Że jej na nim zależało? Że tym razem wcale nie miała zamiaru uciekać? Cokolwiek to by było, na pewno nie miało nic wspólnego z tym, żeby znowu zamieść wszystko pod dywan i udawać, że wszystko było w jak najlepszym porządku. Tego z pewnością nie chciał. Akurat to chyba już nauczyli się dobitnie, że takie zachowanie finalnie tylko pogarszało sprawę. Że chociaż na moment zepchnięte w czeluści podświadomości gówno, potem wychodziło na zewnątrz ze zdwojoną siłą i sprawiało, że szambo wypierdalało.
Dokładnie tak samo, jak stało się to na zapleczu niecałe kilk dni temu.
Lucas nie oczekiwał od niej zapomnienia. Wcale nie chciał zmuszać jej do tego, żeby nagle udawała, że wszystko było super. On po prostu chciał, żeby chociaż spróbowali się dogadać. Spróbowali znaleźć jakiś kompromis do tej chujowej sytuacji.
— Nie chcę od ciebie kłamstw, Caldwell — wyznał, spoglądając w jej piękne, błękitne oczy. Całe życie byli ze sobą szczerzy. Przez wiele lat przemierzali świat ramię w ramię, będąc jedynym wzajemnym wsparciem na tej skurwiałej ziemi. Zawsze stali za sobą murem i zawsze też mogli na siebie liczyć. Nie kłamali się. Przecież przyjaciele nie kłamią.
Kiedy to się dokładnie zmieniło?
Nie miał pojęcia, ale czuł tą zmianę aż za bardzo. Godziła go gdzieś w serce, gryzła skórą. Szczególnie, kiedy patrzył na jej gniewną twarz i tak bardzo kurwa tęsknił do momentów, kiedy po prostu się do niego uśmiechała. Kochał jej uśmiech. Przez wiele lat sumiennie uważał, że nie było nic lepszego niż jej głośny śmiech.
Jej ton go rozjuszał. Sprawiał, że i Lucas miał ochotę się wydzierać, a przecież on nienawidził krzyczeć. A jednak na nią chciał. Już nawet otwierał usta, żeby dobitnie powiedzieć jej, co o tym wszystkim myślał, jak samolubne było z jej strony to, że chciała przekreślić całą ich znajomość od tak. Tylko nic z tego jednak nie opuściło jego ust. Zamknęła mu je jednym zdaniem. Kompletnie przekierowała priorytety. Otworzył szeroko oczy, spoglądając na nią z niedowierzaniem.
Miał jej powiedzieć, że oszalała.
Miał zapytać jej, co miała na myśli.
Miał jakoś z tego wybrnąć. A zamiast tego on…
— A nie przyszło ci kurwa do głowy, żeby gdybyś mi to powiedziała, to byłoby zupełnie inaczej?! — ryknął kompletnie nie w zgodzie z własną głową. A potem sam się zdziwił. Zrobił to kompletnie niekontrolowanie. Zupełnie jakby to serce zdecydowało wypuścić z niego takie zdanie. I teraz to samo serce zabiło mocno, kurewsko mocno, trochę jakby miało zaraz wyskoczyć mu z piersi. Niekontrolowane ciepło zalało mu ramiona i przemknęło wzdłuż kręgosłupa. Co on kurwa wyrabiał? Patrzył jej głęboko w oczy i milczał. Zupełnie jakby ich spojrzenia prowadziły już własną konwersacje na zupełnie innym poziomie. Dopiero po chwili złapał większy oddech i ponownie się odezwał.
— Jaką mam pewność, że tym razem nie uciekniesz? — ściągnął brwi do środka, autentycznie walcząc, by się kurwa nie porzygać. Lucas nie był dobry w tego typu rozmowy i szczerze? Nie sądził, że będzie musiał takową tego dnia prowadzić. Ale teraz już nie było odwrotu. Grali w otwarte karty i już nie dało się wycofać. Więc kontynuował. — Skąd mogę wiedzieć, że jeśli zrobię cokolwiek… Jutro nie okaże się, że jesteś w drodze na drugi koniec kraju?
Indie Caldwell