-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Kątem oka znów zobaczył, że ekran jego telefonu zaczął świecić, ale nie zamierzał po niego sięgać i sprawdzać, kto i czego od niego chce. Zresztą - zobaczył, że to sms, więc nie trzeba było natychmiast się zrywać i odbierać.
- Salva...? - odezwał się jednak po długim milczeniu, bawiąc się bezwiednie zagięciem na nogawce jego spodni, gdzieś w okolicach kolana - Naprawdę mi na tobie zależy. I przywiązałem się do ciebie, bardzo lubię spędzać z tobą czas. I... chciałbym czegoś więcej, ale boję się, że ty nie chcesz albo że jeśli nawet teraz chcesz, to że przy bliższym poznaniu mnie jednak stwierdzisz, że nie nadaję się do takich rzeczy i wolałbyś nie zmieniać tego, co teraz między nami jest. Ale się, cholera, zaczynam angażować. I boję się tego.
Sam właściwie nie wiedział, dlaczego to wszystko powiedział - znów poczuł się jak kretyn, który za dużo gada i za dużo sobie wyobraża; ale z drugiej strony w trakcie tego milczenia doszedł do wniosku, że lepiej jednak takie rzeczy omówić na samym początku, zanim pozwoli sobie na większe zaangażowanie i dostanie po mordzie. Uznał, że skoro w tym momencie przeszli do takich tematów - po tyle latach znajomości - to to był odpowiedni moment na wyjaśnienie sobie tego typu spraw. Kolejny tak dobry może się nie pojawić, a poza tym w innej chwili mógłby już nie zdobyć się na odwagę, żeby tak gadać. Tym niemniej jego serce znów zaczęło fikać koziołki i przebijać się przez klatkę piersiową, jakby chciało połamać mu mostek.
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Skupił na nim wzrok, gdy usłyszał swoje imię z ust przyjaciela i przyglądał mu się spokojnie, gdy ten mówił. Nie przerywał mu, pozwolił wyrazić swoje pragnienia i obawy, i jedynie uśmiechnął się lekko pod nosem, z krótkim, przeczącym ruchem głową, gdy Devlin stwierdził, że przy bliższym poznaniu go Salva stwierdzi, że Saul jednak nie nadaje się "do takich rzeczy".
- Escúchame, Sa-ul - położył dłoń na jego policzku i znów obrócił go do siebie, by ten popatrzył mu w oczy. Pocałował go delikatnie w czoło, po czym odezwał się cicho, wciąż z ustami przy jego czole. - Poznaliśmy się trzynaście lat temu, więc myślę, że znam cię już całkiem dobrze, nawet jeśli przez jakiś czas mieliśmy... utrudniony kontakt. - wzruszył lekko ramionami, przesuwając palcami we włosach chłopaka. - Nie uważam, że nie nadajesz się do związku. Nie wiem czy nam się uda, czy po jakimś czasie nie stwierdzimy, że jednak lepiej nam było jako przyjaciołom, ale tego nigdy się nie wie na początku. Zawsze jest to ryzyko, niezależnie od tego ile się kogoś zna i jak dobrze. Ale wiem, że ja też bym chciał... - zawahał się chwilę. - Me gustaría algo más. Ale tylko wtedy, jeśli ty też tego chcesz i jeśli chcesz... spróbować. Conmigo.
Saul Devlin
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Chcę - powiedział tylko głosem drżącym z emocji. Po chwili wahania objął Meksykanina za szyję i wtulił się w niego mocno, starając się nie wybuchnąć z radości. Próbował też nie podskakiwać, bo przecież nie był już małym dzieckiem, które nie posiada się ze szczęścia, bo dostało ogromnego pluszaka. Był Dorosłym Poważnym Mężczyzną, który przecież niedawno otworzył własną firmę i próbuje jakoś związać koniec z końcem.
Nie wytrzymał i raz jednak podskoczył.
- Me gusta, cuando hablas Español a mi - oświadczył bardzo łamanym hiszpańskim, szczerząc się teraz jak głupi, kiedy już się odsunął od przyjaciela, nie będąc nawet pewnym, czy użył prawidłowej gramatyki*, ale się starał. Od jakiegoś czasu już codziennie robił po kilka lekcji w Duolingo, żeby nauczyć się języka swojego... cóż: chyba teraz już swojego chłopaka.
