27 y/o
Welkom in Canada
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Naprawdę liczyła na spokojny dzień lub dwa. Czuła, że może prosić o zbyt wiele, ale potrzebowała tego jak ryba wody. Chociażby odrobinę stabilizacji i poczucia, że jej świat właśnie się nie wali i że to wszystko ma jakiś sens.
Spotkanie z Davidem, sytuacja rodzinna i problemy z najmłodszym Bennettem, kłopoty jej pracownicy i wyjątkowo długa zmiana, a po niej niemal całkowity brak snu - była zmęczona, tak po prostu i cholernie mocno. Nie mogła sobie pozwolić jednak na luksus zaśnięcia, gdy jej matka trafiła do szpitala wprost na salę operacyjną. Nawet nie próbowała informować młodszego rodzeństwa, nie dałaby rady robić za oparcie także dla nich. Nie tego dnia. Zapewne następnego obudziłaby się w o wiele lepszym nastroju i ponownie założyłaby na twarz wyćwiczoną maskę radosnej i opiekuńczej córki, która ma wszystko pod kontrolą. Tyle, że... Nie miała. Już dawno przestała mieć.
Czekała więc na tyle cierpliwie na ile mogła. Aby zająć czymś ręce trzymała w nich kubek z kawą. Już dawno przestał być ciepły, ale nie przeszkadzało jej to. W zasadzie zwracała akurat na niego najmniejszą uwagę, bardziej chodziło o cokolwiek co pozwoliłoby jej się skupić na czymkolwiek tu i teraz.
Nie potrafiła powiedzieć ile siedziała oparta o ścianę wpatrując się przed siebie. Mogły to być minuty, a mogły godziny. Nawet nie próbowała ukrywać emocji. To był w końcu szpital - zapewne takie dramaty jego ściany widziały na co dzień. W końcu została wywołana przez pielęgniarkę. Nie spodziewała się zobaczyć nawet swojej matki z więc była lekko zaskoczona, gdy kobieta zaprowadziła ją do szyby z widokiem na ludzi będących w różnym stadium wybudzania z narkozy.
Jej matka też tam była, wyglądała blado, ale spokojnie. Jakby spała, podłączona pod sprzęt medyczny. Dla Catherine najbardziej liczyło się, że żyła. Nawet jeśli miało to być przedłużenie jedynie na kilka miesięcy w najlepszym przypadku. Oparła się o ścianę, która dała jej kojący chłód i wpatrywała się uporczywie przed siebie, nie zwracając większej uwagi na otoczenie. Ludzie mogli przechodzić obok niej lub za nią, nauczyła się już to ignorować.

Ivy Harrison
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Catherine Bennett

Ile mogła przeżyć trudnych dyżurów w trakcie ostatniego miesiąca? Miała wrażenie, że w ogóle się nie kończyły. Raz na razem miała ich coraz bardziej dosyć, wszystko wydawało się komplikować. Z dnia na dzień coraz więcej łóżek było zajętych, a przerwy wydawały się być luksusem, na których nie mogła sobie pozwolić. Ludzie potrzebowali medyków, a także jej jako rezydentki. Jako medyk najniższego szczebla miała pełne ręce roboty. Badania, proszenie o ich przyśpieszenie, proste procedury medyczne i dokumentacja, która wraz z każdą minutą wydawała się coraz bardziej piętrzyć.
Może to wina zmęczenia, albo zwykła znieczulica, która nawiedziła jej drobne ciało, ale totalnie nie zwróciła uwagi na nazwisko pacjentki. Wyglądała dla niej podobnie, kogoś jej przypominała. Tylko Ivy postanowiła całkowicie zignorować ten sygnał. Zdecydowanie łatwiej było skupić się na rzeczach najważniejszych. Stanie pacjentki, wynikach jej badań, niż doszukiwać się powiązania, które mogłoby przyjść do jej głowy. Dlatego to zignorowała, a idąc w stronę jej rodziny, przybrała typową dla siebie maskę. Powtarzała wszystkie informacje w głowie, starając je sobie uporządkować. Wiele razy omawiała już wyniki pacjenta, nie był to przecież jej pierwszy, czy trzeci raz. Tylko teraz jej głowę nawiedzały myśli związane zarówno z Dante, jak i Charlim. Nie mogła wyrzucić ich ze swojej głowy. Stanęła przed kobietą, wpierw w ogóle nie unosząc głowy. Bardziej skupiona była na dokumentacji medycznej.
