ODPOWIEDZ
18 y/o
For good luck!
168 cm
licealista w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

2
Dzwonek do drzwi rozlegający się w domu rodziny Moore dał radę przegonić duszę z ciała chłopaka zajętego przesypywaniem gorącego popcornu z mikrofali do stojącej na blacie miski, zupełnie jakby nie wyczekiwał go już od dobrych kilku minut. Kilka białych ziarenek rozsypało się dokoła, z jednym ginącym śmiercią tragiczną pod pasiastą skarpetką, gdy Daniel przerwał rozpoczęte zadanie i ruszył do drzwi z na wpół opróżnioną, papierową torebką cały czas ściskaną w dłoni.
- Hej! - rzucił z szerokim uśmiechem rozświetlającym twarz, jeszcze zanim w pełni otworzył drzwi, i usunął się na bok, by wpuścić kumpla do środka z zawiewającego na zewnątrz mrozu. Kiedy usłyszał za plecami przyspieszone stukanie psich pazurków o parkiet, odwrócił się tyłem do gościa i kucnął, by zablokować drogę Alonso i dać Ossiemu czas na spokojne wejście do środka i zamknięcie drzwi. - A tobie dokąd się tak spieszy, hmm? Nie lubisz zimna, nie patrz tak na mnie - upomniał czworonoga, wolną dłonią targając go za uszy i odchylając się w tył, kiedy ten zaczął gramolić mu się na kolana by polizać go w twarz.
- Spał pół dnia, a teraz nagle chce spacerować, pewnie za pięć minut by chciał wrócić, ale teraz to ja jestem tym złym - zwrócił się do studenta, spoglądając kątem oka przez ramię, a kiedy upewnił się, że droga na zewnątrz została skutecznie zablokowana, podniósł się do pionu i zostawił psa w spokoju. Kiedy ten udał się misję wąchania butów Sterlinga, Daniel ruszył korytarzem z powrotem do kuchni, po drodze do blatu zgarniając stopą te kilka rozrzuconych ziaren popcornu, by te nie walały się na środku pomieszczenia. Dokończył przesypywanie zawartości torebki do miski bez dodatkowych utrudnień, po czym zebrał przypadkowy bałagan i wyrzucił wszystko do śmieci, zanim Alonso zdecydował się na zabawę w odkurzacz. Wychodząc z kuchni wepchnął w ręce Ossiego drugą, mniejszą miskę z kwaśnymi żelkami i, zakładając, że ten za nim podąża, skierował się w stronę drzwi do garażu, gdzie znajdowały się kolejne, prowadzące do piwnicy, aka jego personalnego sanktuarium. - Będziemy na dole! - zawołał przez ramię do pozornie pustego domu, jednak kobiecy głos, dochodzący z pierwszego piętra i życzący im dobrej zabawy, przełamał tę iluzję. Po przejściu do garażu Daniel zamknął drzwi zanim drepczący im po piętach pies dałby radę wślizgnąć się za nimi, po czym zszedł po schodach na niższe piętro.
- No więc czysto teoretycznie to może wybuchnąć, ale zakładam, że oboje wiemy co robimy i absolutnie nic nam nie grozi - zaczął temat, chociaż bardziej kontynuował rozmowę jaką prowadzili wcześniej przez telefon, gdy zapraszał go do swojego wesołego laboratorium, zeskakując z ostatniego stopnia na wyłożoną puchatym dywanem podłogę i włączając pstryczek na ścianie. Z jego lewej strony piwnica szła w stronę węższej, zaciemnionej części, gdzie jedynym źródłem światła były lampki choinkowe rozwieszone w rogu nad telewizorem i regałem z grami, z prawej rozciągała się dużo jaśniejsza, schludna połowa wyłożona kafelkami, gdzie kilka szarych stołów składało się w małe, prywatne laboratorium chemiczne. Odstawił niesioną miskę z popcornem na najbliższy stolik i podszedł do biurka naprzeciwko wejścia, skąd zgarnął pliczek kartek. - Pan Collins nie skakał z radości jak mu powiedziałem jaki mam temat projektu, ale jak przyniosę mu wyniki na pewno doceni - zapewnił, kartkując spięte w rogu, zapełnione drobnym druczkiem papiery.

Ossie Sterling
ODPOWIEDZ

Wróć do „#10”