Telefon znów zaczął świecić, co Saul zauważył kątem oka. Zniecierpliwiony westchnął ciężko i chwycił go wreszcie z miną mówiącą "zaraz mnie szlag trafi".
- Słucham - warknął do słuchawki, patrząc na zegarek. Było koło trzeciej w nocy. Zaraz jednak jego mina nieco zrzedła, a twarz się wydłużyła. Zerknął krótko na Salvadora, podniósł się z podłogi i poszedł na dwór, dając jeszcze przyjacielowi znak dłonią, że zaraz wróci.
Rzeczywiście wrócił, piętnaście minut później, wyglądając, jakby go walec przejechał. Usiadł znów obok Salvadora i chwycił piwo, zastanawiając się, co właściwie powinien zrobić i jak mu powiedzieć o tym, co właśnie usłyszał.
*autor też nie, bo tu akurat nie użył tłumacza :x
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- ¿Estas aprendiendo español? - zapytał zaskoczony, nie odsuwając się od niego jednak, nawet wtedy, gdy Saul zaczął lekko podskakiwać. Zaśmiał się cicho, bo znów wydało mu się to przeurocze i potarł policzkiem o jego policzek.
Chwilę później Saul odebrał telefon - może to i dobrze, bo Salva zauważył, że wyświetlacz jego komórki rozświetlał się jak głupi już od jakiegoś czasu, najpierw smsami, a potem połączeniami, więc najwyraźniej było to coś ważnego. Przyszło mu do głowy, że z rzeczy mniej istotnych, to jacyś klienci mogli się dopominać jego uwagi, ale z drugiej strony chyba nie robiliby tego w tak natrętny sposób i to w dodatku o trzeciej nad ranem, prawda? Musiało to więc być coś innego. Odprowadził go wzrokiem, gdy ten wyszedł porozmawiać, a sam znów sięgnął po swoje piwo i po telefon, żeby podczas nieobecności nieco bezmyślnie scrollować instagrama.
Spojrzał z uśmiechem w stronę powracającego Saula, ale ten uśmiech szybko zniknął, gdy zobaczył jak jego przyjaciel wyglądał po tej rozmowie. Zamrugał oczkami, zaskoczony, po czym przysunął się do niego, znów wtulając się ramieniem w jego ramię i ostrożnie położył mu dłoń gdzieś w okolicy uda.
- Sa-ul...? ¿Qué pasó?
Saul Devlin
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Był z siebie dumny, że wydusił tak długie zdanie, które chyba było zrozumiałe - w każdym razie dla niego było.
- Mam nadzieję, że w razie czego będziesz mnie poprawiał, jak coś powiem nie tak, ale... no, staram się uczyć - uśmiechnął się nieśmiało i podrapał zakłopotany po głowie.
Jednak te piętnaście minut później nie miał już głowy do rozmowy o swojej nauce języka przyjaciela. Potarł policzkiem o głowę Meksykanina, wciąż próbując zebrać myśli.
- Pamiętasz, jak siedem lat temu mówiłem ci, że jedna laska zaszła ze mną w ciążę? - zapytał zduszonym głosem - I że od czasu do czasu jeździłem tam do niej i do córki? Ma na imię Isla. A laska właśnie mi oświadczyła, że idzie siedzieć, więc mam się zająć małą.
Sam nie wiedział, jak się z tym czuje. Nie brał pod uwagę możliwości, żeby się na to nie zgodzić - taka myśl nawet nie postała w jego głowie - ale nie wiedział, jak właściwie ma to wszystko zorganizować. Nie miał przecież miejsca przygotowanego dla małej. Po jego domu walało się tylko kilka zabawek, a kiedy Isla przyjeżdżała do niego, odstępował jej swoje łóżko, a sam spał przez tych kilka dni na kanapie - ale tak przecież nie może być, kiedy mała z nim zamieszka. Poza tym był ćpunem, zupełnie niedojrzałym do tego, żeby być ojcem. Co prawda - to samo myślał o jej matce, ale przecież matka to matka: wychowywała młodą do tej pory i jakoś sobie nawet radziła. Isla nie była małą rozbójniczką, więc jej matce coś tam się udawało... czego z pewnością nie będzie można powiedzieć o nim.
