-
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego bratanieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Nadszedł najważniejszy dzień w dniu rodziny Marshalli. Tak zawsze mówiła sama Charity, bo jej urodziny należały do stałego elementu świętowania. Zresztą nie były to tylko jej urodziny, ale też Charliego. Nic dziwnego, że ze wszystkich dat ta wydawała się wybrzmiewać najbardziej. Pan wice prezes i pani prezes urodzeni tego samego dnia. Tylko ona pięć minut przed nim. Restaurację miała wybraną kilka miesięcy wcześniej, jedynie skonsultowała własną decyzję z Charlim. Zawsze organizowała kolację, by później napić się wraz z całym rodzeństwem. Jedynie najmłodszy wydawał się zniknąć gdzieś bez śladu.
Wynajęła całą restaurację specjalnie dla nich. Nie zapraszała wielu osób, ostatnio wolała postawić na czas z najbliższymi. Go ceniła dużo bardziej. Wszyscy ją wspierali, uśmiechali się i choćby góry się waliły, byli ze wszystkim razem. Nieważne, jakie fajerwerki ich spotkają, dadzą sobie radę. Nawet jeśli ojciec leżał w szpitalu, a matka z Cassie siedziały przy nim. Za to oni mogli świętować we własnym kółeczko adoracji i cieszyć się chwilą.
— Charlie, dlaczego one zawsze muszą się spóźniać? — pyta Cherry, odwracając głowę w stronę brata bliźniaka. Tak, dla Charity jedna sekunda oznaczała już spóźnienie. Nawet na własnych urodzinach liczył się dla niej każda chwila. Mogliby w tej chwili jeść piekielnie drogie przekąski i zapijać je aperolem. Potrzebowała odrobiny oderwania się od rzeczywistości. Co prawda ostatnio skutkiem zabawy były spalone włosy, ale nie spodziewała się aż tak wybuchowego spotkania.
— Jak myślisz, co one wymyśliły? — pyta, spoglądając nerwowo na bliźniaka i finalnie wzdycha ciężko — na pewno są razem i knują coś niecnego. Jak przyjdą ze striptizerem, to przyrzekam, wychodzę — rzuca lekko podirytowana Cherry pod nosem, bo oczami wyobraźni ma różne wizje przygotowań Cory i Blair. One potrafiły być naprawdę szalone.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Cherry, spójrz na to z innej strony. Skoro się spóźniają, to znaczy, że ich plan jest skomplikowany. A skomplikowane plany Cory zazwyczaj kończą się albo nagłówkami w gazetach, albo naszą zbiorową migreną - stwierdził, wyciągając rękę i lekko stukając palcem jej ramię. - Striptizer? Nah. Obstawiam, że próbują upchnąć w bagażniku coś, co nie powinno się tam zmieścić, albo przekupują obsługę, żeby wjechać tu na słoniu.
Poprawił zegarek na nadgarstku, odliczając w myślach sekundy do momentu, w którym Charity oficjalnie przejdzie z fazy lekkiej irytacji do trybu foch-katastrofa-żenada. Znał te etapy na pamięć, w końcu przeżył z nią już trzydzieści lat, tak? Przez tę jedną minutę świat mógł przecież poczekać, nawet jeśli spóźnienie Blair zapalało mu w głowie coraz więcej czerwonych lampek. Oparł głowę na łokciu i wlepił wzrok w bliźniaczkę. Nagle w głowie pojawiła mu się myśl, którą postanowił się natychmiast podzielić.
- Ej, powiem ci coś. Czytałem rano w gazecie, że statystycznie najwięcej ludzi rodzi się dziewięć miesięcy po Walentynkach. To kiedy nasi starzy musieli zaszaleć, że wyszliśmy w Walentynki? - rzucił w eter tonem pełnym zamyślenia, zawieszając wzrok na jakichś dziwnych ozdobach na ścianie.
Cherry Marshall Blair Mayfield Cora Marshall
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Podzieliły się zadaniami, które do najłatwiejszych nie należały. Dobra, ogarnięcie niektórych dodatków było akurat proste, ale to tylko kropla w morzu. Prezent pierwszy dojechał prosto do restauracji i czekał na wręczenie w odpowiednim momencie. Natomiast po prezent numer dwa, dziewczyny musiały się już pofatygować same, bo musiały je jeszcze wcześniej odpowiednio ozdobić.
