ODPOWIEDZ
42 y/o
For good luck!
193 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Tylko jakoś nikt wcześniej nie mówił, że powód rozgrzewania też ma znaczenie.

Podmuchy lodowatego wiatru smagały ich twarze, chronione goglami i specjalnymi kominami. Mimo to zarówno jej blond fale, jak i jego kudły fruwały pod naporem wiatru, wypływając spod grubych, wełnianych czapek merinos. Ryk silnika pobudzał jeszcze bardziej adrenalinę, kiedy przeskakiwali przez kolejne muldy śniegu na skuterze śnieżnym — nowej zabawce, jaką Max sprawił sobie wraz z kolegami, z którymi mieli ten troszkę śmieszny zespół muzyczny.
Zaaferowany tym, jak dobrze mu idzie, odbierał nerwowy śmiech żony jako frajdę i nie zauważał, że jej dłonie nieco za mocno zaciskają się w jego pasie. Cielęce zaloty weszły trochę za głęboko, kiedy przyspieszył za mocno i oboje wyskoczyli wraz ze skuterem na kolejnej muldzie, wbijając się w zaspę.
Jeśli do tej pory nikt nie napisał definicji robienia orła w śniegu, to oni właśnie ją stworzyli.
Najpierw z zaspy wyskoczyła jego głowa. Zarost i włosy oblepione śniegiem oraz dzikie spojrzenie czterdziestodwuletniego dzieciaka, który zrobił właśnie najwspanialszą rzecz na świecie.
A chwilę potem przyszło oprzytomnienie.
Ce? – zapytał, rozglądając się gorączkowo za żoną.
Cisza.
Za długa.
Wygrzebał się niezgrabnie ze śniegu, żeby mieć lepszy widok, i powtórzył głośniej:
Cece?!
Na moment serce zaczęło mu się tłuc jak wtedy, kiedy na scenie będąc pod wodą, nie mógł uwolnić jednej ręki z kajdan i musiał sobie wyłamać palec, żeby uciec. Tylko że teraz, za jego głupotę cena mogła być znacznie większa — i nie on ją płacił.
Cecilia!!
Jego krzyk przypominał przez chwilę ryk niedźwiedzia, ale wreszcie usłyszał kaszel i marudzenie nieszczęśliwej żony.
Dopadł do niej, przedzierając się przez biały puch, po czym podniósł ją ze śniegu, jakby była od niego dwa razy mniejsza. Co zresztą było prawdą.
Shoots... To nie poszło zgodnie z planem, nic Ci nie jest, Makani? – zapytał, otrzepując ją ze śniegu.
Minę miał szczeniaka, który strasznie nabroił, ale przecież nie chciał.

Cece Keale
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
30 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Cece pomimo kilku lat życia z Maxem zastanawiała się czy ten kiedykolwiek przestanie ją zaskakiwać. Czasem naprawdę był dużym dzieckiem, ale machała na to ręką. Jeśli chciał się bawić w samochody, motocykle, zespoły rockowe czy co tam mu jeszcze pod tą kudłatą czupryną wpadło do głowy - nie miała nic przeciwko.
Problem zaczynał się, kiedy próbował wciągnąć w to też ją. Czasem się poddawała (no bo kto by się nie poddał proszącym oczom swojego własnego, prywatnego męża? No kto?) i równie często żałowała. Sporty takie jak jazda na skuterze nie były jej ulubionymi. I choć z początku miała w sobie optymizm to z każdym podskokiem on malał. Zacisnęła mocniej dłonie na pasie męża z nadzieją, że to się niedługo skończy.
A upadek był tym co przypieczetowało jej niezadowolenie.
Musiała złapać chwilę oddech, zanim w ogóle była gotowa podnieść się z zaspy. Była przemoczona, mokra i z zerową chęcią na spędzanie więcej czasu tego dnia na zewnątrz.
- Nie mów tak do mnie - odezwała się marudnie i kaszlnęła. Miała wrażenie, że śnieg wszedł wszędzie tam gdzie nie powinien. W tym do jej ust. Mogła ignorować wiele rzeczy, ale jej pełne imię w ustach Maxa brzmiało po prostu źle.
Dała się otrzepać i zadarła głowę do góry, kładąc obie ręce na policzkach mężczyzny. Uśmiechnęła się do niego ciepło, nie potrafiła inaczej.
- Nic mi nie jest, ale chyba mam dość jazdy na dzisiaj - uznała. Była gotowa maszerować z powrotem. Bo w końcu czyż taki spacer nie miał w sobie czegoś pięknego?

