ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
162 cm
Barmanka The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
Traciłem pod nogami ziemię, szukałem ratunku dla siebie. I wybacz - to ludzkie, że błądzę, niech wyjdzie nam to na dobre, bo nic nam nie może się stać
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona
typ narracjityp narracji
czas narracjitrzecioosobowy
postać
autor

Pieprzona Matka Teresa.
Właśnie tak powinni nazwać ją rodzice. Dokładnie tymi słowami - Pieprzona Matka Teresa. Z jej skłonnością do zbawiania świata i niesienia pomocy, o którą absolutnie nikt nie prosił, wydawałoby się to całkiem odpowiednie, mimo że żadną matką nie była ani być nie planowała. Wręcz przeciwnie, zamierzała zrobić wszystko, co w jej mocy, aby nigdy nie dorobić się żadnych dzieci. No, może ewentualnie kota lub jakiegoś dużego psa, gdy warunki lokalowe jej na to pozwolą. Ale na pewno nie w najbliższym czasie. Z drugiej strony Ariadna również była postacią, która uratowała nieszczęśnika od strasznego losu poprzez podrzucenie mu wspaniałego sznurka, więc... Może rodzice jednak wiedzieli, co robili? Nie miała pojęcia, nie mogłaby stwierdzić, w końcu praktycznie ich nie znała.
Prawdą jednak było, że za każdym razem, kiedy widziała kogoś w potrzebie, odczuwała niemożliwą do odparcia potrzebę niesienia pomocy (no chyba że był to ten sam niedopity i niedomyty człowiek nazywający ją kierowniczką i proszący o drobne na bułkę, którego spotykała notorycznie w drodze do pracy, bo jego prośby udawało jej się już zbywać bez ponoszenia strat finansowych). No i tak to się właśnie kończyło - budziła się na kanapie z obolałym karkiem, bo własne łóżko oddała nieznajomej dziewczynie, którą zgarnęła z toalety swojego baru poprzedniego wieczora, uznawszy, że owa nieznajoma zdecydowanie potrzebuje bezpiecznego schronienia i kogoś, kto zadba o to, żeby dożyła do rana. No i padło na nią - to właśnie Ariadne miała być tym kimś. Dobrym duchem, zbawcą narodów, trzymającym włosy, ocierającym policzki, zapewniającym, że wszystko będzie dobrze, a potem holującym do Ubera i następnie do własnego mieszkania.
No totalnie, pieprzona Matka Teresa.
Chociaż jeśli chodziło o zapewnienie przeżycia nieznajomej, to Riddy jeszcze nie sprawdzała, czy Jamie (tak nieznajoma się przedstawiła, ale mogło to być równie dobrze Jenny, Gemma albo nawet Anne, biorąc pod uwagę, że wymieniały się imionami nad otchłanią porcelany w toalecie baru Ariadny) faktycznie żyje tam, gdzie zostawiła ją poprzedniego wieczora. Ariadne dawała jej czas na dojście do siebie. W międzyczasie sama zwlokła się z kanapy, nastawiła kawę w ekspresie przelewowym i zaczęła smażyć boczek, bo stwierdziła, że jajecznica na boczku lub pasta jajeczna z boczkiem na bajglu (miała kilka zamrożonych w zamrażalniku na takie ciężkie poranki) to bardzo dobry posiłek na taki poranek.
Umówmy się, to nie było jej pierwsze rodeo. Chociaż było też jednym z nielicznych, kiedy to nie ona była w stanie wymagającym przeprowadzenia akcji ratunkowej.

