34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Według Mary zaufanie to przede wszystkim pojęcie względne. Każdego darzymy jej innym poziomem w innym zakresie. Niektórzy z kolei twierdzą, że nikomu nie ufają, a jednak podejmują pewne interakcje, które niekoniecznie opierają się tylko na podjęciu ryzyka, ale również pewnej formie zaufania. W oczach rudowłosej, Lazare darzył pewnym zaufaniem grupę wsparcia. Może i nie był zbytnio rozmowny, ale dla niej sama obecność na niej świadczyła, że ufa im choć na tyle, że gdy w końcu się odważy otworzyć, oni go zrozumieją. Prawdopodobnie jeszcze nie widział tego tak jak ona. Może się jej uda kiedyś przekonać go do swojego punktu widzenia? A może nie? Nikt z nich tego tak naprawdę nie wie.
Ale było w nim coś, co wzbudzało w niej coraz większą ciekawość. Miał w sobie pewien magnetyzm i tajemniczość, którą z jednej strony chciała odkryć, a z drugiej to właśnie ona sprawiała, że był na swój sposób atrakcyjny. Fizycznie również był atrakcyjny i nie mogła temu zaprzeczyć. Nawet nie próbowała.
- Rozumiem, że skoro tak dokładnie zapamiętałeś ich diagnozy, to z równą precyzją zapamiętałeś ich zalecania i nauki, które Ci przekazywali?- spytała unosząc znacząco brew i w sumie nie oczekiwała odpowiedzi. Wiedziała, że w teorii pewnie bezbłędnie jej przytoczy wszystkie suche informacje wprost z podręcznika do psychologii. Pod tym względem był perfekcjonistą. Problem się jednak pojawiał jeżeli chodziło o praktykę, ale to dla Mary stanowiło tylko ciekawe wyzwanie.
Tak jak obserwacja zmian, jakie w nim zaszły , gdy podzieliła się z nim swoim wstępnym spostrzeżeniem odnośnie jego osoby. Dotychczas skrzętnie ukrywał się pod maską próbując nie pokazać swoich emocji, ale na tych parę sekund ona opadła. Mogła czytać z niego jak z otwartej księgi i zamiast czuć dumę ze swojej celnej diagnozy po tak krótkim czasie, poczuła jedynie zażenowanie. Nie była zbytnio delikatna. Czasami potrzebna jest prawda rzucona prosto w twarz, ale przecież go nie znała tak naprawdę i jej pierwsza diagnoza mogła być przedstawiona w znacznie delikatniejszy sposób. Niestety zapędziła się w tym i nie mogła już cofnąć czasu. Mogła natomiast wykorzystać to, co o nim wiedziała i co jak się właśnie okazało- było trafne. Wiedziała już, że to jakim go widziała było jego prawdziwą naturą, która z kolei była daleka od tego co próbuje przedstawić innym. Jednak dla niej to właśnie jego prawdziwe ja było pociągające. To, że był człowiekiem, który walczył nawet jeśli inni widzieli w tym porażkę. To, że był perfekcjonistą, który na swój sukces ciężko pracował, nawet jeśli zdarzyło mu się pójść raz na skróty. Może i przybierał maskę, ale nie nazwałaby go kłamcą. Był prawdziwy.
Słysząc jego odpowiedź spojrzała na niego z zaciekawieniem i lekkim uśmiechem w kąciku ust. Musiała się powstrzymać, aby się nie roześmiać, bo akurat rozbawił ją tym. Pasowało teraz do tej sytuacji powiedzenie, że tonący brzytwy się chwyta. Nie uważała, aby była mało atrakcyjna i nie mogłaby wpaść mu w oko. Jednak rzecz w tym, że nie czuła tego - nie czuła, aby był nią zainteresowany pod tym względem. Może to ostatnie zawody miłosne, które doświadczała w swoim życiu. A może naprawdę to była jego ostatnia możliwa próba przeniesienia uwagi z niego na nią.
- Interesująca próba zmiany tematu- przytaknęła głową uśmiechając się rozbawiona, ale zaraz nieco spoważniała, aby nie poczuł się urażony, że się z niego śmieje. Nie śmiała się z niego, a z całej sytuacji, bo jeszcze nigdy się jej nie zdarzyło, aby pacjent unikał rozmowy z nią o swoich problemach flirtując z nią. - W takim razie, gdybym nie poprosiła Cię o pomoc w uprzątnięciu krzeseł, jaki byłby Twój ruch? Wróciłbyś do domu zastanawiając się czy to etyczne, gdy Twoja nowa terapeutka wpada Ci w oko czy może rzuciłbyś sobie i jej wyzwanie?- spytała będąc naprawdę szczerze zainteresowana jego odpowiedzią. Czy wybrnie z tego obronną ręką?


