ODPOWIEDZ
26 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dante Levasseur

Która to była godzina? Pierwsza? Druga? Trzecia? Nie miała zielonego pojęcia, bo telefon się jej rozładował. Umówienie się z Catherine na drinka, wydawało się najlepszą rzeczą, jaką mogła zrobić w swoim życiu. Nie miała zbyt wiele znajomych w Toronto. Głównie rodzinę, z którą powoli odzyskiwała kontakt oraz... no właśnie, Dante. Nikogo, komu mogła tak po prostu zwierzyć się z głębi całego serca do sytuacji, w których została postawiona.
Może dlatego przesadziła z ilością drinków? Miała wrażenie, że wchodziły lepiej niż jakiekolwiek soczek, który piła. Soczek pomarańczowy. Wszystkie problemy wydawały się znikać z jej ramion, a jedyne czego potrzebowała to odetchnięcia pełną piersią. Tylko tego teraz chciała, by ktoś ściągnął z niej obowiązki, które sama na sobie nakładała, by mogła przymknąć oczy i odpocząć. Nie zastanawiać się nad ciastkami, ani nie myśleć o tym, w jaki sposób toczy się jej relacja.
Szczerze nie wyobrażała sobie życia bez Dante. Chwile ciszy między kłótniami, wspólny pies i mieszkanie razem. Czasami zastanawiała się, czy Levasseur był w stanie dorosnąć oraz co dokładnie siedziało w jego głowie. Czy ją kochał? Czy potrafił sprawić, że czuła się kochana, nie myśląc o kłopotach, które mogły się ukrywać za jego uśmiechem? Dorosła zdecydowanie zbyt szybko. Wśród umierających ludzi oraz tych o walczących o życie zdała sobie sprawę z jednego. Warto przeżyć ważne chwile i mieć przy sobie odpowiednie osoby.
Jakimś cudem doczłapała się do domu. Tylko nie pamiętała drogi do domu. Gdzieś w jej połowie wyrżnęła potężnego orła, a z jej kolana sączyła się krew. Do klatki weszła. Misja zakończona sukcesem, za to wejście do domu... okazało się problematyczne. W kieszeniach kurtki klucza nie było, podobnie jak w torebce i kurtce. Musiała rozpocząć wielki plan otworzenia drzwi, do których nie miała dostępu. Co mogła zrobić? Zaczęła dzwonić dzwonkiem do drzwi w rytm rihanna only girl. Przecież nie będzie stała jak słup. Nie spodziewała się, że Levasseur mógłby spać. Albo imprezował, albo nie było go w domu. Innych opcji nie widziała.
Zgubiłam klucze — rzuciła, siedząc na wycieraczce. Skulona, pijana i jakże rozbawiona. Dawno nie bawiła się tak dobrze. Nie miała też okazji oraz odpowiedniego kompana.
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba całkiem szczęśliwie dla niej składało się, że akurat tym razem musiał przydarzyć się jeden z tych nielicznych wieczorów, kiedy Dante niekoniecznie miał potrzebę wychodzić gdziekolwiek. Szczęśliwie dla niego natomiast – rzeczywiście nie spał, więc niecodzienny, ale mimo wszystko i tak nieprzypominający żadnego istniejącego utworu, dzwonek nie mógł go obudzić.
Szkoda tylko, że jego siedzenia do późna nie można było tym razem wytłumaczyć jedynie tak banalnym powodem jak to, że po prostu nie był przyzwyczajony do kładzenia się do łóżka zbyt wcześnie. Poniekąd – oczywiście, to też. Bardziej jednak chodziło o wiadomość, którą wysłał Ivy jakiś – spory… – czas temu, a która jak dotąd nie miała okazji do niej dotrzeć. I jeszcze tych kilka połączeń, przy okazji których mógł dowiedzieć się jedynie tyle, że jej telefon pozostawał wyłączony. Pewnie i jedno, i drugie dałoby się wytłumaczyć tym, że po prostu była zajęta podczas dyżuru – nic niepokojącego. Sytuacja jednak nieco zmieniała się, kiedy już wzięło się pod uwagę, że wobec tego musiałby to być chyba jej najdłuższy dyżur w życiu, co wydawało się już co najmniej mało prawdopodobne. I dużo bardziej niepokojące.
