ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
186 cm
łyżwiarz figurowy wygnany po aferze dopingowej
Awatar użytkownika
I always wanted to die clean and pretty, but I'd be too busy on working days - so I am relieved that the turbulence wasn't forecasted, I couldn't have changed anyways.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Prawdopodobne, że Lazare Moreau naprawdę do reszty już postradał zmysły, ale okazywało się, że istniały mniej i bardziej przyjemne formy szaleństwa.
W ostatnich tygodniach... W ostatnich miesiącach, niemal każdego wieczora blondyn stawał przed tym samym żałosnym wyborem: użalać się nad sobą w samotności, w czterech ścianach znajdującego się w coraz bardziej opłakanym stanie mieszkania, które niegdyś charakteryzowało się pedantyczną czystością i blichtrem, a teraz powoli po brzeg wypełniało się opakowaniami po jedzeniu na wynos (często i tak wyrzuconym do śmieci) i kurzem tańczącym w nikłych smugach światła, lub użalać się nad sobą w barach, w których niegdyś witano go z radością i ekscytacją, dziś zastąpionymi nieudolnie ukrywaną niezręcznością i, co tu dużo mówić, jakąś dozą pogardy. Możliwe, że trochę przesadzał - naznaczony syndromem jedynaka, i wychowany w warunkach sprzyjających rozwojowi jakiejś formy narcyzmu - i wydawało mu się, że ludzie mieli o nim gorszą opinię niż w rzeczywistości (bo w rzeczywistości, co dla Lazare było jeszcze trudniejsze do zniesienia, wiele osób pewnie całe miesiące temu kompletnie straciło już zainteresowanie tak jego sławą, jak i jego upadkiem). Nie zmieniało to faktu, że późne popołudnia, wieczory i noce, były najtrudniejszą częścią jego codzienności.
Spotkania grupy wsparcia stanowiłyby pewnie dobrą alternatywę dla dwóch rodzajów jego samotności - gdyby tylko się postarał, i włożył jakiś wysiłek w otwieranie się na innych ludzi, w znajomej, nieco dusznawej salce mógłby przecież przynajmniej znaleźć trochę zrozumienia i zwyczajnej, ludzkiej empatii. Moreau za bardzo jednak lubił wierzyć, że nie potrzebuje współczucia i niczyjej pomocy, by na sesje w przychodni uczęszczać tak regularnie, jak było to zapewne w jako przypadku wskazane.

Dzisiejszego wieczora to, czy udać się na grupę, czy też pod zupełnie inny adres, okazało się być jakimś rodzajem dylematu. Starając się rozprężyć wyczerpane długą sesją na siłowni ciało w gorącej kąpieli, Lazare ważył w myślach obydwie opcje, długo nie mogąc zdecydować co byłoby lepszym taktycznym zagraniem. Gdyby pojawił się na grupowej sesji, spotkanie z Marą byłoby niemal gwarantowane - no chyba, że po ich ostatniej interakcji, rudowłosa terapeutka poddała swoje etyczne wartości takim wątpliwościom, że ostatecznie zrezygnowała z zawodu z dnia na dzień. Tego się jednak raczej nie spodziewał. Opuszczenie grupy wzmagało poczucie suspensu, dając mu - miał przynajmniej taką nadzieję, jakkolwiek płonną - jakiś rodzaj przewagi. Miło było pomyśleć, że nie dostrzegłszy go na terapii, Mara choćby na moment zastanowiłaby się, co było przyczyną jego nieobecności. I kto wie, może nawet, gdyby Moreau dopisała odrobina szczęścia, zwiększyłoby to kobiecą motywację, by dołączyć do niego w barze.
Dodatkowych rozterek dodawał jeszcze Lazare fakt, że Mara nie dała mu jednoznacznej odpowiedzi. Jak można było się spodziewać, tym bardziej zwiększyło to jego ciekawość i niecierpliwość. Jeśli robiła to celowo, to popisywała się właśnie szczególnym rodzajem psychologicznej wirtuozerii - zadziałało. Lazare nie przestał wracać do niej myślami dokładnie od tygodnia.

Gdy w końcu zdecydował, co zrobi, sprawy potoczyły się szybko - wystarczyło pół godziny, by zdążył ubrać się w nieco bardziej wyjściowy zestaw ubrań niż te, które zakładał na spotkania grupy, zamówić taksówkę, i wyjść z mieszkania. Chyba zapomniał z tego wszystkiego o jedzeniu, ale były przecież w życiu rzeczy ważne, i ważniejsze.
W Poor Romeo - lokalu, który lubił z więcej niż jednej przyczyny, ale przede wszystkim ze względu na nazwę - pojawił się jeszcze zanim bar wypełnił się zwyczajowym, wieczornym tłumem, znajdując miejsce przy barowej ladzie. W ciemnych, prasowanych w kant spodniach i gołębio-szarej koszuli, o dwa tony jaśniejszej niż barwa jego tęczówek, ściągnął ku sobie kilka spojrzeń, ale udało mu się je skutecznie zignorować. Zamówił Manhattan - bezpieczne rozwiązanie jak na to, że nie zamierzał się dziś samotnie upić, ale w razie potrzeby zawsze mógł zmienić plan, i poprawić drinka kilkoma kolejnymi, i usadowiwszy się w końcu na wysokim stołku, robił jedyne, co mu pozostało.
Czekał.

