ODPOWIEDZ
55 y/o
For good luck!
178 cm
emerytowany sportowiec, czasem złodziej, aktualnie głównie pisarz na home office
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracji3 os. l.p.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002

Dzisiejszy dzień zdecydowanie nie należał do najprzyjemniejszych, bo z jednej strony już sam fakt, że spędził wiele godzin w podróży i na przesiadkach sprawiał, że dzień nadawał się do wykreślenia, a przecież to była tylko jedna ze składowych. Prawdę powiedziawszy czuł się wyprany z sił, bo te parę godzin spędzonych u brata były dla niego dość mocnym rollercoasterem emocjonalnym. Nie żałował jednak; cieszył się, że mieli okazję porozmawiać, bo nie spodziewał się, że mógłby kiedyś usłyszeć od Santiago rzeczy, które usłyszał dzisiaj. Przez większość życia faktycznie uchodził za dupka bez uczuć i z zerową empatią i mimo że Salazar wiedział, że nie była to prawda, bo przecież znał go właściwie od zawsze, od dziecka, to jednak skutecznie potrafił sprawiać wrażenie, po którym ludzie się do niego najzwyczajniej w świecie zniechęcali. Ten dzień więc dał Salowi naprawdę dużo - głównie emocjonalnie i uczuciowo - i miał nieśmiałą nadzieję, że jego bratu również.
Po powrocie do hotelu zgłosił się do recepcji i przekazał im, że niedługo dołączy do niego jego mąż, Sergio i że chciałby, żeby dali mu drugie klucze do pokoju. Miał wrażenie, że recepcjonista go rozpoznał, być może połączył kropki widząc jego imię i nazwisko i słysząc jeszcze dodatkowo imię jego małżonka, ale nie odezwał się ani słowem; przyglądał mu się po prostu w taki sposób, który świadczył o tym, że w jego głowie odbywał się jakiś dłuższy i cięższy proces myślowy. Salazar był do tego właściwie przyzwyczajony, więc w końcu podziękował milczącemu recepcjoniście i całkiem sympatycznej blondynce, która z nim na tej recepcji pracowała, po czym zaszył się w czterech ścianach całkiem sporego, ładnego apartamentu.
Potrzebował odświeżenia się, więc po wymianie wiadomości z ukochanym wlazł pod prysznic - kusiła go wanna, ale ostatecznie uznał, że tam jedynie się pośpi, a potrzebował raczej jakieś otrzeźwienia. Woda, którą puścił sobie pod prysznicem, była więc dość chłodna, co w połączeniu z orzeźwiającym zapachem żelu pod prysznic nieco postawiło go na nogi. Miał jednak przeczucie, że tak czy inaczej przyda mu się drzemka, bo wypił chyba za dużo jak na raz i musiał się trochę ogarnąć przed przyjazdem Sergio. Przebrał się więc w długie, jasnoniebieskie spodnie od piżamy, założył biały podkoszulek i zakopał się pod kołdrą, przytulając się do poduszki leżącej po sąsiedniej stronie łóżka; sypiał tak za młodu, gdy widywali się jeszcze dość rzadko, bo głównie od zawodów do zawodów, a Sal najzwyczajniej w świecie tęsknił za chłopakiem, bez którego nie wyobrażał sobie życia już wtedy, a co dopiero teraz, po ponad trzech dekadach spędzonych razem. Póki Sergio nie dotarł do hotelu, musiał sobie znaleźć jakiś ekwiwalent, którym chwilowo musiała być podusia.