Dzień dobry, nazywam się Ivy Harrison. Jestem rezydentką i doktor Smith poprosił, żebym opowiedziała o szczegółach operacji — zaczęła blondynka, a na jej twarzy automatycznie wymalował się uśmiech. Operacja nie była prosta, ale przebiegła po myśli doktora. Delikatnie się przedłużyła przez drobne komplikacje, ale powoli będą w stanie obserwować poprawę. Wtedy właśnie blondynka uniosła głowę i zszokował ją widok. Znała ją, przecież to była dziewczyna Davida. Aż pokręciła delikatnie głową, takie przypadki nie powinny się zdarzać.
Catherine... to ty? — spytała, nie wierząc w to, co miała właśnie przed oczyma. Najchętniej by się teraz uszczypnęła. Spojrzała nerwowo do danych związanych z osobą kontaktową. Catherine Benett. Powinna wcześniej zdać sobie z tego sprawę.
27 y/o
Welkom in Canada
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Odwróciła wzrok od szyby, tylko po to by przenieść zmęczone i puste spojrzenie na dziewczynę. Wydawała jej się dziwnie znajoma, ale przy ilości twarzy, które codziennie przewijały się przez jej życie musiała się chwilę zastanowić skąd może ją znać. Olśnienie przyszło niemal równocześnie z przedstawieniem się kobiety i było jak uderzenie w twarz. Populacja Harrisonów wracających po latach do jej życia dramatycznie wzrastała i nie wiedziała jeszcze czy jest to powód do radości czy nie. Tyle, że akurat blondynkę lubiła. Z czasów, kiedy jeszcze randkowała z jej bratem.
- Niech zgadnę: kolejny zator i lekkie komplikacje, ale wszystko będzie w porządku? - zapytała, nawet nie próbując ukrywać rozgoryczenia w głosie. To nie był jej pierwszy telefon w środku nocy i podejrzewała, że nie ostatni. Przechodziła już przez to kilka razy, niemal zawsze słysząc to samo i powoli traciła zarówno nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Zwłaszcza gdy widziała swoją matkę w takim stanie.
- Cześć Ivy. Miło cię znowu widzieć - uśmiechnęła się lekko, tylko na moment pozwalając sobie odwrócić wzrok od dziewczyny, by zerknąć na swoją matkę. - Mogę ci powiedzieć, że razem z Davidem się siebie nie wyrzekniecie: on zadał praktycznie to samo pytanie - dodała lekko rozbawiona. Bo czy zostało jej coś innego? Mogła albo udawać, że sytuacja spływa po niej jak woda po kaczce albo załamać się psychicznie na środku korytarza. Z czego to drugie było niebezpiecznie prawdopodobne, bo coś w niej zaczynało pękać i się poddawać. Czyżby to był ten słynny limit, który można znieść jako człowiek?
- Myślisz, że wybudzi się jeszcze w nocy czy nie ma na to szans? Wszystko się udało czy coś jest nie tak? I proszę cię: nie mów mi tego co chcę usłyszeć tylko prawdę - powiedziała spokojnie, chociaż w jej głosie dało się słyszeć błagalną nutę. Nie chciała złudnych słów pocieszenia, potrzebowała jasnej odpowiedzi. Już pogodziła się z myślą, że jej matce nie zostało wiele czasu. Jedyne na czym jej obecnie zależało to to, aby jak najmniej cierpiała.

Ivy Harrison
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Catherine Bennett

Tak, zgadza się.. — kiwnęła krótko głowa. Zatory, utrata krwi, chwilowe zatrzymanie krążenia. Takie chwile wydarzały się przy każdej możliwej operacji. Zdawała sobie doskonale z tego sprawę. Najważniejsza wydawała się być kwestia braku konkretnych skutków ubocznych na organizm jej matki. Także tak, będzie w porządku, o ile chorobę jej matki dało się w ten sposób nazwać — rozumiem, że to twoja codzienność, Cath? — dopytała już ciszej Harrison, unosząc delikatnie kąciki obu ust. Nie wyobrażała sobie być na jej miejscu. Niby medycyna cały czas szła do przodu, lekarze byle w stanie zrobić wiele, ale nie każde istnienie dało się uratować. Czasami organizm po prostu nie był w stanie odpowiednio przyjąć leczenia.
