-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiShe/hertyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzyszłypostaćautor
Ile wyczekiwał na ten weekend z ziomeczkami. Sam nie wiedział, co ostatnio go bardziej denerwowało. Blondynki zdecydowanie za bardzo namieszały mu w głowie. Potrzebował totalnego resetu, w trakcie którego będzie w stanie oczyścić własną głowę. Zero bab równało się z żadnymi problemami. Całkiem proste równanie, prawda? Tylko mina mu zrzedła, gdy wchodził do auta. Pies. Dodatkowo jakiś ogromny pies i to on jak największy przegryw musiał dzielić z nim siedzenie.
— Ja pierdole, musiałeś wziąć tego psa? — wzdycha wręcz teatralnie, wsiadając wraz z siatką pełną starterów na imprezę. W trakcie weekendu postawił sobie jeden cel, zero trzeźwości. Wypłukanie organizmu z racjonalności było nadto kuszące, zwłaszcza że jechał z przyzwoitką, aka Joelem — Alex, następnym razem ten... — rzuca, spoglądając na psa i zaraz marszczy przy tym nos. Cipek nie wydaje się straszny, wręcz ma w sobie coś interesującego — jak on się tak właściwie nazywa? — w końcu zadaje to pytanie. Słyszał o jakimś potworze, ale to imię w ogóle nie oddawało psa. Nie wyglądał na monstrum, zwłaszcza gdy zaczął lizać go po twarzy. Prince krótko odsunął go od siebie. Zbyt wiele czułości jak na pierwsze spotkanie.
— Joel, ziomku... — zaraz klepie go krótko w ramię — chcesz masz browca i nic nie mów — wciska mu kanadyjską wersję tyskie, a sam zaraz ją otwiera. O suchym pysku nie będzie podróżował, nawet jeśli podróż do domu wakacyjnego Williamsów miała im zająć raptem godzinę — teraz treningu nie masz — i jutro też nie. Żadnego biegania, granie w pokera oraz palenie cygarka. Tyle mu wystarczy, by napisać nowy kawałek.
— Hall długo jeszcze? — patrzy cały czas na psa. Mierzy się z nim na poważne spojrzenia, a po paru sekundach maluje się na jego twarzy grymas — ten... potwór się ślini na mój widok, jakby chciał mnie przeruchać — rzucił do zgromadzonych, widząc jak ślina kapie na siedzenie. Zabranie psa na wyjazd wydało się dla niego idiotycznym pomysłem. Już lepiej było zabrać ze sobą jakąś fajną dupę.
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Prince Williams Joel Delaney
-
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Patrz, zaraz księżniczka będzie marudzić na psa - rzucił, zerkając przez ramie do tyłu, gdzie wpakowywał się Prince. Joel był cwany, bo siedział sobie z daleka od psiej śliny i z tej perspektywy mógł śmiało stwierdzić, że pies absolutnie mu nie przeszkadzał. Świetnie się jednak bawił, widząc, jak Monster próbuje wylizać Williamsowi całą gębę, co jakiś czas przenosząc wzrok z drogi przed nimi na tylną kanapę auta, by skontrolować sytuację.
Obejrzał się również wtedy, gdy Prince poklepał go w ramię i zaraz magicznym trafem w jego dłoni wylądowała puszka piwa. Uśmiechnął się jeszcze kącikiem ust na komentarz o treningu, ale nie zdążył nawet odpowiedzieć, bo gdy tylko spróbował otworzyć browara, to ten zaczął syczeć i tryskać, a Joel próbował uratować sytuację, szybko przytykając usta i spijając nadmiar piany. Na darmo, bo trochę i tak wylądowało na jego spodniach.
- Ja pierdole… Waliłeś konia tym piwem? - zapytał zaraz, dłonią pocierając mokre plany na ubraniu, jakby miało to cokolwiek pomóc. Na darmo. Najwyraźniej zapach kanadyjskiego tyskiego był odgórnie wpisany w ten wyjazd i teraz Joel również nim pachniał.