Jamie Park
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
a.
30 y/o
LOVE IS IN THE AIR
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Yup... That's me... Pewnie zastanawiacie się, jak znalazłam się w takiej sytuacji.
Tysiące małych skaczących i syczących pchełek skakały po oczach Jamie, próbując zmusić powieki, żeby przepuściły więcej słonecznego światła. Te i tak nie bardzo sobie radziły z powstrzymywaniem agresji świata na biedną, małą dziewczynkę zamkniętą teraz w zbyt ciasnej puszce głowy Jamie. Na pewno pustej puszce, bo jakże inaczej, jeśli załatwiła się tak, jak się załatwiła.
Ale po kolei... Jak to się w ogóle zaczęło? Skąd tak wielki ból głowy i te syczące potwory skaczące po jej oczach? I czemu te potwory pachnął smażonym boczkiem? I czemu to pachnie tak dobrze? Przecież u niej nikt nie nocował.
- O nie... - jęknęła orientując się, że musiała zaprosić do siebie kogoś wczoraj w nocy.
A z takim bólem głowy, na pewno nie wygląda pięknie, jak na morning afterglow wypadało. Otworzyła jedno oko, czując jak świat wiruje dookoła niej, co utwierdziło ją w przekonaniu, że to jeszcze nie jest moment na mierzenie się z rzeczywistością.
Pościel inaczej pachnie... I okno jest w innym miejscu...
Znów otworzyła oczy i rozejrzała się po obcym pomieszczeniu.
- O nie... - wylądowałam w łóżku jakiegoś faceta...
Gwałtownym ruchem zajrzała pod kołdrę, ale tam przekonała się, że dalej jest w ubraniach i ma na sobie nawet rajstopy. Odetchnęła z ulgą i aż się skrzywiła czując swój własny oddech. Ból głowy dawał o siebie znać coraz mocniejszymi falami, które zmuszały do mrużenia oczu przed słońcem. Serce tłukło się, przemęczone w piersi i generalnie robiło jej się słabo. Ale przynajmniej ma na sobie majtki...
Nagły przebłysk wspomnienia spowodował, że usiadła an łóżku wyprostowana. Drinki. Była na tańcach w jakimś barze i tam z jakiegoś powodu zaczęła przyjmować drinki od grupki facetów.
- O nie... - znów jęknęła, ale materiał czarnej, kusej sukienki uspokoił ją.
Zaś syczące gremiliny, które po niej skały zaczęły układać swoją pieśń do spółki z zapachem w śniadanie.
Podniosła się niepewnie, otulając się kocem, który leżał zwinięty w nogach łóżka i boso, niepewnie, przeszła do drzwi sypialni, żeby wyjrzeć i zmierzyć się z jej gospodarzem.
- O nie... Miał żonę? - westchnęła sama do siebie cichutko.

Ariadne Calloway
29 y/o
For good luck!
162 cm
Barmanka The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
Traciłem pod nogami ziemię, szukałem ratunku dla siebie. I wybacz - to ludzkie, że błądzę, niech wyjdzie nam to na dobre, bo nic nam nie może się stać
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona
typ narracjityp narracji
czas narracjitrzecioosobowy
postać
autor

