34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No nie wiem — odparła, kiedy Evina oznajmiła, że pierdolenie jej jest działką, jednocześnie nawiązując do ostatniej sytuacji. Jakoś nie była już do tego do końca przekonana.
Może faktycznie nie potrafiły żyć bez siebie. Może spajała je wielka miłość, a może było to po prostu niezdrowe uzależnienie. A może jedno i drugie, splecione tak mocno, że nie dało się już rozdzielić granicy między uczuciem a potrzebą. Nawet jeśli w pewnych momentach patrzyły na świat zupełnie inaczej, nawet jeśli różniło je niemal tyle samo, ile łączyło, to ostatecznie zawsze wracały do siebie. Jakby wszystko inne traciło znaczenie. Jakby każdy spór był tylko chwilowym oddaleniem, nieuniknionym przystankiem w drodze z powrotem do tych samych ramion, które jednocześnie dawały schronienie i odbierały oddech.
Może bym tęskniła — mruknęła po tym, jak Swanson przejechała językiem po jej dolnej wardze. — A może nie. Tego na razie się nie dowiemy — wzruszyła lekko ramionami, dając jej do zrozumienia, że nie zamierza jej dusić. Jeszcze. Wszystko w swoim czasie.
Jeszcze raz zuchwale wpiła swoje usta w usta narzeczonej, chcąc odebrać jej myśli. Pocałunek był zachłanny i intensywny. Jej dłonie wsunęły się pod materiał koszulki, odnajdując ciepłą, nagą skórę. Przez krótką chwilę błądziła palcami, muskając brzuch i sunąc wzdłuż żeber, aż w końcu zostawiła po sobie delikatne, zaróżowione ślady paznokci.
To wszystko trwało zaledwie moment, bo Zaylee ześlizgnęła się z kolan Eviny równie szybko, jak się na nich znalazła. Zupełnie, jakby nic się nie wydarzyło. Czy to była nauczka? Skądże znowu. Raczej demonstracja i czytelne przypomnienie, że nie wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a niektóre rzeczy trzeba sobie wywalczyć. Z absolutnym spokojem wróciła na swoje krzesło, wygładziła swój t-shirt i sięgnęła po widelec, aby dokończyć obiad.
To, co się wydarzyło, wcale nie było pojednaniem, ale przynajmniej były na właściwej drodze, żeby wrócić do normalności. Wprawdzie bez wielkich gestów i nadmiernej czułości, ale zawsze to jakiś postęp. Miller nadal zamierzała udowodnić, że jest ponad to.
Sprawdziłaś sposób, w jaki zwykle pracowali Bernard i Haddad? — zapytała zwyczajny tonem. Temat pracy zawsze wydawał się bezpieczny. W inny okolicznościach uciekłyby w seks, ale nawet Miller nie miała na to ochoty, a to zdarzało się naprawdę... Nie, właściwie nie zdarzało się nigdy. Zawsze miała ochotę na seks. Tak, jak zawsze miała ochotę na jedzenie. Tym razem było jednak inaczej. Czy to był powód do zmartwień? Na to pytanie powinna odpowiedzieć sobie już sama Swanson.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wciąż wracały do tego samego, ale Evina nie zamierzała dyskutować teraz na temat tego, że chyba po raz pierwszy postawiła jakieś konkretne granice, gdy chodziło o fizyczną bliskość. W dodatku takie, które nie były dyktowane troską o zdrowie drugiej osoby.
Na początku ich relacja o wiele bardziej zasługiwała na miano toksycznej. Wtedy nie miały pojęcia czego chcą. Z jednej strony wypierały uczucia, ale w głębi serca próbowały rościć sobie prawa do tej drugiej. Przyciągały się do siebie mocniej niż były w stanie się odepchnąć, a pomimo wszelkich możliwych przeszkód dalej lgnęły do siebie bardziej niż nakazywałby to zdrowy rozsądek.
Mruknęła z zadowoleniem na wzmiankę, że Zaylee nie zamierza jej dusić. Chociaż nie miałaby nic przeciwko takiemu obrotowi spraw w łóżku. To jednak była rozmowa na zupełnie inny dzień.
Nigdy nie mogła się skupić na niczym innym, gdy tylko koronerka całowała ją w ten sposób. Kolejny pomruk przyjemności odezwał się tuż przy jej wargach, gdy odwzajemniała kolejny pocałunek tak jakby poza Miller nie istniał w ogóle świat.
