-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jeśli pewne angielskie powiedzenie mówi o gównie uderzającym w wiatrak to tym razem zdecydowanie gówno uderzyło w sam środek systemu wentylacyjnego i nasmrodziło bardziej niż ktokolwiek byłby w stanie przypuszczać. Trudno jednak było przypuszczać, że w końcu jeden z młodziutkich gangusów, który należał do lokalnego oddziału rosyjskiej mafii wyjawi podczas przesłuchania, że zasłyszał coś na temat wtyki w policji, która przekazywała mafiozom pewne informacje.
Swanson nawet nie przypuszczała, że przez to, że zajmowała się zleconą jej jakiś czas temu przez przyjaciela sprawą jako jedna z jego zaufanych będzie mogła się stać jedną z podejrzanych. Oczywiście służby wewnętrzne prześwietlały każdego, ale miała wrażenie, że na nią zwrócono szczególną uwagę po tym jak ktoś zauważył, że zdarzyło jej się węszyć tu i ówdzie. Dodatkowo jak nieść niosła przecież planowała wystawne wesele w najbliższych tygodniach, więc z pewnością przydałby jej się zastrzyk gotówki, aby zorganizować całą imprezę na poziomie.
Nie podobało jej się to wszystko. O ile dobrze kojarzyła to ich śledztwo w stawie kreta jakiś czas temu stanęło w martwym punkcie. Zresztą wypadła z obiegu na dobre kilka tygodni. Mogła mieć nieaktualne informacje ze względu na to, że pozostali nie chcieli jej niepokoić w czasie rekonwalescencji oraz ryzykować tym, że informacje mogłyby w jakiś sposób wyciec poza ścisły krąg zainteresowanych.
Agent, którego miała przed sobą wpatrywał się w nią uważnym wzrokiem skupionych czarnych oczu, a jego partnerka stawiała wolno kroki, przechadzając się po pokoju przesłuchań. Nie miała pojęcia czego jeszcze od niej chcą. Czekała na to, aż zwolnią ją w końcu, ale może czekali na to, aż wypali do końca papierosa, którego jej tak dobrodusznie zaproponowali. Popiół już prawie parzył jej palce, gdy zbliżała się do filtra, ale nie przejmowała się tym. Dała im to, czego chcieli. Przynajmniej na tyle ile mogła. Nie mogli jej tu trzymać w nieskończoność.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Najpierw były to tylko pogłoski. Ktoś coś słyszał o nieudanym nalocie, który dziwnie zbiegł się w czasie z nagłym zniknięciem podejrzanego. Ktoś inny wspominał o dokumentach, które wyparowały z systemu. Aż w końcu coraz częściej na korytarzach słowo kret pojawiało się naprzemiennie z łapówką.
Zaylee znała mechanizmy korupcji z raportów, z podręczników medycyny sądowej opisujących przypadki zatuszowanych zgonów w innych krajach. Wiedziała, jak niewiele potrzeba, żeby przekroczyć granicę. Dług. Chora matka. Kredyt. Albo zwykła chciwość. Ale w przypadku policji to zawsze zaczynało się od drobiazgu. Od drobnej przysługi, na którą przymykało się oko. Potem był już tylko równy pochył w dół.
Miała jednak pewność, że jej narzeczona nie miała z tym wszystkim nic wspólnego. Swanson była aż do bólu lojalna. Wspominała jej kiedyś, że już wcześniej zwoływano zamknięte, wewnętrze spotkania, na których wspomniano o rzekomej wtyce. Sama Miller również była częścią systemu. Jako koronerka współpracowała z policją, przekazując im wyniki sekcji, a czasem nawet uczestnicząc w odprawach. Teoretycznie stała z boku operacyjnych gierek. W praktyce wiedziała, że jeśli sprawa nabierze rozpędu, nikt nie pozostanie poza zasięgiem podejrzeń.
Kiedy usłyszała, że służby wewnętrzne przyglądają się każdemu, poczuła nieprzyjemny chłód pod mostkiem. Nie dlatego, że wątpiła w niewinność Eviny. Wręcz przeciwnie, była jej pewna jak własnego oddechu. Problem polegał na tym, że w sytuacjach kryzysowych logika często ustępuje miejsca potrzebie znalezienia winnego. A Swanson, z jej niedawną nieobecnością, z prywatnym śledztwem prowadzonym po cichu dla przyjaciela i z planowanym wystawnym weselem, mogła wyglądać w czyichś oczach jak wygodny punkt zaczepienia.