lazare moreau
33 y/o
For good luck!
186 cm
łyżwiarz figurowy wygnany po aferze dopingowej
Awatar użytkownika
I always wanted to die clean and pretty, but I'd be too busy on working days - so I am relieved that the turbulence wasn't forecasted, I couldn't have changed anyways.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Jakkolwiek trafna obserwacja Mary, którą dziewczyna podzieliła się z Lazare bez owijania w przysłowiową bawełnę, faktycznie wywarła na nim nagłe i niełatwe wrażenie, nie dało się ukryć, że sam się o to prosił - Mara nie powinna zatem czuć się winna czy obciążona odpowiedzialnością za jego reakcję. Co więcej, w jakimś sensie cała ta rozmowa musiała spełniać jeszcze inną, bardziej subtelną potrzebę Moreau, która w ostatnich czasach z wiadomych względów była nieco zaniedbywana: Lazare potrzebował uwagi, tak jak rośliny potrzebują słońca i wody by w rozkwitnąć w pełni swoich możliwości. Ostatnie miesiące w jego życiu przypominały jednak raczej zachmurzoną pustynię - niegdyś tak nawykły do ciągłej atencji swojego otoczenia, Lazare został pozostawiony sam sobie z dnia na dzień, w pustym i cichym mieszkaniu, w którym towarzyszyły mu wyłącznie duchy przeszłości, oraz bez planów na przyszłość - tak na następny dzień, jak i na następną dekadę.
Co więcej, gdyby tylko wiedział, Lazare schlebiłoby niezmiernie, że Lakefield dojrzała w nim jakąś specyficzną prawdziwość. Sam tak długo operował w ścisłej zgodzie z narzucanymi mu przez innych oczekiwaniami i wymaganiami, że czasem nawet samemu sobie nie wydawał się prawdziwy, a definicja autentyczności wymykała się z jego wewnętrznego słownika jak jakieś egzotyczne, trudne do wymówienia słowo.
Może jednak nie było to wcale przypadkiem, skoro w końcu Mara była profesjonalistką - i choć rzeczywiście niektóre z używanych przez nią strategii pewnie kłóciły się z tradycyjnym podejściem do psychoterapii, oprócz intuicji i wyczucia miała wszak też inne, bardziej konkretne narzędzia, pozwalające jej teraz czytać z Lazare jak z otwartej księgi.
Mówiąc po prawdzie, chwilę temu i Lazare nie widział w ich interakcji większego potencjału na cokolwiek innego, niż jednorazowa rozmowa, albo czysto profesjonalna reakcja na linii terapeuta - pacjent. Im dłużej jednak przebywali w swojej wzajemnej obecności, w dodatku sam na sam, w ciszy opustoszałej sali spotkań, i im bardziej skracał się pomiędzy nimi dystans, tym bardziej Moreau zmieniał zdanie. I tym więcej dostrzegał w Marze szczegółów, które oprócz psychologa, pozwalały mu dostrzegać w niej również kobietę.
- I rozumiem, że kompletnie chybiona... - uśmiechnął się półgębkiem, nawiązując do spostrzeżenia Mary o tym, jak to próbował zmienić bieg rozmowy. Doceniał, nawet jeśli wyłącznie nieświadomie, że psycholożka nie chce go urazić. W ostatnich miesiącach stał się jednak pośmiewiskiem dla takiej ilości osób, że jedna dodatkowa istota na tej liście nie zrobiłaby diametralnej różnicy... Ktoś kiedyś mu powiedział, że dla własnego zdrowia powinien nauczyć śmiać się i z samego siebie. Kto wie, może była to najwyższa pora, żeby zacząć ćwiczyć się w tej zdolności.
Poprawił się nieco na krześle, nie spuszczając z rudowłosej spojrzenia. Byłby zaskoczony gdyby usłyszał, że naprawdę nikt jeszcze nie próbował zastosować z nią takiego rodzaju uniku, odwracając jej uwagę od trudniejszych i bolesnych kwestii o których nie chciał mówić na rzecz flirtu, czy chociażby jego zaczątków. No ale jak to mówią, zawsze był przecież ten pierwszy raz.
Zagryzł dolną wargę, zastanawiając się, jak jego kolejne słowa wpłyną na rozmówczynię:
- Ale jako pacjent chyba nie muszę być etyczny? - zagadnął, bo przecież czy dbałość o etykę zawodową nie była odpowiedzialnością Mary? Podczas spotkań grupy, Lazare widział już niejedno zachowanie ze strony jej uczestników, które niewiele miało wspólnego z etyką: w chwilach emocjonalnego wzburzenia, pacjentom zdarzało się podnosić głos, używać wulgaryzmów, czy nawet próbować sprowokować prowadzących spotkania, którzy jednak jakimś cudem ostatecznie nadal zachowywali spokój i podtrzymywali ramę terapeutyczną. Lazare uniósł otwarte dłonie w pozornie niewinnym geście - Więc lepiej to ty mi powiedz, czy drink po pracy z pacjentem to tak poważne złamanie kodeksu, że nie mam szans, czy jednak powinienem spróbować cię na jednego zaprosić?