Mogła się zapomnieć. Zwłaszcza z paznokciami, które tak ochoczo zostawiały po sobie ślad na jej żebrach. Nie podniosła sprzeciwu, gdy kobieta ześlizgnęła się z jej kolan. Po raz ostatni przesunęła dłonią po jej biodrze i uznała, że najwyraźniej obie mogą już wrócić spokojnie do posiłku. Tak jakby to się nie wydarzyło.
- Naprawdę chcesz o tym rozmawiać?- zapytała, chwytając ponownie sztućce, aby zająć się swoją porcją wołowiny, ale finalnie westchnęła. - Bernard był już wtedy detektywem w słusznym wieku. Wygląda na to, że wpływało to nieco na jego kondycję zawodową... Nie był tak uważny i zdawać się mogło, że czasem o czymś zapominał lub podejmował niezbyt przemyślane decyzje. Haddad... Ciężej mi go rozgryźć. Niby wszystko w nim w porządku, ale mam wrażenie, że coś jest nie tak.
To była jedna z tych rzeczy, które nie bardzo potrafiła wyjaśnić. Ot było to swoiste przeczucie czy też intuicja, która wykształcała się u człowieka samoistnie po przepracowaniu w zawodzie odpowiednio długiego czasu. Może faktycznie coś więcej się kryło za postacią doktora Haddada?

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozmowa o pracy wydawała się odpowiednia. Poza tym, co było w tym niewłaściwego? Połączyła je praca i zawsze interesowały się przypadkami i śledztwami, nad którymi obecnie pracowały. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Skoro nie chciały dyskutować o niczym innym (a pewnie powinny, bo przecież zbliżała się wiosna i przydałoby się domknąć plany związane ze ślubem i przysiąść nad dopełnianiem formalności w kwestii adopcji Sammy'ego), to sprawy zawodowe zawsze były dobrym tematem. To był neutralny grunt, na którym obie czuły się bezpiecznie.
A dlaczego miałabym nie chcieć? — uniosła lekko brwi, nie odrywając wzroku od talerza. W jej głosie pobrzmiewała prowokacja, choć bardziej w tonie retorycznego pytania niż faktycznej wątpliwości. Wreszcie nie musiała ciągnąć Swanson za język, nie zmuszając jej do odpowiedzi. Przynajmniej przez chwilę. Bo dobrze wiedziała, że jak zwykle, dowie się tylko tyle, ile Evina uznała za stosowne. I w sumie to się nie pomyliła.
Okej, czy Bernard był zdziadziałym, sklerotycznym inspektorem, któremu wylatywały z głowy wcale nie takie nieistotne szczegóły — pokiwała głową. To miało sens. Czasami trzeba było wiedzieć, kiedy zejść ze sceny i dać szansę młodszym, z bardziej otwartym i sprawnym umysłem. — Dużo miał taki spraw? Takich, na które można natknąć się w archiwum? — zainteresowała się, bo może sprawa Romano i Levy nie była jedyna. Lepiej, żeby tak było, ale Zaylee nie miała co do tego najlepszych przeczuć.
Dojadła resztkę warzyw i odsunęła talerz na bok. Sama rozsiadła się wygodnie na krześle, krzyżując ręce na piersiach. Przez moment myślała o Haddadzie i o tym, czy mógł zrobić coś więcej, żeby pomóc Bernardowi w śledztwie. Ona na pewno by zrobiła.
Chcesz, żeby mu się lepiej przyjrzała? — zapytała, patrząc narzeczonej prosto w oczy. Może potrzebowały jakiegoś bodźca w postaci współpracy. To zawsze je wzajemnie napędzało. Miller mogła się wściekać i za każdym razem zarzekać, że to ostatni raz, kiedy razem działają, ale przecież mówiła tak zawsze, kiedy prychały na siebie w trakcie jakiegoś śledztwa. Jednak zawsze udawało im się dociec prawdy. Były zgranym duetem, temu na pewno nie można im ująć. — Mogę popytać w środowisku lekarzy medycyny sądowej, czy ktoś o nim słyszał. Mam zapiski Beckera z kontaktami do różnych koronerów. Na pewno znajdą się tacy, którzy jeszcze żyją. Może będą coś wiedzieć — Zaylee uśmiechnęła się pod nosem, unosząc wymownie jedną brew. — To jest ten moment, w którym przyjmujesz moją pomoc i mówisz, jaką jestem wspaniałą narzeczoną — dodała takim tonem, jakby odmowa nie wchodziła w grę. Bo nie wchodziła. Evina powinna teraz zacząć wychwalać ją pod niebiosa, tutaj też nie widziała innej opcji. Zawsze była łasa na komplementy, pomimo że znała swoją wartość.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście należały do ludzi, którzy często rozmawiali ze sobą o pracy. Po pierwsze były pracoholiczkami także to czym się zajmowały zawodowo stanowiło istotną część ich życia, ale dodatkowo jeszcze ich profesje niejako się ze sobą pokrywały. Tylko, że przedtem Zaylee wyraźnie powiedziała, że nie chce się angażować w sprawę, więc Evina automatycznie założyła, że nie będzie nią aż tak zainteresowana.
