ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

02.


Nie powinna tego robić. Wiedziała to. A jednak kiedy tylko Frank zadzwonił do niej w środku nocy i powiedział, że będzie mieć dla niej towar do przemycenia, to nie zastanawiała się nawet całej minuty. Na jej nieszczęście wszystkie argumenty przeciw kompletnie chowały się przy tych za, dlatego negocjacje z własną głową odbyły się w zastraszającym tempie. Musiała to zrobić. Nie miała innego wyjścia. Potrzebowała pieniędzy, a Frank oferował jej całkiem pokaźną sumę za dostarczenie prochów do klubu. Nawet nie musiała nimi handlować, po prostu dostarczyć do odpowiedniej osoby, w umówione miejsce. Co mogło pójść nie tak?
Zapewne dużo rzeczy, dlatego na ten sam wieczór ustawiła się z Dante. Nie dość, że i tak już od dobrego tygodnia powtarzali, że muszą się spotkać, a to przecież był jej jedyny wolny weekend, to jeszcze potrzebowała towarzystwa, by lepiej wtopić się tłum. Nie wspominając już o wsparciu moralnym. Szkoda tylko, że nie wspominała o tym w ani jednym SMSie, które wymienili od tego czasu, uznając, że może łatwiej będzie to zrobić osobiście.
Właśnie z takim nastawieniem pojawiła się na dachu opuszczonej kwiaciarni niedaleko centrum. Znaleźli je kiedyś przez przypadek i nie wiedzieć kiedy ochrzcili ich miejscem. Swego czasu załadowali tam nawet kilka skrzynek, które służyły jako miejsca do siedzenia i niewielki stolik, na którym teraz Maya rozłożyła kilka puszek piwa. Pogoda wcale nie rozpieszczała Toronto, wciąż było chłodno i pewnie mogli umówić się już w klubie, ale przecież chcieli pierwsze pogadać. Dante ewidentnie miał w ostatnim czasie paskudny humor, a ona zerowy czas w kalendarzu, by go chociaż wysłuchać, jak na dobrą kumpelę przystało.
Odpaliła papierosa, zaciągając się sporą ilością dymu. Wolną dłoń władowała do kieszeni kurtki, upewniając się, czy towar od Franka wciąż tam był. Zacisnęła palce na foli, w którą zapakowane było kilka małych woreczków i na krótką chwilę zamyśliła się nad tym, jak głupio powtarzała błędny własnego brata. Nawet nie usłyszała, kiedy levasseur pojawił się na dachu. Zobaczyła go dopiero, gdy ciemna sylwetka znalazła się już przerażająco blisko.
Ja pierdole — rzuciła głośno, odskakując na bok, o mały włos nie wywalając skrzynki, na której siedziała. — Musisz tak straszyć ludzi? — zapytała z pretensją w głosie, chociaż dało się tam również usłyszeć rozbawienie. Dobrze było go widzieć. — Wiesz, w piekle jest specjalne miejsce dla takich ludzi jak ty, co się kurwa skradają za plecami. — Chociaż Maya też z pewnością miała tam już zarezerwowany pokój, biorąc pod uwagę obecne życie. Zgarnęła ze stolika paczkę fajek i rzuciła w stronę przyjaciela, żeby się poczęstował.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
25 y/o
Welkom in Canada
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#007
O ile już wcześniej można było śmiało zaryzykować stwierdzenie, że Dante spędzał zdecydowanie więcej czasu poza mieszkaniem niż w nim, tak w ciągu ostatnich dni ta dysproporcja jeszcze bardziej się zwiększyła. Właściwie… w większości chyba po prostu ograniczał się do niezbędnego minimum, jakiego trzeba było, żeby nakarmić psa i od czasu do czasu wyjść z nim na zewnątrz. Poza tym absolutnie każdy pretekst był dobry, żeby wyjść poza uparcie i irytująco puste mieszkanie.
Spotkanie z Mayą było pretekstem tym lepszym, że… nawet nie musiało nim być. Jakkolwiek absurdalne i pozbawione sensu nie byłoby to stwierdzenie. Całkiem nieźle oddawało za to fakt, że Parker zdecydowanie znajdowała się w gronie osób, z którymi był w stanie spotkać się absolutnie zawsze, niespecjalnie zważając przy tym na porę czy okoliczności. Albo – jak w tym przypadku – miejsce i niekoniecznie sprzyjającą pogodę.
