23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Madison zawsze była tą, która walczyła do samego końca o osoby na których jej cholernie zależało. Nie ważne ile wysiłku w to wkładała, jak bardzo się starała efekt finalny zawsze był ten sam: każdy ją zostawiał. Zdecydowała się na odpuszczanie, już na samym starcie co nie było do niej podobne, ale ile można, była tylko człowiekiem, miała swoje granice wytrzymałości. Kiedy z usta Alexa padły słowa, że by jej nie zostawił poczuła jakby coś w niej pękło. Nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś zostaje, zazwyczaj oczekiwała na katastrofę, która wcześniej czy później się pojawiała. Dlatego Maddie uprzedzała cios jako pierwsza, wycofywała się i mówiła te wszystkie okrutne rzeczy aby ktoś odszedł od niej pierwszy, aby upewnił ją w tym, że znów miała racje. Była to tak zwana kontrola przez zniszczenie. Teraz jednak pluła sobie w brodę, żałować będzie najpewniej do końca życia, że odpuściła, że ten pierwszy raz zdecydowała się nie walczyć o osobę, która na tą walkę zasługiwała. Jeszcze nie wiedziała jak i kiedy, ale na pewno mu to wszystko wynagrodzi. Zrobi wszystko aby nie ujrzeć w jego oczach znów tego samego bólu, który mu sprawiła. - Obiecuję Ci, że nie ważne co się stanie, nigdy nie będę Cię nienawidzić. - szepnęła, ale jej głos jak i zmęczona twarz emanowało szczerością i całkowitą pewnością, może być na niego zła, może być na niego wściekła i może kiedyś będzie miała ochotę zagryźć jego szyję jak wściekła suka, ale nigdy nie będzie go nienawidzić. Gest, który wykonał był tym jej ulubionym, przywykła do tego jak z delikatnością opuszkami palców gładził jej kart, wywołując te wszystkie przyjemne dreszcze. Opuściła na kilka chwil wzrok, nie wiedział jaką wojnę toczyła ze sobą w środku, jak bardzo linczowała się za swoje zachowanie, za własne słowa i nawet jeśli Hall zapewniłby ją, że wszystko jest okej ona i tak by nie uwierzyła. Nie odezwała się nic, po prostu milczała, bo nie ważne jakich argumentów by użyła on i tak powiedziałby, że jest okej. Spojrzenie na jego twarz uniosła w momencie, w którym jego palce zastygły na jej skórze. - Nie, nigdy. Ja..nie jestem przyzwyczajona do tego, że ktoś zostaje kiedy robi się ciężko. - wyznała cicho i zagryzła delikatnie swoja dolną wargę. Inni zawsze wybierali ucieczkę albo odwracali wzrok, bo tak było łatwiej, a ludzie lubili łatwe i proste rozwiązania. - Może i nie potrzebujesz przeprosin, ale chcę zrobić wszystko abyś kiedyś mi wybaczył to co powiedziałam. - bo naprawdę miała zamiar dotrzymać tego słowa, nawet jakby miała pracować na to wybaczenie całe życie. I nie chodzi o to aby teraz rzucił tekst typu już Ci wybaczyłem. bo tego nawet ona nie kupi, szczególnie będąc w tym stanie. Na wybaczenie komuś potrzeba czasu, po prostu.
Kiedy oparł swoje czoło o te jej Maddie poczuła dziwnego rodzaju spokój, jej ciało nieświadomie się rozluźniło tak jakby wiedziało przed nią, że wszystko będzie dobrze, że nie musiała być wiecznie na czujce i przygotowywać się do ucieczki. Było to jednocześnie uspokajające, ale również przerażające uczucie. Spokój oznaczał, że może przestać walczyć, a jeśli przestanie walczyć nie pozostaje jej nic innego jak zaufać, a tego się bała, bo zaufanie było bardzo kruche i delikatne.
Była bezpieczna, w miejscu, w którym nie musiała czuć się jak problem do rozwiązania, była w jego ramionach, swojej przystani, do której chciałaby wracać każdego dnia, każdej nocy i każdej chwili w swoim życiu, czy tej złej czy dobrej.
Przesunął dłoń z jej karku na policzek, a dziewczyna niemalże instynktownie wtuliła go w jego wielką i ciepłą dłoń, spoglądała w jego oczy w oczekiwaniu na to co powie. Wyznanie, które padło kilka chwil wcześniej było dla niej czymś zupełnie nowym, nie spodziewała się tego, ale poczuła jak jej serce bije odrobinę szybciej, z małego szczęścia. - Wiem, zrozumiałam to dopiero później. Nie powinnam była Cię naciskać. - kąciki jej ust uniosły się nieznacznie, maiło to przypominać uśmiech, ale była już tak zmęczona, że to cud, że jakoś składnie mówiła. - Proszę, po prostu nie zamykaj się, szczególnie na mnie. - ta prośba chociaż wypowiedziana została cicho to brzmiała bardzo głośno, naprawdę liczyła na to, że nawet jak będzie ciężko i nie ważne co się stanie on po prostu nie zamknie się w swoim kokonie. - Nie odpycham Cię dlatego, że Cię nie chce. Po prostu odpuszczam pierwsza bo boję się, że Ty zrobisz to pierwszy, a nie chcę więcej patrzeć jak odwracasz się plecami i odchodzisz. - nie oderwała wzroku od jego oczu nawet na sekundę, właśnie podzieliła się z nim jedną ze swoich obaw, największym strachem jaki do tej pory czuła. - Zgoda. - potwierdziła niemalże natychmiast, wciągnęła powietrze w płuca chłonąc jego zapach nie tylko przez nozdrza, ale całą sobą. Uczucie jakie jej towarzyszyło kiedy był blisko było nie do opisania, przynajmniej w tym momencie nie potrafiła znaleźć pasujących słów.
Nie protestowała kiedy przyciągnął ją do siebie bardziej, sama nawet się poprawiła jakby upewniając się, że między nimi nie ma nawet grama przestrzeni, jakby bała się, że coś znów będzie mogło ich rozdzielić. Tym razem to ona powoli uniosła głowę w górę, widziała jego twarz, jak miał zamknięte oczy, nie była pewna czy śpi czy odpoczywa, ale nie drgnęła. Przez kilka długich chwil wpatrywała się w niego jakby był jednym z najpiękniejszych obrazów jakie widziała w życiu. I znów uczucie spokoju zalało całe jej ciało, tak jakby organizm chciał ją zapewnić, że tym razem już będzie dobrze. Blondynka powoli uniosła jedną dłoń i położyła ją na policzku Alexa, tak delikatnie jakby dotykała cienkiej tafli lodu, która pod zbyt mocnym naciskiem pęknie. - Jutro też tutaj będę. - szepnęła tym samym składając mu obietnice. Bo nie chciała więcej uciekać, chciała zostać bo w końcu czuła się jak ktoś, kogo ktoś wybrał.