Ciebie też miło widzieć, choć niekoniecznie w takich warunkach — uniosła delikatnie kąciki ust. Ucieszyłaby się z nawiązania znajomości z Benett. Były praktycznie swoimi rówieśniczkami, a Ivy nie znała wielu ludzi w Toronto. Była to całkiem miła odmiana, chociaż wolałaby zobaczyć się z byłą brata w zdecydowanie innych warunkach — cóż... niedaleko pada jabłko od jabłoni, nie? — zaśmiała się nerwowo, bo na szczęście David już zdawał sobie z jej pobytu w mieście — widziałaś się z moim bratem? — Ivy idiotka. Oczywiście, że się widziała, skoro wypowiadała się w ten sposób. Aż zaśmiała się nerwowo. Co miała teraz powiedzieć? Przymknęła mocno oczy, licząc, że Cath jej teraz nie wyśmieje. Choć wewnętrznie ciekawiło ją spytać, w jakich okolicznościach się spotkali.
Wątpię, by były. Lepiej, żeby jej organizm odpoczywał — stwierdziła, odwracając wzrok na matkę Catherine — straciła trochę krwi, ale będzie nabierała powoli sił, o ile można nazwać to w ten sposób — czuła, że jej słowa brzmią gorzko. Nie miała lukrować tego w żaden sposób. Miała być szczera i też to chciała przekazać. Jeszcze przez moment się wahała, przegryzła dolną wargę, nerwowo stukając palcem we własne ramię.
Chociaż to nie zatrzyma postępu choroby Catherine. Pewnie już o tym wiesz, ale jedynie przedłużamy jej życie — w środku czuła się jak kat. Uniosła wzrok na Bennett, by móc zajrzeć jej prosto w oczy. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiła, czekając na jakąkolwiek reakcję z jej strony.
27 y/o
Welkom in Canada
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Przymknęła oczy. Zadziwiające jak często personel próbował pocieszać i mówić, że będzie dobrze. Być może to właśnie przez to jej matka uwierzyła z początku, że jakoś się ułoży. Że medycyna postępuje i być może za kilka lat będzie jakieś rozwiązanie. Tylko że nie było. Próbowali już wszystkiego, w grę wchodził jedynie przeszczep. Tyle, że nie było to magiczne uratowanie życia, a może w najlepszym przypadku dodatkowe kilka lat z bliskimi. Lat okupionych bólem, cierpieniem bliskich i udawaniem, że wszystko jest w porządku, podczas gdy cały dotychczasowy świat się walił.
- Tak. Po kilku latach myślałam, że już się do tego przyzwyczaiłam - odpowiedziała cicho. Ku jej zaskoczeniu i zgrozie wciąż czasem nie była gotowa. Wiedziała, że jej matka umiera. Nie była jednak gotowa na moment w którym miało to nadejść. I właściwie nie wiedziała czy kiedykolwiek będzie.
- Bywało gorzej - uśmiechnęła się delikatnie. Bo bywało gorzej - kiedy jej matka przestała gotować, bo był to zbyt duży wysiłek dla organizmu. Kiedy kasłała krwią, kiedy pierwszy raz została podłączona pod tlen w domu. I te wszystkie razy gdy maszyna w nocy wariowała i wszczynała alarm.- Właściwie tak. I widziałam, chociaż nie mogę powiedzieć by było to najbardziej szczęśliwe i oczekiwane przeze mnie spotkanie w tym miesiącu albo roku - odpowiedziała. Nie było sensu tego ukrywać - przecież, blondynka i tak by się tego dowiedziała. Cath nie miała problemu z opowiadaniem tego, większy problem miała z tym, że mężczyzna zostawił w jej głowie mętlik. Zupełnie niepotrzebny na ten moment tak naprawdę.
- To nie krew jest problemem, tylko płuca i serce - westchnęła i przymknęła oczy. Nie słyszała nic nowego - nieważne ile zatorów by nie było operowanych, jak bardzo lekarze by się nie starali - to był etap z którego nie było powrotu. Chociaż w zasadzie nigdy nie było, nawet wtedy gdy słyszeli diagnozę i gdy znalazł się dawca na przeszczep.
- Wiem. Od samego początku wiem. Ona także to wie, tylko udaje silną i pewną siebie. Tak jest łatwiej - przynajmniej żadne z nas się nie rozsypuje i się trzymamy - otworzyła oczy i napotkała te wpatrujące się w nią. Uśmiechnęła się blado. - Póki ona chce żyć to jej kwestia. Niech walczy, zawsze to kilka tygodni więcej z nami - nie brzmiało to optymistycznie, ale nigdy takie nie było. Z początku jeszcze się łudzili, że się uda. Że będą szanse. Czas jednak biegł nieubłaganie i nie był łaskawy.