Ewentualne odmrożenia nie były jednak wygórowaną ceną za możliwość skupienia myśli na czymś innym.
Nie planował jej straszyć, nie planował jej nawet zaskoczyć. Po prostu… zabrakło gdzieś wyraźnego zaakcentowania własnej obecności już z daleka. Nieczęste, ale najwyraźniej od czasu do czasu potrafił pojawić się gdzieś bez wprowadzania chaosu już na wstępie. Choć może to akurat potrafił od niedawna, ucząc się właśnie nowych, kompletnie nieprzydatnych nikomu umiejętności. W każdym razie on sam miałby pewnie spory problem z tym, żeby uznać je za jakkolwiek przydatne.
Na nic innego nie liczę – parsknął, zdobywając się przy tym na uśmiech. Taki nie do końca jego, ale jednak. – Ale nie martw się, zajmę ci miejsce zaraz obok. Pewnie się zresztą przyda do leczenia odmrożeń.
Złapał odruchowo rzuconą w jego kierunku paczkę, bez większego namysłu wyciągając z niej jednego papierosa i odpalając go wygrzebaną z kieszeni zapalniczką. Po tym paczka wylądowała ponownie na stoliku, a on sam zajął miejsce na jednej z wolnych skrzynek. Zaraz po tym, jak niedbałym ruchem zgarnął z niej nieco zalegającego tam śniegu. Drugie tyle wciąż pozostawało na swoim miejscu, ale najwyraźniej nie było to coś, czym miałby się aż tak bardzo przejmować.
Zauważyłaś, że dalej jest, kurwa, zima? Nie wiem, jakiś może śnieg na przykład…? – chociaż dalej ewidentnie robił przytyki do wyboru miejsca na całe to ich spotkanie, tym razem trochę wyraźniej w jego wypowiedzi zabrzmiała nieco rozbawiona nuta. Może jakiś wpływ miała na to puszka, po którą właśnie sięgnął, a może po prostu widok kogoś, kogo faktycznie dobrze było widzieć. Albo po prostu to, że w gruncie rzeczy ta mało przyjazna pogoda wcale nie była przecież aż tak wielką przeszkodą…

Maya Parker
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
27 y/o
For good luck!
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się szczerze, kiedy oznajmił, że zajmie jej miejsce w piekle. Doceniała ten gest. Nawet nie łudziła się, że gdyby przyszło jej stanąć przed sądem ostatecznym, miałaby jakiekolwiek szanse na drafienie do góry. Tam przecież szli ludzie dobrzy, nieskalani grzechem, a tych Maya miała na swoim koncie aż za dużo. I w planach jeszcze kilka kolejnych, których nawet nie miała zamiaru rozważać, a po prostu je egzekwować.
Tak jak to, żeby spotkać się wieczorem na dachu zaśnieżonej kwiaciarni, żeby odmrozić sobie tyłki, zanim ruszą na kluby.
Zauważyłam — skwitowała luźno, przytrzymując papierosa między wargami, by poprawić się na drewnianej skrzynce. — Ale sam przecież powiedziałeś, że chciałeś się znieczulić. Chcesz mi teraz powiedzieć, że wcale nie chodziło ci o hipotermię? — spojrzała na niego wymownie, wyciągając peta spomiędzy ust i malując na nich szeroki uśmiech.
Doskonale zdawała sobie sprawę, że na zewnątrz było zimno, ale przecież nie mieszkali w Kanadzie od wczoraj. Gnili w Toronto od urodzenia, a więc i niskie temperatury nie powinny być im straszne. Zimy tutaj zawsze były srogie i chociaż Maya też wolałaby się wylegiwać w słoneczku, tak już zdążyła przyzwyczaić się do chłodu, który szczypał w policzki i czerwienił nos.
Poza tym… — zaczęła, przy okazji łapiąc w rękę zimną puszkę piwa. Zwinnie wcisnęła paznokieć pod zawleczkę, a chwilową ciszę wypełniło charakterystyczne psyknięcie. Przez moment zapomniała, że niosła te w plecaku, a z nim na plecach zaś biegła jak pojebana na autobus, więc mogą być nieco… gazowane. Biała piana zaczęła wylewać się na boki, a Maya automatycznie rozkroczyła nogi, nachylając się do przodu, żeby przypadkiem się nie ufajdać, gdy będzie spijać jej nadmiar. — Twoje i tak już zziębnięte serce nie powinno mieć problemu z chłodem — dokończyła, co chciała powiedzieć, wycierając wierzchem dłoni nadmiar alkoholu, który pociekł jej po brodzie.
