
— Wychowała się w rodzinie typowo gastronomicznej. Ma dobre wyczucie smaku i świetnie radzi sobie z gotowaniem.
— Storytelling to jej mocna strona. Każdą historię opowiada z pełnym zaangażowaniem i chętnie przejmuje rolę narratora podczas wieczorów z planszówkami.
— Dzięki obserwacji potrafi dobrze odczytać emocje innych.
— Dobrze naśladuje akcenty i dość szybko uczy się języków.
— Perfekcjonizm i pracoholizm. Zawsze daje z siebie sto procent i wiecznie wymaga od siebie zbyt dużo. Potrafi być wyrozumiała wobec innych, ale nigdy względem siebie.
— Choć na ogół zbyt dużo analizuje, czasem działa bez zastanowienia i pod wpływem emocji. Później musi mierzyć się z konsekwencjami. I naprawdę tego nie lubi.
— Przez nieprzyjemne doświadczenia boi się wychodzić wieczorami sama z domu. Ma zamknięte drzwi na klucz niemal przez całą dobę i notorycznie sprawdza, czy faktycznie je zamknęła.
Sala weselna mieniła się srebrem i złotem jakby obsypana brokatem. Ślub członka rodziny właścicielskiej był pierwszym wydarzeniem zorganizowanym w lokalu świeżo po jego otwarciu. Selene, starsza siostra Shereen wyglądała niezwykle w tej pięknej sukni obszytej koronkami. Bukiet ze słoneczników tylko dodawał jej lekkości i sprawiał, że jej twarz promieniała bardziej, niż zazwyczaj. W końcu mogła stać się kimś więcej, niż narzeczoną mężczyzny, którego kochała całym sercem. Młodsza siostra zawsze życzyła jej jak najlepiej, tylko czasem zazdrościła — jak to u dwunastolatek bywa. Chciała mieć ślub jak z bajki, a definicję miłości opierała głównie na tym, co widziała u siostry. Sele i Noah byli zgodni niemal we wszystkim. Wspólnie podejmowali decyzje, wspólnie robili zakupy. Coś pięknego, prawda? Byli tak cholernie inni, niż małżeństwo państwa Winfield. Oni byli służbowi. Zdystansowani względem siebie i dzieci — ślub też brali dla dobra interesu. Ojciec przed otwarciem wspólnego biznesu z żoną prowadził lokal gastronomiczny. Wraz ze swoim przyjacielem, zainwestowali w knajpę z curry. Obroty były spore, zyski duże. Zrezygnował z tego lokalu, gdy po kilku latach małżeństwa, wraz z panią Winfield zdecydowali się na otwarcie sali bankietowej. To było jej marzenie; ambitnej kobiety pochodzącej z prostego domu, która poślubiła bogatego mężczyznę. Sheri nie przepadała za tamtą babcią, ani tamtym dziadkiem. Odnosiła wrażenie, że patrzyli na zięcia nie jak na człowieka, lecz na worek z pieniędzmi. Strasznie ją to drażniło, bo dla niej, ojciec był przede wszystkim wartościową osobą. Suma na koncie nie przyćmiła mu ambicji, wartości, ani priorytetów. Dużo pracował, ale zawsze był niezwykle rodzinny. W dniu ślubu Selene to on rozpłakał jako pierwszy i to on najbardziej cieszył się szczęściem córki. Dzięki sali małżeństwo wzmocniło swoją pozycję na rynku, a Sheri oraz Selene miały dużo łatwiejszy start, niż rówieśnicy. W czasach szkolnych i nastoletnich nie musiały martwić się o nowe podręczniki, kosmetyki czy ubrania. W dorosłości natomiast uniknęły kredytów studenckich czy mieszkaniowych. Przyjęła życie takim, jakim jest — i była pewna, że gdyby znajdywała się po drugiej stronie medalu, również by ją zaakceptowała. Musiałaby ją zaakceptować.
Rodzice cenili sobie pracę i mieli do niej szacunek. Tego samego uczyli swoje córki. Sheri, jako nastolatka, często pomagała rodzicom w pracy. Kelnerowała, sprzątała i dekorowała salę. Ojciec doceniał jej starania i zaangażowanie, nagradzając ją materialnie. Nie lubiła pracować — jak każdy — lecz miała z tego dodatkowe korzyści, co motywowało ją do działania. Nie była do niczego zmuszana. Po szkole wolała przyjść do lokalu i pomóc, niż wychodzić ze znajomymi na miasto. Miała swoją paczkę przyjaciół. Trzymała się z nimi blisko. To z nimi pierwszy raz piła w parku i z trudem uniknęła mandatu. W ich towarzystwie popalała pierwsze papierosy i to przez nich potrafiła zarobić szlaban, bo wróciła późno do domu. W dodatku w nie najlepszym stanie. Godziła ze sobą te dwa życia, ale często brakowało jej czasu na naukę. Orłem nie była. Dziecko zdolne, lecz leniwe — wiedziała, że nauczyciele mówili tak o większości uczniów. Owszem, nie chciało jej się uczyć. Do nauki zaczęła podchodzić na poważnie dopiero w drugiej klasie szkoły średniej. Rodzice mieli opłacić jej dalszą naukę, a ona nie przepuszczała okazji. Cieszyła się, bo nie musiała robić tego sama. Liceum było jak powiew chłodnego wiatru w gorący poranek; orzeźwiające, przyjemne, niesamowite. Studia nauczyły ją, że dorosłe życie było już tylko echem, pozostałością po tej nastoletniej wolności.