- Kiedy wchodziło MAiD zastanawiała się nad tym czy nie poddać się temu. To były same początki, a my jeszcze mieliśmy nadzieję, że się uda i że wróci do formy. Odmówiła - powiedziała, patrząc na matkę pustym wzrokiem i mówiąc głosem wypranym z emocji. - A potem choroba postąpiła, a ona stała się bardzo religijna. Nie chciała ze względu na wiarę - westchnęła Cath i potarła czoło dłonią. Doskonale pamiętała te rozmowy i wylane wtedy łzy oraz krzyki. Chyba największa kłótnia podczas jej choroby. Po tym sama Catherine się powoli poddawała, a ojciec oddalił. W zasadzie główny ciężar spadł na głowę dziewczyny. Jej pechem było, że wtedy zaczynała pracę u dziadków i urwał się kontakt z Davidem. Miała dość. Po prostu. Ale musiała się zebrać w sobie, nawet nie dla siebie - najmłodszy Bennett wciąż był tylko nastolatkiem.
- Czasami zastanawiam się czy nie byłoby prościej, gdyby wtedy wszystko zakończyła. Zamiast czekać na nieuniknione i modlić się o cud - powiedziała smutno. I myślała tak od kiedy zrozumiała, że nawet zwykły spacer to wyzwanie. Poczuła coś mokrego na twarzy. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że to łzy. Przetarła twarz wierzchem dłoni. Nie chciała się teraz rozkleić, na pewno nie przed Ivy.
- Zresztą nieważne, to moje problemy. Opowiadaj lepiej co działo się u ciebie przez ostatnich kilka lat i jak doszło do tego, że jesteś na rezydenturze w Toronto - zapytała, bardziej próbując odwrócić uwagę od smutnego tematu niż z faktycznej ciekawości. - I czemu akurat chirurgia?

Ivy Harrison
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Catherine Bennett

Z początku nie skomentowała słów Bennett. Delikatnie uniosła ku górze kąciki ust. Nie chciała pokazywać jej troski. Zasługiwała na to, ale z pewnością zbyt wiele osób patrzyła na nią w ten sposób. Zdecydowała się na położenie na jej ramieniu dłoni, by czuła jej wsparcie.
Nie mów w ten sposób — zaczyna Ivy, a jej wzrok utkwił w Bennett na kilka długich sekund — coś się stało z moim bratem? — spytała niemalże od razu, unosząc do góry jedną brew. Była ciekawska. Tego w żaden sposób nie dało się jej odmówić. Choćby chciała się powstrzymać, to nie mogła. Dawno temu była ich największą fanką, a przez ich spotkanie czuła delikatnie podekscytowanie. Nawet jeśli kolejne słowa odstawały od tego, co blondynka tak właściwie chciała usłyszeć. Może powinna ją wstrząsnąć? David był dobrym facetem, jako siostra mogłaby mu wystawić dyplom na materiał na męża.
Doskonale wiedziała, co jest problemem. Miała wykształcenie medyczne, ale już nie chciała się czepiać Bennett. Znała szczegóły badań jej matki, to co się działo podczas operacji. Za każdym razem była wypytywana o kwestię związane z kartą pacjentów. Zdążyła się ich nauczyć wręcz na pamięć.
To jest iluzja a nie trzymanie się — stwierdziła Ivy dość chłodnym tonem na nią. Szczerze uważała, że czasem potrzebny był moment słabości. Oszukiwanie samego siebie nie dawało nic. W końcu to nie wyglądało w ten sposób, że kłamstwo wypowiedziane sto razy stanie się prawdą. Nic nie będzie w stanie zmienić jej stanu. Uniosła kąciki ust na jej kolejne słowa. Walka? Pytanie co to za walka. Mogłaby spędzić szczęśliwe chwile z rodziną, a nie będąc przykutą do szpitalnego łóżka.
Kiwała delikatnie głową, próbując zrozumieć podejście matki catherine. Tylko nie była w stanie. Jako medyk doskonale wiedziała, że najważniejszą kwestią była szybka reakcja oraz wczesne badania. Wolała tego nie komentować, bo jej słowa okazałyby się zbyt oschłe.
