30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się połową ust, kiedy Salva zapinał mu kask - on sam nie był pewien, czy to nie dlatego, że chłopak myślał, że może Devlin sam nie będzie umiał tego zrobić, ale miał nadzieję, że jednak chodziło o coś innego. Ostatecznie to był kask Meksykanina, więc może chodziło o to, że lepiej wiedział, jak go zapinać. Tak czy inaczej, wskoczył zaraz na motocykl za plecami przyjaciela i objął go w pasie. Sam nie miał rękawiczek, więc wsunął dłonie pod jego kurtkę, mając nadzieję, że nie oziębi go za bardzo - zaraz jednak jego dłonie rozgrzały się, dotykając skóry Menendeza.
Po drodze zatrzymali się jeszcze na stacji benzynowej po więcej piwa i jakąś dobrą wódkę (Devlin nieraz zastanawiał się, dlaczego akurat na stacjach benzynowych był porządny wybór alkoholu, skoro przecież nie wolno było prowadzić po pijaku. Ot - jedna z ciekawostek przyrodniczych), coś do jedzenia do odgrzania na szybko, gdyby pizza im nie wystarczyła, po czym pojechali do Meksykanina. Przez całą drogę Saul wtulał się w jego plecy, opierając brodę na jego ramieniu i uśmiechając się jak idiota - dobrze, że Menendez tego nie widział, bo może jeszcze uznałby, że z Saulem coś nie tak.
Gdy już dotarli na miejsce, Kanadyjczyk - swoim zwyczajem - zdjął buty i skarpetki, odwiesił kurtkę na wieszak i powędrował boso do salonu. Postawił zakupy przy kanapie, żeby łatwo było sięgać po kolejne butelki i wyciągnął telefon.
- To co, najpierw zamawiamy pizzę, czy najpierw jakaś dobra działeczka? - zapytał z uśmiechem. Poprzednia porcja jeszcze z niego nie zeszła, ale nie chciał, żeby zaczęła - nie lubił zjazdów po prochach. Teraz chciał się dobrze bawić, tym bardziej, że wciąż był w imprezowym nastroju; zamierzał go utrzymać jak najdłużej.

Salvador Menendez
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Salvador też wielokrotnie się zastanawiał po co takie ilości alkoholi na stacjach benzynowych, ale dochodził zwykle do wniosku, że stacje są otwarte całą dobę, a ich właściciele doskonale wiedzą, że zapotrzebowanie na alkohol jest wysokie, zwłaszcza w pewnych godzinach nocnych, gdy nic innego nie jest już otwarte. Prawdopodobnie więc alkohol znajdował się tam ze względów czysto biznesowych.
Odprowadził Saula wzrokiem, uśmiechając się pod nosem, a sam odwiesił swoją kurtkę, również pozbywając się butów i skarpetek, po czym powędrował za nim, opadając na kanapę. Przeszukał swoje kieszenie, słysząc pytanie mężczyzny.
- Cóż, chyba należałoby zaopiekować się też drugą połową - zaśmiał się, wydobywając z kieszeni woreczek z pozostałością białego proszku, który zaraz potem podał przyjacielowi. Wiedział, że ten będzie potrafił się nim zająć, tak jak już zajął się pierwszą częścią proszku w klubowej toalecie.
On sam z kolei podniósł się z kanapy niemal tak szybko jak na niej usiadł i zniknął na chwilę w kuchni, zaraz potem jednak wracając z dwoma kufelkami; jakoś wolał pić piwo z kufli, więc w domu miał całkiem pokaźny zestaw różnych takich. Te, które przyniósł, były dość pękate i miały uszka, więc przypominały standardowe kufle do piwa, które można było spotkać w barach. Usiadł po turecku na podłodze, nalał im piwa do szkła i sięgnął po pilota, żeby chwilę później zacząć przeszukiwać Netflixa czy innego Maxa w poszukiwaniu jakiegoś filmu. Niby nie ustalali, że będą coś oglądać, ale założył że tak, więc w oczekiwaniu na kolejną porcję postanowił czegoś poszukać.

