Matthew urodził się na obrzeżach Norwegii w rodzinie z dosyć surowym ojcem, który nie znał słowa sprzeciwu. Razem z młodszym bratem, dowiedzieli się jak być niezłomni i silni jak on, ale bez uczuć. Nigdy nie widzieli rodziców szczęśliwych.
Czasy szkolne wspominali głównie z powrotów do domu po których Tatuś nauczał survivalu młodych jeszcze braci. Dowiadywali się jak skórować zwierzęta, co jeść by przeżyć i co zrobić, by kogoś wytropić.
Gdy była już taka możliwość ojciec wysłał ich do szkoły wojskowej, gdzie mieli kontynuować swoje życie, bo "Oddać życie za ojczyznę to najwyższa chwała". Tak też się stało po skończeniu osiemnastu lat wkroczyli do akademii i kolejne lata spędzili w wojsku.
Bruce, bo tak nazywał się młodszy brat osiągnął rangę kapitana, jak zresztą wcześniej Matt. Starszy był trochę inny przez to że ojciec mocniej przykręcał mu śrubę, był mocno wycofany, chłodny i raczej stronił od kontaktu z innymi ludźmi. Ledwie rok różnicy dzielił braci ale młodszy miał w sobie więcej chęci do życia, luzu i niesamowicie przyciągał do siebie ludzi, drugi natomiast bardzo inteligentny, wręcz genialny, perfekcjonista, ale zimny jak stal.
W oddziałach jeden był wręcz kochany przez podwładnych, a drugi szanowany, ale nigdy w oddziale nie można było powiedzieć, że ktokolwiek prócz brata darzyłby go sympatią.
Los chciał że obaj zostali wysłani wraz ze swoimi oddziałami w bardzo niebezpieczne tereny, misja trwała długo, wpadli w zasadzkę i zanim się zorientowali, zostali zdziesiątkowani z obu oddziałów przeżył tylko Matt z postrzałami w nogę i rękę.
Po powrocie do kraju i pogrzebie brata ojciec oczywiście obwiniał jego za całą tą sytuacje, "powinien go pilnować, bo Bruce był młodszy" . Sytuacja w której się znaleźli mogła się skończyć źle i dla niego, ale dla ojca obaj tam zginęli.
Odrzucony przez rodzinę wynajął mieszkanie w Bergen i na czas rekonwalescencji odpuścił sobie "wojskowanie". Oczywiście pamiętał o rehabilitacji, ale jego najbliższą przyjaciółką szybko stała się butelka wieczorem w barze.
Mijały dni, tygodnie, miesiące, a Anderson jakby zapadał się w jeszcze większą ciemność i mrok niż wcześniej.
Któregoś wieczora, nic nie zapowiadało zmiany w jego zachowaniu, jednak w barze pojawiła się ona...Maggie, kanadyjska piękność która przyjechała do Bergen w ramach wymiany studentów z tamtych terenów.
Życie mężczyzny diametralnie się zmieniło, zaczął się ogarniać i spotkać z nią nie tylko wieczorami, ale też wychodzić na kawy w ciągu dnia. Ani się obejrzeli, a byli razem.
Matt pierwszy raz w życiu się uśmiechał, czuł że jest we właściwym miejscu i że życie to coś więcej niż wykonywanie rozkazów, że można kochać i być kochanym. Po jakimś czasie zamieszkali razem i wszystko układało się idealnie, ale nadszedł czas powrotu na służbę z czego oboje byli niezadowoleni, bo praktycznie przez ten cały czas żyli nierozłącznie.
Uczucie jednak wygrało i po burzliwej kłótni z przełożonym opuścił armie i wrócił do kobiety, która go zmieniła.
Kolejne lata to zaręczyny, ślub, przeprowadzka do Vancouver i osiedlenie się w ich wymarzonym domu.
W końcu urodziła się im córeczka imieniem Laura, mała krnąbrna blondyneczka z kręconymi włosami, od razu było widać że to kulka energii jak jej mama. Norweg miał wrażenie że już chyba nie może być lepiej, miał wszystko co sprawiało że jest szczęśliwym i wtedy raptem dwa lata po Laurze w ich życiu pojawił się Max, oczywiście jakby skopiowano Matta.
Życie ich toczyło się normalnym torem, oboje mieli dobre posady, niczego im nie brakowało. Ona nauczycielka, a on jako ekspert od ratownictwa górskiego w jednostce Search and Rescue. O ironio męczące treningi ojca i wojsko, które miały wychować go na maszynę do zabijania i przetrwania, sprawiły że dzięki temu doświadczeniu mógł ratować ludzkie życia.
