ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Nelly Rowley

Dawno głowa go tak bolała. Nawet nie wiedział, kiedy poniósł go melanż. Obudzenie się u losowej dziewczyny nie należało do jego codzienności. Zwłaszcza gdy ledwo funkcjonował. Nic nie powiedział, po prostu wyszedł i szczerze? W tej dzielnicy Toronto nie pamiętał, by znalazł się kiedykolwiek. Wszystko wydawało się obce, a telefon miał rozładowany. Niby kojarzył nazwy ulic, ale dla niego nie miało to jakiegokolwiek sensu. Wolałby się znaleźć w kompletnie innym miejscu, a przynajmniej by móc coś zjeść. Stanął przed herbaciarnią. Kurna, Prince Williams i herbaciarnia? Powinien puknąć się w głowę, ruszyć naprzód, nie patrząc za siebie, a zamiast tego stał przed witryną sklepową. Gorszego upadku wizerunku po bójce z dziedziczką branży fotowalicznej (sic!) już nie mogło być.
Wszedł powolnym krokiem, lustrując pomieszczenie. Zbyt jaskrawe jak dla niego. Mruknął cicho pod nosem, zakładając okulary przeciwsłoneczne. Był środek zimy, słonce było ukryte za chmurami, a światłowstręt dawał mu tak w kość, że miał dosyć.
Coś na kaca, byle szybko. Bez żadnego gadania, bo głowa mnie boli, tak, jestem sławny. — żadnego dzień dobry, miłego dnia. Nie był typem, które znał te dobrze te określenia. Może i je znał, ale zwyczajnie nie używał. Twierdził, że to zbyteczna grzeczność. Spojrzał jeszcze na menu. Co miał zjeść? Gofra? Prędzej przeżyłby spory dramat, niż by się zdecydował zjeść coś takiego — jak zrobisz to dobrze, to dostaniesz spory napiwek — i dopiero wtedy podniósł wzrok na obsługującą go kobietę. Znał ją. Jak się nazywał ten ziomek od zajebistego towaru? Mark? Dean? Nie, Marcus. Nudne imię. Nie miał z nim kontaktu, odkąd popadł w gorsze towarzystwo. Wytwórnia narzucała Prince'owi górnolotne wymagania, jeśli chodziło o towarzystwo. Coś tam wspominali na temat przestępców, a on to zignorował. Skoro chcieli ucięcia kontaktu, to zrobił to. Znalazł później innego dealera, który nie miał ładnej siostry, bo Nelly... miała.
Nelly? — pamiętał jej imię, a to już całkiem spory sukces jak na jego standardy. Jednym krótkim ruchem zdejmuje okulary, by móc się jej przyjrzeć dokładniej. Nic się nie zmieniła, dalej była tak samo czarująca — a ty co tutaj robisz?pracuje idioto, pomyślał we własnej głowie. Spotkanie jej tutaj sprawiło, że jego mózg zaczął działać. Spoglądał na nią z otwartą buzią. Wow, Prince Williams pierwszy raz nie wiedział, co powiedzieć.
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Praca z ludźmi, w gastronomii na dodatek, bywała bezlitosna. Na początku Nelly przejmowała się nieprzychylnymi komentarzami, starając się dogodzić każdemu, nawet najbardziej wymagającemu klientowi, ale szybko się przekonała, że jest to niemożliwe, a bajeczka o orderze pracownika miesiąca to tylko mit i jej szef ma ją po prostu w dupie.
Czyściła właśnie ekspres do kawy, nucąc pod nosem Rihannę, gdy usłyszała jak drzwi do herbaciarni się otwierają. Westchnęła pod nosem, ale nawet jeszcze nie zdążyła się odwrócić, gdy do jej uszu dobiegł mało przychylny ton głosu jakiegoś faceta. Przewróciła oczami.
- Na drzwiach jest karteczka, że chamów i pajaców nie obsługujemy, więc proponowałabym zacząć jeszcze raz. Najlepiej od dzień dobry - rzuciła oschle, wcale się nie spiesząc, lecz nadal wymiatając pędzelkiem resztki kawy z zakamarków ekspresu. Oczywiście, żadnej karteczki nie było. Jej szefa w herbaciarni również, więc Nelly absolutnie nie musiała gryźć się w język. A nie zamierzała puszczać takiego chamstwa koło uszu, bo miała dość cwaniaków, którzy myśleli, że mogą pozwolić sobie na więcej i nikt nie zareaguje.
Odłożyła pędzelek na blat i odwróciła się, by zmierzyć delikwenta nieprzychylnym spojrzeniem, ale nie spodziewała się, że zobaczy znajomą mordkę.
- Prince? - nabrała do płuc trochę powietrza, zaraz wypuszczając je spomiędzy warg wraz z imieniem. Nie kryła swojego zaskoczenia, bo nie widzieli się tak długo, że była niemalże pewna, że ich drogi rozeszły się na dobre. Może nawet trochę na to liczyła? Chciała się przecież odciąć od Marcusa, jego szemranych biznesów i głupkowatych kolegów. Czy Prince się do nich zaliczał? Pewnie trochę tak, choć Nelly absolutnie nie narzekała, siedząc z nim nad rzeką w Port Hope i popijając jakieś tanie wino. Wtedy czas leciał… inaczej. - Próbuje wychowywać klientów z niewyparzoną buzią - popatrzyła na Williamsa z rozbawieniem, bo czego innego mógł się po niej spodziewać, widząc ją za ladą w fartuszku z logiem herbaciarni?