Zaraz parsknął śmiechem na słowa Prince’a, a potem uśmiechnął się szerzej na odpowiedź Alexa.
- Daj spokój, mogę się założyć, że ten pies całuje lepiej niż połowa tych pijanych lasek, które robisz w klubowych kiblach - dopowiedział i napił się piwa. Nie był to jego ulubiony trunek, ale na szczęście miał skitrane coś lepszego. W torbie, w bagażniku. Z dala od Williamsa, który najpewniej opróżniłby całą butlę jeszcze zanim dojechaliby na miejsce.
- Panowie, nie wiem, czy obejdzie się bez pit-stopu, bo już chce mi się lać - poinformował i zerknął na etykietę puszki. No, górnolotne piwo toto nie było, ale nie zamierzał przecież wybrzydzać.
Prince Williams Alexander Hall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiShe/hertyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzyszłypostaćautor
— Mówisz o sobie? — specjalnie się wychylił, by móc spojrzeć w oczy Alexandra — jaki właściciel, taki pies — jaka suka, taka szczeniaczki, takie porównanie też znał. Albo jaki wychowawca, taka klasa. Jego nauczycielka musiała być srogo zjebana, bo wyliczyłby dni na palcach ręki, gdy na lekcjach nie siedział zjarany. Czasami padało mu to na mózg, ale cóż... przynajmniej uśmiech miał ładny nie? — chyba Sroster — mruknął, mierząc psa. Sraka, biegunka, ślina. Ciekawe, czy ten pies potrafił coś więcej, niż opuszczanie płynów fizjologicznych wprost na siedzenie i na Williamsa? Czuł, że ta podróż będzie prawdziwą walką o przetrwanie.
— Serio? A może obśliniony? — stwierdził, wpatrując się intensywnie w psa. Wyglądał, jak ta emotka na chatcie forumowym. Tylko nie był zielony, a czarny. Poza tym zero różnić — daj mi stąd wyjść, błagam — jojczy, widząc, jak ten pies coraz bardziej przybliża się do niego i zaczyna niuchać. Oficjalnie miał dosyć — wiesz, ile kosztowały te dresy? — warczy do Alexa, ale ten pies już na niego szczeknął. Prince może nie miał problemu do zwierząt, ale ten osobnik miał najwyraźniej problem.
Zaraz jednak parska śmiechem, widząc wystrzał piwa. Aż musiał wziąć spory łyk swojego, a na jego twarzy wymalował się cwany uśmiech.
— Ta, jeszcze się do nich spuściłem, żebyś wiedział, jak smakuje prawdziwy ogar — trzymał się standardowego poczucia humoru, które graniczyło z żenadą. Nie był wymagający, często się głośno śmiał, a najlepiej, kiedy żarty były niezbyt smaczne.
— Wypraszam sobie — i już miał zacząć prawdziwy wykład, ale wtedy pies postawił na jego ramionach łapy — KURWA HALL — pisnął, brzmiąc jak mała dziewczynka. Na to nie był przygotowany, zobaczył... coś różowego, fujka! — ON CHCE MNIE WYRUCHAĆ, STAWAJ — krzyknął, a pies zaczął wykonywać swoje posuwiste ruchy w rytm piosenki Pitbula.
— BŁAGAM PRZYSTANEK — krzyczy, próbując zrzucić z siebie psa, a ten tylko na niego warczy — z tego nie będzie dzieci Sroster! — panika to mało wypowiedziane. Co będzie działo się w domku, gdy przestrzeń będzie większa? Jeszcze pies gej, cudownie — Cipki powinieneś lubić! — i nagle pies jak zaczarowany przekręca głowę. Siada obok, a po paru sekundach merda ogonem. BESTIA POSKROMIONA!
— Ej, czemu on reaguje na cipki? — spytał całkiem poważnie, a pies znów przekręcił głowę, słysząc o cipkach. Cip, cip, Ciiiipek.
