-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tak czy siak, z racji tego, że rotacja w gastro bywała całkiem wysoka, przyzwyczaił się już do nowych twarzy za barem, zwłaszcza w dni, w które spodziewali się więcej ruchu. Nadal nie miał bladego pojęcia dlaczego go rozpisali na tą konkretną godzinę i od momentu w którym się obudził, marudził. Głośno.
- Hey. Jeśli nie wiesz, co się robi za barem, to nie pomogę. Ściąga z drinkami jest tam. Terminal działa jak wszędzie indziej. Zamówienia do stolików wyskakują tutaj, jak zrobisz to kładziesz na boku, żeby kelnerzy sobie wzięli, czasami nie mają czasu powiedzieć czego im trzeba, więc czytaj notatki. Chłopak na zmywaku nie słyszy, więc ci nie odpowie, jeśli nie migasz. Lubi jak mu składamy brudne naczynia na prawo, tylko nie układaj zbyt wysoko, bo jak jebnie, to będzie źle. - mówił miarowo, beznamiętnym tonem, nawet nie podnosząc z początku wzroku na osobę, którą wzięli na kilka zmian do pomocy przy większym ruchu. Zwykle to się wiązało z faktem, że już jakieś doświadczenie mieli i nie trzeba było ich szkolić, ale wiadomo, niektóre rzeczy mogły działać zupełnie inaczej. Zakładał właśnie firmową koszulkę na podkoszulek, zaraz potem wskazując kolejne rzeczy które wymieniał, na sam koniec przenosząc w końcu wzrok na twarz dziewczyny. - Got it?.. Znam cię skądś. - to nie było w sumie nic nowego, znał naprawdę wiele osób, problem był taki, że nigdy nie mógł sobie przypomnieć ich imion i kim właściwie dla niego byli. Żył szybko, a życie częściej niż rzadziej przypominało rozmazane mignięcie. Whoosh. I nie ma. Miał tylko nadzieję, że nie była jedną z tych osób, którym w ten czy inny sposób złamał serce, albo zostawił na odczytanym i zapomniał odpisać..?
vita holloway
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Życie Vity ostatnimi czasy zamieniło się w serię niefortunnych zdarzeń, w których była główną bohaterką jakiegoś nieudanego sitcomu- takiego, gdzie ludzie zmuszeni do klaskania zapominaliby to zrobić, bo set komediowy jest aż tak chujowy.
Na prośbę szefa przyszła na zmianę do greckiego baru jego przyjaciela, żeby pomóc przy obsłudze klientów. Ktoś wziął sicka, a u nich miało się dziać coś większego z powodu jakiejś… jubileuszówki czy innych urodzin. Nie była w stu procentach pewna, bo niespecjalnie słuchała. Sam fakt, że musiała gdzieś iść i udawać zainteresowanie imionami ludzi, którzy gówno ją obchodzili, doprowadzał ją do szewskiej pasji. Ale pieniądz to pieniądz. Więc nie mogła narzekać.
Kiedy weszła do knajpy, przywitał ją jeden z managerów i zaprowadził do chłopaka, który miał jej wszystko pokazać. I właśnie wtedy zobaczyła ALEXISA PIERDOLONEGO BENNETTA. Człowieka, któremu przysięgła życzyć gorącej poduszki do końca życia. Stał tu przed nią. Spokojny jak gdyby nigdy nic. Tłumaczył jej, co ma robić - i między innymi jak mu nie zawracać dupy. No myślała, że za chwilkę zejdzie tam na zawał! Przyjaźnili się z Bennettem przez długi czas. Do momentu, aż licealna jędza Kate rozgadała całej szkole, że matka Vity przespała się z kimś innym. Bennett nawet nie wziął jej strony. A potem jeszcze dowiedziała się z innych źródeł, że sam doprawiał jej rogi. Nie miała zamiaru tego z nim obgadać… w końcu zdradził ją jej najlepszy przyjaciel… zupełnie tak jak jej rodzicielka zdradziła jej ojca… Po prostu odsunęła się od całej tej sytuacji. Od niego też.
I już nigdy więcej się do niego nie odezwała.