Tyle, że… poza bezcelowym sprawdzaniem telefonu co jakiś czas, nie do końca miał pojęcie, co właściwie powinien w tej sytuacji zrobić. Toronto było zdecydowanie zbyt duże, żeby ewentualne próby szukania jej gdzieś uznać za choćby odrobinę mniej bezcelowe niż zerkanie na telefon.
Dzwonek – niezależnie od tego jak bardzo bezładna była wygrywana nim melodia, zwłaszcza w akompaniamencie podekscytowanego szczekania… – mógł być jakimś rozwiązaniem. I… najwyraźniej faktycznie był. Choć nie do końca takim, którego można byłoby się spodziewać.
Telefon widocznie też… – dopowiedział, kiedy już udało mu się w pełni przyswoić widok zastany za drzwiami. Chociaż nawet po dłuższej chwili trudno byłoby mu stwierdzić, czy bardziej cieszył się, że nic się jej nie stało – jeśli nie liczyć rozbitego kolana – czy może jednak irytował, że nie postanowiła nawet w żaden sposób uprzedzić o planowanym tak późnym powrocie. Zaskakujące, ale gdzieś pomiędzy tymi dwiema skrajnościami przeplatało się jeszcze coś na kształt rozbawienia. Bo jednak… coś niezrozumiale komicznego też z całą pewnością było w tym wszystkim.
Masz zamiar tam nocować? Przynieść ci przynajmniej poduszkę, czy poradzisz sobie bez niej…? – przewidując prawdopodobną decyzję, wyciągnął w jej stronę rękę, żeby ułatwić jej pozbieranie się z ziemi. Zwłaszcza, że ganianie psa po klatce schodowej raczej nie było rozrywką, na którą mógłby mieć w tej chwili ochotę. A zdecydowanie zanosiło się na to, że jeśli Ivy nie wejdzie do mieszkania i nie uda się dostatecznie szybko zamknąć drzwi, Murphy wreszcie znajdzie sposób, żeby czmychnąć mu pomiędzy nogami.

Ivy Harrison
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
26 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dante Levasseur

Spojrzała na niego z dołu, wywalając dolną wargę do przodu. Była właśnie nieszczęśliwym dzieckiem, którym trzeba było się zająć. Zwłaszcza że alkohol raz na jakiś czas odbijał się do góry, aż miała ochotę puścić prawdziwego pawia. Nie wiedziała, z czego dokładnie to wynikało, wszystko się cofało, a ona powoli nie wiedziała, co powinna z tym zrobić. Aż westchnęła cicho pod nosem. Co mogłaby powiedzieć więcej? Gdzie miała telefon? To akurat wiedziała, spokojnie spoczywał w jej torebce.
Rozładował się — poprawiła go, uśmiechając się szeroko. Niezgubienie telefonu uważała za osiągnięcie, zwłaszcza że nagrała sporo niezbyt ciekawych filmików, które lepiej by nie wychodziły na światło dzienne. Za to cały czas się uśmiechała jak najszczęśliwsze dziecko na całym świecie. Babska impreza dała jej sporo siły, chociaż odbijająca się zawartość żołądka sporo utrudniała. Podobnie jak wolniej działający świat. Właściwie mogłaby zasnąć na wycieraczce.
Musisz zanieść księżniczkę do środka — odparła, chwytając go za rękę. Nie bez powodu usiadła na wycieraczce — świat wiruje, robi, uuuuu — pijana Ivy miała znacząco mniejszy zakres słownictwa. Za to wpatrywała się z prawdziwie niewinnym błyskiem w oku i przełamującym całą chłodną atmosferę uśmiechem. Była niczym dziecko błądzące we mgle, ale nie miała zamiaru puszczać mężczyzny.
