo nietrudno było o pożywkę dla nastolatków ze zwykłego domysłu, ale było mu dobrze.
Zerknął na jeźdźca rączego konika na biegunach, kiedy ten, za komendą Raven, poszedł losować kolejne ofiary do rozgrywki, a potem niekontrolowanie kiwną brwią, kiedy Raven od razu odesłała jakąś dziewczynę z wybranym chłopakiem na siedem minut w niebie.
— Ale że do pokoju? — mruknął pod nosem, bardziej do siebie niż do niej. — My zamykaliśmy w szafie albo spiżarce, bo mniej miejsca. I mniej światła. — A bez światła i w ciasnej przestrzeni od razu robiło się bardziej intymnie.
Dobrze, że nie powiedział „za moich czasów”, bo faktycznie mógłby zabrzmieć jak skończony boomer. Nie to, żeby niektórzy już go za takiego nie mieli. I to z powodów niewiadomych.
Nie brał jednak udziału w nastoletnich dywagacjach na temat tego, co oddelegowana dwójka robiła w sąsiednim pokoju. Równie dobrze mogli sobie książkę czytać albo grać w warcaby. No, chyba, że Raven wiedziała, czemu paruje jedno z drugim i coś tam ruszy, ale tak bez klimatu ciasnoty i ciemności?
Wrócił spojrzeniem do Malcolma, kiedy ten, kiwając się na swoim rumaku, podpytał o jego największe odpały na imprezach. No, trochę było w czym wybierać, ale szybciej to Hunter grał w tym wszystkim pierwsze skrzypce.
Zamyślił się, pochylając niego bardziej głowę, aby Raven dalej mogła pracować. Już dawno mogłaby przestać, bo przecież nikt nie powiedział, że to ma tyle trwać. Kross pewnie zaraz sobie zrobi pożywkę z długości tego masażu.
— Niech pomyślę — rzucił, sięgając myślami do wspomnień z czasów licealnych. Po szkole miał znacznie mniej czasu na imprezy, a po wypadku ani ochoty na melanże, ani do życia też. — Przykleiliśmy szarą taśmą gospodarza do ściany i rano odklejał go jego wściekły ojciec. Wypuściliśmy na materacu na środek jeziora chłopa, co odpadł za wcześnie i zasnął. No i podrywałem matkę kolegi i to z powodzeniem. — Co prawda ostatnia historia należała do Huntera, ale mógł sobie chyba przypisać zasługi, bo przecież nikt go nie zweryfikuje.
Sam raczej szybciej by odpadł od stężenia alkoholu we krwi, niż podjął się bajerowania cudzej matki. Dobrze, że to nie była pani Ahn. Dlaczego przypisał sobie zasługi kolegi? Pewnie aby zaszpanować przed młodszymi kolegami.
— Dużo tego było, jak graliśmy w alkojengę — dodał, prostując się nieco, by spojrzeć na Raven. — Ale nie ma czym się chwalić. — Powiedział boomer. — A ty już czasem nie skończyłaś? — Nie to, aby mu przeszkadzało, bo ręce miała sprawne, ale chyba miała też innych gości do, hehe, obskoczenia.
— Słuchajcie — odezwał się Kross, odrywając swoje spojrzenie od telefonu i ignorując wcześniejszą rozmowę — załatwiłem nam wlotę na kluby. Co ty na to, Raven?
Raven Heist
-
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Sprawa do przemyślenia na kolejne imprezy.
Znajomi zniknęli, niewiadomo co robili, chociaż Raven to mogła się domyślać, a przynajmniej mieć nadzieję, że jak dała komuś szansę na ruch, to go w pełni wykorzysta, a nie stchórzy. Niemniej reszta osób zainteresowała się historią Sorena, bo gdy była jakaś różnica pokoleń, to chcieli wiedzieć co on odwalał. Oni już mieli na koncie wiele różnych… odpałów, zwłaszcza chłopaki, ale wiadomo, że fajnie się słuchało o innych akcjach.
I może pobierze się jakąś inspirację.
Malcolm to już miał uśmiech od ucha do ucha, ten taki debilny, gdy usłyszał o historiach starszego kolegi. Mogli przypuszczać, że trener nie był takim świętoszkiem, skoro siedział tu z nimi, rozebrany częściowo i nie uciekał od dziwnych zadań, ale chyba temu na koniku spodobało się wyobrażenie tych historii.