Alexander Hall
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zwykle działał według jednego schematu - jeden błąd i wypadasz. Alex nie bawił się w drugie szanse i nigdy nie walczył o relacje. Gdy robiło się nieprzyjemnie, po prostu się odcinał i uciekał w swoją ciszę, zanim ktokolwiek zdołałby go zatrzymać. Tak było łatwiej i bezpieczniej. A z Maddie? Och, Maddie uwielbiała wywracać jego zasady i schematy do góry nogami - z nią wszystko było inaczej. To przez nią pierwszy raz w życiu chciał o kogoś zawalczyć, mimo że to nie on popełnił błąd jako pierwszy. Obiecuję ci, że nieważne, co się stanie, nigdy nie będę cię nienawidzić. Jej szept sprawił, że Alexa przeszły dreszcze, a w głowie pojawił się jeden wielki chaos. Czuł się skołowany, bo jeszcze niedawno Maddie wbijała mu do głowy, że to wszystko nie ma sensu, że nie powinien się w ogóle angażować i że najlepiej będzie, gdyby po prostu dał sobie spokój, a teraz? Teraz Maddie składała mu obietnicę, że nigdy nie będzie go nienawidzić i wyznawała mu te wszystkie rzeczy, przez które zaczynał mieć nadzieję. A wiadomo jak jest z nadzieją - zwykle to tylko elegancka nazwa na bycie idiotą i proszenie się o wpierdol. Nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć, mimo że jej obecność działała na niego kojąco i uwielbiał czuć jej gładką skórę pod palcami. Nie, nigdy. Ja... nie jestem przyzwyczajona do tego, że ktoś zostaje kiedy robi się ciężko. Fakt, że spodziewała się po nim tylko odwrócenia się na pięcie, sprawił, że poczuł w środku dziwny rodzaj bólu - nie ból fizyczny, tylko ten emocjonalny. A jednocześnie... przecież jej obawy były prawdziwe. Zwykle tak robił. Odwracał się na pięcie i znikał. - To teraz się przyzwyczajaj, bo nigdzie nie idę - odparł, przyglądając się jej twarzy akurat w momencie, gdy zagryzła dolną wargę. Ten jeden drobny gest sprawił, że poczuł nagłe uderzenie gorąca, choć był już tak cholernie zmęczony, że ledwo kontaktował. Widok Maddie tak blisko, tak bezbronnej i szczerej, działał na niego mocniej niż jakakolwiek adrenalina. Podobało mu się to, jak na niego patrzyła, i podobało mu się to zagryzanie wargi, nawet jeśli działo się to w środku tak cholernie poważnej rozmowy. Czuł się jak idiota, że w takim momencie w ogóle o tym myślał, ale po prostu nie mógł przestać jej chłonąć. Może i nie potrzebujesz przeprosin, ale chcę zrobić wszystko, abyś kiedyś mi wybaczył to, co powiedziałam. Alex westchnął ciężko, przesuwając kciukiem po jej wardze, jakby chciał ją odciągnąć od tego męczącego myślenia o winie. - Już wszystko przemyślałem, serio. Po prostu bądź tu ze mną - dalej usilnie starał się ją przekonać. Zdawał sobie sprawę, że nie mogli cofnąć czasu, ale nie chciał go już więcej marnować. Wiem, zrozumiałam to dopiero później. Nie powinnam była Cię naciskać. Proszę, po prostu nie zamykaj się, szczególnie na mnie. Nie odpycham Cię dlatego, że Cię nie chce. Po prostu odpuszczam pierwsza bo boję się, że Ty zrobisz to pierwszy, a nie chcę więcej patrzeć jak odwracasz się plecami i odchodzisz. Słuchał jej słów w milczeniu, a każde kolejne wbijało się w jego czaszkę coraz głębiej. On uciekał, żeby nikt go nie zranił, a ona... ona uderzała pierwsza, żeby nie musieć patrzeć, jak odchodzi. Byli siebie warci - oboje tak samo połamani i tak samo przerażeni tym, co się między nimi działo. A gdy na szali pojawiło się zaufanie, poczuł, jak resztki jego oporów ostatecznie kruszeją. To było jednocześnie straszne i fascynujące - no i nie miał najmniejszej ochoty, żeby uciekać przed tym ryzykiem. Pragnął oddać się jej w całości i zapomnieć o istnieniu wszystkiego innego. - Obiecuję ci, że to był ostatni raz, kiedy widziałaś moje plecy, Maddie - wyszeptał. - Słyszysz? Nigdy więcej. Możemy się żreć, możesz mnie wkurwiać, a ja mogę być największym dupkiem na świecie, ale nie zostawię cię więcej samej - dodał, gładząc jej talię. Wtulił się w jej dłoń, gdy położyła mu ją na policzku. Pragnął jej dotyku i jej ciepła. Pragnął jej tak desperacko, że aż go to przerażało. Był wykończony, każdy mięsień pulsował mu tępym bólem po całym dniu napięcia, ale ta bliskość działała jak najlepszy środek przeciwbólowy. A na koniec to jedno zdanie - jutro też tutaj będę. Przymknął oczy, wtulając twarz w jej zagłębienie szyi i chłonąc jej zapach. - Śpij, mała - mruknął wprost w jej szyję, muskając ją wargami. Przesunął dłonią wzdłuż jej kręgosłupa, kreśląc kciukiem uspokajające kółka na jej plecach. Każdy dotyk był teraz celebracją faktu, że postanowili zawalczyć. Razem. Alex czuł, jak jego własne ciało w końcu odpuszcza walkę z grawitacją - mięśnie, które przez cały dzień były napięte jak struny, teraz stawały się ciężkie, a powieki same opadały pod wpływem kojącego ciepła Maddie. Gdy wtuliła się w niego, jakby chciała schronić się przed całym światem, mimowolnie się uśmiechnął. Mógłby być tak uwiązany jej ramionami do końca świata i jeden dzień dłużej. Naciągnął na nich kołdrę wyżej, szczelnie ich otulając. Zasypiając, gładził jeszcze nagą skórę jej pleców niespiesznie, jakby chciał zapamiętać ten dotyk pod palcami na zawsze. Otulony zapachem jej perfum, w końcu zasnął.

Maddie Lennox
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To teraz się przyzwyczajaj, bo nigdzie nie idę. To było tylko kilka słów, dla zwykłego człowieka nieznaczących zbyt dużo, ale dla Maddie były czymś co chciała usłyszeć przez całe swoje życie. Przyjemne ciepło po raz kolejny tego wieczora rozlało się po jej ciele, a w głowie echem odbijało się to jedno zdanie. Lennox była dziewczyną, której w życiu niczego nie brakowało, przynajmniej materialnie, ale uczuciowo była cholernie wybrakowana. Przez całe swoje dzieciństwo nikt nie zapewnił jej tego uczucia, że jest wystarczająca, że ktoś będzie przy niej nie ważne co będzie się działo. I gdyby ktoś jej powiedział, że te słowa padną z ust chłopaka, którego wszyscy się bali, który nie dbał o nikogo i który potrafił zmrozić człowieka samym spojrzeniem to najzwyczajniej w świecie wywróciła by oczami. Teraz jednak wychodzi na to, że w życiu nie można być niczego pewnym, bo najmniej oczekiwane słowa padają od jeszcze mniej oczekiwanych ludzi.