- Powiedziałabym, że dobrze wyglądasz… - zaczęła, przesuwając wzrokiem po sylwetce mężczyzny - ale właściwie, to wyglądasz tragicznie. Chyba była niezła impreza, huh? - dodała, nawiązując do tego, że gołym okiem dało się zauważyć, że pożera go kac morderca. Bo z wyglądu fizycznego wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętała. Nadal miał w sobie coś czarującego.

Prince Williams
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
27 y/o
For good luck!
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Nelly Rowley

Strzelił tylko oczyma. Czemu wszystkie kobiety w jego otoczeniu próbowały go wychowywać? Nie przeklinaj, nie zabieraj mi płyty, przestań się szczerzyć jak debil. Teraz kolejna. Chamów nie obsługują? Jakby zabłyszczał jej złociszami, z pewnością zmieniłaby zdanie. Zdążył się już nauczyć, że pieniądze otwierają sporą liczbę drzwi.
Może zacząłby szczekać, ale słysząc znajomą sylwetkę, cały się wyprostował. Zlustrował ją od dołu do góry wzrokiem, zatrzymując się chwilę dłużej na jej tęczówkach. Lubił ją. To wspólne siedzenie nad rzeką z tanim winem też. Tylko Rowley miała jedno ograniczenie, przed którym zawsze się zatrzymywał. Była siostrą Marcusa. Tyle że on się już z nim nie trzymał, więc... nie musiał się powstrzymywać?
Chcesz mnie wychować Nelly? — parsknął śmiechem. Każdy kto go znał, wiedział o jednym. Dla niech było już za późno. Mogła go poprawiać, prostować, a on i tak by machnął na to ręką. Dobry melanż i od razu dobre myśli wychodziły z jego głowy. Choć też nie zawsze, względnie na alkoholu potrafił się zachowywać. Podrapał się nerwowo po karku — już raz Ci się nie udało, kaczuszko — rzucił cwaniacko. Kaczuszka tak ją nazywał. Przy ich pierwszym wspólnym wyjściu obok chodziły kaczki. Nawet miały jakiś urok i tak powiązał je z Rowley. Słodka kaczuszka, ale niedostępna. Tak jak kaczki uciekali przed nim, tak on trzymał się jednego, by nie przekroczyć braterskiej zasady.
Żeby było cudo, czasem musi być tragedia — zaśmiał się sam z siebie. Zdawał sobie sprawę, że nie wyglądał wyjściowo w czarnej bluzie oraz jeansach. Tylko było mu wszystko jedno. Telefon padł, a on przed wędrówką do domu musiał coś zjeść — taaa, gdzie jesteśmy? — zagadnął, próbując to z niej uzyskać. Nie przyznałby się, że w nocy wciągał koks, by wytrzeźwieć po polskiej wódce, a jedyne co pamiętał to głośne krzyki imprezki — ehh, jeszcze raz — westchnął ciężko. O ile do obcych kobiet był bucem, tak do tych posiadających u niego ziarno sympatii potrafił być czarujący.
Dzień dobry kaczuszko — zrzucił ze swojej głowy kaptur, cały się wyprostował, a na twarzy wymalował mu się firmowy uśmiech numer siedem — przygotujesz mi coś na kaca? — zdecydowanie ton lekko z niego zszedł, a zamiast niego pojawiła się ugoda. Co by nie powiedzieć, to dalej siostra jego ex-kumpla — proszę magiczna czarodziejko — aż wywalił dolną wargę do przodu, a jego oczy błyszczały jak u szczeniaczka. Ufał jej, zjadłby od niej wszystko, nawet tęczowe bubble tea, o ile uznałaby je za dobre.
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Była absolutnie świadoma tego, że Prince’a nie dało się wychować. Był tym rzadkim, beznadziejnym przypadkiem, którego po prostu nie dało się już zmienić i koniec kropka… Ale czy właściwie Nelly chciałaby go w ogóle zmieniać? Lubiła go takiego, jaki był, z tą niewyparzoną gębą i przerośniętym ego. Pewnie dlatego, że dla niej nigdy nie był chamem.
I wtedy padło to słowo, którego nie słyszała, odkąd ostatni raz się widzieli. Kaczuszka. Uśmiechnęła się niemalże automatycznie i podeszła bliżej, opierając się dłońmi o ladę.
- Już całkiem zapomniałam, że tak na mnie mówiłeś - przekrzywiła głowę, przyglądając się Williamsowi. - Skąd to się w ogóle wzięło? To chyba przez te kaczki nad rzeką? - zapytała, marszcząc brwi. Nie była do końca pewna. Pamiętała jedynie, że na początku myślała, że Prince się z niej nabija, gdy używał tego zdrobnienia, ale potem przywykła i nawet je polubiła. Było wyjątkowe, bo nikt więcej nigdy tak do niej nie powiedział.
Zaraz jednak zmarszczyła brwi i przez chwilę patrzyła na Prince’a badawczo, nie będąc pewna, czy robi sobie jaja, czy serio nie wie, gdzie jest.