— Woooo, zajebiste! Musimy kiedyś wypuścić kogoś na środek jeziora, Kross — powiedział, zerkając na kolegę, bo Malcolm to był jeden z głównej ekipy odpierdalającej. Jak należało kogoś zgnoić, wsadzić do szafki czy wyrzucić mu rzeczy z plecaka do śmietnika, to zgłaszał się jako pierwszy na ochotnika. — Tego frajera, Rzygciuszka — powiedział podjarany, bujając się na koniku.
Dobrze, że Zoe tu nie było i nie słyszała o tych planach, bo nawet jeśli Marvin odjebał, to dalej jednak był jej dobrym kolegą z którym… no musiała wyjaśnić kilka rzeczy.
Nie ma się czym chwalić - niektóre osoby by się z tym nie zgodziły.
A ty już czasem nie skończyłaś?
— A, tak — zorientowała się, gdy zwrócił jej uwagę. Oderwała ręce, nawet nie wiedząc kiedy zleciało, może trochę zbyt dużo czasu. Jak się wkręciła, tak działał już automatycznie, niewiele myśląc o kolejnych ruchach, bo ręce same ją prowadziły.
No ale nie dało się zaprzeczyć, że długo jej to zajęło. Może o kilka minut.
Wszyscy przenieśli spojrzenie na Krossa, kiedy się odezwał ze swoją propozycją. Wszyscy się już zapowietrzyli i zaczęli gadać między sobą czy są chętni, czy woleliby się jednak zmyć do domu, ale gdy kumpel zwrócił pytanie bezpośrednio do niej, obeszła fotel, zastanawiając się nad propozycją.
— Brzmi super — powiedziała w końcu, a inni zaczęli podejmować powoli decyzje czy także się piszą, ale zdecydowana większość gości była za tym. Może nie licząc pojedynczych jednostek, ale ci jej nie zaskakiwali z odpowiedzią.
I gdy inni debatowali, Raven zerknęła wymownie na swojego trenera, któremu podała koszulkę.
— Idziesz? — Może będzie miał ochotę iść z nimi. Na pewno tam nie będzie najstarszy. — Czy już nie imprezujesz po klubach i masz nas dosyć?
I nie będzie musiał robić za barmana.
Soren Morningstar
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/her/bitchtyp narracjitrzecioosobowa, ograniczonaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie chodziło nawet o fakt, że Sora mogłaby mieć z tym wyjściem jakiś problem – Song był uosobieniem wierności i nigdy nie dał nawet najmniejszego powodu dziewczynie, aby zwątpiła w jego lojalność.
Po prostu nie widział siebie na tym konkretnym wydarzeniu. A nie zamierzał angażować osób trzecich, jakimi przykładowo byłby Hunter – nie wiedział, czy w ogóle miał czas, a po drugie – i tak zrobiłyby się z tego dwa osobne wyjścia.
Przyjął od niej koszulkę i wciągnął ją na ciało, aby nie świecić dalej golizną. Na jej pytanie uśmiechnął się. W taki sposób, który sam był już odpowiedzią na zadane pytanie – delikatny, poczciwy i przepraszający.
— Myślę, że to będzie dobry moment, aby się zwinąć — powiedział, potwierdzając wcześniejszą, niewerbalną odmowę. Przechylił lekko głowę, wciąż nie ścierając swojego pociesznego uśmiechu z półgębka. — Też dojdziesz do pewnego wieku, w którym będziesz wolała przytulne łóżeczko zamiast imprez — dodał, mrugając do niej porozumiewawczo.
Dla niej to pewnie było mocno abstrakcyjne, ale jego dwadzieścia dziewięć lat to wiek, w którym leżenie wygodnie na kanapie pod kocykiem, z przekąskami i jakimś napojem zamiast wódy, z filmem zamiast łomoczącej muzyki, było idealnym rozwiązaniem.
— Ale daj znać jak będzie trzeba cię zgarnąć do domu, żebyś nie wracała sama po nocach. — Propozycja była rzucona bez większego zastanowienia i to nie pod wpływem głupiego impulsu, a raczej zwykłego odruchu. Nie mógł mieć pewności, że po wszystkim nie zostanie sama gdzieś w centrum miasta, z koniecznością samodzielnego powrotu do domu. A wolał do tego nie dopuszczać. Kanada była bezpieczna, podobnie jak Korea, ale to wcale nie redukowało zagrożeń do zera. Nie mówiąc już o tym, że biorąc pod uwagę nastoletniego, imprezowego ducha, wracać do siebie mogłaby w stanie różnym.