Gotując się w środku i próbując jakoś wyregulować oddech, wpatrywała się w jego teraz już dojrzalsze rysy twarzy. Miała ochotę rzucić się na niego i udusić go gołymi rękami. No co za tupet! To wszystko wydawało jej się dość surrealne - do momentu aż zapytał, czy przypadkiem się skądś nie znają. Zaśmiała się pod nosem z niedowierzaniem i prychnęła. - Jestem duchem z przeszłości, kauczuk - rzuciła zirytowana. -Lepiej módl się, żeby ta zmiana nie zmieniła się w wigilijną opowieść… bo ja, tak jak w tej historii, nie zamierzam być tak miła jak tamte duchy. - Odwróciła się akurat w chwili, gdy z drukarki wysunął się bilet z zamówieniem na drinki. Chwyciła szklanki i rum, a po chwili spojrzała na niego, - no co tak stoisz? Mógłbyś zacząć robić następne zamówienie, Bennett.
freaking bennett
-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W przypadku z którym miał dzisiaj pracować, nie miał zielonego pojęcia kim ta dziewczyna była. Coś dzwoniło, tyle że nie wiedział z którego kościoła. Nie była brzydka, ok? Może trochę za wysoka jak na jego gusta względem panien. Zdecydowanie zbyt sztywna i uszczypliwa, żeby być jego kumpelką od generalnych, platonicznych zabaw. Hm.
W pracy włączał tryb oszczędzania energii, bo nawet nie było takiej opcji, żeby się przemęczał. Wolał zostawić sporą rezerwę na swój czas wolny, cokolwiek nie postanowiłby robić; spędzać czas z siostrami, gronem przyjaciół, nieznajomymi, czy w swoim własnym pokoju, zajmując się jednym z pięciu tysięcy jego zainteresowań. Jechał na, może 10% swojej mocy, więc zamiast odpowiadać jej od razu, sunął za nią spojrzeniem, gdy zaczęła się krzątać, polewając drinka na salę. Zawiesił spojrzenie na jej biodrach, bo może jednak kojarzył ten tyłek, ale nie, nic mu się nie przypominało. Przesunął się na bok, żeby gapić się przez kolejny moment na jej klatkę, ale też nic z tego. Założył ramiona na klatce, odmawiając roboty, póki się nie dowie skąd się znali. Poza tym "kauczuk"? Musiała wiedzieć o jego absolutnej miłości do kauczukowych piłeczek, nie? Miał zakaz przynoszenia ich do pracy już od bardzo dawna. Znała też jego nazwisko. Przedstawiając się losowym osobom, zwykle mówił "Lexie" i na tym się kończyło. Może znała go skądś, gdzie jego pełne imię i nazwisko było generalnie dostępne...? Myśl, Lexie, myśl.
- Ukradłem ci chłopaka?... Albo dziewczynę? Przespałem się z tobą i potem nie odpisałem na wiadomość nigdy więcej? Nie wyglądasz na typ, który zwykle ze mną sypia, więc serio strzelam na ślepo. - było tu miejsce na niesmaczny żart albo nawet kilka ale się powstrzymał, marszcząc brwi, co było pierwszą zmianą w jego ekspresji. Level up nad absolutnie nieobecnym poker face który utrzymywał od wejścia do lokalu. Tryb oszczędzania energii, emocje też kosztowały energię, a normalnie miał ich zbyt dużo, także.. Lexie w pracy? Apatia. Zero brain activity. Flatline, patient's dead.
vita holloway
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Złapała się za głowę, po czym przejechała dłonią po twarzy. - Serio? - parsknęła pod nosem. - Zacznijmy od tego, że gdybyś się ze mną przespał, to raczej byś o tym nie zapomniał!- Miała ochotę podnieść głos, jednak przypomniało jej się, że przecież byli w knajpie, więc się uspokoiła.- Zapominasz o przyjaciołach zajebiście szybko, Bennett - prychnęła, odwracając się i kończąc drinki, zanim zaczęła czytać kolejne zamówienie i zabrała się za szykowanie jego.- Wiesz, nie jestem pewna, czy to wczesne stadium Alzheimera, ale powinieneś iść się zbadać- rzuciła, nalewając pięćdziesiąt mililitrów wódki do szklanki.- Przy okazji możesz zapytać lekarza, czy często zdarza się pacjentom tak po prostu zniszczyć wieloletnią przyjaźń z osobą, która dosłownie wpadała z tobą w tarapaty, przez, nie wiem… uwierzenie w jakąś plotkę?!- Zalała wódkę sokiem pomarańczowym i postawiła szklankę z impetem na tacce, którą kelner od razu zabrał. Odwróciła się i spojrzała na Alexisa, chwytając dłonią kolejny ticket. - Vita Holloway - spojrzała mu prosto w oczy, przedstawiając się, jakby naprawdę potrzebował odświeżenia pamięci. - Idę na fajkę. - Dosłownie wepchnęła kolejny bilet z zamówieniem w jego rękę i minęła go z takim impetem, że szturchnęła go ramieniem. Niegdyś mogła mu się ze wszystkiego zwierzyć, knuć, psocić, robić najbardziej schizowe rzeczy, a teraz rozmawiała z kimś obcym. Z kolesiem, który pozornie wyglądał tak samo, może tylko z dodatkową ilością włosów na twarzy, jednak wciąż… był kimś zupełnie obcym.