- Blair, schyl się i sprawdź, która będzie dla Cherry- poprosiła przyjaciółkę, a zarazem przyszłą bratową. Trzymała w ręku dodatki, które musiały użyć, aby wszystko było idealne. Gdy ten etap miały za sobą, to przyszedł problem z transportem prezentu. Wybłagały jednak pana, aby im pomógł i pożyczył specjalne auto. Tego się nie spodziewały, więc trochę też straciły czas na spakowaniu prezentów i przewiezienie je pod restaurację.
-Przykro mi, ale tak nie wejdziecie- nagle dziewczyny usłyszały odmowę z ust managera, który spojrzał na nich z przerażeniem, gdy się spotkali na tyłach budynku. - To coś i tak jest niezgodne ze wszelkimi normami BHP, ale jak chcecie wejść w ten sposób to istnieje ryzyko, że coś się Wam stanie na terenie restauracji- Cora przewróciła tylko oczami i zeskoczyła na ziemię. Kiwnęły sobie głową z Blair i weszły do środka. Blair trzymała w dłoniach prezent dla Charlesa, a blondynka natomiast dla siostry. Cora uśmiechała się szeroko, gdy wszyscy stanęli przed stolikiem z bliźniakami i mogli im teraz wręczyć prezent.
- Teraz możecie oficjalnie pluć i walczyć o pozycję! Wszystkiego najlepszego!- krzyknęła wskazując na owy prezent, a było nim właśnie TO.
Blair Mayfield
Cherry Marshall
Charlie Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
— Jak mnie kopnie albo napluje na głowę… — zaczęła, już gotowa mówić, że nie ma zapraszać ich na jej potencjalny pogrzeb; najwidoczniej już związała się z tym cudownym prezentem, skoro zaczęła brać je pod uwagę w uroczystościach wszelkiego rodzaju. Oceniła, która to która, choć łatwym zadaniem to nie było, więc istniała szansa, że zaszła pomyłka. Całe szczęście, że zwierzętom najwidoczniej podobał się luksus, skoro bez problemu dały im się ubrać i przy tym nie wyglądały na niezadowolone; ale kto by był w sumie, będąc tak stylowym?
Spojrzała na zegarek i dosłownie sekundy leciały po ustalonej godzinie spotkania, co nie było dobrym znakiem. — Przysięgam panu, że jeśli nie pojawimy się tam w przeciągu dwudziestu sekund, to nie lamy będą problemem dzisiejszego wieczoru, a furia jubilatki — powiedziała, gdy menadżer jeszcze przez chwilę się upierał, a gdy przeszły do pomieszczenia, kiwnęła tylko głową do swojej asystentki, żeby zanim pójdzie, rozliczyła się z chłopem, aby nie robił im później problemów z racji obecności zwierząt. Przeszły do sali i parsknęła na komentarz Cory; opowiadała jej tę historię przy wyborze zwierzęcia, ale nadal ją to bawiło.
— Tak jak powiedziała. I wszystkiego najlepszego, dziubaski — dodała po młodszej Marshall. Miały jeszcze mały drobiazg, ale nie można było aż tak ich przytłoczyć od razu. Uścisnęła jubilatkę, zanim Cora wręczyła jej złotą smycz nowego zwierzaka, po czym podeszła do Charliego, z powitalno-urodzinowym buziakiem i wręczyła mu jego lamę. — Twoja bez różowej kokardki. Mam nadzieję, że to nie problem — rzuciła z rozbawieniem. — I musicie je nazwać, oczywiście. Tylko poważne propozycje, godne dla waszych zawodników w pluciu.
Cherry Marshall Charlie Marshall Cora Marshall
-
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego bratanieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
— Czy to dalej nie oznacza tragedii? — spytała, unosząc jedną brew i patrząc poważnym wzrokiem na swojego, młodszego bliźniaka. Tyle miał jej do powiedzenia? Każda sekunda opóźnienia przybliżała ich do zbliżającej się katastrofy — daj już spokój. Skoro na balu spaliłam włosy, wolałabym, żeby obyło się bez żadnych udziwnień — stwierdza poważnym tonem. Ile można było mieć wpadek wizerunkowych? Cherry nie chciała za nimi gonić i tak plotki rozchodziły się wystarczająco szybko. Musiała na nowo przybrać odrobinę powagi, zanim PR'owa katastrofa faktycznie dosięgnie Nortland Power.
