Wiedziała, że był doskonały w odczytywaniu ludzi. Umiał przewidzieć co ktoś zrobi czy powie, jeszcze zanim ten ktoś o tym pomyśli. Zanim zdecyduje. Wierzyła więc mu, że widział w niej więcej potencjału niż ona sama. Już nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz. Dzięki temu przecież też się tu znajdowała. Bo wiedział, że powinna i mogła się wyrwać z tego toksycznego środowiska w jakim się znalazła. Sęk w tym, że gdyby nie jego pomoc, to dalej tkwiłaby w tym samym miejscu, jako grzeczna, pokorna żona Subina.
Całe szczęście podjęła to ryzyko i postawiła wszystko na jedną kartę.
Teraz znajdowała się w drogiej łodzi motorowej, na cholernych Malediwach, z mężczyzną, narzeczonym, który przychyliłby jej nieba, jeśli tylko by tego chciała. I zdawała sobie z tego sprawę, tylko nigdy tego nie wykorzystywała. I też nie zamierzała, bo chociaż była elegancką kobietą, to jednak też skromną, która nie potrzebowała wiele. Bo nie potrzebowała materialnych rzeczy do szczęścia. Subin miał pieniądze. Żyli na dużo wyższym poziomie niż spora część wspólnego środowiska, ale to nie miało znaczenia, gdy była traktowana jak służba i prywatna kurwa jednocześnie.
Jedyne czego tak naprawdę potrzebowała, była wolność.
Cała reszta drobnych, sentymentalnych rzeczy przychodziła z czasem. Jak zaczynała odkrywać części siebie, które wydawały się nie istnieć lub być całkowicie zapomniane. Zupełnie jak teraz, gdy okazało się, że ich obrączki będą częściowo zrobione z tego jednego stopu, który był ważny dla Giovanniego. Wcześniej obrączka była dla niej symbolem więzienia, ale teraz miała znaczyć coś innego. Przynależność, ale zupełnie inną. Taką na którą sama się zgadzała.
Jeszcze jedna rzecz.
Podniosła spojrzenie na jego twarz, a po chwili na jego dłoń, którą wysunął z kieszeni wraz z małym pudełkiem. Giovanni był znany z tego, że kupował jej wiele prezentów. Od sukienki przez drogą biżuterię, aż po restaurację, ale o żadne z tych rzeczy nigdy nie prosiła. Nigdy się ich też nie spodziewała oraz za wszystkie była niezwykle wdzięczna.
Gdy jednak wieczko się otworzyło, a jej oczom ukazał się piękny pierścionek, który lśnił nawet w blasku zachodzącego słońca, serce na moment jej stanęło w zachwycie. Delikatny, ale wymowny. Subtelnie zdobiony i na tyle elegancki, że doskonale do niej pasował. Pamiętała, jak dostrzegła ten kawałek złota za szkłem witryny. Od razu przyciągnął jej spojrzenie, a jednak nie spodziewała się, że kiedykolwiek zostanie jego właścicielką.
W końcu nawet się nie zatrzymała, aby go obejrzeć. Nigdy nie powiedziała też o nim słowa.
—
Giovanni, to… — zaczęła, zaraz podnosząc na niego wzrok, wysłuchując kolejnych jego słów. Nie potrzebowała pierścionka zaręczynowego, a jednak ten zaparł jej dech w piersi oraz skurczył serce w dziwnym zachwycie, ale też wzruszeniu, którego nie umiała dokładnie opisać. Przecież nigdy nie przywiązywała wagi do takich rzeczy. Nigdy nie prosiła o „deklarację uczuć”, a jednak jak patrzyła na pierścionek, to nie mogła ukryć rozczulenia i szczęścia, które się ze sobą w tej chwili mieszały.
Kąciki ust jej drgnęły wyżej w rozbawionym wzruszeniu, gdy przyznał, że to był ten moment jak zbyt długo spojrzała na witrynę, jak uznał, że to właśnie ten kawałek biżuterii wybiera. Zwracał uwagę na najmniejsze szczegóły. Na rzecz, na które nikt inny nie zwróciłby uwagi. Na to co ją interesowało, co jej się podobało.
Nie jemu, tylko jej. Istotna różnica.
—
Jest idealny — odpowiedziała niemalże od razu, przenosząc wzrok z powrotem na pierścionek. Wyciągnęła delikatnie dłoń, aby mógł wsunąć złotą obrączkę na jej serdeczny palec prawej dłoni.
Pasowała równie doskonale. Nie powinno jej jednak zaskakiwać, że dokładnie znał nawet rozmiar obwodu jej palca.
Pierścionek jej nie ciążył. Jak raz, nie parzył jej skóry, niczym przeklęte brzemię.
Kąciki ust drgnęły jej wyżej w wyrazie zadowolenia na to, jak prezentowała się błyskotka na jej drobnej dłoni. I nie chodziło o samą biżuterię, ani o to ile kosztowała. Chodziło o tą dziwną przynależność, której chciała i której się nie obawiała. Chodziło o ten głupi sentyment i gest, którego nie musiało być, a jednak był.
Wysunęła się w jego stronę, aby w geście nie tyle co podziękowania, co raczej przypieczętowania tej chwili, zwyczajnie go pocałować. Długo, a jednocześnie nienachalnie, w ten charakterystyczny dla siebie, elegancki sposób, osadzając prawą dłoń z nową biżuterią na jego policzku.
Odsunęła się od niego dopiero po chwili, z tym samym delikatnym uśmiechem.
—
Nigdy wcześniej nie miałam pierścionka zaręczynowego — przyznała, zerkając w stronę błyskotki, która ciążyła na jej palcu. W końcu Subin nie zamierzał się wysilać na kupno czegokolwiek. Nawet kapsla. Wystarczyło, że miała obrączkę, robiącą za jej obrożę i smycz. —
Nie musiałeś go kupować tylko dlatego, że dłużej na niego spojrzałam — dodała z uśmiechem, przenosząc na niego wzrok.
A jednak, teraz nie dało się zaprzeczyć, że była zaręczona. Tego pierścionka na jej palcu zwyczajnie nie można było przeoczyć.
Giovanni Salvatore