-
No one does it better than me
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszlypostaćautor
Jak większość ludzi korzystających z usług branży beauty, także Jason posiadał swój ulubiony salon i swoją ulubiona manicurzystkę - na ostatniej wizycie spotkała go jednak, pomimo wszystkich okoliczności, raczej niemiła niespodzianka. Kobieta oznajmiła mu, że jej chłopak w końcu postanowił upaść na jedno kolano i się jej oświadczyć oraz że oboje podjęli decyzję o wspólnej przeprowadzce do innego miasta. Choi oczywiście cieszył się jej szczęściem, życzył jej powodzenia i w ogóle. Otwierał się przed nią nowy rozdział w życiu i oby był jak najwspanialszy. Nie zmieniało to jednak faktu, że Jason zostawał bez swojej manicurzystki. Naturalnie, mężczyzna podpytał o polecenie kogoś - wolał zaufać słowom znanej sobie kobiety, niż szukać na ślepo kogoś w internecie. Tym sposobem usłyszał o Atelier N°9.
Szczerze powiedziawszy, Choi był nieco sceptyczny, kiedy zajechał na miejsce w dniu umówionej wizyty. I to nie tak że z samym miejscem było coś nie tak, bo już z zewnątrz wyglądało całkiem profesjonalnie. Jason po prostu nie lubił zmian - określał tę niechęć swoim małym autyzmem, chociaż czy faktycznie cierpiał w jakimś stopniu na tę przypadłość, nie wiedział. Nigdy nie dał się zbadać. Postanowił być jednak dobrej myśli. Z jakiegoś powodu w końcu polecono mu właśnie ten salon. Do ustalonej godziny miał jeszcze pięć minut, ale zdecydował się wejść już do środka. Najwyżej chwilę poczeka.
- Dzień dobry! - zawołał wesoło, ledwie przekroczył próg. Wyglądał trochę zabawnie i bardzo nie na miejscu, jeden facet pośród kilku kobiet oblegających stanowiska. Zdążył się już jednak do tego przyzwyczaić. Usiadł więc grzecznie na krzesełku przy drzwiach - Byłem umówiony na drugą - wyjaśnił jeszcze, gdy jedna z pracownic posłała mu pytające spojrzenie.
Zella Gardner
-
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie każdy lubił zmiany, natomiast były one dość nieodłączną część życia. Każdego mogła spotkać właśnie taka niespodzianka, niespodziewane postawienie przed nieplanowaną decyzją, której najchętniej by się nie podejmowało. Czasami to natomiast prowadziło do kolejnych niespodzianek, potencjalnie dużo ciekawszych niż można było się spodziewać. Gardner również nie spodziewała się, że zyskanie kolejnego klienta mogłoby wiązać się z czymś większym, zwłaszcza na samym początku. Ale takie właśnie było życie, potrafiło zaskoczyć w naprawdę nieoczekiwanych momentach. Dopóki jednak nie zdawała sobie z tego sprawy, cieszył ją głównie fakt, że polecenia zdawały się działać coraz lepiej, skoro mogła dopisać kolejne nazwisko do swojego wypełnionego po brzegi grafiku.
Każdy nowy klient był potencjalną niewiadomą, natomiast ze swoim bardziej pozytywniejszym podejściem do życia starała się traktować to jak każde nowe, potencjalnie rozwijające jej zdolności wyzwanie. Męskie nazwisko było równie niecodzienne, co tylko podkręcało jej podekscytowanie, ale również i obawy. Panowie mieli zazwyczaj nieco inne wymagania niż panie, które jednak przeważały w tej branży. Zella miała zwyczajnie nadzieję, że mimo wszystko uda jej się zadowolić klienta w równym stopniu, jak każdą inną panią, która siadała przy przypisanym do niej stanowisku.
— Dzień dobry. — bez względu na płeć, Zella każdego klienta obdarzała równie sympatycznym, ciepłym uśmiechem. Już w tamtym momencie podejrzewała, że to jej klient, natomiast nie odzywała się słowem. Przynajmniej do momentu, aż któraś z pozostałych pracownic nie ponagliła go spojrzeniem. Ona też miała klienta na podobną godzinę, więc nic dziwnego. — Pan Jason Choi? To pan do mnie. Zapraszam. — skinęła głową, gestem zachęcając mężczyznę do udania się za nią do jej stanowiska. Nie przeszkadzało jej to, że do umówionej pory zostało jeszcze parę minut. Wszystko już miała przygotowane, gdyż skrupulatnie przygotowywała się tuż po i przed kolejną osobą.