Max Keale
Szyszata
42 y/o
For good luck!
193 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dzikie spojrzenie zlustrowało dokładnie żonę. Żadnego podbitego oka, ani oderwanych członków, więc wyglądało to całkiem nieźle. Poprawił jej czapkę na głowie, zrzucając śnieg na ramiona. Strzepnął go, odruchowo rękami, by złapać ją za ramiona i spojrzeć w oczy.
- Nie strasz mnie tak więcej! - palce lekko za mocno zacisnęły się na jej ramionach, ale zaraz na jego twarzy znów pojawił się uśmiech. - That's my girl!
Porwał ją w ramiona i wyciągnął z zaspy tak, by mogła stanąć na bardziej stabilnym gruncie.
- Och, come on! To kawał drogi!
Podszedł do skutera i jak zwykle dał pokaz niemalże zwierzęcej siły, wyciągając dużą maszynę z zaspy szarpnięciem. Żywioł walczący z żywiołem. To tylko woda, trochę zimna i w nieco innej formie, ale woda! A ta daje życie.
Chwilę pobawił się przyciskami, by wreszcie nacisnąć starter silnika, ale ten zaskrzeczał coś w stylu: "No fucking way" i nie odpowiedział współpracą, na delikatną zachętę Maxa. Więc Max ponowił zachętę bardziej stanowczo, jakby mocniejsze naciśnięcie guzika miało rozwiązać problem.
- Panuję nad tym... - zapewnił żonę, ale kiedy skuter jękną jak wyrzucona na plażę orka jasnym było, że Max nad tym nie panował.
Cece mogła zobaczyć jak spięte ramiona mężczyzny opadają z rezygnacją, ale kiedy się odwrócił, na jego twarzy była tylko nonszalancka akceptacja sytuacji.
- Zatem spacer! I tak miałaś rację, jak zawsze. - uśmiechnął się chowając kluczyki do maszyny w kieszeni swojego kombinezonu.
Zatrzymał spojrzenie na tej ślicznej blondynce, zastanawiając się jak to jest możliwe, żeby ktoś w kombinezonie narciarskim wyglądał tak atrakcyjnie. Uśmiech na jej twarzy, mimo oczywistych przeciwności znajdował specjalne miejsce w jego sercu, które Cec' dzieliła z falami i słońcem.
Wziął ją za rękę i ruszyli w kierunku domu, który na szczęście było widać w oddali. Trzeba było tylko przebić się przez metrową pokrywę śniegu, ale tam, gdzie było trudno Max szedł pierwszy, torując drogę. Po jakiś trzydziestu minutach bycia traperem na zimowym pograniczu, na ostatnich metrach, po prostu bez skrępowania podniósł żonę, przerzucając ją sobie przez ramię. Przedarł się przez śnieg z tyłu ich domu i wdrapał się na werandę, gdzie odstawił ukochaną na deski.
- Ściągaj te ciuchy, zaraz rozpalę w kominku.

