52 y/o
Mark your calendar for Canada Day
182 cm
złodziej bankowy
Awatar użytkownika
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słysząc słowa brata o tym, że Alvaro "zawsze się za nim uganiał" Tiago uśmiechnął się i przyłożył dłoń do ust w nieświadomym geście, którzy specjaliści od mowy ciała natychmiast zinterpretowaliby w odpowiedni sposób. Jego oczy rozbłysły miłością i szczęściem na myśl o Palermo, a także żalem z powodu tego, że nie dostrzegł własnych uczuć względem niego wcześniej. Naprawdę szczerze tego żałował i miał przez to poczucie straconego życia.
- Robi - odpowiedział krótko - i słusznie.
Wydawało mu się, że wcześniej dostatecznie jasno się wyraził mówiąc o tym, że miał nadzieję, że Alvaro nie mieszka z nim po to, żeby mu pomagać, ale faktycznie wyraził się o sobie jako o jego przyjacielu - którym w istocie był. Wciąż jednak ciężko mu przechodziło przez gardło mówienie o sobie jako o partnerze mężczyzny, jako o jego chłopaku - tym bardziej, że do tej pory jeszcze nie mówił tego na głos do kogoś innego, poza Salvatierrą i matką jego dziecka. Powoli jednak się trochę rozluźniał i czuł z tym tematem coraz bardziej swobodnie.
- Toronto? - uniósł wysoko brwi, zaskoczony tą informacją. Zaraz jednak te brwi się zmarszczyły, a oczy Kocura zwęziły - Powiedz mi szczerze - opuścił znowu rękę i wyprostował się bardziej w swoim fotelu - po jaką cholerę chcesz się tu przeprowadzać? Bo twój braciszek umiera?
Nie zauważył, że pociera kciukiem o palec wskazujący, próbując się w ten sposób jakoś uspokoić. Zdenerwowała go myśl, że Salazar zamierzał się tu sprowadzić, rezygnując z pięknego Nowego Orleanu na rzecz zimnej i nieprzystępnej Kanady tylko po to, żeby siedzieć przy nim. Mierziła go myśl, że ktokolwiek miałby się nim opiekować, poza wynajętą specjalnie w tym celu opiekunką (a i jej pomoc nieraz trudno mu było przyjąć - ale ona była dla niego obcą osobą, więc jej pomoc było mu łatwiej przyjąć, niż kogoś bliskiego).
Wysłuchał odpowiedzi na pytanie, skąd Salazar wie o tym, że Tiago żyje, pokiwał głową i napił się. W pierwszej chwili miał ochotę rzucić coś o tym, że zmyje Alvaro głowę, ale po kolejnej chwili doszedł do wniosku, że to by było głupie - mężczyzna miał prawo się bronić przed bezpodstawnymi oskarżeniami o powrót do nałogu. Mógł mieć najwyżej pretensje o to, że Alvaro nie powiedział mu o tym, że Salazar wie, ale z drugiej strony - nie miał prawa do tego typu pretensji, więc i o to nie zamierzał mu robić wymówek.
- Powiedziałeś komuś jeszcze? - zapytał po dłuższym milczeniu - Albo wiesz może, czy on komuś jeszcze powiedział?
Znów nie patrzył na brata, tylko wbijał wzrok w swoją szklankę, jakby czaiła się w niej tajemnica wszechświata.

Salazar Martinez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
55 y/o
For good luck!
178 cm
emerytowany sportowiec, czasem złodziej, aktualnie głównie pisarz na home office
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracji3 os. l.p.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zauważył reakcję brata na swoje słowa i... coś mu nie pasowało. Ostatni raz widział taki wzrok u Santiago chyba z okazji jego ostatniego ślubu, a raczej z okazji poznania "tej jedynej, wyjątkowej i na zawsze". Przeszło mu przez myśl, że ciekawe czy kobieta wiedziała o tym, że jej mąż żyje i czy ten zestaw talerzy i sztućców w połączeniu ze świecznikiem, które Tiago sprzątał, to przypadkiem nie dla niej. Nie zastanawiał się nad tym jednak zbyt długo, bo potem usłyszał trzy krótkie słowa, które znów wywróciły jego światopogląd do góry nogami. Nawet nie zauważył, że na moment przestał oddychać i teraz gapił się na brata szeroko otwartymi oczami, a szklankę z whisky miał niebezpiecznie przechyloną - na szczęście jednak nie aż tak, żeby zalać sobie spodnie i kanapę brata.