Siedziała samotnie w swoim gabinecie, przeglądając raport z kolejnej sekcji, kiedy jeden z agentów federalnych zaprosił ją do pokoju przesłuchań. OCPC prowadziło nadzór nad policją w Ontario i postanowiło bliżej przyjrzeć się TPSH. Zaylee wcale nie zdziwiła się, że po tym, jak przekroczyła próg, od razu dostrzegła siedzącą przy stole narzeczoną w towarzystwie dwóch innych agentów. Mimo to uniosła wysoko brwi i wymieniła z narzeczoną szybkie spojrzenia.
— Zapewniam, że wszystko, co powiedziała detektyw Swanson, na pewno jest zgodne z prawdą — rzuciła, zanim jeszcze dobrze usiadła na krześle.
— Proszę pozwolić, że sami to ocenimy… Doktor Miller? — odezwała się kobieta, wciąż przechadzając się po pokoju. — Słyszała pani, że ktoś przekazywał policyjne informacje rosyjskiej mafii działającej w Toronto?
— Oczywiście, że słyszałam — odparła bez zastanowienia. Uważała, że zgrywanie głupa nie miało w tej sytuacji najmniejszego sensu. — Mam rozumieć, że jesteśmy w kręgu podejrzanych? — spojrzała wymownie na siedzącego naprzeciwko agenta. A potem zerknęła na narzeczoną, dając jej oczami do zrozumienia, że powinna w końcu dogasić tego peta, bo zaraz zrobi sobie krzywdę.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie przypuszczała jednak, że zostanie jedną z podejrzanych. Wiedziała doskonale jak wyglądały policyjne przesłuchania. W ten sposób nie rozmawiało się z potencjalnym świadkiem. Ton jakim były zadawane pytania, dociekanie i zachowanie agentów wyraźnie sugerowało jej, że w ich oczach jest prawdopodobną sprawczynią.
Doskonale znane jej było podejście, w którym nie można było wykluczyć nikogo i sprawdzić każdy najdrobniejszy ślad, ale musiała też przyznać, że cała ta sytuacja najzwyczajniej w świecie ją irytowała. Zachowywała jednak spokój. Nie pozwalała na to, aby ktokolwiek wyprowadził ją z równowagi, bo to zdecydowanie byłoby źle widziane. Chociaż była pewna, że jej stoicka i momentami aż pasywno-agresywna postara również nie pomagała w tej sytuacji.
OCPC nie było rzecz jasna zadowolone z tego, że działali na własną rękę. Według nich powinni zgłosić dużo wcześniej podejrzenie istnienia przecieku w głównej siedzibie policji Toronto. Tylko, że wszyscy, którzy zajmowali się sprawą nie mieli wątpliwości, co do tego, że bez konkretnych poszlak zapewne zostaliby zlani przez wszechobecną biurokrację. Stąd też te działania, które potrzebowały zapewne czegoś więcej niż błogosławieństwa jednego podkomendanta.
Wiedziała, że agenci dysponowali jej pełną kartoteką i to, co tam znaleźli nie napawało ich optymizmem. Może i faktycznie Swanson była cholernie lojalna, ale nie można było ją nazwać przykładną policjantką. Nie zawsze podążała za protokołem czy rozkazami przełożonych. Zdawała się nie liczyć z wieloma osobami, więc może w końcu pozwoliła sobie na coś więcej?
Nie spodziewała się tego, że drzwi do pomieszczenia otworzą się i stanie w nich Zaylee. Raczej przypuszczała, że będą trzymać je osobno, aby móc zweryfikować zeznania i porównać ze sobą ich wersje. Być może wpadli na jakiś inny, bardziej genialny pomysł.
- Nikogo nie możemy wykluczyć z grona podejrzanych - odparł jej siedzący przy stoliku mężczyzna.
- To na pewno, ale nie rozumiem dlaczego zapraszają państwo teraz do pomieszczenia doktor Miller - odezwała się w końcu Evina, dusząc w popielniczce coś, czego już nawet nie można było nazwać niedopałkiem. - Liczycie na to, że jej widok wywoła we mnie jakąś emocjonalną reakcję?