Pookie
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
30 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie czuła jakby coś jej dolegało. Przynajmniej nic groźniejszego niż kilka siniaków - tymi jednak najmniej się przejmowała. Części nie byłoby widać pod ubraniami, a te ewentualnie widoczne mogła po prostu przykryć makijażem. Zresztą takie obrażenia lubiły sobie znikać równie szybko jak się pojawiały - nie zamierzała się więc tym przejmować.
- Nie obiecuję - odpowiedziała lekko. Życie z tym człowiekiem już ją nauczyło, że drobnych wypadków po prostu nie dało się uniknąć. Nie mogła jednak powiedzieć, że czuła się dobrze w zaspie. Zdecydowanie bardziej wolała stabilny, twardy grunt pod stopami.
- A my oboje mamy po parze sprawnych, zdrowych nóg - odpowiedziała, przewracając oczami. Założyła ręce na piersi szczerze rozbawiona próbami odpalenia maszyny przez męża. Nie zamierzała przykładać ręki do naprawy czy choćby włączenia tego, zdecydowanie nie. Nie mogła jednak odmówić sobie przyjemności obserwowania w którym momencie jej mąż się podda.
- Yhm, a ja zawsze marzyłam o zostaniu nurkiem głębinowym - odpowiedziała na jego zapewnienie, że panuje nad sytuacją. Jej skromnym zdaniem nie było szans na odpalenie, ale mogła się mylić. Niemniej upór Maxa nawet ją rozczulał.
- Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia - nie mogła się nie uśmiechnąć. Takie przeciwności losu mogła znieść bez większego problemu i tylko takich sobie życzyła w swoim życiu - ważniejsze dla niej było, że spędzała czas z mężem, bez pośpiechu i bez oceniających spojrzeń. Dzień był piękny, dawał szansę na naładowanie baterii i odpoczynek. Nie oczekiwała niczego więcej.
Droga nie była aż taka zła - być może dlatego, że ktoś torował jej drogę. Kiedy jednak mężczyzna przerzucił ją przez ramię pisnęła i uderzyła go w plecy lekko, bardziej w formie żartu niż czegokolwiek innego.
- Zwariowałeś? - powiedziała ciut głośniej niż zamierzała, uśmiech jednak nie chciał opuścić jej ust. Chyba nigdy miało nie być jej dane się nudzić.- Coraz mniej subtelne te próby rozebrania mnie. Poczekaj chociaż aż wejdziemy do domu.

Max Keale
Szyszata
42 y/o
For good luck!
193 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie lubił siniaków na jej ciele, szczególnie tych, które powstały przez jego głupie pomysły. Każdy taki ślad jest dowodem na to, że jej nie ochronił. Nawet jeśli Cece była typem dziewczyny, która ochrony nie potrzebowała.
Uśmiechnął się pod nosem, próbując powstrzymać język przed zbyt śmiałym komentarzem.
- Wiesz, po ślubie wiele się zmienia... - zauważył otwierając drzwi ogrodowe do salonu.
Wpuścił ją przed sobą udając dobre wychowanie, ale tak naprawdę była to wymówka, żeby nie za mocno klapsnąć ją w pośladek, który rzeczywiście chętnie by obejrzał.
- Obiecuję, że następnym razem będę bardziej subtelny!
O ile lawa wpadająca do oceanu może być subtelna. Nacieszył jeszcze chwilę spojrzenie widokiem domu, w którym brzmiał jej głos i śmiech, po czym dodał coś o małej ilości drewna i wrócił na dwór, żeby przejść do drewutni i naładować kosz paliwem do rozgrzewania. Dopiero tutaj, z dala od spojrzenia żony odetchnął głębiej, opierając się jedną ręką o ścianę.
- Damn! Powinienem być ostrożniejszy...
Może to prawda, że faceci zamieniają się w duże dzieci przy kobietach, które kochają i przy których czują się dobrze, ale nie usprawiedliwiało to głupoty. A skakanie na skuterze śnieżnym po skibach wcale nie było rozsądne. Już robienie tego samemu było dość głupie, a co dopiero z kimś dla ciebie ważnym.
Potrząsnął głową i jeszcze raz wypuścił powietrze z płuc, próbując przegonić kawałek wulkanicznego szkliwa, który uciskał go teraz w klatce piersiowej. Wreszcie zapakował drewno do kartonu, bo przecież tak się spieszył, że zapomniał wziąć kosz spod kominka.
Powrót z drewutni zajął mu odrobinę dłużej niż zwykle, ale przecież było mnóstwo śniegu, więc może to przez to? Za to, jak już był w domu, to powitał go widok Cece chodzącej w rozpiętym i zrzuconym z ramion kombinezonie. Nie wiedzieć czemu bielizna termiczna wydawała mu się w tym wydaniu bardzo seksi.
- Czuję zapach gorącej czekolady? - zapytał, niby niewinnie, ściągając ośnieżoną czapkę z głowy i rękawice, by zająć się rozpalaniem w kominku.