- Jak to... słusznie? - zamrugał, odzyskując chyba zdolność oddychania, a w każdym razie wszystko na to wskazywało, skoro udało mu się nawet odezwać. Był w szoku, co tu dużo mówić, ale chyba każdy by był na jego miejscu. - To znaczy... chcesz mi powiedzieć, że wy... to znaczy, że ty i on...? - właściwie nie wiedział o co chce zapytać, ale gdy sobie uświadomił jak teraz musi wyglądać i jak brzmiał potrząsnął głową, śmiejąc się i na moment zakrył twarz wolną dłonią. - Oh, joder - śmiał się przez chwilę, chyba w reakcji stresowej albo czymś w tym stylu, po czym odrobinę spoważniał i zabrał rękę z twarzy, żeby znów spojrzeć na brata. - Ty to potrafisz mnie zaskoczyć, braciszku. Nawet kilka razy w ciągu godziny. - pokręci głową, uśmiechnięty szeroko i napił się znów ze swojej szklanki, nie odrywając teraz spojrzenia od twarzy swojego brata. - Nie wiem czego mam wam życzyć, ale gratuluję, serio. I... bądźcie szczęśliwi, po prostu, chociaż patrząc na błysk w twoich oczach, to chyba nie muszę ci tego życzyć, co? - puścił mu oczko.
Santiago zakochany i szczęśliwy. Z Palermo! Co się działo z tym światem? Nie zamierzał jednak narzekać, bo dla niego zawsze najważniejsze było, żeby jego brat był szczęśliwy, a skoro wreszcie na starość odkrył, że szczęście może dać mu inny facet, to tylko good for him.
- Nie, nie dlatego, że mój braciszek umiera - wywrócił oczami i pochylił się lekko do przodu, patrząc na niego i świdrując go swoimi jasnymi ślepiami w taki sposób, jakby właśnie prześwietlał mu duszę. - Dlatego, że mój braciszek żyje. I wiem, że zrobiłbyś to samo w mojej sytuacji, więc nie próbuj mnie tu teraz moralizować, że mieszkam przecież w takim pięknym mieście i co ja tu będę właściwie robił - wycelował w niego palec wskazujący i pogroził mu nim krótko, jak na starszego brata przystało. - Nie masz wpływu na naszą decyzję, bo została już podjęta. Pogódź się z tym. - znów oparł się o kanapę plecami, oddychając głębiej, ale chyba po raz pierwszy od dawna z naprawdę wolną od ciężaru piersią.
- Nie wiem czy komuś jeszcze powiedział, ale nie wydaje mi się. Powiedział, że go zabijesz, jeśli mi powie, więc to nie brzmiało, jakby to rozpowiadał. - wzruszył ramionami, choć gwarancji oczywiście dać nie mógł, ale jakoś nie podejrzewał Alvaro o to, żeby komukolwiek wspominał o tym, że Santiago żyje, bo niby po co miałby to robić? - Ja? Powiedziałem tylko Sergio. Przyjedzie niedługo, więc będziemy mogli sobie zrobić... wspólny obiad, kolację czy tam podwójną randkę - parsknął śmiechem, wciąż trawiąc informację o tym, że jego brat związał się z Salvatierrą. - I nie patrz tak na mnie, nie zamierzam ci robić awantury. Rozumiem dlaczego to zrobiłeś i pewnie zrobiłbym to samo, gdybym był w twojej sytuacji. Co nie zmienia faktu, że musiałem dać ci w pysk, ale sam rozumiesz, że to było konieczne. - znów do niego mrugnął i upił kolejnego łyka. - Boli jeszcze?

Santiago de la Serna
palermo (palermo.pbf)
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
52 y/o
Mark your calendar for Canada Day
182 cm
złodziej bankowy
Awatar użytkownika
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Tak, jestem z nim szczęśliwy - uśmiechnął się nieco szerzej, wciąż z tym samym rozmaślonym wzrokiem, mając teraz przed oczami roześmianą, szczęśliwa twarz Alvaro - Prawdę mówiąc, od kilku lat rozumiem, że odwzajemniam jego uczucia.