Helikopter właśnie leci — a jej głowa leciała raz w jedną, raz w drugą stronę. Pewnie nic by nie powiedziała, ale kiedy zamknęła na sekundę oczy i znowu je otworzyła, poczuła za sobie puchatą kulkę — Murphy! — tyle zdążyła krzyknąć, zanim kundelek postanowił zrobić prawdziwe zwiedzanie klatki schodowej. Skoro jego pani miała wychodne, to on też powinien. Nikt się nawet nie zorientował, kiedy psi ogonek znikał za schodami.
Za to Ivy spojrzała na Dante, prawdziwie niewinnym spojrzeniem. Przecież była niewinna. Zostanie jakimkolwiek biegaczem za psem też nie wchodziło w rachubę. Nogi zbyt mocno nie współpracowały, a wstanie równałoby się ze zniszczeniem jej świata.
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozładował się. Wyjaśnienie absolutnie banalne i całkiem oczywiste, a przy okazji wciąż nie zmieniające faktu, że od dłuższego czasu nie miał nawet pojęcia co się z nią działo – a przecież to nie tak, że pomysł na wypicie zdecydowanie zbyt wielu drinków pojawił jej się zupełnie spontanicznie. Odpowiedzialna Ivy raczej nie funkcjonowała w ten sposób i trudno byłoby ją o coś takiego podejrzewać.
Na moment otworzył usta, mając gotową odpowiedź na jej słowa. Ostatecznie zrezygnował jednak – może uznając, że nie miało to sensu teraz, a może dając się przekonać jej uśmiechowi. Choć pewnie mogło mieć to też związek z całkiem sprawną ucieczką Murphy’ego, która zadziała się ledwie chwilę później…
Widocznie pies wciąż jeszcze nie zdążył przyjąć do wiadomości, że od jakiegoś czasu posiadał wreszcie imię i że być może warto byłoby zacząć zwracać na nie uwagę. Albo nie był do końca zadowolony z nieprzemyślanego wyboru. Niezależnie od powodu – efekt był ten sam. Nawet nie obejrzał się na Ivy, wykorzystując chwilę nieuwagi i woląc zająć się czymś ciekawszym. Dante natomiast odprowadził go spojrzeniem – oraz wymruczanym pod nosem, adekwatnym do sytuacji przekleństwem – następnie na moment przenosząc wzrok na Ivy. Wypadałoby zdecydować, czy większym priorytetem był pościg za psem, czy może jednak ogarnięcie swojej kompletnie pijanej kobiety. Skoro jednak Murphy pobiegł na górę, pewnie można było liczyć na to, że zajmie się zwiedzaniem wyższych pięter i nie wybiegnie na dwór, gdyby miało okazać się, że drzwi od klatki mogłyby być otwarte. Próba zeżarcia wycieraczki któremuś z sąsiadów mogła przecież trochę mu zająć…
Łatwiej byłoby przynieść księżniczce tę cholerną poduszkę… – stwierdził, kucając obok niej, żeby rzeczywiście podnieść ją z wycieraczki. Co najpewniej było pomysłem co najmniej średnim, jeśli wzięłoby się pod uwagę to, że prawdopodobnie wciąż nie minęło dostatecznie wiele czasu, by mógł zajmować się bezproblemowym przenoszeniem księżniczek przez próg. O tym zresztą mógł przekonać się podczas odkładania jej na łóżko, kiedy obojczyk dał o sobie znać, a on musiał skwitować to krótkim odruchowym syknięciem.
Poczekaj tu – nie sądził wprawdzie, by miała się dokądkolwiek wybierać, ale… chyba można było potraktować to jak słowa rzucone na wszelki wypadek. Albo bez większego zastanowienia – niewielka różnica. Nie tracąc czasu wyszedł z mieszkania, żeby dwa piętra wyżej zgarnąć Murphy’ego, rzeczywiście trochę za bardzo zainteresowanego cudzą wycieraczką. Chociaż to akurat znacząco ułatwiło sprawę, przynajmniej w psiej łepetynie nie zdążyła nawet pojawić się myśl o dalszej ucieczce i już wkrótce on również mógł znaleźć się ponownie w mieszkaniu.