Mara Lakefield
judasz
przemocy względem zwierząt i rażąco niedbałej interpunkcji; poza tym, nic co ludzkie nie jest mi obce
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po chwili względnego spokoju i ciszy, w życiu Mary znowu zaczęło się coś dziać. Znowu podejmowała nierozważne decyzje pod wpływem impulsu i emocji. Wychodziła z niej straszna hipokryzja zarabiając na życie poprzez uczenie ludzi jak sobie radzić z burzą uczuć, by ich życie było satysfakcjonujące, kiedy sama popełniała błąd za błędem. Mieszała życie uczuciowe z zawodowym, przekraczała granice i zapominała co to jest profesjonalizm. To jej potrzebna była terapia.
Oszukiwała się jednak, że świetnie wszytko kontroluje dając rady innym i zamiatając własne problemy pod dywan. Piła, paliła i sypiała z byłymi. Pozostawało jej już tyko czekać, aż to wszystko wybuchnie tworząc wielkie spustoszenie wokół niej . Może podświadomie właśnie na to liczyła? Może po tym co przeszła z byłym mężem nie wierzyła w to, że mogłaby już kiedykolwiek być szczęśliwa i sama niszczyła swoje szanse na szczęśliwe życie.
Jednak i nad tym nie poświęcała zbyt dużo czas na rozważania, płynąc z prądem. Dlatego , gdy w zeszłym tygodniu brała od Lazare paczkę zapałek z adresem baru, uznała że zdecyduje w dniu kolejnego spotkania, czy się wybierze z nim na drinka. Choć musiała przyznać, że myślała o nim dosyć często w ciągu ostatnich dni. Nie tylko jako o pacjencie z troską jak sobie radzi. Ale także jako o mężczyźnie, który zaprosił ją na drinka. Przez jej myśl nawet przebiegło, że może się tylko zgrywał? Że to był szczenięcy, głupi unik, aby z nią nie rozmawiać więcej tamtego wieczoru i dać mu spokój? To byłoby głupie, ale niestety chyba nic ją już w życiu nie zaskoczy.
Mimo wszystko, wybierając się dzisiaj do pracy postawiła na bardziej elegancki strój - krótką czarną sukienkę z golfem pod szyję oraz skórzane kozaki w tym samym kolorze, a całość dopełniając bordowym płaszczem. Mówiła sobie, że jeszcze nie zdecydowała, ale chyba samo ubranie mówiło już znacznie więcej niż by chciała. Może to przez to poczucie samotności, które krążyło w jej żyłach już od tak dawna? Które miało swój początek jeszcze przed rozwodem. Może dlatego tak bardzo łaknęła czyjejś uwagi i bliskości. Może dlatego pozwoliła Lazare zaprosić się na drinka. Może dlatego spędziła namiętne popołudnie w ramionach byłego faceta? Potrzebowała drugiego człowieka chociaż na chwilę.
Siedząc w znanej już salce witała się z uczestnikami. Schodzili się po kolei, a ona starała się przypominać sobie ich imiona. Jednak wciąż się rozglądała za pewnym blondynem. Gdy wybiła odpowiedni godzina, z nieco przygaszonym uśmiechem rozpoczęła spotkanie. Była skupiona na ludziach, którzy ją otaczali, ale jednak gdzieś głęboko, część jej nie potrafiła przestać myśleć o Lazare. Czy ją wystawił? Czy coś mu się stało? Była lekko zaniepokojona, ale również urażona, bo cichy głos w jej głowie podpowiadał jej, że mężczyzna sobie z nią pogrywa, dlatego po spotkaniu walczyła ze sobą, co powinna zrobić? Olać go? Czy jednak udać się na miejsce spotkania? W końcu uznała, że pojedzie tam - przecież byli umówieni w barze, a nie salce terapeutycznej. Najwyżej zarobi wtopę miesiąca. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz.
Wchodząc do baru rozejrzała się po gościach i dosyć szybko go dostrzegła. Tak jak tydzień temu, tak i dzisiaj, nawet siedząc tyłem bił od niego pewien magnetyzm. Wyróżniał się w tłumie nie robiąc nic nadzwyczajnego. Ruszyła w jego kierunku zanim to ponownie przeanalizowała.
- Przepraszam, wolne?- spytała, gdy stanęła tuż obok niego przy wolnym barowym stołku. Uśmiechnęła się delikatnie i czekała na jego reakcję nieco się stresując.



