-
I cook with wine, sometimes I even add it to the food.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkijakiekolwiektyp narracji3. osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I to nie byle jaką! Z piękną, czarno-białą miniaturką razy Highland. Odkąd musiał zostawić swojego szopa w Nowym Yorku, czegoś mu brakowało. I właśnie teraz wiedział czego. Brakowało mu zwierzaka, który będzie przy nim zawsze, bezwarunkowo. I nie będzie patrzył na niego z wyrzutem, gdy tylko sięgnie po butelkę wina. Tak jak to robili pewni ludzie.
Nie przemyślał tylko jednego - reakcji Cath. Uświadomił to sobie dopiero będąc praktycznie pod domem. Jego współlokatorka bywała nieprzewidywalna. I równie nieprzewidziana mogła być jej reakcja na nowego, nietypowego zwierzaka domowego. Nie mógł się już jednak wycofać. Krówka już dołączyła do jego emocjonalnej rodziny, nie mógł jej zostawić. I do tego kupił już dla niej niemalże wszystko, by było jej dobrze w nowym miejscu.
Skradał się więc teraz jak ninja, z krową na smyczy drepczącą tuż za nim, do własnego domu. Dopiero po dłuższej chwili uświadomił sobie absurdalność sytuacji. On. Skradający się do własnego domu. Bo bał się reakcji Cath. No zabawne. Zupełnie jak w dzieciństwie, gdy przemycał do swojego pokoju wino, chowając się przed matką. Wyprostował się więc, i ruszył dalej już normalnie. W końcu to jego dom. Tuż przed otwarciem drzwi zatrzymał się jednak i obejrzał za siebie.
- Jak coś, to umiesz szczekać, nie? To będzie nasza linia obrony, Pinot. Powiem, że jesteś dziwnym psem myśliwskim - mruknął do cielaka.
Czy miał nadzieję, że krowa zaszczeka? Niekoniecznie. Ale desperacja i obawa przed złością Cath robiła swoje. Czy nazwał mućkę Pinot Noir? Owszem. W końcu był winoholikiem. Oby tylko te słodkie, krowie oczka zadziałały też na Catherine.
Pinot mówi "heloł"
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Kiedy pranie zostało wstawione, naczynia wyzmywane, a podłogi wręcz błyszczyły nadszedł czas na błogie wylegiwanie się na kanapie. Rozłożyła się na niej i z racji braku lepszego zajęcia po prostu scrollowała media. Większość treści zapominała bardzo szybko, część zapisywała na potem (głównie porady ogrodnicze i kuchenne - dla swojej własnej frajdy. Nie łudziła się, że kiedyś do nich wróci).
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie usłyszała przeciągniętego "Muuuuu". Z początku myślała, że to z filmu. Gdy jednak to się powtórzyło w innym jego momencie i brzmiało na realne zacisnęła zęby. Dźwięk zdecydowanie pochodził z domu.
Włożyła stopy w domowe kapcie i ruszyła znaleźć źródło. Miała szczerą nadzieję, że to jakiś bibelot Merlota.
Dopóki nie weszła do przedpokoju i nie zobaczyła smyczy, Merlota i krowy. Wzięła głęboki wdech i zamknęła oczy.
- Ciebie wcale tu nie ma, a ta krowa to tylko halucynacja od środków czystości - wymamrotała, mając nadzieję że chociaż raz afirmacja coś zdziała. Spoiler: nie udało się.
Krowa dalej tam była. Słodka, bo słodka, ale była. Były też ślady wody z roztapiającego się śniegu. Na świeżo umytej i wypastowanej podłodze.
- MERLOT DO JASNEJ CHOLERY! - ryknęła z siłą, której raczej nikt by się nie spodziewał po takim drobnym ciele. Zabawne, że akurat to było zazwyczaj zarezerwowane dla głupich pomysłów Chardonnaya.
Merlot Chardonnay