Idź się nią zajmij – nie wyglądało jednak na to, by odstawiany właśnie na podłogę pies zamierzał potraktować kierowane do niego słowa na poważnie. Zwłaszcza, że nawet nie pobiegł w kierunku sypialni, kiedy już jego łapki zetknęły się podłożem. – No jasne, dzięki za pomoc…
Skoro jednak tej nie mógł oczekiwać od zwierzęcia, najwyraźniej sam musiał zająć się Ivy. Choć pewnie lepszym – a na pewno znacznie łatwiejszym – wyjściem byłoby założenie, że w ciągu tych kilku chwil zdążyła już zasnąć i że nie potrzebowała żadnej uwagi z jego strony. Tylko, że…
Gdzie właściwie byłaś? – zadawanie tego pytania pewnie i tak miało niewielki sens akurat teraz. Mimo wszystko, wchodząc do sypialni i siadając na łóżku, na którym wcześniej ją zostawił, przynajmniej tyle mógł się chyba dowiedzieć. – Wysłanie jakiegoś smsa zanim padł ci telefon prawdopodobnie by cię nie zabiło, wiesz?
Trudno byłoby się na nią faktycznie wściekać teraz, kiedy i tak nie miało to kompletnie żadnego sensu. I pewnie dlatego w jego słowach mimo wszystko nie wybrzmiała pretensja – a przynajmniej nie ta oczywista, niemożliwa do przeoczenia.

Ivy Harrison
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
26 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dante Levasseur

Księżniczka nawet z przenoszenia nie była zadowolona. Niemalże od razu zaczęła paplać coś o Murphy'm. Kochała pieska. Zdążyła się przyzwyczaić do jego niesforności, przypominał jej Dantego. Odrobina szaleństwa i te oczy, które są w stanie roztopić każdy możliwy lód. Potrzebowała go we własnym życiu. Wcale na jej frustrację nie pomógł też komentarz, przez co totalnie zignorowała (!) syknięcie oraz kontuzję mężczyzny.
Mógłbyś się ucieszyć, że nikt mnie nie zgwałcił, zabił, porwał i że wróciłam cała — wycedziła Ivy, słysząc o tej poduszce. Zaraz padła na łóżko. Nawet telefonu nie podłączyła do ładowarki. Torebka spadła na podłogę, a ona nie miała siły się podnosić. Jedynie jedną nogę położyła na podłodze. Musiała zakotwiczyć helikopter. Kiedy Dante poszukiwał psa, ona pod nosem śpiewała max verstappen tutudu. Nawet nie wiedziała, skąd dokładnie wzięła się jej ta piosenka w głowie. Nuciła ją, aż Dante nie znalazł się w sypialni.
Z początku nic nie mówiła, ale podniosła się do siadu. Przecież nie będzie spała w wyjściowych ubraniach. Tylko to body, które miała na sobie było skomplikowane, a skórzane spodnie bardzo ciasne. Zdołała rozpiąć pasek oraz rozporek, a później zaczęła się gimnastykować ze zdjęciem ubrań. Tylko że poległa, wtedy jej wzrok padł na Levasseura i westchnęła cicho pod nosem.
A co mam innego robić? — spytała oskarżycielskim tonem, marszcząc brwi. Ile razy siedziała sama w domu, czekając na Dantego? Ile razy wpatrywała się w telefon, czekając na jakąkolwiek wiadomość od niego? Nie byłaby w stanie tego wszystkiego zliczyć. Brak trzeźwego umysłu też sporo jej utrudniał. Wręcz chciała zaczynać kłótnię, ale zamiast tego opadła na łóżko.