kauczuk
-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Arogancja była tą emocją, którą wybierał, kiedy ktoś próbował się z nim kłócić, w jakikolwiek sposób mu przegadać. Był całkiem niezły w pyskowaniu i zwykle musiał mieć to ostatnie słowo. "Gdybyś się ze mną przespał, to raczej byś o tym nie zapomniał." Wywołało w nim krótkie parsknięcie, nawet jeśli uśmiech nie dosięgnął oczu. - Naprawdę musisz mnie nie znać. - nie pamiętał większości ludzi z którymi lądował w łóżku czy na jakiejkolwiek innej powierzchni. Może pamiętał jakieś migawki, losowe imię, coś naprawdę specyficznego, jak tą jedną laskę, która naprawdę chciała, żeby wskoczył w kostium pokojówki. Tak, skąpą sukieneczkę, zakolanówki, idiotycznie wysokie obcasy. Wyglądał zajebiście, więc tak, pamiętał tamtą noc całkiem nieźle. Ale poza takimi przypadkami? Seks jak seks. Dziewczyna przed nim wyglądała jak typowa vanilla, nie gonił za zwykłymi, normalnymi pannami. Przywiązywały się zbyt szybko z jego doświadczenia. - Alzheimer? Nie, kokaina. - i inne zabawne środki, które wyżerały mu mózg. Albo fakt, że rzadko trzeźwiał, nie ważne o której substancji była mowa; z niektórymi po prostu uważał trochę bardziej, bo były zbyt drogie, żeby się od nich uzależniać, a on nie miał nieskończonych środków. Vita Holloway. Plotki, wieloletnia przyjaźń.. Musiała mówić o szkole. Coś kliknęło, ale, zupełnie szczerze, nie mógł sobie przypomnieć konkretów.
Przejął od niej bilecik bez odpowiedzi, nawet nie odprowadził ją wzrokiem, rzucając spojrzeniem na zamówienie. Zabrał się do roboty, skoro był jedyną osoba za barem, przeczesując grzebieniem własną pamięć, szukając w niej jakichś szczegółów. Coś z matką, coś z puszczaniem się... Ale z tego co pamiętał, Holloway po prostu zniknęła z jego życia, jak większość przed nią i większość po niej. To był też okres w którym zaczął się bawić z coraz to bardziej odważnymi środkami, kończąc na różnych imprezach, na których w ogóle nie powinno go być. Zaczynał zadawać się z osobami, z którymi nie powinien się zadawać. Nastoletni okres jego życia był tym momentem, w którym wszystko zaczęło się rozmazywać, a jedyną stałą był strach. Strach towarzyszył mu wszędzie. Wymyślenie tej osoby, którą stał się w dorosłym życiu, było odruchem obronnym. Udawanie idiotycznie pewnego siebie, beznamiętnego idioty było lepsze, niż życie w strachu, pochłonięty niechęcią do własnej egzystencji i szczerą nienawiścią wobec tego jak bardzo bez tego był niczym. Nie potrafił wiele, nie był dobrym przyjacielem, nie był specjalnie zdolny czy zabawny. Pusty błazen bez osobowości.