- Aż tak? - uniosła brew, zaraz kręcąc z rozbawieniem głową. - Dzisiaj respawn nastąpił w Malvern, odblokowałeś kolejny fragment mapy, moje gratulacje - zażartowała. Podziwiała, że potrafił tak funkcjonować i budzić się potem w randomowych miejscach, bez pojęcia o świecie dookoła niego. Westchnęła.
- Masz chociaż telefon i portfel? - ...prawą nerkę? Zapytała, bo to wcale nie było oczywiste, skoro nie znał nawet swojej lokalizacji. A jeśli nie miał, to pewnie i tak już się nie znajdą, więc popij wodą.
W najgorszym przypadku postawi mu już to lekarstwo na kaca, o które prosił, trudno. Ostatnio miała w tym niezłą wprawę. W obdarowywaniu ludzi bez pieniędzy napojami. Bo tak, gdy tylko usłyszała dzień dobry kaczuszko, to już jej trochę serduszko zmiękło i puściła w niepamięć jego pierwsze słowa po wejściu do lokalu.
- Niestety, nie serwujemy piwa - skrzywiła się lekko, bo pewnie dobry klin raz dwa postawiłby go na nogi. - Ale mam zajebisty, świeżo wyciskany sok z pomarańczy. Nawodnisz się, uzupełnisz elektrolity i będziesz jak nowy, zaufaj mi - powiedziała i nie czekając na odpowiedź, poszła do lodówki, gdzie stały przygotowane wcześniej soki. Wrzuciła mu tam jeszcze kilka kostek lodu i postawiła kubek na ladę przed mężczyzną.
- Zaproponowałabym ci jeszcze coś do jedzenia, ale mam tylko rzeczy słodsze nawet ode mnie, więc obawiam się, że możesz tego nie przeżyć - zmarszczyła nos.

Prince Williams
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
27 y/o
For good luck!
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Nelly Rowley

Kaczuszka. Nigdy nie próbował jej wyjaśniać tego określenia. W końcu jak wytłumaczyć siostrze kumpla, że jest słodka, ale niedostępna? W tym przećpanym mózgu styki na tyle jeszcze się łączyły, by nie wsypać własnych myśli. Chociaż czasami przynosił dla nich jakieś ziarno i dokarmiać kaczki. Dziwny zestaw startowy miał przy Nelly. Tanie wino, zioło oraz ziarno dla kaczek. Ktoś mógłby uznać go za niezrównoważonego psychicznie, a on po prostu lubił oglądać jej uśmiech.
To słabą masz pamięć — rzucił pod nosem, pochylając się w jej stronę, by włożyć jej niesforny kosmyk włosów za ucho. Uniósł jeden z kącików ust i wzruszył ramionami — nie pamiętam. Chociaż to chyba nie powinno Cię dziwić, co? — parsknął krótko pod nosem, unosząc jeden z kącików ust ku górze. Wiedział i pamiętał. Tylko jego honor nie pozwoliłby się na przyznanie do tego. Lubił tamte wieczory nad rzeką, gdy słońce zachodziło, a jego ostatnie promienie obijały się w oczach Rowley. Tańczyły wręcz w jej oczach, choć bywały momenty, w których chciał chwycić ją za podbródek i posmakować ust, to nigdy się na to nie zdobył. Jego chęci znikały wraz z zachodzącym słońcem.
Aż tak — powtórzył za nią, a w myślach rozrysowywał sobie właśnie mapę całego Toronto. Cudownie, miał zajebiście daleko do domu. Westchnął ciężko, a dłonią przetarł własne czoło. Szykował się na wyprawę godną Froda Bagginsa do Góry Przeznaczenia.
Tak — odparł, wyjmując swojego iPhone'a i brązowy portfel — ale telefon rozładowany. Szkoda, bo pokazałbym Ci, jak możesz się bawić w Toronto — albo zapisałbym twój numer, dodał już w myślach. Ciekawiło go, jakie miała wobec niego nastawienie. Mogli się ze sobą nie zgadzać, mogli się kłócić, a finalnie kończyli na brzegu rzeki, śmiejąc się z głupot. Często pluł sobie w brodę, że była siostrą Marcusa. Chociaż rzadziej odkąd przestał ją widywać.
Oh nie, połamałaś mi właśnie serce — parsknął krótko pod nosem, unosząc ku górze oba kąciki ust. Skubana go znała. Jednym z lepszych sposobów na brak kaca było powiedzenie: czym się strułeś, tym się lecz. Normalnie już by pewnie otwierał puszkę piwa, w końcu ilość procentów w krwi musiała się zgadzać.
Dziękuję, kaczuszko — rzucił, spoglądając, jak nalewa mu soku. Sam wyjął z portfela banknot i położył jej go na ladzie. Drugi wylądował w słoiku na napiwki. Uniósł kąciki ust raz jeszcze, po czym zaczął pić. Faktycznie, zajebisty. Mógłby pić taki codziennie — nieee, chyba mi wystarczy — zaraz wypił na raz resztę szklanki. Tyle że on wcale nie był jak nowy. Znaczy okej, w brzuchu zrobiło mu się jakoś lepiej, ale cały czas coś się nie zgrywało.