lazare moreau
33 y/o
For good luck!
186 cm
łyżwiarz figurowy wygnany po aferze dopingowej
Awatar użytkownika
I always wanted to die clean and pretty, but I'd be too busy on working days - so I am relieved that the turbulence wasn't forecasted, I couldn't have changed anyways.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Terapia - śmerapia.
Gdyby na jakimkolwiek etapie swojej personalnej, emocjonalnej męki podróży Lazare poczuł, że terapia naprawdę mu w czymkolwiek pomaga, pewnie nawet wytrwałby w procesie dłużej niż kilka tygodni, i zamiast uczęszczać na grupę wsparcia w kratkę, zobowiązałby się do pojawiania się na spotkaniach tydzień w tydzień. Być może jednak, wbrew temu, co Moreau próbował wmówić algorytm na jego Instagramie, istnieli na świecie tacy ludzie, którzy zwyczajnie nie nadawali się do psychoterapii, będący zbyt oporni na wszystkie trudy psychologów dwojących się i trojących by jakoś im pomóc.
I być może tak on, jak i Mara, należeli do tej właśnie specyficznej grupy, która mogła terapii potrzebować, ale niekoniecznie wiedziała, jak z niej tak naprawdę skorzystać.
Blondyn początkowo wmawiał sobie, że jest zbyt samodzielny, niezależny i silny, żeby polegać na czyimkolwiek wsparciu - a już zwłaszcza nie na wsparciu kogoś kompletnie obcego (bliskim sobie ludziom natomiast nie ufał, więc i tak zostawał w punkcie wyjścia). Poza tym zarzekał się, że po prostu nie rozumie, jak jego problemy mogła rozwiązać zwyczajna rozmowa - skoro nie rozwiązała ich sława, pieniądze, a nawet jeden z najlepszych prawników w Toronto. Ostatecznie, gdy jego opór względem psychologii zaczął odrobinę słabnąć, Moreau stworzył kolejną teorię - taką otóż, że nie miał pieniędzy, które - odkąd poucinano z nim wszystkie kontrakty - topniały na jego koncie bankowym jak kanadyjski śnieg wiosną. Choć jak to się miało do faktu, że nadal było go stać na zamawianie drinka za drinkiem w miejscach jak Poor Romeo, to już inna sprawa.

To prawda, że Lazare potrafił być okrutny, ale tym razem jakimś cudem nawet raz na myśl mu nie przyszło, aby całą tę sytuację z zaproszeniem Mary na drinka potraktować wyłącznie jako sprytny unik, i wystawić dziewczynę do wiatru. Może trochę tracił zdolność do bycia tak wyrachowany jak zwykle...
A może w trakcie tej jednej, krótkiej rozmowy, która wywiązała się między nimi po spotkaniu w klinice, i on nie potrafił uwolnić się od myśli o rudowłosej, wbrew swoim planom traktując ją w myślach inaczej, niż wypadało traktować terapeutę. Zbyt często Lakefield pojawiała się w jego pamięci, i zbyt często tyczyło się to wyjątkowo niepsychoterapeutycznego kontekstu by Lazare mógł sobie wmawiać, że zależy mu na utrzymaniu ich znajomości na czysto profesjonalnym poziomie.
Przeczuł jej obecność jeszcze zanim usłyszał przebijający się spomiędzy typowego, wieczornego zgiełku stukot jej kozaków gdy zmierzała ku niemu, przedzierając się przez niewielki, ale gęstniejący z wolna tłum wypełniający lokal. Dopiero gdy Mara znajdowała się tak blisko, że mógł niemalże poczuć zapach jej perfum - choć pewnie tylko sobie to wmawiał, typowym sobie zwyczajem, by wszystko w życiu uromantyczniać niemal na siłę - uniósł wzrok znad trzymanego w dłoni drinka, i obrócił się, by objąć jej sylwetkę wzrokiem.
Nie próbował nawet zaprzeczyć że wyglądała... zjawiskowo, zwłaszcza w kontraście do tego, jak prezentowała się w kiepsko doświetlonej salce spotkań w przychodni. Lekko przygaszone, ale cieplejsze w barwie światła Poor Romeo zdecydowanie bardziej jej służyły, wydobywając dodatkowe refleksy w barwie jej włosów, i wyostrzając i tak już wyraziste, ładne rysy jej twarzy. Pasował jej też ten burgund płaszcza, i - zdecydowanie - krój krótkiej, ale gustownej sukienki.
Lazare uśmiechnął się, pilnując, by grymas nie był zbyt triumfalny, choć w głębi duszy z pewnością poczuł jakiś rodzaj satysfakcji, iż Mara nie odmówiła jego zaproszeniu na drinka. Obydwoje ryzykowali, że się ośmieszą, jeśli to drugie postanowi nie stawić się na miejscu spotkania.
Cóż. Teraz mogli odetchnąć z ulgą.
- Nie - odparł z lekko zawadiackim błyskiem w oku - Czekam na kogoś.
Co oczywiście stało w sprzeczności z faktem, że z tymi słowami na wargach, odsunął wolny barowy stołek tak, by Mara bez trudu mogła zając miejsce obok niego. Wyciągnął dłoń aby sięgnąć po barowe menu, podsuwając jej listę drinków.
- A więc jesteś - udało mu się ukryć nutę desperacji, która, gdyby się nie postarał, z pewnością wybrzmiałaby w jego słowach - Dużo mnie ominęło?