Czując jego kciuk na swojej wardze na kilka sekund wstrzymała oddech, chciała poczuć jego usta na swoich, przypomnieć sobie ich ciepło i smak, chociaż minęło kilka dni tęskniła za tym, za nim całym. Wiedziała jednak, że musieli działać spokojnie, każdy ruch musiał być przemyślany, bo wystarczyło jedno drżenie ręki, a to co starają się odbudować znów upadnie, nie wiadomo czy tym razem bezpowrotnie. Dlatego czerpała z tej bliskości jak najwięcej, doceniała każdy dotyk, każde spojrzenie, zapamiętywała jego twarz, drganie mięśni za każdym razem kiedy była blisko tylko po to aby pamiętać. Bo gdyby coś się kiedyś znów spierdoliło wspomnienia zostają, na zawsze. - Jestem. - szepnęła krótko, a kąciki jej ust uniosły się w delikatnym uśmiechu. Doceniała to, że był z nią tej nocy, teraz. Wyciągnęła lekcje z ich ostatniej rozmowy, musiała nauczyć się dawać przestrzeń, musiała nauczyć się nie wymagać odpowiedzi teraz i natychmiast. Chciała zmienić swoje zachowania, chciała być lepsza, dla niego i dzięki niemu. Bo nie ważne jakie opinie o nim słyszała, Alexander Hall był dla niej chłopakiem, który pewnej sylwestrowej nocy nie pozwolił jej upaść, był chłopakiem, który patrzył na nią tak jakby była kimś ważnym, kimś wyjątkowym. I taką właśnie chciała dla niego zostać.
Zadrżała na dźwięk obietnicy, którą wyszeptał. Nie miał pojęcia ile to dla niej znaczyło, ale mógł dostrzec to w jej iskrzącym spojrzeniu, które w tej samej sekundzie przegoniło całkowite zmęczenie. Swoim kciukiem delikatnie przejechała po jego policzku kiedy swoją twarz wtulił w jej dłoń. - Trzymam Cię za słowo, Hall. - odparła nie umiejąc ukryć w zmęczonym i zachrypniętym głosie szczęścia, nie potrzebowała zbyt wiele, nie potrzebowała drogich prezentów, wycieczek czy wielkiego domu. Wystarczyło jej kilka zapewnień i ciasna sypialnia wypełniona męskim zapachem, który był jej ulubionym.
Kolejna porcja dreszczy obsypała jej ciało ciągnąc się od szyi, którą musnął ustami przez ramiona, klatkę piersiową aż do małego palca od stopy. Taki drobny gest wystarczył aby w jej wnętrzu mała iskra zmieniła się w płomień. W odpowiedzi na jego słowa tylko mruknęła cicho i na nowo ułożyła się tuż przy jego boku, boku do którego swoim ciałem pasowała idealnie, jakby to miejsce czekało tylko na nią. Oparła się o jego klatę piersiową, przymknęła powieki i słuchając jego bijącego serca i spokojnego oddechu najzwyczajniej w świecie zasnęła. Tak spokojnie jak jeszcze nigdy, bez koszmarów spowodowanych wymieszaniem alkoholu i narkotyku, bez zimnych potów i krzyku. Pierwszy raz było...spokojnie.

Obudził ją dźwięk przejeżdżającego za oknem samochodu, powoli otworzyła oczy czując jak jej głowa nieprzyjemnie pulsuje. Pierwsze co dostrzegła to okno, za którym niebo było jeszcze szare, które dopiero budziło się do życia. Nie miała pojęcia, która była godzina i też dłuższą chwilę zajęło jej ogarnięcie tego gdzie właściwie się znajdowała. W pierwszej sekundzie zakładała, że znajdowała się w pokoju najpewniej jakiegoś gościa, którego poznała na imprezie, wstyd się przyznać, ale kiedyś tak wyglądały jej poranki. I dopiero teraz dostrzegła, że leżała w czyiś ramionach, uniosła delikatnie głowę i dostrzegła twarz. Fala gorąca zalała jej ciało kiedy w śpiącym chłopaku rozpoznała Halla. Kilka chwil wpatrywała się w niego starając się przypomnieć sobie cokolwiek z poprzedniej nocy. My chyba... pomyślała i spojrzała w dół, miała na sobie sukienkę, odetchnęła z ulgą.
Powoli i delikatnie wysunęła się z jego objęć, przesunęła się na materacu i usiadła na jego skraju, plecami do niego i drżącymi rękoma przetarła twarz. Przymknęła swoje powieki, starała się przywołać wspomnienia ostatniej nocy, pamiętała, że poszła do klubu, znalazła starych znajomych, piła i wzięła tabletki. Syknęła i skrzywiła się czując jak głowa zaczyna nieprzyjemnie pulsować, tak jakby jej ciało kazało odpuścić. Nie wiedziała jakim cudem się tutaj znalazła, dlaczego tutaj była i dlaczego spała w jego ramionach. Odwróciła się jeszcze raz w jego stronę, tak jakby sprawdzając czy na pewno śpi, chciała się podnieść, wstać i zniknąć, ale nie umiała. Podświadomość kazała jej zostać. Ja pierdole pomyślała, ciężko westchnęła i opuściła głowę patrząc na własne dłonie, blade i w dalszym ciągu drżące. Żałowała, żałowała tego, że złamała daną sobie obietnicę i znów wróciła na tą pieprzoną granice. Była beznadziejna.