To co sprowadziło Nelly Rowley do Toronto i czy... — westchnął cicho — nie chciałaby panienka wyjść ze mną na szluga? Lepiej myśli mi się na dworze — po prostu nie chciał od tak wychodzić stąd bez rozmowy z nią. Musiał obmyślić strategię wyciągnięcia od niej numeru telefonu. Nie chciał, by to spotkanie było jedynym.
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Och wcale nie miała słabej pamięci! Tylko krótką, ale nawet nie zdążyła zaprotestować, bo Prince pochylił się w jej stronę i założył kosmyk ciemnych włosów za ucho, przy okazji smyrając palcami po delikatnej skórze twarzy. I całe szczęście, że miała na buźce makijaż, to może nie było widać, że jej policzki uroczo się zarumieniły.
I absolutnie nie dziwiło ją to, że nie pamiętał. Pewnie nie pamiętał nawet, jak znalazł się w Malvern, a mowa o jakichś kaczkach sprzed wieków. A przynajmniej Nelly wierzyła w to kłamstewko, które jej zaserwował i nie ciągnęła tematu.
Przez chwilę obserwowała skwaszoną minę Williamsa i to, jak wyciąga z kieszeni swój dobytek. To była dopiero umiejętność godna pochwały - imprezować tak, by niczego nie zgubić, oprócz świadomości ofc.
- Tak? - uniosła brew. - A jak mogę bawić się w Toronto? - dopytała, przechylając głowę na bok i wpatrując się w mężczyznę swoimi dużymi, błyszczącymi oczami. Czy sugerował, że jako dziewczyna z małego miasteczka, nie wiedziała co to dobra zabawa? Och, z pewnością w Toronto możliwości było więcej, ale upić się do nieprzytomności mogła również w Port Hope.
Zaśmiała się w reakcji na to, jak serce Prince’a zostało złamane na wieść o braku piwa, bo cóż innego mogła poradzić. Właściwie, może powinna zapytać go, co do licha robił w herbaciarni, bo pierwszy lepszy pub, albo monopolowy, dałby mu więcej możliwości ukojenia jego katuszy.
Ale cóż, mieli to co mieli i nie mogli wybrzydzać, więc Nelly zaraz zaserwowała mu pyszny sok i poczekała, aż wypije go do dna. W międzyczasie nabiła i położyła na ladzie paragon, wydając mu również resztę.
- Napiwek? Zasłużyłam mimo złamania zasady bez żadnego gadania? - zapytała zaczepnie, ale nie protestowała, gdy wrzucał banknot do słoika. Każdy dodatkowy hajsik był na wagę złota.
- Chciałaby - odpowiedziała bez większego zastanawiania, bo w herbaciarni nie było ludzi, a jej szef śmigał teraz gdzieś na nartach i był daleko stąd. Całkiem pominęła pierwszą część pytania, stwierdzając, że opowie, gdy będą już na zewnątrz i wzięła do ręki jakąś białą tabliczkę. Wtedy wyszła zza lady i mijając Prince’a, zatrzymała się w pół kroku, zerkając na niego z ukosa. Co prawda jej wzrok mimowolnie w pierwszym odruchu zatrzymał się na jego ustach, ale szybko odszukała zmęczone oczy. Zapach jego perfum mieszał się z zapachem wódki i dymu.
- Ale musisz mnie poczęstować, bo palę tylko cudzesy - zaznaczyła i uśmiechnęła się kącikiem ust, po czym poszła dalej, by zasunąć drzwi i wywiesić karteczkę zaraz wracam. Była książkowym social smokerem. Paliła tylko dla towarzystwa i nigdy w życiu nie kupiła swojej paczki papierosów.
- Pójdziemy za herbaciarnie, bo czasami kręci się tutaj ten kretyn, Jack - wyjaśniła, przewracając oczami - To mój współpracownik - sprecyzowała, żeby nie pomyślał sobie, że mówi o jakimś toksycznym ex-ie. Następnie przeszła znowu za ladę, zerkając krótko przez ramię, czy Williams za nią idzie. Idąc przez zaplecze, chwyciła jeszcze wiszącą na wieszaku kurtkę i wreszcie wyszła przez tylne drzwi na zapyziałą, wąską uliczkę, na której nie było nic oprócz kontenerów ze śmieciami, w których mieszkały gigantyczne szczury i bezdomni.
- A do Toronto sprowadziła mnie… - zaczęła, przymierzając się, by jak za starych dobrych czasów usiąść sobie na schodkach. Przy okazji starała się ważyć słowa, nie chcąc mówić wprost, że potrzebowała odciąć się od brata i jego szemranych biznesów. - ...potrzeba zmiany - powiedziała, sadzając tyłek na zimnym stopniu. Dobrze, że miała długą kurtkę, bo wilk murowany!
- Ale świat jest jednak mały, co? Skoro spotkałam cię w miejscu, do którego nigdy nie podejrzewałabym, że przyjdziesz - przypadek? Nie sądzę.

Prince Williams
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
27 y/o
For good luck!
