18 y/o
For good luck!
166 cm
uczennica/łuczniczka w Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To była naprawdę dobra impreza. Udana osiemnastka z dobrymi znajomymi, z którymi zawsze świetnie się bawiła, niezależnie od okoliczności oraz miejsca. Jej jedna z niewielu okazji na to, aby się wyluzować oraz poddać młodzieńczym zapędom na zabawę. Aby być faktycznie zwyczajną nastolatką, a nie marionetką do zbierania medali i spełniania chorych ambicji jej matki.
W klubie działo się wiele. Trzymali się w ekipie, ale każdy żył też własnym życiem. Flirtami z przypadkowymi osobami, drinkami, tańcami na parkiecie ze sobą czy innymi ludźmi, oczywiście drąc się do kolejnych, znanych piosenek, które puszczał DJ. Szybko więc się ludzie porobili, a w pewnym momencie rozpierzchli się na wszystkie strony. Jedni do domów, inni do czyjegoś domu, a kolejni na inne kluby. Ona jednak odmówiła ostatniej propozycji, twierdząc, że idzie już na chatę.
Zostało jej tylko tyle rozsądku w głowie, aby w drodze zadzwonić do swojego trenera. W końcu obiecał jej, że ją podwiezie, a jej ostatki podświadomości najwyraźniej jeszcze o tym pamiętały.
Gorzej, że ona przestała. Po tym, jak wysłała mu wiadomość, po jakiejś sekundzie, może dwóch oczekiwania, skręciła nie tam gdzie powinna i nawet nie zauważyła, jak znalazła się w ciemnym parku, który był oświetlany jedynie pojedynczymi, zbyt daleko od siebie oddalonymi latarniami. Nie spodziewała się jednak znaleźć tu… no nikogo. Była późna godzina i każdy normalny człowiek, który nie świętował swojej osiemnastki, powinien spać, a nie szwędać się po parkach.
Nie wiedziała gdzie idzie. W pewnym momencie po prostu spasowała i postanowiła poczekać.
Znalazła mały plac zabaw, a na nim jedną, starą, łańcuchową huśtawkę, która chyba pamiętała czasy boomerów. Usiadła na niej i odchyliła głowę do tyłu, odpychając się nogami tam i z powrotem. Nie wiedziała na co czeka, bo nie miała nawet pewności, że Soren jakkolwiek odczytał jej wiadomość. Było ogromne prawdopodobieństwo, że po prostu spał.
Nawet by go za to nie winiła.
Zostało jej więc poczekać, aż chociaż trochę otrzeźwieje i wtedy wróci do domu, jak jej umysł zacznie pracować odpowiednio dobrze.
W pewnym momencie pojawił się jednak… ktoś. Ktoś, kto zwrócił jej uwagę, zagadując nastolatkę jak koleżankę. Sęk w tym, że nie był w jej wieku, a starszy. Sporo starszy. Nawet starszy od jej ulubionego trenera. Był sam, ale wydawał się być bardzo sympatyczny. Zadawał pytania o to co tu robi, czy się zgubiła, czy jest sama, czy ma ją odprowadzić do domu, bo chyba nie jest w zbyt dobrym stanie.
Widać się zainteresował biedną, zgubioną dziewczyną. Wzorcowy obywatel.
Raven?
Dobrze znany jej głos odwrócił jej uwagę. Przebił się przez alkohol płynący w jej żyłach i sprawił, że odwróciła wzrok od nowo poznanego mężczyzny. Podniosła nawet rękę, aby zwrócić na siebie uwagę trenera.
Szoren! A so ty tu robisz? — spytała, bo chyba już zapomniała, że wysłała do niego wiadomość z prośbą o przyjechanie. O ile można to było tak nazwać. Równie dobrze mogła przypadkiem napisać sms-a. — Ten śmieszny pan chse mie odprofasiś, nie musiałeś pszyjeszczać — powiedziała, wracając spojrzeniem na mężczyznę, któremu humor już odleciał na widok nowej osoby. W dodatku takiej, którą Raven znała.
I chyba nie był z tego powodu zbyt zadowolony.

