-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie miały wcześniej okazji do tego, aby porozmawiać o tym wszystkim z większymi szczegółami. Zresztą Evina nawet nie chciała zdradzać zbyt wiele. Niewykluczone jednak, że cała ta rozmowa zniknęła gdzieś pod całym natłokiem innych niezwykle ważnych spraw, które zaprzątały je na przestrzeni ostatnich miesięcy.
Nie musiała wcale się długo zastanawiać nad tym, co o tym wszystkim uważa Zaylee. Jej niezadowolenie było ewidentne. Wiedziała, że wpakowała się w gówno i OCPC ma prawo się nią interesować, ale mimo wszystko dalej była dania, że ich reakcja była co najmniej przesadzona.
- Nie pchałam się. Scott po mnie przyszedł. Potrzebował garstki naprawdę zaufanych ludzi - odpowiedziała od razu, bo nie musiała chyba tłumaczyć tego, że skoro sprawa dotyczyła zdrajcy w szeregach to grono badających ją osób musiało być naprawdę ostrożnie wyselekcjonowane.
Ominęła rzecz jasna wzmiankę o tym, że miała szansę na to, aby się z tego wycofać. Dostała taką opcję, ale nie mogłaby z niej skorzystać. Dostała wezwanie od przełożonego i przyjaciela. Musiała na nie odpowiedzieć. Nie widziała innej opcji. Tym bardziej, że już wcześniej pomagała mu w zorganizowaniu obławy na jednego zbiega. Była już wcześniej to zamieszana.
Zdawała sobie sprawę, że miały już sporo problemów. Te zdawały się jedynie nawarstwiać, a gdy jeden tylko zniknął to zaraz pojawiał się kolejny, którym trzeba było się zająć. Życie z pewnością ich nie rozpieszczało, ale liczyły na to, że będą mimo wszystko zapewnić szczęśliwe dzieciństwo pewnemu kilkulatkowi.
- Czy nie przewidziałam? Wiedziałam, że szambo może w pewnym momencie wyjebać, ale nie sądziłam, że znajdę się aż tak na celowniku tych chujków - odparła, wzdychając ciężko i odwróciła dłoń, aby móc własnymi palcami musnąć nadgarstek narzeczonej. - Zobaczymy, co powiedzą jak już porozmawiają z kilkoma innymi osobami i przetrzepią uważniej dokumenty.
Na razie nie wyglądało to wcale tak kolorowo, ale musiały liczyć na to, że faktycznie niewinność Swanson w tej kwestii stanie się ewidentna, a uwaga agentów przesunie się na kogoś kto również posiadał odpowiednią wiedzę, którą mógłby przekazać członkom mafii.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bo oczywiście, że Evina nie potrafiła odmówić. Wystarczyło, że ktoś poprosił ją o pomoc, a ona już była w to wciągnięta po uszy. Nieważne, jak bardzo skomplikowana czy ryzykowna była sprawa. Z jednej strony można było podziwiać tę jej cholerną lojalność i poczucie obowiązku. Z drugiej bywało to zwyczajnie nierozsądne. Wkręciła się w wewnętrzne śledztwo, a to od początku zwiastowało kłopoty. I samo w sobie może nie byłoby to niczym złym, gdyby sytuacja była taka jak kiedyś. Gdyby nadal była tylko ona i jej decyzje. Ale tak już nie było. Nie była sama. Powinna pamiętać, że teraz każde ryzyko dotyczyło nie tylko jej. A mimo to Swanson wciąż zachowywała się tak, jakby była jedyną osobą, która mogła zapłacić za ewentualne konsekwencje. Miller naprawdę miała czasem ochotę potrząsnąć nią, żeby w końcu zrozumiała, że nie żyje już tylko dla siebie.
— Wiedziałaś, że coś może się wypierdolić, ale i tak dalej w to brnęłaś. Trzeba było się wycofać, zanim sprawa rozrosła się na taką skalę. Na pewno nie raz słyszałaś, że cały komisariat o tym huczy, skoro te plotki dotarły nawet do prosektorium — pokręciła głową, dalej nie pojmując, jak jej narzeczona mogła być aż tak nierozsądna. — Mogłaś powiedzieć mi wcześniej — stwierdziła, chyba o pół tonu zbyt głośno, bo kelnerka spojrzała na nie wymownie, więc Zaylee automatycznie pochyliła się nad stołem, ściszając głos. — Wtedy może udałoby nam się coś wymyślić. Zawsze jakoś się udaje — dodała, bo jakby nie patrzeć, stanowiły zgrany duet.