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Nelly Rowley

Tak — odparł niemalże od razu, zabawnie przy tym poruszając brwiami. Zdecydowanie tak, mógłby pokazać jej najlepsze miejsca na zabawę, pokazać każdy możliwy kąt, byle zobaczyć uśmiech na jej twarzy. Lubił go, miał w sobie coś czarującego — przede wszystkim zacznijmy od tego, że beze mnie zabawa nie istnieje. Wiesz o tym, prawda Kaczuszko? — zaśmiał się lekko pod nosem, czekając na jej reakcję. Lubił tamte wieczory przy tanim winie, kiedy patrzyli na zachody słońca nad rzeką. Odnajdywał w nich prawdziwą magię, a po latach... dalej do nich wracał. Pewnie nawet się nie zorientowała, że jedna z jego piosenek była o niej. Miał wiele o laskach tańczących w klubie, ale nigdy do nikogo szczerze niczego nie poczuł. Za to do tamtej dziewczyny z tanim winem i szczerym, wręcz zniewalającym uśmiech już tak.
Wrzuć sobie tę resztę — odparł, nie patrząc nawet na monety, czy banknot — Musisz się mnie czepiać? — parsknął krótko, kiwając głową — zabrać dolary ze słoiczka? — spytał przekornie, ale nie byłby w stanie tego zrobić. Naprawdę lubił Nelly i nie chciał jej uprzykrzać życia. Wystarczyła do tego ta herbaciarnia. Jak ona tu wyglądała? Była kobietą, mogącą złapać gwiazdkę z nieba, a utknęła w tym nędznym miejscu. Przynajmniej jakiś lepszy posiłek sobie kupi. Za hajs Księciunia baluj, Nelly!
Cudownie, to chodź — zagadnął od razu i choć chciał wyjść z przodu, to tylko skinął głową. Jak Królowa chce, to tak będzie. Chociaż słysząc o jakimś Jacku, to aż rękawy chciał podciągać. Bycie siostrą ex-kumpla dalej go zobowiązywało, do zbicia czyjejś mordy. Zwłaszcza jeśli typ zbyt mocno się naprzykrzał. Tylko wraz z jej kolejnymi słowami westchnął cicho i kiwnął głową. Rzucił jakimś okej, nie chciał robić jej żadnych problemów.
Kiwnął głową na te cudzesy. Jemu to odpowiadało, choć ta bliskość między nimi już mniej. Była odrobinę za daleko, a zmieszana woń tytoniu z alkoholem uniemożliwiała poznania jej delikatnych perfum. Ruszył za nią, niczym jakiś minionek wysłany na potajemną misję. Uśmiechnął się, kiedy zaczęła swoją historię i przysiadł się dość blisko niej na krawężniku.
I co chciałaś zmienić? — zagadnął z ciekawości. Aż żal było nie spytać — i co u Marcusa? Masę czasu go nie widziałem, wytwórnia mi zakazała z nim kontaktu — aż westchnął ciężko, bo z niego był taki dobry kumpel. Zawsze był w stanie poratować go dobrym towarem, a teraz co mu zostało? Siedzenie na schodku z jego siostrą, choć to było zdecydowanie lepsze — oni w ogóle nie potrafią się bawić. Słyszę ciągłe blablabla Prince to, Prince tamto — a go męczyło ciągłe to gadanie. Niby był dorosły, a ludzie cały czas dawali mu nowe nakazy i zakazy. Za to Williams chciał tak po prostu żyć pełną piersią.
Ja też — mruknął lekko rozbawiony, ale zaraz przechylił głowę, by spojrzeć wprost do jej oczu — ale to chyba przeznaczenie nas połączyło, co? — parsknął krótko pod nosem. Prince nie był romantykiem, ale też nie wierzył w przypadki. Uwielbiał tez różne teorie spiskowe i szybko się w nie wciągał. Ktoś, lub coś musiało maczać palce do ich spotkania.
Proszę, kaczuszko — rzucił, wyciągając paczkę papierosów i wysuwając dwa z nich. Chwilę pogrzebał z kieszeni, wyciągnął zapalniczkę — czekaj, widzisz? Prawą ręką jak przyjacielowi, a nie lewą jak kurwie — parsknął krótko, bo to był prawdziwy znak szacunku w jego oczach. Chociaż nazwanie jej przyjaciółką raczej ciężko przychodziło mu przez usta. Zawsze była zakazanym owocem i pewnie już tak pozostanie. Sam po krótkiej chwili odpalił sobie papierosa, a z jego ust wydobył się gęsty, tytoniowy dym. Chwilę się nie odzywał, jakby myślał nad czymś bardzo ważnym. W końcu wpadł na to, już wiedział.
Nelly... — zaczął dość niewinnie, wpatrując się w jej piękne, ciemne oczy — a dałabyś się wyciągnąć na drinka? — zagadnął dość szczerze. Teraz bardziej przypominał menela i z zapachu, i z ubioru. Nie miał w sobie nic czarującego, a skoro ich drogi się zetknęły znowu, to nie chciał by się rozeszły.
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Oczywiście, że była świadoma tego, że nikt inny nie był w stanie lepiej pokazać jej, jak imprezuje Toronto, niż Prince. Zaśmiała się, gdy zabawnie poruszał brwiami, zaraz przybierają na usta uroczy uśmiech.