Ottawa była pierwszym i jedynym wyborem. Chciała zamieszkać ze swoim wieloletnim przyjacielem. To on planował ten wyjazd, on załatwiał im mieszkanie, choć wcześniej dogadywali się wspólnie, co do dzielnicy i ceny. Nie chciała się w to angażować z dość prostego powodu — miał tam rodzinę i znajomości. Wynajęli mieszkanie nieopodal uniwersytetu, obydwoje poszli na pokrewne kierunku; ona na animację komputerową, Joe na realizację filmową. Mimo tego, że lubiła pracę z rodzicami i chętnie im pomagała, podświadomie czuła, że zarządzanie nie było dla niej. Zbyt duża odpowiedzialność ciążąca na ramionach jednej osoby i świadomość, że musiałaby być odpowiedzialna za lokal i ludzi, przerażały ją na równi z pająkami. Czuła się dużo lepiej w świecie, w którym ograniczała ją tylko wyobraźnia. Rodzice tego nie popierali, nie byli zachwyceni, gdy zdradzała im kierunek studiów. Zwłaszcza matka. Ojciec zawsze był elastyczniejszy i dużo bardziej otwarty; szczerze, byłaby zdziwiona, gdyby akurat on miał większy problem. Shereen radziła sobie nieźle, choć miewała momenty, w których chciała zrezygnować i wrócić do Toronto. Załamywała się nad egzaminami, wykańczały ją zajęcia praktyczne, ale jako niezwykle uparta osoba, dążyła do sukcesu. Poznała też mężczyznę. Nazywała go swoją pierwszą, poważną miłością. Nie spotkali się na studiach, nie na zajęciach praktycznych. W barze. Jednym z wielu zwykłych barów. On siedział w towarzystwie swoich kumpli, najwidoczniej znużony ich jazgotem. Miał na sobie ciemne, lekko sprane jeansy, zbyt luźną bluzę z kapturem, podwinięte rękawy i pociągające spojrzenie. Tamtego wieczora nie spuszczał z niej oka. Wydawał się nią zainteresowany — a ona nie była mu dłużna. Zagadał.
Przy nim zrozumiała, że miłość potrafi mieć wiele twarzy, zupełnie jak ludzie. Romantyzm i kompromisy nie sprawdzały się w każdym przypadku. Niektórzy potrzebowali adrenaliny i rywalizacji w związku. Zawsze marzyła o tej pierwszej, dostała drugą. I nauczyła się tkwić w relacji, w którą wielokrotnie wątpiła. W pewnym momencie zaborczość przestała być pociągająca, stała się balastem. Winfield nie chciała do nikogo przynależeć, bo ceniła sobie wolność. On wolał toksyczne przywiązanie i wyrzeczenia.
Rozstali się z hukiem. Jeszcze wtedy nie wiedziała, że będzie musiała przedstawiać go przyjaciołom nie, jako byłego chłopaka, lecz stalkera. Rozstając się z nim, pragnęła po prostu uciec. Czuła się zbyt przytłoczona jego osobą i świadomością, że gdziekolwiek nie poszła, on o tym wiedział. Śledził ją jak łowca ranną ofiarę. Osaczał ją jak wilki ranną sarnę. Trzeci i ostatni rok studiów był najtrudniejszy. Zakończyła związek, który okazał się początkiem prywatnej katastrofy. Dowiedziała się o postępującej chorobie ojca i została wezwana do Toronto, żeby podpisać akt własności sali bankietowej. Wróciła do miasta na święta i już w nim została. Pod czujnym okiem ojca szkoli się na bizneswoman, były chłopak wciąż wypisuje do niej z zastrzeżonych numerów, a ona nie potrafi odnaleźć się w tym chaosie. Wszak ten nigdy nie był częścią jej życia, a teraz stał się fundamentem.
— W papierach notarialnych widnieje jako właścicielka sali bankietowej rodziców. W praktyce wygląda to tak, że ojciec wciąż nią zarządza. Ona podpisuje tylko papierki. Selene, która została wzięta pod uwagę jako pierwsza, odrzuciła darowiznę rodziców, bo wolała skupić na swoim prywatnym życiu.
— Selene zakorzeniła w niej słabość i miłość do słoneczników. Do dziś uważa, że żadne kwiaty nie wyglądają tak szczęśliwie jak słoneczniki, dlatego często rysuje je w swoich projektach animacyjnych i szkicach.
— Rodzice przygotowywali ją do prowadzenia biznesu, ale ona zawsze czuła, że nie chce odpowiadać za cudze życie i utrzymanie. Animacja miała być jej indywidualną formą terapii i ucieczką od tego, czego wolałaby po prostu uniknąć.
— W lutym bieżącego roku dowiedziała się o tragicznym wypadku samochodowym, w którym zginął jej najlepszy przyjaciel. Wracał do domu i ostatecznie do niego nie dojechał. Pojawiła się na pogrzebie i tam spotkała jego, swojego byłego stalkera. Miała cichą nadzieję, że po trzech miesiącach od jej wyjazdu z Ottawy, mężczyzna zostawi ją w spokoju i zacznie żyć własnym życiem. Pierwszą wiadomość po pogrzebie Joela, rzekomo wysłaną akurat przez niego próbowała obrócić w okrutny żart. Niestety, ale to nie był żart, lecz kolejny etap niezdrowej obsesji.
— Kolekcjonuje różne dziwne kubki. Im bardziej kiczowate, tym większą radość jej sprawiają.
— Bardzo źle znosi poranne wstawanie i twierdzi, że jej mózg zaczyna działać dopiero około południa.
— Sprawdza kilka razy dziennie, czy zamknęła drzwi na klucz.
— Ma dobrą pamięć do twarzy, ale beznadziejną do imion.
— Jest mistrzynią w zasypianiu w niewygodnych miejscach i pozycjach. Biurko to nic w porównaniu do przyśnięcia z kubkiem ciepłej kawy na sofie. W dodatku na siedząco.