Skoro do tej pory udawało im się wspólnymi siłami pokonać wszelkie przeciwności losu, to dlaczego tym razem miało być inaczej? Ale teraz, kiedy OCPC zaczęło przyglądać się sprawie z bliska i wzięli Evinę na celownik, miały związane ręce.
Kiedy ich zamówienie zostało dostarczone do stolika, Miller podziękowała kelnerce uśmiechem i od razu złapała za frytkę, którą wymierzyła w Swanson.
— Czyli co? Pozostaje nam wyłącznie czekać? Nie da się zrobić nic innego, żeby przekonać ich, że nie masz z tym nic wspólnego? — uniosła wysoko brwi i odwinęła z papierku swoje wrapa. — A co, jeżeli zapoznają się z dokumentami i stwierdzą, że jednak jesteś w to zamieszana bardziej, niż ci się wydaje? — Zaylee zawsze snuła kilka scenariuszy jednocześnie, niekoniecznie tych pozytywnych. Tak na wszelki wypadek, jakby z automatu miała się nastawić na to, że coś pójdzie nie tak.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bardziej niż jasne wydawało się także być to, że kiedy już zaczęła o czymś mówić to Zaylee musiała naciskać i wyciągnąć z niej wszelkie możliwe szczegóły. Czy musiała się zgodzić? Wiedziała, że akurat na tej kwestii kobieta się musiała skupić w pierwszej kolejności. Ile to już razy przechodziły przez coś podobnego?
- Nie do końca... - powiedziała ostrożnie, nie mając pojęcia jak mogłaby do tego wszystkiego teraz podejść. - Mieliśmy opcję odmówić, ale Scott potrzebował ludzi. Zaufanych ludzi. To była wielka sprawa.
Z czymś takim nie mógł się zwrócić do byle kogo. Przypuszczała, że gdyby któreś z nich się wycofało tamtego dnia po prostu pracowaliby w szczuplejszym zespole, bo zdawało jej się, że Letexier zwołał wszystkich, w których lojalność i umiejętności ufał w najwyższym stopniu.
Wiedziała też, co sądziła na ten temat Miller. Tylko, że ona miała luksus spoglądania na całą sytuację z nieco większego dystansu. Wszystko dotyczyło jej jedynie pośrednio przez relację łączącą ją ze Swanson, a dodatkowo zyskała również perspektywę czasu, której wszystkim zamieszanym brakowało w tamtym momencie.
- To nie jest coś z czego możesz się wycofać, gdy tylko się zrobi gorąco - rzuciła z pewną irytacją, ale zaraz potrząsnęła głową, aby pozbyć się podobnego tonu. - Nie było odwrotu. Albo wchodzisz całkowicie albo wcale. Przez długi czas nikt nie wiedział, że coś jest na rzeczy. Scott sam połączył fakty, znalazł informacje i statystyki... Dopiero w pewnym momencie pierdolnęło mocniej.
Kret zdawał się działać niezwykle ostrożnie i przez długi czas nikt poza grupą, w której działała Evina nie zdawał sobie sprawy z jego istnienia ani też nie domyślał się, że coś podobnego mogłoby się dziać na komendzie. Wszystko zmieniło się znacznie później.
- Mogłam, ale byliśmy proszeni o całkowitą dyskrecję i poufność - odparowała, nie przejmując się w ogóle podniesionym tonem narzeczonej. - Kocham cię i ufam bezgranicznie, ale jednak to niezwykle delikatna sprawa. Nikt poza Scottem i osobami, które powołał do pracy nie miał pojęcia o istnieniu grupy. Podejrzewaliśmy, że za wyciekami stoi ktoś wysoko postawiony i prześwietlaliśmy najważniejsze figury w TPSH.