Mężczyzna, którego miała przed sobą zdawał się być równie niewzruszony jej zaczepkami jak Swanson, która najchętniej już dawno trzasnęłaby drzwiami i poszła zaczerpnąć świeżego marcowego powietrza przed budynkiem komendy.
- Jaka jest wasza relacja, detektyw Swanson? - zapytał beznamiętnie.
- Przecież doskonale to wiecie, agencie Thompson - odparowała, nie chcąc dać się wciągnąć w kolejne potyczki słowne, które dla niej były zwyczajną stratą czasu.
Zapewne zdążyli ją już porządnie prześwietlić i wiedzieli na jej temat więcej niż zapewne ona sama. Niech zatem w dupę sobie wsadzą takie pytania.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dopiero z czasem dotarło do niej, jak bardzo nie doceniła powagi sytuacji. Na początku traktowała wszystko jak proceduralną rutynę. Tymczasem sprawa nie tylko nie przycichała, ale rozrosła się do jakichś niepojętych rozmiarów. Gdy do gry wkroczyło OCPC, stało się jasne, że skala dawno przekroczyła bezpieczny próg. To nie była już wewnętrzna kontrola ani ciche dochodzenie. To była eskalacja.
Zaczęła się zastanawiać, czy nie było w tym czegoś więcej. Może była to forma cichej zemsty? Kara za to, że w TPSH próbowali być sprytniejsi i chcieli rozwiązać sprawę po swojemu, bez oglądania się na zwierzchników i procedury? Jeśli tak, to cena za tę niezależność okazała się wysoka, bo płacili ją nie tylko funkcjonariusze, ale też ci, którzy znaleźli się zbyt blisko nich.
— Uważacie, że mam z tym coś wspólnego? — Miller skrzyżowała ręce na piersiach. — Albo że próbuję chronić swoją narzeczoną w zamian... No właśnie. W sumie, to za dlaczego miałbym to robić? Bo może dostaję za to jakiś ekstra zastrzyk gotówki na boku? Nie będę ukrywać, że zarabiam całkiem nieźle za babranie się w zwłokach, ale dodatkowe pieniądze zawsze by się przydały — wzruszyła ramionami, nie mogą powstrzymać się od sarkazmu. Pewnie tym samym dała agentom do zrozumienia, że czeka ich ciężka przeprawa, skoro zaprosili ją do sali przesłuchań. Sami się o to prosili.
Zerknęła na Swanson. Mówiły sobie właściwie o wszystkim i nie sądziła, żeby ta mogła coś przed nią zataić. Przynajmniej nie z czystą premedytacją.
— Czyli są panie razem... Jak długo? — agent Thompson przeniósł wzrok z Eviny na Zaylee, jakby wyczuł, że była o wiele bardziej skłonna do zwierzeń. Co za niecelny strzał.
— Wystarczająco długo, żebym mogła za nią poręczyć — odparła, również w przekonaniu, że w OCPC dokładnie wiedzieli, jaka relacja je łączy. Inaczej by jej tutaj nie było. — Ale jakie to ma znaczenie? I tak nie wierzyć w ani jedno moje słowo — wywróciła ostentacyjnie oczami, co nie umknęło uwadze agentów. Ani pewnie samej Eviny.
Zbiorowe przesłuchanie nie było najlepszą decyzją OCPC. Trochę sami wpierdolili się na minę. Miller z reguły była pyskata, a kiedy coś dotyczyło Swanson, potrafiła pokazać pazury. W szczególności, gdy próbowano ją o coś niesłusznie oskarżyć. Zdecydowanie powinni je rozdzielić i przemaglować każdą z osobna. Poznali już wersję detektywki, a koronerka nie powie im niczego nowego.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tylko, że była zamieszana. Wykonywała ruchy, które dla innych mogłyby się wydawać podejrzane. Miała ogromną wiedzę odnośnie podejmowanych działań, bo przecież omawiała je ze szczegółami z przyjacielem znajdującym się wyżej w hierarchii. Mało tego: doradzała mu. Wiedziała rzeczy, które mogłyby zaszkodzić akcjom, gdyby tylko wpadły w niepowołane ręce, a dodatkowo nie cieszyła się największą popularnością przez to, że przy niektórych nie umiała się ugryźć w język i musiała stawiać na swoim. Nic dziwnego, że obrali ją na celownik.