Mara Lakefield
judasz
przemocy względem zwierząt i rażąco niedbałej interpunkcji; poza tym, nic co ludzkie nie jest mi obce
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Los chyba lubił kpić z Mary, bo jak inaczej określić to, że będąc od lat psychoterapeutą, sama niezbyt wierzyła, że terapia może jej pomóc? Innym - tak. Jej samej - nie. To nie do końca było tak, że nie wierzyła w to co mówi swoim pacjentom. Po prostu czasami się czuła jakby żyła w innym wszechświecie niż oni, a jej rady działały tylko na nich. Natomiast w jej świecie były bezsilne. Oczywiście głośno tego nie powie. W dodatku jeszcze nikt jej nie zainsynuował, że powinna się gdzieś zgłosić, więc może nie było z nią tak źle?
A może po prostu świetnie to ukrywała. Latami obserwując i chłonąc sztuczki swoich pacjentów, sama zaczęła je przejmować. Ponieważ prawda była taka, że w środku Mara Lakefield była zraniona. Jej serce kiedyś bijące i pełne miłości, teraz leżało gdzieś na dnie rozsypane w drobny mak. Zawody miłosne i mężczyźni, którzy od niej odchodzili, sprawili że nie tylko przestała wierzyć w miłość, ale wypracowała pewien dystans wobec płci męskiej. Ponieważ jak inaczej można wytłumaczyć fakt, że gdzieś w jej głowie zaświeciła myśl, że stała się pożywką do żartów w rękach jakiegoś mężczyzny. Nawet jeśli nie dawał jej sygnałów, że jest wyrachowany, to brała pod uwagę to, że mogła się pomylić. W końcu nie pierwszy raz, prawda?
Jadąc na miejsce stresowała się - zarówno spotkaniem z nim jak i wystawieniem przez niego. Roześmiała się w pewnej chwili do samej siebie, bo przeleciała jej myśl, że może nawet wolałaby, aby go tam nie było. Tak, Mara czasami zbyt dużo analizowała zamiast popłynąć z prądem. Taki był jednak urok osoby, która od zawsze obserwowała i wysnuwała daleko idące wnioski na temat ludzi. W dodatku zdała sobie właśnie sprawę, że dawno już nie została zaproszona na drinka. Tak po prostu, podczas luźnej rozmowy i to była miła odmiana od ostatnich szaleństw.
Dostrzegając go jednak przy barze, uspokoiła się. Był. Nie wystawił jej. Nie zrobiła z siebie pośmiewiska. Jeszcze. Ruszyła na spotkanie z nim i musiała przyznać, że w tej wersji prezentował się znacznie lepiej niż ostatnio. Nie chodziło tylko o ubiór, chociaż akurat kolor koszuli podkreślał jego oczy i kontrastował z włosami, dając jednak wszystkiemu nieprzytłaczający efekt. Lecz to w twarzy była najbardziej widoczna zmiana - błysk w oku i zawadiacki uśmiech, których brakowało w zeszłym tygodniu. To one nadawały całości obraz pewnego siebie mężczyzny. Wtedy Mara nazwała go odważnym i dzisiaj tym bardziej podtrzymywała to określenie dodając jeszcze epitet - czarujący.
- Jesteś pewien, że się zjawi?- spytała, a jej uśmiech stał się bardziej zadziorny. Zdjęła płaszcz odkładając go na stołku obok i siadając obok Lazare. Poczuła zapach męskich perfum, który przyjemnie rozszedł się po jej ciele. - Hmm…. Pomyliłam się dzisiaj tylko dwa razy przy imieniu, więc chyba idzie mi coraz lepiej, prawda?- chociaż brzmiała jakby żartowała, to była prawda. Zerknęła przelotem na menu z drinkami, ale ostatecznie poprosiła barmana jedynie o kieliszek białego wina.
- Poza tym musiałam niestety sama składać krzesła po zajęciach- spojrzała na niego znacząco i założyła nogę na nogę. Oparła się łokciem o blat i nie spuszczała wzroku z blondyna. W tym środowisku zachowywał się znacznie inaczej. Miała wręcz wrażenie, jakby był bardziej pewniejszy? Było w tym coś fascynującego.


lazare moreau
33 y/o
For good luck!
186 cm
łyżwiarz figurowy wygnany po aferze dopingowej
Awatar użytkownika
I always wanted to die clean and pretty, but I'd be too busy on working days - so I am relieved that the turbulence wasn't forecasted, I couldn't have changed anyways.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji
czas narracji
postać
autor