— Nigdy o tym nie myślałeś? — zmierzyła własnego brata wzrokiem. Odkąd dowiedziała się, ile trwa ciąża, musiała przeliczyć odpowiednio dziewięć miesięcy. Dla niej sprawa ich poczęcia wydawała się wręcz dziecinnie prosta — w dzień Wiktorii przecież to oczywiste — kanadyjskie święto w maju pełne wypadów, alkoholu oraz dobrej zabawy. Chociaż teraz po państwie Marshall nie dało się doszukać, ani elementu dobrej zabawy, to buntownicze korzenie Cherry, ale przede wszystkim Cory, musiały mieć swoje pochodzenie. Teraz mogli wydawać się chłodni, dostojni, tylko każdy kiedyś dobrze się bawił. Może dlatego niezbyt komentowali jej wyskok z Madoxem.
— Chyba Was pojebało — wymruczała Charity, widząc, co dziewczyny prowadzą ze sobą. Nie, nie spodziewała się tego, co zobaczyła. Kilka razy zamrugała oczami, Charliemu podsunęła rękę, by ją uszczypnął. Nie wierzyła w to, co właśnie miała przed swoimi oczyma — i co ja mam teraz z nim zrobić? Ma się wysrać w moim apartamencie, czy w moim biurze? — spytała z całą powagą, która jeszcze jej została. Przez dłuższy moment stała jak wryta, po czym zaczęła się śmiać. Szczerym, radosnym śmiechem, bo nie wierzyła w to, co miała przed sobą.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Zerknął jeszcze raz na Machiavellego, który z niespotykaną godnością przeżuwał coś, co prawdopodobnie było jedną z dekoracyjnych roślin Daldongnae. No cóż.
Cherry Marshall
Blair Mayfield
Cora Marshall
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Chciałyśmy jeszcze wjechać na nich jak na koniu, ale Blair wybiła mi ten pomysł z głowy- posłała jeszcze rozbawione spojrzenie Blair, bo w sumie faktycznie to nie byłoby zbyt rozważne, a przede wszystkim bezpieczne dla zwierząt. Jednak jak widać to wejście i tak zrobiło wrażenie na bliźniakach. Tego się przecież nie spodziewali.
- W sumie to nie wiem… Chyba tu i tu?- wzruszyła ramionami w odpowiedzi na pytanie Cherry. Po przekazaniu jej lamy, to w sumie Corze już było całkowicie obojętne, gdzie zwierzę się będzie załatwiać. Byleby nie w jej mieszkaniu czy przy jej biurku w biurze. Nie zastanawiały się, gdzie lamy będą robić podstawowe potrzeby fizjologiczne. Jakoś to im umknęło, więc obdarowani już musieli ten problem rozwiązać.
Całe szczęście, że po niemałym szoku, solenizanci się w końcu uśmiechnęli. To była najlepsza oznaka trafienia z prezentem. Zależało jej na uszczęśliwianiu najbliższych. - Tak tak, poważne! Ponieważ mamy jeszcze drugą niespodziankę- ponownie spojrzała na Blair, która możliwe, że w tamtym momencie zażartowała na ten temat, ale blondynka niestety większość rzeczy bierze dosłownie. Dlatego uśmiechając się od ucha do ucha oznajmiła im kolejną nowinę.
- Tak jak nazwiecie lamy, tak będą mieć na imię moje przyszłe dzieci!- wykrzyczała cała w skowronkach nawet podskakując przy tym. Nie przemyślała też doboru słów, bo czy teraz obdarowani nie zrozumieją, że Cora im właśnie ogłasza swoją ciążę?!
Blair Mayfield
Cherry Marshall
Charlie Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
— Krawat łatwiej włożyć pod choinkę, lamę już ciężej wytłumaczyć — zauważyła, bo skoro pomysł padł, to jego realizacja musiałaby kiedyś nastąpić. A ciężko byłoby wytłumaczyć państwu Marshall, dlaczego zwierzę, które definitywnie nie powinno znajdować się w ich salonie, właśnie zjada ozdoby choinkowe. Fizjologia zwierząt pozostawała w tym momencie drugorzędną sprawą i faktycznie… nie pomyślały o tym. Choć koniec końców, miały swój dom na farmie lam, może nauczą ich trzymać potrzeby jak na kulturalne futrzaki przystało do momentu, aż nie skończą z nimi spędzać czasu? Albo postawią im kuwety, jako swoje własne interpretacje zwierząt domowych.