- Mogła pani również czerpać korzyści, doktor Miller - odezwała się agentka Alice Moore, która stanęła obok krzesła swojego partnera. - Lub też stara się pani kryć narzeczoną ze względu na łączącą was więź.
Swanson mogła się tego spodziewać. Oczywiście, że Zaylee będzie podejrzana o współudział lub tuszowanie zbrodni. Były ze sobą zbyt blisko. Mogła zeznawać na jej korzyść chociażby dlatego, że nie byłaby w stanie uwierzyć w jej winę lub też kierowana miłością chroniłaby ją przed konsekwencjami. W zasadzie to były zdolne zrobić dla siebie dosłownie wszystko, więc mogłoby tak być, gdyby faktycznie któraś z nich przeszła na ciemną stronę mocy.
- Nie sądzę, aby nasz związek był istotny dla tej sprawy - wtrąciła ostro, gdy tylko Miller wyraziła już swoje niezadowolenie z powodu przesłuchania. - Chyba, że mam zacząć się upatrywać w tym zainteresowaniu znamion dyskryminacji.
Nie miała pojęcia jak to interpretować, ale jeśli agenci mieli jeszcze bardziej interesować się jej życiem prywatnym to chociaż mogła zagrozić im jakimiś konsekwencjami.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zaylee uniosła podbródek, a lustrując agenta Thompsona przenikliwym wzrokiem.
— To nieprawda. Nie czerpałabym z tego żadnych korzyści i nie próbowałabym nikogo kryć. Gdyby detektyw Swanson była winna, pierwsza stanęłabym przeciwko niej. Właśnie dlatego, że jesteśmy razem. Nasza relacja nie opiera się na ślepocie ani na tuszowaniu przewinień, ale na odpowiedzialności. Sugerowanie, że nie byłabym zdolna do obiektywizmu, jest uproszczeniem i wygodnym skrótem myślowym — zrobiła krótką pauzę, przenoszą spojrzenie na agentkę Moore, która dalej krążyła po pokoju przesłuchań. Jeszcze chwila i wydepczę dziurę w podłodze. I dlaczego Miler miała dziwne wrażenie, że skądś ją kojarzy? Tylko skąd? — Jeśli szukacie motywu w naszym związku, to szukacie go w złym miejscu. Jedyne, przed czym mogłabym chronić detektyw Swanson, to przed domysłami. Nie wiem, co ma na celu mieszanie w tę sprawę naszego życia prywatnego — westchnęła i sięgnęła do swojej marynarki po paczkę papierosów. Wszystko wskazywało na to, że chyba tutaj trochę posiedzą.
— Zainteresowania związkiem nie wynika z mojej ciekawości ani osobistych ocen. To procedury śledcze, pani detektyw. Powinna pani o tym wiedzieć — agent Thompson kątem oka obserwował, jak koronerka odpala papierosa. — Relacje prywatne często stanowią istotny kontekst dla motywów, alibi oraz przepływu informacji między osobami, które mogą , świadomie lub nie, znaleźć się w kręgu sprawy. Z tego względu pominięcie takiego wątku byłoby zaniedbaniem obowiązków — posłał Evnie nieco wymuszony uśmiech. — Te same pytania zadajemy każdemu podejrzanemu, niezależnie od płci, statusu czy charakteru relacji, w jakich pozostaje — sięgnął po znajdującą się przed nim teczkę.
Przekartkował kilka stron i chwilę mu zajęło, zanim znalazł w końcu to, czego szukał. Zastukał w jedną w zakreślone zdanie. Zaylee odpaliła papierosa, przenosząc wzrok na narzeczoną.
— Skoro mówimy o pełnym obrazie sytuacji — zaczął, nie podnosząc jeszcze wzroku znad akt. — Muszę poruszyć również kwestię adopcji — uniósł wreszcie głowę i spojrzał na nią uważnie. — Z dokumentów wynika, że są panie w trakcie procedury przysposobienia małoletniego chłopca. Formalności są na zaawansowanym etapie — zatrzymał palec na marginesie kartki. — Proszę mnie dobrze zrozumieć, interesuje mnie wyłącznie to, czy ten fakt mógł w jakikolwiek sposób wpłynąć na pani decyzje, harmonogram dnia albo kontakty z osobami trzecimi w ostatnich tygodniach. Opieka nad dzieckiem, nawet jeszcze nieformalna, to silny czynnik motywacyjny. Bywa też elementem nacisku — wyjaśnił, ewidentnie sugerując, że na działania Swanson, jakby to, czego według nich się dopuściła, robiła ze względu na rodzinę.
