-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
-
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Peter pożałował decyzji wczesnowczorajszego Petera, który z entuzjazmem przyjął zaproszenie na tenisa, kiedy usłyszał głośny dźwięk dochodzący z budzika. Sobotnie poranki już dawno nie wyglądały dla niego w ten sposób, bo nie imprezował od drugiego roku studiów, porzucając kacowe soboty na rzecz aktywnych sobót. Te, spędzane na hali lub w siłowni, nie mogły być poprzedzone całonocnymi imprezami. Natomiast wbrew temu jak wygląda jego życie zazwyczaj, akurat wczoraj wyszedł na miasto z chłopakami z zespołu. I kiedy przy drugim piwie jeszcze pamietał, zeby przełożyć tenisa, tak przy trzecim pamięć i odpowiedzialność mu się wyłączyła. Wróciła gdzieś z dźwiękiem budzika i kiedy stał pod zimnym prysznicem i woda strumieniami oblewała jego ciało, dopiero zaczęło do niego wracać, że nie dość, że zaraz ma trening z Charlim, to jeszcze sam go zaproponował. Podjęchał do klubu taksówką, nie ufając, że jest na tyle trzeźwy by prowadzić, zmienił buty i złapał jeszcze lodowatą wodę z wolnostojącej lodówki, nim przyszedł na kort.
Wbrew pozorom wcale się nie spóźnił, może daltego, że nie jadł śniadania, ale w obecnym stanie i tak nie byłoby mu to pisane.
- Hej -podszedł do Charliego i zbili powitalną pionę. Odłożył torbę na krzesełka przy korcie i wyjmuje rakietę. - Nie wyszedłem, nie wyszedłem. Gorzej może być z moją formą, dziś spałem cztery godziny -przyznaje się i odwraca do przyjaciela głowę (odrazu mu się zakręciło w niej, więc zaciska na chwilę powieki). - Opijaliśmy firmowy sukces, a potem wracałem godzinę na piechotę w śnieżycy- krótko wyjaśnia sytuacje, pewnie dla Charliego może to brzmieć jak wymówka, albo dość podejrzanie, bo przecież który z nich wracałby na piechoę, kiedy mógł po prostu zamówić auto? Ale tutaj Peter akurat miał cąłą historię przed sobą, bo wracał nie sam, tylko odprowadzał Wendy do domu.
-Poodbijamy trochę na rozgrzewke? - zaproponował, olewając wszystko to co Charlie zrobił czyli rozciąganie i krótkie przebieżki. Na razie wydawało się, że wyglądał na równie białego co śnieg za oknem. Nie sądził jednak, zeto wzbudzi w przyjacielu jakąś litość przy grze. W końcu sam zapowiedział, że ptorzebuje oczyścić umysł, a jak lepiej to zrobić jak nie wyżywając się przy grze.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie. Trafił. W. Piłeczkę. Charles Marshall nie trafił w piłkę.
Peter Blythe
-
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Może czas to zmienić, skoro tak dawno nie imprezował? Chociaż nie, Peter też nie jest typem imprezowicza. Dla niego wyjście z Charlim do "klubu dżentelmenów" czyli na szklaneczkę whisky to jest szczyt jego możliwości, głównie dlatego, że żaden z nich nie ma w życiu chyba już czasu na to, żeby zgonować cały dzień, a robienie czegololwiek na kacu jest po prostu największym argumentem, aby rzucić picie i imprezowanie. Ale szykuje się przecież jedna impreza w ich życiu niedługo, skoro Charlie jest zaręczony, bo przecież będą musieli gdzieś pojechać na jego kawalerski! Znając Charliego nie będzie chciał powtórzyć szalonej wyprawy do Vegas, ale może własnie będzie chciał...?
- Szofer - wywrócił oczami i jeszcze się napił wody, zbawiennej wody, zanim przeszli na kort - Nie mierz wszystkich swoim poziomem, Marshall. Poza tym, ja na imprezy firmowe nie biorę szofera - uśmiecha się lekko, bo tak na prawdę to nie ma szofera, jedyne co ma to kierowce który go wozi do pracy, żeby nie martował czasu na szukanie Uberków. Ale czasami i uberem pojedzie, właśnie głównie wieczorami - czyli rzadko. - Wczoraj spotkałem Wendy, chcieliśmy się przejść, tyle.
Oszczędnie w słowach stara sobie przypomnieć o czym oni przez ten cały czas rozmawiali, bo kiedy dziś sie obudził to miał takie wrażenie, że w końcu sobie WSZYSTKO z Wendy wyjaśnili, więc czuł jakąś radość nieopisaną, niestety... samych szczegółów tak nie do końca pamiętał, wiec też ciężko mu było tak na prawdę cokolwiek powiedzieć. Speaking of the devil, jeszcze zanim wszedł na grę to zobaczył, że Wendy do niego napisała, więc zrobił zdjęcie jak Charlie idzie z piłkami i szybko coś napisał a potem już wbija na kort.
Rozgrzewka trwała nie wiecej niż pięć albo dziesięć minut, a Peter jak tylko zaczął słyszeć przokrzykiwania od przyjaciela, to się zawziął i okazało się, że ruch jest najlepszy na kaca, albo wyzwanie, bo biegał za piłką ile dawał rady. No i w końcu zaczeli grać, raz, dwa i nagle Charles nie trafił? No cóż Peter uśmiecha się pod nosem i czeka aż przyjaciel znów zaserwuje.
On sam podczas gry nie myślał za wiele, może kac blokował mu myśli, a może po prostu jeszcze nie do końca się obudził. Dopiero kiedy przyszło mu serwować, miał chwilę, żeby się skupić i stała się rzecz bardzo dla niego niecodzienna, bo zaczął widzieć przy zamknięciu oczu wczorajszą Wendy. Wendy, która uśmiechała się do niego pod budką z kebabem, która robiła im zdjęcie, która opowiadała o Itali... Dwa asy, trzy pomyłki i net.
Grali do dziesięciu i po trzech takich setach uznali, że przerwa. Peter dopiero teraz czuje zmęczenie i tak się opiera o kołek od siatki i patrzy na Charlesa.
- A ty od czego chciałeś oczyiścić umysł?
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Peter Blythe