Alexander Hall
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tej nocy nie walczył z własnymi myślami. Gdy tylko poczuł ciężar Maddie na swojej piersi i usłyszał jej miarowy oddech, jego umysł po prostu się wyłączył. Spał twardo i głęboko, jakby jej bliskość była jedynym, czego potrzebował, żeby spokojnie przespać całą noc. To był pierwszy raz od tygodni, kiedy rano nie obudził się zaciśniętymi szczękami - nie śniło mu się nic konkretnego, tylko oślepiające światło i brak konieczności uciekania przed czymkolwiek. Kiedy słońce zaczęło nieśmiało przebijać się do jego sypialni, Alex powoli zacząć wracać do rzeczywistości. Czuł pod dłońmi chłód materaca tam, gdzie jeszcze niedawno znajdowało ciepłe ciało Lennox. To go rozbudziło natychmiast - uchylił powieki i przez chwilę tylko leżał, mrużąc oczy przed szarym świtem. Dostrzegł ją od razu, gdy tylko podciągnął się na łokciach w górę. Maddie siedziała na krawędzi łóżka, odwrócona do niego plecami. Wyglądała tak krucho w tym bladym świetle, z opuszczoną głową i skulonymi ramionami, że Alex, wciąż jeszcze na wpół pogrążony w cieple snu, nie pomyślał o żadnych barierach. Po prostu przesunął się po prześcieradle, przyciągnął ją do siebie od tyłu i wtulił twarz w jej łopatkę, oplatając ramionami jej talię. - Hej - mruknął zaspanym głosem. - Gdzie mi uciekasz tak rano? - dodał, przesuwając dłonią po jej ramieniu. Była... zimna i drżąca. Ten drobny, ledwo wyczuwalny dygot sprawił, że rozbudził się na dobre w ciągu sekundy. Nie czekając na odpowiedź, Alex rozluźnił uścisk i zwinnie przesunął się na materacu, by usiąść na krawędzi łóżka tuż obok niej. Usiadł tak blisko, że ich uda się stykały, ale nie próbował jej już obejmować na siłę. Zamiast tego pochylił głowę, próbując zajrzeć w jej twarz, którą usilnie przed nim chowała za kurtyną rozczochranych włosów. - Co tam? - zagadnął, nie bardzo wiedząc, co innego mógłby powiedzieć. Dopiero teraz, siedząc tak blisko, spostrzegł jej dłonie - blade, drżące i nerwowo splecione na kolanach. Chciał wierzyć, że to tylko kac, że to skutek tych wszystkich prochów i alkoholu, które wczoraj w siebie wpompowała, ale to spojrzenie... Cholera, chciał wierzyć, że nie wracali do punktu wyjścia. Uniósł rękę i bardzo powoli, by jej nie wystraszyć, ujął jej podbródek, zmuszając ją delikatnie, by przestała wpatrywać się w podłogę. - Wszystko w porządku? - spytał, uważnie się jej przyglądając. Jeszcze kilka godzin temu obiecywał jej, że nie odejdzie, a teraz widział, że to ona jest o krok od tego, by psychicznie się przed nim zamknąć i zniknąć. Zupełnie jakby nie pamiętała tego wszystkiego, co między nimi zaszło jeszcze kilka godzin temu. A może naprawdę nie pamiętała? Pytanie zawisło między nimi, a im dłużej Maddie nie odpowiadała, tym głośniej w głowie Alexa odzywał się znajomy alarm. Zacisnął szczęki, a jego spojrzenie stało się ostre. Nie lubił niepewności, a to, co widział teraz w jej oczach... Nie podobało mu się. Obserwował ją uważnie, czekając na jakikolwiek sygnał. Jeśli faktycznie nic nie pamiętała, to całą tą intymną otoczkę, którą budowali przez pół nocy, właśnie szlag trafił. A on nie wiedział, czy ma siłę, żeby znowu przebijać się przez to wszystko.

Maddie Lennox
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Zapomniała jak bardzo beznadziejne były poranki po takiej imprezie, tak jak kiedyś teraz też w jej głowie pojawiało się milion pytań, na które odpowiedzi nie umiała znaleźć. Skrawki wczorajszych wspomnień zalewały jej głowę, bez kolejności, bez sensu tak jakby ktoś puścił jej randomowe kilkusekundowe filmiki. Pojawiła się w niej jedna myśl, której uczepiła się jak tonący brzytwy: Mam nadzieję, że nic nie odjebałam., bo kiedyś robiła wiele akcji, z których nie była szczególnie dumna. Przeszłości jednak nie cofnie, ale jak widać lekcji z niej też nie umiała wyciągać.
Znów przymknęła powieki biorąc powolny i głęboki oddech, chciała uspokoić rozdygotane ciało i opanować drżenie własnego serca. Kilka chwil później materac ugiął się pod ciężarem męskiego ciała, wiedziała co to oznacza, Alex się obudził, nie odwróciła się jednak w jego stronę, trochę bała się spojrzeć na jego twarz i w jego oczy. Przesunął się w jej stronę bliżej, objął rękami jej talię, a na swoich nagich plecach poczuła jego gorący oddech. I wtedy jak za dotknięciem magicznej różdżki przypomniała sobie jego usta na własnej szyi, a na to wspomnienie skóra w tym miejscu zaczęła ją łaskotać. Milczała w dalszym ciągu, czuła się jakby w gardle miała gulę, której za cholerę nie mogła przełknąć.
Znów się ruszył, odsunął, a chłód zaatakował jej plecy, zmienił swoje położenie, usiadł obok niej. Maddie w dalszym ciągu siedziała bez ruchu, ale doskonale go słyszała, wzrok skupiła na swoich dłoniach. Nie wiedziała czego ma się spodziewać, nie chciała patrzeć na niego bojąc się, że zobaczy w jego oczach zmianę, że po tej nocy, po tym jak ją widział w najgorszej chwili nie będzie patrzył na nią tak jak wcześniej.
Nie protestowała kiedy chwycił ją za podbródek, przyjemne ciepło jakie biło z jego palców było dla niej zbawiennie, jak miód na zbolałe gardło. Bez problemu swoimi oczami odnalazła te jego, szukała słów, tych odpowiednich aby móc się odezwać. Widziała zmianę w mimice jego twarzy, widziała jak zaciskał szczękę, jak spojrzenie zmienia się w to ostrzejsze, które widziała za pierwszym ich spotkaniem. - Nie wiem. - wyznała cicho, delikatnie zachrypniętym głosem, nie chciała go okłamywać, nie miała siły udawać, że wszystko było okej. Wcale tak nie było, czuła się fatalnie. Powoli uniosła lewą dłoń i złapała go za tą jego, którą w dalszym ciągu trzymał jej brodę. Opuściła ją niżej, na swoje kolana, ale wcale jej nie puściła, wręcz przeciwnie, splotła ich palce ze sobą i spojrzała na nie. Wtedy przed jej oczami pojawił się kolejny obraz, jak w nocy trzymał ją za ręke, przypomniał jej się atak paniki, znów czuła jak jej serce się zaciska, przez co ona automatycznie ścisnęła jego dłoń. Przymknęła swoje powieki. Nie zostawię Cię. cichy głos Halla odbił się w jej uszach. - Znów przekroczyłam granice. - wyznała tym razem głośniej i uniosła głowę spoglądając w jego oczy. Było jej wstyd, cholernie wstyd, bo ostatnie o czym marzyła to to aby Alex widział ją w tamtym stanie. - Co się wydarzyło? - zapytała, a jej głos był tak cichy, ale on był wystarczająco blisko aby ją usłyszeć. Musiała znać odpowiedź, musiał jej powiedzieć, że nie zrobiła nic głupiego.
Alexander Hall
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiem. Znów przekroczyłam granicę.