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Oczywiście, że pamiętam. Pokazywałeś mi nawet jej zdjęcia, zwłaszcza jeśli kazałem ci jakieś zrobić, gdy do nich znowu jechałeś. - uśmiechnął się lekko i nieco niepewnie. Nie wyglądał na przerażonego wizją Saula jako ojca, raczej po prostu był zaskoczony informacją, która na niego spadła. Nie uważał jednak, że Saul miałby nie dać sobie rady, nawet mu to przez myśl nie przeszło, podobnie jak nie przeszło mu to, że Devlin mógłby odmówić przyjęcia dziecka pod swój dach. Był Meksykaninem, w jego kraju pojęcie wyrzeczenia się obowiązków rodzicielskich nie istniało właściwie; w Meksyku rodziny często były duże, często też kilka pokoleń mieszkało w jednym, dużym domu, a status finansowy rodziny nie miał aż tak dużego znaczenia. Być może gdyby wychował się w amerykańskich warunkach to przyszłoby mu do głowy, że Saul może powiedzieć, że nie weźmie córki do siebie, ale z drugiej strony... chyba nawet wtedy nie, bo nie miał go za dupka, po prostu.
- No to... chyba teraz będziesz tatusiem na pełen etat, co? - uśmiechnął się do niego, teraz już szerzej i pewniej, a jego palce na udzie Devlina zacisnęły się nieco mocniej, starając się tym samym dodać mu otuchy. - Myślisz, że teraz będę mógł ją wreszcie poznać? - oczy mu rozbłysły na samą myśl o tym. Zaraz potem pociągnął kilka łyków ze swojej butelki. - Potrzebujesz pomocy? Chyba trzeba by było urządzić jej jakiś pokoik... żeby jej się miło mieszkało i żeby tak bardzo nie tęskniła za mamą. - podrapał się po policzku. - A właściwie za co idzie siedzieć, mówiła ci?
Saul Devlin
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Nie mówiła, a ja nie pytałem - powiedział cicho, wciąż wstrząśnięty wizją bycia ojcem - Mogę przypuszczać, że coś ukradła albo kogoś oszukała... Wiesz - ani ja, ani ona nie byliśmy nigdy przesadnie grzeczni. Będę musiał po nią jutro pojechać i dotrzeć tam przed południem, bo do pierwszej musi się zgłosić do pierdla. Znaczy, pojechać po małą, ale pewnie odwiozę Lanę do więzienia... Pojedziesz ze mną?
Ostatnie pytanie wypalił, zanim pomyślał, ale chwilę później uznał, że to było głupie: nie mógł przecież wymagać od Salvadora, żeby jeszcze włóczył się z Saulem po Toronto.
- Znaczy... No, nie musisz, to tylko, jeśli chcesz - przygryzł nerwowo wargę, a po chwili jego ramiona opadły - Salva, ja nie dam rady. Przecież ja się nie nadaję na ojca... Nie ogarniam samego siebie, a co dopiero jeszcze dziecko...
Pomyślał o bałaganie w swoim mieszkaniu - przed przyjazdem Isli zawsze sprzątał i pucował wszystko na błysk, ale dla samego siebie tego nie robił: nie bardzo potrafił utrzymywać porządek. To nawet nie to, że nie chciał - po prostu nie potrafił mimo, że jego samego nieraz wkurzał burdel, jaki panował w jego lokum. Ale utrzymywanie porządku go przerastało.
- Pewnie, że będziesz mógł ją w końcu poznać. Jeśli nadal chcesz być ze mną, to nawet nie widzę innej możliwości... Chyba, że teraz, w świetle nowych zaszłości jednak stwierdzasz, że na coś takiego się nie pisałeś, co w pełni zrozumiem.
Westchnął ciężko, oparł łokieć o kolano i ukrył twarz w dłoni, przerażony tym, co właśnie spadło mu na głowę.