- Wiem - przytaknęła. - Pamiętam nasze imprezy w Port Hope i przyznaje, że z tobą bawiłam się najlepiej - wyznała, wpatrując się w oczy Prince’a. Marcus miał wielu kolegów, ale w większości działali Nelly po prostu na nerwy. Byli głupi. Przećpani. Traktowali ją jak maskotkę i choć dzielnie się broniła przed ich głupimi komentarzami, to była też nimi zwyczajnie zmęczona. Celebrowała momenty, kiedy udało jej się wyjść gdzieś z Princem sam na sam. Szczególnie nad rzekę z tą butlą taniego wina, bo opcji imprezowania w miasteczku nie było zbyt wiele. To były najlepsze wspomnienia z rodzinnego miasta, jakie miała.
Rzuciła Williamsowi krótkie spojrzenie, ale nie protestowała, gdy kazał wrzucić jej resztę do napiwków. Zaczęła wkładać monety przez dziurkę w pokrywce słoika, w międzyczasie tylko łapiąc z mężczyzną krótki kontakt wzrokowy.
- Przecież lubisz, jak się ciebie czepiam - odpowiedziała z zadziornym błyskiem w oku, nie przerywając swojego aktualnego zajęcia. I nawet gdyby próbował spełnić swoją groźbę, to była gotowa, by zabrać słoik z lady i pokazać mu w zamian język, bo kto daje i zabiera, ten się w piekle poniewiera! A na jego miejscu absolutnie by już nie ryzykowała.
Swoją drogą, Jackowi przydałoby się porządne obicie mordy, za to, jak uprzykrzał Nelly życie. Całe szczęście, że te przeklęte jarmarki bożonarodzeniowe mieli już za sobą, bo wzdrygała się na samo wspomnienie o siedzeniu z nim w małej budce z grzanym winem. Jeszcze trochę i sama go strzeli, była przecież w stanie - wychowywała się wśród chłopaków, ale póki co jeszcze się powstrzymywała, naprawdę nie chcąc stracić roboty.
Póki co nie chciała myśleć o swoim durnym współpracowniku, idąc z Princem na tyły budynku, by zapalić szluga, jak za starych, dobrych czasów. Patrzyła na Williamsa, jak siada obok niej i zaraz zastanowiła się nad jego pytaniem. Trudne się wylosowało.
- Wszystko - wzruszyła ramionami. - Miałam dość tej pipidówy. Jakie miałam tam możliwości? Mogłam latać z towarem jak Marcus, albo pracować w spożywczaku - przewróciła oczami. No, dużo lepiej nie wylądowała, ale przecież to tylko chwilowe! Dawała sobie czas na aklimatyzację, a jeść coś musiała. I wtedy padło pytanie o Marcusa, a Nelly westchnęła krótko i podkuliła kolana, zaczepiając o nie splecione dłonie.
- Nie wiem co u Marcusa, nie mam z nim kontaktu - powiedziała, a jej głos zauważalnie posmutniał. Na własne życzenie, co prawda, bo przecież po części dlatego wyjechała. Żeby się od niego odciąć. Nie zamierzała oczywiście wspominać o tym, że przy okazji zakosiła mu trochę gotówki, by mieć coś na start w Toronto i teraz nawet nie może do niego zadzwonić. Bo co miała mu powiedzieć. Hej, mam nadzieję, że się nie gniewasz za ten hajs, ale stęskniłam się za starszym braciszkiem i chciałam się upewnić, że jeszcze żyjesz?
- Trzymają za mordę Prince’a Williamsa? Nie uwierzę - rozpogodziła się i szturchnęła go zaczepnie łokciem w bok. Nie sądziła, że ktokolwiek miał taką moc, a tu jednak niespodzianka. No ale tak to już jest, jak chce się robić karierę.
- Racja, jakiś anioł stróż cię do mnie przysłał, żebyś choć raz w życiu przyjął jakieś witaminki zamiast procentów - uśmiechnęła się. Wierzyła w przeznaczenie. W to, że wszystkie spotkania działy się po coś i nawet te całkiem przypadkowe niosły za sobą jakiś głębszy sens. Jeszcze nie wiedziała, co przyniesie jej to spotkanie w herbaciarni, ale na pewno była tego ciekawa.
Wzięła od Prince'a papierosa i zaraz parsknęła śmiechem. Faktycznie, był to najwyższy wyraz sympatii. Podpaliła tytoń i oddała mu zapalniczkę, zaciągając się dymem.
- Powinnam ci ją teraz zakosić, żeby mieć pretekst na kolejne spotkanie - powiedziała, wypuszczając siwy obłoczek spomiędzy rozchylonych ust. Zaraz jednak usłyszała swoje imię i popatrzyła na Prince’a z zaciekawieniem. Uśmiechnęła się.
- Wreszcie jakieś konkrety. W tym Toronto wszyscy próbują zaprosić mnie tylko na kawę - zaśmiała się. - Chętnie. Może chociaż tym razem Marcus mi ciebie nie ukradnie w międzyczasie - przekrzywiła głowę, wpatrując się w brązowe oczy. Jej brat miał zaskakującą zdolność do pojawiania się dokładnie wtedy, gdy najlepiej im się rozmawiało. Ale tutaj go nie było, więc chyba nie było ryzyka?
- Mam wolny weekend - dodała zaraz, na wypadek gdyby się zastanawiał. - I wiesz już, gdzie mnie zabierzesz? Tylko proszę, nie mów, że to będzie niespodzianka, bo nie dam ci żyć - zaznaczyła. Była wybitnie niecierpliwą jednostką.