Soren Morningstar
28 y/o
For good luck!
186 cm
all you gotta do is trust us
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Gdy się odezwała, namierzenie jej wśród tej zdradliwej ciemności, nie było już takie problematyczne. Skierował się najpierw za jej głosem, by już po kilku krótkich chwilach dostrzec jej sylwetkę. I kogoś jeszcze. Zmrużył automatycznie oczy w badawczym spojrzeniu, próbując zidentyfikować jej kolegę, a raczej – mężczyznę, którego szybko skategoryzował jako zagrożenie dla niej. Nie rozpoznał w nim nikogo z imprezy, był zdecydowanie starszy i, choć to akurat odczucie subiektywne, jakoś źle mu z oczu patrzyło.
Późniejsze słowa Raven, w pijackim – choć dość zrozumiałym dla niego – dialekcie, tylko potwierdziły zasadność jego odczucia.
  — Musiałem, umówiliśmy się przecież — odpowiedział, tylko na moment zerkając na nią – przez większość czasu obserwując czujnie obcego. Przesunął się strategicznie bliżej dziewczyny tak, by stanąć pomiędzy nią, a nieznajomym; tym samym odgradzając ją od niego. — Chodź, wracamy do domu — powiedział do dziewczyny, pozostając cały czas w kontakcie wzrokowym z mężczyzną.
  Tego, co stało się zaraz, nie miał na swojej karcie tegorocznego bingo. Ani zeszłorocznego, ani nigdy wcześniej. Mężczyzna, okuty w ciężki, zimowy płaszcz – nic dziwnego względem pory roku i dnia, złapał za jego poły i jednym ruchem rozchylił je na boki. Widok, jaki zaprezentował Sorenowi był z kategorii tych, które wolałby szybko zapomnieć, a które jego umysł przechowa zdecydowanie staranniej niż jakikolwiek wzór matematyczny czy historyczną datę.
  Penis, kurwa, we wzwodzie.
  W kodzie Morningstara w pierwszej chwili wyskoczył tak potężny błąd systemu, że nawet nie odwrócił wzroku. Nie zrobił tego przez pierwszą sekundę, bo dopiero po niej umysł wykonał twardy reset, a wyraźne obrzydzenie zajęło twarz Koreańczyka. Odwrócił wzrok, dla pewności osłaniając się dłonią.
  — Ja pierdolę — zaklął z odrazą. Ostatnie, co chciał zobaczyć, to męskie prącie stojące na baczność wśród śnieżnej, zimowej zadymy. Drugą ręką odruchowo sięgnął do Raven, aby i jej zasłonić ów widok.
  Sytuacja była tyle samo szokująca, co odrażająco, że nawet nie potrafił znaleźć jakiegokolwiek odruchu i sposobu reakcji na to. Wiedział, że na pewno nie będzie stał i klaskał, ale nie wiedział, czy ma złapać dziewczynę z huśtawki i z nią uciec czy może krzyknąć, a może zdzielić facetowi w twarz. Jeśli to pierwsze – to co, jeśli zacznie ich gonić po tym parku z fujarą powiewającą na wietrze? Jeśli go zdzieli, to co jeśli wdadzą się w autentyczną bójkę, podczas której będzie musiał unikać nie tylko ciosów pięściami czy kopnięć, ale też smagnięć tym berłem szatana? A jeśli krzyknie, to co? I czy to przypadkiem nie byłaby reakcja której mężczyzna oczekiwał?
  Co, jeśli to wszystko tylko bardziej go podnieci?
  — Chłopie, weź spierdalaj. Jesteś obrzydliwy, dzwonię po policję. — Wydawało się to być najbardziej logiczne. Tutejsze służby, podobnie jak w Korei, a w odróżnieniu do polskich, reagowały na wezwana w ciągu maksymalnie pięciu minut. Ale czy on chciał tutaj sterczeć z facetem i jego nagim przyjacielem przez kolejne pięć minut?
  — Raven nie gap się tam — upomniał ją, czując ruch z jej strony i chwytając ją spojrzeniem kąta oka. Wolał jej tego oszczędzić. Jeszcze gdyby było cokolwiek podziwiać, to może i sam by powiedział ‘patrz jakie bydle’, ale z tego co zobaczył – i niestety: nie mógł zapomnieć – godnego podziwu nie było tam absolutnie nic. — Weź moje kluczyki z tylnej kieszeni i idź do auta. Stoję tam. — Machnął ręką, pokazując jej kierunek, z którego przyszedł.

Raven Heist
ODPOWIEDZ

Wróć do „#15”