Brzmiało to po trosze jak fabuła filmu szpiegowskiego, ale właśnie tak wyglądało jej życie. Przynajmniej jeśli chodziło o tę jedną sprawę, którą zajmowała się na zlecenie przyjaciela. Nie sądziła, aby było to coś, co nagle miałoby stać się o wiele bardziej znośne tylko dlatego, że zdecydowała się na to, aby opowiedzieć o wszystkim Zaylee. Z pewnością jednak całe to zajście nie byłoby aż tak wielkim szokiem dla koronerki.
Sama sięgnęła po swojego burgera i już miała się w niego wgryźć, gdy usłyszała pytanie Miller. Widziała też ostrzegawczo wyciągniętą w jej stronę frytkę. Niewiele myśląc nachyliła się ponad stołem w ten sam sposób w jaki zrobiła to dawno temu, gdy dopiero omawiały swoją współpracę nad przypadkiem Leanne Morton. Tylko, że tym razem całkowicie świadomie musnęła wargami palce narzeczonej, gdy kradła z nich frytkę.
- Na razie bym się wstrzymała od akcji, aby nie pogorszyć sytuacji... Niech porozmawiają z kim trzeba. Nawet jak mają swoje podejrzenia to nic na mnie nie zajdą - zapewniła jeszcze koronerkę, mając nadzieję, że faktycznie Miller da się, co do tego przekonać.
Może i teraz wszystko wyglądało absolutnie beznadziejnie, ale dopiero co zaczynali to śledztwo, a jakiekolwiek ruchy mogłyby zostać źle odczytane przez agentów.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Tutaj nie chodzi o kwestie zaufania — oznajmiła Zaylee, bo akurat nie miała wątpliwości co do tego, że narzeczona jej ufa. — Sama powinnaś wiedzieć, gdzie postawić granicę. Ale skoro postąpiłaś tak, a nie inaczej, to wierzę, że nie było innego wyjścia — posłała jej lekki uśmiech. Tutaj nie było miejsca na złość. Starała się ją zrozumieć, ale przecież nie mogła oczekiwać, że będzie mówiła jej dosłownie o wszystkim. Grunt, to wzajemne zaufanie.
Gdyby Miller od samego początku zaczęła zadawać więcej pytań, być może udałoby jej się wyciągnąć z narzeczonej coś więcej niż tylko zdawkowe odpowiedzi. Wystarczyłoby trochę dociekliwości, to akurat wychodziło jej całkiem nieźle. Jednak zamiast drążyć temat i próbować zrozumieć, w co właściwie wplątała się Swanson, Miller odsunęła tę sprawę na bok. Tajne śledztwo, o którym słyszała tylko tyle, ile było absolutnie konieczne, potraktowała jak coś, w co lepiej się nie wtrącać. Uznała, że skoro Evina nie chce o tym mówić, to pewnie ma ku temu powody. Dlatego skupiła się na własnej pracy. Łatwiej było zająć głowę obowiązkami niż zastanawiać się nad czymś, o czym i tak nie miała pełnego obrazu.
— Dużo osób Scott powołał do pracy? — zapytała, mimo że to akurat nie miało większego znaczenia. — One też będą tak zawzięcie przesłuchiwane? — nie życzyła im źle, ale to nie fair, że agenci OCPC uwzięli się akurat na Swanson.
Zaśmiała się i pokręciła głową, kiedy narzeczona zjadła frytkę prosto z jej dłoni. Zagryzła dolną wargę i uniosła figlarnie brew, przypominając sobie, jak siedziały tutaj po autopsji Leanne Morton, zanim na dobre zagłębiły się w
— Naprawdę, Evina? — wtedy zareagowała dokładnie tak samo. Dodała jeszcze, że mogła trzymać tę rękę w czymś niehigienicznym, czyli w ludzkich zwłokach. Swanson już wtedy wiedziała, że Zaylee miała ogromną manię mycia dłoni. — Jak to było? Teraz musisz mnie do siebie zaprosić? — zacytowała samą siebie. — Dobrze, że jednak jedna z nas potrafi gotować, bo inaczej ta relacja nie miałaby prawa bytu — spojrzała na nią z rozbawieniem, po czym wgryzła się w swojego wrapa.