Może i nie widywali się na porządku dziennym, ale Parker doskonale zdawała sobie sprawę z problemów jakie Dante miewał w związku. Wiadomo, że to on wiecznie był tym złym, który nastawiał nerwy Ivy na próbę. A przynajmniej taka właśnie narracja zawsze była przedstawiana. Gdzie leżała wina? Pewnie pośrodku, a przynajmniej takiego zdania była Maya.
Co tym razem odjebałeś? — musiała spytać. Po pierwsze autnetycznie ją to ciekawiło, jak wszystko inne, co toczyło się w życiu przyjeciela, a po drugie prochy, które trzymała w kieszeni kurtki ciągle nie dawały jej spokoju i musiała jakoś odrzucić od nich myśli. Chociaż na chwile. Kilkanaście minut normalności, zanim znowu wpierdoli się w kolejne bagno tylko po to, żeby ratować brata i jakoś znaleźć fundusze na odwyk dla matki.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
25 y/o
Welkom in Canada
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Totalnie nie, ale pozostaje się cieszyć, że nie doszłaś do wniosku, że najlepszym znieczuleniem będzie ogłuszenie patelnią… – choć nigdy nic nie wiadomo, może dla pewności powinien sprawdzić, co przytargała ze sobą w plecaku. Właściwie na moment nawet mimowolnie zerknął w jego kierunku, stosunkowo szybko dochodząc jednak do wniosku, że w zasadzie chyba jednak nie obchodziło go to aż tak bardzo. Albo, że Mayi należało się mimo wszystko przynajmniej odrobinę zaufania.
Przy czym druga opcja zdecydowanie nosiła w sobie dużo mniej prawdopodobieństwa. Znał ją w końcu dość długo, by móc wysnuć na jej temat bardzo podobne wnioski, jakie większość jego bliższych i dalszych znajomych mogłaby mieć na jego temat – należało się spodziewać absolutnie wszystkiego. Patelni w plecaku również.
Niestety, nie poczekał z otwarciem swojej puszki do momentu aż Maya zaprezentowała swój mały pokaz pod tytułem uważaj, mogło się wstrząsnąć. Właściwie kiedy zauważył co się dzieje, zdążył już podważyć zawleczkę, a spieniony napój błyskawicznie wylał się z puszki. Wprost na jego ubranie, bo oczywiście nie wykazał się refleksem wystarczającym do tego, by tej katastrofy uniknąć.
No ja pierdolę… Żonglowałaś tymi puszkami…? – mimo wszystko wywołało to krótkie, rozbawione parsknięcie. Tych kilka plam, które wkrótce i tak miały wyschnąć – lub zamarznąć, co pewnie bardziej prawdopodobne – nie było przecież żadnym dramatem. Zwłaszcza, gdy nie do końca udane otwarcie puszki i tak można było zwieńczyć upiciem z niej kilku solidnych łyków.
Choć nawet one nie okazały się być wystarczające, by na dłużej utrzymać uśmiech na jego twarzy. Nie w momencie, kiedy Parker zdecydowała się przywołać temat, którego… w zasadzie w ciągu ostatnich kilku dni dość uparcie starał się nie poruszać. A przynajmniej nie zbyt szczegółowo, najwyraźniej trzymając się zasady, wedle której dany problem nie istniał, póki nie mówiło się o nim na głos.
Ivy się wyprowadziła – nie do końca była to odpowiedź na zadane pytanie, ale z całą pewnością w jakiś sposób wyjaśniało to sytuację. A przynajmniej jej zakończenie, bez wdawania się w szczegóły co do tego, co tym razem miał okazję odjebać Dante. – Wściekła się, bo… w sumie chyba faktycznie miała dobry powód…
I najwyraźniej powód nie zaliczał się jego zdaniem do kategorii tych, którymi można byłoby się jakkolwiek pochwalić.