Jego ciało znało doskonale rozkład baru. Praca była pamięcią mięśni, nie wymagała od niego myślenia. Kolejne zamówienia lądowały na tacach kelnerów, oczy leniwie przesuwały się z bilecików, na przestrzeń przed sobą, na kelnerów wydających się nie mieć twarzy. Miał wrażenie, że patrzył na siebie gdzieś ponad swoim własnym ramieniem. Balonik przyczepiony do tego pustego ciała przy pomocy nitki, Ego, przyglądające się tej monotonnej, nudnej egzystencji. Dysocjacja nie była niczym nowym. Mogła równie dobrze nie wracać i nie zrobiłoby mu to żadnej różnicy. Nawet oddawał się small talk z niektórymi bezimiennymi kelnerami bez twarzy, do tego też nie potrzebował siły.
Egzystencja na autopilocie. Do następnej imprezy, wtedy mógł zapić Ego. I było łatwiej, lżej, przyjemniej.
Fantastycznie.
vita holloway
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Idealna definicja niespełnionej przyjaźni w słowniku Vity Holloway. Zmiętej i wyrzuconej przez niego do śmieci z dnia na dzień. Może to była też po części jej wina, że nawet się do niego nie odezwała po usłyszeniu rzekomej informacji, jak kpił z jej sytuacji rodzinnej przed innymi ludźmi, ale później, przyglądając się z oddali jego zachowaniom, widząc, jak coraz mocniej zaczął imprezować, jak nie miał nawet zamiaru do niej podejść, napisać, zapukać do jej domu - a doskonale przecież wiedział, gdzie mieszkała - wszystko sprowadzało się tylko do jednego. Była przy nim, kiedy tego potrzebował. Kiedy wzdychał co pięć minut to do jednej, to do drugiej osoby, zawsze była obok, żeby przypomnieć mu, jak cholernie zajebistym jest człowiekiem i że za chwilę pewnie zakocha się w kolejnej. Między nimi nigdy nie doszło do żadnej romantycznej sytuacji, żadnego zbliżenia. Vita bezwstydnie przebierała się przy nim w swoim pokoju, a on nieraz pomagał jej zapiąć ramiączka od stanika. Nie raz, kiedy któreś z nich wpadło w tarapaty z rodzicami, spotykali się na swojej miejscówce albo po prostu leżeli na dachu domu państwa Holloway, wymyślając, jak wyżebrać od rodziców kasę, żeby pójść na mecz Maple Leafs i powzdychać do zajebiście atrakcyjnych hokeistów.
Stojąc na zewnątrz, czuła, jakby coś ją przygniatało, jakby zabierało powietrze z jej klatki piersiowej. Wdychając dym z papierosa, miała wrażenie, że płuca jej się zapadają, co ostatecznie doprowadziło do ataku paniki i napadu kaszlu, aż do łez. Odwróciła się tym razem twarzą do ściany, oparła o murek i zaczęła kaszleć, z nadzieją, że zaraz dojdzie do siebie.- Zdrajca - mruknęła do siebie przez kolejny długi atak kaszlu. Nim się zorientowała, łzy spływały ciurkiem po jej policzkach, bo tak naprawdę dopiero teraz zdała sobie sprawę, że przez tyle lat była sama jak palec. Osiem lat odpychania ludzi ze strachu przed zranieniem, przed tym, że znowu poczuje to samo co wtedy, gdy do końca roku siedziała sama w ławce, a odbicie tego cholernego kauczuka od szkolnej ławki słyszała już nie obok siebie, a kilka rzędów dalej. Spoglądała wtedy na tego patafiana w okularach na nosie, który nie zdawał sobie nawet sprawy, jak bardzo ją zranił.
Wzięła głęboki wdech, przetarła oczy wierzchem dłoni i rzuciła ledwo dopalającego się papierosa gdzieś na bok, zanim zgniotła go butem i wróciła do środka. Umyła ręce i stanęła obok niego, zerkając na kolejne zamówienia. Zabrała się do pracy tuż obok, starając się go ignorować. W mgnieniu oka zrobili wszystkie drinki, a Vita schyliła się do lodówek i zaczęła zapisywać na kartce, jakie napoje powinni za chwilę przynieść z piwniczki na dole, żeby nie musieć schodzić po nie nie wiadomo ile razy podczas zamknięcia. - Będziesz miał chwilę, żeby porozmawiać po zmianie, czy mam ci przypomnieć krótko przed, bo jeszcze zapomnisz? - zapytała opryskliwie, po czym odchrząknęła. - Chciałabym porozmawiać. - Odwróciła się, chwytając skrzynkę, która miała posłużyć do znoszenia butelek z dołu i wciągania ich z powrotem na górę, żeby później poukładać je w lodówkach.- Pomożesz mi z tym? - zerknęła na niego i ruszyła w stronę piwniczki, powoli schodząc po schodach, uważając na głowę, żeby o nic nie uderzyć.
ex-bestfriend
-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Vita była żywą i oddychającą przypominajką o tym, jak kiedyś potrafił być okay gościem. Nie podobało mu się to ani trochę.