To nie był los. To były podwójne standardy. Dokładnie te same, które Lazare stosował za każdym razem, gdy jawnie - i na głos, i chociażby we własnych myślach - krytykował nieetyczne i nieprofesjonalne zachowania sportowców, i dywagował o tym, jak ważny był duch fair play, a potem bez mrugnięcia okiem szprycował własne ciało dopingiem.
Jeśli więc Mara faktycznie planowała zachowywać w towarzystwie Lazare pewną dozę ostrożności, to całe szczęście. Nie dlatego, że blondyn miał względem niej niecne zamiary, świadomie planując, w jaki sposób zakpi sobie z jej uczuć, lub nadepnie na te nieszczęsne okruchy jej serca, tak bezlitośnie potraktowanego w przeszłości przez innych mężczyzn, tylko pogłębiając jej cierpienie i utwierdzając ją w przekonaniu, że facetom naprawdę nie należy ufać. Bynajmniej nie było bowiem tak, że Lazare choćby przez moment chciał zranić ją z premedytacją, czy dla własnej rozrywki. Było gorzej. Moreau tak bardzo przyzwyczaił się, że miłość zawsze wiąże się z jakąś krzywdą, że chyba nie potrafił już kochać w zdrowy, zrównoważony, i w pełni funkcjonalny sposób. Próbował, naprawdę. Ale szybko nudził się w kontekstach, które wydawały mu się zbyt stabilne, zbyt zdrowe. Jasne, konstruktywna komunikacja, granice stawiane sobie nawzajem z szacunkiem i delikatnością, i przewidywalność zapewniały może poczucie bezpieczeństwa... Ale skutecznie zabijały tę dozę ekscytacji i emocji, których Lazare poszukiwał zazwyczaj jak narkoman uganiający się za kolejną dawką ulubionej używki.
Jeśli więc miał ją skrzywdzić, to pewnie nawykowo, nieumyślnie. Ale i nieuchronnie.
No, chyba, że to ona ostatecznie miała go zranić pierwsza.

- Tak szczerze? - zaczepił w odpowiedzi, natychmiast podejmując zadziorny ton rozmowy - Nie. Niczego już nie jestem pewien - jeśli w jego słowach pobrzmiała jakaś doza niespodziewanego smutku, Lazare szybko zapił ją łykiem alkoholu, maskując melancholię zawadiackim uśmiechem - Poza tym ostatnio jestem dość często wystawiany. Chyba zdążyłem się przyzwyczaić.
Nie była to do końca prawda, ale mimo to jego unik w rozmowie obdarzony był niemałą gracją. Gdy nie pozostawało mu już nic innego w repertuarze różnych mechanizmów obronnych, Lazare zwykł sięgać po humor, nawet jeśli czarny, za obiekt żartów przyjmując samego siebie. Z dwojga złego, lepiej chyba było się śmiać niż płakać, prawda? Poza tym wystarczająco długo już się użalał nad beznadziejnością swojego losu.
- Ashley z Rosalie? - zapytał, trochę w ciemno, ale zakładając, że ma dużą szansę na powodzenie w tym konkretnym domyśle. Po pierwsze, obydwie uczestniczki grupy charakteryzowały się taką samą, irytującą bezradnością, i skłonnością do maskowania ciała pod materiałem mdłych kolorystycznie kardiganów. Po drugie, już raz, w ubiegłym tygodniu, przyłapał Marę na takiej właśnie pomyłce, więc zakładał, że prawdopodobieństwo jej powtórzenia nie jest zerowe - Nie winiłbym cię... Ja też je zawsze mylę. Są trochę jak bliźniaczki, gdyby ich matką była depresja...
Może nie powinien był wykazywać się aż tak okrutną złośliwością, ale nie mógł się powstrzymać. Zwłaszcza, że uważał ten osąd za bardzo celny.

Podczas, gdy Mara zawiesiła na nim wzrok i nie wydawało się, że wkrótce go odwróci, Moreau musiał walczyć ze sobą, aby nie zezować w stronę miejsca, gdzie krawędź kobiecej sukienki podwinęła się nieco, odsłaniając materiał rajstop i skrytą pod nim, jasną, gładką skórę. Może przy następnej kolejce alkoholu odważyłby się zrobić to celowo, wymownie sprowadzając za sobą spojrzenie rudowłosej tak, by nie miała cienia wątpliwości, w jaki sposób o niej myśli. Ale to jeszcze nie była pora. Mało tego, zakładał, że być może ich relacja nigdy nie dotrze do takiego etapu, choć byłoby to rozczarowanie.
- Chyba żartujesz... - żachnął się teatralnie - Naprawdę? Absolutnie nikt nie zaoferował swojej pomocy? Skandal! - zaśmiał się cicho - prawie zaczynam żałować, że dziś mnie tam nie było...

