-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie miały wcześniej okazji do tego, aby porozmawiać o tym wszystkim z większymi szczegółami. Zresztą Evina nawet nie chciała zdradzać zbyt wiele. Niewykluczone jednak, że cała ta rozmowa zniknęła gdzieś pod całym natłokiem innych niezwykle ważnych spraw, które zaprzątały je na przestrzeni ostatnich miesięcy.
Nie musiała wcale się długo zastanawiać nad tym, co o tym wszystkim uważa Zaylee. Jej niezadowolenie było ewidentne. Wiedziała, że wpakowała się w gówno i OCPC ma prawo się nią interesować, ale mimo wszystko dalej była dania, że ich reakcja była co najmniej przesadzona.
- Nie pchałam się. Scott po mnie przyszedł. Potrzebował garstki naprawdę zaufanych ludzi - odpowiedziała od razu, bo nie musiała chyba tłumaczyć tego, że skoro sprawa dotyczyła zdrajcy w szeregach to grono badających ją osób musiało być naprawdę ostrożnie wyselekcjonowane.
Ominęła rzecz jasna wzmiankę o tym, że miała szansę na to, aby się z tego wycofać. Dostała taką opcję, ale nie mogłaby z niej skorzystać. Dostała wezwanie od przełożonego i przyjaciela. Musiała na nie odpowiedzieć. Nie widziała innej opcji. Tym bardziej, że już wcześniej pomagała mu w zorganizowaniu obławy na jednego zbiega. Była już wcześniej to zamieszana.
Zdawała sobie sprawę, że miały już sporo problemów. Te zdawały się jedynie nawarstwiać, a gdy jeden tylko zniknął to zaraz pojawiał się kolejny, którym trzeba było się zająć. Życie z pewnością ich nie rozpieszczało, ale liczyły na to, że będą mimo wszystko zapewnić szczęśliwe dzieciństwo pewnemu kilkulatkowi.
- Czy nie przewidziałam? Wiedziałam, że szambo może w pewnym momencie wyjebać, ale nie sądziłam, że znajdę się aż tak na celowniku tych chujków - odparła, wzdychając ciężko i odwróciła dłoń, aby móc własnymi palcami musnąć nadgarstek narzeczonej. - Zobaczymy, co powiedzą jak już porozmawiają z kilkoma innymi osobami i przetrzepią uważniej dokumenty.
Na razie nie wyglądało to wcale tak kolorowo, ale musiały liczyć na to, że faktycznie niewinność Swanson w tej kwestii stanie się ewidentna, a uwaga agentów przesunie się na kogoś kto również posiadał odpowiednią wiedzę, którą mógłby przekazać członkom mafii.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bo oczywiście, że Evina nie potrafiła odmówić. Wystarczyło, że ktoś poprosił ją o pomoc, a ona już była w to wciągnięta po uszy. Nieważne, jak bardzo skomplikowana czy ryzykowna była sprawa. Z jednej strony można było podziwiać tę jej cholerną lojalność i poczucie obowiązku. Z drugiej bywało to zwyczajnie nierozsądne. Wkręciła się w wewnętrzne śledztwo, a to od początku zwiastowało kłopoty. I samo w sobie może nie byłoby to niczym złym, gdyby sytuacja była taka jak kiedyś. Gdyby nadal była tylko ona i jej decyzje. Ale tak już nie było. Nie była sama. Powinna pamiętać, że teraz każde ryzyko dotyczyło nie tylko jej. A mimo to Swanson wciąż zachowywała się tak, jakby była jedyną osobą, która mogła zapłacić za ewentualne konsekwencje. Miller naprawdę miała czasem ochotę potrząsnąć nią, żeby w końcu zrozumiała, że nie żyje już tylko dla siebie.