Nie mów tak — powiedziała, słysząc finalnie jej słowa. Tego nikt nigdy nie powinien mówić głośno. To dalej była jej matka, a choć choroba ją wykańczała, nie zasługiwała na takie słowa. Nabrała powietrza do płuc, bo czuła się na rozdrożu. Rozumiała obie strony.
Teraz wydajesz się ważniejsza Catherine — stwierdza niemalże od razu Ivy — wiesz... mogę Cię wysłuchać, niezależnie od tego, co siedzi Ci w głowie. Nie powiem o tym spotkaniu bratu — bo przed tym pewnie najbardziej wstrzymywała się Bennett. Dalej była siostrą Davida i choćby bardzo chciała, nie powstrzyma się od napisania mu SMS'a po tym spotkaniu — a dlaczego chirurgia? Lubię wyzwania Cath, a ta specjalizacja jest mi w stanie to dać — to była najprostsza odpowiedź, choć prawda była dużo bardziej złożona. Bała się wypowiadać ją głośno, bo mimo wszystko czuła się niewystarczająca na tej specjalizacji. Mogła mieć najlepsze oceny, ale inni byli od niej lepsi. Nie chciała się do tego przyznać, nawet przed samą, a szczególnie nie przed byłą dziewczyną Davida.
27 y/o
Welkom in Canada
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Wbrew pozorom niewiele osób patrzyło na Catherine z troską. Była właściwie jedna tego przyczyna: dziewczyna raczej nie zwierzała się innym ze swojego życia i swoich problemów. Nie potrzebowała litości, całkiem nieźle sobie radziła patrząc na warunki dane przez życie. Czy okupiła to marzeniami, potencjalnymi związkami i szczątkowym życiem towarzyskim? Być może tak. Być może też była bliżej granicy niż sądziła, ale przynajmniej nie widziała litości. Resztki jej dumy chyba by tego nie zniosły.
Drgnęła czując dotyk. Zazwyczaj ona go inicjowała w kontaktach z innymi i nie była przyzwyczajona do czegoś takiego. Odruchowo położyła dłoń na dłoni spoczywającej na jej ramieniu. Doceniała takie drobne gesty, nawet jeśli czuła się trochę nie na miejscu.
- Myślę, że powinnaś zapytać o to swojego brata, ale spokojnie: nie zrobiłam mu większej krzywdy. Chociaż korciło - odparła pół żartem, pół serio. Nie znała blondynki na tyle dobrze (już nie znała), aby zwierzać się jej z problemów związku z jej bratem sprzed kilku lat. Tym bardziej, że sama po ich spotkaniu czuła się bardziej skołowana niż chciałaby przyznać przed samą sobą. O bieżących problemach... Nawet nie wiedziałaby w którym momencie zacząć.
Zabrała dłoń z dłoni na dźwięk chłodnego głosu kobiety. Nie miała czasu ani przestrzeni na rozsypanie się. Dawała radę kilka lat, mogła wytrzymać jeszcze kilka kolejnych tygodni lub miesięcy. Nie oszukiwała siebie - wiedziała, że nie zostało im wiele czasu. Obciążanie psychiczne matki i reszty rodziny w chwili, gdy cały świat walił im się na głowy brzmiało jak najgorszy pomysł świata. Wiedziała, że Ivy była medykiem, tylko uważała, że wiedza a faktyczne przeżycie z osobą w stanie agonalnym były dwiema różnymi rzeczami. Wiedza z książek wciąż była suchą teorią.
Jej matka zawsze dbała o zdrowie, to był ten jeden przypadek gdy wyrok był zapisany w genach. Catherine dziękowała za to, że dowiedzieli się tak szybko i równie szybko zostało wdrożone leczenie. Zapewne gdyby nie to już dawno jej matka byłaby martwa.
Spojrzała na Ivy uważniej. Rozumiała jej punkt widzenia: lekarze powinni pomagać ocalić życia. Tyle, że Cath po ciągnących się cierpieniach miała inne zdanie na ten temat. Naprawdę uważała, że czasami śmierć na własnych warunkach zamiast przewlekłego bólu i cierpienia była lepsza. Nie życzyła swojej matce źle, chciała jak najlepiej. Trudno było jednak uważać, że jej rodzicielka wybrała dobrze: chwile z rodziną były ważne, ale Cath szczerze wątpiła by były warte tego wszystkiego. Zacisnęła szczękę i spojrzała na Ivy pusto. Żałowała, że się odsłoniła, ale z drugiej strony - czy mogła spodziewać się czegoś innego? Szczerze wątpiła. I czuła, że drugi raz nie popełnił tego błędu.