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Joel Delaney Prince Williams
-
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Wziął chusteczkę ze schowka, ale właściwie co miał z nią zrobić, skoro wszystko zdążyło już wsiąknąć w jego ubrania? Skrzywił się zaraz z obrzydzeniem, bo to piwo od początku średnio mu smakowało, a po słowach Prince’a jeszcze jakby mniej.
- Prawdziwy ogar - prychnął. - Póki co to taki z ciebie prawdziwy ogar, że pies próbuje cię wyruchać - dodał i zerknął przelotnie na Williamsa w lusterku wstecznym. Było to na swój sposób fascynujące, bo pierwszy raz widział czworonoga, który zapałał do człowieka tak silną miłością od pierwszego spojrzenia. Ale tak. Bawiło go to, bardzo. Mimo wszystko starał się trzymać swoje rozbawienie na wodzy i nie wytrzymał dopiero, gdy z ust Prince’a wydobył się bliżej nieokreślony pisk.
- Chyba suczkę - poprawił Alexa, bo to słowo wydało mu się lepiej pasujące do sytuacji. Zaraz obrócił się przez ramię, by lepiej skontrolować sytuację z tyłu i ocenić własnym okiem, czy ryzyko wyruchania Williamsa przez Monstera jest duże. I właśnie wtedy padło słowo klucz, a pies siadł jak zaczarowany, przez co Joel automatycznie zmarszczył brwi i przeniósł wzrok na kierowcę, szukając u niego jakiejś racjonalnej odpowiedzi. Patrząc na niego podejrzliwie, słuchał zagmatwanego wyjaśnienia i chyba nie nadążał.
- Co ty pierdolisz… - zmrużył lekko oczy, w głowie nadal analizując słowa Alexa. - Czyli Erza go nauczyła, że ma być miły dla cipek, tak? - powtórzył to co zrozumiał, trochę po swojemu. - Ha! To dlatego tak sobie upodobał Prince’a! - zaśmiał się, zaraz zerkając na psa, który nadal grzecznie siedział i śmiesznie przekrzywiał głowę za każdym razem, gdy padało zakazane słowo.
Zaraz Hall zjechał na pobocze i Joela nie obchodziło, czy chce w ten sposób uciąć temat, czy postanowił okazać odrobinę serca, bo czuł coraz większy nacisk na pęcherz i był niemal pewny, że nie dotrwa w ten sposób do końca trasy.
- Wystarczą nawet dwie - odpowiedział i wsadził puszkę do uchwytu na napoje, od razu wyskakując z samochodu. Gdzieś za sobą usłyszał jeszcze uważaj na psa, żeby nie spierdolił, ale nie przywiązał do tego żadnej uwagi, bo już zmierzał w kierunku jakichś krzaków, co by go nie było tak ordynarnie widać z drogi.
Prince Williams Alexander Hall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiShe/hertyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzyszłypostaćautor
— Jak wyrzucisz, to do domku nie wejdziecie — mruknął wielce niezadowolony Williams. Zawsze gadał sporo, a buzia wydawała mu się nie zamykać nawet na krótki moment. Leciał ze swoją paplaniną prawie jak jakaś baba. No i, uwielbiał ploteczki o babach. Tylko czekał, aż usiądą, by o nich pogadać. On miał kilka takich, oby uszy im nie odpadły, bo miał prawdziwe dylematy. Od siostry kumpla zaczynając, po szaloną wariatkę, z którą musiał pracować, a kończąc na uroczej blondynce, która już nie potrafiła się bawić.
— Zamknij mordę, stary — warknął do Alexa, kiedy skomentował jego luksusowe dresy z trzema paseczkami jak na prawilnego typa przystało — tak, tak, po prostu mi zazdrościsz — mruknął dalej, wywracając oczyma. Przynajmniej kundel w końcu się uspokoił. Cip, cip, cipek. Szkoda, że na to nie wpadłby Prince, ale cały, błogi weekend przed nimi!