Jason Choi
-
No one does it better than me
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszlypostaćautor
Podniósł się grzecznie z krzesełka, ruszając w kierunku stanowiska jednej z manicurzystek. Zasiadł sobie wygodnie, dając kobiecie jeszcze chwilę na ogarnięcie blatu i wszystkich narzędzi.
- Wystarczy "Jason", jeśli to nie przeszkadza - rzucił luźno, posyłając jej jednocześnie lekko zawadiacki uśmiech. Zawsze wolał być na "ty" z ludźmi, których odwiedzał w miarę regularnie, a przecież jeśli będzie zadowolony z dzisiejszej wizyty, to na pewno będzie tutaj zaglądał częściej. Respektował jednak granice i jeśli kobieta wolała trzymać się bardziej formalnego tonu, także był w stanie to zaakceptować. Nie przeszkadzało mu to w plotkowaniu - bo wbrew pozorom, Jason także lubił plotkować, zupełnie jak rasowa przekupka. Temat też się zawsze jakiś znajdzie, on był otwarty na wszystko.
Kiedy wyglądało na to, że kobieta już się przygotowała, Choi grzecznie wyciągnął dłonie do oględzin. Roboty nie było jakoś dużo, ale na pewno trzeba było zapanować nad skórkami. Mężczyzna wolał zostawić to profesjonaliście, zamiast samemu bawić się w obcinanie ich. Pewnie odwaliłby tak tragiczną robotę, że pokaleczyłby się jak ostatnia sierota.
- Dziś tylko manicure proszę. I może jakiś zwykły lakier. - jeszcze musiał się zastanowić jaki kolor, chociaż zapewne skończy się na klasycznej czerni. Ale był w stanie zgodzić się na wszystko, tylko nie róż. Nawet on miał jakieś granice tolerancji. - Lottie poleciła mi to miejsce, więc jak nie będę zadowolony, to się dziewczyna nasłucha - powiedział jeszcze niby to groźbę, ale tak naprawdę żartował, co dało się poznać po lekkim tonie wypowiedzi i uśmiechu, który niemal cały czas błąkał się gdzieś w kąciku ust.
Zella Gardner
-
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Oczywiście. W takim razie również możesz mówić mi Zella. — rzuciła, odpowiadając klientowi kolejnym uśmiechem. Nawet preferowała bardziej otwarty kontakt, choć ta domyślna, nieprzekraczalna granica zawsze widniała w jej głowie. Profesjonalizm natomiast nie wiązał się ze sztywnym trzymaniem się nazywania ludzi panem bądź panią, a często klienci czuli się dużo luźniej, mogąc przejść na Ty. Skoro też taka była prośba Jasona, niepoprzedzona pytaniem, nie widziała problemu z tym by na nią przystać.
W międzyczasie przygotowała wszystko, co było jej potrzebne do pracy. Już miała nawet prosić Jasona o to, by wyciągnął dłonie do dezynfekcji i oględzin, ale nie było to akurat konieczne, skoro ją uprzedził. Gardner od razu pomyślała, że to najpewniej nie jego pierwsza wizyta w salonie manicure.
— Pewnie. Masz na oku jakiś konkretny kolor lub odcień? — zapytała, jednocześnie prowadząc uważne oględziny dłoni swojego rozmówcy, robiąc to delikatnie, ale profesjonalnie. Skinęła głową, notując jednocześnie w myślach, co powinna zrobić w następnej kolejności. Nie wyglądała natomiast na urażoną słowami Jasona w żaden sposób. — Mam zatem nadzieję, że sprostamy oczekiwaniom, a zamiast tego to Lottie poskarży się na przeprowadzkę. — uśmiechnęła się z rozbawieniem, sięgając w pierwszej kolejności po pilnik, by nieco wyrównać paznokcie. Nie rozgadywała się zbytnio na temat osoby polecającej, bo choć pewnie ją znała (skoro Jason wspomniał ją po imieniu) to nie chciała przeszarżować.
Jason Choi