Sergio Martinez
palermo (palermo.pbf)
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
For good luck!
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sergio dotarł do hotelu wiele godzin godzin po powrocie Salazara. Był wykończony, bo na gwałt szukał jednocześnie biletów, jak i pracy: na szybko przerobił swoje CV i poszukał miejsc, do których mógłby je wysłać, w tym samym czasie w drugiej karcie mając otwarte rozkłady lotów i szukając najlepszego: najszybszego i takiego, który jednocześnie nie pozbawi go oszczędności życia. Spakował się w ekspresowym tempie, więc miał wrażenie, że zapomniał połowy rzeczy, ale trudno: ostatecznie przeprowadzka jeszcze się nie odbyła, bo będą musieli ściągnąć wszystko do Toronto, kiedy już najdą tam jakieś odpowiednie lokum, a na to jeszcze mieli trochę czasu. W pracy poinformował, że od tej pory sesje będą się odbywały online i że jutro bierze wolne.
Wszystko to, razem z podróżą i stresowaniem się o Salazara, o jego rozmowę z bratem, o to, co właściwie z niej wyniknie i jak Sal będzie się czuł; zupełnie wyzuło Sergio ze wszelkich sił. Zameldował się w recepcji nad ranem, z worami pod oczami, nie zwracając uwagi na nic - chciał tylko dostać klucz, wykąpać się i paść do łóżka. A przede wszystkim - chciał zobaczyć swojego męża i przytulić go do siebie, bo był pewien, że Sal teraz tego bardzo potrzebuje.
Starał się wejść do pokoju jak najciszej, postawił swoje rzeczy pod ścianą, wygrzebał tylko piżamę i poszedł pod prysznic, z którego wyszedł niedługo później i wsunął się ostrożnie pod kołdrę. Ułożył się na boku obok Sala, patrząc na niego z ciepłym uśmiechem. Wsunął ramię pod jego głowę i ułożył ją sobie na ramieniu. Nie był pewien, czy go obudził, czy przebudził jedynie na tyle, by ten posłusznie ułożył się tak, jak Sergio chciał; więc nic nie mówił.

Salazar Martinez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
55 y/o
For good luck!
178 cm
emerytowany sportowiec, czasem złodziej, aktualnie głównie pisarz na home office
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracji3 os. l.p.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W pewnym momencie Sal przestał odpisywać na wiadomości, w sumie tuż po tym, jak stwierdził, że wskoczy pod prysznic i chwilę się zdrzemnie. Ta chwila drzemki się przeciągnęła, ale było to do przewidzenia - ten dzień naprawdę dostarczył mu sporo emocji i najwyraźniej jego organizm po prostu potrzebował snu, żeby się nieco zregenerować i pozbyć stresów. Przyjścia Sergio nie zarejestrował, więc ten musiał faktycznie wejść do pokoju na tyle cicho, żeby zwykle jednak dość czujne zmysły Sala go nie wyhaczyły - jak się pochodziło ze złodziejskiej rodziny i kradło się zanim się dobrze skończyło szkołę, to niektóre umiejętności miało się już wyssane z mlekiem matki i po prostu w człowieku były, cokolwiek by z tym nie robił. W pewnym momencie obrócił się tylko na drugi bok, w momencie, gdy Sergio zamykał za sobą drzwi do pokoju, ale nie obudził się i nie otworzył nawet oczu (a jeśli otworzył, to nie zarejestrował niczego i zrobił to kompletnie nieświadomie).
Chwilę później, gdy po wzięciu prysznica Sergio wpakował się pod kołdrę i ułożył sobie jego głowę na ramieniu, Salazar otworzył oczy. Najpierw na chwilę, zaraz potem je przymykając, ale gdy wtulił się - odruchowo i posłusznie - w ramię mężczyzny i gdy uświadomił sobie czyj zapach czuje i do kogo się przytula, to jego oczy otworzyły się ponownie, a na twarzy pojawił się szeroki, szczery uśmiech.
- Hola, gatito - wymruczał cicho, przysuwając się do niego bliżej na łóżku i obejmując jego klatkę piersiową ramieniem, a nos zanurzając w zgięciu pomiędzy jego szyją a ramieniem. - Przepraszam, myślałem, że ta drzemka będzie trochę krótsza... - westchnął ciężko, przez chwilę po prostu leżąc, wtulony w jego szyję, po czym podniósł powoli głowę i przyjrzał mu się z góry, gładząc go dłonią po policzku. - Wyglądasz na wykończonego podróżą. Ale... naprawdę dziękuję, że tu za mną przyleciałeś. To naprawdę dużo dla mnie znaczy. - musnął wargami jego skroń i policzek.

