ODPOWIEDZ
31 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Poranek zaczął się dla Charlesa wyjątkowo łaskawie. Obudził się, zanim alarm zdążył zakłócić ciszę sypialni, a pierwsze promienie słońca wpadające przez wielkie okna apartamentu zapowiadały dzień idealny. Miał w sobie rzadką, niemal zapomnianą lekkość - humor dopisywał mu od pierwszej kawy, a myśl o nadchodzącej rozgrywce sprawiała, że nawet rutynowe wiązanie krawata (który dziś wyjątkowo zamienił na sportowy strój) wydawało się przyjemnością. Kiedy Charles wjeżdżał na parking The Boulevard Club, krajobraz nad jeziorem Ontario był surowy - tafla wody, na której kiedyś uczył się żeglować pod okiem ojca, teraz była szara i wzburzona, a maszty jachtów, nagie i uśpione, przypominały o tym, jak wiele czasu minęło od jego dzieciństwa. Wewnątrz panowało przyjemne ciepło. Charles pewnym krokiem przeszedł przez lobby, kiwnięciem głowy witając znajomą obsługę. Tenis był dla niego idealną odskocznią - całoroczną dyscypliną, która pozwalała utrzymać ciało i umysł w ryzach, nawet gdy za oknem szalały śnieżyce. W szatni szybko przebrał się w sportowe ciuchy i ruszył w stronę kortów. W środku było czuć ten charakterystyczny zapach i słychać echo odbijanych piłek, co zawsze go uspokajało. Wybrał ich ulubione miejsce - to z widokiem na jezioro, chociaż dzisiaj tafla Ontario wyglądała dość ponuro. Zaczął od spokojnego truchtu wokół kortu w ramach rozgrzewki. Czuł się nadzwyczaj dobrze - mięśnie pracowały tak, jak powinny. Potem przeszedł do klasyki. Trochę rozciągania przy siatce, parę wymachów, kilka głębokich wypadów... Następnie wyjął rakietę z torby i zrobił kilka próbnych serwisów "na sucho". Wszystko siedziało idealnie. Sprawdził godzinę na zegarku i zerknął w stronę wejścia na halę. Wiedział, że Peter zaraz się zjawi i że nie będzie taryfy ulgowej. Chwilę później dostrzegł w oddali znajomą sylwetkę przyjaciela, dlatego wyprostował się i poprawił opaskę na nadgarstku. - No, nareszcie - mruknął do siebie, rzucając piłkę w górę i łapiąc ją pewnym ruchem. - Zobaczymy, czy nie wyszedłeś z wprawy, Peter - rzucił do przyjaciela, klepiąc go po ramieniu, gdy już znalazł się bliżej niego. Zaraz się zacznie.
isiek
wszystko jest okej
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Charlie Marshall


Peter pożałował decyzji wczesnowczorajszego Petera, który z entuzjazmem przyjął zaproszenie na tenisa, kiedy usłyszał głośny dźwięk dochodzący z budzika. Sobotnie poranki już dawno nie wyglądały dla niego w ten sposób, bo nie imprezował od drugiego roku studiów, porzucając kacowe soboty na rzecz aktywnych sobót. Te, spędzane na hali lub w siłowni, nie mogły być poprzedzone całonocnymi imprezami. Natomiast wbrew temu jak wygląda jego życie zazwyczaj, akurat wczoraj wyszedł na miasto z chłopakami z zespołu. I kiedy przy drugim piwie jeszcze pamietał, zeby przełożyć tenisa, tak przy trzecim pamięć i odpowiedzialność mu się wyłączyła. Wróciła gdzieś z dźwiękiem budzika i kiedy stał pod zimnym prysznicem i woda strumieniami oblewała jego ciało, dopiero zaczęło do niego wracać, że nie dość, że zaraz ma trening z Charlim, to jeszcze sam go zaproponował. Podjęchał do klubu taksówką, nie ufając, że jest na tyle trzeźwy by prowadzić, zmienił buty i złapał jeszcze lodowatą wodę z wolnostojącej lodówki, nim przyszedł na kort.
Wbrew pozorom wcale się nie spóźnił, może daltego, że nie jadł śniadania, ale w obecnym stanie i tak nie byłoby mu to pisane.
- Hej -podszedł do Charliego i zbili powitalną pionę. Odłożył torbę na krzesełka przy korcie i wyjmuje rakietę. - Nie wyszedłem, nie wyszedłem. Gorzej może być z moją formą, dziś spałem cztery godziny -przyznaje się i odwraca do przyjaciela głowę (odrazu mu się zakręciło w niej, więc zaciska na chwilę powieki). - Opijaliśmy firmowy sukces, a potem wracałem godzinę na piechotę w śnieżycy- krótko wyjaśnia sytuacje, pewnie dla Charliego może to brzmieć jak wymówka, albo dość podejrzanie, bo przecież który z nich wracałby na piechoę, kiedy mógł po prostu zamówić auto? Ale tutaj Peter akurat miał cąłą historię przed sobą, bo wracał nie sam, tylko odprowadzał Wendy do domu.