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- No digas tonterías - odsunął się od niego na tyle, żeby spojrzeć na jego twarz i złapał go palcami za podbródek, skłaniając, żeby Saul popatrzył mu w oczy. Dzisiaj ewidentnie był dzień skłaniania Saula do patrzenia sobie w oczy, z całą pewnością. - Miałbym nie chcieć być z tobą, bo córka z tobą zamieszka? Co ty pleciesz? - oparł czoło o jego czoło, wciąż patrząc mu w oczy. - Za kogo ty mnie masz, hę?
Saul Devlin
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- No, możesz nie mieć ochoty na wychowywanie dziecka, które nagle spada ci na głowę, tym bardziej, że miałeś prawo się takich rzeczy nigdy nie spodziewać, będąc gejem, tak? - powiedział, już bardziej żartem, niż serio - Ale cieszę się, że jednak się nie wycofujesz. Bo bez ciebie już z pewnością bym sobie nie poradził.
Uśmiechnął się w końcu i przymknął oczy, pocierając czołem o jego czoło.
- To chyba trzeba się kłaść, skoro jutro mamy jechać po młodą. Nie mogę prowadzić z alkoholem i prochami we krwi... a w każdym razie - nie z dużą ich ilością, bo biorąc pod uwagę, która jest godzina, to raczej do rana nie wytrzeźwieję zupełnie, ale może mnie gliny nie złapią, jeśli będę jechał ostrożnie i ultra przepisowo.
Dopił jeszcze swoje piwo i podniósł się, żeby pójść do łazienki.
- Pożyczysz mi jakiś ręcznik, żebym się wykąpał?
Otrzymawszy to, o co prosił, poszedł pod prysznic, a później - z wilgotnymi włosami i pachnący - wrócił do przyjaciela, ubrany już tylko w gatki i podkoszulek.
- Gdzie mogę się kimnąć?
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-Jestem gejem, który żałował tego, że jest gejem nie dlatego, że jesteśmy dyskryminowani, tylko dlatego, że nie będzie miał w związku z tym dzieci. - pocałował go delikatnie w nos, w samo miejsce, które wcześniej puknął palcem. - Chcę być z tobą, niezależnie od tego czy dostanę cię samego czy w pakiecie z małą. Jeśli w pakiecie, to będę was kochał podwójnie - uśmiechnął się do niego czule, nawet nie zauważając, że właśnie wyznał Saulowi miłość. Było to całkowicie szczerze wyznanie, zupełnie nieplanowane; Salva nie miał doświadczenia w mówieniu wprost o swoich uczuciach, ale naprawdę się starał, bo zależało mu na przyjacielu i chciał być z nim, po prostu.
Zgodził się z Saulem, że powinni się kłaść; dał mu ręcznik i coś do przebrania jako piżamkę, a sam w międzyczasie przygotował im herbatę, która czekała teraz na stoliku nocnym przy łóżku.
Uśmiechnął się szeroko, gdy zobaczył Saula w swojej za dużej koszulce i objął go w pasie, przytulając nos do jego mokrych włosów.
- Liczyłem na to, że położysz się ze mną. Chciałem się przytulić - wyznał cicho, nieco wystraszony, że Devlin odmówi. - Ale zrozumiem, jeśli będziesz wolał spać oddzielnie. W takim razie możesz się położyć na kanapie albo w pokoju gościnnym, tylko tam mam pojedyncze łóżko, ale jeśli ci to nie przeszkadza, to częstuj się. Swoją drogą możemy tam zrobić pokój dla małej, jeśli... Jeśli chcesz. - odchrząknął cicho, bo zrobiło mu się głupio, że teraz on wpadł w jakiś monolog i wątpliwości. - To ja... To ja pójdę pod prysznic, a ty się rozgość.
I zniknął w łazience, zakrywając twarz dłońmi, gdy już zamknął za sobą drzwi. Było mu strasznie głupio, że tak się rozgadał i że snuje już plany zrobienia pokoju dla Isli, a nawet nie był pewien, czy Saul będzie tego chciał.
Wrócił jakieś 20 minut później, mokry i pachnący jakimś rześkim żelem, nieco niepewny co zastanie i które miejsce do spania jubiler wybierze.
Saul Devlin