Parsknął pod nosem na jej odpowiedź, ale nie ciągnął już tego dalej. Wiedział, że takie ‘odpuszczanie’ nie działa na zasadzie jednego zdania rzuconego przy kolacji, tylko raczej powolnego odklejania się od schematu, który ktoś – tutaj konkretnie: jej matka – wbijał w głowę przez lata. A Raven ten schemat miała wbity bardzo, bardzo solidnie. I nawet jeśli teraz mówiła, że rozumie, to nie znaczyło, że faktycznie przestanie o tym myśleć. Musiałby jej nie znać, aby tak pomyśleć. Musiałby jej nie znać, aby uznać to jako postęp. No i musiałby wierzyć bardziej w słowa niż czyny.
Na jej oburzenie związane z jedzeniem, a także ofertą gaci, uniósł lekko brew, obserwując jak bardzo poważnie podchodzi do czegoś, co w jego głowie było raczej oczywistym żartem. I dla niej i dla niego. Nie żeby był zaskoczony, bo akurat znał ją już na tyle, żeby wiedzieć, że połowa takich reakcji to była oczywiście zwykła zaczepka, a druga połowa… też zaczepka, tylko trochę bardziej dramatyczna.
—
No tak, straszne — odpowiedział z rozbawieniem, odpowiednio akcentując ów epitet. Straszne to było, że w ogóle o tym pomyślała – że wydębi od niego jedzenie – choć chyba nie tak straszne jak to, że przeszli z tematu jedzenia do jego gaci.
Na całe szczęście wciąż je miał na sobie, a ona wydawała się być nimi niezainteresowana.
Chrząknął, oczywiście bardzo świadomie, kiedy stwierdziła, że też weźmie whisky. Nie zamierzał jej tego zabraniać, bo – jak już wcześniej ustalono – nie był tym wołem, co zapomniał, jak cielęciem był. Co nie zmieniało faktu, że nie zabierze głosu na ten temat.
—
Jasne, że legalne — odpowiedział w końcu, zaplatając ramiona na torsie i odchylając się tak, by jego plecy dotknęły oparcia krzesła. —
Tylko przypominam, że jutro dalej jesteś sportowcem, a nie turystką na city breaku — dodał, z autentyczną powagą; niczym ojciec, który pouczał własną córkę. Zdradziła go jednak jego brew, która na moment drgnęła ku górze, rozbijając ten obraz powagi i odpowiedzialności.
Sam dopiero ją pouczał, żeby się rozluźniła, a teraz bawi się w jakieś przypomnienia. Zdecyduj się, Soren. I daj jej żyć.
—
Ale jak coś to nie licz na to, że będę cię potem zbierał z podłogi — dorzucił luźno, z wyraźnym rozbawieniem. —
Ostatnio to się skończyło moją traumą.
Nie podnosił jej, co prawda, z podłogi, a odbierał z parku, ale chodziło o fakt, że była przeciorana alkoholem. Istniało oczywiście małe prawdopodobieństwo, że porobi się jedną szklanką whisky; nie odpuścił jednak sobie tego komentarza w połączeniu z ich anegdotką.
Ale traumę miał. Niezwiązaną, rzecz jasna, z nią, ale z całym procesem ogarniania nastolatki po imprezie. Dla niej to może był śmieszny, mały penis nieznajomego, ale dla niego to o jeden penis za dużo, który widział w swoim życiu.
Entuzjazm, z jakim odpowiedziała na jego propozycję, dotyczącą arcade roomu była inspirująca; nie to, żeby planował pójść tam pomimo jej ewentualnej niechęci, niemniej chętniej podzieliłby to doświadczenie z nią.
W końcu przyjechali tutaj razem – fakt, że w nieco innym celu, niż ogrywanie automatów.
—
Ty moją dupę zostaw w spokoju — odpowiedział z adekwatnym rozbawieniem, odchylając się na krześle. —
Ale podoba mi się twoje nastawienie. Wrócisz na chatę z jakimś brzydkim pluszakiem i będziesz miała pamiątkę, nie? O, ciekawe czy mają Dance Dance Revolution. Wiesz w ogóle co to jest czy twoje pokolenie ominęła ta sensacja?
Deptanie po strzałkach. Brzmiało jak świetna zabawa, prawda? I nawet było, dopóki strzałki nie zaczęły zapierdalać jak pojebane do tego stopnia, że okazywało się, że musisz mieć dwie nogi w czterech miejscach na raz.
Hunter był w tym dobry, nawet jeśli to dalekie było od faktycznego tańca, a bardziej bazowało się na refleksie i szybkości poruszania kończynami.
Pobujał się chwilę na krześle, odchylając je, w ten sposób, za który nauczycielki w szkole zawsze krzyczały i groziły rozbitą głową. Skończył się jednak huśtać szybko i to nie dlatego, że ktoś zwrócił mu uwagę, albo wylądował na ziemi. Kelner postawił przed nimi ich napoje.
Przysunął do siebie swoją szklankę z zamówioną whisky.
—
No, to za twój sukces — odezwał się, wznosząc nieznacznie szkło w wymownym geście. Pili za sukces, który miał nastąpić; bo on był pewien, że jakiś dziewczyna na pewno odniesie. Pytanie jednak brzmiało, czy jego definicja zwycięstwa pokrywała się z jej ambicjami.
Raven Heist