No, kurwa, i to jak
- pomyślał, ale nie było w tym żadnego potępienia, jakby ktoś pytał. Raczej zdziwienie i męska refleksja nad tym, co się właściwie wydarzyło w ciągu ostatnich godzin. Przemknęło mu przez myśl, że to pewnie historyczny moment. Pierwszy raz spędził noc z dziewczyną w swoim własnym łóżku i... absolutnie nic się nie stało. Żadnego seksu, żadnej gry wstępnej, żadnych podtekstów. Zamiast tego pół nocy pilnował, żeby nie przestała oddychać i głaskał ją po plecach, dopóki oboje nie zasnęli. Gdyby ktoś mu o tym opowiedział tydzień temu, wyśmiałby go prosto w twarz. A teraz? Teraz przemknęło mu przez myśl, że... tego właśnie chciał. Tej czułości i tego spokoju, który go ogarnął, gdy tylko Maddie wtuliła się w jego bok. To wszystko było jakieś pojebane, cholera. Co się wydarzyło? - Nic się nie wydarzyło. To znaczy, nic z tych rzeczy, o które pewnie się teraz zadręczasz - wyjaśnił spokojnie, odwracając wzrok od jej skąpej sukienki. Puścił jej dłoń tylko po to, by przesunąć ręką po swojej twarzy i ostatecznie się dobudzić. Westchnął ciężko, opierając łokcie o kolana i patrząc przed siebie, na szary świt za oknem. Gdzieś w środku poczuł nagłe, nieprzyjemne ukłucie rozczarowania. Fakt, że musiała o to pytać, bo w jej głowie szalała pustka w tym samym miejscu, w którym on już zdążył poukładać klocki na swoje miejsce, zabolał go mocniej, niż chciałby przyznać. Czuł się tak, jakby przebiegł maraton, a na mecie usłyszał, że startuje od nowa, bo nikt nie zapisał jego wyniku. - Znalazłem cię na ulicy, pod klubem. Ledwo kontaktowałaś, więc zabrałem cię stamtąd, zanim ktoś inny wpadłby na ten sam pomysł, ale z gorszymi zamiarami - rzucił krótko, nie widząc sensu w owijaniu w bawełnę. Nie chciał jej oszczędzać. - Przywiozłem cię tutaj, potem miałaś atak paniki, a potem... hmm... rozmawialiśmy. Przez chwilę. Pamiętasz? - urwał, rzucając jej krótkie spojrzenie. Próbował wyłapać w jej oczach chociaż cień potwierdzenia, że pamiętała ich rozmowę. Zaczął czuć się nieswojo w swoim własnym mieszkaniu i zaczynał podejrzewać, z jakiego powodu. On pamiętał każde słowo, każdy dreszcz i każdą obietnicę, a ona... ona chyba nie. Zrobiło mu się nagle cholernie niezręcznie. Cisza, która jeszcze w nocy była kojąca, teraz ciążyła mu jak ołów. - Dobra... - mruknął pod nosem, uciekając wzrokiem w stronę krzesła, na które rzucił swoje ubrania. Podniósł się z łóżka, czując na plecach chłód poranka, i chwycił czarną koszulkę. Wciągnął ją przez głowę szybkim ruchem. - W ogóle to... witaj w moich skromnych progach. Oficjalnie - rzucił z cieniem swojego starego, pewnego siebie uśmiechu, starając się rozładować to napięcie, które gęstniało między nimi z każdą sekundą. Przetarł dłonią kark i ruszył w stronę drzwi sypialni, nie czekając na to, aż Maddie zbierze się w sobie, by coś odpowiedzieć. Potrzebował dystansu, żeby poradzić sobie z tymi wszystkimi emocjami, które nagle go przygniotły. - Zrobię kawę. Wolisz czarną czy z mlekiem? A może herbatę? Wodę...? - rzucił już z progu, zatrzymując się na sekundę. Musiał się czymś zająć. Mechaniczne czynności, takie jak nalewanie wody do czajnika czy szukanie czystych kubków, były idealną wymówką dla odstawienia emocji na bok. Kuchnia była teraz neutralnym miejscem, gdzie nie musiał patrzeć w jej zagubione oczy i zastanawiać się, ile z ich wspólnej nocy faktycznie przetrwało w jej głowie. Robienie kawy było proste, przewidywalne i nie wymagało żadnej wrażliwości. - Na krześle jest moja bluza, weź ją, jeśli chcesz. Będę w kuchni - dodał na koniec, ostatecznie znikając za drzwiami. Nie tak wyobrażał sobie ten poranek.

Maddie Lennox
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nic się nie wydarzyło. wraz z tymi słowami Maddie poczuła jak z serca spada jej jeden z kamieni, z którymi obudziła się kilka minut temu. W odpowiedzi nieznacznie kiwnęła głową czując jak krew odpływa z jej twarzy. Cieszyła się, że nic się nie wydarzyło, nie dlatego, że nie chciała, a dlatego, że jak już miało dojść do czegoś to chciała pamiętać. Każdy jego szept, dotyk, pocałunek i spojrzenie, chciała móc wracać do tego wspomnienia następnego ranka kiedy spojrzała by na siebie w lustro. Z resztą... Nigdy nie wpadłaby na to, że Alex mógłby ją wykorzystać, może by zrobił jej fotę jak ślini jego poduszkę, ale nic więcej.
Kiedy puścił jej dłoń blondynka poczuła dziwnego rodzaju chłód i dystans, który z każdą mijającą sekundą stawał się coraz większy i bardziej namacalny niż by chciała. Obserwowała go, swoim spojrzeniem wodziła po jego profilu, dostrzegła napięcie w ramionach, delikatnie i na kilka sekund zagryzła swój policzek od środka. Powoli przetwarzała jego słowa w swojej własnej głowie szukała fragmentów wspomnień, które pojawiły się jak na zawołanie. Pamiętała nieprzyjemny dotyk, chłód i ból nóg, pamiętała jak z upartością osła kroczyła (chociaż to za dużo powiedziane!) ulicą chcąc dostać się do domu. Pamiętała też ciepło, to przyjemne ciepło, ciężar kurtki na ramionach i zapach Alexa kiedy trzymał ją aby nie upadła na ziemię. Rozmawialiśmy... zamrugała kilka razy oczami, nie ruszała się, siedziała jak posąg, który tylko delikatnie oddychał. Przepraszała go, za swoje zachowanie, za to co powiedziała tamtej nocy, poczuła jak po jej karku przechodzi dreszcz. Pamiętała, że złożyła mu obietnice, pamiętała również tą, którą on jej złożył. Momentalnie czuła jak robi jej się gorąca, jak suchość w gardle zaczyna ją nieprzyjemnie drapać.
Drgnęła nieznacznie kiedy ciemnowłosy podniósł się z łóżka na którym oboje siedzieli. Lennox uniosła głowę obserwując jak narzuca na siebie koszulkę. Dzisiaj dostrzegała te wszystkie niuanse, które umykały jej wczoraj. Widziała jak pocierał kark, jak bardzo niezręcznie się czuł. Kąciki jej ust drgnęły lekko w górę kiedy przywitał ją w swoim mieszkaniu, gdyby miała siłę to pewnie nawet by zachichotała. Dalej ja ta największa sierota siedziała w miejscu, powinna go zatrzymać, ale nie wiedziała czy to był dobry pomysł. - Wodę. - rzuciła cicho, zmarszczyła nos krzywiąc się, jej gardło przypominało pustynie, potrzebowała wody. - Mhm... - mruknęła w odpowiedzi i patrzyła na to jak wychodził z pokoju. Obiecuję ci, że to był ostatni raz, kiedy widziałaś moje plecy, Maddie. gwałtownie wciągnęła powietrze w tej samej sekundzie, w której drzwi się za nim zamknęły. Przetarła swoimi dłońmi twarz, a potem przesunęła je wyżej chcąc ogarnąć jakoś tą burzę swoich niesfornych kosmyków włosów. Siedziała na materacu kiedy kilka chwil, a następnie wstała i podeszła do tego samego krzesła, zgarnęła jego wielką bluzę, ubrała ją na siebie czując jak ciepło materiału grzeje jej odkryte plecy. Spojrzała w dół i tym razem już cicho parsknęła, bluza była zdecydowanie dłuższa niż jej własna sukienka, musiała wyglądać komicznie topiąc się w ciemnym materiale.