Prince Williams
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
27 y/o
For good luck!
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Nelly Rowley

Bo moje drugie imię to impreza — parsknął śmiechem. Choć na drugie imię nie miał na imię impreza, ale Adam. Kto nazywał w ten sposób dzieci? Prince Adam Williams? Gorszej kombinacji nie był w stanie sobie załatwić. Wolał wciskać pozostałym ludziom kit o imprezie. Zresztą wszyscy przyjmowali to jako normę. Byłby w stanie pójść do urzędu, zmienić drugie imię i zostać dumnie brzmiącym: Prince Party Williams. Brzmiało, niczym tani zestaw imprezowy, ale czego się nie robi dla kontentu?
Parsknął krótko pod nosem. Miała rację. Lubił, kiedy się drażnili. Większość kobiet w jego życiu podchodziła do niego z namaszczeniem. Niektóre wręcz na koncertach ściągały dla niego staniki i rzucały na scenę. Prince był dupkiem, ale dużo bardziej cenił szczerość. Rowley mu to ofiarowała. Potrafiła się z nim drażnić, wytykać język, a on do niej lgnął. Potrzebował mieć osobę przy swoim boku, która była w stanie nadążyć za jego tempem.
To siedzenie na krawężniku przypominało mu stare czasy. Wtedy jeszcze nie był aż tak sławny. Tabloidy i detektywi z tiktoka tak bardzo nie dotrzymywali mu kroku jak teraz. Nawet to lubił, było tak prosto, ludzko...
A tutaj co robisz? — parsknął na jej słowa i aż podrapał się po policzku. Zostanie dostawcą towaru, lub praca w spożywczaku nie różniła się znacząco od zostania ekspedientką w kawiarni bubble tea. Tylko wtedy do jego głowy wpadł dość szalony pomysł. Spojrzał kątem oka na Rowley — heh, równie dobrze mogłabyś mi prowadzić sociale i pilnować, żebym pijany nie prowadził transmisji na żywo — dziwna propozycja nawet jak na niego. Tylko nie byłby w stanie odmówić samemu sobie kontaktu z Kaczuszką — pewnie nawet wytwórnia by na to poszła — pensja lepsza, doświadczenie lepsze i zdecydowanie większy prestiż zawodowy. Oprócz pracowania z wieloma idiotami miałaby jednego. Jego.
Chwilę wpatrywał się w nią ciszy. Nie był dobrą osobą do pocieszania. Co właściwie powinien powiedzieć? Westchnął cicho pod nosem, przysuwając się do niej powoli. Chwilę się jeszcze wahał, ale objął ją ramieniem i przyciągnął mocniej do siebie.
Jakbyś chciała opowiedzieć, to jestem — tyle powiedział, bo nie był typem plotkary. Znaczy był, tylko trudne tematy niezbyt go interesowały. Jego wrażliwość mogła mieścić się na łyżeczce od herbaty dla większości osób, ale Nelly była inna. Ją znał, a przede wszystkim lubił.
Założyli mi kaganiec i nie mam jak szczekać — parsknął głośno, kręcąc głową. Czasem wolałby być wolnym strzelcem, ale nie dałby sobie rady ze wszystkimi kwestiami, które byłyby do ogarnięcia. Menadżer, studio, sesje zdjeciowe, czasami miał dosyć własnego życia. Równie dobrze mógłby pracować w kanadyjskiej wersji biedronki żyć z dnia na dzień i niczym się nie przejmować. Tak to ludzie krzyczeli mu cały czas o zapiskach umowy. Ona była nudna.
A może ty zostaniesz moim aniołem stróżem, kaczuszko? — zażartował, uśmiechając się szerzej — musiałbym Cię przechrzcić i nazywać moim aniołem — dodał po krótkiej chwili. Zostanie kacowym aniołem przed Nelly nawet delikatnie go podpaliło. Gdyby za każdym razem wstawał i dostawał od niej sok z pomarańczy oraz jasne instrukcje, jak dostać się na drugi koniec miasta, byłby całkowicie zauroczony.
Oho, czyżbym miał konkurencję? — parsknął, słysząc o zabieraniu ją przez innych na kawę. Miał w sobie ducha rywalizacji, aż oczy mu przez moment zapłonęły — byłoby trudno, skoro dalej siedzi w pipidówie, nie? — rzucił dość przekornie. Zawsze pojawiał się w najlepszych momentach, kiedy chciał chwycić jej ten niesforny kosmyk włosów, lub chwycić za podbródek, by spojrzała wprost w jego oczy. Były momenty, w których chciał móc spojrzeć na jej usta i kosztować je raz za razem. Ciekawski świata był, a najbardziej ciekawił go smak jej warg.
To co powiesz na piątek? — nawet nie wiedział, czy ma coś w planach. Nawet jeśli to plany zawsze można było zmienić. Ciągłość decyzji świadczyła o ciągłości dowodzenia, nie? — hm... ubierz się po prostu ładnie, a ja sprawię, że zapomnisz o wszystkich problemach — nie, nie wiedział, gdzie ją zabierze. To był problem na czwartek wieczór — znikną z twojej głowy — dodał, kładąc jej dłoń na policzku i uśmiechając się szeroko.
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

A tutaj co robisz?