-Poodbijamy trochę na rozgrzewke? - zaproponował, olewając wszystko to co Charlie zrobił czyli rozciąganie i krótkie przebieżki. Na razie wydawało się, że wyglądał na równie białego co śnieg za oknem. Nie sądził jednak, zeto wzbudzi w przyjacielu jakąś litość przy grze. W końcu sam zapowiedział, że ptorzebuje oczyścić umysł, a jak lepiej to zrobić jak nie wyżywając się przy grze.
31 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Charles nie pamiętał, kiedy ostatnio tak naprawdę imprezował - no, może nie licząc tego niedawnego spotkania u sióstr, gdy był nękany nie tylko dolegliwościami żołądkowymi związanymi z mango, ale też efektownym wymiotowaniem po zbyt dużej ilości tequili. Na szczęście, wszystko to działo się w zaciszu domu, więc bez świadków i z dala od ciekawskich oczu znajomych. Teraz widok Petera męczonego kacem gigantem odrobinę go rozbawił, ale nie byłby sobą, gdyby... - Cztery godziny? Mogliśmy przełożyć spotkanie na inny dzień - rzucił pod nosem, odbijając piłeczkę tenisową od ziemi rakietą jednym, sprawnym ruchem. Peter wyglądał naprawdę marnie, a Charles nie chciał mieć na sumieniu jego omdlenia na środku kortu. - Godzinę na piechotę w śnieżycy? - powtórzył po przyjacielu, unosząc brew i posyłając Blythe'owi krótkie, niedowierzające spojrzenie, gdy zajmował pozycję na korcie. - A gdzie był twój szofer? Albo chociaż Uber - spytał, nie kryjąc rozbawienia całą tą sytuacją. Skinął głową, zgadzając się na spokojną rozgrzewkę, po czym zajęli pozycje po przeciwnych stronach siatki i zaczęli miarowo odbijać piłkę. Z każdym uderzeniem Charles czuł, jak napięcie w jego barkach powoli odpuszcza. Naprawdę potrzebował tego ruchu. Potrzebował fizycznego zmęczenia, które sprowadziłoby jego myśli do prostych komunikatów - zamach, krok, trafienie. - Ruszaj się, Peter! - zawołał, gdy posłał piłkę nieco głębiej, sprawdzając refleks przyjaciela. Mimo że starał się skupić na neonowej piłce przecinającej powietrze, jego umysł wciąż podsuwał mu obrazy, których nie potrafił wymazać. Twarze Blair, Ivy i jego ojca mieszały się ze sobą. Myślał o ojcu, który jeszcze niedawno walczył o życie, a teraz walczył o powrót do zdrowia. Zaraz potem przed oczami stanęła mu Blair - wspólne plany, bezpieczna przyszłość, planowanie ślubu... Chwila, chwila, ślubu? Nie, nie chciał teraz myśleć o ślubie. A potem, zupełnie nieproszona, pojawiała się Ivy. Widział jej głębokie, błękitne oczy, pełne usta, nawet poczuł zapach jej skóry... No i tak się zamyślił, że kolejna piłka zagrana przez Petera przemknęła mu koło ucha i uderzyła w szybę. Obejrzał się za siebie ze zdziwieniem.
Nie. Trafił. W. Piłeczkę. Charles Marshall nie trafił w piłkę.

Peter Blythe
isiek
wszystko jest okej
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Charlie Marshall

Może czas to zmienić, skoro tak dawno nie imprezował? Chociaż nie, Peter też nie jest typem imprezowicza. Dla niego wyjście z Charlim do "klubu dżentelmenów" czyli na szklaneczkę whisky to jest szczyt jego możliwości, głównie dlatego, że żaden z nich nie ma w życiu chyba już czasu na to, żeby zgonować cały dzień, a robienie czegololwiek na kacu jest po prostu największym argumentem, aby rzucić picie i imprezowanie. Ale szykuje się przecież jedna impreza w ich życiu niedługo, skoro Charlie jest zaręczony, bo przecież będą musieli gdzieś pojechać na jego kawalerski! Znając Charliego nie będzie chciał powtórzyć szalonej wyprawy do Vegas, ale może własnie będzie chciał...?
- Szofer - wywrócił oczami i jeszcze się napił wody, zbawiennej wody, zanim przeszli na kort - Nie mierz wszystkich swoim poziomem, Marshall. Poza tym, ja na imprezy firmowe nie biorę szofera - uśmiecha się lekko, bo tak na prawdę to nie ma szofera, jedyne co ma to kierowce który go wozi do pracy, żeby nie martował czasu na szukanie Uberków. Ale czasami i uberem pojedzie, właśnie głównie wieczorami - czyli rzadko. - Wczoraj spotkałem Wendy, chcieliśmy się przejść, tyle.