Wzruszyła ramionami, nie mogąc dać jej żadnej konkretnej odpowiedzi. W zasadzie temat był tak dobry jak każdy inny. Może nawet od nich lepszy, bo nie mogły dzięki niemu zawędrować w niebezpieczne rejony, które doprowadziłyby jeszcze do kolejnej kłótni.
- Można i tak go określić - przytaknęła, bo jak zwykle Zaylee nie przebierała w słowach. - Powiedziałabym, że nie miał ich zadziwiająco dużo. Pomimo drobnych problemów doprowadzał je do końca. Zawsze zdarzy się sprawa lub dwie, gdzie nawet najbardziej zdolny detektyw musi się pogodzić z trafieniem na ślepą uliczkę, ale to chyba była ta sprawa, która udowodniła, że nie bardzo sobie radzi.
Długo nie trzeba było czekać na to, aby odsunąć Bernarda od aktywnego prowadzenia śledztw i sprowadzić go do pozycji gryzipiórka oraz mentora dla młodszych detektywów nim w końcu przeszedł na emeryturę. Ciężko stwierdzić czy w pełni zasłużoną choć w latach świetności podobno rozwikłał naprawdę sporo spraw.
Obiad wciąż znikał z talerzy w trakcie rozmowy, aż w końcu przed nimi znalazły się całkowicie puste naczynia. Całe szczęście wołowiny zostało jeszcze wystarczająco do tego, aby mogły ją w najbliższym czasie odgrzać i zapewnić sobie kolejny domowy posiłek.
- A co z tym, że nie chcesz się angażować i fiksować na sprawie z archiwum x? - zapytała podłapując jej spojrzenie i unosząc brew w pewnym wyrazie zdumienia.
Wyglądało na to, że ktoś jednak mógł zmienić swoje zdanie w tej kwestii. Rzecz jasna Swanson nie zamierzała narzekać i odrzucać proponowanej pomocy. W końcu jakby nie patrzeć koronerka mogła mieć dużo lepsze kontakty oraz dojścia w pewnych kwestiach, co byłoby niezwykle pomocne.
- Skupiłabym się na tych, co pracowali tutaj w tym samym okresie, co Haddad. Nie ma potrzeby przesłuchiwać dosłownie wszystkich - rzuciła w dopowiedzi, bo w tym momencie Miller naprawdę dokładała sobie nadprogramowej pracy.
Wstała powoli od stołu i obeszła go, zbierając brudne naczynia, które jak najszybciej powinny się znaleźć w zmywarce. Zatrzymała się przy tym na chwilę obok narzeczonej i wolną dłonią przeczesała jej włosy, w które wplotła w miękkie kosmyki.
- Jesteś. Dlatego zapytałam czy się ze mną ożenisz - odpowiedziała, posyłając jej uśmiech nim ruszyła do aneksu kuchennego, aby zająć się naczyniami.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Temat był doskonały. Daleki od wszystkiego, co mogłoby zostać rozgrzebane niechcący i doprowadzić do sprzeczki. A przecież żadna z nich nie miała najmniejszej ochoty na kłótnię. Nie teraz. Obie były zmęczone, może nawet odrobinę zbyt świadome tego, jak łatwo jedno nieostrożne zdanie potrafi zamienić się w zapalnik. W zasadzie Zaylee, gdyby pozwoliła sobie na pełne rozkręcenie, czułaby się w potyczce słownej jak ryba w wodzie. Miała do tego talent — cięte riposty, szybkie reakcje i umiejętność trafienia dokładnie tam, gdzie zaboli najbardziej. Potrafiła podnieść głos, teatralnie przewrócić oczami, a w skrajnych przypadkach rzucić talerzem o zlew albo trzasnąć drzwiami z taką siłą, że te prawy wylatywały z zawiasów. Tym razem jednak się zaparła. Wzięła więc głębszy oddech, pozwoliła emocjom opaść i postanowiła podejść do wszystkiego spokojnie. Dlatego rozmowa o pracy wydała się idealnym rozwiązaniem. Bezpieczny grunt, który obie znały aż za dobrze. Co więcej, w tym obszarze obie czuły się pewnie. Mogły słuchać się nawzajem, przytakiwać, dorzucać komentarze, a nawet żartować.