Trochę ukuły ją słowa Prince’a, a może nie same słowa i to, że je wypowiedział, lecz świadomość, że miał rację. Zrozumiała to dopiero, gdy wybrzmiało głośno i zmarszczyła brwi w reakcji.
- Zarabiam… próbuję zarabiać - odpowiedziała, ale szybko się poprawiła, bo przecież z pracy w herbaciarni nie było kokosów. Można by wręcz rzec, że wypłata była taka sobie, mocno studencka. I oczywiście, że jej się to nie podobało, ale co biedna miała zrobić? Nie miała znajomości, pieniędzy, umiejętności ani doświadczenia. Musiała od czegoś zacząć. Zaraz jednak popatrzyła na Williamsa, zastanawiając się przez moment, czy w ogóle mówi serio, czy tylko sobie z niej żartuje. Nie była pewna.
- Nie musisz się nade mną litować Prince, mam jeszcze za co jeść - odparła, choć uśmiechnęła się kącikiem ust. Propozycja była kusząca i podobała się Nelly, która dobrze radziła sobie z social mediami i miała całkiem niezłe poczucie estetyki, ale nie chciała się na nic nastawiać. - No i wtedy musiałabym się ciebie czepiać caaaaały czas, nie wiem czy byś to wytrzymał - dodała z rozbawieniem, bo wyobraziła sobie, jak próbuje zabrać pijanemu Prince’owi telefon, żeby nie wrzucał na story jakichś turbo kompromitujących zdjęć. Były też inne tego plusy, oprócz korzyści finansowych of kors, bo widywałaby Williamsa częściej, a jego towarzystwo lubiła samo w sobie. Do przemyślenia.
Zaraz jednak został poruszony temat Marcusa, a Nelly absolutnie nie miała ochoty o tym teraz rozmawiać. Nie protestowała, gdy Prince objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. Położyła mu głowę na ramieniu i również cicho westchnęła. Teraz gdy była bliżej, lepiej czuła zapach jego perfum przedzierający się przez smród dymu, który osiadł na jego ubraniach. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy to nie te same, którymi psikał się, gdy spotykali się jeszcze w Port Hope. Miała pamięć do zapachów, a te pachniały bardzo podobnie.
- Doceniam - odpowiedziała i ucięła temat, nie zamierzając tutaj teraz zadręczać Williamsa niezbyt wesołymi opowieściami ze swojego życia. Może jeszcze będzie do tego lepsza okazja. A może w międzyczasie zdobędzie się na odwagę i zadzwoni do brata? Pewnie nie, ale przez moment naszła ją krucha refleksja, że może byłoby warto.
Całe szczęście, że Prince był osobą, przy której nie potrafiła długo się smucić. Zaśmiała się pod nosem na jego słowa o kagańcu i szczerze zachodziła w głowę, jak on wytrzymuje w tej wytwórni, będąc powiązany różnymi umowami.
- A może już nim jestem? - zapytała zaczepnie, zerkając na Prince'a z ukosa. - Ale jak coś, to wole zostać kaczuszką - zaznaczyła, bo przecież tylko on tak na nią mówił i tylko jemu by na to pozwoliła. Nie chciała stracić swojego przydomku, nawet jeśli kiedyś działał jej na nerwy.
Zaraz padło pytanie o konkurencję, a Nelly z lekko tajemniczą miną wzruszyła ramionami. No przecież mu nie powie, że w rzeczywistości spędza w tej herbaciarni tyle czasu, że nawet nie ma ochoty, by myśleć o umawianiu się na kawę z jakimiś randomami.
- Piątek brzmi dobrze - stwierdziła z aprobatą, a gdy Prince zapewnił, że zapomni o wszystkich problemach, uśmiechnęła się ciut szerzej - A to brzmi jeszcze lepiej - dodała i chyba nawet lekko się zarumieniła, gdy jego dłoń wylądowała na jej policzku. Chłodne palce na jej rozgrzanej skórze były wyjątkowo przyjemne. Tak przyjemne, że wpatrywała się w ładną buźkę Prince’a chwilę za długo. Odchrząknęła i zaciągnęła się ostatni raz papierosem, zaraz rzucając go na bruk i gasząc podeszwą buta.
- Daj mi paczkę fajek - powiedziała, gestem dłoni ponaglając, by to zrobił, nawet jeśli nie wiedział, o co jej chodzi. W międzyczasie grzebała w kieszeniach fartuszka, szukając długopisu. A gdy już otrzymała kartonik, otworzyła wieczko i od środka zapisała swój numer telefonu. No przecież musiał jej jakoś dać znać co z piątkiem.
- Muszę wracać do pracy… - jęknęła z wyraźnym brakiem entuzjazmu, oddając Williamsowi papierosy. - Dasz sobie radę? No wiesz, dotrzeć z tego zadupia gdziekolwiek się wybierasz? - zapytała. Znał miasto pewnie lepiej od niej, ale bez telefonu mogło być mu ciężej. Gdy tylko z ust mężczyzny padło zapewnienie, Nelly obdarzyła go uśmiechem i zaczęła się podnosić.
- Tooo… Do zobaczenia? A i dzięki za szluga - rzuciła na odchodne, przez chwilę jeszcze wpatrując się w Prince’a, po czym wróciła do wnętrza lokalu.

/zt

Prince Williams
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Bubble Tea Shop”