— Wiedziałaś, że coś może się wypierdolić, ale i tak dalej w to brnęłaś. Trzeba było się wycofać, zanim sprawa rozrosła się na taką skalę. Na pewno nie raz słyszałaś, że cały komisariat o tym huczy, skoro te plotki dotarły nawet do prosektorium — pokręciła głową, dalej nie pojmując, jak jej narzeczona mogła być aż tak nierozsądna. — Mogłaś powiedzieć mi wcześniej — stwierdziła, chyba o pół tonu zbyt głośno, bo kelnerka spojrzała na nie wymownie, więc Zaylee automatycznie pochyliła się nad stołem, ściszając głos. — Wtedy może udałoby nam się coś wymyślić. Zawsze jakoś się udaje — dodała, bo jakby nie patrzeć, stanowiły zgrany duet.
Skoro do tej pory udawało im się wspólnymi siłami pokonać wszelkie przeciwności losu, to dlaczego tym razem miało być inaczej? Ale teraz, kiedy OCPC zaczęło przyglądać się sprawie z bliska i wzięli Evinę na celownik, miały związane ręce.
Kiedy ich zamówienie zostało dostarczone do stolika, Miller podziękowała kelnerce uśmiechem i od razu złapała za frytkę, którą wymierzyła w Swanson.
— Czyli co? Pozostaje nam wyłącznie czekać? Nie da się zrobić nic innego, żeby przekonać ich, że nie masz z tym nic wspólnego? — uniosła wysoko brwi i odwinęła z papierku swoje wrapa. — A co, jeżeli zapoznają się z dokumentami i stwierdzą, że jednak jesteś w to zamieszana bardziej, niż ci się wydaje? — Zaylee zawsze snuła kilka scenariuszy jednocześnie, niekoniecznie tych pozytywnych. Tak na wszelki wypadek, jakby z automatu miała się nastawić na to, że coś pójdzie nie tak.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bardziej niż jasne wydawało się także być to, że kiedy już zaczęła o czymś mówić to Zaylee musiała naciskać i wyciągnąć z niej wszelkie możliwe szczegóły. Czy musiała się zgodzić? Wiedziała, że akurat na tej kwestii kobieta się musiała skupić w pierwszej kolejności. Ile to już razy przechodziły przez coś podobnego?
- Nie do końca... - powiedziała ostrożnie, nie mając pojęcia jak mogłaby do tego wszystkiego teraz podejść. - Mieliśmy opcję odmówić, ale Scott potrzebował ludzi. Zaufanych ludzi. To była wielka sprawa.
Z czymś takim nie mógł się zwrócić do byle kogo. Przypuszczała, że gdyby któreś z nich się wycofało tamtego dnia po prostu pracowaliby w szczuplejszym zespole, bo zdawało jej się, że Letexier zwołał wszystkich, w których lojalność i umiejętności ufał w najwyższym stopniu.
Wiedziała też, co sądziła na ten temat Miller. Tylko, że ona miała luksus spoglądania na całą sytuację z nieco większego dystansu. Wszystko dotyczyło jej jedynie pośrednio przez relację łączącą ją ze Swanson, a dodatkowo zyskała również perspektywę czasu, której wszystkim zamieszanym brakowało w tamtym momencie.
- To nie jest coś z czego możesz się wycofać, gdy tylko się zrobi gorąco - rzuciła z pewną irytacją, ale zaraz potrząsnęła głową, aby pozbyć się podobnego tonu. - Nie było odwrotu. Albo wchodzisz całkowicie albo wcale. Przez długi czas nikt nie wiedział, że coś jest na rzeczy. Scott sam połączył fakty, znalazł informacje i statystyki... Dopiero w pewnym momencie pierdolnęło mocniej.
Kret zdawał się działać niezwykle ostrożnie i przez długi czas nikt poza grupą, w której działała Evina nie zdawał sobie sprawy z jego istnienia ani też nie domyślał się, że coś podobnego mogłoby się dziać na komendzie. Wszystko zmieniło się znacznie później.