Już wtedy lunch w The Last Alibi był pełen podtekstów. Kto by pomyślał, że to wszystko zaprowadzi je do miejsca, w którym się znalazły? Na pewno nie Miller.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Cieszę się, że rozumiesz - odetchnęła z ulgą, bo myślała, że jednak obawiała się, że mimo wszystko koronerka mogłaby mieć problem z tym, że nie wspomniała jej wcześniej o czymś tak poważnym z większymi szczegółami.
Nie chodziło o to, że miała jakiekolwiek wątpliwości odnośnie koronerki. Wiedziała, że może powiedzieć jej dosłownie o wszystkim, ale jednocześnie nie musiała się z nią dzielić dosłownie wszystkim. Zwłaszcza w momencie, gdy ktoś prosił ją o to, aby nie wspominała komukolwiek o pewnych sprawach.
Wcześniej nie paliła się do rozmowy, a i Zaylee nie naciskała. W końcu faktycznie nie musiały znać wszelkich szczegółów związanych z pracą. Może i były pracoholiczkami, ale nie musiały wciąż poruszać zawodowych kwestii, gdy tylko przebywały ze sobą. Miały przecież tak wiele innych spraw, które mogły omawiać, a dodatkowo równie przyjemnie milczało im się w swoim towarzystwie, ciesząc się zwyczajnie obecnością ukochanej osoby.
- Razem ze mną było pięć. Plus prokuratorka, która miała nad nami czuwać - odpowiedziała po czym skinęła głową. - Tak przypuszczam. Zapewne jesteśmy wymarzonymi kandydatami na szpicli.
Nie miała jeszcze okazji z nimi rozmawiać, ale może powinna to zrobić, aby upewnić się czy faktycznie oni także są maglowani w podobny sposób. Byłoby to na pewno nieco pocieszające jakkolwiek to nie brzmiało.
Uśmiechnęła się, gdy tylko usłyszała tę jakże znajomą reakcję. Obie w tym samym momencie wróciły wspomnieniami do tego spotkania, od którego to wszystko się zaczęło. Zainteresowanie pewnym na pozór zwyczajnym morderstwem, lekki flirt i wspólny lunch doprowadziły je do wproszenia się Zaylee na kolację, a później do całej tej reszty, która może i pokomplikowała im życie, ale też doprowadziła do tego, że obecnie tworzyły wspólnie rodzinę.
- Niezwykłe błogosławieństwo. Dlatego musiałaś to od razu to sprawdzić? - zapytała z rozbawieniem po czym skupiła się już na swoim zamówieniu, bo przecież miały szybko zjeść. - Jak chcesz możemy postarać się odtworzyć tamten wieczór... I zobaczyć, co byłoby gdybyś zdecydowała się zostać.
Oczywiście była to luźna propozycja. Nie musiały wszystkiego odgrywać z wiernością 1:1, ale pewnie mogły wspólnie zjeść kolację i zapić ją ogromną ilością dobrego alkoholu. Przede wszystkim jednak musiałyby znowu udawać, że trzymają przy sobie ręce dopóki nie pojawi się jeden sygnał, który sprawi, że cała samokontrola zostanie dawno zapomniana.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zresztą, gdyby role się odwróciły i to Miller znalazłaby się w podobnej sytuacji, postąpiłaby dokładnie tak samo. Zachowałaby lojalność. Nie wysypałaby się przy pierwszej lepszej okazji. Ba, była niemal pewna, że potrafiłaby nawet pomóc jebanemu Bobby'emu Hackmanowi, gdyby ten naprawdę potrzebował wsparcia. A przecież darzyła go cierpką, zbierającą się latami niechęcią.
Poczuła jednak wewnętrzną ulgę, kiedy okazało się, że w plan Scotta zamieszanych było więcej osób, co oznaczało, że nie tylko Swanson znajdzie się na celowniki. OCPC. Agenci będą musieli przyjrzeć się całej grupie, a im więcej nazwisk pojawi się w tej układance, tym trudniej będzie komukolwiek do sedna. Ta myśl była zaskakująco kojąco.
Wszystkie te informacje na razie musiały jej wystarczyć. I tak nie dowiedzą się niczego więcej, dopóki OCPC nie rozrusza swoje śledztwa. Na razie mogły tylko czekać. Zaylee naprawdę liczyła na to, że wszystko rozejdzie się po kościach. Jak to mówią - z dużej chmury mały deszcz.