Byłam z Catherine — mruknęła Ivy, patrząc w sufit — to była mojego brata policjanta, jej mama leży w naszym szpitalu — idealne wytłumaczenie szalonego wieczoru — musiałam ją upić, żeby humor jej poprawić — dodała zaraz Ivy, unosząc oba kąciki ust. Wyglądała jak szczęśliwy, pijany aniołek. Zresztą nim była. Tylko zaraz głośno prychnęła. Kto jej wypominał nieobecność w domu? Aż się głośno zaśmiała.
Przecież Cię praktycznie nie ma w domu — wycedziła Harrison, unosząc głowę — po co miałabym wysyłać? — to pytanie jak na pijany mózg było dość rozsądne. Trzeźwa może by się hamowała, a tak bawiła ją cała irracjonalność sytuacji, w której została postawiona — ty wysyłasz? — dopytała i zaraz opuściła głowę. Nie robił tego. Czasami mieli dni ciszy, mijali się. Nigdy nie był nią zainteresowany, choć jej grafik zawsze wisiał na lodówce.
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jasne, Ivy. Nie ma za co – sarknął w odpowiedzi na jej podziękowanie za przeniesienie do sypialni i niedopuszczenie do tego, żeby rzeczywiście spała na wycieraczce. Co pewnie nawet mogłoby przejść mu przez myśl, gdyby nie fakt, że naprawdę cieszył się, że nic się jej nie stało i wróciła do domu cała. Paradoksalnie – to jednak wciąż jedynie podsycało irytację na brak jakiejkolwiek informacji o tym, że planowała późniejszy powrót.
Przez moment przyglądał się jej nierównej walce ze spodniami, zanim zdecydował się pomóc jej się z nich uwolnić. Mógł być na nią zły, ale widocznie tak samo, jak nie mógłby zostawić jej na progu, tak samo nie mógł jej po prostu nie pomóc z czymś, z czym aktualnie sama nie była w stanie sobie poradzić. I naprawdę przez wyjątkowo krótką chwilę starał się zignorować zarówno jej pytanie, jak i wybrzmiewający w nim oskarżycielski ton. Kłótnia w tym momencie nie miała sensu. Tak samo jednak nie miały sensu kłótnie o wybór filmu, o odłożenie jakiegoś drobiazgu w nieodpowiednie miejsce, czy o wszystkie inne drobiazgi. Fakt, że coś nie miało sensu jakoś w żadnym stopniu nie był w stanie sprawić, że złość tak po prostu miałaby minąć. Zwłaszcza słysząc kolejne słowa padające z ust Ivy.
Nie miał do niej pretensji o to, że wyszła napić się z byłą brata. Nawet jeśli to wspomniane upijanie jej najwyraźniej nie do końca wyszło tak, jak powinno – choć może właśnie było wręcz przeciwnie i lepiej byłoby nie wnikać, w jakim stanie zakończyła całe to spotkanie Catherine.
Zdecydowanie za to mógł mieć pretensje o ten brak jakiegokolwiek znaku. A już tym bardziej o to, że Ivy – niezależnie od stanu świadomości – nie widziała w tym kompletnie żadnego problemu.
Nie mam pojęcia, może na przykład po to, żebym wiedział co się z tobą dzieje? – tym razem poirytowanie znacznie wyraźniej wybrzmiało w jego głosie. Nawet jeśli wbrew temu podniósł się, żeby podejść do właściwej szafki i wyciągnąć z niej piżamę Ivy, która następnie rzucił niedbałym ruchem obok niej na łóżko.
To nie to samo – odparował niemal natychmiast, bez większego zastanowienia. Przecież była przyzwyczajona do tego, że wychodził… całkiem często. Nie musiał jej o tym informować, nie było to nic zaskakującego. A jednak… tym razem nie chodziło nawet o to i może nawet rzeczywiście w pewien sposób można byłoby uznać, że to nie to samo. – O ile dobrze pamiętam, to nie mi ktoś dosypał ostatnio czegoś do drinka.