Saul Devlin
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie ustalali, to prawda, jednak Saul również uznał za naturalne, że coś sobie włączą i będą razem oglądać, nawet jeśli miałoby to być z niekoniecznie dużą dozą uwagi poświęcanej filmowi czy serialowi. Ot - żeby coś leciało, żeby było im razem miło, żeby spędzić wspólnie czas, po prostu będąc obok siebie. Przy okazji będą mogli komentować głupie zachowania bohaterów albo wspierać się wzajemnie, jeśli akurat wydarzy się coś strasznego lub smutnego.
Saul usiadł na kanapie, oparł łokcie o kolana i rozejrzał się w poszukiwaniu jakiegoś lusterka: w toalecie użyli telefonu, ale przecież tutaj nie musieli. Nie znalazł jednak nic takiego, więc jednak wysypał zawartość torebeczki na wyświetlacz i zaczął dzielić ją na równe porcje dla każdego z nich. Tym razem zrobił cztery równe kreski: po jednej na każdą dziurkę od nosa, żeby żadnej z nich nie było smutno. Zerknął krótko na ekran telewizora, patrząc, co tam jego przyjaciel wyszukuje, ale póki co nic nie zwróciło jego szczególnej uwagi.
- Częstuj się - wyciągnął fifkę w stronę Salvadora, a sam pociągnął łyk z kufelka - Masz jakieś konkretne wymagania co do filmu? Gatunek albo co? Mnie to wszystko jedno właściwie.
Właściwie nie było chyba gatunku, którego Saul by żywo nie znosił. Miał pewne opory przed niektórymi z nich, ale to też nie było tak, że absolutnie odrzucał każdy film z danej kategorii. No, chyba, że chodziło o komedie typu "American Pie" czy "Jaś Fasola". Tego szczerze nienawidził i odrzucały go nawet zwiastuny puszczane między reklamami.

Salvador Menendez
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
zażywanie narkotyków
Salvador zwykle nie lubił komedii, a w każdym razie takich durnych, bez żadnego większego sensu i przekazu i tutaj zgodziłby się całkowicie z Saulem w kwestii "Jasia Fasoli" "czy American Pie". Lubił czasem horrory lub thrillery z zalążkiem komedii, zdarzało mu się oglądać też komedie romantyczne, ale bywały tytuły, po które po prostu nie miał ochoty sięgać, nawet niekoniecznie pod względem ich gatunku, a raczej treści czy ogólnego zachwytu większości ludzkości. Gdy cały świat zachwycał się jakimś tytułem to jakoś od razu miał mniejszą ochotę go obejrzeć...
- Czy ja wiem... - wzruszył ramionami, zerkając na chłopaka i unosząc kącik ust w półuśmiechu. - W sumie nie przychodzi mi do głowy nic konkretnego. Możemy obejrzeć jakiś serial hiszpański, ostatnio całkiem dobre im wychodzą.
Oddał pilot Saulowi, odbierając od niego lufkę i przy okazji tej wymiany muskając delikatnie opuszkami palców skórę na dłoni mężczyzny. Posłał mu przy okazji ciepły, pełen czułości uśmiech, po czym pochylił się nad ekranem telefonu i przytykając lufkę do nosa wciągnął najpierw jedną kreskę, a potem od razu drugą. Zakręciło mu się w głowie na tyle mocno, że zatoczył się lekko, w końcu opierając się plecami o kanapę za sobą i odchylając głowę, by półprzytomnym spojrzeniem, ale wciąż z uśmiechem na ustach spojrzeć na przyjaciela. Lufka wypadła mu z ręki i potoczyła się po podłodze, ale w tym momencie nie miał siły, żeby po nią sięgnąć.