Nie miała czasu jednak roztrząsać swojego wyglądu, bosymi stopami skierowała się do drzwi przez które przeszła, słyszała jak leje wodę najpewniej do czajnika, ruszyła za dźwiękiem. Kilka sekund później stała w progu wejścia do kuchni, stał do niej tyłem, opierał się dłońmi o blat, wyglądał jakby modlił się nad dwoma porcelanowymi kubkami. Znów był spięty, widziała jak mięśnie zarysowują się na materiale ciemnej koszulki. Powoli, cicho i z bijącym głośno sercem weszła w głąb pomieszczenia, bosymi stopami stąpała po kafelkach, które w tej właśnie chwili przynosiły jej ulgę i ukojenie. Uniosła dłonie, które ukryte były w za dużych rękawach jego bluzy i rękami objęła jego pas, a policzkiem oparła się o jego umięśnione plecy. - Mieliśmy grać w otwarte karty...- rzekła na tyle głośno aby ją usłyszał, zacisnęła mocniej swój uścisk chociaż siły nie miała zbyt wiele. - Obiecałeś, że mnie nie zostawisz. - dodała tym samym pokazując mu, że pamiętała, może nie było tego zbyt wiele, ale pamiętała. To nie było jej pierwsze rodeo, za kilka godzin kolejne obrazy będą wracać, ale musiała go uświadomić, bo widziała jak znów łapał dystans, domyślała się co czuł wraz z tym głupim pytaniem, które zadała. Ona poczułaby się tak samo zagubiona i zraniona. - Proszę, nie zamykaj się, szczególnie na mnie. - powtórzyła zdanie, które w tej sekundzie pojawiło się w jej głowie, przeszedł ją dreszcz bo pamiętała emocje, jakie czuła w tamtym momencie.
Stała, przyczepiona do jego pleców, obejmując go swoimi drobnymi dłońmi w pasie i czekała. Czekała na jego ruch bo ona była zbyt bardzo zagubiona, potrzebowała aby ją poprowadził, aby to on się otworzył. Błagała w duchu aby jej nie odrzucił.
Alexander Hall
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W kuchni panowała cisza, przerywana jedynie narastającym szumem gotującej się wody. Alex stał oparty o blat, wpatrując się w dwa puste kubki, jakby miały mu udzielić odpowiedzi na pytanie, co powinien teraz zrobić. Czuł się idiotycznie. Przyszedł tu, żeby uciec przed duszną atmosferą w sypialni, żeby nie rozmyślać, a robił dokładnie to - analizował każdą sekundę i każdy grymas na twarzy Maddie. Zacisnął usta - wspomnienia poprzedniej nocy, te wszystkie słowa i obietnice, teraz wydawały mu się niemal nierealne, jakby wydarzyły się w innym życiu. A przecież obiecał. Dlaczego więc tak intensywnie nad tym wszystkim rozmyślał? Woda w czajniku zaczęła głośno bulgotać, ale nie ruszył się z miejsca, bo usłyszał ciche, bose kroki na kafelkach. Nie musiał się odwracać, by wiedzieć, że to ona. Czekał, spinając mięśnie pleców, przygotowany na dźwięk zamykanych drzwi wyjściowych. Zamiast tego poczuł... uścisk. Jej drobne dłonie, ukryte w rękawach jego własnej bluzy, oplotły go w pasie, a policzek Maddie spoczął na jego łopatkach. Alex zamarł. Słuchał jej szeptu, a każde kolejne zdanie - o otwartych kartach, o obietnicy, o tym, żeby się nie zamykał - rozbijało dystans, który pojawił się między nimi po przebudzeniu. Czajnik odbił, sygnalizując koniec gotowania, ale Alex nie drgnął. Szklanka chłodnej wody, którą przed chwilą nalał dla Maddie, stała tuż obok, ale nie wyciągnął po nią ręki. Stał nieruchomo, pozwalając, by jej słowa w pełni do niego dotarły. Pamiętała. W jednej chwili poczuł tak potężną ulgę, że aż zakręciło mu się w głowie. Cały ten chłodny pancerz, który zdążył już wokół siebie zacząć budować w sypialni, po prostu się rozsypał. Mimowolnie, niemal niezauważalnie, kąciki jego ust drgnęły w górę. Jednak nie był w tym wszystkim sam. - Pamiętasz - mruknął bardziej do siebie niż do niej. Powoli, ostrożnie, nakrył jej dłonie swoimi, splatając ich palce na swoim brzuchu. Czuł przez materiał bluzy jej ciepło. Nie zostawi jej. Skoro ona miała odwagę tu przyjść i mu to przypomnieć, on nie zamierzał być dłużny. - Nigdzie się nie wybieram, mała. Obiecałem - odparł cicho, gładząc kciukami wierzch jej dłoni. Stali tak przez dłuższą chwilę w chłodnej kuchni, w słońcu, które coraz śmielej zaglądało przez okno. Powoli rozplótł ich dłonie, ale zamiast się odsunąć, odwrócił się w jej stronę. Zanim zdążyła zaprotestować, ujął ją pewnie pod boki i jednym, sprawnym ruchem uniósł w górę, sadzając na kuchennym blacie. Oparł dłonie po obu stronach jej bioder, więżąc ją w małej klatce ze swoich ramion. Pochylił się nieco, by ich twarze znalazły się na tym samym poziomie. Teraz nie mogła już uciec wzrokiem ani schować się za włosami. Widział każdą iskrę w jej tęczówkach i słyszał każdy oddech. - Skoro mamy grać w otwarte karty, to zacznijmy od karty numer jeden. W tej bluzie wyglądasz jak siedem nieszczęść - zaczął, a w jego głosie znów pobrzmiewał ten niski, łobuzerski ton. - Ale muszę przyznać, że prezentuje się na tobie o niebo lepiej niż na mnie - dodał i puścił jej perskie oczko. Przez chwilę trwał w tej bliskości, ignorując szum czajnika i chłód poranka. Jego spojrzenie złagodniało, a dłoń powoli powędrowała w górę, by kciukiem pogładzić jej policzek. Drugą dłonią podsunął jej szklankę z wodą, którą wcześniej nalał, i tym razem dopilnował, by faktycznie upiła kilka solidnych łyków. - A teraz, karta numer dwa. Co ty właściwie wczoraj wyprawiałaś? - spytał już ciszej, poważniejąc. - Mieliśmy nie mieć przed sobą tajemnic, pamiętasz? Mów. Chcę wiedzieć, na czym stoimy, słońce - podsumował, a jego dłoń, która do tej pory gładziła jej policzek, zsunęła się niżej, na jej kark. Przyciągnął ją delikatnie do siebie, zmuszając, by oparła czoło o jego czoło. Alex przymknął na moment oczy, chłonąc jej obecność i pozwalając, by ich oddechy się wymieszały. Chciał jej pokazać, że choć pytał o rzeczy trudne i brudne, to robił to z troski, a nie po to, by ją oceniać. Jego kciuk leniwie kreślił małe kółka na jej skórze, tuż pod linią włosów, co miało ją uspokoić i dać sygnał, że jest bezpieczna. Nawet jeśli prawda o wczorajszej nocy nie była kolorowa, on wciąż tu był. Czekał, dając jej czas na zebranie myśli, a jego ramiona, wciąż oparte o blat, tworzyły dla niej schronienie przed całym światem, który został za drzwiami tego mieszkania - a przynajmniej miał taką nadzieję.