— A najlepiej udostępnij mi lokalizację — rzucił żartem, bez faktycznej intencji. Trochę jednak się czuł za nią odpowiedzialny, jako jej trener. Znał ją, miał z nią już jakąś relację – samo to, że go zaprosiła na swoje urodziny, pomimo pewnych różnic świadczyło o tym, że po prostu darzyli się sympatią, a całość najwyraźniej nie miała zamykać się wyłącznie na arenie do strzelania czy siłowni i trwać ‘od-do’, czyli od zamknięcia drzwi po przybyciu do otwarcia ich przed wyjściem.
Raven Heist
-
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
I trenerzy, którzy będą musieli wracać do domu.
Niemniej grzecznie zapytała, gdy już niektórzy zaczęli zbierać manatki i ustalać wyjście. Przytaknęła głową, gdy usłyszała jego pierwszą odpowiedź, ale brew jej podeszła do góry, jak usłyszała drugą. Dla niej na ten moment abstrakcyjną.
— Nie masz pięćdziesięciu lat. — Był przecież ledwie kilka lat starszy. Nawet trzydziestki jeszcze nie miał. Co prawda ona nawet dwudziestu nie miała i nawet mimo ciągłych treningów, braku czasu wolnego i jakiegoś normalnego hobby na którym mogłaby się wyluzować, wciąż miała siłę i energię na wszystko. Możliwe, że za kilka lat zrozumie czym był brak chęci na wyjścia czy spotkania ze znajomymi, ale w tym momencie przecież przeżywała swoje najlepsze, młodzieńcze lata. No… prawie.
Nie miała zbyt wielu okazji do wyjść i spotkań, więc jak jakaś się pojawiała, brała ją w ciemno.
Przekrzywiła głowę gdy zaproponował jej odebranie z wyjścia. Brzmiało jakby mówił poważnie, ale z drugiej strony mógł być tylko miły, a tak naprawdę nie mieć tego na myśli.
— Odbierzesz mnie? — To byłoby bardzo dogodne, chociaż nikt wcześniej jej nie odbierał z wyjść, bo sama wracała do domu. Albo była odprowadzana przez kolegów.
Nie zamierzała jednak odrzucać propozycji, nawet jeśli była częściowo rzucona luzem. Nie mówiąc o tym, że chyba też nie spodziewała się, że o tej drugiej czy trzeciej w nocy, faktycznie zbierze się z łóżka, aby ją odebrać. Możliwe też, że nie zamierzała tego wykorzystywać.
Na trzeźwo.
— Okay — rzuciła bez problemu, wzruszając przy tym ramionami. Wyciągnęła swój telefon z kieszeni i po kilku kliknięciach udostępniła mu swoją lokalizację. W końcu to nic takiego, a nóż może jednak zdecyduje się do nich dołączyć.
Niewiele później wszyscy zaczęli się zbierać do wyjścia. Zaczęli ubierać kurtki i buty, a gdy w końcu wyszli z domu, jedni poszli w stronę zamówionych Uberów, a drudzy do domu. Pożegnała się jak to przystało na miłą panią gospodarz, którą częściowo była, podziękowała nawet za przyjście, a potem wszyscy się rozeszli.
Ekipa ponad dziesięciu osób dotarła do klubu, gdzie wejście załatwił im Kross i wtedy już wszyscy popłynęli. Tańczyli, brali drinki, flirtowali z ludźmi czy między sobą, śpiewali do piosenek i zwyczajnie dobrze się bawili. Niewiadomo kiedy mijały kolejne godziny, aż w końcu wybiła godzina czwarta. To o tej godzinie Soren otrzymał sygnał z urwanego połączenia telefonu i pijacką wiadomość, gdzie literki nie do końca się kleiły. Treść jednak wydawała się brzmieć całkiem czytelnie… gdy się mocno skupiło i poprzestawiało co nieco: estaf piama, pszyjdxesc p mneia.
Szkoda, że lokalizacja Raven nie pokazywała żadnego klubu, ale jakiś park na granicach.