Mara Lakefield
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
judasz
przemocy względem zwierząt i rażąco niedbałej interpunkcji; poza tym, nic co ludzkie nie jest mi obce
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mara zawsze uwielbiała obserwować ludzi. Analizowała ich drobne gesty jak szybkie ściągnięcie ramion, podrapanie się po lewej dłoni czy kaszlnięcie. Starała się, aby żaden gest i słowa nie uszły jej uwadze. To była przydatna umiejętność w tym zawodzie, a jej ambicja pozwoliła szybko uzyskać pewną renomę, której niestety odpowiednio nie pielęgnowała. Było to też świadome podejście, bo marzyła o założeniu rodziny i temu celowi zaczęła się najbardziej poświęcać. Natomiast jej mąż postanowił tą rodzinę założyć z inną kobietą.
Dlatego Lakefield nie była już taka pewna swoich umiejętności, skoro nie zauważyła , że najbliższa jej osoba ją oszukuje. Jej granice zawodowe również zaczęły się przesuwać i nie miała wątpliwości, że inni terapeuci nie pochwaliliby jej metod. Niektórzy z nich powiedzieliby, że zachowuje się nieetycznie. Czy to ją bolało? Nie zastanawiała się nad tym. Od ponad roku tak naprawdę żyła z dnia na dzień nie robiąc już żadnych dłuższych planów. Każdego dnia ta granica się wydłużała. Prawdopodobnie sama potrzebowała terapii, ale okłamywanie najbliższych wokół niej weszło jej w nawyk. W dodatku Mara od zawsze była tą osobą, która postępuje zgodnie z zasadami. Do tego posiadając wykształcenie i doświadczenie w psychologii potrafiła bezbłędnie zamydlić najbliższym oczy.
Starała się jednak, aby jej osobiste problemy nie wpływały na pacjentów. Mimo wszystko na tym jej naprawdę zależało. Jeżeli momentami zachowywała się nieetycznie, to mając na względzie ich dobro. Przynajmniej tak sądziła. Nie wykorzystywała ich jednak, a po prostu czasami nie potrafiła postawić w odpowiednim momencie granicy, aby zachować czystą relację pacjent-lekarz.
- Raczej odważna. Nikt wcześniej przed Tobą jej nie próbował- przyznała z nieco większym uśmiechem, gdy dostrzegła, że i jego kąciki ust poszybowały lekko do góry. To naprawdę połechtało jej ego, bo oznaczało, że czuje się coraz bardziej swobodnie w jej towarzystwie. Jeszcze niedawno chciał uciekać z sali jak najszybciej, a teraz siedział naprzeciwko niej i delikatnie, półgębkiem, ale się uśmiechał.
- Jako pacjent nie musisz. A chcesz?- spytała unosząc znacząco brwi i zakładając nogę na nogę.
Pewnie powinna właśnie w tym momencie postawić tą granicę. Nie ciągnąć tego tematu. Uciąć. Wróci do rozmowy o nim i o jego oczekiwaniach, ale przez tą krótką chwilę miło było prowadzić flirt chociażby w formie żartu dla zmiany tematu. Po godzinach spędzanych z pacjentami w klinice i samotnych godzinach w domu, miło było choć przez chwilę się poczuć kobietą. Jak bardzo musiała być samotna, że pozwalała na to własnemu pacjentowi tuż po tym jak skończyło się spotkanie grupy wsparcia, na którą on uczęszcza, a którą on prowadzi? Była bardzo samotna, choć tego nie przyzna. Lecz nie była zdesperowana. Nie chodziło tylko o nią , ale i o niego. Nawet jeśli on pierwszy spróbował w taki sposób zmienić temat, nie oznaczało, że inni mieliby szansę, aby to się im udało.
W nim był jednak pewien magnetyzm - autentyczność, ale i tajemniczość. Chciała go poznać, a jednocześnie nie odkrywać wszystkiego. Na pewno nie od razu. Nie była w stanie patrzeć na niego tylko przez pryzmat terapii. Widziała w nim znacznie więcej niż zhańbionego łyżwiarza figurowego. Widziała w nim człowieka szukającego akceptacji. Odważnego. Walecznego. Ambitnego. To on sprawił, że ciągnęła ten temat, chociaż nie powinna.
- Zawsze przed podjęciem ryzyka tak bardzo oceniasz szanse na powodzenie?- spytała lekko rozbawiona jego sformułowaniem pytania.- W moim kodeksie mieści się wiele metod pomocy pacjentom. Pod tym względem akurat mam dosyć elastyczne podejście- dodała czekając na jego ruch. W końcu ona była bardzo zaangażowanym terapeutą. Jeżeli jej pacjent potrzebował porozmawiać w jakimś barze przy drinku, to przecież mu tego nie odmówi.