Przyjął ciszę, całkiem ciesząc się z takiego obrotu spraw. Nie musiał z nią rozmawiać, oprócz komunikowania prostych spraw, jak dawanie jej znać, że przechodził za nią, czy po której stronie będzie szedł. Krótkie rozmowy z kelnerami też mu w gruncie rzeczy nie przeszkadzały, dotyczyły w większości tego, co mieli na stanie i o szczegółach zamówień, które wbijali w POS. Po dłuższym czasie i kolejnym peaku, postanowiła się jednak znów do niego odezwać, kiedy korzystał z momentu spokoju, by uzupełnić managerską tabelkę z odczytami temperatur w lodówkach i innymi nudnymi rzeczami. Spiął mięśnie szczęki, zaciskając na moment zęby i marszcząc brwi, pochylając się nad swoim świstkiem papieru.
- A ja bym chciał wygrać Lotka. - rzucił beznamiętnie, bo skoro mówili co by chcieli, no to czemu nie podzielić się swoim niby-marzeniem. Gdyby wygrał miliony, to mógłby iść w cholerę i zostawić swojej rodzinie więcej, niż potrzebowali, żeby mogli robić co tylko chcieli. Mógłby się ulotnić z życia i nie czuć się z tym źle, bo zostawiałby fortunę dla sióstr. Nie było złą opcją. Westchnął ciężko, nawet to westchnienie pobrzmiało irytacją. - Zaraz. - robił coś. Nie będzie rzucał wszystkiego tylko dlatego, że nie chciało jej się wykonać kilka kursów i wolała przytaszczyć w jednym kursie. Niech sobie tacha. W nosie to miał.
Skończył swoje rubryczki spokojnie, odwiesił tabelkę na swoje miejsce i dopiero wtedy niespiesznie ruszył jej śladem.
- Co mam wziąć? - zapytał, zanim jeszcze stanął na stabilnym gruncie, opierając się bokiem o sklepione, gładkie przejście do składziku. Nie przyznałby tego przed siostrą, ale zdecydowanie spędził w tym chłodnym miejscu zbyt wiele czasu z losowymi pracownikami, wcale nie zajmując się dostawą. Brak ostrego światła, przytłumione odgłosy sali dochodzące z góry, rozbiegane dłonie w ciemnych kątach, niecierpliwe, walczące o każdą ulotną chwilę.. Ale w tamtym momencie? Nawet na nią nie patrzył. Nie miał najmniejszego zamiaru jej uwodzić nawet na tak krótką chwilę, nie był w nastroju, a i ona nie była w jego typie. Poszedł za nią tylko dlatego, ze gdyby zrobiła sobie krzywdę, próbując coś udowodnić cholera wie komu, to jego rodzina musiałaby za to płacić.
vita holloway
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
don’t leave me dry
Stojąc w jego towarzystwie, zerkała raz po raz, jak nalewał alkohol do wysokich szklanek, jak niezdarnie okulary osiadały mu na nosie, a kosmyki włosów układały się w tym swoim wiecznie roztargnionym stylu. Co jakiś czas na jej ustach pojawiał się drobny uśmiech, który musiała tłumić, przygryzając policzki od środka. Nie mogła sobie przecież pozwolić na jakiekolwiek pozytywne odczucia wobec niego. Przecież ją odrzucił. Zostawił ją dla lepszych znajomych, zostawiając samą na pastwę tych okrutnych dzieciaków z liceum, którzy uwielbiali obrażać ją na każdym kroku. Przypomniało jej się, jak przechodziła długimi szkolnymi korytarzami ze słuchawkami w uszach, próbując ignorować wytykanie palcami, śmiechy i przezwiska. A za każdym razem, gdy słyszała Radiohead - High and Dry, piosenkę, która dosłownie przypominała jej tę sytuację i to, jak się czuła po zdradzie ze strony Benniego, wszystko wracało ze zdwojoną siłą. Tak było i teraz. Momentami nuciła tę piosenkę pod nosem, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo bólu, ale i również nostalgii jej przyniosła. Chciała jednak może zakopać topór wojenny. Albo chociaż dla własnego zdrowia psychicznego po prostu z nim pogadać. Zapytać, czemu to zrobił. Czemu zerwał ich przyjaźń.