— A na co on poluje? Na cipki? — a Cipek aż szczeknął, potwierdzając. Prince na niego patrzy wielkimi gałami i nie wierzy. Pies polujący na cipki, tego jeszcze nie grali — no to jednak żadna ze mnie laska, skoro na mnie się ślini — prychnął Williams cały z siebie zadowolony. Historia z byciem największą cipką w towarzystwie w jego głowie w końcu rozwiązana — co cipko? Wyczuwasz samca alfa, prawda? — spytał się Cipka, a on znowu szczeknął. Wtedy już Williams był całkowicie zakochany w psie. Aż zdobył się na pogłaskanie go. W końcu zaczęli się dogadywać. Może piątkę, by ze sobą zbili?
— Joel, uważaj, bo będę musiał Cię wyjaśnić — mruknął Williams. Widocznie nosił nie tylko książęcą koronę, a także koronę prawdziwego błazna całej grupy. Odpowiadało mu to, mógłby ją dzierżyć z prawdziwą dumą!
— Cip, cip, cipka — oczywiście, że będzie nadużywał tej komendy. Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. Będzie jej nadużywał, ile wlezie. Aż Cipek pomyśli, że jest jednak Cipką.
Prince niczym różowa pantera wychodzi z auta. Nie, wcale nie ma zamiaru iść się odlać. Czeka, aż Joel pójdzie w jakieś krzaki i wtedy hyc! Prosto na siedzenie z przodu.
— Szach mat skurwysynu — krzyknął, siadając królewską dupę na siedzeniu — jadę z przodu jak prawdziwy królewicz — i teraz to mógłby sam sobie założyć koronę. Nie, nie wyjdzie za nic. Niech teraz Joel męczy się z łowcą cipek.
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Prince Williams Joel Delaney
-
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Co za kutas… - wymruczał pod nosem, odwrócił się zapinając rozporek i pokręcił ze zrezygnowaniem głową. Niepośpiesznie wrócił do samochodu i spojrzał na Williamsa ze zniesmaczeniem.
- Ale ty jesteś udany… - prychnął, ale nie, nie zamierzał dawać mu jakiejkolwiek satysfakcji i wykłócać się o miejsce z przodu. - Dobra, niech księżniczka siedzi z przodu - wzruszył ramionami, mocniej akcentując trzecie słowo. Nie było mu to absolutnie po myśli, ale zagryzł zęby i stwierdził, że jakoś przecierpi tę resztę drogi. I już chciał podejść bliżej, gdy nagle samochód potoczył się do przodu.
- Ha-ha, boki zrywać - przewrócił oczami. - Nie wkurwiaj mnie, Hall - rzucił jeszcze i wreszcie szarpnął za klamkę tylnych dni, a pies zerwał się na równe nogi i stanął na kanapie na przeciwko Joela widocznie uradowany, że ma kolejną ofiarę do terroryzowania. Delaney patrzył na niego przez chwilę, a jego wzrok skupił się zaraz na pysku Monstera, z którego coś wystawało. Zmarszczył brwi i potrzebował chwili, żeby zatrybić co to takiego.
- Ej, bo on ma coś w mordzie… Prince! On ma twoją samarkę! Ha! - uśmiechnął się szeroko i odruchowo wyciągnął rękę, by zabrać zwierzakowi woreczek, ale ten zrobił krok do tyłu, widocznie niechętny do oddania zdobyczy. Joel pochylił się do przodu, by go dosięgnąć, ale wtedy psisko przeprowadziło szarżę i wyminęło biednego Delaneya, przepychając się przez niego w drzwiach. Działając odruchowo, brunet próbował złapać go za obrożę, ale nim zdążył go dosięgnąć, to nogi rozjechały mu się na śniegu i wyrżnął na dupę. Cóż, jego jordany nie były najwyraźniej najbardziej odpowiednimi butami na taką pogodę.