Bernard, pomimo sędziwego wtedy wieku, wydawał się zwykłym, niczym nie wyróżniającym się policjantem. Z tego, co powiedziała Swanson, jakoś sobie radził. Nie był wybitny, ale nie był też skończonym nieudacznikiem. Najwyraźniej w sprawie Romano i Levy coś go przerosło.
Nie czarujmy się, beze mnie i tak nie dasz sobie rady — odparła pewnym tonem. Evina nie miała aż takich znajomości w kręgu lekarzy medycyny sądowej, chociaż współpracowała przez lata służy z niejednym koronerem. Miller natomiast, dzięki kontaktom, które pozostawił po sobie Becker, mogła zaczerpnąć większej ilości informacji. Wystarczyło zadzwonić w kilka miejsc i podpytać o Haddada. — Powiedzmy, że raczej uda mi się znaleźć wolną chwilę. I mam naprawdę litościwe serce — dodała, tym samym dając narzeczonej do zrozumienia, że była skłonna poświęcić odrobinę czasu sprawie z archiwum. — No i każdy Mulder musi mieć swoją Scully — uśmiechnęła się zawadiacko, skoro już o mowa o Archiwum X.
Zaylee pokręciła głową. Oczywiście, że nie miała zamiaru przesłuchiwać wszystkich koronerów, którzy byli aktywni zawodowo w tamtym okresie. Musiała jednak dojść po sznurku do kogoś, kto faktycznie wiedział coś istotnego o Haddadzie.
A ja przyjęłam oświadczyny, żebyś nie musiała wieść smutnego, samotnego życia — mruknęła i przymknęła na moment oczy, czując dłoń Swanson w swoich włosach. Naprawdę była bardzo litościwa. W rzeczywistości zajebała się w niej po uszy i nic się od tamtej pory nie zmieniło. Kochała ją tak samo mocno, a może nawet każdego dnia bardziej. A Evina tak samo mocno ją wkurwiała.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Potrafiły się zamknąć w pewnej bańce profesjonalizmu jeśli tylko chciały. Musiały tylko uważać na to, aby nie dopuścić do tego by pojawiło się między nimi zbyt wielkie napięcie, którego nie byłyby w stanie znieść. Oznaczało to przede wszystkim to, że nie powinny się spierać na temat swoich własnych teorii czy podejścia do sprawy. W końcu jeśli tylko chciały to mogły i w czasie takich zawodowych rozmów znaleźć powód do ostrej kłótni oraz wymiany zdań. Na to jednak nie miały ani odpowiedniej energii ani ochoty.
Przynajmniej do momentu podjęcia się sprawy morderstwa Romano oraz Levy wydawało się, że Bernard faktycznie jeszcze sobie jakoś radził. Może i nie wykazywał się szczytem swojej formy i niezawodnym umysłem, ale jego błędy oraz mało trafione decyzje nie miały aż takiego wpływu na śledztwa, aby nie doprowadzić do schwytania sprawców.
- Dziękuję, że we mnie wierzysz, kochanie - prychnęła niemal, gdy tylko usłyszała komentarz narzeczonej.
Może i miała w pewien sposób rację, bo to właśnie Miller miała dużo lepsze znajomości jeśli chodziło o lekarzy medycyny sądowej, ale nie znaczyło to, że nie byłaby w stanie samodzielnie poradzić sobie z tym wszystkim. Na pewno udałoby jej się wszystko załatwić bez wsparcia Zaylee, ale z pewnością byłoby to bardziej czasochłonne.
- A więc, Scully, mówisz, że nagle chcesz się nade mną zlitować i znaleźć odrobinę czasu w swoim niezwykle napiętym terminarzu? - zapytała, chcąc uzyskać pełne potwierdzenie, co do tego.