Miller jedynie prychnęła pod nosem, dociskając papierosa do ust. Evina z pewnością nic nie zrobiła. I to właśnie ze względu na nią i na Sama. Była o tym święcie przekonana.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Każdy tak może mówić, doktor Miller, ale gdy przychodzi co do czego to już zupełnie inna historia - skwitowała jeszcze agenta Moore.
Doskonale zdawały sobie z tego sprawę. Nie znajdowały się w zamierzchłych czasach, gdzie wystarczyło zaświadczyć o coś własnym honorem uznawanym za niezwykłą wartość. Agenci nie znali ich osobiście. Nie wiedzieli nic o ich charakterach oraz postępowaniu poza tym, co widniało w suchych raportach. Dla nich całkiem jasne było, że gdyby nastąpiły odpowiednie okoliczności to mogłyby postąpić właśnie w ten, a nie inny sposób.
- Wiem jak prowadzi się śledztwa - odpowiedziała, sięgając jeszcze dłonią po papierosa, którego zapaliła narzeczona. - Wiem też, że takie przesłuchanie raczej nie jest zwyczajowym postępowaniem. Innych też przesłuchujecie parami? Jakaś nowa technika OCPC czy żal staracie się zaoszczędzić na czasie i odhaczyć rozmowy szybciej?
Drwiła z nich. Pogrywała z nimi wyraźnie zirytowana całą sytuacją, ale kiedy tylko Thompson wspomniał o dziecku rysy Eviny nabrały większej ostrości. Szczęki zacisnęły się mocniej, a w oczach pojawił się groźny błysk, gdy tylko wlepiła je w postać agenta.
- Owszem. Zapewne jednak nie mniej niż pańskie życie rodzinne wpływa na pana harmonogram - rzuciła lodowatym tonem. - Wykonuję sumiennie swoją robotę i staram się nie mieć rozpierdolonych relacji z najbliższymi. To tyle.
Nie zamierzała się tłumaczyć z czegoś, czego nie zrobiła. Nie chciała też, aby Sam był nagle w to wszystko wciągany. To był zdecydowanie cios poniżej pasa. Swanson czuła, że brakuje jej doby, gdy tylko starała się zapanować nad życiem prywatnym i dopiąć wszystkie sprawy zawodowe do końca, a te pajace jeszcze chcieli ją wkręcić w kontakty z półświatkiem.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Agent Thompson spojrzał na Swanson z lekkim uniesieniem brwi i poprawił się na krześle, przywierając plecami do oparcia. Potrząsnął głową, jakby sama sugestia detektywki była co najmniej absurdalna.
— Proszę mnie źle nie zrozumieć — zaczął spokojnym, rzeczowym tonem, który tylko potęgował u Zaylee wewnętrzną irytację. — Próbujemy ustalić, co naprawdę się wydarzyło. Nie bez powodu pani nazwisko figuruje w naszych aktach. To standardowe procedury. Sam fakt, że organizujemy podwójne przesłuchanie, świadczy o tym, że wcale nie chcemy pani zaszkodzić — powiedział, notując coś w raporcie.
Miller pragnęła mu wierzyć. Chciała zawiesić podejrzliwość i po prostu przyjąć te zapewnienia, ale coś w sposobie, w jaki wymawiał te słowa, sprawiało, że nie mogła się pozbyć wrażenia, że kryje się za tym coś więcej. Nachyliła się, żeby podejrzeć jego zapiski, ale agent Thompson skrupulatnie zasłonił kartkę ręką. Kutas.
— To brzmi naprawdę imponująco i w normalnych okolicznościach pewnie bym przyznał pani rację — zerknął na Swanson znad swoich notatek, a potem dopisał coś jeszcze, mrucząc coś pod nosem. Tak samo, jak Zaylee, której Evina zabrała papierosa. — Sumienność to jedno, ale doświadczenie pokazuje, że napięcia w prywatnych relacjach często przelewają się na sposób, w jaki podejmujemy decyzje w sytuacjach krytycznych. Nie mówię tego, żeby kwestionować pani profesjonalizm.