Maddie Lennox
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Czekała w napięciu na jego ruch, a każda mijająca sekunda jak na złość ciągnęła się w nieskończoność. Nie miała pojęcia czego mogła się spodziewać, czuła jak jego mięśnie spięły się jeszcze bardziej kiedy swoim ciałem przyległa do jego. W swoich myślach wysyłała w niebo modlitwy, jak na osobę totalnie nie wierzącą w tym momencie była jak największa zagorzała katoliczka. Chociaż nie wszystkie wspomnienia z poprzedniej nocy wróciły niektóre momenty pamiętała i liczyła na to, że to co mówił było szczere, a nie podyktowane tym co chciała usłyszeć w tamtej chwili. - Nie wszystko, potrzebuję jeszcze chwili. - wyznała cicho jakby bojąc się, że te kilka słów znów wszystko zniszczy, ale nie chciała kłamać, chciała być z nim całkowicie szczera. Przecież to sobie obiecali....
Kolejny ciężar, z którym się obudziła tego ranka spadł jej z ramion kiedy ciemnowłosy swoimi palcami dotknął jej dłoni, a potem splótł ich palce ze sobą. Nie widział tego, ale na twarzy Maddie malowała się ulga, a usta wykrzywiły się w uśmiech, tak bardzo szczery i ciepły jak nigdy wcześniej. Swoim policzkiem mocniej wtuliła się w jego plecy kiedy do jej uszu dotarła ta sama obietnica, tym razem kiedy była świadoma i w miarę trzeźwa. Nie miał pojęcia jak bardzo szczęśliwa była w środku, jak bardzo te słowa były dla niej ważne. - I tak bym Cię znalazła. - odpowiedziała jakby nigdy nic robiąc głupkowatą minę, której w dalszym ciągu nie mógł zobaczyć. Chociaż głowa dalej ją bolała, w żołądku czuła dziwne niepokojące uczucie to humor zdecydowanie zaczynał jej dopisywać. I zamilkła, przymknęła powieki i najzwyczajniej w świecie napawała się tą chwilą, tymi kilkoma minutami w ciszy, przy jego ciele i cieple, w jego bluzie, z roztrzepanymi włosami i bosymi stopami. Idealny poranek, złapała się na tym, że mogłaby się do tego przyzwyczaić, to takich poranków w kuchni, w jego objęciach. To było jak małe marzenie o którym nie wiedziała, że marzy.
Otwierała usta aby coś dodać, jakiś zaczepny komentarz, ale wtedy Hall puścił jej dłonie, odwrócił w jej stronę i bez żadnego nawet najmniejszego problemu uniósł ją i posadził na blacie. Zbliżył się, a swoje dłonie oparł po obu stronach jej bioder, czuła ciepło i przyjemne dreszcze, które rozchodziły się po całym ciele. Nie odwracała wzroku, patrzyła na jego twarz nie umiejąc ukryć uśmiechu na twarzy. Zdecydowanie najlepszy poranek.
Parsknęła cicho i wywróciła oczami na dźwięk słów, które usłyszała. - Każdą laskę witasz na dzień dobry takim komplementem? - zapytała rozbawiona unosząc brew w górę, za chwilę jednak końcem swojego języka oblizała swoje własne suche wargi. - Jeszcze lepiej wyglądała bym bez niej. - droczyła się, a jej oczy błysnęły tym jednym, szczególnym i łobuzerskim blaskiem. Przechyliła delikatnie głowę na bok kiedy Alex kciukiem gładził jej policzek, na kilka sekund poddała się temu uczuciu, zaraz jednak widząc szklankę z wodą przypomniała sobie jak bardzo spragniona była. Chwyciła ją w dłoń i niemalże za jednym razem wypiła jej połowę, czuła ulgę, wielką ulgę.
I nagle cały błogi spokój, który czuła wyparował wraz ze słowami, które wypowiedział. Madison wiedziała, że nie uniknie tego pytania, że lada moment padnie, ale miała głupią nadzieję, że nie tak szybko. Odstawiła szklankę na bok, a potem spojrzała w ciemne oczy Alexa. Nie umiała zebrać myśli, nie umiała skleić jakiś logicznych zdań, czuła jak jej serce powoli przyśpiesza, ale nie miało szansy nawet się rozpędzić. Przesunął dłoń z jej policzka na kark, który gładził tak jak to zawsze miał w zwyczaju, ich czoła się zetknęły, czuła jego gorący oddech na swoich policzkach, zrobiła to samo co chłopak, przymknęła swoje powieki czerpiąc z tej chwili ukojenie.
Wyprostowała się, a potem opuściła wzrok niżej, na swoje dłonie, które oparła o własne kolana. Opuszkami palców bawiła się jednym z rękawów bluzy, którą miała na sobie. - Nie umiałam sobie poradzić z tymi wszystkimi emocjami. - wyznała cicho, ale był tak blisko, że mógł doskonale ją słyszeć. Powoli z płuc wypuściła powietrze jakby chciała się pozbyć tego uczucia wstydu i beznadziejności, które czuła dzisiejszej nocy. - Ciągle przed oczami miałam Twoją twarz, widziałam ból w Twoich oczach i słyszałam moje własne słowa, potem wyszedłeś. - jej głos był jeszcze bardziej cichy, bawiła się rękawem tej bluzy coraz bardziej nerwowo. W dalszym ciągu nie patrzyła na jego twarz, bała się, że jak spojrzy to jego wzrok się zmieni. - Chciałam przestać czuć, chociaż na chwilę, zapomnieć o tym jaka beznadziejna jestem. - po jej ciele przeszły ciarki, ale nie należały do tych przyjemnych, wręcz przeciwnie, sygnalizowały, że czuła wstręt sama do siebie. Cieszyła się, że Alex jej nie przerywał, dużo kosztowało ją otwarcie się, szczególnie przed nim. - Poszłam do klubu, doskonale wiedziałam gdzie ich znajdę, alkohol, dużo alkoholu, potem LSD. Przez chwilę czułam się wolna, bez żadnego bagażu emocjonalnego, a potem nagle... wszystko uderzyło we mnie dwa razy mocniej, dusiłam się, chciałam uciec, wybiegłam z klubu i po prostu szłam. - wyrzuciła z siebie na jednym oddechu, drżała coraz bardziej, nie z zimna, a z emocji, które na nowo gotowały się w jej ciele. Czuła jak głowa pulsowała jej na nowo, jakby ktoś uderzał w nią młotkiem. Powieki zaczynały szczypać ją coraz mocniej, pociągnęła nosem. - Nie chciałam abyś mnie widział w takim stanie. - jęknęła i dopiero teraz zdecydowała się spojrzeć na jego twarz, nie widziała jej zbyt dobrze bo słone łzy zamazały jej widok. - Przepraszam... - dodała i przymknęła powieki pozwalając aby pierwsza słona łza spłynęła po jej policzku, a w raz z nią chciała pozbyć się tych emocji, nieprzyjemnych wspomnień i wstydu.