Powoli opłukiwała naczynia przed włożeniem ich do zmywarki i zaśmiała się krótko na wzmiankę, którą chwilę wcześniej rzuciła koronerka. No tak. Wielkoduszna kobieta.
- Tak. Jestem pewna, że wtedy żyłabym wiele lat ze złamanym sercem i alkoholizmem - rzuciła sarkastycznie, wyobrażając sobie, co faktycznie mogłoby się stać, gdyby jej oświadczyny zostały odrzucone.
Pomimo, że była pewna ich uczucia oraz słyszała dziesiątki żartów o padnięciu na kolano to nigdy na poważnie nie rozmawiały o małżeństwie dopóki faktycznie Swanson nie zdecydowała się na oświadczyny. Nic dziwnego, że obawiała się tego czy na pewno zostaną one przyjęte czy jednak Miller wolała spędzić resztę swojego życia na kocią łapę.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie było tak, że nie wierzyła w umiejętności narzeczonej. Wręcz przeciwnie, uważała ją za najlepszą śledczą, z jaką kiedykolwiek przyszło jej pracować. Była bystra, nieustępliwa i miała ten rzadki instynkt, który pozwalał łączyć fakty tam, gdzie inni nie potrafili niczego dostrzec. A jednak Zaylee nie potrafiła całkowicie odsunąć od siebie pewnej myśli. Skoro za sukcesem każdego mężczyzny stała kobieta, to za sukcesem kobiety również musiała stać inna kobieta. Ktoś, kto wskazywał kierunek. Dlatego Zaylee, z samozadowolenia, przypisywała sobie część tych zasług. W końcu nawet największe talenty potrzebowały kogoś, kto wierzył w niej bez żadnych zastrzeżeń.
Mogła zostawić Swanson na pastwę losu z tą patową sprawą, w której pewnie siedziałaby przez najbliższe miesiące. Mogła przyglądać się temu z boku z pełnym satysfakcji uśmiechem i a nie mówiłam, które cisnęłoby się na usta za każdym razem, gdy Evina utknęłaby w ślepym zaułku. Ale Miller nie umiała stać po prostu stać z boku. Gdzieś pod warstwą cynizmu i chłodnej kalkulacji tliło się przekonanie, że ta sprawa zasługiwała na coś więcej niż powolne dogorywanie w martwym punkcie. I Swanson również.
Właśnie to chcę powiedzieć — zgodziła się, przytakując kiwnięciem głowy. — Ktoś musi cię zbić z pantałyku i sprowadzać na ziemię, kiedy zaczniesz za bardzo wkręcać się w śledztwo — oznajmiła, bo przecież znacznie łatwiej coś takiego przechodziło jej przez gardło niż zwykłe chcę ci pomóc.
Pierścionek na palcu Zaylee nigdy nie był symbolem, od którego zależała jakość ich relacji. Nie potrzebowały formalnych deklaracji, aby wiedzieć, co je łączy. Mogłyby żyć w nieformalnym związku i nic nie zmieniłoby się w intensywności uczuć, którymi darzyły się wzajemnie. Kochałyby się dokładnie tak samo, z tą samą czułością, troską i oddaniem. Jednocześnie małżeństwo ułatwiało wiele kwestii prawnych i finansowych. Dzięki temu mogły mieć jasny i niepodważalny status prawny obojga rodziców, gdy już oficjalnie zostaną matkami Samuela. Zresztą już teraz zauważały różnicę. W ośrodku adopcyjnym spoglądano na nie przychylniej, z większym zaufaniem, odkąd otwarcie powiedziały, że planują ślub. Tylko tutaj nie chodziło wyłącznie o pragmatyzm ani o społeczne oczekiwania. Miller zwyczajnie dojrzała do tego, żeby zostać żoną. Przyjęcie pierścionka nie było impulsem ani romantycznym uniesieniem podszytym wakacyjną euforią. To świadomy wybór i wynik gotowości na kolejny etap wspólnego życia, który dawała poczucie stabilności.