Mara Lakefield
judasz
przemocy względem zwierząt i rażąco niedbałej interpunkcji; poza tym, nic co ludzkie nie jest mi obce
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mara wyczulona była na ból zadawany z czystą premedytacją, by tylko sprawić zawód drugiej osobie. Nigdy nie usłyszała od męża słowa przepraszam, gdy jego zdrada wyszła na jaw. Zaczął jedynie tłumaczyć się w sposób kompletnie dla niej nieakceptowalny- próbując zrzucić całą winę na nią. To ona była oschła, zła i nieprzystępna. To ona od lat nie mogła mu dać upragnionego potomka. To ona zamknęła się w sobie nie pozwalając mu na dotarcie do siebie. Jako zawodowy psycholog doskonale wiedział w czym leżał jej problem i jak zadać odpowiednie ciosy, aby zabolało jeszcze bardziej.
Więc całkiem możliwe, że i Mara nie potrafi już kochać w ten zdrowy sposób. Ostatni i jedyny normalny jej związek, który opierał się na pełnym szacunku, zrozumieniu i miłości miała w szkole średniej z Michaelem. Ile to było lat temu? Prawie tyle po ile sami mieli wtedy lat, czyli zdecydowanie dawno temu. Kolejne jej wybory miłosne, były nieudane, a to w jaki sposób zakończyło się jej małżeństwo, można nazwać nawet patologiczne. Dlatego Lakefield nie szukała kolejnego partnera na całe życie, który będzie ją kochał do utraty tchu i nigdy nie zrani. Prawdę mówiąc, nikogo nie szukała, a po prostu nie zamykała się szczególnie na nowe znajomości. Była otwarta na ludzi i niezobowiązujące relacje, które z założenia nie powinny jej zranić. Co oczywiście mogło być całkowicie błędnym założeniem.
W końcu przecież jadąc na miejsce spotkania obawiała się, że zostanie wystawiona, co może i nie złamałoby jej serca, ale poczułaby się źle w tej sytuacji. Zawiedziona, zażenowana i może nawet poniżona. Na całe szczęście Lazare czekał na nią przy barze i do tego w wyprasowanej koszuli z tym czarującym błyskiem w oku. Przynajmniej ona wciąż je dostrzegała. Nie biło od niego tak mocno jak na filmach z występów, które w pewien wieczór włączyła z ciekawości, ale według niej teraz było po prostu przygaszone i miała nadzieję je kiedyś ujrzeć ponownie. Może to było jej złudne wrażenie i marzenia, które się nigdy nie ziszczą? Może za bardzo przemawiała przez nią terapeutyczna Mara, która wierzyła, że może pomóc każdemu? A może była jeszcze w niej cząstka tej romantycznej Mary, która pragnęła wierzyć w miłość?
Cokolwiek nią kierowało, nie zastanawiała się nad tym, a po prostu pozwoliła działać instynktowi, który podpowiadał jej, żeby się z nim spotkała. Żeby ubrała się znacznie bardziej kobieco, aniżeli zazwyczaj przychodziła do pracy. Po prostu wszelkie rozważania odrzuciła w kąt i uznała, że zobaczy co z tego wyjdzie. O ile nie skończy martwa w jego bagażniku, to chyba nie będzie tak źle, prawda?
Gdy powiedział o częstym wystawianiu miała już na to co najmniej trzy pytania, które zadałaby, gdyby był u niej w gabinecie. Jednak to nie był ten typ spotkania.- Czasami potrzebny jest wyjątek od reguły- wzruszyła ramieniem lekko się uśmiechając, gdy zdejmowała płaszcz i zajmowała miejsce obok niego. Przytaknęła, gdy idealnie trafił z imionami osób, które się jej mylą. Faktycznie też miał z nimi problem czy był aż taki spostrzegawczy i zapamiętał jej pomyłkę sprzed tygodnia? Mimo wszystko rozbawiło ją to. - Czy jestem okrutna, jeżeli mnie to śmieszy?- spytała wciąż z szerokim uśmiechem na ustach. Była psychologiem i pomagała ludziom z depresją, więc nie powinna się z tego śmiać. Przynajmniej przy jednym ze swoich pacjentów. W sumie nie powinna umawiać się na drinka ze swoim pacjentem.
- Jeżeli mamy być dosyć skrupulatni, to w zeszłym tygodniu również nikt nie zaoferował swojej pomocy- spojrzała na niego wymownie unosząc brew do góry i biorąc Kieliszek z winem do ręki, z którego od razu upiła łyk. Przyjemnie zwilżył jej gardło, a alkohol był dobrym wyborem, żeby pomóc sobie się odprężyć, bo tak - wciąż się nieco stresowała. - I dopiero zaczynasz żałować? Byłam pewna, że nie dotarłeś na dzisiejsze spotkanie, bo musiałeś walczyć po drodze ze smokami i ledwo przeżyłeś , żeby się wyrobić chociaż tutaj- przekręciła oczami udając zawód jego zachowaniem, chociaż jej kąciki ust drgały w lekkim rozbawieniu.