Ugryzła wrapa i uśmiechnęła się pod nosem, wracając myślami do ich pierwszego wieczoru. Chyba do tej pory nie miała pojęcia, co jej wtedy odpierdoliło, żeby po prostu zawinąć się do domu. A może doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Od początku wiedziała, że z Eviną będą same kłopoty. I proszę bardzo, teraz były w trakcie planowania ślubu i kończyły dokonywać formalności adopcyjnych.
— Oczywiście, że tak — przytaknęła, bo nie byłaby sobą, jeśli by tego nie sprawdziła na własnej skórze. — Mało tego, podejrzewałam, że ściemniasz z tymi swoimi kulinarnymi umiejętnościami. Przynajmniej miała namacalny dowód, że tak nie jest — poruszyła wymownie brwiami, które uniosła wysoko na propozycję odtworzenie ich pierwszego spotkania, które zdecydowanie wykroczyło poza zawodowe stosunki. — Żartujesz sobie? Dobrze wiem, jak to się skończy — zastukała w pierścionek na placu. — A potem jeszcze wrobisz mnie w dzieciaka. Niezła próba, Swanson — pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem. — Pewnie, zróbmy to. Znowu przegrasz z kretesem, bo nie będziesz mogła powstrzymać się od tego, żeby mnie pocałować — wzniosła swój kubek z colą w geście toastu. Nie miała żadnych innych planów na wieczór, o ile nic się po drodze nie wyjebie i nie zostanie wezwana do stwierdzenia zgonu. Poza tym chciała zobaczyć, jak Evina ponosi porażkę.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Doskonale rozumiały to czym się obie zajmowały. Jedynym przypadkiem, gdy Evina mogłaby jej mieć za złe to, że koronerka nie wtajemnicza ją w prowadzone przez siebie sekcje była sytuacja, gdy na wolności znajdował się morderca lekarzy sądowych. Chciała mieć wtedy jak największe rozeznanie w tym, czym zajmowała się Miller, aby móc być gotową na wszelką ewentualność. To jednak minęło i naprawdę nie musiała wiedzieć nic ponad to, co Zaylee była gotowa sama jej zaoferować.
Nie była jedyną osobą, która miała potrzebną wiedzę, która mogła zostać przekazana do rosyjskiej mafii. OCPC musiało zatem prześwietlić nie tylko członków grupy zadaniowej, ale także innych wysoko postawionych funkcjonariuszy, którzy mogliby dotrzeć do takich danych. Lista zatem musiała przedstawiać się dosyć imponująco. Zatem mogły równie dobrze po prostu czekać na wyniki śledztwa.
Przeżuwała kolejny kęs swojego burgera. Już tamtego pierwszego wieczoru czuła pewne rozczarowanie, że MIller nie zdecydowała się zostać dłużej. Chyba jednak w tamtym momencie bała się tego, że faktycznie to może się przerodzić w coś więcej jeśli pozwoli sobie na jeszcze jedną chwilę zapomnienia. Evina również przez chwilę przeklinała się za to, że zaproponowała powtórkę z rozrywki, bo miała wrażenie, że wychodziła na taką, której zależy, a przecież nie miało im zależeć... Widać jednak jak to wszystko się skończyło. Siedziały dokładnie w tym samym miejscu, co ponad rok temu, a niedługo na ich palcach miały pojawić się obrączki. Życie bywało naprawdę zabawne.
- Rzuciłaś mi wyzwanie, którego musiałam się podjąć. Dlatego nękałam swoją matkę o najlepszy możliwy przepis do wykorzystania w czasie kolacji. Nawet nie wiesz jak długo ją przekonywałam, że nie mam randki z żadnym przystojnym facetem - uśmiechnęła się z rozbawieniem, wracając do tego dnia myślami.
Parsknęła śmiechem, gdy tylko usłyszała oskarżenie, którym rzucała w jej kierunku koronerka. No tak. Faktycznie jeszcze chwila i ją złapie na dziecko. Tyle dobrego, że nie były w stanie zaliczyć prawdziwej wpadki.
