
Psychiatria w CAMH stała się dla niego czymś więcej niż tylko prestiżowym zwieńczeniem studiów; to jego osobista misja układania w spójną całość ludzkich światów, które zderzyły się ze ścianą. Wierzy w „naprawianie” umysłów z taką samą pasją, z jaką inni wierzą w cuda, choć on sam woli ufać empatii wspartej twardą nauką.
Nowy Orlean miał być w jego życiorysie tylko przypisem – krótkim oddechem po morderczym egzaminie lekarskim - hałaśliwym, dusznym i krótkim przystankiem przed powrotem do sterylnej, zaplanowanej rzeczywistości Toronto. Nie szukał miłości, szukał oderwania od styranej codzienności i dobrego jazzu. Kiedy Erin dosłownie wpadła mu w ramiona, jego instynkt opiekuńczy i serce zabiły w szalonym rytmie. Przez lata rezydentury w Toronto każdą nadgodzinę i każdego zarobionego dolara odkładał na loty do Luizjany, budując fundamenty pod ich wspólną przyszłość w Kanadzie.Ta artystyczna burza wywróciła jego uporządkowany świat do góry nogami, ucząc go, że najpiękniejszych momentów nie da się wyliczyć co do centa. Czasem wystarczy po prostu żyć.
Ostatnie lata spędził na budowaniu bezpiecznego pomostu nad dzielącą ich odległością, walcząc o każdą wspólną chwilę. Gdy jednak okazało się, że miłość jego życia tworzy drugą miłość jego życia, musiał postawić wszystko na jedną kartę. Zakup rezydencji w York Mills był jego najbardziej strategicznym ruchem – to jego sposób na powiedzenie „kocham cię” w języku stabilizacji i luksusu na jaki odkładał przez całe życie, jeszcze zanim do koperty oszczędności "przyszłość" dołożył specjalną kopertę pt. "Erin". No, może do luksusu troszkę brakowało, bowiem ostatnimi właścicielami posiadłości było starsze małżeństwo, które nieco zaniedbało posesję, dzięki temu udało się wynegocjować atrakcyjną ofertę sprzedaży. Pragnął jednak dać Erin i ich dziecku azyl, w którym południowy luz spotyka się z domowym ciepłem, a on sam może po godzinach wcielać się w rolę „złotej rączki”, wygłuszając ściany pod próby muzyczne Erin i skręcając kołyskę.
Teraz, rozdarty między ciężkimi dyżurami w CAMH a przygotowywaniem domu na nowy rozdział, Joshua stara się udowodnić ukochanej, że Toronto też potrafi mieć swój rytm. I choć czasem gubi go przy próbie tłumaczenia jej, dlaczego budżet domowy to najważniejsza partytura, jaką przyjdzie im wspólnie zagrać, robi to z niezniszczalnym uśmiechem kogoś, kto w końcu odnalazł swoje miejsce na ziemi.
* W garażu zaś ma więcej profesjonalnych narzędzi stolarskich niż ubrań w szafie.
* Wszystkie meble w pokoju dziecięcym pachną jego potem i pasją – zbudował je własnoręcznie, by dziecko miało w sobie „coś z dziadka stolarza”.
* Kiedy pacjent nie chce mówić, Josh wyciąga talię kart lub kości do gry; twierdzi, że mechanika rozgrywki obnaża ludzką naturę szybciej niż jakikolwiek test Rorschacha.
* Jest domowym skarbnikiem – potrafi wyliczyć koszt utrzymania domu co do jednego dolara, ale zawsze zostawia w budżecie „fundusz na niespodzianki dla Erin”.
* Wierzy, że dobra kolacja potrafi zdziałać więcej niż sesja terapeutyczna, pod warunkiem, że nikt nie wspomina o zakupach, o których zapomniano.
* Nie jest szefem kuchni, ale wyczaruje świetną kolację z trzech składników, gdy lodówka świeci pustkami.
* Ma ten specyficzny, zaraźliwy śmiech, który sprawia, że nawet najbardziej ponurzy pielęgniarze w CAMH na chwilę odpuszczają narzekanie na system.