Właściwie… – przerwał, zdając sobie sprawę z tego, jakie konkretnie wątpliwości zamierzał właśnie wypowiedzieć na głos. I ostatecznie, zamiast to zdanie kończyć, zaciągnął się po raz kolejny papierosem. Bo przecież gdyby rzeczywiście na głos zastanowił się, czy z trwającą już parę dni wyprowadzką Ivy wiązało się również zakończenie ich związku, oznaczałoby to, że było nad czym się zastanawiać. A skoro niewypowiedziane oznaczało nieistniejące, to warto było się tego trzymać. Na podobne rozważania było przecież zdecydowanie zbyt wcześnie. Albo po prostu nadal był zbyt trzeźwy. I na to akurat mógł przynajmniej coś poradzić, przechylając ponownie puszkę, by upić z niej część pozostałej tam zawartości.

Maya Parker
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
27 y/o
For good luck!
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, że Maya miała właśnie w plecaku patelnie. Zdecydowanie należała do ludzi niespodziewanych, którzy potrafili zaskakiwać. Często nosiła przy sobie najbardziej randomowe rzeczy. Trochę jak torebka Hermiony Granger, która nie miała końca — jej plecak wcale mały nie był. Pewnie zmieściłby się tam jeszcze garnek i to z przykrywką! Niestety (stety dla Dante) dzisiaj ich ze sobą nie zabrała. Patelni też nie.
Spakowała za to ze sobą świetny humor i grono dobrego nastawienia do życia! A przecież z tym ostatnio była na deficycie. Wszechświat jej nie oszczędzał. Jakby fakt, że chodziła sama po tym świecie nie był wystarczający, trzeba jej było jeszcze dopierdolić podwyżką czynszu w ośrodku matki, na który najzwyczajniej nie miała funduszy. Nie wspominając o długu brata, którego dalej nie spłaciła. Ba, brakowało jej jakieś osiemdziesiąt procent sumy, a przecież każdego dnia doliczali coraz to kolejne odsetki. Natomiast dzisiaj miała zamiar o tym nie myśleć i skupić się na tym co dobre.
Nawet te rozwalone puszki, które zaczęły się wylewać spod ich rąk były świetnym rozpraszaczem. Przekręciła głowę, przyglądając się, jak Dante babra się od kurtki po spodnie w pianie.
Nie moja wina, że nie umiesz pić — prychnęła głośno, sama rozkraczając nogi, żeby przypadkiem nie zalać sobie jeansów. — Biegłam na autobus. Tak bardzo się śpieszyłam, żeby cię zobaczyć, Levasseur — wyjaśniła w końcu. Chociaż z tą tęsknotą to wcale nie do końca tak było, bo chociaż Parker chciała zobaczyć swojego kumpla, tak najzwyczajniej w świecie nie chciało jej się czekać na następny autobus w zimnie przez dziesięć minut. Swoją drogą można by się w tym doszukać hipokryzji, bo finalnie i tak skończyła siedząc na zimnie. Chociaż tutaj przynajmniej towarzystwo miała doborowe! A przynajmniej jej zdaniem, nie wiedziała jak Dante.
Ściągnęła brwi, kiedy oznajmił, że Ivy się wyprowadziła. Miała świadomość, że w raju już od jakiegoś czasu nie było kolorowo, ale żeby się wyprowadzać? To już faktycznie musiało się zadziać.
Czemu? — spytała, bo przecież była człowiekiem wścibskim i ciekawy, a poza tym, zależało jej na Dante! Jako certyfikowana kumpela, była zaangażowana w jego życie, nawet to miłosne i miała potrzebę bycia na bieżąco. — Tak dobry powód, żeby się wyprowadzić? Zdradziłeś ją? — wypaliła pierwsze, co przyszło jej do głowy, jako powód na tyle poważny, żeby kobieta spakowała manatki i postanowiła się wynieść. Cała reszta powodów do kłótni wydawała się jej jakaś… błaha na tyle, by pod koniec dnia to sobie wyjaśnić.
Chociaż tu może wcale nie było to nic błahego, skoro Levasseur wcale nie chciał rozmawiać. Upiła łyka piwa i przyglądała mu się uważnie w milczeniu. Nawet oczy zmrużyła, żeby wyglądać na bardziej zamyśloną.