- Podejrzewam, że masz wystarczająco dużo własnych problemów. Nie przejmuj się mną, jestem dużą dziewczynką. Dam radę - powiedziała z naciskiem. W końcu to nie tak, zawsze tego od niej oczekiwano.
Kto miał zająć się chorą matką? Catherine.
Kto miał pilnować młodszego rodzeństwa i otoczyć ich opieką? Catherine.
Kto musiał zastąpić dziadków w restauracji, gdy dziadek coraz częściej zapominał? Catherine.
Całe jej życie jako dorosłej to w zasadzie była kwestia przerzucania na nią kolejnych zadań, a ona dawała radę. Bo musiała, aż z czasem weszło jej to w krew.
- Dziękuję, ale nie będę cię powstrzymywać przed rozmowami z Davidem. Nie ukrywaj przed nim czegoś tylko po to, aby zadowolić innych. Na tyle na ile go kiedyś znałam mogę powiedzieć, że to by go zabolało albo byłby wściekły. Troszczył się o was, wątpię aby to się zmieniło. Chyba że coś naprawdę mocno przeskrobałaś - przymknęła oczy. Mówiła z perspektywy kilku lat, ale wtedy w zasadzie byli dzieciakami. Ciężko jej było powiedzieć czy to nadal było aktualne. - Zawsze myślałam, że każda specjalizacja jest trudna i pełną wyzwań, ale gratuluję. Jesteś zadowolona z wyboru? - zapytała szczerze zaciekawiona.

Ivy Harrison
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Catherine Bennett

Ivy w standardowych warunkach szybko przekraczała jakiekolwiek bariery fizyczne. Bliższe osoby przytulała, dźgała palcem w policzek i często się śmiała. Jeszcze tak niedawno sama była duszą imprezowicza. Studia, zabawa, narkotyki i wszystko, co mogła brać. Żadnego zastanowienia, aż nie trafiła do szpitala, przez to miejsce zaczęła się mierzyć z rzeczywistością. Z całą pewnością dorosła, ale empatia i chęć bronienia bliskich osób dalej w niej została.
A co to ma znaczyć Cath? — dopytała spokojnym tonem, marszcząc przy tym delikatnie swoje brwi — wiesz... tylko ja jako siostra mogę mu robić krzywdę — wycedziła z całą stanowczością. Catherine straciła to prawo wraz z rozpadem ich związku. Tyle że blondynka nigdy nie była osobą, która długo trzymałaby jakąkolwiek urazę.
Cath, daj spokój — mówi już miękkim tonem Harrison, wbijając swoje niebieskie tęczówki w... koleżankę? kumpelę? Nie do końca wiedziała, w jaki sposób powinna ją ochrzcić, ale westchnęła cicho pod nosem. W dziwnej sytuacji znalazły się teraz obie, cokolwiek by nie powiedziała Ivy, czuła, jakby brała drugą pod włos. Nie widziały się zbyt długo i zbyt wiele zdążyło się w tym czasie zmienić — Dalej jestem tą samą Ivy co wcześniej, tylko mam fartuch — stwierdza finalnie, rozkładając przy tym delikatnie ręce — Przecież to normalne, że ludzie w takich sytuacjach sobie nie radzą — stwierdza spokojnym tonem, marszcząc delikatnie brwi. Kiedy chodziło o bliskich, zapach szpitala zaczynał wybrzmiewać zdecydowanie zbyt mocno. Detergenty, leki, pot chorych ludzi mieszał się ze sobą w jednym miejscu. Choć Ivy zdążyła do niego przywyknąć, wystarczyło zderzenie z wypadkiem Dantego i odbierałaby to inaczej.
Nie Catherine, źle mnie zrozumiałaś — zaczyna Ivy, kręcąc delikatnie głową — wiem, że jestem dla Ciebie obca... Ale w razie czego możesz na mnie liczyć i uwierz mi wszystko, co mi powiesz zostanie ze mną — próbowała wytłumaczyć własne myśli. Nie chciała brzmieć naciskać, a tak po prostu i zwyczajnie chciała przy niej być. Cokolwiek miałoby się zdarzyć oraz co miałaby usłyszeć teraz była tu dla niej. Nie jako lekarska rezydentka, a jako Ivy. Po prostu Ivy.