Sergio Martinez
palermo (palermo.pbf)
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
For good luck!
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się szeroko i zamruczał, kiedy Salazar nazwał go koteczkiem. To było urocze i rozczulające, a Sergio natychmiast zrobiło się cieplej na sercu. Podrapał męża po głowie i otulił go szczelniej kołdrą.
- Nie przepraszaj za to, że śpisz - przecież to normalne, że potrzebowałeś odpocząć po takich wrażeniach - odpowiedział czule i pocałował go w czoło - A to, że za tobą przyjechałem, też było oczywiste. Tak myślę. Przecież jestem twoim mężem. Miałem siedzieć sam w Nowym Orleanie, a ciebie zostawić samego tutaj? Za dużo już byliśmy oddzielnie, mam dość.
Przytulił go, obejmując oboma ramionami i wtulił twarz w jego włosy.
- Chcesz teraz pogadać o tym, co tam z twoim bratem, czy teraz wolisz pospać, a opowiedzieć mi wszystko później?
Odgarnął mu kosmyk włosów z czoła, patrząc na niego jak w obrazek. Od czterdziestu lat wciąż patrzył na niego tak samo: z miłością, czułością i oddaniem, a jego oczy rozjaśniały się, kiedy widziały Salazara. Wielu z pewnością uznałoby to za nienormalne i niemożliwe, ale Sergio wciąż kochał swojego męża tak, jak w pierwszych dniach, kiedy zrozumiał swoje uczucia dla niego.
Musiał przyznać, że zżerała go ciekawość, jak poszła rozmowa z Santiago, ale jednocześnie nie chciał zbytnio zamęczać męża, więc był gotów zaczekać do jutra; zwłaszcza, że sam rzeczywiście był wykończony i momentami oczy mu się same zamykały.

Salazar Martinez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
55 y/o
For good luck!
178 cm
emerytowany sportowiec, czasem złodziej, aktualnie głównie pisarz na home office
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracji3 os. l.p.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sal również uśmiechnął się szeroko, słysząc ten zadowolony pomruk i widząc szeroki uśmiech na twarzy swojego kotka. Może to głupie, ale stęsknił się za nim, mimo że nie widzieli się pewnie około kilkunastu godzin, w porywach do niepełnej doby. Teraz, gdy miał go już przy sobie i gdy Sergio zamknął go w ciasnym uścisku swoich ramion, Salazar znów poczuł, że jest w domu. Nie potrzebował znajomych czterech ścian ani ulubionych mebli, póki miał swojego ukochanego u boku. Dla niego nie tyle nie liczyło się zupełnie miejsce, w którym mieszkał, ale po prostu schodziło na dalszy plan, bo był w stanie mieszkać w naprawdę różnych krajach i naprawdę różnych warunkach, aby tylko w zasięgu swoich rąk i oczu mieć wciąż Martineza.
- Jesteś najlepszy na świecie, wiesz? - zapytał po chwili, wzruszony jego słowami o tym, że już wystarczająco długo byli oddzielnie i że Sergio ma tego dość. To prawda, początki ich związku były dla obu dość trudne, bo spotykali się głównie z okazji różnych zawodów, rzadko kiedy poza nimi. Potem jeszcze doszło do tego rozstanie na jakieś dwa lata, gdy dali się namówić swoim managerom na to, że tak będzie lepiej. Teraz Salazar nigdy by się nie zgodził na coś takiego, ale wtedy byli młodzi i głupi i po prostu pozwolili, by ich uczucia na chwilę zostały przysłonięte przez mądrości managerów i ich własne lęki przed tym, że dowie się o nich ktoś więcej, niż pojedyncze osoby, którym sami zdecydowali się wyznać prawdę o swojej relacji.
- W sumie... chyba pospałbym jeszcze trochę, a tobie też przyda się sen. - objął go czule, przyciągając go do siebie i przytulając mocno, samemu chowając znów twarz w zagłębieniu między jego szyją a ramieniem. - Opowiem ci wszystko rano - objął palcami jego kark, po czym na moment oderwał się od jego szyi, żeby musnąć kilkoma całusami jego szczękę. Miał postanowienie, że dosłownie opowie mu wszystko, bo chciał też wtajemniczyć go wreszcie w tę część swojego życia, o której Sergio nie miał pojęcia, ale nie był pewien, czy nie rozmyśli się do rana. Miał jednak nadzieję, że nie, bo trzymanie tego w tajemnicy robiło się dla niego coraz trudniejsze i coraz bardziej wzbudzało wyrzuty sumienia.