— Skoro się spóźniłyśmy to musiało być to coś… niewspółpracującego. — Choć równie dobrze Cora mogła zaskoczyć i to przez nią też mogły się spóźni. W honorze Blair było punktualne stawianie się na czas albo nawet przed, choć minimalne opóźnienie denerwowało ją mniej niż bliźniaki.
Usiadła obok narzeczonego i była wręcz przekonana, że młodsza z sióstr właśnie zapowiada ich drugi prezent. Nie spodziewała się, że żart o nazwaniu dzieci będzie poważną propozycją, więc zmrużyła lekko oczy, choć nie odebrała tego jako oznajmienie jakiś wieści, skoro wcześniej o tym rozmawiały i Cora nie wydawała się, aby trzymała jakikolwiek sekret na później. — Od Machiavelliego masz sporo opcji na zdrobnień — stwierdziła, przyjmując, że to tyczy się przyszłości… ale czy się nie myliła?
Cherry Marshall Charlie Marshall Cora Marshall
-
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego bratanieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
— Perfomance ekologiczny to będzie w twojej głowie — mruczy podirytowana Charity, strzelajac przy tym własnymi oczami. Co mogłaby mu powiedzieć więcej? Albo co powiedzieć siostrą? W głowie widziała miny inwestorów, wchodzących do jej biura za miliony dolarów i patrzącego na... lamę. Może razem ze zwierzętami dostaną dla nich specjalną zagrodę? — żadnego gówna, wiesz, ile jest w nim zarazków? — aż na usta cisnęło się jej pytanie, czy aby na pewno były przebadane. Musiały mieć jakiś paszport dla zwierząt. Przecież mogły ich czymś zarazić, prawda? — o jezu, co my z nimi mamy teraz zrobić? — jedną dłonią chwyta się za głowę, drugą trzyma smycz lamy i patrzy na nią kątem oka. Dziwna sytuacja. Powinna stąd zniknąć i oddać Corze zwierzę. Może zaczęłaby racjonalnie myśleć. Przecież na dworku Marshalli nie byłoby dla nich miejsca, ojciec na pewno by ich wyśmiał. Tylko leżał w szpitalu, ups.
— Nie róbcie sobie jaj — mruczy finalnie Cherry i powoli zaczyna głaskać swoją po futrze. Nawet była przyjemna w dotyku. To z takich zwierząt miała robione, niektóre ubrania? Przerażające — jest słodka i mięciusia... ale co mam zrobić z lamą w środku Toronto? — to pytanie pada całkowicie poważnie. Nie weźmie jej do apartamentu, a do firmy tym bardziej. Zwierzęta potrzebowały terenu, a najbliższy znajdował się w rodzinnym domu.
— Twoja lama będzie jak twoje wyjście na świat — wyrzuca od razu Charity. Niewiele było jej potrzebne, by pokazał się jej duch rywalizacji, a oczy płonęły czystym ogniem — zdecydowanie zbyt opóźnione — pięć minut w ich życiu sporo zmieniało. Wiedziała to ona, wiedział też to on — niech będzie, moja będzie nazywała się Cindy — zaczyna Cherry, nie wiedząc, skąd pojawił się jej pomysł tego imienia. Totalna pustka, ale gdy Cora mówi o ich dzieciach, to od razu kręci głową.
— To jednak nie Cindy — wycedza bez żadnego zastanowienia — pewnie to jakaś pusta laleczka — wyrzuca, wzruszając własnymi ramionami. Na pewno Cindy to jakaś blondynka, głupiutka jak but i nierozróżniająca klonu od dębu.
— Moja to Leokardia — rzuca finalnie Cherry i spogląda jeszcze raz na lamę. Zaraz poprawia jej kokardkę, bo na pewno dostała dziewczynę. Charlie pewnie też, bo trochę pipa z niego wychodziła przy siostrach — możemy się już napić i coś zjeść? — pyta, spoglądając po zgromadzonych — czy macie dla nas jeszcze jakąś NOWĄ niespodziankę? — jak chociażby przenośną zagrodę, lub jakiś słup do przywiązania do niego zwierząt. Brakowałoby im nagłówków: szalone lamy uciekają z imprezy bogaczy, taranują przechodniów. Jedna posrała się w radiowozie.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Blair Mayfield
Cherry Marshall
Cora Marshall