— Och, naprawdę? — Miller sięgnęła do dłoni narzeczonej po papierosa i zaciągnęła się nim głęboko. — Skąd w ogóle pomysł, że w naszej relacji są jakieś... Zaraz, jak to pan powiedział? Napięcia? — uniosła wysoko brwi, wypuszczając dym kącikiem ust.
Agentka Moore zatrzymała się w końcu i ze skrzyżowanymi rękami oparła się o ścianę.
— W każdej relacji istnieją napięcia. Nawet najbardziej idealna para przeżywa chwile frustracji, nieporozumienia czy gniewu. To naturalne. Nie chodzi o to, żeby ich nie było, ale o to, jak jak reaguje się w momencie, gdy wpływają na decyzje zawodowe — kobieta uśmiechnęła się, jakby odkryła właśnie jakąś jebaną Amerykę.
— To absurd — wtrąciła Zaylee, oddając Swanson fajkę. Zaparła się rękami o blat i pochyliła w kierunku agentów OCPC. — Próbujecie nam wmówić, że nasz związek wpływa na to, jak wykonujemy nasze obowiązki zawodowe? A zapoznaliście się w ogóle z naszą pracą? Każde z nas wykonuje swoje zadania bez zarzutu. Nie potrzeba tu psychologicznych hipotez o wpływie związku — prychnęła niczym kot. — Detektyw Swanson na pewno powiedziała wam wszystko, co wie. Ja natomiast nie wiem nic, więc niewiele mam w tej kwestii do powiedzenia. Jestem koronerką, a nie gliną. Długo jeszcze potrwa ta farsa? — wodziła wzrokiem pomiędzy Thompsonem a Moore, licząc na to, że za moment będą mogły stąd wyjść i przedyskutować na osobności, co właściwie się wydarzyło.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Doskonale wiedziała, że sytuacja była poważna i że faktycznie jej nazwisko figurowało w aktach, ale atmosfera, którą wyczuwała w pomieszczeniu z pewnością nie napawała jej entuzjazmem oraz chęcią współpracy. Może i z początku faktycznie była bardziej pokorna, ale im dłużej to wszystko trwało tym bardziej skłonna była do tego, aby odgryźć się sarkastycznie za jakąkolwiek insynuację.
- Owszem, figuruje w aktach. W kilku miejscach. Dlatego, że zajmowałam się sprawą kreta. Czy miałam wiedzę operacyjną? Oczywiście, ale do wycieków dochodziło już dużo wcześniej w sprawach, o których nie miałam pojęcia. Nie zajmuję się przestępczością zorganizowaną i nie interesują mnie sprawy innych - odparła, bo każdy kto tylko pracował na terenie TPSH wiedział, że detektyw Evina Swanson nie zawracała sobie głowy niczym co nie dotyczyło w ten czy inny sposób badanych przez nią przypadków, a już na pewno nie plotkowała.
Chciałaby uwierzyć w dobre intencje agentów, ale nie potrafiła. Odnosiła wrażenie, że jeśli już nie zamierzają jej usadzić za łapówkarstwo i przekazywanie danych mafii to na pewno chcą ją utemperować na swój sposób. Na to się nie zgadzała. Z pewnością będzie stawiała opór tak długo jak tylko będzie w stanie.
- Tak sądzisz? - niemal prychnęła, ignorując niezadowolenie narzeczonej i zaciągnęła się papierosem. - Jak przejrzycie moje akta to przekonacie się, że sytuacji kryzysowych było w nich naprawdę sporo, ale we wszystkich pojawia się niezmienny klucz zachowania. Skuteczne rozwiązywanie spraw zawsze było dla mnie priorytetem.
Nie przypuszczała, aby jej związek z Zaylee w jakikolwiek sposób się odbił na jej pracy. Może wyłącznie w ten sposób, że była nieco bardziej skora do tego, aby wziąć wolne. Chociaż to były niezwykle rzadkie przypadki biorąc pod uwagę, że obie były pracoholiczkami.
- To jak łagodzimy nasze napięcia to nasza sprawa. Nie wpływają jednak one na naszą pracę - rzuciła, podtrzymując narrację narzeczonej, ale coś najwyraźniej musiało zwrócić uwagę agentki Moore.
- Naprawdę? - zapytała głosem na tyle słodkim, że Evina momentalnie wyczuła w nim jadowity ton. - Z tego, co udało nam się ustalić to niezwykle często blisko panie ze sobą współpracują. Charakter tej współpracy zaś jest... Często rozbieżny z tym, co zalecaliby pań przełożeni...