Sergio Martinez
palermo (palermo.pbf)
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
For good luck!
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Dobrze - kiwnął głową z uśmiechem, mrużąc oczy, gdy Salazar zaczął obsypywać jego szczękę całusami - Opowiedz mi wszystko rano.
Nie nastawał na to, żeby dowiedzieć się wszystkiego teraz, bo choć był bardzo ciekawy, jak poszła rozmowa, to jednocześnie rzeczywiście umierał ze zmęczenia. To był bardzo intensywny dzień, pełen nerwów, wielozadaniowości i późniejszej podróży. Odetchnął więc głęboko, ułożył się wygodniej, wtulając policzek w głowę męża i zamknął oczy. Chwilę później już spał - nawet nie zauważył, kiedy odpłynął.
Następnego dnia obudził się wcześniej, niż Salazar. Przez chwilę kręcił się po pokoju, ale w końcu uznał, że nie chce go budzić, więc zostawił mu karteczkę o treści:

Poszedłem do sklepu. Zaraz będę (mam nadzieję), nie denerwuj się.
Te quiero, mi vida <3
S.


Ubrał się ciepło (również nie przyzwyczajony do takich temperatur, jakie obecnie panowały w Kanadzie) i wyszedł w poszukiwaniu jakiegoś spożywczaka. Znalazł go na szczęście nie tak znów daleko od hotelu, kupił jakąś kawę, herbatę, cukier, jakieś ciastka i cukierki (głównie dla męża, który uwielbiał słodycze i zawsze musiał mieć coś pod ręką). Zastanawiał się, czy nie wziąć trochę chleba i czegoś do kanapek, ale uznał, że raczej nie będzie im to potrzebne, skoro mieszkają teraz w czterogwiazdkowym hotelu: na pewno Sal zadbał o trzy posiłki dziennie, a być może należał im się jeszcze jakiś deser czy podwieczorek. Głodni raczej nie będą chodzić. Zgarnął za to trochę chipsów i jakieś mięsne przekąski do wieczornych posiadówek przy filmach, które zamierzał oglądać z mężem dla odprężenia po ciężkim dniu.
Kiedy wrócił, starał się wejść do pokoju cicho w razie, gdyby Sal jeszcze spał. Postawił zakupy na stole i zabrał się za robienie kawy dla nich obu.

Salazar Martinez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
55 y/o
For good luck!
178 cm
emerytowany sportowiec, czasem złodziej, aktualnie głównie pisarz na home office
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracji3 os. l.p.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Salazar właściwie też momentalnie zasnął, gdy tylko usłyszał miarowy oddech swojego ukochanego mężczyzny. Wtulił się w niego mocno, układając się wygodnie i odpłynął, tym razem śpiąc znacznie spokojniej, niż w trakcie poprzedniej drzemki. Teraz po prostu czuł się bezpieczniej i dzięki objęciom Sergio i zapachowi jego skóry koszmary senne i inne nawiedzające czasem ludzi mary nie miały do niego dostępu.
Obudził się, gdy Sergio nie było, być może tuż po tym, jak mężczyzna wyszedł do sklepu, może nawet obudził go dźwięk zamykanych drzwi. Szybko się zorientował, że Sergio nie ma tuż obok, więc podniósł się nieco i dostrzegł leżącą na szafce nocnej karteczkę, którą zgarnął i przeczytał z błąkającym mu się po twarzy uśmiechem. Czy to normalne, że nadal tak bardzo kochał faceta, z którym spędził właściwie cztery dekady? Nie wyobrażał sobie życia bez niego i nawet jeśli ktoś mógłby uznać to za dziwne - że czasem nadal zachowywali się jak świeża para, nie widząca świata poza sobą, to on miał to gdzieś. Zdanie innych przestało się dla niego liczyć gdy odważyli się wreszcie pokazać światu razem i gdy przestali się bać opinii i oceny innych ludzi. Od tamtego momentu był znacznie szczęśliwszy.
Przysnął jeszcze na chwilę, z karteczką od męża w dłoni i z policzkiem wtulonym w jego poduszkę, ale obudził się, gdy ten wrócił ze sklepu i zaczął się krzątać po domu. Otworzył oczy najpierw, gdy ten wchodził do pokoju, ale zaraz mu się znowu same zamknęły, jednak w końcu obudził go zapach przygotowywanej przez Martineza kawy. Podniósł się do pozycji siedzącej, przetarł zaspane oczy i przeciągnął się, po czym podniósł się z łóżka i potuptał boso do Sergio; aneks kuchenny był kawałek dalej, oddzielony ścianką i niewielką wysepką od części głównej pokoju.
- Hola, guapo - rzucił na przywitanie i podszedł do niego, żeby zaraz potem objąć go w pasie od tyłu i przytulić się do jego pleców. - Mąż w kuchni, zapach kawy, niczego więcej do szczęścia nie potrzebuję - wymamrotał cicho, z ustami przy jego łopatce. - Że ci się chciało iść z rana do sklepu, to podziwiam... ja nie umiałbym być tak produktywny tuż po wstaniu.