Nie chcę cię rozczarować, ale pewnie skończyłabyś właśnie w taki sposób — parsknęła cicho pod nosem. A kiedy Evina chowała naczynia do zmywarki, Zaylee podeszła do blatu i przywarła biodrem do szafki, krzyżując ręce na piersiach. — Byłabyś smutną pijaczką. Z kotami. Albo i bez kotów, bo nawet nie wiadomo, czy znalazłabyś beze mnie Rademenesa — wskazała podbródkiem na kocura, który wylegiwał się na kuchennym parapecie. — No sama powiedz, co ty byś beze mnie zrobiła? — uśmiechnęła się i spojrzała prowokująco na narzeczoną. Uwielbiała mieć rację.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Swanson nigdy nie była typem, który przypisywał sobie w pełni zasługi za rozwiązanie danej sprawy. Oczywiście, niezwykle wiele zależało od niej, gdy była główną śledczą prowadzącą sprawę, ale na cały sukces składały się także niezliczone raporty, analizy i efekty pracy całego zastępu ludzi. W tym często również Miller, która przeprowadziła na przestrzeni lat szereg autopsji na ofiarach, których sprawy Evina starała się rozwikłać. Dlatego chociaż niechętnie to detektywka mogłaby przyznać się do tego, że narzeczona stała za jej sukcesem (przynajmniej częściowo), ale najpewniej po prostu rzuciłaby zamiast tego jakimś tekstem, aby ją podrażnić przez chwilę.
Nikt nie pokładał w niej zbyt wielu nadziei na to, że coś wskóra w tej sprawie. Nie będzie zajmowała się nią też w nieskończoność jeśli uzna, że faktycznie w skutek szeregu przeoczeń i zaniedbań popełnionych przez pierwotnych śledczych niemożliwe jest odszukanie sprawcy zbrodni. To miało być dla niej jedynie chwilowe zajęcie póki faktycznie nie wydobrzeje na tyle, aby móc w pełni wrócić do akcji. Nie znaczyło to jednak wcale, że z tego powodu zamierzała bagatelizować otrzymany przypadek. W końcu zawsze dawała z siebie pełne sto procent.
- Prawdziwa szczęściara ze mnie, że mam do tego ciebie - skomentowała krótko, nie zamierzając dać się wciągnąć w kolejną potyczkę słowną.
Mogły co prawda obejść się bez ślubu. Chociaż z jednej strony dla Eviny była to jedniznaczna deklaracja, że traktuje to jak najbardziej poważnie i nie zamierza uciekać. W końcu wcześniej Zaylee kilkukrotnie oskarżała ją o to, że się nią bawi. Na początku może i tak było. Obie bawiły się sobą w wyrafinowaną grę, której zasad do końca nie rozumiały, ale w pewnym momencie zrodziło się między nimi ciche przyrzeczenie, że będą razem już na zawsze. I choćby dla formalności czy w syboliczny sposób miło byłoby to jakoś przypieczętować.
- Miło, że się ze mną zgadzasz - niemal parsknęła śmiechem, ale zaraz się namyśliła. - Robiłabym to samo, co wcześniej. Pracowała, wracała do domu, a gdy naszłaby mnie ochota na seks to porwałabym kogoś do łóżka bez zobowiązań.
Żyłaby tak samo jak przez pozostałe lata po rozwodzie. Z pewnością zatem obrót spraw z Zaylee całkowicie odmienił jej egzystencję.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała już na końcu języka przytyk o ochocie na seks, ale ugryzła się w język. A właściwie musiała zagryźć od środka policzek, żeby faktycznie powstrzymać się od nawiązania do tego tematu. Było już całkiem miło, więc po co to psuć? Chociaż najlepiej pasowałby tutaj ten gif. Kolejny raz tego dnia zaparła się w sobie i jedynie spojrzała na Swanson pobłażliwie.
Pewnie tak — wzruszyła obojętnie ramionami i odepchnęła się od szafki. — Zaraz wracam do pracy — dodała, bo właściwie miała jeszcze trochę czasu, ale chyba wolała ulotnić się wcześniej. W przeciwieństwie do Eviny, nie miała możliwości pracy zdalnej. To byłoby trochę dziwne, gdyby ściągała trupy do domu, a naprawdę rzadko zdarzało się, żeby siedziała wyłącznie nad samą papierologią, którą wypełniała między jedną a kolejną autopsją. — Pewnie wrócę późno. Albo jutro, w zależności od tego, jak potoczy się sytuacja w szpitalu — akurat nie było żadnych wątpliwości co do tego, że na jej stół w przeciągu kilku godzin trafią jakieś zwęglone ciała.