Tak szybko, jak pojawiła się w niej ta myśl, tak samo szybko zniknęła, gdy ten opryskliwy dziad postanowił utrzeć jej nosa swoim komentarzem.- Pfft, jeżeli tak jak w liceum dalej nie potrafisz skreślać poprawnej liczby numerków w lotka, to na bank nie wygrasz. - prychnęła tylko i odwróciła się od niego, chwytając tę cholerną skrzynkę, po czym zeszła na dół do piwniczki, która na bank mijała się z jakimikolwiek zaleceniami health and safety regulations. Gdy zeszła na sam dół, odstawiła skrzynkę na coś, co przypominało prowizoryczny stolik, i zmrużyła oczy, próbując dojrzeć cokolwiek więcej, choć wisząca pod sufitem lampka ledwo co rozpraszała mrok. Chwilę później wynurzyła się z powrotem na schody i podbiegła do niego, chwytając go za nadgarstek.- no chodź- rzuciła głośniej, ciągnąc go za sobą w dół po tych cholernie nierównych schodach, o mały włos nie wywracając ich obojga prosto na te zgrabne tyłki. Poleciała do przodu, opierając się o stolik, po czym wybuchnęła śmiechem. Chwilkę później spoważniała i odwróciła się niczym tornado,- a tak by the way, mógłbyś być milszym kierownikiem zmiany - uderzyła go lekko pięścią w ramię.- Złożę na ciebie skargę.- Zarzuciła jedno ramię na drugie i stanęła teatralnie, tupiąc nogą tak o, na pokaz, żeby zademonstrować, jak bardzo była tym wszystkim niezadowolona. - Potrzebujemy wszystko, co jest na tej liście, tuut... - Nachyliła się do skrzynki, chcąc wyciągnąć kartkę z rozpiską, ale jej tam nie było. Musiała zostać na górze.- Hm, pobiegnę na górę-Próbując go wyminąć, usłyszała tylko huk zamknięcia. Zrobiło się jeszcze ciemniej, a jedynym źródłem światła pozostała ta cholerna lampka wisząca z sufitu, na kabelku, który równie dobrze mógł zaraz się odłamać i porazić ich prądem.- Shit - wymamrotała pod nosem. Pobiegła po schodach na górę, ale drzwi były zaklinowane. Od strony piwnicy nie było nawet cholernej klamki. - Czy twoja rodzina nigdy się nie nauczy?!- Zrezygnowana zeszła z powrotem po schodach. Nachyliła się do skrzynki, chwyciła limonkę i wyprostowała się, marszcząc nos i oczy. Zamachnęła się, po czym rzuciła nią prosto w niego. - Czemu mnie zostawiłeś?!
drying up in conversations,
you'll be the one who cannot talk
Bennett
-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Czy ty masz jakąś dwubiegunówkę? - burknął w jej stronę, nadal na tym swoim ostatnim stopniu, nie mając zamiaru się do niej zbliżać. Wyraźnie był w tym postanowieniu jedyny. Znowu go dotknęła, tym razem uderzając pięścią w ramię. Gorąca agresja zaczynała powoli wrzeć w jego ciele i nawet nie chciało mu się szukać powodu dla którego ta dziewczyna wyprowadzała go z równowagi tak bardzo, zmuszając do palenia energii na złości. Nie chciał bawić się z nią w słowne przepychanki uznając to również za poniżej swoich standardów i..
Oczywiście, kurwamać, że te drzwi się zatrzasnęły. Przymknął na moment oczy, przytrzymując oddech po głębokim wdechu. Gdyby go nie pospieszyła na dół, przesunął by ten kawałek drewna, który przewiercił do drzwi, by zapobiec takim sytuacjom. Może by jej to nawet wytknął, gdyby nie zaczęła bluzgać na jego rodzinę. Dobra, w tamtym momencie już widział czerwień.