lazare moreau
33 y/o
For good luck!
186 cm
łyżwiarz figurowy wygnany po aferze dopingowej
Awatar użytkownika
I always wanted to die clean and pretty, but I'd be too busy on working days - so I am relieved that the turbulence wasn't forecasted, I couldn't have changed anyways.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji
czas narracji
postać
autor

A czy nie mówiło się przypadkiem, że szewc bez butów chodzi?
Boże. Ile to razy Lazare przestrzegał zapatrzonych w niego juniorów - te ledwie opierzone dzieciaki o wielkich, rozszerzonych emocjami oczach i chudych, wątłych kończynach, które odmawiały im na lodzie posłuszeństwa co drugi co trudniejszy trening - że prawdziwi sportowcy nigdy nie powinni posiłkować się dopingiem? Ile to razy zdarzało mu się, podczas konferencji prasowych i radiowych wywiadów, krytykować innych sportowców za podobno nieetyczne, niezgodne z duchem sportu zachowania? O ironio, raz chyba nawet wziął udział w całej, wielotygodniowej kampanii, podczas której jego wyretuszowana nieco sylwetka i przystojna twarz znalazły się na plakatach i ulotkach zachęcających młodych sportowców do dbania o zdrowie i trzymania się z daleka od wszelkich używek i niedozwolonych substancji.
Lazare robił to wszystko z uśmiechem, bez mrugnięcia okiem i bez najmniejszego zająknięcia, za kulisami wsypując w zagłębienie między palcem wskazującym, a kciukiem, elegancki kopczyk białego proszku, i regularnie dzwoniąc do swojego dilera po kolejne dostawy najróżniejszych substancji dopingowych.
Nie, nie był z tego dumny, choć nadal przez gardło nie przechodziło mu przyznanie się, jak bardzo, tak naprawdę, się za siebie wstydził. Byłby jednak ostatnią osobą, która przyznałaby sobie prawo do krytykowania Mary i jej podwójnych standardów. Przyganiałby, w końcu, przysłowiowy kocioł garnkowi.
Może więc to, że to oni właśnie - a nie żaden inny terapeuta, i żaden inny uczestnik grupy - zostali teraz na sali samotnie, wdając się w rozmowę, która nie miała za wiele wspólnego z jakąkolwiek weryfikowaną przez Towarzystwo Psychologiczne terapią, było czymś więcej niż tylko przypadkiem, fartownym zrządzeniem losu. Trafił swój na swego, po prostu. Lub, innymi słowy, nieszczęścia zwykły chodzić parami.
- Serio? Jestem pierwszy? - Uśmiechnął się półgębkiem, niezdolny zaprzeczyć, że nazwanie jego starań o zmianę tematu odważnymi miło połaskotało go w ego - Aż nie chce mi się wierzyć.
Nie był pewien, czy to oznaczało, że naprawdę był pierwszym pacjentem Mary, który próbował z nią flirtować... A jeśli tak, jak to o nim świadczyło. Nie zamierzał się jednak rozpraszać rozważaniami nad tym, czy bieżące zachowanie mogło psuć mu reputację. Jaką reputację!? Przecież stracił już wszystko, co było do stracenia.

