
Prawo jazdy typu G: Prowadzi pewnie i szybko, co przydaje się podczas akcji w zatłoczonym Toronto.
Ekspercka wiedza prawnicza: Dzięki ojcu-sędziemu porusza się w procedurach sprawniej niż niejeden adwokat.
Strzelectwo wyborowe: Na strzelnicy TPS rzadko schodzi poniżej najwyższych not; broń to dla niej jedyny element pracy, który jest przewidywalny.
Wysoka odporność na stres: Potrafi zachować "kamienną twarz" w sytuacjach, w których inni tracą panowanie nad sobą.
Króliczy słuch: Niezwykle wyczulony słuch pozwalający jej monitorować tętno i emocje przesłuchiwanego na podstawie tonu głosu.
Instynkt ogrodnika: Posiada rozległą wiedzę o botanice; prowadzi w lofcie „szpital” dla roślin, przywracając do życia najbardziej zmarnowane okazy.
Precyzja kulinarna: Mimo życia w biegu, w sytuacjach stresowych potrafi przygotować idealną, tradycyjną pieczęć według rygorystycznych receptur ojca.
Chroniczna bezsenność: Hałas Distillery District i obrazy z miejsc zbrodni sprawiają, że rzadko sypia dłużej niż cztery godziny na dobę.
Potrzeba kontroli: Panicznie boi się chaosu; gdy sprawy wymykają się spod kontroli, staje się sztywna i cyniczna.
Lęki: Mimo pozornej niezależności, każde spotkanie z sędzią Thorne’em budzi w niej poczucie, że wciąż jest "rozczarowaniem". Boi się, że praca w bagnie Toronto wypali w niej resztki empatii, czyniąc ją taką jak jej ojciec.
W szkole zawsze "błyszczała". Choć była pełna naiwnych ideałów, uczyła się, że prawo to tylko narzędzie, a emocje to balast. Był to także czas naiwnej miłości i wiary, że świat można naprawić. I tak oto, z pomocą ojca i jego listu polecającego, pomogła miłości swego życia zbudować trampolinę do sukcesu. Szybko jednak zrozumiała, że dla niego była tylko tym mostem, kolejną wygraną sprawą w portfolio i ozdobą do dokumentacji, a nie celem podróży. Wtedy wierzyła, że miłość to inwestycja; nie wiedziała jeszcze, że niektórzy ludzie traktują partnerstwo jak stopień na drabinie. Gdy zrozumiała, że w jego planie na życie jest miejsce na jej nazwisko, ale nie na jej obecność, zrobiła więc to, co Thorne’owie robią najlepiej: wydała wyrok. Odeszła bez słowa, zostawiając za sobą perły, bankiety i świat drogich kancelarii na rzecz błota i krwi policyjnej akademii.
Wstąpienie do policji było policzkiem dla rodziny, ale dla Maisy stało się tlenem. Jej pójście do policji nie było krzykiem nienawiści, ale aktem rewolucji i potrzebą sprawdzenia, co dzieje się z ludźmi, zanim staną przed obliczem jej ojca. Chciała zrozumieć moment, w którym „dobry człowiek” podejmuje „złą decyzję”, zanim sprawa trafi na salę sądową jako suchy zestaw faktów. Jej kariera zawodowa potoczyła się dalej szybko i perfekcyjnie, jak zawsze. Akademia policyjna i równoczesne studium psychologiczne pozwoliło jej szybko ugruntować swoją pozycję i to bez wpływu nazwiska sędziego.