Bywała już po obu stronach podobnych historii. Znała uczucie zdezorientowania towarzyszącego obudzeniu się w obcym miejscu, bez większości wspomnień związanych z tym, jak się znalazło w danym miejscu i z osobą, która ją do niego wpuściła. Pamiętała nadal niezręczność towarzyszącą poznawaniu na nowo kogoś, kogo poprzedniego wieczora znało się ewidentnie na tyle dobrze, żeby spędzić z nim noc pod jednym dachem. Zaliczyła niezręczne poranne pochody wstydu do własnego domu z rozczochranymi włosami i szpilkami w dłoni, miała na swoim koncie poranki ze śniadaniem, podczas których ona i jej nowi znajomi próbowali zachowywać się, jakby wszystko było zupełnie normalnie i nawet zdarzało jej się wytrwać kilka tygodni, udając, że kontynuowanie takiej znajomości miało jakiś sens. Po jakimś czasie przestała się tym przejmować i rozkminianie, jak zrobić kawę w cudzym ekspresie, zanim ten ktoś jeszcze się obudzi, nie stanowiło już dla niej większego problemu.
Wiedziała jednak, że nie wszyscy tak mieli i że nie było to do końca normalne. W końcu ratowniczką dusz, które zostały poniesione nieco za bardzo przez imprezę, też nie była po raz pierwszy. Zdążyła się nauczyć, że delikatność i spokój są jedynymi rzeczami, które mogą wszystkich ocalić.
Była w trakcie mieszania jajek na patelni, kiedy usłyszała ruch i szelest za swoimi plecami.
- Wolisz bardziej ściętą czy płynną jajecznicę? I kawa czy herbata? Mam też browar, jakbyś potrzebowała klina, jest w lodówce, obsłuż się - kiwnęła głową w stronę lodówki, do której przypiętych było mnóstwo magnesów, pocztówek, biletów wstępu do różnych miejsc i na różne wydarzenia a także kilka polaroidowych zdjęć, na których jednak nie było żadnego z Ariadne. - Wiesz, to krytyczny moment, więc musze tutaj tego... - znała lepszych kucharzy od siebie, wiadomo, pracowała w restauracji jako barmanka, ale swojego czasu była wkręcona w content Gordona Ramsaya na tyle mocno, żeby wiedzieć, że utrzymywanie odpowiedniej temperatury podczas robienia jajecznicy to klucz do uzyskania odpowiedniej konsystencji.
Czy kiedyś wyszła jej idealna? Oczywiście, że nie. Ale to przecież nie oznaczało, że zamierzała przestać próbować.
I może powinna teraz jakoś się na samym wstępie przedstawić, opowiedzieć swojemu gościowi, co zaszło poprzedniego wieczora, żeby jak najmniej ją stresować, ale... Nah, doświadczenia Ariadne były takie, że najlepsze rezultaty zawsze daje zachowywanie się tak, jakby wszystko, co się dzieje, było jak najbardziej normalne na świecie. Bo przecież hej, nic złego się nie dzieje, nie?

Jamie Park
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
a.
30 y/o
LOVE IS IN THE AIR
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

A po drugiej stronie mamy Jamie, która nigdy nie była w takiej sytuacji. O tyle o ile pozwalała się ponieść muzyce, kiedy przychodził jej czas resetu od normalności i pracy, o tyle nigdy nie przesadzała z alkoholem i już na pewno nigdy nie lądowała w łóżku totalnie obcej osoby. Mama się pewnie przewraca w grobie, jak to widzi.
Wyrwana spod swojej własnej kontroli, podszytej chrześcijańskim wychowaniem Jamie od niedawna zaczynała szukać. Sama do końca nie wiedziała, czego chciała, co miotało nią od eksperymentów z przyjaciółką, do faceta, który mówił coś pięknego, a później znikał. Zdrowo, co?
- Płynną... - odpowiedziała niemrawo, bo co miała zrobić innego.
Z jakiegoś powodu żadne słowa, które przychodziły jej na myśl nie pasowały tutaj. Za to jej spojrzenie powędrowało powoli po wnętrzu mieszkania, aż zatrzymało się na lodówce, do której się zbliżyła. Tutaj skrzywiła się, słysząc o browarze czując, że tego co czuła nie da się zmyć alkoholem. Prędzej święconą wodą...
- Płyn do płukania ust? - zapytała, błyskając bielą ząbków w niepewnym uśmiechu. - A potem kawa brzmi wspaniale.
Dodała z lekkim rozczuleniem, bardziej nad sobą niż nad tym serdecznym gestem opieki. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz pozwoliła komuś zatroszczyć się o siebie, a to dotknęło jakiegoś miękkiego miejsca w jej duszy.
- Jasne, nie przeszkadzaj sobie... - odparła, pozwalając mistrzyni doganiać Ramseya.
To chyba tak, jak było z naleśnikami Jamie. Kiedy chciała się ich nauczyć, to przez ponad tydzień na śniadanie smażyła chore ilości, wykorzystując przeróżne przepisy, aż wreszcie znalazła ten swój własny, z którego zawsze wychodziły idealne. Poza pierwszym, ten zawsze szedł na straty.
Skupiła się w tym czasie na lodówce, szukając punktów zaczepienia w zdjęciach i biletach. Trochę liczyła na to, że gdzieś tutaj ukryta będzie informacja na temat tego kim jest jej gospodyni i czy na pewno nie ma tutaj jakiegoś faceta.

Ariadne Calloway
ODPOWIEDZ

Wróć do „#17”