U mnie wszystko git, miło że się pytasz — rzuciła w końcu, poprawiając się na skrzynce i pociągając nosem. Kurwa, może jednak to siedzenie w śniegu nie było najlepszym pomysłem? Spojrzała na opustoszałą ulice przed nimi. — Ostatnio w Emptiness była bójka i rozjebałam swój pierwszy kufel na czyjejś głowie — dodała dumna, jakby faktycznie było z czego. Ale sytuacja faktycznie nie była za ciekawa: jakiś facet zaczął szarpać jedną z tancerek, a dookoła nie było żadnego ochroniarza. Tylko Maya z pustymi szklankami na tacce.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
25 y/o
Welkom in Canada
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O ile bez choćby minimalnego wahania mógłby się z nią zgodzić w kwestii całkiem dobrego towarzystwa – prawdopodobnie najlepszego, z jakim można było odmrażać sobie tyłek na dachu kwiaciarni – to jednak w przeciwieństwie do niej zdecydowanie cierpiał na deficyt dobrego humoru. Pozostawało więc liczyć na to, że ten przyniesiony przez Mayę okaże się wystarczający do obdzielenia dwóch osób. Na co zresztą były całkiem spore szanse. A jeśli nie… alkohol też mógł zrobić swoje i nadal byłaby to nie najgorsza opcja.
Znam cię, po prostu wyszłaś na przystanek w ostatniej chwili, bo wcześniej nie chciało ci się ruszyć – odparował praktycznie od razu, w duchu podejrzewając, że w jego wersji wydarzeń było znacznie więcej prawdy. Inna opcja była taka, że na przystanku zdążyła wypatrzyć kogoś, obok kogo naprawdę nie chciała czekać i w związku z tym z dwojga złego wolała postawić na sprint za ruszającym już autobusem.
Oblanie się piwem wprawdzie nie było wielką tragedią i mogło w tej sytuacji zaradzić strzepnięcie piany z ubrania kilkoma niedbałymi ruchami ręką – albo można było sobie wmawiać, że to jakkolwiek pomagało. Niewiele za to brakowało, żeby do tragedii doszło ledwie chwilę później, kiedy to Dante omal nie zakrztusił się piwem, słysząc domysły wysnute przez przyjaciółkę.
Oszalałaś? Jasne, że nie – robił głupie rzeczy, to fakt. Czasami nawet bardzo głupie i pewnie wciąż można byłoby przypuszczać, że najwyraźniej miał więcej szczęścia niż rozumu, skoro nadal nie wpakował się przez to w żadne poważniejsze konsekwencje, ale… Zdrada zdecydowanie nie była czymś, co mogłoby się mu przydarzyć. Niezależnie od tego, w jak fatalnym stanie miałby kończyć którąś z kolejnych imprez, pod tym jednym względem faktycznie potrafił trzymać się dość jasno określonych granic.
Ale narobiłem jej problemów w pracy – co właściwie było dość łagodnym streszczeniem całej sytuacji. Tym bardziej, że nadal nie wiedział przecież nawet jak bardzo miałby jej swoją głupotą zaszkodzić. – Czyli… w jej przypadku to chyba nawet gorzej.
Kolejne słowa miały pewnie przypominać jakiś kulawy żart, ale wybrzmiały na tyle cierpko, że o zamierzonym efekcie nie było nawet mowy. Nawet, jeśli w każdej innej sytuacji faktycznie mógłby z niezadowoleniem utyskiwać na to, że pracę Ivy traktowała stanowczo zbyt poważnie – o czym zresztą Maya niejednokrotnie już pewnie słyszała.
Za gładkie przejście do innego tematu był jej natomiast naprawdę wdzięczny. Choć pewnie wraz z tą wdzięcznością powinno się pojawić również przynajmniej drobne ukłucie wyrzutów sumienia za to, że rzeczywiście nie zapytał nawet o to, co u niej. Nie dlatego, że miałoby go to nie interesować. Po prostu… trudno było w ostatnim czasie na dłużej oderwać myśli od własnego związku, który w dodatku być może wcale nawet nie był już związkiem.
Skoro nie dzwoniłaś po pomoc w zakopywaniu ciała, to albo znalazłaś sobie do tego lepsze towarzystwo, albo wcale nie postarałaś się za bardzo z tym kuflem – przechylił się lekko, żeby zgasić w śniegu papierosa i spojrzał w jej stronę ponownie się prostując. Nawet zdobył się przy tym na uśmiech, całkiem szczery w dodatku. – Zdecydowanie powinnaś to trochę poćwiczyć. I nie, to nie znaczy, że zgłaszam się na ochotnika do pomocy w ćwiczeniach.