Swanson nie wytrzymała. Z jej gardła wydobył się głęboki i pozbawiony wesołości śmiech, który poniósł się głośnym echem po praktycznie pustym pomieszczeniu. Naprawdę nie dowierzała to, co słyszała. Nie zwróciła nawet większej uwagi na to, że w międzyczasie Zaylee przejęła z jej dłoni papierosa.
- Oj tak. Współpracowałyśmy mając jakieś niecne plany. Partnerki w zbrodni jak chuj - zadrwiła, nie potrafiąc podejść do tego wszystkiego poważnie. - Może i podjęłyśmy się kilku nieautoryzowanych kroków, ale wszystko dla dobra sprawy. Możecie śmiało pogadać z przełożonymi i zobaczyć, co oni mają do powiedzenia na nasz temat.
Chyba naprawdę nie było sensu, aby się dalej produkować. I tak agenci w końcu postawią na swoim. Od dawna nie znajdowała się w tak beznadziejnej sytuacji.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Pragnę tylko zauważyć, że doktor Miller jest lekarzem medycyny sądowej i pracuje dla policji, jako koroner. Nie powinna współpracować przy niektórych sprawach — agentka Moore ponownie zaczęła swoją niekończącą się przechadzkę po pokoju przesłuchań. — Nie jest w żaden sposób uprzywilejowana do udziału w śledztwach, a jej miejsce jest w prosektorium przy sekcja zwłok. Przełożeni zgadzają się, żeby pracowały panie wspólnie w trakcie różnych dochodzeń? — przyjrzała się uważnie Zaylee, która odpowiedziała jej lekceważącym uniesieniem brwi. — A może nic o tym nie wiedzieli? — najwyraźniej próbowała zapędzić w kozi róg i przycisnąć do ściany. Swanson była zbyt doświadczoną detektywką, żeby dać się wziąć pod włos. A Miller? No cóż, uczyła się od najlepszych.
— Proszę zapytać o to naszych przełożonych — odparłam niewzruszenie. — Pojawiam się zawsze tam, gdzie jestem potrzebna. Podejrzewam, że gdyby szefostwo miało coś przeciwko, zostałybyśmy o tym poinformowane — albo i nie, biorąc pod uwagę fakt, że Sloan zwykle nie miał pojęcia o ich działaniach. Ich relacja była na tyle mocna, że zastępca komendanta nie sprzedałby żadnej z nich agentom OCPC. Chyba? Zaylee byłaby bardzo rozczarowana i zawiedziona, gdyby tak podkopał pod nimi dołki.
Jej stosunki z Charlesem Sloanem zawsze były dość... Trudne. Wszystko zaczęło się od Nowego Początku i od tego, że mężczyzna podważył ich pracę, kiedy przyszły podzielić się informacjami. Mało tego, postanowił je nawet zawiesić, a to był już cios poniżej pasa. W dodatku potem wrócił do nich z podkulonym ogonem, licząc na ich pomoc. Miller była wtedy wściekła, ale dzięki ludziom zaawansowanym urządzeniom, jakimi dysponował Sloan, mogły doprowadzić sprawę do końca. Później wiele razy wystawiał jej cierpliwość na próbę, popierając pomysły Swanson, z którymi Zaylee definitywnie się nie zgadzała. Uważała, że pozwala jej narzeczonej na zbyt duże ryzyko i czasem powinien zacisnąć pasa.
— Nie uważa pani, że doktor Miller nie powinna wtrącać się w sprawy wykraczające poza jej kompetencje? — agent Thompson podniósł wzrok na Evinę — Nie jest śledczą, a w takich sprawach każdy błąd może być kosztowny — zaznaczył, chociaż niepotrzebnie, bo obie doskonale zdawały sobie z tego sprawę. Tylko jak miało to się do bieżącej sprawy? Mężczyzna szybko postanowił rozwiać wszelkie wątpliwości. — Ale skoro doktor Miller tak lubi wykonywać nieswoje obowiązki i bawić się w detektywa, to może wciągnęła ją pani w swoje gierki i obie przekazywałyście informacje szpiegowi, który kręcił się po komisariacie i przekazywał informacje rosyjskiej mafii? — zerknął na nie podejrzliwie. Durniejszej teorii, to chyba nie mógł wymyślić.
Evina J. Swanson