Saul Devlin
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

- Możemy i serial hiszpański - Saul kiwnął głową i spojrzał na ekran, szukając jakiegoś interesującego go tytułu. Gdy lufka potoczyła się po podłodze, sięgnął po nią i sam również przytknął ją do nosa, żeby dobrać się do swojej działki. Nie zwrócił szczególnej uwagi na zachowanie Salvadora - nie było w nim w zasadzie nic niezwykłego: tego typu reakcje często zdarzały się po różnych prochach, zwłaszcza kiedy brało się kolejną działkę, gdy poprzednia jeszcze nie zeszła. Bywało, że kogoś lekko zamroczyło, a bywało też tak, że po prostu trafiał do swojego prywatnego nieba, gdzie nic nie miało większego znaczenia. O to ptzecież chodziło w dragach, prawda? Żeby odlecieć i niczym się już nie przejmować przez jakiś czas, a tylko dobrze bawić - lub choćby odpędzić swoje demony na moment.
Saul również wciągnął obie kreski i odchylił głowę, ściskając palcami skrzydełka nosa, żeby lepiej weszło i żeby przypadkiem nie kichnąć. Odłożył lufkę na stół i opadł obok Salvy, tuląc się ramieniem do jego ramienia.
- Dobry towar - orzekł tonem znawcy i uśmiechnął się zadowolony, sięgając po pilota.

Salvador Menendez
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaczęło się od mrowienia w opuszkach palców, które szybko wspięło się w górę ramion, jakby pod skórę wpuszczono mu płynne srebro. Świat nagle stracił swoje ostre krawędzie. Wszystkie błędy, głosy i twarze, które zazwyczaj kłębiły się w jego czaszce jak wściekłe osy, krzycząc, wypominając i oskarżając, nagle ucichły. Zastąpił je jeden, niski, wibrujący ton – dźwięk wszechświata, który w końcu postanowił mu wybaczyć. Czuł się, jakby ktoś wyciągnął korek z dna jego duszy i pozwolił całemu brudowi spłynąć do ścieku, zostawiając jedynie czystą, jaskrawą jasność. Pokój zaczął się rozciągać. Sufit odpłynął gdzieś wysoko, zamieniając się w nocne niebo, a cienie w kątach zaczęły wirować w rytm jego tętna. To było piękne i przerażające jednocześnie – ta absolutna wolność od samego siebie. Nie było wczoraj, nie było jutra. Było tylko teraz, rozciągnięte do granic wytrzymałości, słodkie jak przejrzały owoc. Kiedy zamknął oczy, poczuł, że jego ciało traci wagę. Stał się dymem. Mógłby prześlizgnąć się przez dziurkę od klucza, mógłby rozpłynąć się w powietrzu i nikt nigdy by go nie odnalazł. I to była ta najpiękniejsza obietnica: że przez te kilka minut, podczas których milczał, Salvador po prostu nie musiał istnieć.
Przez krótką chwilę nie był już Salvadorem. Był tylko czystym istnieniem, cząsteczką kurzu tańczącą w promieniu słońca, który przebijał się przez brudne okno.
W końcu poruszył się powoli, leniwie, najpierw jedynie palcami u obu rąk, potem u stóp, a potem udało mu się obrócić nieco głowę, tym samym odkrywając, że Saul usiadł obok niego na podłodze. Uśmiechnął się szerzej, wpatrując się w niego przez chwilę jak urzeczony, po czym sięgnął ciężką jak z ołowiu ręką, by musnąć palcami jego policzek.
- Taaak... dobry - wymamrotał, bo póki co tylko na tyle było go stać, zaraz potem wtulając policzek w ramię przyjaciela.

Saul Devlin
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Saul spojrzał na swojego przyjaciela zamglonym wzrokiem, gdy ten musnął jego policzek i jakby odpłynął. Devlinowi wydawał się teraz taki miękki, eteryczny, jakby trochę nierzeczywisty - jak jakiś anioł. Trochę był przezroczysty, trochę jakby Salva tu był i jednocześnie go nie było, a o jego obecności świadczył tylko ten dotyk policzka na ramieniu. Saul pogładził go dłoniąpo policzu, przytulając swój do jego głowy i znów wbił wzrok w telewizor, na którym teraz jego wyobraźnia wyświetlała różne obrazy - część z nich to były fragmenty różnych historii, częśćto po prostu kolorowe ruchome obrazki z dźwiękiem, zapachem i dotykiem. Woń perfum Menendeza otulała go ciepłem i spokojem, sprawiała, że świat stawał siębezpieczniejszy, piękniejszy i bardziej przystępny. Nie był tak cholernie kolczasty i ostry, tak raniący...
- Chceszsośrobiś? - zapytał niezbyt wyraźnie, również odpływając, choć chyba mniej, niż Salva. W głowie grała mu muzyka, w rytm której delikatnie się kołysał.
Wyświetlacz jego telefonu zaświecił, ale Saul to zignorował.