Zamieniła jedwabne koszule na policyjne raporty, a salonowe debaty na przesłuchania w piwnicach komisariatu. Jako profilerka w Toronto Police Service szybko przestała być „dziewczynką tatusia” i zyskała opinię irytująco drobiazgowej. Nie jest typem gliniarza, który wyważa drzwi – ona otwiera je psychiką, wykorzystując swój króliczy słuch, pozwalający wychwycić drżenie jednej sylaby, gdy tętno podejrzanego przyspiesza. Ma w sobie tę specyficzną, niemal naiwną uważność. Potrafi godzinami obserwować drżenie dłoni podejrzanego lub sposób, w jaki układa on szklankę na stole. Dla niej miejsce zbrodni to nie zbiór dowodów, ale intymny list od mordercy. Stała się cieniem, który potrafi godzinami analizować ułożenie zwłok, by zrozumieć ostatnią myśl mordercy. W pracy z obecnym partnerem – człowiekiem, który jest jak chodząca katastrofa – odnalazła dziwny rodzaj spokoju. On nie udaje, że świat jest czysty. Ona nie udaje, że go naprawi. Po prostu trzymają się pionu, jedząc chińszczyznę nad aktami spraw, o których miasto wolałoby zapomnieć. Inspektor Nathaniel Mayfield był wszystkim, przed czym ostrzegał ją ojciec: cynicznym „wytartym dywanem”, przesiąkniętym zapachem deszczu i taniej whisky.
Dziś Margaret mieszka w surowym lofcie w Distillery District, gdzie ceglane mury tłumią echo jej samotności. Jej mieszkanie to sterylna oaza wypełniona orchideami – prowadzi tam „szpital” dla roślin, które przynosi zmarnowane z korytarzy sądowych. Twierdzi, że kwiaty to jedyna rzecz w Toronto, która nie potrafi kłamać.
Wszystko pękło kilka tygodni temu w jednym z barów. „Magia wspomnień” sprawiła, że po dekadzie znów wylądowała w łóżku Harolda, uciekając nad ranem w chmurze perfum i chaosu. Teraz stoi w rozkroku: pomiędzy ojcem, który widzi w niej marnotrawną córkę, Haroldem, który wrócił jako wpływowy adwokat, by przypomnieć jej o przeszłości, a Nathanielem, który rozpada się przy nowej sprawie przypominającej tę sprzed lat. Maisy wie, że tym razem nie wystarczy tylko poprawić raportu. Tym razem ktoś będzie musiał zapłacić. Ma odznakę, naostrzony ołówek i determinację.
Strzeż się Toronto. Nadchodzi sprawiedliwość.
-W swoim mieszkaniu prowadzi „szpital” dla roślin. Przynosi zmarnowane kwiaty z biura lub korytarzy sądowych i przywraca je do życia. Twierdzi, że rośliny są jedyną rzeczą w Toronto, która nie potrafi kłamać. To jej forma medytacji i walki z chaosem, który widzi w pracy.
- Maisy ma niezwykle wyczulony słuch na zmiany tonu głosu. Potrafi wychwycić moment, w którym tętno przesłuchiwanego przyspiesza, tylko po drżeniu jednej sylaby. Słyszy strach tam, gdzie inni widzą pewność siebie.
- Mimo że jada w biegu, potrafi przygotować idealną, tradycyjną pieczeń. Robi to jednak tylko wtedy, gdy jest skrajnie zestresowana – gotowanie według ścisłych receptur ojca pomaga jej odzyskać kontrolę nad chaosem.
- Cierpi na lekką bezsenność. Praca w wydziale zabójstw zabrała jej spokojny sen. Często budzi się o czwartej rano, widząc pod powiekami układ ciał z nierozwiązanych spraw. Wtedy wstaje, parzy za mocną kawę i patrzy na panoramę Toronto, zastanawiając się, ilu drapieżników właśnie teraz kładzie się spać.
- Nienawidzi zapachu tanich papierosów – przypominają jej najmroczniejsze zaułki miasta.
- Minimalizm z pazurem: Jej stylizacje są nienaganne i surowe (spuścizna po Thorne’ach), ale buntowniczy charakter ukrywa w jaskrawych podszewkach ubrań.
- Boi się, że pewnego dnia po prostu przestanie czuć współczucie i stanie się tak sucha i surowa jak akta w gabinecie jej ojca. Szuka prawdy nie dla sprawiedliwości, ale dla spokoju ofiar.
- Wciąż trzyma w szufladzie starą spinkę do mankietu Harolda, której nigdy mu nie oddała. Sama nie wie, dlaczego jeszcze ją trzyma.