Jasne, że miał powody, żeby martwić się, kiedy nie wracała do domu zbyt długo i kiedy nie było z nią żadnego kontaktu. Zresztą, o tych sama przecież wspomniała. A te mogły mnożyć się tym bardziej, jeśli wzięło się pod uwagę fakt, że coś podobnego od dawna już nie leżało w jej zwyczaju.

Ivy Harrison
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
26 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dante Levasseur

Nie podziękowała mu, bo nie miała za co. Za to strzeliła oczyma. Nic w obecnej chwili nie miała mu do powiedzenia. Bardziej zajęta była ubraniami. Przecież nie poszłaby w nich spać. Przeniosłaby wszystkie drobnoustroje do pościeli, a oto Ivy dbała. Właściwie dbała o każdy aspekt ich wspólnego życia, ale... męczyło ją to. Dlatego nawet nie zaprotestowała, gdy pomógł jej zdjąć spodnie. Wpatrywała się w niego w dość nieobecnym spojrzeniem. Finalnie na jej twarzy pojawił się uśmiech. Misja zakończona sukcesem, dzięki Dante, ale dalej zakończona sukcesem.
Mówisz, jakby się tym przejmował — mruknęła pod nosem. Równie dobrze mogła być właśnie na intensywnym dyżurze, na którym nie miałaby dla niego sił. Przymknęła delikatnie oczy. Czy ją to drażniło? Zaczynało i to mocno. Nie była w stanie tego w żaden racjonalny sposób zrozumieć. Przecież powinna być mu wdzięczna. Może zaczął dorastać? Tylko w tej chwili nie miało to dla niej żadnego sensu, ani racji bytu.
Zaczęła ubierać piżamę, a przynajmniej jej dół. Później pozbyła się górnej części ubrań, a nawet stanika. Tak wpatrywała się w Levasseura odrobinę nieobecnym wzrokiem. Trafiły jego słowa do niej, ale bała się przyznać do jednego. Nie wiedziała, w jaki sposób powinna zareagować. Przełknęła nerwowo ślinę. Łatwiej byłoby argumentować na trzeźwo.
Bo co, bo jesteś facetem? — spytała, unosząc obie brwi ku górze. Drażniły ją jego słowa. Ktoś mógł jej coś dosypać, ale to był incydent. Teraz tym bardziej chciała się pilnować, bo nie mogła udawać, że nic się nie stało — kobiety też mogłyby Ciebie zgwałcić? — stwierdziła, rozkładając dłonie. Zaraz położyła się na łóżku. Jej głowa stała się niezwykle ciężka. Chciała spać, ale usta ani na moment się jej nie zatrzymywały — to kupa, a nie tłumaczenie — wycedziła przez usta. Trzeźwa Harrison zachowywała się inaczej. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Przymrużyła delikatnie oczy, mierząc go wzrokiem.
Przyznaj to, po prostu szukasz kolejnego powodu do kłótni ze mną — to rozwiązanie zawsze było najprostsze. Kłócili się jak stare, dobre małżeństwo. Każdy powód do kłótni wydawał się dobry, by na nowo wzniecić ogień. Tylko teraz zaczęło ją to irytować. Chciała spać, a on własnie próbował robić jej wywód życia.
Jakbyś się naprawdę martwił, albo mnie kochał — zaczęła nagle Ivy — to przyniósłbyś mi miskę, szklankę wody i zajął się mną — proste czynności, ale wiele znaczące. On jednak wolał zwrócić jej uwagę. Sam pewnie w gorszym stanie wracał do ich mieszkania, lub urządzał tu imprezy. Za to jej od tego wszystkiego zaczynała pękać głowa.
Powiedz mi jedno — znów podparła się łokciami, by móc spojrzeć wprost na jego twarz — którą moją wersję właściwie kochasz? — kontynuowała, a jej język wydawał się nie zatrzymywać ani przez moment — odpowiedzialna Ci nie pasuje, nieodpowiedzialna też — i to był właśnie ich problem. Mogła pracować, starać się, ogarniać, ale kończyło się to kłótnią. RAZ wróciła nietrzeźwa, a on akurat był w domu, to też mu nie odpowiadało. Nawet nie wiedziała, jak powinna się zachować, bo... miała już dosyć kłótni. Chciała pójść spać.