Poruszył niespokojnie szczęką i znów się napił, przymykając oczy i próbując w ten sposób jakoś spłukać poczucie winy, które go na chwilę ogarnęło.
W odpowiedzi na kolejne słowa brata wysunął szczękę do przodu, patrząc na niego spode łba. Po chwili westchnął i odchylił głowę na wysokie oparcie fotela, zsuwając się w nim do pozycji półleżącej, a mięśnie na jego żuchwie drgały niespokojnie.
- Salazar - odezwał się stanowczo, patrząc na niego nieco przymrużonymi niebezpiecznie oczami - żyję już pięćdziesiąt dwa lata. Przez co najmniej połowę tego czasu mieszkałeś w innym kraju, niż ja. Dlaczego teraz nagle chcesz być w tym samym mieście? Rzucasz wszystko i przeprowadzasz się tu, skłaniając do tego samego swojego męża i psa... - rozłożył ręce - Nie mów mi, że dlatego, że żyję. Nie, to nie dlatego.
Zdjął nogę z nogi i również się pochylił, patrząc teraz na brata w ten sam sposób, w jaki on patrzył na Kocura.
- Cieszę się, że rozumiesz, dlaczego zrobiłem to, co zrobiłem i że przyznajesz, że prawdopodobnie zrobiłbyś to samo, ale nie okłamuj mnie teraz. Albo - nie okłamuj siebie. Chcesz się pożegnać i wykorzystać czas, który mi jeszcze został, co z kolei ja rozumiem, bo z kolei ja zrobiłbym to samo. Ale nie chcę, żebyś przebudowywał dla mnie całe swoje ułożone życie. Cieszę się, że cię teraz widzę, bo tęskniłem za tobą, za Sergio... Cholera, tęsknię za wszystkimi moimi bliskimi i nie było mi łatwo siedzieć tutaj te półtora roku udając, że nie żyję. Ale zrobiłem to po to, żebyście nie patrzyli, jak się wykańczam. Nie zamierzałem zresztą wykańczać się powoli, ale skoro już nie udało mi się zabić, to nie chciałem przynajmniej zawracać wam sobą głowy. I nadal tego nie chcę. Jeśli więc chcesz się przeprowadzać, to to zrób, ale wolałbym, żeby to była decyzja podjęta pod wpływem czegoś innego, niż tylko to, że zdycham, bo to nie jest dobry powód. Czy Sergio znajdzie tu pracę? On nie jest pisarzem, który może sobie pisać wszędzie, jak ty. Chyba, że znudziło mu się pracowanie i przechodzi w końcu na zasłużoną, całkowitą emeryturę?
Nie odpowiedział na pytanie, czy szczęka jeszcze go boli, bo nie czuł się w tym momencie w nastroju do tak luźnych pogaduszek - miał nadzieję, że jeszcze do tego przejdą, ale teraz poważne tematy były dla niego ważniejsze.
A szczęka jeszcze trochę pulsowała mu bólem.

Salazar Martinez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
55 y/o
For good luck!
178 cm
emerytowany sportowiec, czasem złodziej, aktualnie głównie pisarz na home office
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracji3 os. l.p.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniósł nieco brwi, zaskoczony wyznaniem brata; nie spodziewał się, że ten od kilku lat jest świadom swoich uczuć do Palermo, ale zakładał, że Palermo również nie był tego świadom, bo inaczej byliby razem już wcześniej. I jasne, Salazar nie mieszkał w tym samym mieście co oni, ale widywali się, rozmawiali też telefonicznie i był pewien, że zauważyłby, gdyby jego brat i Alvaro zaczęli się spotykać. Musieli więc zbliżyć się do siebie w ten konkretny sposób dopiero teraz. Nie skomentował tego, bo nie wiedział jak miałby to zrobić, ale uśmiechnął się do brata i znów uniósł szklaneczkę, jakby mówił bezgłośnie "i za to mogę wypić".