Oszczędnie w słowach stara sobie przypomnieć o czym oni przez ten cały czas rozmawiali, bo kiedy dziś sie obudził to miał takie wrażenie, że w końcu sobie WSZYSTKO z Wendy wyjaśnili, więc czuł jakąś radość nieopisaną, niestety... samych szczegółów tak nie do końca pamiętał, wiec też ciężko mu było tak na prawdę cokolwiek powiedzieć. Speaking of the devil, jeszcze zanim wszedł na grę to zobaczył, że Wendy do niego napisała, więc zrobił zdjęcie jak Charlie idzie z piłkami i szybko coś napisał a potem już wbija na kort.
Rozgrzewka trwała nie wiecej niż pięć albo dziesięć minut, a Peter jak tylko zaczął słyszeć przokrzykiwania od przyjaciela, to się zawziął i okazało się, że ruch jest najlepszy na kaca, albo wyzwanie, bo biegał za piłką ile dawał rady. No i w końcu zaczeli grać, raz, dwa i nagle Charles nie trafił? No cóż Peter uśmiecha się pod nosem i czeka aż przyjaciel znów zaserwuje.
On sam podczas gry nie myślał za wiele, może kac blokował mu myśli, a może po prostu jeszcze nie do końca się obudził. Dopiero kiedy przyszło mu serwować, miał chwilę, żeby się skupić i stała się rzecz bardzo dla niego niecodzienna, bo zaczął widzieć przy zamknięciu oczu wczorajszą Wendy. Wendy, która uśmiechała się do niego pod budką z kebabem, która robiła im zdjęcie, która opowiadała o Itali... Dwa asy, trzy pomyłki i net.
Grali do dziesięciu i po trzech takich setach uznali, że przerwa. Peter dopiero teraz czuje zmęczenie i tak się opiera o kołek od siatki i patrzy na Charlesa.
- A ty od czego chciałeś oczyiścić umysł?
31 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Charlie parsknął krótkim śmiechem, słysząc wywód Petera o szoferach. Zazwyczaj bawiły go te ich słowne przepychanki, ale dzisiaj ledwie kontaktował. Peter miał rację - Charlie mierzył wszystkich swoją miarą, bo w jego świecie wszystko musiało być punktualne, zaplanowane i pod kontrolą. Szkoda tylko, że dzisiaj ta kontrola była fikcją. Rozgrzewka była jeszcze znośna, ale gdy tylko zaczęli grać na poważnie, poczuł, że jego ciało i umysł nie współpracują. Każdy zamach rakietą i każde odbicie piłki przypominało mu o tym, co wydarzyło się kilka dni temu w szpitalnej windzie. Pamiętał smak ust Ivy w blasku czerwonego światła. Pamiętał, jak gwałtownie ją pocałował, tracąc nad sobą panowanie, i jak Ivy wybiegła przerażona, gdy tylko drzwi się otworzyły. Ten obraz - jej uciekających pleców i strachu w oczach - wracał do niego przy każdym serwisie. Charles Marshall nie pudłował, a dzisiaj grał jak amator. Nie trafił raz, drugi, trzeci... - I co z tą Wendy? Zwykły spacer czy coś więcej? - spytał Charlie między jednym serwisem a drugim, zanim ugryzł się w język. Grali jeszcze przez chwilę, aż obaj zgodnie uznali, że czas na przerwę. Peter oparł się o kołek od siatki, a Charlie opadł na ławeczkę obok. A ty od czego chciałeś oczyiścić umysł? Przetarł twarz ręcznikiem i westchnął. - Od wszystkiego, Peter - odpowiedział w końcu. Może od tego, że kilka dni temu pocałował kobietę, która nie była jego narzeczoną? Aronoł. - Od ojca, bo odkąd leży w szpitalu, jest bardziej zrzędliwy niż przedtem. Od przetargów, bo... no wiesz, jak ten biznes wygląda. Od Cherry i od Cory, bo, hm, no, nie wiem dlaczego, denerwują mnie ostatnio - wzruszył ramionami. Upił spory łyk wody, pozwalając, by chłód na moment go otrzeźwił. Nie mógł wyznać Peterowi prawdy. Jakoś nie mógł zdobyć się na to, by mu powiedzieć "Słuchaj, pocałowałem rezydentkę w windzie, ona uciekła, a ja od kilku dni nie potrafię przestać o tym myśleć, mimo że w domu czeka na mnie Blair". - Ciężko się skupić z tymi wszystkimi myślami w głowie - dodał, znowu wzdychając. Zerknął na przyjaciela z ukosa, mając wrażenie, że mimo kaca miał świetny humor. A może mu się tylko zdawało? - Więc mówisz, że z Wendy wszystko wyjaśnione? - wrócił do tematu, a raczej przeniósł uwagę z siebie na Blythe'a. Przymrużył oczy, patrząc na kort, na którym przed chwilą tak koncertowo poległ. Denerwowało go to, jak bardzo Ivy Harrison stała się wirusem w jego systemie. Jedno krótkie spięcie w windzie, a on teraz pudłował proste piłki i nie potrafił skupić się na rozmowie z najlepszym kumplem. Próbował to racjonalizować - to tylko stres, to przez ojca, to chwilowe zaćmienie... ale to było jak okłamywanie siebie.

Peter Blythe
isiek
wszystko jest okej
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Boulevard Club”