Zdecydowanie — stwierdza, unosząc delikatnie kąciki obu ust — chociaż wiesz na dermatologii, czy patologii jest zdecydowanie mniej emocji — i przez to chirurgia była najtrudniejsza. Wiecznie trzeba było być czujnym oraz nie wiadomo, kiedy mogło dojść do tragedii. To życie w ciągłym, nieustającym stresie — byłabym spokojniejsza — dodaje finalnie lekko smutnym tonem. Podobnie miała z Dante, gdyby nie on jej życie byłoby spokojniejsze. Może wręcz nudne?
Wiesz, serio mówiłam Catherine. Możesz na mnie liczyć, a możemy też po prostu wyjść się razem napić i... pogadać o głupotach? — zaproponowała, choć na niezbyt wiele liczyła. Widziała reakcję Catherine, niezbyt wiele mogła na nią poradzić. Chyba.
27 y/o
Welkom in Canada
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Catherine nie należała do zbyt wylewnych osób jeśli chodziło o dotyk. Oczywiście potrafiła być czuła czy kochana dla najbliższych, przytulać ich i całą tą resztę słodkości, ale była raczej człowiekiem, który wolał pokazywać w drobnych gestach swoje uczucia. Przygotowanie jedzenia do szkoły młodszej siostrze, napisanie do przyjaciela z pytaniem czy wszystko dobrze czy zwykłe zrobienie herbaty i zaniesienie jej babci. Czy potrafiła się śmiać? Owszem, czasem nawet szczerze. Tylko że następnego dnia wracała do swojego standardowego trybu działania. Gdzieś tam w głębi niej była część z nastolatki, która chciała poznawać świat i ludzi, zachwycała ją przyroda i sztuka. No i miała jakieś pomysły na siebie, które nie były skierowane wyłącznie na troskę o innych i dźwiganie ciężaru rozpadającej się rodziny na barkach. Tyle, że zasadniczo od dawna nikt tam nie dotarł i sama Catherine zapominała jak to było nią być.
- Dobrze, dobrze. Rób mu co tam chcesz - zbyła temat Catherine. Co prawda w rzeczywistości nie chciała, aby mężczyźnie stała się krzywda, ale... Ale to już nie była jej kwestia. Relacje Davida z rodzeństwem nie były jej sprawą, tak samo jak jego pozostałe związki: przyjaźnie i romanse. Chciała jedynie kiedyś to domknąć i ruszyć dalej. Tak po prostu.
Dość było powiedzieć, że Cath czuła się niezręcznie. Kiedyś może i dogadywała się dobrze z dziewczyną, ale to było dawno temu. Napięcie trochę z niej uszło, gdy zauważyła cień dawnej Ivy. Chciała ją wypytać o wiele rzeczy, ale nawet nie wiedziała od czego zacząć. Przestąpiła niepewnie z nogi na nogę.
Znała na pamięć zapach szpitala i miała naprawdę nadzieję, że w przyszłości będzie go znacznie mniej w jej życiu. Kojarzył jej się tylko i wyłącznie źle.
- Ja sobie radzę - powiedziała uparcie, chociaż wiedziała że to tylko półprawda. Coraz częściej miała wrażenie, że jest blisko swojej granicy wytrzymałości. Ale potem zerkała na rodzinne zdjęcia, odbierała telefon od dziadków albo otrzymywała SMS od Cam i wmawiała sobie, że skoro już tyle poświęciła to kolejny dzień także da radę wytrzymać. Musiała. Nawet nie chodziło już tylko o nią.
Spojrzała na Ivy i uśmiechnęła się lekko.
- Myślę, że całkowicie obca nie jesteś - odpowiedziała szczerze. Znały się, a blondynka nie wydawała się zmienić mocno. To Cath się zmieniła. Zawahała się przez moment. Już i tak wystarczająco mocno się odsłoniła. Niewiele myśląc po prostu wtuliła się w dziewczynę. Nie było to do niej podobne, ale chyba właśnie tego potrzebowała. Bliskości drugiej osoby i słynnego: jestem tu dla ciebie. Ja... Dziękuję, naprawdę - wymamrotała niekoniecznie wyraźnie. Ufała, że to zostanie między nimi, chociaż w zasadzie było jej wszystko jedno. Nie miała siły martwić się jeszcze tym. Jej życie nie było kolorowe, nie wiedziała nawet od czego miałaby zacząć opowieść.
