ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
176 cm
polewa piwo w hotelowym barze
Awatar użytkownika
The risk I took was calculated, but man, am I bad at math.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.
I feel so lost among these entirely strange people.

Po co jej to było?
Człowiek raz chce zrobić coś dobrego i ostatecznie sam ląduje na straconej pozycji. W samym środku małego Armagedonu, który pewnie dla medyków był codziennością. Ale nie dla niej – jedyne o czym marzyła to zatrzasnąć na sobą drzwi niewielkiego mieszkania i odciąć się od tego wszystkiego. Od szturchającego ją nastolatka i ględzącej mu nad głową mamy coś o tym, że jeszcze trochę i przez niego oszaleje. Od pochrapującej po drugiej stronie starszej kobiety, z wyciągniętą nogą, w którą sobie coś najprawdopodobniej zrobiła. Od wszystkich tych hałasów i dziwnego zapachu, od którego robiło jej się niedobrze. Ale było późno, bardzo późno, a ona wiedziała, że prawdopodobnie nie dotrze do mieszkania przed tym, jak zastanie ich nowy dzień. Do diabła z tym.
Liyana od wielu lat żyła według prostej zasady: nie wychylać się. Nie mieszać się w nieswoje sprawy, odchodzić, kiedy dzieje się coś, co mogłoby ją wciągnąć. Łatwo przychodziło jej odwracanie wzroku i rzadko miewała z tego powodu wyrzuty sumienia.
Zachciało jej się zgrywać Matkę Teresę z Kalkuty. Jej wzrok powędrował kilka miejsc dalej, gdzie pod ścianą siedział facet, z twarzą zalaną krwią z rozciętego łuku brwiowego. Mogła się założyć, że ma jeszcze kilka innych zadrapań i siniaków i bardzo mu dobrze. Posłała mu rozzłoszczone spojrzenie – jemu i jego dziewczynie, którą omyłkowo wzięła za ofiarę jakąś godzinę temu.
Odwróciła głowę, obiecując sobie, że to był ostatni raz, kiedy stawała w czyjejś obronie.
Poderwała się z krzesła, widząc kobietę, którą już dwa razy zaczepiła.
Hej, czekam tu już godzinę, czy... – zaczęła, a kobieta wyraźnie zmęczona popatrzyła na nią i z westchnieniem skinęła na nią głową, wskazując, żeby poszła za nią. Lina w tym momencie poszłaby do samego dziewiątego kręgu piekła, byleby tylko już tutaj nie siedzieć. Ruszyła więc za nią i zgodnie ze wskazówkami, usiadła na czymś w rodzaju kozetki, a kiedy pielęgniarka zasunęła tę białą charakterystyczną zasłonkę, osłaniając ją od innych, Lina ucieszyła się, że zaraz będzie mieć to za sobą. Ale kiedy minęło dziesięć minut, a potem kolejne, zaczęła się niecierpliwić. Zeskoczyła ze swojego miejsca i odsłoniła zasłonkę, dokładnie w momencie, kiedy obok przechodził – sądząc po stroju – lekarz.
Przepraszam, jest jakaś szansa, że ktoś się w końcu mną zajmie? Czekam i czekam – może trochę zbyt dramatycznie to przedstawiła, ale obawiała się, że inaczej znów ją zbędzie – poza tym jeszcze trochę i może się tu zrobić niezła rzeźnia – dodała, wskazując na opatrunek, który przyciskała do swojego ramienia, ale ten już prawie w całości nasiąkł krwią, która sączyła się z rany. Trochę kropel poleciało również na podłogę, ale to nie jej wina, że nikt nie zajął się tym dokładnie. I tak robiła co mogła, by tamować krwawienie.

Horacy Bell
gall anonim
triggerują mnie oczywiste posty od ai, znikanie bez słowa i kontrolowanie mojej postaci
34 y/o
For good luck!