Sergio Martinez
palermo (palermo.pbf)
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
For good luck!
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozpromienił się natychmiast, gdy tylko usłyszał stąpanie bosych stóp za sobą; a gdy jeszcze Salazar przytulił się do jego pleców, Sergio zamruczał zadowolony, przymykając oczy. Był w siódmym niebie za każdym razem, kiedy mąż decydował się na jakiekolwiek czułości wobec niego - co na szczęście zdarzało się dość często. Rzeczywiście zachowywali się nadal jak w pierwszych tygodniach związku, jak dwa zakochane po uszy szczeniaki mimo, że byli już tyle czasu razem. Wielu nie wierzyło w to, że można po czterech dekadach wciąż okazywać sobie tyle czułości, wciąż być tak szczęśliwym i zakochanym, ale im się to udawało i Martinez poczytywał to sobie za jeden z największych sukcesów w życiu: że jego związek był tak piękny i bajeczny mimo stażu.
- Ja generalnie też nie, jak wiesz, ale nie chciałem cię budzić, więc wybyłem, żeby dać ci odespać - powiedział ciepło, zalewając kawę jedna ręką, a drugą obejmując nadgarstek Sala na swoim brzuchu - Obudzony już? Możemy zaraz schodzić na śniadanie, bo wydają je do jedenastej. Ładnie pachniało z jadalni i zdaje się, że jest dużo rzeczy do wyboru: jakieś paróweczki, jajecznica, kanapki... Chyba jeszcze jakaś zupa mleczna się znajdzie. Zaczynam być głodny. Ale kawę chciałem ci zrobić sam, bo przecież nikt nie wie, jaką lubisz i tamta stołówkowa nie będzie tak dobra, jak moja.
Odwrócił się przodem do męża i wcisnął mu kubek w dłonie.
- Wyspałeś się? Ja nawet w miarę tak, chociaż wciąż jestem lekko przytłumiony, ale to mi pewnie niedługo minie.

