35 y/o
For good luck!
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miał wrażenie, że działali w idealnej przeciwwadze do siebie - jeśli jedno dawało się sprowokować, drugie jak na złość utrzymywało spokój. Rano to jemu udało się przekroczyć jej osobistą granicę, choć niemal bolało go to, że zrobił to zupełnie nieświadomie, a ona zinterpretowała jego żarcik w bardzo zły sposób. Teraz niemal pragnął, by to wydarzyło się specjalnie, wyłącznie po to, by mogli teraz być jeden - jeden.
Nagle nawet prowokacja stała się grą. Grą, którą ewidentnie wygrywała, balansując na krawędzi zamiast ponad nią przejść. Obserwował, jak podwija rękawy swojej koszuli, spokojnie, metodycznie, jakby nie tkwili w trakcie ognistej rozmowy i nie był właśnie środek nocy, a urządzali sobie miłą pogawędkę przy śniadaniu. Jego wzrok wodził po gładkiej skórze, przyglądając się skrupulatnemu zawijaniu materiału, choć właściwie to nie wiedział, dlaczego jej dłonie wzbudzały w nim jakiekolwiek zainteresowanie.
Z uporem odwrócił wzrok, kierując go na zatrzymane nagranie, jakby spojrzenie gdzie indziej miało sprawić, że siedząca obok kobieta zniknie całkowicie.
Jakaś jego strona, ta podła i prostacka miała ochotę odpowiedzieć atakiem na tak. Pochylić się w jej stronę, zmniejszając dzielący ich dystans, który wykorzystywała w formie własnej osłony. Z większą uwagą dobrać kolejne słowa, zaatakować po raz kolejny, aż wreszcie dopnie celu, aż sprawi, że nie będzie jedyną, wściekłą osobą w tym miejscu i czasu. Pragnął zetrzeć z jej twarzy ten wyraz zimnego profesjonalizmu, ten sam, który sam przywdziewał każdego dnia, który wręcz imponowałby mu, gdyby nie był skierowany do niego.
Właściwie to nie miał pojęcia, dlaczego tak bardzo to do niego trafiało. I właśnie to go powstrzymało.
Margo Mercer była wyłącznie przystankiem na drodze, tymczasową niedogodnością, która złamie się prędzej czy później - jutro, za tydzień bądź za miesiąc.
- Jesteś niemożliwa - wycedził wreszcie, z wściekłością orientując się, że choć za cel wybrał sobie patrzenie w ekran monitoringu, jego wzrok uciekł w jej stronę kierowany niezrozumiałym odruchem. Powiódł nim po jej twarzy, po kosmykach włosów wydobywających się z upięcia, ramkach okularów, których nie miała na nosie wcześniej.
Mógłby się założyć, że wielu innych mężczyzn na jego miejscu zabijałoby się, by dostać jako partnera młodą, atrakcyjną i inteligentną osobę taką jak ona.
- Gdybym mógł wybierać swoich partnerów, wybrałbym sobie niemych - burknął jeszcze, zmuszając się do odwrócenia spojrzenia i powrotu do jałowej pracy, jaką mieli przed sobą. - Wygląda na to, że jesteśmy na siebie skazani.
koniec
margo mercer
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”