- Kurwa mać! - zaklął siarczyście, czując jak mózg obija mu się o czaszkę od tego niekontrolowanego wstrząsu. - Spierdolił mi! - krzyknął jeszcze, na wypadek gdyby reszta ferajny jeszcze nie zauważyła, że pies wyskoczył z samochodu. Nim zdążył się podnieść, powiódł wzrokiem za Monsterem, który uradowany już galopował w stronę lasu.
- Ja pierdolę, Alex! Wołaj go! Nie mam ochoty się z nim ganiać po krzakach! - powiedział rozdrażniony, podnosząc się ze śniegu. Tak, to on wypuścił psa, ale przecież nie celowo. No i próbował go powstrzymać. Ba! Z poświęceniem nawet, ale nie wyszło. Upsss.
Prince Williams Alexander Hall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiShe/hertyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzyszłypostaćautor
— Tak, serio — odparł ze standardowym uśmiechem numer siedem. Dla niego była to kwestia honoru. Skoro był odbierany ostatni, a jak wiadomo był księciem, to potrzebował specjalnego princess treatment, a nie siedzenia z jakimś potworem. Joel na boisku wymienia jakieś płyny ustrojowe, JAKĄŚ KREW, z innymi zawodnikami na boisku — serio myślisz, że przeszkadza mi zapach piwska? — spytał poważnym tonem, unosząc do góry jedną ze swoich. Powędrowała wysoko, a on zaśmiał się głośno. Piwo, a ślina? Dodatkowo nie ślina ładnej laski? Wybór wydawał się być wręcz banalnie prosty — stary, to plus 10 do bycia zajebistym — w ogóle przestało mu to przeszkadzać. Piwsko, melanż, a potem jeszcze hasz. Wyjazd idealny. Rozładował się wygodnie, jak na królewicza przystało. Nabrał głębokiego oddechu i przez moment zastanawiał się... co teraz? Ale zaraz poczuł psa, to aż się cały wzdrygnął.
— Czy on mógłby przestać mnie w końcu molestować?! — warknął, a zaraz z miną godną srającego kota na puszczy, nie potrafiącego znaleźć kuwety, wpatrywał się w ten psi romans dziejący się przed jego oczyma. Jeny, może powinien coś zacząć brać. Nie wierzył w to, co się działo przed jego oczyma — rety, ale z Ciebie pantofel, tylko że zamiast laski masz psa — wycedził Williams, kręcąc przy tym głową. Tego się nie spodziewał. Szczerze myślał, że z ich trio nie zostanie usadzony przez laską, a patrząc na Alexa, zdawał sobie sprawę, jaka była z niego cipa.
Parsknął głośno. Uwielbiał drobne złośliwości, a odjeżdżanie przed kimś zdecydowanie do nich należało. Typowy, męski humor co będzie ukrywał, że go to nie bawiło, a bawiło niesamowicie.
— KURWA, jak ten obślinus ma moją samarkę?! — zaraz szybko się obrócił w stronę tyłu i kurwa, faktycznie skubany ją miał. Źrenicę mu się rozszerzyły, a serce zaczęło bić szybciej. Jak miał jechać na wyjazd bez przygotowania? — Delaney, wybieram Cię, atakuj!! — tak, potraktował kumpla, jakby został jego pokemonem. Brakowało jedynie rzucenia w niego pokeball'em. Zaraz jednak się wydarł z bezsilności, kiedy
— Dawaj Hall, pokaż swoje przywołanie — zaczął Prince, wychodząc z auta. Aż chciał się spytać Joel'a, dlaczego się wypierdolił, ale zanim zdążył do niego dojść, sam się wywrócił — szkoda, że nie mamy żadnej cipki, do której mógłby przybiec — parsknął Williams, ale zaraz spoważniał — dalej Hall, bo jeszcze zeżre mi moje wsparcie — i nic więcej go nie obchodziło. Prince i jego narkotyki, w ogóle nie liczył się możliwy zgon psa. PRIORYTETY, moi drodzy.