- Gówno wiesz o mojej rodzinie. - o umierającej matce, ojcu który wydawał się powoli umierać razem z nią, najstarszą z sióstr, biorącą na barki zbyt wiele, najmłodszą, która plątała się w jeszcze większe tarapaty niż on. Nic nie wiedziała. Nie było jej przez lata, nie znała już ani trochę jego ani tym bardziej jego rodziny. Zwinął dłoń w pięść przy swoim boku, spięte mięśnie błagały, żeby uderzył w coś, cokolwiek i sobie ulżył.. Tyle że wszystko w tym pomieszczeniu było jego rodziny. Nie chciał ich kosztować więcej, niż te stracone nerwy w codziennym życiu, które i tak im zabierał.
Limonka odbiła się od jego klatki. Lexie już moment temu przekroczył próg cierpliwości względem dziewczyny. Bez słowa uciął dystans między nimi, łapiąc ją za nadgarstki, przyciskając przy pomocy bioder do wysoko ułożonych kratek z winem. - To ty poszłaś w cholerę! - warknął na nią, mimo że głosu nie musiał podnosić, jej twarz znajdowała się może w odległości kilku centymetrów od jego. Pamiętali tą sytuację wyraźnie zupełnie inaczej i doprowadzało go do jeszcze większego szału, że próbowała zrobić z niego czarną owcę. Nikogo nie zostawił. Po prostu nie był z tych, którzy błagaliby o odrobinę uwagi, skoro mogli ją znaleźć gdzie indziej. Vita nie była w tej kwestii specjalna i kiedy go zostawiła, po prostu znalazł sobie innych znajomych.
vita holloway
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wiedziała, że coś jest nie tak, ale gniew, upokorzenie i uczucie odrzucenia, które czuła przez niego tyle lat temu, tak bardzo wypełniały jej klatkę piersiową, że nie była już w stanie się opanować. Miała ochotę krzyczeć, rzucić się na niego, wybuchnąć płaczem, a zamiast tego chwyciła tę cholerną limonkę i po prostu cisnęła nią w niego. Przez ułamek sekundy poczuła ulgę, wyrzucając z siebie to pytanie. Tylko przez moment, bo chwilę później poczuła ucisk na nadgarstkach. Nie miała dokąd uciec - za plecami opierała się o kratki z winem, a przed nią stał Alexis, zaledwie centymetry od jej twarzy. Otworzyła usta w szoku, słysząc, co mówił. - Kłamca - odpowiedziała, zaciskając pięści, choć nie mogła poruszyć rękami.- Jak śmiesz kłamać mi prosto w twarz, kiedy z dnia na dzień mnie zostawiłeś? Ignorowałeś mnie. Stałam się nikim.-Wyrzuciła to z siebie, a w jej oczach zaczęły zbierać się łzy. - Może to dlatego, że nigdy się z tobą nie przespałam? Znudziłam ci się, huh?- Kiedy poczuła, że jedną ręką ściska jej nadgarstek odrobinę lżej, uwolniła się z tego uścisku. Bez większego namysłu uniosła dłoń i położyła ją na jego szyi, przesuwając dalej, na tył głowy, gdzie wplotła palce w jego włosy. Zacisnęła je mocno i odchyliła jego głowę do tyłu.-Potrzebowałeś wrażeń?-Przybliżyła twarz do jego odsłoniętej szyi i złożyła na niej delikatny pocałunek, by chwilę później przyciągnąć jego twarz bliżej swojej. Spojrzała mu prosto w oczy przeszklonymi, niebieskimi tęczówkami. - Przyjaźń ze mną ci ich nie dawała?- Nie dając mu szansy na odpowiedź, złączyła ich usta w pocałunku przepełnionym wieloletnią złością, rozczarowaniem, napięciem - wszystkim tym, co Vita przez tyle lat tłumaczyła sobie jako powód jego odejścia. Może po prostu znudził mu się fakt, że nigdy nic między nimi się nie wydarzyło i ta przyjaźń przestała mieć dla niego sens? Może chodziło mu tylko o jakąś cholerną transakcję emocjonalną? Przechyliła lekko głowę, pogłębiając pocałunek, a po chwili wsunęła ostrożnie język do jego ust, zastanawiając się gorączkowo, jaki będzie jego następny ruch.
bennettoza