- Przypomnę ci jedynie, kochanie, że pocałowałaś mnie pierwsza -odparła i uśmiechnęła się zawadiacko. - Ja cię jedynie do tego podpuściłam.
Nie było mowy, aby sama wykonała taki pierwszy krok. Grały wtedy w grę, gdzie taki ruch wydawał się być niczym przyznanie do przegranej. Wydawało się to niezwykle zabawne z obecnej perspektywy, ale w owym czasie ich relacja rządziła się zupełnie innymi prawami.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przez większość życia była przekonana, że dzieci zwyczajnie do niej nie pasują. Nie czuła tej dziwnej, tajemniczej potrzeby, o której tyle mówiły inne kobiety. Nie marzyła o małych skarpetkach suszących się na kaloryferze ani o nieprzespanych nocach spędzonych przy łóżeczku. Jej świat był uporządkowany inaczej. A potem pojawił się Sam. I nagle wszystko, co wydawało się oczywiste, przestało takie być.
Sammy wywrócił jej świat do góry nogami w sposób tak niepozorny, że długo nawet tego nie zauważała. Nie był przecież ich biologicznym synem. Teoretycznie nic ich nie łączyło. Żadna krew, żadne geny, żadna z tych rzeczy, które ludzie zwykli uważać za fundament rodziny. A jednak w wielu drobnych gestach, spojrzeniach i reakcjach chłopiec dziwnie je przypominał. Czasem wystarczyło jedno uniesienie brwi albo sposób, w jaki marszczył nos, żeby Zaylee poczuła coś niepokojąco znajomego. Długo próbowała z tym walczyć. Uczucie, które powoli w niej rosło, było niewygodne i za każdym razem, gdy przyłapywała się na tym, że myśli o tym niesfornym dziewięciolatku z troską, natychmiast próbowała zdusić tę myśl w zarodku. Wmawiała sobie, że to tylko chwilowa słabość. Zresztą na początku nawet nie chciała słyszeć o adopcji. Sam pomysł wydawał jej się absurdalny. I pewnie trwałaby w tym uporze znacznie dłużej, gdyby nie Evina. Dostrzegła tę cichą walkę dużo wcześniej, niż Zaylee byłaby gotowa się do niej przyznać nawet przed samą sobą.
Słysząc, że ponad rok temu Swanson nękała swoją matkę o przepis, Miller parsknęła pod nosem.
— O wow, naprawdę chciałaś mi zaimponować — rzuciła prowokującym tonem, trochę odwracając kota ogonem. — Pewnie nigdy dla nikogo aż tak się nie starałaś, więc Elaine musiała być w konkretnym szoku — puściła do niej oko, sięgając po kolejne frytki.
Nie sprzeczała się jednak z faktem, że to ona pierwszą ją pocałowała. Oczywiście, że to zrobiła. Może to był test, a może chciała po prostu udowodnić, że Evina nie zdoła jej się oprzeć. I nie zdołała.
— Sama stwierdziłaś, że przepadniesz — uśmiechnęła się niemniej łobuzersko. — Mówiłam ci, że to niebezpieczna gra, ale nie chciałaś słuchać. Wiedziałam, że przepadniesz. Ty też to wiedziałaś, więc i tak wyszło na moje — wzruszyła nonszalancko ramionami. — Nie będę przypominać, że potem nie chciałaś wypuścić mnie z domu — puściła do niej oko, dobrze pamiętając o propozycji drugiej rundy. — Myślisz, że tym razem uda ci się mnie zatrzymać na dłużej? — przygryzła dolną wargę, chociaż tak właściwie, to Zaylee nie miałaby już dokąd pójść. Wyprowadziły się z Whitby, a Miller sprzedała swoje mieszkanie w kamienicy. Co najwyżej koczowałaby w biurze w prosektorium.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przez długi czas wszelkie rozmyślania o adopcji jakiegokolwiek dziecka wydawały im się być jedynie durnym żartem. Scenariuszem, który dla zabawy snuły w momencie, gdy udały się na przymusowy urlop, a jednak potem Sam pojawił się nieoczekiwanie w ich życiu i zaczął się przywiązywać chociaż miały na początku jedynie przesłuchać go w związku z tym, że znajdował się w miejscu porzucenia zwłok Beckera. To Zaylee zasugerowała, że obejrzą z nim Gwiezdne Wojny jeśli tylko powie im, co takiego wtedy widział i dziwnym trafem zadziałało... Potem cała trójka zaczęła się do siebie jeszcze bardziej przyzwyczajać.