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogłaby mieć mu sporo do zarzucenia, co do tego nie było wątpliwości. Nawet jednak jeśli wybór był całkiem szeroki, na pewno nie powinien mieścić się w tej kategorii zarzut o to, że miałby się nie przejmować i nie martwić o nią. Wypowiedziane przez nią słowa drażniły więc tym bardziej, a ponieważ w tym przypadku można było uznać to za złość w pełni uzasadnioną, tym trudniej byłoby je tak po prostu zignorować.
Jakbym się nie przejmował, to bym o tym nie mówił – odbił więc jej słowa, zdając sobie sprawę z tego, że w całej tej sytuacji w niczym nie pomagała świadomość, że była to kolejna rzecz, która po prostu nie miała najmniejszego sensu. Możliwe, że tylko teraz, ale równie możliwe, że w ogóle, jeśli Ivy naprawdę zamierzała upierać się, że miałby się nią nie przejmować.
Zdecydowanie łatwiej byłoby uznać tych kilka chwil wcześniej, że z całą pewnością zdążyła już zasnąć i w ogóle nie zawracać sobie głowy zaglądaniem do sypialni. Skoro już jednak wybrał tak, a nie inaczej… pewnie wciąż mógłby po prostu wyjść – zwłaszcza, że w tej sytuacji przespanie się na kanapie mogło okazać się całkiem kuszące. Tyle, że w pewnym momencie paradoksalnie zwyczajne wyjście przestawało być tą prostą opcją…
Nie, to kompletnie nie o to chodzi – wywrócił oczami na jej kolejne słowa. – Po prostu… Dobra, nieważne, to i tak nie ma sensu.
Wypowiedzenie na głos tego, co i tak od dłuższej chwili kołatało mu się po głowie, wydawało się za to całkiem niezłym rozwiązaniem. Zwłaszcza w przypadku, gdy naprawdę nie miał żadnego dobrego pomysłu na to, jak miałby wytłumaczyć jej, co dokładnie mogłoby kryć się pod wcześniejszym to nie to samo. W dodatku pewnie nawet mogliby na tym zakończyć tę niezbyt przyjemną wymianę zdań – tym razem mógłby faktycznie zostawić ją w sypialni i nawet odpuścić sobie wypominanie, że to zdecydowanie nie on szukał w tym momencie powodu do kłótni.
Gdyby nie kolejne słowa, wypowiedziane mniej więcej w tym samym momencie, gdy był już gotów zebrać się do wyjścia.
A niby co innego twoim zdaniem robię…? – mruknął, skoro najwyraźniej przeniesienie jej do łóżka i pomoc z ubraniami nie mieściła się w definicji zajęcia się nią. Stosunkowo szybko musiał jednak dojść do wniosku, że w zasadzie chyba nawet nie chciał znać odpowiedzi, toteż zbył własne pytanie lekceważącym machnięciem ręką. Można było uznać je za czysto retoryczne, a on był już rzeczywiście w połowie drogi do wyjścia z pomieszczenia, gdy w miejscu ponownie zatrzymały go słowa Ivy. Znów całkiem skutecznie wzmagające irytację i niedające się tak po prostu zignorować.
Ciebie, po prostu. Czemu mam wybierać jakąś wersję? – i nawet jeśli przez moment faktycznie zamierzał coś do tego dodać, w porę musiał przypomnieć sobie o tym całkiem istotnym szczególe. Wypowiedzianym już zresztą wcześniej – to nie miało sensu. Ona zdecydowanie powinna się przespać, a on wyjść. Tym razem już bez czekania na to, aż miałaby powiedzieć coś jeszcze, co tylko bardziej zaogniłoby sytuację.

/ zt

Ivy Harrison
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „#2”