Soren Morningstar
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/her/bitchtyp narracjitrzecioosobowa, ograniczonaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Co innego jego przyjaciel, ten pewnie by się bawił do czterdziestki albo i dalej, gdyby poznał dziewczynę, która odzwierciedlała jego imprezową duszę. A że poznał swoje kompletne przeciwieństwo i jeszcze, co w tym najbardziej zaskakujące, przywiązał się do niej, to już inna sprawa.
Kiwnął jednak głową, potwierdzając swoją propozycję. Wolał naprawdę nie zastanawiać się, czy jego podopieczna wróciła bezpiecznie do domu, czy ktoś ją odprowadził. Mogła oczywiście potraktować to jako żart lub po prostu zignorować lamerską ofertę. Nie zmieniało to jednak faktu, że czułby się o niebo lepiej, mając chociaż pogląd na to, gdzie się znajdowała. Nie planował, rzecz jasna, stalkować jej przez cały wieczór – wystarczyło chyba samopoczucie tego grama kontroli nad sytuacją.
Nie sprawdzał jednak, czy faktycznie udostępniła swoje położenie; przeszedł razem z nimi do wyjścia, wcześniej zabierając swoje rzeczy z kuchni. Pożegnał się z dziewczyną, z zawiedzionym Malcolmem, a następnie wezwał Ubera, który przyjechał całkiem szybko i zabrał go z powrotem do domu.
Będąc już z powrotem na mecie, dowiedział się od matki, że Sory jeszcze nie ma. Porozmawiał chwilę z kobietą, a następnie zajął się sobą. Mieszkającego z nimi przyjaciela nie było – choć teraz lepszym wyrażeniem byłoby ‘pomieszkującego’. Dość często nie wracał na noc – co nie było w żaden sposób alarmujące, bo Song wiedział dokładnie, gdzie się znajdował.
Czekał na powrót narzeczonej, a gdy ta wreszcie się zjawiła – całkowicie wypomowana – poszedł się położyć chwilę po niej, wcześniej jeszcze sprawdzając lokalizację dziewczyny i nawet wysyłając SMS-a czy żyje czy jednak leży pijana w rowie. Było to koło godziny drugiej. A jej odpowiedź wydawała się go uspokoić.
Sygnał powiadomienia wybudził go koło godziny czwartej. Zwykle na noc wyciszał telefon, ale tym razem świadomie podjął decyzję odwrotną. Przesunął spojrzeniem po tym, co miało być wiadomością, marszcząc początkowo czoło. Później prychnął bezgłośnie w rozbawieniu na alkoholowe zapiski – bo oznaczały, że impreza musiała być całkiem udana. Podniósł się na łokciu, przełączając aplikację między wiadomościami a programem do ustalania udostępnionej lokalizacji. Tu już mu aż tak do śmiechu nie było.
Wysunął się z łóżka dość automatycznie, starając się nie budzić i nie alarmować swojej kobiety – wolał na ten moment ominąć ewentualną konieczność tłumaczenia, czemu w środku nocy (a raczej brutalnie nad ranem) wyrywa się z łóżka by jechać po pijaną dziewczynę. Osobiście nie widział w tym nic złego – zwykłą troskę o nastoletnią podopieczną.
Wsiadł do samochodu i uruchomił silnik, zaraz wyjeżdżając na drogę publiczną – wszystko, co robił, było w żywym, pospiesznym tempie. Co chwilę zerkał też na lokalizację dziewczyny, sprawdzając czy się zmienia, samemu w głowie mając tak naprawdę… nie wiedział co. Multum myśli i scenariuszy – jedne go podkręcały, inne uspokajały. Mogła przecież popijać dalej w tym parku z resztą niedobitków imprezowych. Ale z drugiej strony nie byłaby aż tak nierozsądna, aby pić, w dodatku nielegalnie, w miejscu publicznym. Z innej strony – skoro była pijana to raczej też nierozsądna.
I podatna.
W międzyczasie próbował nawiązać połączenie z dziewczyną, ale albo nie odbierała, albo odrzucało go po paru sygnałach – to też próbował jakoś sensownie wyjaśnić sobie w głowie. Choćby nawet tym, że jest tak nawalona, że nie trafia w przyciski.
Zatrzymał się, kiedy kropka oddająca jego lokalizację, znalazła się niemal na tej, odpowiadającej jej. Wysiadł z samochodu, próbując nawiązać połączenie raz jeszcze. Przetoczył spojrzeniem po całej okolicy, robiąc krok w głąb parku.
— Raven? — rzucił w ciemność.
Raven Heist