lazare moreau
33 y/o
For good luck!
186 cm
łyżwiarz figurowy wygnany po aferze dopingowej
Awatar użytkownika
I always wanted to die clean and pretty, but I'd be too busy on working days - so I am relieved that the turbulence wasn't forecasted, I couldn't have changed anyways.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Lazare nie miał bagażnika - w którym obawiała się skończyć Mara - ponieważ nie miał samochodu. A nawet, gdyby taki posiadał (w momencie, w którym znajdował się na samym szczycie, dywagował nad kupnem jakiegoś szybkiego, ostentacyjnego pojazdu w krzykliwym kolorze, który ściągałby ku Lazare spojrzenia jeszcze bardziej niż robiły to przystojne rysy jego twarzy i otoczka nieprzewidywalności, która zdobyła mu pozycję ulubieńca paparazzich), najprędzej użyłby go do pozbycia się zwłok Johnny'ego Grainiera, a nie Bogu ducha winnej psycholożki, która ewidentnie bynajmniej nie chciała mu zaszkodzić, a wręcz przeciwnie, starała się przyjść mu z pomocą. Od dziecka jednak wychowując się w dużym mieście, i od młodości żyjąc w niemal ciągłych rozjazdach, w których zawsze miał jakiegoś kierowcę czy szofera, nigdy nie przywykł do zwyczaju prowadzenia samochodu. Tak, miał prawo jazdy, ale nie, prawie w ogóle go nie używał. Co najwyżej po to, by dostać się do niektórych klubów nocnych jeśli zapomniał akurat dowodu osobistego.
Schlebiło mu to, nie mógł zaprzeczyć, że udało mu się lekko rozbawić rudowłosą wzmianką o zapominanych przez nią imionach. Prawda leżała gdzieś po środku: Lazare zapamiętał jej wpadkę, ponieważ choć starał się sprawiać zupełnie inne pozory, przyglądał się jej na tamtym pamiętnym spotkaniu grupy uważniej niż kiedykolwiek spoglądał w stronę Jess, ale również i dlatego, że sam mylił ze sobą nawzajem dokładnie te same osoby.
- Zdradzić ci sekret? - zagadnął, pochylając się ku dziewczynie w teatralnie-konspiracyjnym ruchu, nie za bardzo, żeby nie osaczyć ją przesadną i niezapowiedzianą bliskością, a jednak na tyle, aby zmniejszony dystans pozwolił mu ściszyć głos niemal do szeptu - W zasadzie dość lubię odrobinę okrucieństwa tu i ówdzie - wyznał - Zawsze uważałem, że byt dobrzy ludzie są nudni.
Im dłużej przebywał dziś w towarzystwie Lakefield, tym bardziej rezygnował z myśli, że kiedykolwiek jeszcze stawi się na spotkaniu grupy wsparcia - a nawet jeśli miałoby się to jednak wydarzyć, wiedział, że nigdy już raczej nie będzie w stanie widzieć w kobiecie wyłącznie psycholożki na zastępstwie. Nie tylko trudno byłoby mu skupić się na refleksyjnych i sokratejskich pytaniach omawianych na kolejnych sesjach, z pamięcią raz po raz uciekającą w kierunku wspomnień Mary w tej niezwykle dobrze dobranej sukience... Przede wszystkim, Mara wiedziała o nim za dużo - i to nie rzeczy, które normalnie wyjawił by jakiemukolwiek psychologowi. Ale trudno się dziwić - w końcu Moreau mimo wszystko nie często flirtował ze swoimi terapeutami...
Jak to powiedziała Mara? Czasami potrzebny jest wyjątek od reguły?
- Ze smokami? - zaśmiał się cicho, kręcąc lekko głową - Raczej z wewnętrznymi demonami... - powiedział, i w innych warunkach mogło zabrzmieć to nieco niepokojąco, czy nawet mrocznie, ale póki co udawało im się utrzymywać konwersację nie tyle na płytkim, co zdecydowanie na nieco lżejszym poziomie. I całe szczęście, bo Lazare miał dosyć głębi niektórych nachodzących go dzień w dzień przemyśleń. Czasem czuł się jakby całe dnie spędzał patrząc w otchłań, jak Nietzsche. O wiele przyjemniej było zagapić się w doświetloną barowym światłem zieleń kobiecych tęczówek - Zresztą, schlebiasz mi. Naprawdę nie jestem na co dzień aż tak zajęty...
I on zrobił małą pauzę, sięgając po kolejny łyczek alkoholu, zadowolony z wyboru lokalu, bo tutejsi barmani okazywali się prawie nieomylni pod względem mocy i smaku przygotowywanych przez siebie drinków. Nierozsądnym byłoby zamawianie kolejnego, ale w tym tempie następna kolejka stawała się dość nieuchronną ewentualnością.
- Jadłaś już kolację? - zagadnął na fali tych rozważań, bo dotarło do niego, że być może i Mara piła właśnie na pusty żołądek. Co wcale nie musiało być problemem, ale jednocześnie jaki byłby z niego gentleman gdyby pozwolił kobiecie wstawić się winem, nie zapytawszy, czy nie umierała przypadkiem z głodu, ale nie chciała się do tego z jakiejś racji przyznać - O dziwo, mają tu całkiem niezłą kuchnię, jeśli miałabyś ochotę na coś więcej niż tylko kieliszek wina.
I kto wie, może był to czysty akt kurtuazji. A może dość nieporadne staranie, aby zagwarantować sobie spędzenie w towarzystwie Mary więcej czasu niż wymagał tylko jeden drink, po którym mogliby się prędko rozstać.