- Może nie nigdy, ale na pewno wtedy nie było nikogo dla kogo miałabym się aż tak starać - odparła, bo jednak kiedy była jeszcze młodą żoną przed pojawieniem się dzieci to miała zarówno czas jak i energię do tego, aby w jakiś sposób rozpieszczać swojego męża.
Powinny w zasadzie powoli już kończyć posiłek, ale to wcale nie znaczyło, że musiały od razu wracać do pracy. Mogły pozwolić sobie na chwilę spokoju, biorąc pod uwagę to co niedawno przeszły. Należało im się to. Zresztą nie często zbierało im się na takie wspominki, więc jak najbardziej mogły z tego korzystać.
- Tak było... Chociaż nie jestem pewna czy mówiłam wtedy poważnie czy chciałam zobaczyć po prostu twoją reakcję - powiedziała, sięgając po jeszcze jedną frytkę, ale chyba gdzieś w podświadomości zdawała sobie wtedy sprawę, że napięcie między nimi było na tyle niebezpieczne, że trudno byłoby po tym przejść do porządku dziennego i otrząsnąć się po tym jak po zwykłej jednonocnej przygodzie.
Prychnęła jeszcze urażona stwierdzeniem, że nie chciała jej wypuścić, bo to brzmiało tak jakby już wtedy była szaleńczo zakochana czy zdesperowana. W tamtym momencie była zorientowana jedynie na seks i dobrą zabawę. Uczucia przyszły dopiero później.
- Myślę, że tym razem cię zatrzymam na zawsze - odpowiedziała, sięgając do jej dłoni i przejechała kciukiem po pierścionku zaręczynowym.
Mogły spróbować tego drobnego roleplayu i powrotu do przeszłości. Obie jednak dobrze już wiedziały to, że były sobie przeznaczone. Nie było takiej siły, która byłaby w stanie je od siebie oderwać.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie spodziewałaś się takiej reakcji, prawda? — uniosła jedną brew. Podejrzewała, że Swanson liczyła wtedy na tę rundę drugą. Ona też miała na to ochotę, tylko jakiś głoś w głowie podpowiadał jej, że to nie jest najlepszy pomysł i że to wszystko tylko skomplikuje. Jakby później nie pokomplikowało się o wiele bardziej.
Uśmiechnęła się, kiedy narzeczona sięgnęła po jej dłoń. Oczywiście, że zamierzała zatrzymać ją na zawsze. I oczywiście, że Zaylee zamierzała zostać. Nigdzie się nie wybierała. Była szczęśliwa, zakochana i totalnie zaangażowana w ich relację. W innym wypadku nie przyjęłabym zaręczyn, a już na pewno nie obudziłby się w niej ten głęboko uśpiony instynkt macierzyński, którego do niedawna nie czuła. Ba, nie miała nawet pojęcia, że w ogóle jakiś posiada. Dalej jednak usilnie twierdziła, że była taka wyłącznie względem Samuela i że to dzięki związkowi z Eviną podjęła taką, a nie inną decyzję. Jeszcze jako nastolatka gdzieś tam przewijały się w jej głowie takie myśli, ale później poszła na medycynę i chociaż bywała w różnych związkach, tych dłuższych i krótszych, temat dzieci był tematem tabu. A jeśli ktokolwiek go poruszał, Zaylee jasno oznajmiała, że nie jest zainteresowana.
— Jak myślisz, co byś teraz robiła, gdybyśmy nie były razem? — zapytała, upijając łyk swojego napoju. — Byłabyś oddana wyłącznie pracy, czy spotykałabyś się z kimś? A może dawno zginęła, przez swoją brawurę? — spojrzała na Swanson z nieukrywanym zaciekawieniem. Może i powinny wracać na komisariat, ale nikt ich przecież nie poganiał, więc mogły jeszcze chwilę powspominać i pogdybać.
Evina J. Swanson