Salazar Martinez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
55 y/o
For good luck!
178 cm
emerytowany sportowiec, czasem złodziej, aktualnie głównie pisarz na home office
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracji3 os. l.p.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdy poznawało się ich bliżej faktycznie można było się utwierdzić w przekonaniu, że po prostu do siebie pasowali i że to, co było między nimi, było jak najbardziej szczere. Faktycznie byli w sobie zakochani jak szczeniaki i prawdę powiedziawszy Salazar nie sądził, że kiedykolwiek im to minie, bo skoro nie minęło po czterdziestu latach, to i po pięćdziesięciu i sześćdziesięciu również nie minie. Wiele razy jednak zdarzało się, że Sal był pytany - zwłaszcza przez osoby, które znały ich od niedawna - jak oni to robią, że wciąż ze sobą wytrzymują i jaki jest ich sekret; nigdy nie wiedział jak odpowiadać na takie pytania, bo ani nie wiedział jak ze sobą wytrzymują (bo nigdy nie odbierał tego w kategorii "wytrzymywania"), ani nie znał ich sekretu. Zwykle odpowiadał wtedy, że po prostu się kochają, zrobiliby dla siebie wszystko, że dobrze się dogadują na każdej płaszczyźnie i że po prostu są ze sobą szczęśliwi. Czy mieli jakiś sekret? Chyba nie. Rozmawiali ze sobą, to na pewno, o tym co ich boli, czego się boją, co ich cieszy... No i po prostu zawsze byli dla siebie nawzajem, cokolwiek by się nie działo. Ale czy można było to nazwać sekretem?
- Jesteś kochany - zawyrokował, całując go czule w kark. - Tak, obudzony; widok ciebie w kuchni zawsze... stawia mnie do pionu. - parsknął krótko i pocałował go w nos, gdy Sergio obrócił się w jego stronę, po czym przyjął od niego kubek z kawą i podziękował mu czułym, ciepłym uśmiechem. - Możemy zaraz zejść na śniadanie, jeśli chcesz. W sumie powinienem coś zjeść, bo wczoraj nie bardzo miałem na to ochotę, a dzisiaj... chyba mam.- zgodził się i oparł się o szafkę kuchenną biodrami, ogrzewając dłonie kubkiem i upił nieco kawy, żeby ogrzać sobie też środek Sala, bo to było równie ważne jak grzanie sobie rączek. - I oczywiście, że nikt nie wiedziałby jaką zrobić mi kawę, bo tylko twoja jest taka dobra - przesłał mu całuska w powietrzu, uśmiechając się szeroko, po czym chwycił kubek jedną dłonią, a drugą oparł delikatnie o ramię ukochanego, kciukiem muskając jego szyję w czułym, pełnym nabożnej czci geście. - Wyspałem się, tak i cieszę się, że ty również. Wczorajszy dzień był... intensywny. - westchnął cicho. - A Santiago... też był intensywny, jak to on, ale do tego jestem przyzwyczajony. Po prostu... Hm. Powiedzmy, że nie codziennie leci się przez całe Stany, żeby spotkać się ze zmarłym bratem.

Sergio Martinez
palermo (palermo.pbf)
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
For good luck!
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sergio również parsknął słysząc, że widok jego w kuchni zawsze stawia Sala do pionu. To Może również być dziwne, ale wciąż zdarzało mu się peszyć, kiedy słyszał z ust męża podobne rzeczy - być może wynikało to z jego niepewności siebie, może z czego innego, ale po prostu czasami peszył się przy świntuszeniu. Nie miał pojęcia, od czego jest to zależne, czy w danym momencie się zarumieni, czy nie, bo nie zawsze reagował w taki sposób.
- Miło mi wiedzieć, że w tym wieku wszystko u ciebie jeszcze działa prawidłowo - odparł, błyskając zębami.
On również oparł się biodrami o blat, krzyżując nogi w kostkach i chwytając swój kubek w obie dłonie. Obserwował z czułością i miłością, jak jego mąż pije swoją kawę, ciesząc się, że mu smakuje. Chwilę później jednak jego twarz stężała, kiedy Salazar nawiązał do swojego brata - Sergio poczuł, jak jego mięśnie na karku mimowolnie się napinają. Nie bardzo znał Santiago, ale prawdę mówiąc, był na niego więcej, niż wściekły o to, że kazał swoim bliskim myśleć, że nie żyje, a sam siedział gdzieś w Toronto. Widział, jak Sal cierpiał po jego śmierci, podnosił go z kolan po tym wydarzeniu i doprawdy kiedy teraz dowiedział się, że to była mistyfikacja, miał ochotę porządnie pobić tego gnoja.
- Co powiedział? - zapytał i aż sam się zdziwił, gdy usłyszał swój ochrypły, niski warczący głos. Nie chciał zabrzmieć aż tak wrogo wobec de la Serny, bo nie chciał ranić swojego męża; jednak przed oczami jego wyobraźni stanął ten dupek i jego coraz bardziej czerwona od ciosów pięści morda.

Salazar Martinez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
ODPOWIEDZ

Wróć do „Pan Pacific Hotel”