Mara Lakefield
judasz
przemocy względem zwierząt i rażąco niedbałej interpunkcji; poza tym, nic co ludzkie nie jest mi obce
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W takim razie Mara mogła spać spokojnie, a raczej siedzieć i popijać wino spokojnie, skoro Lazare ani nie posiadał samochodu ani nie umieścił jej na szczycie listy osób do pozbycia. Na tyle co zdążyła go poznać, to nie wyglądał jej na mordercę, ale zdawała sobie sprawę, że mogła się mylić. Jednak ufała swojemu przeczuciu, a w stosunku do blondyna miała dobre. Im dłużej przebywała w jego towarzystwie, tym wzbudzał w niej coraz większą ciekawość oraz utwierdzał ją w przekonaniu, że jej instynkt w jego kwestii, jej nie zawodził.
Ponadto, od samego początku pragnęła mu pomóc- tak jak wszystkim pozostałym pacjentom i w tym celu musiała go bliżej poznać. Lecz w pewnym momencie, ciężkim teraz do określenia, budziła się w niej chęć poznania go jako mężczyzny - Lazare Moreau, ambitnego, wysportowanego, interesującego i zabawnego (!) blondyna o przenikliwym spojrzeniu. Nie chodziło już tylko o Lazare, pacjenta z grupy wsparcia, który będąc na szczycie został przyłapany na dopingu. Chciała zajrzeć głębiej. Chciała poznać to, co skrywał przed większością ludzi. Może się jej uda, może nie. Lecz chyba zawsze warto próbować?
Mimowolnie i ona się pochyliła w jego kierunku, zmniejszając tym dystans między nimi jeszcze bardziej, ale ani trochę ją to nie speszyło. Wprost przeciwnie, spodobało jej się na tyle, że spojrzała na niego z lekkim uśmiechem i unosząc znacząco obie brwi. - Powinnam się dopytywać co się kryje pod słowem tu i ówdzie?- i tak, była ciekawa, co dokładnie miał na myśli, bo to można było różnie zinterpretować. I właśnie chyba w tym momencie Mara zdała sobie sprawę, że naprawdę jako terapeutka nie jest ani trochę profesjonalna. Nie powinna się umawiać z Lazare w takim miejscu i o takiej porze. Powinna być bardziej rozważna i dojrzała. Problem był jednak taki, że czasami nie potrafiła. Czasami łamała te zasady dla innych, a czasami dla własnej wygody. Dzisiaj? Po części nie chciała mu dawać kosza, jeżeli faktycznie jego zaproszenie nie było głupim żartem, ale przede chodziło jednak o nią i jej komfort. Kiedy dobrze jej się rozmawiało z ludźmi, nie potrafiła odpuścić zakończenia relacji i sprawdzenia dokąd to może zaprowadzić. W dodatku w ostatnim czasie była nieco samotna, więc zarówno dzień spędzony z Michaelem, ale także drink z Lazare był miłą odskocznią od jej monotonnego życia, które momentami wyglądało jak zwykłe egzystencja. Dlaczego więc nie zaryzykować wypadem do baru z jednym ze swoich pacjentów?
Ale powinna przestać go tak nazywać, bo odkąd tutaj weszła, w ogóle w nim nie widziała jednego z członków grupy wsparcia, której prowadzenie przejęła po Jess. Czuła się po prostu jak na niezobowiązującym drinku z przystojnym mężczyzną, którego zapach perfum przyjemnie uderzał jej do głowy. Lata spędzone w małżeństwie sprawiły, że w większości ominął ją ten przyjemny okres randkowania, więc czas nadrobić to teraz. - I rozumiem, że to było bardzo ciężka walka, którą uznajesz za wygraną czy przegraną?- spytała nie precyzując, którą część miała na myśli - tą, że nie dotarł na spotkanie grupy czy tą, że siedział właśnie z nią w barze. To było specjalne zagranie, bo była ciekawa jego interpretacji.
Natomiast na jego propozycję przytaknęła uśmiechając się szerzej. - Bardzo chętnie, umieram z głodu- przyznała szczerze, bo zawsze jadała w biegu i najczęściej nadrabiała kalorie właśnie wieczorami w domu po pracy. - A co do dania, zdaję się na Ciebie. Jeszcze nigdy tutaj nie byłam- dodała, gdy wstawali, aby przesiąść się do stolika, gdzie będą mogli spokojnie zjeść. Mara wybrała miejsce naprzeciwko Lazare, aby móc swobodnie go obserwować bez konieczności kręcenia głową. Było jej też miło, że wyszedł z taką propozycją, bo nie miała jeszcze ochoty wracać do siebie.



lazare moreau
ODPOWIEDZ

Wróć do „Poor Romeo”