187 cm
lekarz specjalista medycyny ratunkowej Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is melancholia. Wanting to eat yourself whole.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kolejny taki sam dzień. Życie, a raczej egzystencja Horacego, opierała się na rytuałach, punktach, które musiał odhaczyć nim ponownie zamnknie oczy i wróci do swojego życia. Tam miał dom z białym płotem, własną kawiarnię i stojącą za ladą roześmianą narzeczoną. Czasem (w następnym odcinku) miał dziecko, czasem szli wszyscy razem na spacer, a czasem bawili się na podwórku. Potem budził się, przez kilka sekund czuł ciepło w okolicy serca - czuł szczęście. Z następnym mrugnięciem oka już go nie było, pozostawała tylko pustka i zimno, narastał gniew na niepamięć rysów twarzy. Nigdy nie pozwalał sobie na rozpamiętywanie w środku dnia, a tylko te kilka sekund co rano pozostawało mu na wspomnienia dawnego świata.
Później prysznic, kawa, zawsze ten sam omlet. Odbitka w szpitalu. Bałagan jak zawsze, chaos, zamęt, tornado, milion bodźców, które pchały go do przodu. Nie było czasu na prywatę, nie było czasu na myślenie i wywlekanie wspomnień na wierzch. Ten zawód był jego wybawieniem. Do końca zmiany pozostało jeszcze kilka godzin, chorych nie ubywało, a wręcz przeciwnie, nawarstwiało się ich coraz więcej. Wypadek przy głównej ulicy, złamania, płyn w klatce piersiowej, nastolatek, który przedawkował. Horacy metodycznie skreślał punkty na swojej liście, jeden po drugim, po kolei, nie pozostawiając żadnego miejsca na wkradnięcie się chaosu. Może dlatego tak dużo osób lubiło z nim pracować - nie poddawał się nurtowi tego miejsca, nigdy nie dawał się porwać wzburzonym falom sorowego oceanu, nigdy żaden sztorm nie był w stanie go pokonać. Nie panikował, nie krzyczał, nie jąkał się. Miał konkretny plan. Stał spokojnie nad wszystkimi i komenderował. Jak latarnia morska. Kiedyś powiedziała tak o nim jedna z pielęgniarek i to przezwisko przylgnęło do niego na stałe.
- Dobrze, mężczyzna z cukrzycą wstępnie ustabiliozwany, czekamy jeszcze na wyniki moczu, zawołajcie mnie jak będą. - rzucił do rezydenta, odhaczył kolejną osobę na tablecie i miał iść dalej, już patrzył na następną przydzieloną przez triage kartę, kiedy zaczepiła go ona.
- Musi Pani jeszcze zaczekać, robimy wszystko co w naszej mocy. - ot, stara formułka, która pozwalała zachować porządek. Trzy kolory sterowały oddziałem i nie wolno było zmieniać ich kolejności. Ona była zielona. Najmniej ważna. W zasadzie była to robota dla rezydenta, któremu sam zlecił opatrzenie rany. A jedną z niewielu rzeczy, która wyzwalała w Horacym jakiekolwiek emocje, było partolenie roboty. - Był u Pani doktor Nicholson? - zapytał, założył rękawiczki, po czym uniósł nieco opatrunek. Z rany polała się krew. Będzie musiał z nim porozmawiać, po raz kolejny. Wiedział o jego relacji z jedną z pielęgniarek, natomiast nic nie tłumaczyło, że zostawia zielonych i woli flirtować nad kubkiem kawy. Albo po raz kolejny zakręcił się przy "ciekawszych" przypadkach, bo w jego mniemaniu marnował się obsługując podstawowe zabiegi. - Nieważne, proszę usiąść. Zaraz się tym zajmę. - złapał ją delikatnie za opaskę z kodem kreskowym, którą miała założoną na drugiej ręcej i zeskanował - Pani Liyana Sinclair, 27 lat, bez uczuleń. Bójka? - wyczytał z karty. Wyciągnął z szuflady zestaw do szycia i potrzebne leki. - Będziemy musieli znieczulić rękę miejscowo, później założymy szwy i na koniec otrzyma Pani leki oraz zastrzyk przeciwtężczowy. Wszystko jasne? - w końcu podniósł wzrok znad tabletu i spojrzał na nią pytająco.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Mejka
27 y/o
For good luck!