W odpowiedzi na jej kolejne pytanie, Lazare roześmiał się szczerze i głośniej, niż kiedykolwiek do tej pory. Był to już któryś raz z rzędu, gdy Lakefield udało się wywołać u niego coś więcej niż tylko sarkastyczny, albo zawadiacki, ale wystudiowany uśmiech, którymi zazwyczaj zasłaniał prawdziwe kłębiące się w nim emocje niby tarczą. Samo w sobie było to niemałym osiągnięciem, zważywszy na to, jak bardzo wycofany i zwyczajnie smutny Moreau stał się w ostatnich miesiącach.
- Chryste - żachnął się, nie kryjąc ironicznego błysku w oczach - Chciałbym. Założę się, że gdybym zawsze tak dokładnie ewaluował ryzyko przed podjęciem decyzji, pewnie w ogóle by mnie tutaj teraz nie było... - To prawda. Byłby, zapewne, nadal na lodowisku, albo na siłowni, szykując się do Olimpiady. Westchnął głęboko, kręcąc lekko głową - Powiedzmy, że ten rodzaj rozsądności to nowo-nabyta przeze mnie umiejętność... - Wzruszył ramionami - W każdym razie... Tak pomiędzy nami... Nie planowałem pojawić się tutaj w przyszłym tygodniu. Ale... - Dłonią podążył ku kieszeni spodni, w której nosił portfel. W tym zaś odnalazł zaraz płaskie, barowe pudełeczko zapałek z pojedynczą draską i tylko dwiema, czy trzema zapałkami w środku, i logo często odwiedzanego przezeń baru wydrukowanym na froncie - Mogłabyś dołączyć do mnie po grupie? - Zaryzykował, na koniec zwyczajnie nie powstrzymawszy się od delikatnego przytyku - No, chyba, że będziesz zbyt zajęta składaniem krzeseł w jakimś innym towarzystwie...

Mara Lakefield
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
judasz
przemocy względem zwierząt i rażąco niedbałej interpunkcji; poza tym, nic co ludzkie nie jest mi obce
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie patrzyła na niego tylko przez pryzmat afery dopingowej. Nie szukała w nim osoby, która ją zrozumie, bo sama przed innymi mówiła jedno, a za plecami robiła drugie. Widziała w nim człowieka, którego po prostu chce poznać bliżej - nie tylko jego słabości i problemy. Dostrzegała w nim osobę, której sama mogłaby się zwierzyć. Biło od niego coś, co nie pozwalało jej przejść obok chociażby bez odwrócenia się za nim. W końcu nie był dzisiaj jedynym uczestnikiem, który nie powiedział ani słowa więcej poza przedstawieniem się. Jednak dzisiaj, pierwszy raz po długiej przerwie i jej pierwszego dnia w tej grupie, wybrała właśnie jego. Może to był przypadek? A może ta aura, która przez lata robiła z niego gwiazdę?
Mara tylko się uśmiechnęła delikatnie na jego niedowierzenie, że był pierwszy. Mógł w to wierzyć bądź nie, ale rzeczywiście tak było. Może nikt wcześniej nie miał takiej odwagi co on? A może nikt wcześniej nie bał się aż tak rozmowy? To musiał już Lazare ustalić sam ze sobą. Przynajmniej w najbliższym czasie ona nie będzie dociekać tego , jakie pobudki nim kierowały.
- Człowiek się uczy całe życie, a najwyraźniej terapia Ci służy skoro właśnie nabyłeś nową umiejętność- nawet jeśli wiedziała, że trochę się teraz zgrywa, to ona przecież mogła to pociągnąć, prawda?
Obserwowała go uważnie, gdy sięgał do kieszeni spodni. Już myślała, że wyciągnie jakąś wizytówkę jak w ubiegłym wieku, a tutaj otrzymała zapałki. Przyjrzała się nazwie na pudełku i schowała do tylnych kieszeni spodni. - Dziękuję za zaproszenie- odpowiedziała, ale nie dała mu jednoznacznie odpowiedzi. Chociaż kolejnym tekstem ją zaskoczył - jakby wychodziła z niego… zazdrość? Nie wiedziała jak to odczytać, więc jedynie wzruszyła ramionami. - Zobaczymy za tydzień- nie wiadomo przecież jak potoczy się kolejne spotkanie, prawda? Chociaż musiała przyznać przed samą sobą, że tak - chciała się z nim spotkać i to na neutralnym gruncie. - Dzięki za pomoc dzisiaj i za rozmowę. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu - uśmiechnęła się szerzej wstając z krzesła, które złożyła i odłożyła na stos pozostałych krzeseł, a następnie pożegnali się z Lazare i wyszli z sali.


lazare moreau


KONIEC
ODPOWIEDZ

Wróć do „Centre for Addiction and Mental Health”