- Ale jednak wybrałaś trudniejszą i mniej spokojną drogę. Dlaczego? - odsunęła się na moment, patrząc uważnie na Ivy i szukając w jej twarzy czegoś co naprowadzi ją na właściwy trop. Puściła dziewczynę i doprowadziła się do względnego porządku. Nawet jeśli cienie pod jej oczami wskazywały, że nie jest w najlepszej formie to nie musiała wyglądać jak zdjęta z krzyża. Swój wciąż jeszcze dźwigała.
- Nie piję od bardzo dawna Ivy, ale jeśli tylko będziesz miała chwilę chętnie wyjdę. Oczyszczenie głowy czy coś - zaproponowała już częściowo spokojniejsza. Może tego było jej trzeba? Po prostu oderwania się od rzeczywistości z kimś kto znał ją przed tym całym bałaganem? - Domyślam się, że nie ma to większych szans kiedy jesteś na dyżurze - zaczęła, sięgając do kieszeni w poszukiwaniu telefonu. Z triumfalną miną w końcu go namacała i wyjęła - Możesz wpisać swój numer? Zadzwonię, żebyś miała mój. Poprzedni telefon i wszystkie moje kontakty utonęły. Dosłownie - uśmiechnęła się niepewnie wyciągając dłoń ze sprzętem w stronę Ivy, zanim dodała szybko: - Oczywiście jeśli chcesz.

Ivy Harrison
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Catherine Bennett

Postanowiła nie drążyć tematu Davida. On po prostu był, istniał, ale przecież nie byli już razem. Ivy była w stanie to zrozumieć. Opowiadanie młodszej siostrze o działaniach starszego brata nie powinno wchodzić w rachubę. Ona doskonale to rozumiała. Sama miewała problemy z uzewnętrznianiem się. Gdyby nie miała, może cała rodzina zdawałaby sobie sprawę z jej pojawienia się w mieście. Najczęściej wolała się przed nimi ukrywać, bo powiedzenie wszystkiego na głos o Dante, to dla niej za dużo. Kochała go, ale zdawała sobie sprawę, że nikt by nie kibicowałby ich związkowi. Prędzej zostałaby wyrzucona z rodziny, niż reszta by go zaakceptowała.
Skoro tak mówisz — stwierdziła Ivy, wzruszając ramionami — po prostu pamiętaj, że ze mną zawsze możesz porozmawiać — dodaje finalnie, unosząc ku górze oba kąciki swoich ust. Dla niej cała sprawa wydawała się być zadziwiająco prosta. Jeśli ktoś nie chciał wsparcia, to choćby góry srały, nie pomoże mu w żaden sposób. Z Bennett było podobnie. Zresztą czy się jej dziwiła? Absolutnie nie, zobaczyły się pierwszy raz po paru dobrych latach.
To miłe — powiedziała cicho Harrison, unosząc oba kąciki ust ku górze. Zaraz otoczyła ex-dziewczynę brata własnymi ramionami tak po ludzku, a dłonią zaczęła ją głaskać po plecach. Mogła nie być najlepszym powiernikiem tajemnic, ani pocieszycielem, ale teraz po prostu chciała dla niej być. Zostawić wszelkie troski i zmartwienia — nie ma za co, skarbie — dodała, trzymając ją jeszcze mocno w ramionach tyle, ile tylko tego potrzebowała. Wiele rodzin pacjentów przytulała, zwłaszcza w trudnych chwilach, przekazując im dobre i złe wieści. To doświadczenie było inne, wręcz przyjacielskie. Dla niej liczyło się teraz jedynie wsparcie kobiety. W trudnych i łatwych czasach.
Lubię wyzwania — stwierdza dość śmiało, ale po chwili dodaje — chirurg ma prawdziwy wpływ na twoje ciało, a ja... chyba lubię być odpowiedzialna za innych — zaśmiała się pod nosem, a do głowy mimowolnie przyszedł jej Dante. Za niego też była odpowiedzialna. Dbała o niego i o ich wspólnego psa. Czasami zapominała o samej sobie. Zawsze musiała pamiętać o konsekwencjach, bo jej druga połówka nie znała znaczenia tego słowa.
No dobrze. To upijesz mnie — zaśmiała się krótko pod nosem, uśmiechając się szerzej. Ivy też potrzebowała odrobiny zabawy i zapomnienia — teraz nie. W każdej chwili mogą mnie wezwać — wytłumaczyła blondynka i wręcz instynktownie spojrzała na zegarek. Do końca zostało jej dziesięć godzin. Cudownie — utonęły? Chcę o tym słyszeć? — dopytała, wpisując swój numer telefonu i od razu podała jej telefon.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”