- Mogłam, ale byliśmy proszeni o całkowitą dyskrecję i poufność - odparowała, nie przejmując się w ogóle podniesionym tonem narzeczonej. - Kocham cię i ufam bezgranicznie, ale jednak to niezwykle delikatna sprawa. Nikt poza Scottem i osobami, które powołał do pracy nie miał pojęcia o istnieniu grupy. Podejrzewaliśmy, że za wyciekami stoi ktoś wysoko postawiony i prześwietlaliśmy najważniejsze figury w TPSH.
Brzmiało to po trosze jak fabuła filmu szpiegowskiego, ale właśnie tak wyglądało jej życie. Przynajmniej jeśli chodziło o tę jedną sprawę, którą zajmowała się na zlecenie przyjaciela. Nie sądziła, aby było to coś, co nagle miałoby stać się o wiele bardziej znośne tylko dlatego, że zdecydowała się na to, aby opowiedzieć o wszystkim Zaylee. Z pewnością jednak całe to zajście nie byłoby aż tak wielkim szokiem dla koronerki.
Sama sięgnęła po swojego burgera i już miała się w niego wgryźć, gdy usłyszała pytanie Miller. Widziała też ostrzegawczo wyciągniętą w jej stronę frytkę. Niewiele myśląc nachyliła się ponad stołem w ten sam sposób w jaki zrobiła to dawno temu, gdy dopiero omawiały swoją współpracę nad przypadkiem Leanne Morton. Tylko, że tym razem całkowicie świadomie musnęła wargami palce narzeczonej, gdy kradła z nich frytkę.
- Na razie bym się wstrzymała od akcji, aby nie pogorszyć sytuacji... Niech porozmawiają z kim trzeba. Nawet jak mają swoje podejrzenia to nic na mnie nie zajdą - zapewniła jeszcze koronerkę, mając nadzieję, że faktycznie Miller da się, co do tego przekonać.
Może i teraz wszystko wyglądało absolutnie beznadziejnie, ale dopiero co zaczynali to śledztwo, a jakiekolwiek ruchy mogłyby zostać źle odczytane przez agentów.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Tutaj nie chodzi o kwestie zaufania — oznajmiła Zaylee, bo akurat nie miała wątpliwości co do tego, że narzeczona jej ufa. — Sama powinnaś wiedzieć, gdzie postawić granicę. Ale skoro postąpiłaś tak, a nie inaczej, to wierzę, że nie było innego wyjścia — posłała jej lekki uśmiech. Tutaj nie było miejsca na złość. Starała się ją zrozumieć, ale przecież nie mogła oczekiwać, że będzie mówiła jej dosłownie o wszystkim. Grunt, to wzajemne zaufanie.
Gdyby Miller od samego początku zaczęła zadawać więcej pytań, być może udałoby jej się wyciągnąć z narzeczonej coś więcej niż tylko zdawkowe odpowiedzi. Wystarczyłoby trochę dociekliwości, to akurat wychodziło jej całkiem nieźle. Jednak zamiast drążyć temat i próbować zrozumieć, w co właściwie wplątała się Swanson, Miller odsunęła tę sprawę na bok. Tajne śledztwo, o którym słyszała tylko tyle, ile było absolutnie konieczne, potraktowała jak coś, w co lepiej się nie wtrącać. Uznała, że skoro Evina nie chce o tym mówić, to pewnie ma ku temu powody. Dlatego skupiła się na własnej pracy. Łatwiej było zająć głowę obowiązkami niż zastanawiać się nad czymś, o czym i tak nie miała pełnego obrazu.
— Dużo osób Scott powołał do pracy? — zapytała, mimo że to akurat nie miało większego znaczenia. — One też będą tak zawzięcie przesłuchiwane? — nie życzyła im źle, ale to nie fair, że agenci OCPC uwzięli się akurat na Swanson.