Salvador Menendez
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Salva przez cały czas był przytomny, ale czuł się tak, jakby wszystko dookoła niego poruszało się w bardzo zwolnionym tempie, nawet rzeczy, które teoretycznie wcale się przecież nie poruszały i gdzieś tam w głębi Salvador o tym wiedział. Wyczuwał drgnienia różnych elementów wystroju, widział ich drżenie i trochę wyglądało to jak bardzo delikatne trzęsienie ziemi, takie łagodne i powolne.
Jedyną stałą w tym momencie był Saul, o którego wciąż się opierał, a który w pewnym momencie zaczął się lekko kołysać, najwyraźniej w rytm jakiejś piosenki, którą tylko on słyszał. Salva otworzył oczy, przymknięte nie wiadomo kiedy i podniósł powoli głowę, skupiając się przez jakiś czas na tym, żeby podnieść się nieco; podczas tej krótkiej jazdy jego ciało osunęło się niżej, więc teraz bardziej leżał na podłodze, niż siedział i musiał się nieco pozbierać. Udało mu się to wkrótce i usiadł po turecku, tym razem przodem do Saula, przecierając oczy piąstkami, niczym małe dziecko. Pewnie tak nie było i pewnie tylko mu się wydawało, ale miał wrażenie, że uciął sobie króciutką drzemkę.
- Sam nie wiem - odpowiedział po chwili, bo gdzieś tam podświadomie zarejestrował, że padło pytanie o to czy chce coś robić. - Chyba trochę odpłynąłem, perdóname - przysunął się do niego, czoło opierając o jego czoło i kładąc mu dłonie na ramionach. - Ale już chyba jest okej, więc... możemy oglądać. Wybrałeś coś? - oderwał się od niego, żeby sięgnąć po piwo, które wcześniej sobie przygotowali; jedno podał chłopakowi, a drugiego sam się napił, znów wtulając się ramieniem w ramię Saula. Zerkał na niego co chwilę, nadal nie do końca wierząc, że dzisiaj się całowali. Na samo wspomnienie tamtych pocałunków, tego w toalecie i tego później, pod klubem robiło mu się gorąco, a na jego oliwkowej skórze pojawiły się rumieńce.

Saul Devlin
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Saul popatrzył przyjacielowi w oczy, gdy ten oparł czoło o jego czoło i położył mu dłonie na ramionach. Nadal się kołysał, teraz wciąż kołysząc również Salvadora, położywszy dłonie na jego biodrach.
- Nie wybrałem. Nie skupiałem się... na niczym. Też odpłynąłem - wymamrotał już nieco wyraźniej, niż przed chwilą, ale nadal było po nim wyraźnie widać, że jest naćpany i nieco w innym świecie. Wziął piwo podane mu przez Meksykanina i napił się, rozglądając się po pokoju. Przez chwilę obserwował kolorowe, migające światełka, tworzące mu się przed oczami. Uśmiechnął się do któregoś z nich i spróbował go dotknąć, wyciągając palec ku górze. Zaraz jednak stracił nimi zainteresowanie i znów popatrzył na przyjaciela.
- Dlaczego się rumienisz, amigo? - zapytał z uśmiechem. Miał ochotę delikatnie uszczypnąć go w policzek, ale się powstrzymał: zawstydził się takich chęci, poza tym gdzieś poza granicą jego świadomości wydało mu się to niewłaściwe, kojarzyło mu się z [czymś złym i strasznym, tylko nie wiedział, z czym konkretnie. Nie ze wszystkich swoich lęków zdawał sobie sprawę. Prawda była taka, że kojarzyło mu się to z przeżyciami z dzieciństwa, o których starał się nie myśleć i na ogół rzeczywiście mu się to udawało - ale dlatego, że obwarował je grubymi murami, to zwykle nie zdawał sobie sprawy z tego, skąd biorą się jego różne ukłucia lęku, zażenowania czy niechęci.

Salvador Menendez
40 y/o
CHRISTMASSY
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

xxxxx
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
ODPOWIEDZ

Wróć do „#4”