Pewnego dnia gdy wracali z wieczornej kolacji, mieli pecha a raczej Anderson miał. Przyzwyczajenie i głupia ciekawość spowodowała, iż zamiast odwrócić wzrok od ciemnych interesów w zaułku, rzucił tylko okiem odsyłając żonę do samochodu. Był prawie w stu procentach przekonany że to handel ludźmi, a faceci którzy dokonywali ze sobą targu to byli policjanci. W ciemniej uliczce nikt ich nie widział mogli spokojnie przeprowadzić transakcje, pech spowodował że gdy odwracał się strącił pustą puszkę coli, która była tam oparta i usłyszeli go, a potem zauważyli. Momentalnie ruszył do samochodu, gdyż nie miał przy sobie ani broni, ani nie powinien się mieszać w takie sprawy, jest ojcem, ratownikiem górskim, a nie komandosem.
Niestety jego i samochód złapał pobliski monitoring w restauracji, więc Panowie Policjanci, nie mieli problemu by go odnaleźć.
Matt czuł że coś jest nie tak, czuł takie napięcie na akcjach w wojsku jak coś się zbliżało. Tym razem również się nie pomylił.
Policjanci nie byli zamaskowani, wiedzieli że ich widział i nie zamierzali puścić mu tego płazem, w końcu nie mogli pozwolić sobie na zdemaskowanie i odcięcie się od źródła dobrego dochodu.
Mimo wspaniałego wyszkolenia protagonisty tej opowieści, policjantów było znacznie więcej niż mógłby się spodziewać i po walce wreszcie go złapali i razem z rodziną zebrano ich w salonie.
Chwile później całe życie mężczyzny rozpadlo się na jego oczach, zabili miłość jego życia, a potem dwa promyczki nadziei, które miały dokończyć jego przemianę w dobrego człowieka i nadać jego sercu jeszcze pełniejszy kształt.
Po wszystkim został przekopany, dom polany benzyna i podpalony. Zrozpaczony Anderson, doczołgał się do rodziny i głośno płakał, czuł jak uchodzi z niego życie, budynek się walił, a on wiedział że zostało mu tylko jedno, zrobić to w czym jest najlepszy.
Poparzony i obolały wyciągnął ze zgliszczy domu, to co zostało z jego rodziny i pochował niedaleko w górach. Jego głowa doskonale zapamiętała każdego z Tych stróżów prawa, więc wyruszył jeszcze tego samego dnia na wendettę.
Okazało się że pół miasteczka wiedziało o procederze handlu ludźmi i że głównym szefem tej "spółki" był Pan burmistrz. Miasteczko w północnym Vancouver spłynęło krwią, a ciągle nienasycony ze wściekłości Anderson wyszukiwał coraz to kolejnych sprawców tej niewybaczalnej zbrodni.
Gdy skończył nie poczuł ulgi, ale wiedział iż proceder sięgał głębiej niż to miasteczko i na pewno teraz będą go szukać. Nie chciał już nikogo narażać, więc opuścił Vancouver i wyjechał do Toronto, gdyż słyszał że jest tutaj chirurg plastyczny, który nie pyta skąd jesteś, chciał wykorzystać nową tożsamość by pozbyć się tej grupy z całej Kanady, by ludzie mogli żyć bezpiecznie i by nigdy nikogo nic takiego nie spotkało.
Poparzona twarz mężczyzny, dzieki dosyć długiej i mozolnej pracy zaczęła nabierać kształtu, by w końcu zmienić się diametralnie w inną osobę. Wybudzając się powoli z narkozy zorientował się że lekarz przeglądał jego rzeczy i niestety okazało się, że owy koleżka znał całą sytuacje w Vancouver, a jedna z osób którą zabił Matt był jego brat. Nie czekając aż Norweg będzie cokolwiek wyjaśniał, chirurg rzucił się na niego i przypiął go pasami do łóżka szpitalnego. Wyciagnął strzykawkę, zrobił specjalny koktajl i powoli patrząc mu prosto w oczy wcisnął całość w żyły. Mężczyzna czuł jakby umierał i za chwilę już go nie było.
Doktorek by upewnić się że nikt go nie znajdzie, wyrzucił go na odludziu, wiedział że nie zostało mu dużo czasu i że i tak tutaj umrze.
Los jednak kolejny raz zakpił sobie z Matta i mieszanka która miała go zabić, nie zrobiła tego, ale zabrała mu wszystkie wspomnienia, na dodatek twarz, którą zobaczy w lustrze nie należy do niego. Zapomniany przez samego siebie i z szansą na przeżycie, leży gdzieś na obrzeżach miasta