176 cm
polewa piwo w hotelowym barze
Awatar użytkownika
The risk I took was calculated, but man, am I bad at math.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lina rzadko śniła. Może dlatego, że z reguły miała problemy z zasypianiem, a kiedy już jej się to udawało to była na tyle wyczerpana, że chyba jej umysł nie miał siły na żadne przetwarzanie innej rzeczywistości niż tak, w której musiała na co dzień funkcjonować. Od czasu do czasu jednak się to zdarzało, ale Sinclair nie lubiła tych nocy. Bo jej sny z reguły były koszmarami, po których budziła się z prędko bijącym sercem i ciężkim oddechem. A potem pierwsze, co robiła, to sięgała po telefon, by zadzwonić do mamy. By usłyszeć jej głos, przekonać się, że jest, że to, co widziała w snach nie miało wiele wspólnego z prawdą. Czasem śnił jej się brat. Tych snów też nie lubiła. Nie lubiła go takim widzieć – złym. Nawet jeśli w oczach wielu ludzi był najgorszym człowiekiem na świecie.
Może to ten chroniczny brak snu mącił jej w głowie i wpływał na kiepską ocenę sytuacji? Bo najwyraźniej miała z tym problem, patrząc na to, w jaki sposób potoczył się dzisiejszy wieczór.
Liyana popatrzyła na lekarza, powoli szykując się do potyczki słownej, kiedy zbył ją formułką, którą pewnie słyszał w swoim życiu każdy pacjent, ale zanim zdążyła się jakoś nastroszyć, on jednak wykazał nieco większe zainteresowanie niż te kilka słów, niczym z ulotki o najlepszym szpitalu w twojej okolicy. Dziewczyna powoli wypuściła powietrze z płuc, a jej wzrok złagodniał.
Nie było u mnie nikogo. To znaczy, była pielęgniarka, którą sama zaczepiłam, ona mnie tu przyprowadziła i kazała czekać. No więc... czekałam, ale nikt nie przychodził – powiedziała, pozwalając sobie na delikatne westchnięcie. Jej intencją nie była krytyka personelu, chociaż patrząc na tych wszystkich ludzi na sorze, rozumiała ich frustrację. Poza tym sama niejednokrotnie w swoim życiu spotkała się z brakiem zrozumienia, co pewnie powinno rozwinąć w niej większą empatię, ale niekoniecznie tak było.
Skrzywiła się odruchowo, kiedy padł powód, dla którego w ogóle się tu dziś zjawiła.
Bójka to trochę za dużo powiedziane – próbowała sprostować tę kwestię. – Nie biłam się z nikim. Próbowałam pobić kogoś, kto myślałam, że bije kogoś innego. – Pomyślała z niechęcią o parze, która pewnie wciąż siedziała na sorze, czego Lina im życzyła. Niech siedzą tu do samego rana. Łatwiej było scedować złość na kogoś niż przyznać się do złej oceny sytuacji. A tamtą oceniła po prostu mylnie. Miała w tym wszystkim pecha, że kiedy upadła na chodnik po tym, jak tamten facet ją odepchnął, trafiła w miejsce, gdzie pół godziny wcześniej ktoś rozbił butelkę z piwem. – Trochę dużo tych igieł – mruknęła, patrząc najpierw na zestaw, który lekarz wyciągnął, a potem na niego. Kiedy on się zbliżył, ona mimowolnie lekko odchyliła się do tyłu, świadoma, że nie bardzo ma jakąś drogę ucieczki, ale przecież zawsze warto było spróbować. – To konieczne? Te szwy? Nie wystarczą jakieś, nie wiem, plastry na rany, czy coś? Jestem pewna, że krwawi zdecydowanie mniej – zapewniła, kłamiąc przecież jak z nut, o czym musiał wiedzieć zapewne i on. Nie chodziło nawet o jakąś awersję do igieł, bo przecież miała na ciele kilka tatuaży. Bała się tylko tego, czy ta kontuzja nie wykluczy jej na kilka dni z pracy za barem.

Horacy Bell
gall anonim
triggerują mnie oczywiste posty od ai, znikanie bez słowa i kontrolowanie mojej postaci
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”