Jasne, przyjaciele powinni wspierać się we wszystkim, ale… umówmy się, wsparcie też miało jakieś swoje granice. A poświęcanie własnej głowy pod ćwiczenia ciosu kuflem zdecydowanie wykraczało poza nie. No i nawet Dante nie przejawiał aż tak dalece posuniętych skłonności do autodestrukcji.

Maya Parker
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
27 y/o
For good luck!
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W pierwszym odruchu chciała mu powiedzieć, że gówno się znał, ale przecież w tym co powiedział, było aż za dużo prawdy. Maya często robiła wszystko na ostatnią chwilę, chociaż bardziej wywodziło się to z nadmiaru rzeczy do zrobienia, niż czystego lenistwa. Jako osoba, która nosiła całą odpowiedzialność na własnych barkach, często najzwyczajniej w świecie brakowało jej czasu, by się ze wszystkim wyrobić. I tutaj również, dlatego do sklepu była spóźniona, a potem analogicznie i na autobus, co oczywiście poskutkowało wstrząśniętym niemiłosiernie piwem i wybuchem piany.
Chociaż jak się zaraz okazało, to wcale nie piana sprawiła najwięcej kłopotów, a jej kolejne słowa, na które Dante zaczął się krztusić. I w sumie dobrze wyszło, bo to znaczyło, że wcale nie posunął się to tak okropnej rzeczy jak zdrada. Chociaż z tego powodu prawie się udławił, więc w sumie nie wiadomo, co gorsze.
To dobrze — skwitowała, przy okazji nachylając się w jego kierunku i klepiąc go energicznie po plecach. Nie miała zamiaru pozwolić mu zginąć na dachu opuszczonej kawiarni. Nie byłaby to zbyt ciekawa śmierć, a jednak Dante zasługiwał na coś lepszego.
Zmarszczyła brwi na informację o problemach w pracy.
Robota to jeszcze nie koniec świata — a przynajmniej nie była dla Majki. Wychodziła z założenia, że zawsze można było znaleźć coś nowego. Szczególnie kiedy żyło się wolno, bez rodziny i dzieci na utrzymaniu, wtedy człowiek miał wiele możliwości rozwoju. Z drugiej strony jak dobrze pamiętała, dziewczyna Dante pracowała w szpitalu, więc może akurat ona nie miała aż tak dużo alternatyw. — Ale wylali ją? Czy po prostu dostała zjebe? — zainteresowała się. Przy okazji bardzo chciała wiedzieć, co takiego właściwie zrobił Levasseur, że jej takowych problemów narobił, ale biorąc pod uwagę to, że po dwóch próbach przyjaciel dalej nie chciał się tym faktem podzielić, Parker stwierdziła, że nie będzie przecież na siłę próbować wyciągać z niego informacji. Nie chciał mówić, to nie. Jego sprawa. Za to Maya bardzo chętnie opowiedziała mu o swoim małym wyczynie nie w klubie.
Nie trzeba było zakopywać ciała, bo uderzenie zagwarantowało mu solidny wstrząs mózgu! — wyjaśniła, energicznie przy tym gestykulując. — I to było nawet lepsze niż śmierć, bo typa kompletnie odkleiło i nagle zaczął gadać straszne głupoty. A potem to w sumie nie wiem, bo ochrona go zabrała — a tu zaś istniało bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że albo dokończyli za nią robotę albo po prostu puścili go wolno. Nie była pewna, bo jednak Emptiness rządziło się swoimi prawami.
Ponownie poprawiła się na skrzynce i upiła łyk piwa. Faktycznie było zimno. Czuła to na już praktycznie zamrożonych dłoniach, że pewnie niedługo powinni się zbierać do klubu. Złapała w płuca więcej powietrza, a prawą dłoń schowała do kieszeni kurtki.