Sięgnęła po papierosy leżącą na parapecie, chociaż musiała najpierw wyciągnąć ją spod Rada, bo ten uznał paczkę za wygodne legowisko. Kocur spojrzał na nią spode łba, ale nie zmienił nawet pozycji. Zaylee wyciągnęła jednego papierosa, ale zanim go odpaliła, uchyliła okno, nie zważając na panującą na zewnątrz ziąb.
Jak tylko trafi mi się wolniejsza chwila, skontaktuję się z odpowiednimi ludźmi w sprawie Haddada — zapowiedziała, wypuszczając dym kącikiem ust. — Dam znać dopiero, jak będę miała w ręku konkretne informacje — zaznaczyła, chociaż wcale nie musiała, bo Evina doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
Miller zawsze pracowała z wręcz chorobliwą dbałością o szczegóły. Zanim pozwalała sobie na jakiekolwiek wnioski, najpierw planowała całą sekwencję działań. Wiedziała już nawet, do których lekarzy medycyny sądowej zadzwonić. W zapiskach Beckera widniały nazwiska z jego najbliższego kręgu. To byli ludzie, z którymi pracował i trzymał się przez połowę życia. Jeśli ktoś miałby słyszeć coś o koronerze działającym w tym samym czasie i w tych samych strukturach, to właśnie oni. Zaylee nie znosiła przypuszczeń podszytych domysłami. Informacja, która nie była potwierdzona z co najmniej dwóch źródeł, w jej oczach nie miała żadnej wartości. Wolała wrócić z opóźnieniem niż z wiadomościami, które brzmiały sensacyjnie, ale w rzeczywistości niczego nie wnosiły.


Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet nie pomyślała o tym, że faktycznie jej odpowiedź wiązała się z tą kością niezgody, która dawno temu utkwiła im w gardłach. Ot, po prostu przyznawała się do tego, że wciąż wiodłaby podobny żywot do tego, który prowadziła przed związaniem się z Zaylee. Wtedy też zdecydowanie miała o wiele mniej seksu, bo wymagało to od niej pewnego wysiłku, na który często nie miała ani czasu ani energii. Czasami miała wrażenie, że z Miller nadrabiała wszystkie te czasy swoistego deficytu.
- Dopiero wróciłaś i już cię zaprzęgają? - zdziwiła się, bo koronerka nawet nie zdążyła wypocząć odpowiednio po dopiero zakończonych autopsjach. - Pamiętaj, że trupy ci nie uciekną. Nie mogą wymagać od ciebie tylu autopsji na jeden dzień.
Zerknęła na narzeczoną sięgającą po paczkę fajek nakrytą kocim ciałem i przysunęła się do niej bliżej. Tak jak robiła to setki razy wcześniej sięgnęła do dłoni Miller i wyciągnęła z jej palców papierosa, aby samej również się nim zaciągnąć.
- Masz sporo na głowy także nie przejmuj się tym zbytnio - powiedziała jeszcze, układając wolną dłoń na biodrze kobiety, a jej kciuk zahaczył o skraj koszulki jakby bezwiednie chciał się pod niego wsunąć. - Zadzwoń do mnie jak będziesz kończyć. Niezależnie od pory. Przyjadę do ciebie.
Wolała, aby narzeczona po tak wielu godzinach bez snu spędzonych w czterech ścianach prosektorium nie wsiadała za kółko. Owszem, wiedziała, że ta radziła sobie niezwykle dobrze ze zmęczeniem oraz była niezwykle ostrożnym i uważnym kierowcą, ale nieszczęście zawsze mogło się przytrafić, gdy tylko organizm znajdował się zbyt blisko granicy swojej wytrzymałości.
Wolała ją odebrać. Mogły wtedy pojechać coś zjeść do najbliższej otwartej knajpki albo wrócić prosto do domu, aby chociaż na jakiś czas koronerka położyła się w łóżku. Rzecz jasna nie cierpiała spania w dzień, ale nawet krótki odpoczynek przypominający bardziej drzemkę mógł być zbawienny.
Ewentualnie jeśli Miller odrzuci tę ofertę to Evina i tak pojedzie na komendę pod pretekstem spojrzenia na jakieś materiały dowodowe z archiwum po czym poinformuje narzeczoną o tym, że zaczeka na nią skoro sama również musiała przybyć do siedziby policji. Tak czy siak starałaby się postawić na swoim.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#33”