Alexander Hall
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dopiero teraz, gdy siedziała przed nim na blacie w jego bluzie, dotarło do niego, jak cholernie mu jej brakowało. Przez te wszystkie dni, gdy udawał, że miał wywalone, nie było chwili, kiedy o niej nie pomyślał. Brakowało mu tego napięcia, jej zapachu i tego, jak potrafiła sprowokować go jednym spojrzeniem. To uświadomienie sobie swojej własnej tęsknoty było bolesne, ale był to przyjemny ból - taki, który w końcu dawał mu jasny cel. I tak bym Cię znalazła. Skoro ona była gotowa go szukać, on nie zamierzał pozwolić, by zgubiła się, próbując go odnaleźć. Uśmiechnął się na dźwięk tych słów, mimo że oznaczało to ostateczne przyznanie się przed samym sobą, że Maddie Lennox stała się jego najsłabszym punktem. Każdą laskę witasz na dzień dobry takim komplementem? Jeszcze lepiej wyglądała bym bez niej. Och, doskonale wiedział, jak wyglądała bez tej bluzy. Na moment wrócili do tego lekkiego flirtu, w którym czuł się najlepiej - tam, gdzie mógł pozwolić sobie na więcej, mimo że żadne z nich nie wiedziało jeszcze, na czym dokładnie stało. To była ich bezpieczna przystań i gra, którą oboje znali na pamięć. Lawirowanie między słowami i doszukiwanie się drugiego dna tam, gdzie go nie było. - Wiem, widziałem cię bez tej bluzy - mruknął pod nosem, uśmiechając się przy tym łobuzersko i kładąc dłoń na jej udzie, dokładnie w miejscu, w którym kończyła się bluza i zaczynało gładkie udo blondynki. Jednak ten błogi spokój luźnej konwersacji wyparował szybciej niż się pojawił, gdy tylko zadał pytanie o wczorajszą noc. Od razu zauważył tę nagłą zmianę w jej zachowaniu i gestach. Przyglądał się w ciszy, jak Maddie zaczynała kulić się w sobie, jak jej wzrok zaczął uciekać gdzieś w stronę kafelków, a dłonie zaczynały nerwowo gnębić rękaw jego bluzy. Dalej gładził jej skórę na karku, zataczał powolne koła i czekał, aż Maddie poczuje się na tyle pewnie, że zacznie mówić. No i zaczęła. Słuchał jej wyznania w absolutnej ciszy, a każde słowo - alkohol, LSD, ucieczka, wstręt do samej siebie, przeprosiny - odbijało się echem w jego głowie. Nie przerywał jej, dał jej skończyć, chciał, żeby wyrzuciła z siebie wszystkie te słowa. Nie drgnął nawet o milimetr, gdy mówiła o tym, że chciała przestać czuć. Znał to aż za dobrze. Tyle że on nie brał prochów - on wybierał bójki i ten rodzaj chłodnej obojętności, przez którą potem budził się w nocy zlany zimnym potem, nie mogąc złapać tchu. Nie odsunął się, gdy znów po jej policzkach popłynęły łzy. Jego dłoń na karku Maddie przestała kreślić koła, a zamiast tego pewnie i mocno przyciągnął ją do siebie, jakby chciał fizycznie przejąć na siebie część tego ciężaru, który tak bardzo ją przygniatał. - Nie jesteś beznadziejna - mruknął pod nosem, kciukiem ścierając słoną łzę z jej policzka. - Zrobiłaś głupotę, jasne. I masz szczęście, że cię znalazłem - mówił dalej, obejmując ją mocno. Alex przymknął oczy, wdychając zapach jej włosów, wciąż przemieszany z dymem z klubu, ale pod spodem czuł już ją - specyficzny zapach jej skóry, którym powoli przesiąkała jego bluza. - Nie przepraszaj mnie - uciął krótko, stanowczo, bez cienia złości. Zamiast tego wtulił twarz w zagłębienie jej szyi, pozwalając, by cisza w kuchni wypełniła się jedynie ich wspólnym, powoli wyrównującym się oddechem. Czuł, jak Maddie drży w jego ramionach, więc splótł dłonie na jej plecach, niemal miażdżąc materiał bluzy, byle tylko dać jej poczucie, że jest tu dla niej jak mur. Nie potrzebował więcej słów ani tłumaczeń. W tamtym momencie jedyne, co się liczyło, to ciężar jej ciała oparty o jego pierś i fakt, że mimo tego całego syfu, który oboje nosili pod skórą, wciąż potrafili się w ten sposób odnaleźć. Alex przymknął oczy, przesuwając powoli dłońmi po jej plecach w górę i w dół, kojącym, monotonnym ruchem. Chciał, żeby poczuła każdy milimetr jego obecności, żeby to ciepło wypaliło w niej ten wstyd i poczucie beznadziei. Był w tym uścisku jakiś rodzaj obietnicy - niemej i niepisanej, ale twardszej niż wszystko, co do tej pory sobie powiedzieli. Trwał tak, kołysząc ją niemal niezauważalnie, dopóki nie poczuł, że jej mięśnie w końcu się rozluźniają. Dopiero wtedy odsunął się o centymetr, tylko po to, by ująć jej twarz w obie dłonie. Kciukami gładził jej mokre policzki, wpatrując się w nią z tą surową, niezachwianą lojalnością, która nie potrzebowała żadnych kart ani gier. Nie musiał nic mówić. Jego spojrzenie mówiło wszystko. Mam cię i nie puszczę. Po chwili nachylił się i pocałował ją w policzek, blisko kącika ust. Przez sekundę zwlekał z odsunięciem się, jakby chciał się upewnić, że Maddie naprawdę oddycha już spokojniej. - Teraz słuchaj mnie uważnie, bo nie będę się powtarzał. Powiedziałaś, że i tak byś mnie znalazła, prawda? A więc działa to w obie strony, mała. Nieważne, jak bardzo będziesz chciała zniknąć, nieważne, ile razy spieprzysz i jak bardzo będziesz sobą gardzić... ja zawsze będę przy tobie. Nie jesteś w tym sama, jasne? - powiedział, patrząc w jej zapłakane oczy. - A teraz dopij tę wodę, do dna - nakazał, a w jego głosie pojawiła się władcza nuta, gdy głową wskazał na szklankę, którą wcześniej odstawiła. - Zrobimy tak. Pójdziesz pod prysznic, dam ci swoje ubrania, a potem zjemy coś lekkiego i spędzimy dzień na kanapie. Pasuje? - puścił jej perskie oczko, dalej ją obejmując i czekając na jej decyzję. Boże. Znowu uśmiechnął się jak łobuz i dotarło do niego, że w tej chwili, w tej małej kuchni, nic innego nie miało znaczenia. Miał ją, ona miała jego i to był jedyny plan, jakiego naprawdę potrzebowali.

Maddie Lennox
ODPOWIEDZ

Wróć do „#16”