Dobra, Dante, słuchaj — pociągnęła nosem i wbiła spojrzenie gdzieś w okolice czarnych glanów, zdobiących jej stopy, przy okazji zaciskając palce na niewielkich woreczkach. — Sprawa jest — trochę sie z tym ociągała, jednak finalnie wyciągnęła plik przeźroczystych samarek, podnosząc wzrok na kumpla. — Muszę to jakoś wnieść do klubu.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
25 y/o
Welkom in Canada
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i interwencja w przypadku tego chwilowego zakrztuszenia nie była absolutnie konieczna, ale mimo wszystko pewnie i tak powinien być wdzięczny przyjaciółce. Nawet jeśli jego życiu nic naprawdę nie zagrażało, to przecież nigdy nie wiadomo nic na pewno, a śmierć na ośnieżonym dachu… Byłaby na pewno wystarczająco niedorzeczna, żeby w pewien sposób do niego pasować. Ale wciąż – nawet jeśli w bliższej lub dalszej przyszłości miał na siebie ściągnąć inną, równie absurdalną, lepiej byłoby trzymać się jednak tej dalszej.
Do końca nawet nie wiem – zmarszczył na moment brwi, zastanawiając się nad tym pytaniem, ale… ostatecznie z ich ostatniej kłótni niewiele przecież wynikało, niewiele było w niej rozmowy i jeszcze mniej konkretów. A od tamtego czasu wciąż nie mieli okazji do żadnej innej, więc… jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało, pozostawało mu po prostu przyznać, że rzeczywiście nie miał bladego pojęcia, jakie faktycznie konsekwencje spotkały Ivy. – Nie rozmawialiśmy ze sobą od kiedy się wyprowadziła.
Nie wiedział, czy to wyjaśnienie miało być jakąś formą usprawiedliwienia dla jego niewiedzy w temacie, który prawdopodobnie powinien być mu znany. Ale z jakiegoś powodu najwyraźniej wymagało to potwierdzenia. Choć wciąż pewnie nie brzmiało zbyt dobrze. Wciąż jednak niewątpliwą zaleta rozmowy z Mayą było to, że ostatnim czego mógłby się po niej spodziewać byłoby ocenianie go z tego powodu, czy wytykanie czegokolwiek w tym temacie. Solidny motywacyjny kopniak – metaforyczny, czy też całkiem dosłowny, nigdy nie wiadomo… – pewnie byłby już znacznie bardziej prawdopodobny. Ale to akurat mogło mieć całkiem spore zalety.
No jasne, czyli jak zwykle dałaś innym dokończyć coś za siebie. Dalej myślę, że mimo wszystko powinnaś trochę poćwiczyć zanim znowu zaczniesz rzucać się na klientów z kuflami.
Dokończył swoje piwo mniej więcej w tym samym momencie, kiedy Maya zaczęła temat sprawy. Pustą puszkę odstawił obok, dla stabilności wbijając ją nieco w śnieg. I pewnie właśnie przez to, że na moment skupił się na tej niezbyt wymagającej czynności, dopiero po czasie odwrócił się w stronę przyjaciółki, spojrzeniem wędrując ku temu, co trzymała w ręku. Kilka dobrych sekund musiało minąć, zanim dotarło do niego na co właściwie patrzył i czym okazywała się być cała ta sprawa.
Czymś, za co nie powinien się zabierać – to na pewno.
Drugą pewną rzeczą powinno być to, żeby również jej wybić ten pomysł z głowy.
I chociaż może przez bardzo krótki moment – może kolejnych parę sekund – podobna myśl mogła pojawić się w jego głowie, dość szybko została wyparta przez inną. Bo… niby dlaczego nie?
Gdyby dał sobie dostatecznie wiele czasu, najpewniej nawet on byłby w stanie znaleźć przynajmniej kilka dobrych argumentów przemawiających za tym, dlaczego nie. Tyle, że tego czasu nie zamierzał sobie dawać. Bez dalszego wahania, trochę automatycznie sięgnął po trzymane przez Mayę woreczki.
A ponoć to ja mam durne pomysły… Chcę wiedzieć na ten temat coś więcej…? – pewnie przynajmniej o to wypadałoby zapytać, skoro już nie zamierzał uświadamiać jej jak idiotyczny był to pomysł i jak bardzo nie powinni tego robić. Co więcej – przy okazji chyba przeoczył też moment, w którym faktycznie ona powinna zmieniło się samoistnie w liczbę mnogą. – Co dalej? Masz zamiar sprzedawać to w klubie?
Przeniósł na nią spojrzenie znad trzymanego w ręku towaru. Ten pomysł brzmiał akurat dość absurdalnie, nawet jak na jego standardy. Ale może to akurat miałoby się zmienić, gdyby wtajemniczyła go w więcej szczegółów.

Maya Parker
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Shop”