Zaraz jednak ten uśmiech przygasł, gdy zalała go fala słów Santiago, a sam Salazar z każdym kolejnym słowem czuł się, jakby zapadał się w fotel. Nie mógł się poruszyć, siedział jak zahipnotyzowany, patrząc na niego i znów niemalże nie oddychając. Nie spodziewał się usłyszeć tego wszystkiego, ale najgorsze chyba było to, że Santiago zarzucał mu kłamstwo i sugerował, że przyjechał tutaj się z nim pożegnać i wykorzystać czas, który mu został. Te słowa sprawiły, że dosłownie zabolało go serce, jakby ktoś rozrywał mu je na kawałki.
- Nie przyjechałem się z tobą żegnać! - oświadczył w końcu, nieco głośniej i ostrzej niż planował; słychać było, że jest teraz wstrząśnięty, że słowa brata sprawiły mu ból i że... no, chyba nie zakładał takiego scenariusza, bo głos mu drżał i Salazar czuł się teraz tak, jakby był bliski ataku paniki. Poczuł nieprzyjemne mrowienie na skórze, na całym ciele właściwie, a dodatkowo coś nieprzyjemnie ścisnęło go w brzuchu, jakby dostał w niego z pięści. - Przyjechałem, żeby znowu cię zobaczyć, żeby pobyć z tobą, żeby odzyskać brata, którego już pochowałem i za którym kurewsko tęskniłem! - podniósł się z kanapy, odstawiając pustą już szklankę po whisky i przez chwilę stał po prostu, z opuszczonymi wzdłuż ciała rękoma zaciśniętymi w pięści, drżąc dość wyraźnie. - Nie zarzucaj mi, kurwa, kłamstwa! - podszedł do fotela, na którym ten siedział, ale zatrzymał się kilka kroków od niego, nie będąc w stanie podejść bliżej. - To nie ja ukrywałem przed tobą chorobę przez nie wiadomo jak długo! Nie ja próbowałem popełnić samobójstwo, nie ja pozwoliłem Alvaro na to patrzeć, nie ja zaszyłem się gdzieś, gdzie nikt by mnie nie szukał, nie mówiąc o tym nikomu! Nie ja pozwoliłem mojej rodzinie myśleć, że umarłem! - przy ostatnich słowach miał już wyraźnie zdarty od krzyku głos, który drżał teraz bardzo mocno. Zakręciło mu się w głowie od tego wszystkiego i nieco chwiejnie, wciąż na drżących nogach, ruszył przed siebie, wymijając fotel.

Santiago de la Serna
palermo (palermo.pbf)
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
52 y/o
Mark your calendar for Canada Day
182 cm
złodziej bankowy
Awatar użytkownika
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jego również skóra zapiekła przez słowa Salazara i poczuł, jak włosy jeżą mu się na głowie, a w piersi zabrakło mu tchu, jakby coś go nagle mocno ścisnęło za żebra. Opuścił wzrok, wbijając go w podłogę i przełknął nerwowo ślinę czując, że zaschło mu w ustach.
- Przed chwilą powiedziałeś, że rozumiesz, dlaczego to zrobiłem - powiedział ochrypłym głosem po chwili milczenia po tym, jak brat skończył na niego krzyczeć. Miał ochotę wstać, zatrzymać go, odwrócić do siebie, przytulić się do niego mocno, jak wtedy, kiedy jeszcze był małym, kilkuletnim chłopcem i przybiegał do brata się wyżalić, że ojciec znów na niego nawrzeszczał. Albo wtedy, kiedy umarł jego młodszy braciszek, co rozdarło jego serce, rozbiło je i chyba nigdy już nie udało mu się go w pełni poskładać w całość. Nie wstał jednak - nie mógł się podnieść i czuł się, jakby wręcz przyrósł teraz do tego fotela, z bolącym z napięcia karkiem. Nie był w stanie zdobyć się na gest otwartości i okazywania uczuć, bo maska sukinsyna była z nim zbyt mocno zrośnięta.
Wreszcie jednak wstał - powoli i nieco chwiejnie, bo targające nim emocje sprawiały mu trudności w panowaniu nad mięśniami - i popatrzył na oddalające się plecy brata.
- Nie pozwoliłem Alvaro na to patrzyć - powiedział - Kazałem mu stamtąd wypierdalać. Nie zabiłbym się przy nim.

Salazar Martinez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
ODPOWIEDZ

Wróć do „#25”