Cece Keale
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
30 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Chyba tylko obrączka na palcu - przewróciła oczami. Bo czy coś się zmieniło w ich relacji? Jej skromnym zdaniem chyba jedynie nazewnictwo i to całe i że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tyle, że nawet i bez tego nie chciałaby opuszczać Maxa. Chociaż musiała przyznać, że niebiosa jako jedyne były jej świadkiem, że do tej śmierci mogło dojść szybciej niż później. Zwłaszcza gdy jej szanowny małżonek wystawiał na próbę jej cierpliwość i nerwy.
Pisnęła na kapsla i spojrzała na męża na wpół z rozbawieniem, na wpół z udawaną złością. Podejrzewała, że ten człowiek nigdy nie dorośnie i w zasadzie cieszyło ją to. Nie potrzebowała dorosłego, porządnego biznesmena, potrzebowała JEGO. Z jego żartami, chaosem który wprowadzał i całą resztą. Zapewne gdyby ktoś ją zapytał kim był dla niej Keale odpowiedziałaby, że słońcem. Miał blask, który czasami nawet ją samą oślepiał.
Nieświadoma rozterek męża uznała, że jedyne czego im potrzeba to ciepła herbata z wkładką alkoholową. Uwielbiała ten smak w zasadzie od dzieciństwa, a ostatnio miała rzadko szansę poczuć ten smak. Wstawiła więc czajnik i czekając na wrzątek wystukiwała sobie tylko znany rytm palcami na blacie i nuciła. Czy słowa zgrywały się z rytmem? Nie. Czy ją to obchodziło? Oczywiście, że nie.
W międzyczasie rozpięła kombinezon. Było na niego zdecydowanie za ciepło.
- Nieee. Starą, dobrą herbatę na modłę irlandzką. Jeszcze z przepisu babci - sprostowała i skierowała całą swoją uwagę na mężczyznę swojego życia. Lekko dziwnie się zachowywał. Po kilku latach znajomości potrafiła już mniej więcej wyczuć kiedy coś było nie tak.
- Max? Stało się coś? - zapytała z troską słyszalną w głosie. Nie miała pojęcia co go dręczyło ani co się wydarzyło. Chciała jednak wiedzieć, aby po prostu móc być. Dla niego, dla siebie i dla nich obojga.

Max Keale
Szyszata
42 y/o
For good luck!
193 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Niby rzeczywiście po ślubie nie powinno się nic zmienić, jeśli para jest dobrana. Znaczenie miała ta drobna przysięga, która wcale taka drobna nie była. Dla Maxa to nie tylko był gest okazania miłości i oddania. To była decyzja, przypieczętowana honorem i w razie czego własną krwią. Nie opuszczę Cię, choćby nie wiem co. Naprawimy, choćby nie wiem co. I dla niego te same słowa, które padły z jej ust miały znaczenie.
Poruszył brwiami w ekscytacji na wspomnianą herbatę z irlandzką whiskey.
- Wiesz, jak lubię przepisy babuni! - powiedział żartobliwie, samemu zrzucając z siebie kombinezon, by zostać właściwie tylko w bieliźnie termicznej.
I tutaj to Cece pewnie mogła stwierdzić, że kalesony mogą być zadziwiająco atrakcyjne...
Na kominku powoli rosła układanka z drewna, trochę bardziej przypominająca ognisko, niż drewno porządnie ułożone na kominku, ale jakimś cudem działało to za każdym razem. Max trochę za bardzo skupiał uwagę na tej czynności, unikając spojrzenia na żonę. Bał się, że emocje, które przed momentem opanował, znów wrócą, jak spojrzy w to jasne, blond oblicze swojego wiatru. Przynosiła zmianę i życie.
Dopiero wywołany do odpowiedzi oderwał się od swojego działania i spojrzał w kierunku żony.
- Makani, wszystko gra...
Przez moment bałem się, że Cię straciłem.
- Próbuję tylko nakleić plaster na zranioną dumę. Na desce surfingowej znacznie łatwiej walczy się z wodą, niż na obrażonym skuterze. - wyjaśnił lekko, po czym podniósł się z przykucnięcia i zbliżył do niej.
Raz jeszcze jego dłonie znalazły się na jej twarzy, przeczesały jej włosy, kiedy ciepłe spojrzenie omiatało jej rumieńce powstałe jeszcze od chłodu, zgrabne ramiona, szyję i usta. Nachylił się by ją pocałować i w tym samym momencie zamknął ją w niedźwiedzim uścisku, podnosząc znów by usadzić na blacie kuchennym.
- Jak Cię rozgrzeję, to zabiorę Cię do sypialni. - zadecydował, zabierając się za ściąganie jej przemoczonych butów.

Pookie
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”