Zaśmiała się i pokręciła głową, kiedy narzeczona zjadła frytkę prosto z jej dłoni. Zagryzła dolną wargę i uniosła figlarnie brew, przypominając sobie, jak siedziały tutaj po autopsji Leanne Morton, zanim na dobre zagłębiły się w
— Naprawdę, Evina? — wtedy zareagowała dokładnie tak samo. Dodała jeszcze, że mogła trzymać tę rękę w czymś niehigienicznym, czyli w ludzkich zwłokach. Swanson już wtedy wiedziała, że Zaylee miała ogromną manię mycia dłoni. — Jak to było? Teraz musisz mnie do siebie zaprosić? — zacytowała samą siebie. — Dobrze, że jednak jedna z nas potrafi gotować, bo inaczej ta relacja nie miałaby prawa bytu — spojrzała na nią z rozbawieniem, po czym wgryzła się w swojego wrapa.
Już wtedy lunch w The Last Alibi był pełen podtekstów. Kto by pomyślał, że to wszystko zaprowadzi je do miejsca, w którym się znalazły? Na pewno nie Miller.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Cieszę się, że rozumiesz - odetchnęła z ulgą, bo myślała, że jednak obawiała się, że mimo wszystko koronerka mogłaby mieć problem z tym, że nie wspomniała jej wcześniej o czymś tak poważnym z większymi szczegółami.
Nie chodziło o to, że miała jakiekolwiek wątpliwości odnośnie koronerki. Wiedziała, że może powiedzieć jej dosłownie o wszystkim, ale jednocześnie nie musiała się z nią dzielić dosłownie wszystkim. Zwłaszcza w momencie, gdy ktoś prosił ją o to, aby nie wspominała komukolwiek o pewnych sprawach.
Wcześniej nie paliła się do rozmowy, a i Zaylee nie naciskała. W końcu faktycznie nie musiały znać wszelkich szczegółów związanych z pracą. Może i były pracoholiczkami, ale nie musiały wciąż poruszać zawodowych kwestii, gdy tylko przebywały ze sobą. Miały przecież tak wiele innych spraw, które mogły omawiać, a dodatkowo równie przyjemnie milczało im się w swoim towarzystwie, ciesząc się zwyczajnie obecnością ukochanej osoby.
- Razem ze mną było pięć. Plus prokuratorka, która miała nad nami czuwać - odpowiedziała po czym skinęła głową. - Tak przypuszczam. Zapewne jesteśmy wymarzonymi kandydatami na szpicli.
Nie miała jeszcze okazji z nimi rozmawiać, ale może powinna to zrobić, aby upewnić się czy faktycznie oni także są maglowani w podobny sposób. Byłoby to na pewno nieco pocieszające jakkolwiek to nie brzmiało.
Uśmiechnęła się, gdy tylko usłyszała tę jakże znajomą reakcję. Obie w tym samym momencie wróciły wspomnieniami do tego spotkania, od którego to wszystko się zaczęło. Zainteresowanie pewnym na pozór zwyczajnym morderstwem, lekki flirt i wspólny lunch doprowadziły je do wproszenia się Zaylee na kolację, a później do całej tej reszty, która może i pokomplikowała im życie, ale też doprowadziła do tego, że obecnie tworzyły wspólnie rodzinę.
- Niezwykłe błogosławieństwo. Dlatego musiałaś to od razu to sprawdzić? - zapytała z rozbawieniem po czym skupiła się już na swoim zamówieniu, bo przecież miały szybko zjeść. - Jak chcesz możemy postarać się odtworzyć tamten wieczór... I zobaczyć, co byłoby gdybyś zdecydowała się zostać.
Oczywiście była to luźna propozycja. Nie musiały wszystkiego odgrywać z wiernością 1:1, ale pewnie mogły wspólnie zjeść kolację i zapić ją ogromną ilością dobrego alkoholu. Przede wszystkim jednak musiałyby znowu udawać, że trzymają przy sobie ręce dopóki nie pojawi się jeden sygnał, który sprawi, że cała samokontrola zostanie dawno zapomniana.
zaylee miller